StoryEditor
Twarz
26.07.2013 00:00

Samo mycie to za mało

Żele pod prysznic są obecnie najdynamiczniej rozwijającą się kategorią kosmetyczną. I choć dominujący pozostaje segment żeli dla kobiet, to na znaczeniu zyskują produkty przeznaczone specjalnie dla mężczyzn. Konsumenci coraz bardziej lubią też formuły z dodatkowymi funkcjami – żel poza myciem ma również ujędrniać, wygładzać czy nawet zastępować balsam do ciała.

W ubiegłym roku kategoria żeli pod prysznic wygenerowała 12,2 proc. wzrostu sprzedaży wartościowej. Na znaczeniu zyskały żele męskie (+0,5 pkt. proc. w skali roku do poziomu 35 proc. udziałów w wartości sprzedaży kategorii), kosztem damskich i familijnych. Segment żeli dla kobiet wciąż jednak pozostaje dominujący i stanowi 64,8 proc. wartości sprzedaży. – Konsumenci coraz chętniej sięgają po produkty 2w1, które obecnie są drugim co do znaczenia segmentem w podziale ze względu na formę produktu. Ich udziały wartościowe wzrosły o 2,5 pkt. proc. w skali roku do poziomu 19,5 proc., głównie kosztem największego segmentu produktów standardowych – zwraca uwagę Anna Stępień z Nielsena. Kolejnym obserwowanym trendem jest systematyczny wzrost udziału produktów o pojemności od 400 ml i większych, które generują już 58 proc. ilościowej sprzedaży żeli i ponad 48 proc. wartościowej.
Żel niejedną ma funkcję
Zgodnie z trendem producenci w tym sezonie postawili na wielofunkcyjność swoich produktów kąpielowych. Przykład to Luksja Care Pro (PZ Cussons), która łączy kremowe mleczko pod prysznic ze składnikami balsamu do ciała, takimi jak emolienty (substancje natłuszczające, zabezpieczające przed utratą wody), gliceryna (naturalna substancja silnie nawilżająca), kwas mlekowy (występujący naturalnie w naszej skórze, odpowiedzialny za jej odpowiednie nawilżenie) oraz poliquaternium (składnik nawilżający i wygładzający). Dzięki temu już podczas mycia produkt ma dbać o odpowiednią pielęgnację skóry. Tym bardziej że w każdym z wariantów znalazł się jeden ze składników pielęgnacyjnych. I tak: miękkość i elastyczność zapewnia mleczko owsiane, nawilżanie i wygładzenie to zasługa oleju z pestek dyni, za gładkość i ochronę odpowiada olej sezamowy, a pielęgnację i regenerację gwarantuje masło shea.
Podobna innowacja znalazła się w portfolio marki Fa (Henkel). Jest nią Shower+Lotion (w dwóch wariantach – awokado oraz granat) z efektem balsamu do ciała. Ma kremową formułę, w której składzie znalazł się pantenol (prowitamina B5). Dlatego nie tylko myje, ale również odżywia skórę i zapobiega jej wysuszeniu. W efekcie taka kąpiel ma pozostawić po sobie komfortowe uczucie nawilżonej, gładkiej skóry.
Kontynuując temat wielofunkcyjności, warto przy okazji zwrócić uwagę na produkty, które podczas mycia jednocześnie dbają nie tyle o komfortowe uczucie nawilżenia i wygładzenia, ale o kondycję ciała. Żel pod prysznic adidas Shape (Coty) stawia na ujędrnianie. Jego twórcy, opierając się na rosnącym zainteresowaniu kosmetykami ujędrniającymi, do żelu pod prysznic postanowili dodać składnik odpowiedzialny za ujędrnianie – actiscent, który dodatkowo jest nośnikiem zapachu w tym produkcie. Żel pozostawia więc skórę czystą, nawilżoną i elastyczną, a równocześnie pomaga poprawić jej strukturę oraz działa na zmysły za sprawą świeżego, pobudzającego zapachu, łączącego nuty brzoskwini i pieprzu.
Zapachowa różnorodność
Na zapach postawiła też marka Lirene (Laboratorium Kosmetyczne Dr Irena Eris). Jej nowe owocowe żele opracowane zostały, aby pielęgnować skórę, a jednocześnie orzeźwiać i uwodzić zapachami dojrzałego granatu, soczystej gruszki połączonej ze słodyczą jabłka i melona oraz winogron przełamanych orzeźwiającymi nutami cytrusów. Dodatkowo jednak owocowe wyciągi działają pielęgnacyjnie i odżywczo. Dzięki temu żel Rajski Granat odżywia, pozostawiając skórę gładką i delikatną przez cały dzień, Kusząca Gruszka pielęgnuje, sprawiając, że skóra jest miękka i jedwabista, a Soczyste Winogrona mają działanie nawilżające.
Gama aromatycznych żeli pod prysznic rozszerzyła również ofertę marki On Line (Forte Sweden). W skład linii Harmony weszły cztery produkty wzbogacone cennymi dla skóry składnikami. Za ich sprawą żele intensywnie nawilżają i pielęgnują skórę: bogata w witaminy oliwa z oliwek A, C i E działa odmładzająco, nawilżająco i ochronnie; ekstrakt z awokado regeneruje, odżywia i wygładza skórę; ekstrakt z figi zmiękcza, dogłębnie nawilża naskórek i nadaje mu gładkość; marokański olej arganowy ujędrnia, wygładza oraz przywraca blask i młodość. Aromatyczne zapachy sprawią natomiast, że kąpiel czy prysznic stają się momentem relaksu nie tylko dla ciała, ale i dla duszy.
 
