StoryEditor
Twarz
18.05.2014 00:00

Opalanie po polsku

Z jednej strony rośnie popyt na kosmetyki przeciwsłoneczne z najwyższymi filtrami, z drugiej 20-30 proc. Polaków w ogóle nie używa takich produktów. Z jednej strony chronimy się przed promieniowaniem UV, z drugiej nie możemy się obejść bez przyspieszaczy opalania. Jesteśmy rozdarci między świadomością tego, że jasna skóra jest zdrowa, ale opalona – pociągająca. 

Długi majowy weekend przyjęło się uznawać za przełomowy dla kategorii kosmetyków słonecznych. Skumulowane państwowe święta dają Polakom kilka dni na leniuchowanie, które wielu z nas wykorzystuje na udanie się na łono mniej lub bardziej okiełznanej natury. Teoretycznie o tej porze roku wiosna powinna być w rozkwicie, a lato już  nadchodzić tanecznym krokiem. Teoretycznie. W  praktyce natura ma w nosie nasze marzenia o leżeniu plackiem na kocyku, na świeżej, zielonej trawce i wygrzewanie się w pierwszych promieniach słońca. Bywa, że tak jak w tym roku, postanawia ostudzić nasze zapały nocnymi przymrozkami, porywistym wiatrem i deszczem. Kupione na okoliczność pierwszego opalania kosmetyki ochronne powracają na półki z nadzieją, że jeszcze nadarzy się okazja, by po nie sięgnąć. Tak jak w domach preparaty przeciwsłoneczne pozostają nietknięte, tak samo w sklepach ich sprzedaż zamiera. I to jest największy problem, z którym muszą się mierzyć producenci i dystrybutorzy kosmetyków sezonowych. – To sprzedaż silnie sezonowa – przyznaje Justyna Rogalińska z działu PR firmy Oceanic (kosmetyki AA Sun).  – Im cieplejsze i bardziej słoneczne lato, tym większe zainteresowanie konsumentów kosmetykami do opalania.
Anna Pilip, reprezentująca markę Lirene (Laboratorium Kosmetyczne Dr Irena Eris) podkreśla, że kategoria notuje wzrosty sprzedaży. – Może to wynikać z rosnącej świadomości zagrożeń, jakie wiążą się z opalaniem, jak również z pogody, która w 2013 roku dopisała. Szczyt sprzedaży to miesiące wakacyjne – lipiec i sierpień. Wrzesień to koniec sezonu  – w tym miesiącu zaopatrują się konsumenci wyjeżdżający za granicę – mówi. Zdania producentów i dystrybutorów są tu nieco podzielone. Ci ostatni uważają, że sprzedaż słonecznej oferty zaczyna słabnąć ze względu na zmianę zwyczajów zakupowych Polaków. – Zauważamy, że coraz więcej osób wyjeżdżających za granicę kupuje kosmetyki przeciwsłoneczne nie w Polsce, ale tam, w kurortach do których jadą – stwierdza Andrzej Gryciuk, właściciel hurtowni An-Mar. Tego samego zdania jest Leszek Szwajcowski, wiceprezes sieci Drogerie Polskie. – W Polsce mamy krótkie lato, więc właściciele sklepów liczą, że sezon na ofertę słoneczną wydłuży się dzięki podróżującym za granicę, gdy u nas już jest chłodno. Zauważamy jednak, że te nawyki zakupowe zaczynają się zmieniać. Być może ze względu na to, że coraz więcej osób lata samolotami, tanimi liniami. Zabierają ze sobą jak najmniej bagażu, kupują potrzebne rzeczy na miejscu – mówi.
Sięgamy po wyższe faktory  – fakt czy życzenie?
Anna Pilip zauważa, że nadal około 20 proc. kobiet i 30 proc. mężczyzn w ogóle nie używa kosmetyków do opalania, a ponad połowa z sięgających po te preparaty wybiera kosmetyki z filtrem niższym niż 20 SPF. Podobne spostrzeżenia mają osoby reprezentujące handel. Dystrybutorzy uważają, że tak silna sezonowość tej kategorii wynika z tego, że kremy przeciwsłoneczne kojarzą się nam tylko z wakacjami i plażowaniem. – Ci, którzy wybierają się na urlop nad morze, kupują je i stosują, ale jak pracują w przydomowym ogródku już nie mają nawyku sięgania po preparaty z filtrami. Tak jakby słońce operowało tylko na plaży i podczas urlopu – śmieje się Leszek Szwajcowski.
Patrząc na kategorię w dłuższej perspektywie, nie da się jednak zdaniem naszych rozmówców nie zauważyć, że zapotrzebowanie na kosmetyki słoneczne rośnie wraz ze świadomością społeczeństwa o skutkach nadmiernego opalania. Zasługi przypisywane są m.in. mediom, które systematycznie powracają do tematu profilaktyki przeciwsłonecznej, informują o potencjalnych zagrożeniach – od poparzeń słonecznych począwszy, przez przyspieszenie procesu starzenia, aż po następstwa w postaci chorób nowotworowych. – Świadomość zagrożeń i odpowiedzialność za zdrowie swoje i bliskich powodują wzrost zainteresowania preparatami ochronnymi, szczególnie z wyższymi filtrami – mówi Joanna Kowalczuk, kierownik działu marketingu firmy Ziaja. Tego samego zdania jest Katarzyna Butrymowicz-Knap, dyrektor marketingu w firmie Bielenda. – Bez wątpienia przywiązujemy coraz większą wagę do prawidłowej ochrony przeciwsłonecznej. Kiedyś największą sprzedaż notowały produkty o niskich filtrach – chcieliśmy się szybko i intensywnie opalić w krótkim czasie. Teraz trend jest odwrotny. Chętniej sięgamy po filtry średnie i wysokie, mając na uwadze szkodliwe działanie promieni słonecznych – stwierdza. Opalenizna nie wychodzi z mody, bo muśnięta słońcem skóra wygląda zdrowiej i młodziej. Ale… – Nie jest modna brązowa, spieczona na słońcu lub w solarium skóra. Opalenizna zgodna z trendami jest delikatna, naturalna i promienna – podsumowuje Alicja Bocian, junior marketing specialist w firmie Floslek.
