StoryEditor
Zdrowie
04.09.2023 15:32

Czy wizyta w gabinecie kosmetycznym grozi zarażeniem bakterią legionella?

Kolorowa skaningowa mikroskopia elektronowa (SEM) ze średnio dużym powiększeniem 5000X, przedstawiająca dużą grupę Gram-ujemnych bakterii Legionella pneumophila. / Janice Haney Carr; provided by CDC/ Margaret Williams, PhD; Claressa Lucas, PhD;Tatiana Travis, BS, Public domain, via Wikimedia Commons
Wzrasta liczba przypadków zakażeń bakterią Legionella pneumophila. Do tej pory potwierdzono wystąpienie zakażenia u łącznie 159 osób, co skutkowało tragiczną śmiercią 14 z nich. Ogniska choroby obejmują już mieszkańców czterech różnych województw. Według informacji podanych przez sanepid, zakażenia stwierdzono u pacjentów przebywających w szpitalach i placówkach medycznych w obszarach takich jak Rzeszów, powiat rzeszowski, Dębica, Przemyśl, Kolbuszowa, Łańcut, Sędziszów Młp., Jasło oraz Lublin. Pytanie, czy bakteria ta stanowi zagrożenie dla osób odwiedzających gabinety kosmetyczne, również jest aktualne.

Co to jest legionella?

Legionella to rodzaj chorobotwórczych bakterii Gram-ujemnych, do którego zalicza się gatunek L. pneumophila, wywołujący legionelozę (wszystkie choroby wywoływane przez Legionellę), w tym chorobę typu zapalenia płuc zwaną chorobą legionistów i łagodną chorobę grypopodobną zwaną gorączką Pontiac. Legionellę można uwidocznić za pomocą barwienia srebrem lub hodować na podłożach zawierających cysteinę, takich jak agar z buforowanym węglem drzewnym i ekstraktem drożdżowym. Występuje powszechnie w wielu środowiskach, w tym w glebie i systemach wodnych, zidentyfikowano co najmniej 50 gatunków i 70 serogrup. Bakterie te jednak nie przenoszą się z człowieka na człowieka; co więcej, większość osób narażonych na kontakt z bakteriami nie zachoruje. Większość ognisk ma swoje źródło w źle konserwowanych wieżach chłodniczych.

 

Gdzie można zarazić się legionellą?
image

Kolonie Legionelli rosnące na płytce agarowej, naświetlone światłem ultrafioletowym w celu zwiększenia kontrastu.

Smith Collection/Gado/Getty lmages, Public domain, via Wikimedia Commons

Infekcja jest przenoszona poprzez wdychanie aerozolu, czyli mikroskopijnych kropel wody, które dostają się do układu oddechowego podczas korzystania z prysznica, klimatyzatorów, nawilżaczy powietrza, spryskiwaczy ogrodowych oraz myjni samochodowych. Szczególnie wrażliwe na to zagrożenie są osoby, które regularnie używają podgrzewaczy do magazynowania wody, gdzie zakażenie może nastąpić nawet podczas codziennych kąpieli lub mycia rąk. Ważne jest jednak zaznaczenie, że choć bakteria Legionella pneumophila występuje w wodzie, to sam akt picia jej nie prowadzi do zakażenia, a kontakt z osobą chorą również nie jest źródłem infekcji.

Największe ryzyko zakażenia zachodzi w miejscach, gdzie instalacje wodne, wentylacyjne i klimatyzacyjne są rzadko czyścić oraz dezynfekowane, a woda w nich nie jest regularnie wymieniana. Oczywiście, kluczowe jest unikanie wdychania aerozoli, które zawierają wodę zakażoną bakterią Legionella. W okresie letnim, gdy panują upały, istnieje także ryzyko związane z miejscowymi kurtynami wodnymi, które rozpylają dużą ilość wody. Jeśli sieć wodociągowa, dostarczająca wodę do tych kurtyn, zostanie zanieczyszczona, może dojść do rozprzestrzenienia się infekcji na większą skalę.

 

Czy legionellą można zarazić się w gabinecie kosmetycznym?

