StoryEditor
Twarz
24.11.2013 00:00

Regeneracja – tylko nocą

W dzień niezbędna jest ochrona twarzy przed rozmaitymi szkodliwymi czynnikami a także jej lifting, zmatowienie lub rozświetlenie. Nocą natomiast – by skutecznie przeciwdziałać przedwczesnemu starzeniu się komórek – należy wspomóc naturalną zdolność skóry do regeneracji i odbudowy. To dlatego do nocnej pielęgnacji stworzone zostały zupełnie inne kremy, niż te przeznaczone do stosowania w ciągu dnia.

W nocy komórki naskórka intensywnie się namnażają. Dlatego to najlepszy czas na odnowę skóry i moment, kiedy najlepiej chłonie ona składniki aktywne.
Jak w zegarku
Nocną ofensywę warto zacząć jeszcze przed godziną 23.00. To dobry moment, by nałożyć preparat w formie serum czy kremu. O północy bowiem zaczyna się aktywna praca komórek, która potrwa aż do rana. Między 24.00 a 1.00 dochodzi do podziału komórek naskórka. To wtedy najintensywniej wydzielają się hormony odpowiedzialne za odnowę organizmu, również skóry. Następnie pomiędzy godziną 1.00 a 2.00 organizm pozbywa się toksyn. Wtedy to następuje wchłanianie składników aktywnych zawartych w zastosowanych preparatach. – Kluczowe dla regeneracji są godziny pomiędzy 2.00 a 3.00 rano. Dostarczyliśmy już substancji odżywczych, które wchłonęły się do skóry i zaczynają powoli działać. Odnawiają się włókna elastyczne, odbudowuje się naskórek, a także wyrównuje się poziom wody w organizmie – wyjaśnia dr Edyta Engländer, dermatolog i specjalista marki Revitacell. Po godzinie 3.00 wzrasta ciśnienie krwi i temperatura ciała. Następuje też dotlenienie organizmu, przez co tkanki są bardziej elastyczne. Między 4.00 a 5.00 komórki regenerują się, a temperatura ciała spada. Około 5.00 wzrasta poziom przeciwdziałającego stanom zapalnym kortyzolu. O godzinie 7.00 stabilizuje się krążenie krwi, a procesy intensywnej regeneracji ustają.
Na bogato
Wiele serii kosmetycznych oferuje produkty, których można używać zarówno w dzień, jak i w nocy. Warto jednak przeanalizować ich skład. W dzień skóra nie skorzysta bowiem ze składników silnie odżywiających, a nocą aplikacja filtrów UV, substancji napinających, liftingujących, matujących czy rozświetlających kompletnie mija się z celem. W dodatku nadmiar składników może podrażnić skórę i zmniejszyć jej zdolność do regeneracji. Warto zatem polecać na noc specjalnie sprofilowane kremy, zwłaszcza tym kobietom, których cera potrzebuje terapii przeciwzmarszczkowej.
– Nie trzeba mieć w domu „małego sklepu” z kosmetykami, ale kremy do twarzy obowiązkowo powinny być dwa. Tylko taki duet odpowiednio zadba o cerę – mówi Anna
Rolf-Smuniewska, product manager marki Gerovital w firmie Tenex. – Uniwersalne środki rzadko bywają skuteczne, zgodnie z powiedzeniem, że jak coś jest do wszystkiego, to jest do niczego.
Tę opinię potwierdza Magdalena Książek-Rybacka, specjalista ds. marketingu Laboratorium Kosmetycznego Floslek. Wskazuje, że dzienne kremy, dzięki lekkiej konsystencji, mogą funkcjonować jako baza pod podkład. Kremy na noc muszą mieć natomiast dużo bogatszą konsystencję (która nie przez wszystkie użytkowniczki byłaby do zaakceptowania w ciągu dnia) i recepturę, by działać regenerująco, odżywiać i odbudowywać skórę. Łagodzą też podrażnienia i mikrouszkodzenia, którym skóra uległa w dzień.
Barbara Zapisek, kierownik działu rozwoju marki Mincer, wyjaśnia, że serie kremów kosmetycznych przeważnie są tak skonstruowane, że preparaty na noc są bogatsze w swoim składzie, zasobniejsze w składniki tłuszczowe, cięższe, co powoduje, że dłużej „leżą” na skórze. – Chodzi o to, aby mogły działać w ciągu całej nocy, a składniki aktywne w nich zawarte spokojnie mogły się uwalniać przez kilka godzin snu. Bardziej tłuste kremy lepiej zabezpieczają skórę przed transepidermalną ucieczką wody spowodowaną   przez suche powietrze, klimatyzację itp. – podsumowuje. Dr n. biol. Karolina Bazela, kierownik Laboratorium Naukowego Lirene dodaje, że o ile kremy dzienne to zazwyczaj emulsje typu „olej w wodzie” (O/W), czyli lekkie, nietłuste, szybko wchłaniające się, to kremy nocne są zazwyczaj emulsjami typu „woda w oleju” (W/O), czyli gęstszymi, bardziej tłustymi. Dłużej się też wchłaniają, dlatego podczas aplikacji warto skórę masować, wklepując krem.
Obiecujące składniki