Ochrona i pielęgnacja z najmodniejszymi składnikami
Podstawową funkcją kosmetyków przeciwsłonecznych jest ochrona przed promieniowaniem UVA i UVB, które przyjęte w nadmiarze szkodzi. Poza skutecznością, jak w przypadku wszystkich innych kosmetyków, konsumenci szukają przyjemności w ich stosowaniu. Powinny ładnie pachnieć, dobrze się wchłaniać, nie lepić i nie „wałkować” na skórze, równomiernie rozprowadzać i nie pozostawiać plam. – Niewątpliwie dużą rolę przy wyborze kosmetyku odgrywa  wygodna forma aplikacji, podobnie jak atrakcyjna relacja ceny do jakości – zauważa Justyna Rogalińska.  – Wybierając produkt do opalania, zwracamy również uwagę na dodatkowe właściwości pielęgnacyjne, takie jak nawilżanie lub regeneracja – podkreśla. W kosmetykach z tej kategorii znajdziemy więc już nie tylko substancje kojące, jak pantenol czy alantoina, ale też modne składniki, takie jak olejek arganowy (emulsje Argan Oil wprowadziła w tym sezonie np. firma Eveline Cosmetics, a firma Bielenda zaproponowała Arganowy olejek do opalania w serii Bielenda Bikini), olejek makadamia,  masło karite, kwas hialuronowy, aloes, witaminę E i wiele innych. Przybywa też rodzajów produktów. Mamy mleczka, olejki, balsamy, pianki, żele, emulsje, spraye. Preparaty do twarzy i do ciała, ochronne pomadki na usta. Kosmetyki do opalania i po opalaniu – łagodzące jego skutki i utrwalające opaleniznę. Tradycyjne preparaty i z drobinkami złota, które podkreślają piękno delikatnie opalonego ciała.  W asortymencie każdej marki oferującej kosmetyki przeciwsłoneczne znajduje się też zazwyczaj przyspieszacz opalania – to dla tych, którzy chcą jak najszybciej złapać opaleniznę, ale nie poparzyć skóry.
Duży czy rozsądny wybór?
Aby jak najlepiej wykorzystać potencjał sezonowej słonecznej oferty, należy ją jak najlepiej wyeksponować w sklepie, by rzucała się w oczy i przypominała o sobie. Sposób ekspozycji zależy od formatu sklepu, od tego, ile miejsca można przeznaczyć na sali sprzedaży na prezentację ofert specjalnych i sezonowych. – W sklepach tradycyjnych, gdzie pojawia się oferta danej marki, warto, aby kosmetyki chroniące przed słońcem stały przy innych tego typu preparatach, np. na dodatkowych stojakach. Dodatkowo warto wyeksponować kosmetyki przeciwsłoneczne przy produktach sezonowych, takich jak zabawki letnie dla dzieci. W mniejszych punktach sprzedaży, które z powodu ograniczenia powierzchni wykorzystują swoje półki, sprawdza się eksponowanie produktów do opalania w jednym bloku. Przy tego typu ustawieniu układamy produkty seriami – przed opalaniem, dla dzieci, dla całej rodziny i po opalaniu, a w ramach każdej serii ustawiamy produkty od lewej – od najniższych do najwyższych faktorów – podpowiada Anna Pilip. Joanna Kowalczuk podkreśla, że warto oferować jak największy wybór produktów. Tam gdzie to możliwe postawić stojak ze słonecznymi kosmetykami, a jeśli nie ma na niego miejsca na półkach ustawić kosmetyki zarówno dla dorosłych, jak i dla dzieci, z niższymi i najwyższymi filtrami, a także aktywatory opalania.
Zazwyczaj zbudowanie szerokiej ekspozycji danej marki nie jest ryzykowne, bo większość firm przyjmuje od sklepów zwroty niesprzedanego towaru. Jednak  trzeba mieć na względzie, że dokonywanie zwrotów jest kłopotliwe z punktu widzenia dystrybutorów i producentów,  starają się więc to zjawisko zminimalizować. Niektóre firmy udzielają dodatkowych, bardzo atrakcyjnych rabatów, ale w zamian za rezygnację z prawa do zwrotu. Na to na pewno warto zwrócić uwagę przy zakupie słonecznych pakietów. Waldemar Rzepczyński, dyrektor zarządzający w firmie Mincer Pharma zaznacza też, że w obecnej sytuacji finansowej gospodarstw domowych należy się spodziewać koncentracji popytu na produktach uniwersalnych, mogących zaspokoić potrzeby maksymalnej liczby członków rodziny. Jego zdaniem sztuczne mnożenie asortymentu nie ma sensu.
 