Duży może więcej

Żele On Line Harmony mogą być równocześnie stosowane jako płyny do kąpieli. Być może z uwagi na to ich pojemność to aż 500 ml, a może wynika to coraz wyraźniejszego trendu – klienci chętniej kupują ekonomiczne warianty produktów. Wspomniany wcześniej Fa Shower+Lotion dostępny jest w opakowaniach tradycyjnych 250 ml oraz powiększonych do 400 ml, a Joanna wprowadzając nowe kremowe żele pod prysznic Sensual zdecydowała się zaoferować je w półlitrowych pojemnościach. Tutaj również zastosowano aktywne składniki. Mamy więc do wyboru żel z olejkiem arganowym (odbudowuje płaszcz hydrolipidowy), z proteinami jedwabnymi (tworzy ochronny film), z kolagenem morskim (likwiduje uczucie napięcia skóry), z aloesem (przyśpiesza proces odnowy) oraz z proteinami mlecznymi (poprawa elastyczności).


W męskim wydaniu
Mężczyźni coraz chętniej zagospodarowują własną półkę w łazience i używają typowo męskich kosmetyków. Takie są np. żele pod prysznic z serii Bielenda Only for Men: Multi Action łączy trzy funkcje – odświeżającego żelu pod prysznic, pielęgnującego szamponu oraz żelu do golenia, natomiast Double Action to preparat 2w1, czyli orzeźwiający żel i oczyszczający szampon. Magdalena Koćwin, brand manager firmy Bielenda Kosmetyki Naturalne twierdzi, że panom szczególnie podoba się właśnie multifunkcyjność tych produktów. – Nie bez znaczenia jest także ciekawy design opakowań oraz zapach, który powinien być świeży, morski i orzeźwiający, a przy tym wykorzystujący nuty zapachowe przypisane markom perfumeryjnym – mówi.
O męskich konsumentów postanowiła też zawalczyć marka Kamill (Burnus Polska). Po tym jak z sukcesem zadebiutował jej męski krem do rąk, zaoferowała trzy wersje Kamill Duschgel dla panów: Men – do skóry normalnej, Men Fresh – dla maksymalnego orzeźwienia oraz Men Sensitiv – dla skóry wrażliwej. Wszystkie zawierają kompleks Moisture-Tec, który zapobiega wysuszaniu skóry po kąpieli, a także tradycyjnie dla tej marki ekstrakt z rumianku działający kojąco. Wszystkie żele są przeznaczone do delikatnego oczyszczania ciała, twarzy i włosów. Zadbano też o opakowanie, by było wygodne, ergonomiczne i dopasowane do męskich dłoni. 
W kilku wersjach zapachowych i dopasowane do różnych wymagań są dostępne żele ze znanej linii Dove Men + Care. Jest wariant Sensitive Clean dla mężczyzn, których skóra wymaga specjalnego traktowania. Ma neutralne pH i zapach, jest hipoalergiczny i nie zawiera barwników. Żel Aqua Impact z oceanicznymi minerałami zapewnia długotrwałe uczucie świeżości oraz zastrzyk energii od samego rana. Wariant Extra Fresh przeznaczony jest dla mężczyzn, którym zależy na długotrwałym uczuciu świeżości. Zawiera mentol, który odświeża, ma pobudzający zapach i daje uczucie chłodu. Wszystkie żele oparte są na technologii Micromoisture, dzięki temu nie tylko myją i odświeżają skórę, ale także zapewniają jej właściwy poziom nawilżenia.
To tylko nieliczne przykłady nowości oferowanych w kategorii żeli pod prysznic. Pokazują one jednak, w jakim kierunku ona zmierza – pielęgnacji ciała od razu pod prysznicem.
Anna Zawadzka-Szewczyk


