– Potrzeba dużo czasu i pieniędzy, żeby wyglądać tak tanio – żartowała w swojej autobiografii z 1994 roku.
Ta autoironia była jednym z fundamentów jej marki osobistej. Jej pierwszy przebój, „Dumb Blonde”, który trafił na listy przebojów, również opierał się na grze ze stereotypem „głupiej blondynki”. Parton wykorzystywała stereotypy dotyczące kobiecego wyglądu, jednocześnie konsekwentnie je podważając. "Dowcipy o głupich blondynkach mnie nie obrażają — nie jestem ani głupia, ani nie jestem blondynką", powiedziała w jednym z wywiadów.
Rekord 25 numerów jeden i biznes jak okiem sięgnąć
Dolly Parton była jedną z najbardziej skutecznych biznesowo artystek swojego pokolenia. Zdobyła 25 pierwszych miejsc na country liście Billboardu, ustanawiając rekord wśród kobiet. Talent kompozytorski i popularność sceniczną przełożyła następnie na kolejne przedsięwzięcia – od kariery filmowej, przez park rozrywki, po rozbudowany system licencji i współprac komercyjnych.
Jej działalność biznesowa obejmowała partnerstwa m.in. z Good American, Duncan Hines, Kendra Scott i Krispy Kreme. Co ciekawe, mimo że jej wizerunek od dziesięcioleci był nierozerwalnie związany z kosmetykami i stylizacją, sama Parton relatywnie ostrożnie wykorzystywała swój potencjał komercyjny w branży beauty.
Pierwszą dużą próbę podjęła w 1993 roku, podpisując z Revlonem kontrakt o wartości 2 mln dolarów na kolekcję Beauty Confidence. Projekt ostatecznie nie został zrealizowany zgodnie z pierwotnymi planami z powodu różnic dotyczących m.in. treści reklamy telewizyjnej typu infomercial. Revlon wypuścił jednak linię peruk sygnowanych nazwiskiem artystki.
Dopiero kilkadziesiąt lat później jej obecność w branży beauty nabrała bardziej metodycznego, przemyślanego charakteru.
Od zapachów do makijażu. Scent Beauty rozwija markę Dolly Parton
Pod koniec 2020 roku firma Edge Beauty, która później zmieniła nazwę na Scent Beauty, poinformowała o uzyskaniu licencji na tworzenie zapachów związanych z Dolly Parton. Portfolio było następnie stopniowo rozszerzane i obejmuje obecnie około siedmiu produktów zapachowych.
Wiele z nich nawiązuje bezpośrednio do rodzinnego Tennessee i estetyki amerykańskiego Południa. Wśród nazw znalazły się m.in. Smoky Mountain, Tennessee Sunset, Scent From Above oraz Dancing Fireflies.
W 2024 roku współpraca Parton z Scent Beauty została rozszerzona o segment makijażowy. Według Steve’a Mormorisa, CEO Scent Beauty, artystka aktywnie uczestniczyła w procesie kreatywnym – zarówno przy tworzeniu kompozycji zapachowych, jak i projektowaniu opakowań.
– Tworzyła zapachy odnoszące się do jej południowych korzeni, kobiecości i zamiłowania do kwiatów. Pracowała również nad opakowaniami pokrytymi kryształkami i motywami motyli, które były dla niej symbolem zdolności do marzeń – podkreśla Mormoris.
Dla Scent Beauty współpraca z Parton była więc czymś więcej niż klasycznym wykorzystaniem wizerunku celebrytki. Marka osobista artystki miała bezpośrednio wpływać na estetykę i koncepcję produktów.
„Jeśli coś zwisa, opada albo przeszkadza, poprawię to”
Największy wpływ Dolly Parton na branżę beauty prawdopodobnie nie wynika jednak z liczby sprzedanych perfum czy wartości kontraktów licencyjnych. Jej znaczenie polegało przede wszystkim na otwartym podejściu do modyfikowania własnego wyglądu.
W czasach, gdy wiele znanych osób zaprzeczało korzystaniu z chirurgii plastycznej, Parton publicznie mówiła o swoich zabiegach. Jej słynne wypowiedzi na ten temat – od „Jeśli coś zwisa, opada albo się ciągnie, podciągnę to, odsysam lub wyrwę” po stwierdzenie, że jest „self-made woman i ma rachunki od lekarzy, żeby to udowodnić” – łączyły humor z całkowitym brakiem potrzeby ukrywania własnych wyborów.