Katarzyna Bochner


ZOBACZ KOMENTARZE (0)
StoryEditor
Twarz
26.10.2026 10:00
Od wyszukiwarki do rozmowy z AI. Gdzie dziś zaczyna się wybór kosmetyku?
Od wyszukiwarki do rozmowy z AI. Gdzie dziś zaczyna się wybór kosmetyku?
Od wyszukiwarki do rozmowy z AI. Gdzie dziś zaczyna się wybór kosmetyku? / Materiał Partnera
Od wyszukiwarki do rozmowy z AI. Gdzie dziś zaczyna się wybór kosmetyku?
/ Materiał Partnera
Od wyszukiwarki do rozmowy z AI. Gdzie dziś zaczyna się wybór kosmetyku?
/ Materiał Partnera
Od wyszukiwarki do rozmowy z AI. Gdzie dziś zaczyna się wybór kosmetyku?
Od wyszukiwarki do rozmowy z AI. Gdzie dziś zaczyna się wybór kosmetyku?
Od wyszukiwarki do rozmowy z AI. Gdzie dziś zaczyna się wybór kosmetyku?
Gallery

Konsumentka szukająca serum do skóry wrażliwej coraz częściej nie wpisuje już w wyszukiwarkę dwóch słów. Opisuje typ skóry, składniki, budżet i oczekiwany efekt, a następnie prosi AI o zawężenie wyboru. Dla marek beauty oznacza to zmianę nie tylko w mediach, ale w całej ścieżce decyzji zakupowej.