Jak donosi portal infodent24.pl, woda obecna w jednostkach dentystycznych tworzy środowisko sprzyjające rozmnażaniu się różnych mikroorganizmów, w tym pałeczek Legionella pneumophila, Candida oraz Streptococcus, a także produktów przemiany ich materii. Szczególnie istotna jest obecność pałeczek Legionella pneumophila, które występują w około 10 procentach jednostek stomatologicznych. Naukowcy z Uniwersytetu w Amsterdamie przeprowadzili badania, analizując 60 prac dotyczących zakażeń krzyżowych, w których bioaerozole były źródłem problemu. Spośród tych prac, 16 oceniło ryzyko zakażenia krzyżowego w gabinecie stomatologicznym. W tym środowisku naukowcy zidentyfikowali aż 40 różnych typów mikroorganizmów, w tym wirusa opryszczki pospolitej HSV-1 oraz bakterię Legionella pneumophila. Interesujący jest fakt, że przypadki legionellozy częściej stwierdza się w zespole personelu gabinetu stomatologicznego niż wśród pacjentów.

Redaktor z gazety "Super Express" zwrócił się do eksperta z zapytaniem, czy osoby zakażone bakterią Legionella mogą dochodzić odszkodowania. Jak powiedział dziennikowi mecenas Bartosz Bednarek, "osoby zakażone pałeczką Legionelli mogą domagać się z tego tytułu odszkodowania i zadośćuczynienia od przedsiębiorstwa wodociągowo-kanalizacyjnego, o ile zakażenie wywołało u nich co najmniej tymczasowy rozstrój zdrowia".

Prawnik przywołuje również precedensowy wyrok Sądu Okręgowego w Lublinie z 2012 roku, gdzie sąd orzekł odpowiedzialność wodociągów za zakażenie bakterią Legionella i przyznał poszkodowanemu zadośćuczynienie w wysokości 100 tysięcy złotych.

O ile gabinet kosmetyczny i stomatologiczny to środowiska różne, to nadal są pokrewne i charakteryzują się zasadniczo dwoma podobieństwami: zazwyczaj wysoką wilgotnością powierzchnia i/lub powierzchni, oraz dużym ruchem różnych osób — klientów lub pacjentów. Na przykład Legionella może rosnąć i rozmnażać się w wannach z hydromasażem/jacuzzi, które nie są odpowiednio dezynfekowane i czyszczone. Podobnie doskonałym środowiskiem rozwoju tej bakterii będą brodziki ze zbierającą się pod dnem wodą, niedoczyszczone unity klimatyzacyjne czy wilgotne przestrzenie za meblami.

 

Historia zakażeń bakterią Legionella w spa i pokrewnych miejscach

Historia zna przypadki zakażeń, które miały miejsce właśnie w spa czy gabinetach odnowy albo powiązanych przestrzeniach. W marcu 1999 r. w Holandii wybuchła epidemia podczas wystawy kwiatów Westfriese Flora w Bovenkarspel. Zachorowało 318 osób, a co najmniej 32 osoby zmarły. Źródłem bakterii była wanna z hydromasażem na terenie wystawy. W 2012 r. w AR Diamante Beach Hotel, dużym hiszpańskim hotelu wyposażonym w solarny system podgrzewania wody do spa i ciepłej wody użytkowej, doszło do 18 infekcji i 3 kolejnych zgonów z powodu choroby legionistów.

We wrześniu 2019 r. u 141 osób odwiedzających Targi Stanowe Górskie w Zachodniej Karolinie Północnej zdiagnozowano chorobę legionistów i zgłoszono cztery zgony po tym, jak podejrzewa się, że na wystawie wanny z hydromasażem rozwinęły się i rozprzestrzeniły bakterie. Co najmniej jedno dodatkowe zakażenie miało miejsce podczas Asheville Quilt Show, który odbył się kilka tygodni po targach w tym samym budynku, w którym odbywała się wystawa wanien z hydromasażem. W grudniu 2019 r. Departament Zdrowia Australii Zachodniej został powiadomiony o czterech przypadkach choroby legionistów. Zakażone osoby odwiedziły ośrodek Ramayana Resort and Spa na Bali w centrum Kuty.

 

Jak zapobiegać zakażeniu Legionellą?

image

Zaniedbane jacuzzi to raj dla bakterii Legionella.

Cloris Ying via Unsplash
W jaki sposób można uniknąć zakażenia osoby, która przyszła do gabinetu? Priorytetem jest utrzymanie odpowiednich standardów higieny i sanitarnych procedur. Blokady związane z pandemią COVID-19, na przykład, spowodowały problemy dla salonów ze względu na konieczność ich zamykania na tygodnie i miesiące. Kiedy salony nie prowadzą działalności przez jakiś czas, istnieje zwiększone ryzyko zastoju wody w rurach, co zapewnia bakteriom Legionella optymalne warunki do rozwoju i namnażania się.