Zależnie od potrzeb skóry w nocnej pielęgnacji możemy wykorzystywać różnorodne aktywne substraty, które pomagają w regeneracji. – Dla osób borykających się z nadmiernym wysuszeniem skóry i uszkodzeniem ochronnego płaszcza lipidowego należy polecić kremy zawierające takie składniki jak: kwas hialuronowy, masło shea lub olejek arganowy. Kobiety mające problem z utratą elastyczności skóry i pojawianiem się zmarszczek powinny natomiast wybierać kremy z kolagenem, elastyną, złotem koloidalnym, retinolem i witaminą E – podpowiada Agnieszka Nierychlewska, PR manager Eveline Cosmetics. Zwraca też uwagę na najbardziej innowacyjny składnik, który pojawił się w nocnych preparatach kosmetycznych w ostatnich latach. Są to metabolity pochodzące z roślinnych komórek macierzystych. Odżywiają komórki macierzyste ludzkiej skóry, dzięki czemu dłużej zachowują one sprawność. Takie kremy nie tylko dobrze pielęgnują i odżywiają skórę, ale też potrafią znacząco opóźniać niekorzystne procesy związane z wiekiem.
Jednak podstawą nocnej pielęgnacji jest witamina E, która działa antyoksydacyjnie i hamuje procesy starzenia się oraz wzmacnia barierę naskórkową i nawilża skórę. Nie można zapominać o witaminie B3 – doskonałym przeciwutleniaczu, który nawilża, wygładza i chroni skórę. W nocy warto dostarczać także przeciwzapalnej alantoiny, która załagodzi podrażnienia i zregeneruje naskórek. Dobrym wsparciem regeneracji będą także natłuszczające masła i oleje. Przykładowo masło shea to doskonały środek nawilżający i zmiękczający skórę, a olej z awokado uchroni przed utratą wilgotności i utrzyma naturalną równowagę skóry.
Karolina Bazela dla skóry suchej, zmęczonej, na której widać pierwsze oznaki starzenia, poleca formuły bogate w substancje uzupełniające składniki lipidowe (woski, oleje roślinne) oraz stymulujące skórę do odnowy. – Wraz z upływem lat pielęgnacja za pomocą kremu na noc zaczyna pełnić coraz ważniejszą rolę – mówi. Dlatego receptury tych kosmetyków zawierają większe stężenia składników aktywnych (często w formie serum lub koncentratu) dobranych tak, by kompleksowo odpowiadać na potrzeby skóry starzejącej się. Chodzi nie tylko o zmarszczki i utratę elastyczności, ale też o przesuszenie, przebarwienia oraz rozszerzone naczynka.
Pięćdziesiątka jak czterdziestka
Nocne zabiegi pielęgnacyjne powinny być dopasowane do rodzaju skóry oraz do wieku. – Po 25 roku życia produkcja kolagenu maleje, naskórek szybciej się odwadnia i powstają pierwsze zmarszczki mimiczne. Stąd w kremach, które należy polecić, powinna znaleźć się witamina C stymulująca syntezę kolagenu i rozjaśniająca przebarwienia, kwasy owocowe AHA złuszczające martwe, zrogowaciałe komórki naskórka czy ekstrakt z alg mający właściwości wygładzające i nawilżające – podpowiada Magdalena Głuszek, specjalista ds. marketingu w Laboratorium Kosmetyków Naturalnych Farmona.
Po 40 roku życia zmarszczki stają się coraz bardziej widoczne, skóra powoli traci swą jędrność i elastyczność. Aby się zregenerować potrzebuje wysoko skoncentrowanych składników, takich jak koenzym Q10, który chroni przed szkodliwym działaniem wolnych rodników, retinol sprzyjający odnowie komórkowej skóry czy kwas foliowy.
Po pięćdziesiątych urodzinach skóra traci kolagen, staje się cienka i sucha. Niezwykle cenne stają się dla niej: wapń, elastyna, kwas hialuronowy, ceramidy, które doskonale zadbają o cerę bardzo dojrzałą rozjaśniając przebarwienia i redukując głębokie zmarszczki.
Jednak przy tej okazji warto zauważyć, że wiek biologiczny nie zawsze pokrywa się z kalendarzowym. Zdarza się bowiem, że 40-letnia kobieta ma bardzo zniszczoną, wysuszoną i pomarszczoną skórę, a u 50-latki skóra tryska zdrowiem, jest piękna, gładka i napięta. – W pierwszym przypadku dobrze jest wcześniej zacząć stosować kremy zawierające składniki aktywne pobudzające produkcję kolagenu, elastyny i glikozoaminoglikanów, mimo młodszego wieku – podpowiada Barbara Zapisek. Zwraca też uwagę, że kremy dla pań po menopauzie powinny być zasobniejsze w składniki regenerujące i pobudzające syntezę białek strukturalnych. W późniejszych latach pojawiają się na skórze różnego rodzaju przebarwienia, więc warto stosować kremy ze składnikami łagodnie wybielającymi i rozświetlającymi. Niezależnie od wieku należy natomiast dbać o zasoby wilgoci w skórze poprzez dostarczanie składników nawilżających i zabezpieczających przed wysuszeniem.
 Anna Zawadzka-Szewczyk