ZOBACZ KOMENTARZE (0)
StoryEditor
Twarz
26.10.2026 10:00
Od wyszukiwarki do rozmowy z AI. Gdzie dziś zaczyna się wybór kosmetyku?
Od wyszukiwarki do rozmowy z AI. Gdzie dziś zaczyna się wybór kosmetyku?
Od wyszukiwarki do rozmowy z AI. Gdzie dziś zaczyna się wybór kosmetyku? / Materiał Partnera
Od wyszukiwarki do rozmowy z AI. Gdzie dziś zaczyna się wybór kosmetyku?
/ Materiał Partnera
Od wyszukiwarki do rozmowy z AI. Gdzie dziś zaczyna się wybór kosmetyku?
/ Materiał Partnera
Od wyszukiwarki do rozmowy z AI. Gdzie dziś zaczyna się wybór kosmetyku?
Od wyszukiwarki do rozmowy z AI. Gdzie dziś zaczyna się wybór kosmetyku?
Od wyszukiwarki do rozmowy z AI. Gdzie dziś zaczyna się wybór kosmetyku?
Gallery

Konsumentka szukająca serum do skóry wrażliwej coraz częściej nie wpisuje już w wyszukiwarkę dwóch słów. Opisuje typ skóry, składniki, budżet i oczekiwany efekt, a następnie prosi AI o zawężenie wyboru. Dla marek beauty oznacza to zmianę nie tylko w mediach, ale w całej ścieżce decyzji zakupowej.

Od frazy do rozmowy

Przez lata wyszukiwanie można było opisywać dość prostą ścieżką: potrzeba, fraza, wynik, karta produktu. Ten model nie znika, ale obok niego pojawia się rozmowa, np. w ChatGTP. Użytkownik może zadać dłuższe pytanie, doprecyzować oczekiwania i oczekiwać odpowiedzi uwzględniającej konkretny kontekst. Widać to również w rozwoju samego Google. Firma testuje formaty reklamowe oparte na Gemini, które mają odpowiadać na konkretne pytania i pojawiać się jako pomocny element konwersacyjnego wyszukiwania. 

Dla beauty ma to szczególne znaczenie. Wybór kosmetyku rzadko sprowadza się przecież do samej kategorii produktowej. Znaczenie mają rodzaj skóry lub włosów, skład, rutyna, budżet, wcześniejsze doświadczenia i oczekiwany efekt.

Różnica polega więc nie tylko na długości zapytania. Zmienia się również sposób podejmowania decyzji. Użytkownik może najpierw zapytać o problem, później o składnik, następnie porównać kilka rozwiązań, a dopiero na końcu zainteresować się konkretną marką. Dla marketera oznacza to, że komunikacja produktowa powinna odpowiadać nie tylko na pytanie „co sprzedajemy?”, ale również „na jaki problem użytkownika odpowiadamy?” i „dlaczego właśnie ten produkt ma sens w danym kontekście?”.

Widoczność, wiarygodność i konwersja

Pierwszym wyzwaniem jest widoczność. Marka powinna myśleć nie tylko o zapytaniach takich jak „serum z witaminą C”, ale również o pytaniach opisujących potrzebę: „co stosować przy skórze reaktywnej?”, „jak pielęgnować włosy wysokoporowate?” czy „jaki kosmetyk wybrać przy pierwszych przebarwieniach?”. To wymaga szerszego spojrzenia na content. Opisy produktów nadal są ważne, ale coraz większą rolę odgrywają także poradniki, treści edukacyjne, FAQ, materiały eksperckie i odpowiedzi na bardziej szczegółowe pytania pojawiające się przed zakupem.