Ważne jest właściwe zaprojektowanie systemów wodno-kanalizacyjnych. Kluczową rolę odgrywa stan techniczny tych instalacji oraz jakość materiałów użytych do ich wykonania. Konieczne jest oddzielenie rur z wodą zimną od tych z wodą ciepłą, aby uniknąć podgrzewania wody zimnej i stworzenia korzystnych warunków dla rozwoju bakterii. Przy kranach ważne jest, aby zapobiec rozpylaniu wody, co mogłoby sprzyjać tworzeniu się aerozoli z potencjalnie zakażoną wodą.

W przypadku urządzeń wentylacyjnych i klimatyzacyjnych, konieczne jest regularne czyszczenie, dezynfekcja i serwisowanie. Działania te przyczyniają się do utrzymania czystości i jakości powietrza, które krąży w tych systemach, minimalizując ryzyko rozprzestrzeniania się drobnoustrojów, w tym bakterii Legionella pneumophila.

Przykładowe dobre praktyki, umożliwiające profilaktykę rozprzestrzeniania się bakterii Legionella, to:

  • Utrzymuj temperaturę wody powyżej lub poniżej zakresu 20–50 °C, w którym rozwijają się bakteria Legionella
  • Zapobiegaj stagnacji, na przykład usuwając z sieci rurociągów odcinki, które nie mają odpływu (ślepe zaułki). Tam, gdzie stagnacja jest nieunikniona, np. gdy skrzydło hotelu jest zamknięte poza sezonem, systemy należy dokładnie zdezynfekować tuż przed wznowieniem normalnej pracy
  • Zapobiegaj gromadzeniu się biofilmu, na przykład nie używając (lub zastępując) materiałów budowlanych, które sprzyjają jego rozwojowi, oraz zmniejszając ilość składników odżywczych niezbędnych do rozwoju bakterii, które dostają się do organizmu
  • Okresowo dezynfekuj system za pomocą wysokiej temperatury lub chemicznego środka biobójczego i, jeśli to konieczne, stosuj chlorowanie
  • Skuteczne może być również uzdatnianie wody jonizacją miedzi i srebra lub światłem ultrafioletowym
  • Projekt systemu (lub renowacja) może zmniejszyć wytwarzanie aerozoli i zmniejszyć narażenie ludzi na nie, poprzez skierowanie ich z dala od wlotów powietrza w budynku.

Trwają intensywne działania w ramach dochodzenia epidemiologicznego, który ma na celu zidentyfikowanie źródła zakażenia. Dodatkowo podejmowane są różnorodne środki przeciwepidemiczne, w tym prowadzenie kontroli oraz pobieranie próbek wody do przeprowadzenia badań laboratoryjnych.

 

Jak rozpoznać legionellozę?

Ze względu na podobieństwo objawów legionellozy do symptomów grypy, istotne jest zwrócenie uwagi na okoliczności zachorowania. Warto sprawdzić, czy osoba chora przebywała w ostatnim czasie w klimatyzowanych pomieszczeniach, co może zwiększać ryzyko zakażenia, oraz podjąć dodatkowe badania, z których najbardziej skutecznym jest test laboratoryjny moczu.

W przypadku podejrzenia legionellozy, niezbędne jest natychmiastowe skonsultowanie się z lekarzem. Choroba ta niesie za sobą poważne powikłania i może prowadzić nawet do śmiertelnych konsekwencji, związanych głównie z niewłaściwą diagnozą i odpowiedzią medyczną. Utrzymanie śmiertelności na poziomie 25 proc. jest niepokojącym aspektem, który podkreśla potrzebę szybkiej i dokładnej identyfikacji choroby oraz odpowiedniego leczenia.

ZOBACZ KOMENTARZE (0)
StoryEditor
Zdrowie
17.09.2026 12:32
Niebezpieczne kosmetyki nadal trafiają do klientów Amazona i Temu. W składzie rtęć
Kosmetyki z rtęcią wracają do sprzedaży. Problemem są marketplace‘y (fot. Shutterstock)Shutterstock

Mimo obowiązującego od lat zakazu produkty do rozjaśniania skóry zawierające rtęć nadal można znaleźć na dużych platformach e-commerce. Reuters zidentyfikował ponad 20 takich produktów oferowanych m.in. na Amazonie, Temu i TikTok Shop. Żaden z nich nie deklarował jednak obecności rtęci w składzie, a Reuters nie potwierdził niezależnie jej zawartości.