ZOBACZ KOMENTARZE (0)
StoryEditor
Twarz
26.10.2026 10:00
Od wyszukiwarki do rozmowy z AI. Gdzie dziś zaczyna się wybór kosmetyku?
Od wyszukiwarki do rozmowy z AI. Gdzie dziś zaczyna się wybór kosmetyku?
Od wyszukiwarki do rozmowy z AI. Gdzie dziś zaczyna się wybór kosmetyku? / Materiał Partnera
Od wyszukiwarki do rozmowy z AI. Gdzie dziś zaczyna się wybór kosmetyku?
/ Materiał Partnera
Od wyszukiwarki do rozmowy z AI. Gdzie dziś zaczyna się wybór kosmetyku?
/ Materiał Partnera
Od wyszukiwarki do rozmowy z AI. Gdzie dziś zaczyna się wybór kosmetyku?
Od wyszukiwarki do rozmowy z AI. Gdzie dziś zaczyna się wybór kosmetyku?
Od wyszukiwarki do rozmowy z AI. Gdzie dziś zaczyna się wybór kosmetyku?
Gallery

Konsumentka szukająca serum do skóry wrażliwej coraz częściej nie wpisuje już w wyszukiwarkę dwóch słów. Opisuje typ skóry, składniki, budżet i oczekiwany efekt, a następnie prosi AI o zawężenie wyboru. Dla marek beauty oznacza to zmianę nie tylko w mediach, ale w całej ścieżce decyzji zakupowej.

