StoryEditor
Rynek i trendy
12.03.2026 10:16

Potęga C-beauty: od fabryki świata do globalnych brandów [ANALIZA]

Perfumeria w Szanghaju przy Nanjing Road - głównej ulicy handlowej / Shutterstock

Co powoduje, że kolejne azjatyckie kraje budują globalne potęgi kosmetyczne? To nie przypadek ani chwilowa moda, lecz powtarzalny model rozwoju. Najpierw pojawia się silne zaplecze produkcyjne i technologiczne. Następnie infrastruktura cyfrowa pozwala na szybkie testowanie i skalowanie marek. Do tego dochodzi kapitał oraz świadoma polityka przemysłowa wspierająca sektor. A na końcu – element kulturowy, który nadaje produktom unikalną narrację eksportową. Czy 2026 będzie rokiem pierwszej realnej ofensywy chińskich marek beauty poza Azją? I czy oznacza to początek nowej rywalizacji z Koreą o pozycję lidera regionu?

Ten schemat najpierw zrealizowała Japonia, budując fundamenty nowoczesnego przemysłu beauty w Azji. Następnie Korea, wykorzystując innowacyjność i soft power K-popu oraz K-dram, stworzyła globalny model K-beauty. W 2025 roku coraz wyraźniej widać, że w ten sam etap wchodzą Chiny – ale operujące na znacznie większej skali rynku i dostępnych danych konsumenckich.

Rok 2025 pokazał, że C-beauty przestało być wyłącznie dynamicznym zjawiskiem platformowym. Lokalni gracze konsolidują rynek, inwestują w badania, budują portfele marek i coraz śmielej planują ekspansję zagraniczną. W tym samym czasie zachodnie koncerny odczuwają presję konkurencyjną na rynku chińskim, co dodatkowo wzmacnia narrację o rosnącej samowystarczalności Państwa Środka.

Skala, która zmienia równowagę sił

Chiński rynek kosmetyczny jest dziś jednym z największych na świecie. Według danych chińskiego National Bureau of Statistics sprzedaż detaliczna kosmetyków w 2025 roku wyniosła rekordowe 465,3 mld RMB (ok. 65 mld dol.), co stanowiło 5,1 proc. wzrost rok do roku. To oznacza nie tylko odbicie po okresie spowolnienia, ale także utrzymanie ogromnej bazy konsumenckiej, na której mogą wyrastać lokalni czempioni.

W szerszym ujęciu sektora beauty & personal care wartość rynku ma osiągnąć około 78 mld dol. w 2025 roku według prognoz Statista Market Insights. Oznacza to, że Chiny pozostają drugim co do wielkości rynkiem beauty na świecie, ustępując jedynie Stanom Zjednoczonym. Analizy regionalne wskazują również, że kraj odpowiada za blisko 70 proc. wzrostu rynku beauty w regionie Azji i Pacyfiku do 2025 roku (Euromonitor International).

Kluczowa jest jednak zmiana strukturalna. Według Caixin Global w 2025 roku marki krajowe odpowiadały już za 57,4 proc. wartości sprzedaży rynku kosmetycznego. Oznacza to fundamentalne przesunięcie równowagi sił – Chiny nie są już przestrzenią dominacji zagranicznych koncernów, lecz polem intensywnej konkurencji lokalnych graczy.

Skala ma tutaj znaczenie podwójne. Po pierwsze, pozwala markom osiągać miliardowe przychody bez konieczności natychmiastowej ekspansji zagranicznej. Po drugie, generuje ogromne zasoby danych konsumenckich, które przyspieszają iterację produktów i umożliwiają precyzyjną personalizację oferty.

image

Chiny i Japonia jako nowy motor wzrostu w globalnej perfumerii niszowej [ROCZNIK WK 2025/26]

Ewolucja chińskiego rynku beauty: trzy etapy rozwoju

Dzisiejsza pozycja Chin jako drugiego największego rynku kosmetycznego świata nie jest efektem jednego boomu ani chwilowego trendu. To rezultat długofalowej transformacji, którą można podzielić na trzy wyraźne etapy: industrializacji, platformowego boomu oraz konsolidacji i profesjonalizacji.