W tym artykule przeczytasz:

  • Produkty z rtęcią wracają pod innymi nazwami
  • Rtęć przyspiesza efekt rozjaśniania skóry
  • Rtęć może uszkadzać nerki i układ nerwowy
  • Amazon, Temu i TikTok deklarują walkę z nielegalnymi produktami
  • Regulacja nie nadąża za transgranicznym e-commerce?

Zakaz stosowania rtęci w kosmetykach obowiązuje w wielu krajach od lat, ale nie wyeliminował z rynku wszystkich produktów zawierających ten toksyczny metal. Jak wynika z analizy Reuters, kremy i inne produkty do rozjaśniania skóry, które znalazły się wcześniej na listach produktów zakazanych, nadal były dostępne na platformach należących do największych graczy e-commerce.

Dziennikarze Reuters znaleźli ponad 20 produktów na Amazonie, Temu i amerykańskim TikTok Shop, a także na należących do Amazona platformach w Wielkiej Brytanii, Francji, Belgii, Indiach i Zjednoczonych Emiratach Arabskich. Analizę przeprowadzono według stanu na 1 września 2026 roku.

Produkty z rtęcią wracają pod innymi nazwami

Problemem jest nie tylko samo oferowanie nielegalnych kosmetyków, ale także sposób, w jaki sprzedawcy próbują omijać systemy kontroli platform.

Reuters znalazł przypadki produktów, które po usunięciu z oferty pojawiały się ponownie pod inną nazwą lub za pośrednictwem innego sprzedawcy. W jednym z przypadków krem "Chandni”, wcześniej wskazany przez amerykańską FDA jako zawierający rtęć, był sprzedawany na Amazonie w Indiach jako "Beauty Brightening Cream”. Na zdjęciu produktu prawidłowa nazwa została dodatkowo zamazana.

Co istotne, żaden z produktów analizowanych przez Reuters nie wymieniał rtęci w składzie. Dziennikarze nie byli również w stanie niezależnie potwierdzić obecności toksycznego składnika we wszystkich znalezionych produktach. Ich identyfikacja opierała się na wcześniejszych listach produktów, wynikach badań i publicznie dostępnych informacjach.

image

Prawo się rzekło, PPWR u płota. Nowe obowiązki, koszty starych stocków i problem fragmentacji

Rtęć przyspiesza efekt rozjaśniania skóry

Produkty rozjaśniające skórę są częścią wartego miliardy dolarów rynku kosmetycznego, szczególnie popularnego w niektórych krajach Azji, Afryki i na Karaibach.

Jak wskazuje cytowany przez Reuters Winston Morgan, toksykolog z University of East London, rtęć może dawać efekt rozjaśnienia skóry w ciągu kilku dni, szybciej niż legalne składniki, takie jak kwas kojowy czy arbutyna. Jest również stosunkowo tania i łatwa do zastosowania w formulacjach.

To właśnie szybkość działania i cena mogą sprawiać, że produkty zawierające rtęć nadal znajdują nabywców. Reuters przywołuje badanie Boston University z 2021 roku, według którego kosmetyki rozjaśniające zawierające kwas kojowy kosztowały średnio 24,89 dolara za uncję, podczas gdy produkty zawierające rtęć znalezione przez dziennikarzy w USA kosztowały około 6,50 dolara za uncję.

Rtęć może uszkadzać nerki i układ nerwowy

Skala problemu jest szczególnie istotna ze względu na toksyczność rtęci. Światowa Organizacja Zdrowia (WHO) wskazuje, że nie istnieje znany bezpieczny poziom ekspozycji na rtęć. Metal może negatywnie wpływać m.in. na nerki, mózg i układ nerwowy.

W 2013 roku przyjęto Konwencję z Minamaty, której stronami jest ponad 150 państw. Dokument ma ograniczać m.in. produkcję, import i sprzedaż produktów zawierających rtęć.