Od frazy do rozmowy

Przez lata wyszukiwanie można było opisywać dość prostą ścieżką: potrzeba, fraza, wynik, karta produktu. Ten model nie znika, ale obok niego pojawia się rozmowa, np. w ChatGTP. Użytkownik może zadać dłuższe pytanie, doprecyzować oczekiwania i oczekiwać odpowiedzi uwzględniającej konkretny kontekst. Widać to również w rozwoju samego Google. Firma testuje formaty reklamowe oparte na Gemini, które mają odpowiadać na konkretne pytania i pojawiać się jako pomocny element konwersacyjnego wyszukiwania. 

Dla beauty ma to szczególne znaczenie. Wybór kosmetyku rzadko sprowadza się przecież do samej kategorii produktowej. Znaczenie mają rodzaj skóry lub włosów, skład, rutyna, budżet, wcześniejsze doświadczenia i oczekiwany efekt.

Różnica polega więc nie tylko na długości zapytania. Zmienia się również sposób podejmowania decyzji. Użytkownik może najpierw zapytać o problem, później o składnik, następnie porównać kilka rozwiązań, a dopiero na końcu zainteresować się konkretną marką. Dla marketera oznacza to, że komunikacja produktowa powinna odpowiadać nie tylko na pytanie „co sprzedajemy?”, ale również „na jaki problem użytkownika odpowiadamy?” i „dlaczego właśnie ten produkt ma sens w danym kontekście?”.

Widoczność, wiarygodność i konwersja

Pierwszym wyzwaniem jest widoczność. Marka powinna myśleć nie tylko o zapytaniach takich jak „serum z witaminą C”, ale również o pytaniach opisujących potrzebę: „co stosować przy skórze reaktywnej?”, „jak pielęgnować włosy wysokoporowate?” czy „jaki kosmetyk wybrać przy pierwszych przebarwieniach?”. To wymaga szerszego spojrzenia na content. Opisy produktów nadal są ważne, ale coraz większą rolę odgrywają także poradniki, treści edukacyjne, FAQ, materiały eksperckie i odpowiedzi na bardziej szczegółowe pytania pojawiające się przed zakupem.

Drugim wyzwaniem jest wiarygodność. W środowisku, w którym użytkownik oczekuje konkretnej odpowiedzi, coraz większe znaczenie mają jasne informacje o produkcie, składnikach, zastosowaniu i efektach. Ogólny claim marketingowy może budować zainteresowanie, ale nie zawsze odpowiada na pytanie, które poprzedza zakup. Szczególnie w branży kosmetycznej istotna staje się spójność informacji. Jeśli reklama obiecuje jeden efekt, karta produktu opisuje go inaczej, a treść edukacyjna pozostaje bardzo ogólna, marka utrudnia użytkownikowi podjęcie decyzji. Im więcej punktów styku pojawia się po drodze, tym większe znaczenie ma konsekwencja w komunikowaniu właściwości i zastosowania produktu.

Trzecim wyzwaniem pozostaje konwersja. Nawet dobrze dopasowana rekomendacja niewiele daje, jeśli użytkownik trafia na stronę, która nie rozwija obietnicy, utrudnia znalezienie produktu albo nie prowadzi czytelnie do zakupu.

Reklama powinna pomagać, a nie przerywać

Reklamy w środowiskach konwersacyjnych nie warto traktować jak kolejnego miejsca do wyświetlenia tego samego komunikatu. Ich potencjał pojawia się wtedy, gdy reklama rzeczywiście odpowiada na intencję użytkownika i prowadzi do treści lub produktu związanego z jego potrzebą.