Od frazy do rozmowy

Przez lata wyszukiwanie można było opisywać dość prostą ścieżką: potrzeba, fraza, wynik, karta produktu. Ten model nie znika, ale obok niego pojawia się rozmowa, np. w ChatGTP. Użytkownik może zadać dłuższe pytanie, doprecyzować oczekiwania i oczekiwać odpowiedzi uwzględniającej konkretny kontekst. Widać to również w rozwoju samego Google. Firma testuje formaty reklamowe oparte na Gemini, które mają odpowiadać na konkretne pytania i pojawiać się jako pomocny element konwersacyjnego wyszukiwania. 

Dla beauty ma to szczególne znaczenie. Wybór kosmetyku rzadko sprowadza się przecież do samej kategorii produktowej. Znaczenie mają rodzaj skóry lub włosów, skład, rutyna, budżet, wcześniejsze doświadczenia i oczekiwany efekt.

Różnica polega więc nie tylko na długości zapytania. Zmienia się również sposób podejmowania decyzji. Użytkownik może najpierw zapytać o problem, później o składnik, następnie porównać kilka rozwiązań, a dopiero na końcu zainteresować się konkretną marką. Dla marketera oznacza to, że komunikacja produktowa powinna odpowiadać nie tylko na pytanie „co sprzedajemy?”, ale również „na jaki problem użytkownika odpowiadamy?” i „dlaczego właśnie ten produkt ma sens w danym kontekście?”.

Widoczność, wiarygodność i konwersja

Pierwszym wyzwaniem jest widoczność. Marka powinna myśleć nie tylko o zapytaniach takich jak „serum z witaminą C”, ale również o pytaniach opisujących potrzebę: „co stosować przy skórze reaktywnej?”, „jak pielęgnować włosy wysokoporowate?” czy „jaki kosmetyk wybrać przy pierwszych przebarwieniach?”. To wymaga szerszego spojrzenia na content. Opisy produktów nadal są ważne, ale coraz większą rolę odgrywają także poradniki, treści edukacyjne, FAQ, materiały eksperckie i odpowiedzi na bardziej szczegółowe pytania pojawiające się przed zakupem.

Drugim wyzwaniem jest wiarygodność. W środowisku, w którym użytkownik oczekuje konkretnej odpowiedzi, coraz większe znaczenie mają jasne informacje o produkcie, składnikach, zastosowaniu i efektach. Ogólny claim marketingowy może budować zainteresowanie, ale nie zawsze odpowiada na pytanie, które poprzedza zakup. Szczególnie w branży kosmetycznej istotna staje się spójność informacji. Jeśli reklama obiecuje jeden efekt, karta produktu opisuje go inaczej, a treść edukacyjna pozostaje bardzo ogólna, marka utrudnia użytkownikowi podjęcie decyzji. Im więcej punktów styku pojawia się po drodze, tym większe znaczenie ma konsekwencja w komunikowaniu właściwości i zastosowania produktu.

Trzecim wyzwaniem pozostaje konwersja. Nawet dobrze dopasowana rekomendacja niewiele daje, jeśli użytkownik trafia na stronę, która nie rozwija obietnicy, utrudnia znalezienie produktu albo nie prowadzi czytelnie do zakupu.