W USA FDA ogranicza zawartość rtęci w kosmetykach do maksymalnie 1 części na milion (ppm). Reuters przypomina jednak, że organy regulacyjne w USA i Wielkiej Brytanii znajdowały wcześniej produkty do rozjaśniania skóry zawierające znacznie wyższe stężenia tego metalu.

image

Pakistan: toksyczne poziomy rtęci w kremach wybielających

Amazon, Temu i TikTok deklarują walkę z nielegalnymi produktami

Reuters zwrócił się do platform, na których znaleziono produkty. Amazon, Temu i TikTok podkreśliły, że sprzedaż wskazanych kosmetyków jest zabroniona i że podejmują działania mające na celu ich usunięcie oraz ukaranie sprzedawców.

Amazon poinformował o stosowaniu m.in. weryfikacji sprzedawców, wymaganiu dokumentacji potwierdzającej zgodność produktów oraz – w niektórych przypadkach – wyników badań laboratoryjnych przed dopuszczeniem produktu do sprzedaży. Firma deklaruje również współpracę z organami regulacyjnymi i aktualizowanie list produktów objętych zakazami.

TikTok wskazał, że jego zasady zabraniają produktów mających na celu wybielanie, rozjaśnianie skóry lub redukcję poziomu melaniny. Temu również zadeklarowało usuwanie ofert, które naruszają przepisy lub zasady platformy.

Jednocześnie Reuters podaje, że większość znalezionych przez dziennikarzy produktów nadal znajdowała się na platformach 1 września, mimo że wcześniej została zidentyfikowana jako potencjalnie nielegalna.

Regulacja nie nadąża za transgranicznym e-commerce?

Problem zwraca uwagę na trudność kontrolowania produktów sprzedawanych za pośrednictwem marketplace‘ów. Sprzedawca może znajdować się w innym kraju niż konsument, produkt może być oferowany pod zmienioną nazwą, a jego skład nie zawsze odpowiada informacjom zamieszczonym w ofercie.

WHO potwierdziła Reuters, że kosmetyki rozjaśniające skórę zawierające rtęć nadal są sprzedawane za pośrednictwem internetowych i transgranicznych platform e-commerce, co utrudnia nadzór i egzekwowanie przepisów. Organizacja wskazuje na potrzebę większej współpracy pomiędzy rządami, platformami i sprzedawcami.

Przykładem działań regulatorów jest Francja. 28 sierpnia francuskie władze wydały komunikat dotyczący wycofania kremu Advanced Beauty Cream – Pearl Shine – Parley Goldie, który wcześniej został znaleziony przez Reuters w sprzedaży. Według francuskich urzędników rtęć jest regularnie wykrywana w produktach przeznaczonych do rozjaśniania skóry, a jej obecność ma na celu blokowanie syntezy melaniny.

 

Źródło: Reuters

Aurelia Obrochta
ZOBACZ KOMENTARZE (0)
StoryEditor
Ciało
26.08.2026 19:04
Bielizna staje się nowym skincare. Czy "carewear” będzie kolejną kategorią beauty?
Skincare wychodzi z łazienki. Teraz trafia do bieliznyShutterstock

Kremy, sera, suplementy, kosmetyki z probiotykami – do tej pory pielęgnacja skóry kojarzyła się przede wszystkim z tym, co nakładamy na ciało. Teraz do wellness i skincare coraz śmielej wkraczają ubrania. Bielizna ma nie tylko dobrze leżeć i być wygodna, ale także wspierać mikrobiom skóry. Powstaje nowa kategoria określana jako "carewear”, na styku mody, beauty i technologii.

W tym artykule przeczytasz:

  • Bielizna jako przedłużenie rutyny pielęgnacyjnej
  • Mikrobiom wychodzi poza łazienkę i kuchnię
  • Od bielizny do "drugiej skóry”
  • Carewear nie kończy się na majtkach
  • Kosmetyki konkurują już nie tylko z kosmetykami
  • Czy ubranie może naprawdę działać jak kosmetyk?
  • "Hyper-functionalization”, czyli funkcja na funkcji

Jeszcze niedawno wybierając bieliznę, konsumentki zwracały uwagę przede wszystkim na krój, materiał, dopasowanie i wygląd. Później doszły takie funkcje jak bezszwowość, odprowadzanie wilgoci, właściwości antybakteryjne czy termoregulacja. Dziś poprzeczka przesuwa się jeszcze wyżej. Ubranie ma aktywnie współpracować ze skórą.

To kolejny etap procesu, w którym granice między beauty, wellness i fashion coraz bardziej się zacierają. Skoro możemy kupić serum wspierające mikrobiom skóry, dlaczego podobnej funkcji nie miałaby pełnić tkanina, która przez wiele godzin bezpośrednio dotyka ciała?