Drugim wyzwaniem jest wiarygodność. W środowisku, w którym użytkownik oczekuje konkretnej odpowiedzi, coraz większe znaczenie mają jasne informacje o produkcie, składnikach, zastosowaniu i efektach. Ogólny claim marketingowy może budować zainteresowanie, ale nie zawsze odpowiada na pytanie, które poprzedza zakup. Szczególnie w branży kosmetycznej istotna staje się spójność informacji. Jeśli reklama obiecuje jeden efekt, karta produktu opisuje go inaczej, a treść edukacyjna pozostaje bardzo ogólna, marka utrudnia użytkownikowi podjęcie decyzji. Im więcej punktów styku pojawia się po drodze, tym większe znaczenie ma konsekwencja w komunikowaniu właściwości i zastosowania produktu.

Trzecim wyzwaniem pozostaje konwersja. Nawet dobrze dopasowana rekomendacja niewiele daje, jeśli użytkownik trafia na stronę, która nie rozwija obietnicy, utrudnia znalezienie produktu albo nie prowadzi czytelnie do zakupu.

Reklama powinna pomagać, a nie przerywać

Reklamy w środowiskach konwersacyjnych nie warto traktować jak kolejnego miejsca do wyświetlenia tego samego komunikatu. Ich potencjał pojawia się wtedy, gdy reklama rzeczywiście odpowiada na intencję użytkownika i prowadzi do treści lub produktu związanego z jego potrzebą.

Można to sprowadzić do prostego modelu:

pytanie konsumenta → pomocna odpowiedź → wiarygodny dowód → właściwy kanał → mierzalne działanie.

AI nie zastępuje przy tym wyszukiwarki, social mediów, video czy remarketingu. Dokłada kolejny punkt styku do ścieżki, która już wcześniej była wielokanałowa. Google rozwija rozwiązania pozwalające lepiej dopasowywać reklamy i strony docelowe do bardziej konwersacyjnych zapytań, co pokazuje, że granica między wyszukiwaniem informacji a wyborem produktu będzie coraz mniej wyraźna. 

Dla marki kosmetycznej oznacza to konieczność większego uporządkowania całego ekosystemu komunikacji. Social media mogą inspirować i budować zainteresowanie, Search przechwytywać konkretną intencję, video demonstrować produkt lub sposób użycia, a remarketing przypominać o ofercie na późniejszym etapie decyzji. Środowiska AI dochodzą do tego układu jako kolejne miejsce, w którym użytkownik może zetknąć się z rekomendacją, porównaniem albo wyjaśnieniem.

Nie chodzi więc o zastępowanie jednego kanału drugim. Chodzi o to, aby odpowiedź na tę samą potrzebę pozostawała spójna niezależnie od miejsca, w którym konsument rozpoczyna swoją ścieżkę. Dlatego ważna jest obecność w miejscach, gdzie użytkownicy zadają pytania. Dobrym pomysłem jest korzystanie np. z ChatGPT Ads.

Co powinien sprawdzić marketer beauty?

Przed dokładaniem kolejnego narzędzia do media planu warto odpowiedzieć na kilka prostych pytań:

  • Czy znamy pytania, które konsumenci zadają przed zakupem?
  • Czy opisujemy efekt produktu językiem klienta, a nie wyłącznie językiem marki?
  • Czy treści odpowiadają na różne potrzeby skóry, włosów i rutyn pielęgnacyjnych?
  • Czy materiały produktowe zawierają konkretne i możliwe do zweryfikowania informacje?
  • Czy landing page rozwija obietnicę reklamy?
  • Czy kreacje odpowiadają etapowi decyzji?
  • Czy mierzymy nie tylko kliknięcia, ale także wartościowe działania po wejściu na stronę?
  • Czy Search, social media, video, remarketing i nowe środowiska AI tworzą jedną ścieżkę, czy funkcjonują osobno?

Strategia przed technologią

 – Największym błędem byłoby potraktowanie AI jak kolejnej powierzchni reklamowej. Marka kosmetyczna musi najpierw zrozumieć pytanie konsumenta, a dopiero potem dobrać komunikat, format i kanał. Widzimy to także w działaniach dla Sessio z portfolio Chantal, gdzie łączymy Search, Meta, TikTok, Performance Max i remarketing. Każdy z tych punktów styku pełni inną rolę, ale razem powinny prowadzić użytkownika drogą od zainteresowania produktem do zakupu – mówi Mateusz Bojanowski, Head of Digital w agencji Cityboard Digital.