Można to sprowadzić do prostego modelu:

pytanie konsumenta → pomocna odpowiedź → wiarygodny dowód → właściwy kanał → mierzalne działanie.

AI nie zastępuje przy tym wyszukiwarki, social mediów, video czy remarketingu. Dokłada kolejny punkt styku do ścieżki, która już wcześniej była wielokanałowa. Google rozwija rozwiązania pozwalające lepiej dopasowywać reklamy i strony docelowe do bardziej konwersacyjnych zapytań, co pokazuje, że granica między wyszukiwaniem informacji a wyborem produktu będzie coraz mniej wyraźna. 

Dla marki kosmetycznej oznacza to konieczność większego uporządkowania całego ekosystemu komunikacji. Social media mogą inspirować i budować zainteresowanie, Search przechwytywać konkretną intencję, video demonstrować produkt lub sposób użycia, a remarketing przypominać o ofercie na późniejszym etapie decyzji. Środowiska AI dochodzą do tego układu jako kolejne miejsce, w którym użytkownik może zetknąć się z rekomendacją, porównaniem albo wyjaśnieniem.

Nie chodzi więc o zastępowanie jednego kanału drugim. Chodzi o to, aby odpowiedź na tę samą potrzebę pozostawała spójna niezależnie od miejsca, w którym konsument rozpoczyna swoją ścieżkę. Dlatego ważna jest obecność w miejscach, gdzie użytkownicy zadają pytania. Dobrym pomysłem jest korzystanie np. z ChatGPT Ads.

Co powinien sprawdzić marketer beauty?

Przed dokładaniem kolejnego narzędzia do media planu warto odpowiedzieć na kilka prostych pytań:

  • Czy znamy pytania, które konsumenci zadają przed zakupem?
  • Czy opisujemy efekt produktu językiem klienta, a nie wyłącznie językiem marki?
  • Czy treści odpowiadają na różne potrzeby skóry, włosów i rutyn pielęgnacyjnych?
  • Czy materiały produktowe zawierają konkretne i możliwe do zweryfikowania informacje?
  • Czy landing page rozwija obietnicę reklamy?
  • Czy kreacje odpowiadają etapowi decyzji?
  • Czy mierzymy nie tylko kliknięcia, ale także wartościowe działania po wejściu na stronę?
  • Czy Search, social media, video, remarketing i nowe środowiska AI tworzą jedną ścieżkę, czy funkcjonują osobno?

Strategia przed technologią

 – Największym błędem byłoby potraktowanie AI jak kolejnej powierzchni reklamowej. Marka kosmetyczna musi najpierw zrozumieć pytanie konsumenta, a dopiero potem dobrać komunikat, format i kanał. Widzimy to także w działaniach dla Sessio z portfolio Chantal, gdzie łączymy Search, Meta, TikTok, Performance Max i remarketing. Każdy z tych punktów styku pełni inną rolę, ale razem powinny prowadzić użytkownika drogą od zainteresowania produktem do zakupu – mówi Mateusz Bojanowski, Head of Digital w agencji Cityboard Digital.

Cityboard Digital odpowiada w przypadku Sessio za zintegrowane działania obejmujące m.in. kampanie Meta Ads, kampanie na TikToku, Google Search, Performance Max i remarketing, łącząc budowanie świadomości z generowaniem ruchu i sprzedaży online. 

ARTYKUŁ SPONSOROWANY
ZOBACZ KOMENTARZE (0)
StoryEditor
Twarz
06.10.2026 13:38
PDRN w serum zamiast w gabinecie. Czy kosmetyki mogą wykorzystać jego potencjał?
PDRN robi karierę w kosmetykach. Czy naprawdę działa?mat. prasowe

PDRN, do niedawna kojarzony przede wszystkim z zabiegami regeneracyjnymi i koreańską medycyną estetyczną, coraz mocniej wchodzi do codziennej pielęgnacji. Po składnik sięgają kolejne marki kosmetyczne, a jedną z najnowszych propozycji jest serum Revitalift Filler L’Oréal Paris z wegańską cząsteczką PDRN+. Pojawia się jednak pytanie: na ile składnik znany z zastosowań iniekcyjnych może działać również wtedy, gdy nakładamy go na skórę?