Bielizna jako przedłużenie rutyny pielęgnacyjnej

Jednym z najciekawszych przykładów tego kierunku jest brytyjska marka bieliźniana Underdays. Jej założycielki Aurelie Salas i Oria Mackenzie postawiły na rozwój kategorii, którą można określić mianem "carewear”. Odzieży projektowanej z myślą nie tylko o komforcie, ale również o potrzebach skóry.

W najnowszej kolekcji marki wykorzystano technologię UNDERskin, opartą na rozwiązaniu HeiQ Skin Care. Tkanina została wykończona systemem synbiotycznym zawierającym prebiotyki i probiotyki, które mają wspierać równowagę mikrobiomu skóry.

Technologia HeiQ jest przeznaczona właśnie do materiałów pozostających w bezpośrednim kontakcie ze skórą. Producent deklaruje, że system może działać do 40 cykli prania, a substancje aktywne są uwalniane z powierzchni materiału podczas noszenia.

image

Polacy wydają na suplementy więcej niż Niemcy i Francuzi. “Beauty” napędza nową falę wzrostu

Mikrobiom wychodzi poza łazienkę i kuchnię

Nie jest przypadkiem, że właśnie mikrobiom znalazł się w centrum zainteresowania producentów funkcjonalnych tkanin. W kosmetyce od kilku lat obserwujemy rosnące zainteresowanie produktami, które mają pomagać w utrzymaniu równowagi mikrobiomu skóry.

HeiQ wykorzystuje w swoich rozwiązaniach połączenie prebiotyków i probiotyków, określane jako synbiotyki. W technologii tekstylnej są one osadzone w bio-based, porowatej matrycy polimerowej, z której mogą stopniowo przechodzić na skórę podczas kontaktu z materiałem.

To nie oznacza oczywiście, że majtki czy koszulka zastępują kosmetyk. Właśnie tutaj potrzebna jest ostrożność w komunikacji. Mówimy raczej o technologii tekstylnej wspierającej określone właściwości skóry, a nie o nowym rodzaju kremu w formie ubrania.

Sama technologia jest zresztą szersza niż bielizna. HeiQ wskazuje jako potencjalne zastosowania również odzież sportową, warstwy bazowe i tekstylia domowe.

Od bielizny do "drugiej skóry”

W przypadku Underdays zastosowanie takiej technologii jest szczególnie interesujące, ponieważ bielizna jest jedną z niewielu kategorii odzieży, która przez wiele godzin pozostaje w bardzo bliskim kontakcie z ciałem.

To właśnie dlatego może być atrakcyjnym nośnikiem funkcji kojarzonych dotychczas z kosmetykami.

Wyobraźmy sobie prosty schemat: rano aplikujemy serum, krem z filtrem i dezodorant, wieczorem kolejne kosmetyki, a przez cały dzień nosimy ubranie wykonane z materiału, który również ma określone właściwości pielęgnacyjne. Skincare przestaje być wtedy wyłącznie rytuałem wykonywanym przed lustrem. Staje się częścią środowiska, które otacza ciało przez cały dzień.

To dobrze wpisuje się w szerszą zmianę w kategorii intimate apparel. Jak wynika z materiałów dotyczących rozwoju rynku bielizny, współczesne produkty coraz częściej łączą komfort, funkcjonalność, technologię materiałową i wellness. Wśród rozwijanych rozwiązań wymienia się m.in. tkaniny odprowadzające wilgoć, antybakteryjne, termoregulacyjne czy adaptacyjne.

image

Azja coraz ważniejszym kierunkiem eksportu polskich kosmetyków. Trzy rynki, trzy różne strategie

Carewear nie kończy się na majtkach

Underdays nie jest jedynym przykładem tego, jak fashion zaczyna przejmować język beauty.

Technologia HeiQ Skin Care została wykorzystana również przez markę Coperni w kolekcji C+ Carewear. Producent materiałów opisuje ją jako odzież wykorzystującą technologię kosmetyczną przeznaczoną do wspierania równowagi mikrobiomu skóry.

W podobnym kierunku rozwija się brytyjska marka Sylva, założona przez Tallulah Harlech. Jej ubrania są projektowane z myślą o osobach ze skórą wrażliwą, a materiały mają zapewniać komfort i ograniczać dyskomfort związany z noszeniem odzieży.