Cityboard Digital odpowiada w przypadku Sessio za zintegrowane działania obejmujące m.in. kampanie Meta Ads, kampanie na TikToku, Google Search, Performance Max i remarketing, łącząc budowanie świadomości z generowaniem ruchu i sprzedaży online. 

ARTYKUŁ SPONSOROWANY
ZOBACZ KOMENTARZE (0)
StoryEditor
Twarz
06.10.2026 13:38
PDRN w serum zamiast w gabinecie. Czy kosmetyki mogą wykorzystać jego potencjał?
PDRN robi karierę w kosmetykach. Czy naprawdę działa?mat. prasowe

PDRN, do niedawna kojarzony przede wszystkim z zabiegami regeneracyjnymi i koreańską medycyną estetyczną, coraz mocniej wchodzi do codziennej pielęgnacji. Po składnik sięgają kolejne marki kosmetyczne, a jedną z najnowszych propozycji jest serum Revitalift Filler L’Oréal Paris z wegańską cząsteczką PDRN+. Pojawia się jednak pytanie: na ile składnik znany z zastosowań iniekcyjnych może działać również wtedy, gdy nakładamy go na skórę?

W tym artykule przeczytasz:

  • PDRN wychodzi z gabinetów
  • Wegański PDRN. Co właściwie oznacza?
  • Czy PDRN rzeczywiście działa nakładany na skórę?
  • PDRN w kosmetykach dopiero buduje bazę dowodową
  • L’Oréal Paris chce przenieść PDRN do codziennej pielęgnacji
  • Od koreańskich klinik do drogeryjnej półki

PDRN wychodzi z gabinetów

PDRN to skrót od polydeoxyribonucleotide – polideoksyrybonukleotydów, czyli fragmentów DNA. Składnik zyskał popularność w medycynie regeneracyjnej i estetycznej dzięki właściwościom związanym m.in. z procesami naprawczymi, regeneracją tkanek i działaniem przeciwzapalnym. Mechanizm działania PDRN wiązany jest m.in. z aktywacją receptorów adenozynowych A2A oraz tzw. szlaku odzyskiwania nukleotydów.

W klasycznej postaci PDRN wykorzystywany w zastosowaniach medycznych jest zazwyczaj pozyskiwany z oczyszczonego DNA łososia lub pstrąga. To właśnie pochodzenie zwierzęce stało się jednym z powodów poszukiwania alternatywnych źródeł składnika.

Dziś PDRN jest jednym z aktywnych składników, które najlepiej wpisują się w popularny w beauty trend przenoszenia języka i technologii medycyny estetycznej do kosmetyków. Na opakowaniach pojawiają się określenia sugerujące regenerację, biostymulację czy poprawę jakości skóry, a PDRN zaczyna funkcjonować obok takich składników jak kwas hialuronowy, peptydy czy retinoidy.

Wegański PDRN. Co właściwie oznacza?

Rosnąca popularność PDRN wymusiła rozwój technologii pozwalających pozyskiwać podobne cząsteczki bez wykorzystania materiału pochodzenia zwierzęcego. W badaniach pojawiają się m.in. PDRN pozyskiwane z materiału roślinnego – z kultur komórkowych, korzeni czy kalusa roślinnego.

Nie oznacza to jednak automatycznie, że każdy "wegański PDRN” jest dokładnie tym samym materiałem co PDRN stosowany w medycynie. Pochodzenie, długość fragmentów DNA, masa cząsteczkowa, sposób oczyszczania i formulacja mogą się między produktami znacząco różnić.

To istotne, ponieważ w przypadku PDRN określenie "wegański” mówi przede wszystkim o źródle materiału, a nie samo w sobie o jego skuteczności.

L’Oréal Paris deklaruje, że jego PDRN+ jest opatentowaną cząsteczką pozyskiwaną w procesie biofermentacji. Według producenta została ona opracowana z myślą o zastosowaniu w kosmetyku i ma być odpowiednio mała, aby przenikać do naskórka.

image

Koniec pustych obietnic. Nowe kosmetyki z DNA łososia i mikroigłami, czyli medycyna estetyczna w domu

Czy PDRN rzeczywiście działa nakładany na skórę?