W tym artykule przeczytasz:

  • PDRN wychodzi z gabinetów
  • Wegański PDRN. Co właściwie oznacza?
  • Czy PDRN rzeczywiście działa nakładany na skórę?
  • PDRN w kosmetykach dopiero buduje bazę dowodową
  • L’Oréal Paris chce przenieść PDRN do codziennej pielęgnacji
  • Od koreańskich klinik do drogeryjnej półki

PDRN wychodzi z gabinetów

PDRN to skrót od polydeoxyribonucleotide – polideoksyrybonukleotydów, czyli fragmentów DNA. Składnik zyskał popularność w medycynie regeneracyjnej i estetycznej dzięki właściwościom związanym m.in. z procesami naprawczymi, regeneracją tkanek i działaniem przeciwzapalnym. Mechanizm działania PDRN wiązany jest m.in. z aktywacją receptorów adenozynowych A2A oraz tzw. szlaku odzyskiwania nukleotydów.

W klasycznej postaci PDRN wykorzystywany w zastosowaniach medycznych jest zazwyczaj pozyskiwany z oczyszczonego DNA łososia lub pstrąga. To właśnie pochodzenie zwierzęce stało się jednym z powodów poszukiwania alternatywnych źródeł składnika.

Dziś PDRN jest jednym z aktywnych składników, które najlepiej wpisują się w popularny w beauty trend przenoszenia języka i technologii medycyny estetycznej do kosmetyków. Na opakowaniach pojawiają się określenia sugerujące regenerację, biostymulację czy poprawę jakości skóry, a PDRN zaczyna funkcjonować obok takich składników jak kwas hialuronowy, peptydy czy retinoidy.

Wegański PDRN. Co właściwie oznacza?

Rosnąca popularność PDRN wymusiła rozwój technologii pozwalających pozyskiwać podobne cząsteczki bez wykorzystania materiału pochodzenia zwierzęcego. W badaniach pojawiają się m.in. PDRN pozyskiwane z materiału roślinnego – z kultur komórkowych, korzeni czy kalusa roślinnego.

Nie oznacza to jednak automatycznie, że każdy "wegański PDRN” jest dokładnie tym samym materiałem co PDRN stosowany w medycynie. Pochodzenie, długość fragmentów DNA, masa cząsteczkowa, sposób oczyszczania i formulacja mogą się między produktami znacząco różnić.

To istotne, ponieważ w przypadku PDRN określenie "wegański” mówi przede wszystkim o źródle materiału, a nie samo w sobie o jego skuteczności.

L’Oréal Paris deklaruje, że jego PDRN+ jest opatentowaną cząsteczką pozyskiwaną w procesie biofermentacji. Według producenta została ona opracowana z myślą o zastosowaniu w kosmetyku i ma być odpowiednio mała, aby przenikać do naskórka.

image

Koniec pustych obietnic. Nowe kosmetyki z DNA łososia i mikroigłami, czyli medycyna estetyczna w domu

Czy PDRN rzeczywiście działa nakładany na skórę?

To właśnie tutaj pojawia się najciekawsza część historii. PDRN ma już pewne zaplecze naukowe w zastosowaniach medycznych i estetycznych, ale nie można automatycznie przenosić wyników dotyczących preparatów podawanych w formie iniekcji na serum czy krem.

Przegląd badań dotyczących polinukleotydów stosowanych w medycynie estetycznej wskazuje na obiecujące rezultaty w zakresie poprawy zmarszczek, tekstury i elastyczności skóry. Jednocześnie podkreśla niewielką liczbę badań wysokiej jakości i brak pełnego konsensusu dotyczącego optymalnego zastosowania.