Kosmetyki konkurują już nie tylko z kosmetykami

To jeden z ciekawszych aspektów tego trendu z punktu widzenia rynku beauty.

Marki rozwijające "carewear” niekoniecznie muszą postrzegać jako swoich konkurentów inne firmy odzieżowe. Ich punktem odniesienia mogą być marki skincare, wellness czy body care.

Logika jest podobna do tej, którą przez lata rozwijały marki kosmetyczne: produkt ma rozwiązywać konkretny problem i wpisywać się w codzienny rytuał konsumenta. Tyle że zamiast kremu czy serum rozwiązaniem jest teraz materiał.

To otwiera potencjalnie ogromne pole dla współpracy między sektorami. Marka kosmetyczna może wejść w tekstylia, marka odzieżowa w skincare, a producent technologii materiałowych stać się dostawcą "składników” dla obu kategorii.

Czy ubranie może naprawdę działać jak kosmetyk?

Tutaj pojawia się najważniejsze pytanie: ile w "carewear” jest realnej technologii, a ile marketingu?

Sam fakt zastosowania substancji aktywnych w tkaninie nie oznacza automatycznie, że efekt będzie porównywalny z działaniem kosmetyku aplikowanego bezpośrednio na skórę. Kluczowe są m.in. dawka, sposób uwalniania substancji, czas kontaktu ze skórą, trwałość technologii oraz to, czy deklarowany efekt został odpowiednio potwierdzony.

HeiQ informuje o testach, w których sprawdzano transfer synbiotyków z materiału na skórę. Firma podaje również, że technologia została oceniona jako niepodrażniająca i przeznaczona do materiałów pozostających w bezpośrednim kontakcie ze skórą.

Nie należy jednak robić z tego skrótu myślowego, że probiotyczna bielizna = kosmetyk do pielęgnacji skóry. To dwie różne kategorie produktów i różne sposoby działania.

image

Skims wprowadza nocną maskę modelującą twarz – nowy krok w kierunku “rzeźbienia” urody

"Hyper-functionalization”, czyli funkcja na funkcji

Rozwój carewear wpisuje się w szerszy trend funkcjonalizacji tekstyliów. Materiały mogą już nie tylko być miękkie czy przewiewne. Mogą regulować temperaturę, odprowadzać wilgoć, ograniczać powstawanie zapachu, a także wykorzystywać technologie biologiczne.

HeiQ rozwija obecnie całą gamę technologii tekstylnych, m.in. rozwiązania związane z termoregulacją, kontrolą zapachu czy zarządzaniem wilgocią.

Problem polega na tym, że im więcej funkcji dodajemy do materiału, tym bardziej rośnie jego technologiczna i produkcyjna złożoność. Pojawia się więc pytanie o koszty, trwałość oraz realną wartość dla konsumenta.

To szczególnie istotne w przypadku bielizny. Jest ona prana często, ma bezpośredni kontakt z wrażliwymi obszarami ciała i musi przede wszystkim pozostać wygodna. Technologia nie może odbywać się kosztem podstawowej funkcji produktu.

Skincare przyszłości może być noszony, a nie nakładany

Carewear jest na razie niewielką i eksperymentalną kategorią. Nie oznacza to jednak, że nie pokazuje kierunku, w którym może rozwijać się rynek beauty.

Przez ostatnie lata obserwowaliśmy przechodzenie kosmetyków od prostych produktów pielęgnacyjnych do produktów "smart”, spersonalizowanych, opartych na mikrobiomie, składnikach aktywnych i technologii. Naturalną konsekwencją tego procesu jest wyjście tych rozwiązań poza opakowanie kosmetyku.

Najpierw były kremy i sera. Potem suplementy, urządzenia beauty tech i kosmetyki wykorzystujące zaawansowane systemy dostarczania składników. Teraz pojawia się odzież, która chce stać się kolejną warstwą pielęgnacji.

Bielizna może więc być jednym z pierwszych miejsc, w których zobaczymy na większą skalę połączenie fashion i skincare. Nie dlatego, że zastąpi kosmetyki, lecz dlatego, że może rozszerzyć pojęcie pielęgnacji na wszystkie elementy, które mają bezpośredni kontakt z naszym ciałem.

 

Źródło: Iconicapparelhouse, Hypebae

Aurelia Obrochta
ZOBACZ KOMENTARZE (0)
03. październik 2026 00:01