Reklama powinna pomagać, a nie przerywać

Reklamy w środowiskach konwersacyjnych nie warto traktować jak kolejnego miejsca do wyświetlenia tego samego komunikatu. Ich potencjał pojawia się wtedy, gdy reklama rzeczywiście odpowiada na intencję użytkownika i prowadzi do treści lub produktu związanego z jego potrzebą.

Można to sprowadzić do prostego modelu:

pytanie konsumenta → pomocna odpowiedź → wiarygodny dowód → właściwy kanał → mierzalne działanie.

AI nie zastępuje przy tym wyszukiwarki, social mediów, video czy remarketingu. Dokłada kolejny punkt styku do ścieżki, która już wcześniej była wielokanałowa. Google rozwija rozwiązania pozwalające lepiej dopasowywać reklamy i strony docelowe do bardziej konwersacyjnych zapytań, co pokazuje, że granica między wyszukiwaniem informacji a wyborem produktu będzie coraz mniej wyraźna. 

Dla marki kosmetycznej oznacza to konieczność większego uporządkowania całego ekosystemu komunikacji. Social media mogą inspirować i budować zainteresowanie, Search przechwytywać konkretną intencję, video demonstrować produkt lub sposób użycia, a remarketing przypominać o ofercie na późniejszym etapie decyzji. Środowiska AI dochodzą do tego układu jako kolejne miejsce, w którym użytkownik może zetknąć się z rekomendacją, porównaniem albo wyjaśnieniem.

Nie chodzi więc o zastępowanie jednego kanału drugim. Chodzi o to, aby odpowiedź na tę samą potrzebę pozostawała spójna niezależnie od miejsca, w którym konsument rozpoczyna swoją ścieżkę. Dlatego ważna jest obecność w miejscach, gdzie użytkownicy zadają pytania. Dobrym pomysłem jest korzystanie np. z ChatGPT Ads.

Co powinien sprawdzić marketer beauty?

Przed dokładaniem kolejnego narzędzia do media planu warto odpowiedzieć na kilka prostych pytań:

  • Czy znamy pytania, które konsumenci zadają przed zakupem?
  • Czy opisujemy efekt produktu językiem klienta, a nie wyłącznie językiem marki?
  • Czy treści odpowiadają na różne potrzeby skóry, włosów i rutyn pielęgnacyjnych?
  • Czy materiały produktowe zawierają konkretne i możliwe do zweryfikowania informacje?
  • Czy landing page rozwija obietnicę reklamy?
  • Czy kreacje odpowiadają etapowi decyzji?
  • Czy mierzymy nie tylko kliknięcia, ale także wartościowe działania po wejściu na stronę?
  • Czy Search, social media, video, remarketing i nowe środowiska AI tworzą jedną ścieżkę, czy funkcjonują osobno?

Strategia przed technologią

 – Największym błędem byłoby potraktowanie AI jak kolejnej powierzchni reklamowej. Marka kosmetyczna musi najpierw zrozumieć pytanie konsumenta, a dopiero potem dobrać komunikat, format i kanał. Widzimy to także w działaniach dla Sessio z portfolio Chantal, gdzie łączymy Search, Meta, TikTok, Performance Max i remarketing. Każdy z tych punktów styku pełni inną rolę, ale razem powinny prowadzić użytkownika drogą od zainteresowania produktem do zakupu – mówi Mateusz Bojanowski, Head of Digital w agencji Cityboard Digital.

Cityboard Digital odpowiada w przypadku Sessio za zintegrowane działania obejmujące m.in. kampanie Meta Ads, kampanie na TikToku, Google Search, Performance Max i remarketing, łącząc budowanie świadomości z generowaniem ruchu i sprzedaży online. 