W przypadku kosmetyków stosowanych miejscowo barierą jest przede wszystkim dostarczenie odpowiedniej ilości składnika w odpowiednie miejsce. PDRN jest cząsteczką DNA, a więc nie wystarczy samo umieszczenie jej w formule. Liczy się m.in. jej wielkość, stabilność i sposób dostarczania.

Co ciekawe, pojawiają się już badania próbujące odpowiedzieć właśnie na to pytanie. Opublikowane w 2026 roku badanie dotyczące miejscowo stosowanego PDRN wykazało jego obecność w żywych warstwach naskórka oraz wskazało na poprawę parametrów skóry poddanej fotouszkodzeniom. W badaniu klinicznym oceniano krem pod oczy z 0,1 proc. PDRN przez 28 dni i porównywano go z retinolem. Wyniki były obiecujące, ale dotyczą konkretnej długości fragmentów PDRN i konkretnej formulacji – nie każdego kosmetyku określanego jako produkt z PDRN.

To ważne rozróżnienie. Nie ma jednej, uniwersalnej "mocy PDRN”. Składnik może występować w różnych formach i o różnych parametrach, a wyniki jednego preparatu nie mogą być automatycznie przypisywane całej kategorii.

PDRN w kosmetykach dopiero buduje bazę dowodową

Podobnie wygląda sytuacja w przypadku roślinnych i wegańskich odpowiedników. Badania laboratoryjne nad PDRN pozyskiwanym z roślin, m.in. żeń-szenia czy Gynostemma pentaphyllum, wskazują na potencjalne działanie wspierające barierę skóry, proliferację komórek czy procesy naprawcze.

Jednocześnie najnowszy przegląd dotyczący roślinnych polinukleotydów i PDRN wyraźnie zaznacza, że większość dostępnych danych ma charakter przedkliniczny. Na tym etapie nie można więc uznać, że roślinny PDRN jest klinicznie równoważny tradycyjnemu PDRN pochodzenia zwierzęcego.

image

TikTok Shop napędza sprzedaż beauty. Te marki zarobiły miliony na livestreamach

L’Oréal Paris chce przenieść PDRN do codziennej pielęgnacji

Na tym tle interesująca jest premiera nowego Revitalift Filler L’Oréal Paris. Marka połączyła w nim opatentowaną, wegańską cząsteczkę PDRN+ z trzema rodzajami kwasu hialuronowego. Producent przedstawia produkt jako przykład trendu "zabiegu w buteleczce”, czyli przenoszenia składników kojarzonych dotychczas z gabinetami do codziennej pielęgnacji.

Według danych przedstawionych przez L’Oréal Paris sześciotygodniowa ocena kliniczna z udziałem 53 kobiet wykazała redukcję drobnych zmarszczek do 60 proc.

Od koreańskich klinik do drogeryjnej półki

Popularność PDRN dobrze wpisuje się w szerszą zmianę na rynku beauty. Konsumentki coraz częściej interesują się składnikami wcześniej zarezerwowanymi dla gabinetów, a marki odpowiadają na to kosmetykami inspirowanymi procedurami medycyny estetycznej.

PDRN ma w tym trendzie szczególne miejsce, bo łączy kilka obecnie mocnych kierunków: zainteresowanie koreańską pielęgnacją, regeneracją skóry, „skin quality”, biotechnologią i składnikami pochodzenia alternatywnego. Sam termin przestał być już wyłącznie specjalistycznym określeniem stosowanym przez lekarzy i kosmetologów.

Do mainstreamu wprowadza go także marketing największych koncernów. W kampanii nowego serum L’Oréal Paris występuje Kendall Jenner, która od 2026 roku jest globalną ambasadorką marki.

 

Aurelia Obrochta
ZOBACZ KOMENTARZE (0)
31. październik 2026 09:26