To podejście zwraca dziś uwagę specjalistów z branży medycyny estetycznej. Deepak Dugar, chirurg plastyczny, podkreśla, że Parton pokazała, iż korzystanie z zabiegów nie musi oznaczać utraty własnej tożsamości. "Przez lata zmieniały się jej włosy, makijaż i wygląd, a ona otwarcie korzystała z zabiegów kosmetycznych. Ale kiedy patrzyło się na Dolly, nigdy nie miało się wrażenia, że wygląda jak ktoś inny. Zawsze wyglądała jak Dolly" – zauważył w wypowiedzi dla Beauty Independent.
To właśnie zachowanie rozpoznawalności i indywidualnego charakteru staje się obecnie jednym z ważniejszych tematów w dyskusji o medycynie estetycznej. W świecie zdominowanym przez powtarzalne trendy, media społecznościowe i coraz bardziej ujednolicone wzorce urody, jej przykład pokazuje alternatywną drogę: modyfikowanie wyglądu bez kopiowania cudzej twarzy czy stylu.
Maksymalizm zamiast „quiet beauty”
Dolly Parton przez dekady reprezentowała podejście, które można uznać za przeciwieństwo współczesnego minimalizmu estetycznego. Nie próbowała ukrywać makijażu, sprawiać wrażenia, że „obudziła się taka”, ani dostosowywać się do aktualnej definicji naturalności.
Sercem wypełniającej całe pomieszczenia osobowości Parton były jej platynowoblond włosy, dzięki ogromnej kolekcji peruk. „To było staromodne podejście do stylizacji z romantyzmem i fantazją królowych muzyki country lat 80.” – mówi Rachael Gibson, dziennikarka znana jako The Hair Historian, w wypowiedzi dla InStyle. Chociaż kształt jej włosów zmieniał się na przestrzeni lat, od bufiastego tapirowania w stylu lat 60. po pierzastą fryzurę typu mullet, ogromna objętość i odcień tlenionego blondu pozostały niezmienne. „Zawsze były duże i blond, czy to loki, czy warstwowe, tapirowane, długie włosy. Były to kluczowe cechy, a wszystko inne po prostu się na nich nadbudowywało.”
Jak zauważa dziennikarka beauty Kirbie Johnson, Parton świadomie reprezentowała „za dużo” – w świecie, w którym kobiety, szczególnie wraz z wiekiem, często słyszą, że powinny się wizualnie minimalizować.Jednocześnie jej przekaz nie polegał na zachęcaniu innych do kopiowania jej wyglądu. Przeciwnie, sama wielokrotnie podkreślała, że każdy powinien odnaleźć własną definicję piękna, i nie ukrywała, że jej koncept piękna jest też stricte użytkowy. Jej akrylowe paznokcie, często pomalowane na kolor czerwieni wozu strażackiego, były nie tylko wisienką na torcie jej wizualnej prezentacji, ale także jej instrumentem. W 2019 roku, podczas występu w programie The Tonight Show Starring Jimmy Fallon, Parton ujawniła, że odegrały one kluczową rolę w powstaniu jej przeboju z 1980 roku „9 to 5”. Linię basową tworzyła, stukając akrylowymi paznokciami o siebie, co naśladowało dźwięk maszyny do pisania. W książeczce jej płyty znajduje się nawet dopisek tam, gdzie zazwyczaj podaje się, który artysta używał konkretnego instrumentu: „Nails by Dolly”.
To właśnie ten aspekt jej dziedzictwa jest szczególnie aktualny dla branży beauty. Dolly Parton udowodniła, że autentyczność nie musi oznaczać rezygnacji z peruk, sztucznych rzęs, makijażu czy chirurgii plastycznej. Można świadomie konstruować własny wizerunek, wydawać pieniądze na jego utrzymanie i jednocześnie pozostawać wiarygodnym.
Dla branży, która coraz częściej komunikuje indywidualizm i różnorodność, Parton była przykładem konsekwencji na długo przed tym, zanim „autentyczność” stała się marketingowym hasłem. Jej największą lekcją dla beauty nie jest więc konkretny produkt, trend czy technika makijażu. Jest nią przekonanie, że piękno nie musi oznaczać dostosowania się do obowiązującego standardu.
Jak podsumowuje jedna z najczęściej przywoływanych zasad Dolly Parton: najpierw trzeba dowiedzieć się, kim się jest, a potem robić to świadomie.