To właśnie tutaj pojawia się najciekawsza część historii. PDRN ma już pewne zaplecze naukowe w zastosowaniach medycznych i estetycznych, ale nie można automatycznie przenosić wyników dotyczących preparatów podawanych w formie iniekcji na serum czy krem.

Przegląd badań dotyczących polinukleotydów stosowanych w medycynie estetycznej wskazuje na obiecujące rezultaty w zakresie poprawy zmarszczek, tekstury i elastyczności skóry. Jednocześnie podkreśla niewielką liczbę badań wysokiej jakości i brak pełnego konsensusu dotyczącego optymalnego zastosowania.

W przypadku kosmetyków stosowanych miejscowo barierą jest przede wszystkim dostarczenie odpowiedniej ilości składnika w odpowiednie miejsce. PDRN jest cząsteczką DNA, a więc nie wystarczy samo umieszczenie jej w formule. Liczy się m.in. jej wielkość, stabilność i sposób dostarczania.

Co ciekawe, pojawiają się już badania próbujące odpowiedzieć właśnie na to pytanie. Opublikowane w 2026 roku badanie dotyczące miejscowo stosowanego PDRN wykazało jego obecność w żywych warstwach naskórka oraz wskazało na poprawę parametrów skóry poddanej fotouszkodzeniom. W badaniu klinicznym oceniano krem pod oczy z 0,1 proc. PDRN przez 28 dni i porównywano go z retinolem. Wyniki były obiecujące, ale dotyczą konkretnej długości fragmentów PDRN i konkretnej formulacji – nie każdego kosmetyku określanego jako produkt z PDRN.

To ważne rozróżnienie. Nie ma jednej, uniwersalnej "mocy PDRN”. Składnik może występować w różnych formach i o różnych parametrach, a wyniki jednego preparatu nie mogą być automatycznie przypisywane całej kategorii.

PDRN w kosmetykach dopiero buduje bazę dowodową

Podobnie wygląda sytuacja w przypadku roślinnych i wegańskich odpowiedników. Badania laboratoryjne nad PDRN pozyskiwanym z roślin, m.in. żeń-szenia czy Gynostemma pentaphyllum, wskazują na potencjalne działanie wspierające barierę skóry, proliferację komórek czy procesy naprawcze.

Jednocześnie najnowszy przegląd dotyczący roślinnych polinukleotydów i PDRN wyraźnie zaznacza, że większość dostępnych danych ma charakter przedkliniczny. Na tym etapie nie można więc uznać, że roślinny PDRN jest klinicznie równoważny tradycyjnemu PDRN pochodzenia zwierzęcego.

image

TikTok Shop napędza sprzedaż beauty. Te marki zarobiły miliony na livestreamach

L’Oréal Paris chce przenieść PDRN do codziennej pielęgnacji

Na tym tle interesująca jest premiera nowego Revitalift Filler L’Oréal Paris. Marka połączyła w nim opatentowaną, wegańską cząsteczkę PDRN+ z trzema rodzajami kwasu hialuronowego. Producent przedstawia produkt jako przykład trendu "zabiegu w buteleczce”, czyli przenoszenia składników kojarzonych dotychczas z gabinetami do codziennej pielęgnacji.

Według danych przedstawionych przez L’Oréal Paris sześciotygodniowa ocena kliniczna z udziałem 53 kobiet wykazała redukcję drobnych zmarszczek do 60 proc.

Od koreańskich klinik do drogeryjnej półki

Popularność PDRN dobrze wpisuje się w szerszą zmianę na rynku beauty. Konsumentki coraz częściej interesują się składnikami wcześniej zarezerwowanymi dla gabinetów, a marki odpowiadają na to kosmetykami inspirowanymi procedurami medycyny estetycznej.

PDRN ma w tym trendzie szczególne miejsce, bo łączy kilka obecnie mocnych kierunków: zainteresowanie koreańską pielęgnacją, regeneracją skóry, „skin quality”, biotechnologią i składnikami pochodzenia alternatywnego. Sam termin przestał być już wyłącznie specjalistycznym określeniem stosowanym przez lekarzy i kosmetologów.

Do mainstreamu wprowadza go także marketing największych koncernów. W kampanii nowego serum L’Oréal Paris występuje Kendall Jenner, która od 2026 roku jest globalną ambasadorką marki.

 

Aurelia Obrochta
ZOBACZ KOMENTARZE (0)
31. październik 2026 09:28