ARTYKUŁ SPONSOROWANY
ZOBACZ KOMENTARZE (0)
StoryEditor
Twarz
06.10.2026 13:38
PDRN w serum zamiast w gabinecie. Czy kosmetyki mogą wykorzystać jego potencjał?
PDRN robi karierę w kosmetykach. Czy naprawdę działa?mat. prasowe

PDRN, do niedawna kojarzony przede wszystkim z zabiegami regeneracyjnymi i koreańską medycyną estetyczną, coraz mocniej wchodzi do codziennej pielęgnacji. Po składnik sięgają kolejne marki kosmetyczne, a jedną z najnowszych propozycji jest serum Revitalift Filler L’Oréal Paris z wegańską cząsteczką PDRN+. Pojawia się jednak pytanie: na ile składnik znany z zastosowań iniekcyjnych może działać również wtedy, gdy nakładamy go na skórę?

W tym artykule przeczytasz:

  • PDRN wychodzi z gabinetów
  • Wegański PDRN. Co właściwie oznacza?
  • Czy PDRN rzeczywiście działa nakładany na skórę?
  • PDRN w kosmetykach dopiero buduje bazę dowodową
  • L’Oréal Paris chce przenieść PDRN do codziennej pielęgnacji
  • Od koreańskich klinik do drogeryjnej półki

PDRN wychodzi z gabinetów

PDRN to skrót od polydeoxyribonucleotide – polideoksyrybonukleotydów, czyli fragmentów DNA. Składnik zyskał popularność w medycynie regeneracyjnej i estetycznej dzięki właściwościom związanym m.in. z procesami naprawczymi, regeneracją tkanek i działaniem przeciwzapalnym. Mechanizm działania PDRN wiązany jest m.in. z aktywacją receptorów adenozynowych A2A oraz tzw. szlaku odzyskiwania nukleotydów.

W klasycznej postaci PDRN wykorzystywany w zastosowaniach medycznych jest zazwyczaj pozyskiwany z oczyszczonego DNA łososia lub pstrąga. To właśnie pochodzenie zwierzęce stało się jednym z powodów poszukiwania alternatywnych źródeł składnika.

Dziś PDRN jest jednym z aktywnych składników, które najlepiej wpisują się w popularny w beauty trend przenoszenia języka i technologii medycyny estetycznej do kosmetyków. Na opakowaniach pojawiają się określenia sugerujące regenerację, biostymulację czy poprawę jakości skóry, a PDRN zaczyna funkcjonować obok takich składników jak kwas hialuronowy, peptydy czy retinoidy.

Wegański PDRN. Co właściwie oznacza?

Rosnąca popularność PDRN wymusiła rozwój technologii pozwalających pozyskiwać podobne cząsteczki bez wykorzystania materiału pochodzenia zwierzęcego. W badaniach pojawiają się m.in. PDRN pozyskiwane z materiału roślinnego – z kultur komórkowych, korzeni czy kalusa roślinnego.

Nie oznacza to jednak automatycznie, że każdy "wegański PDRN” jest dokładnie tym samym materiałem co PDRN stosowany w medycynie. Pochodzenie, długość fragmentów DNA, masa cząsteczkowa, sposób oczyszczania i formulacja mogą się między produktami znacząco różnić.

To istotne, ponieważ w przypadku PDRN określenie "wegański” mówi przede wszystkim o źródle materiału, a nie samo w sobie o jego skuteczności.

L’Oréal Paris deklaruje, że jego PDRN+ jest opatentowaną cząsteczką pozyskiwaną w procesie biofermentacji. Według producenta została ona opracowana z myślą o zastosowaniu w kosmetyku i ma być odpowiednio mała, aby przenikać do naskórka.

image

Koniec pustych obietnic. Nowe kosmetyki z DNA łososia i mikroigłami, czyli medycyna estetyczna w domu

Czy PDRN rzeczywiście działa nakładany na skórę?

To właśnie tutaj pojawia się najciekawsza część historii. PDRN ma już pewne zaplecze naukowe w zastosowaniach medycznych i estetycznych, ale nie można automatycznie przenosić wyników dotyczących preparatów podawanych w formie iniekcji na serum czy krem.

Przegląd badań dotyczących polinukleotydów stosowanych w medycynie estetycznej wskazuje na obiecujące rezultaty w zakresie poprawy zmarszczek, tekstury i elastyczności skóry. Jednocześnie podkreśla niewielką liczbę badań wysokiej jakości i brak pełnego konsensusu dotyczącego optymalnego zastosowania.

W przypadku kosmetyków stosowanych miejscowo barierą jest przede wszystkim dostarczenie odpowiedniej ilości składnika w odpowiednie miejsce. PDRN jest cząsteczką DNA, a więc nie wystarczy samo umieszczenie jej w formule. Liczy się m.in. jej wielkość, stabilność i sposób dostarczania.

Co ciekawe, pojawiają się już badania próbujące odpowiedzieć właśnie na to pytanie. Opublikowane w 2026 roku badanie dotyczące miejscowo stosowanego PDRN wykazało jego obecność w żywych warstwach naskórka oraz wskazało na poprawę parametrów skóry poddanej fotouszkodzeniom. W badaniu klinicznym oceniano krem pod oczy z 0,1 proc. PDRN przez 28 dni i porównywano go z retinolem. Wyniki były obiecujące, ale dotyczą konkretnej długości fragmentów PDRN i konkretnej formulacji – nie każdego kosmetyku określanego jako produkt z PDRN.

To ważne rozróżnienie. Nie ma jednej, uniwersalnej "mocy PDRN”. Składnik może występować w różnych formach i o różnych parametrach, a wyniki jednego preparatu nie mogą być automatycznie przypisywane całej kategorii.

PDRN w kosmetykach dopiero buduje bazę dowodową

Podobnie wygląda sytuacja w przypadku roślinnych i wegańskich odpowiedników. Badania laboratoryjne nad PDRN pozyskiwanym z roślin, m.in. żeń-szenia czy Gynostemma pentaphyllum, wskazują na potencjalne działanie wspierające barierę skóry, proliferację komórek czy procesy naprawcze.

Jednocześnie najnowszy przegląd dotyczący roślinnych polinukleotydów i PDRN wyraźnie zaznacza, że większość dostępnych danych ma charakter przedkliniczny. Na tym etapie nie można więc uznać, że roślinny PDRN jest klinicznie równoważny tradycyjnemu PDRN pochodzenia zwierzęcego.

image

TikTok Shop napędza sprzedaż beauty. Te marki zarobiły miliony na livestreamach

L’Oréal Paris chce przenieść PDRN do codziennej pielęgnacji

Na tym tle interesująca jest premiera nowego Revitalift Filler L’Oréal Paris. Marka połączyła w nim opatentowaną, wegańską cząsteczkę PDRN+ z trzema rodzajami kwasu hialuronowego. Producent przedstawia produkt jako przykład trendu "zabiegu w buteleczce”, czyli przenoszenia składników kojarzonych dotychczas z gabinetami do codziennej pielęgnacji.

Według danych przedstawionych przez L’Oréal Paris sześciotygodniowa ocena kliniczna z udziałem 53 kobiet wykazała redukcję drobnych zmarszczek do 60 proc.

Od koreańskich klinik do drogeryjnej półki

Popularność PDRN dobrze wpisuje się w szerszą zmianę na rynku beauty. Konsumentki coraz częściej interesują się składnikami wcześniej zarezerwowanymi dla gabinetów, a marki odpowiadają na to kosmetykami inspirowanymi procedurami medycyny estetycznej.

PDRN ma w tym trendzie szczególne miejsce, bo łączy kilka obecnie mocnych kierunków: zainteresowanie koreańską pielęgnacją, regeneracją skóry, „skin quality”, biotechnologią i składnikami pochodzenia alternatywnego. Sam termin przestał być już wyłącznie specjalistycznym określeniem stosowanym przez lekarzy i kosmetologów.

Do mainstreamu wprowadza go także marketing największych koncernów. W kampanii nowego serum L’Oréal Paris występuje Kendall Jenner, która od 2026 roku jest globalną ambasadorką marki.

 

Aurelia Obrochta
ZOBACZ KOMENTARZE (0)
31. październik 2026 08:29