Etap 1: Fundament przemysłowy (2005–2015)

W pierwszej dekadzie dynamicznego rozwoju Chiny pełniły przede wszystkim rolę zaplecza produkcyjnego dla globalnej branży beauty. Firmy OEM i ODM obsługiwały zachodnie oraz japońskie koncerny, budując skalę operacyjną, kompetencje technologiczne i efektywność kosztową.

W tym okresie powstały kluczowe elementy infrastruktury: rozwinięte łańcuchy dostaw, dostęp do surowców chemicznych, rosnące zaplecze laboratoryjne oraz zdolność do produkcji w ogromnych wolumenach. Choć to marki zagraniczne dominowały w sprzedaży, know-how i kontrola operacyjna stopniowo przechodziły w ręce lokalnych firm.

To był etap cichy, ale strategiczny – budowa fundamentu, bez którego późniejszy wzrost marek krajowych nie byłby możliwy.

Etap 2: Platformowy boom i narodziny C-beauty (2015–2022)

Drugi etap rozpoczął się wraz z dynamicznym rozwojem e-commerce i platform społecznościowych. Tmall, JD.com, Douyin i Xiaohongshu stworzyły unikalny ekosystem sprzedażowy, w którym nowe marki mogły być testowane i skalowane w rekordowym tempie.

Dane konsumenckie, livestreaming i performance marketing zastąpiły tradycyjny, wieloletni model budowania brandu. Wejście na rynek stało się szybsze i tańsze niż w Europie czy USA. Skala rynku wewnętrznego pozwalała osiągać setki milionów RMB przychodów bez wychodzenia poza granice kraju.

Wzrostowi C-beauty sprzyjał także rosnący trend tzw. guochao, czyli renesansu lokalnej kultury i dumy konsumenckiej. Młodsze pokolenia zaczęły coraz chętniej sięgać po rodzime marki, które odwoływały się do chińskiej estetyki, tradycyjnych składników oraz motywów kulturowych, budując alternatywę dla dominujących wcześniej brandów zagranicznych.

To był okres dynamiczny i często chaotyczny – z setkami nowych marek, intensywną konkurencją cenową i silnym uzależnieniem od algorytmów platform. C-beauty zaczęło być postrzegane jako fenomen cyfrowy, ale jeszcze nie jako w pełni dojrzały model przemysłowy.

Etap 3: Konsolidacja i profesjonalizacja (2023–2025)

Po latach hiperwzrostu nastąpiła selekcja. Rosnące koszty pozyskania klienta, presja na rentowność i spowolnienie makroekonomiczne wymusiły zmianę strategii. Najsilniejsze grupy zaczęły budować portfele marek zamiast opierać się na pojedynczych bestsellerach. Wzrosło znaczenie inwestycji w badania i rozwój, a segment dermo-skincare oraz biotechnologia stały się kluczowymi obszarami konkurencji. Coraz większą rolę odgrywa kontrola łańcucha wartości – od surowców po dystrybucję.

Rok 2025 można uznać za moment symboliczny: udział marek krajowych przekroczył połowę rynku, a C-beauty przestało być wyłącznie fenomenem platformowym. Stało się systemem przemysłowym z ambicjami strukturalnymi.

Narodziny krajowych czempionów

Transformacja chińskiego rynku beauty doprowadziła do powstania nowej generacji lokalnych koncernów kosmetycznych. W przeciwieństwie do wcześniejszych lat, gdy rynek był w dużej mierze zdominowany przez zagraniczne grupy, dziś rosnącą rolę odgrywają firmy krajowe, które łączą skalę sprzedaży z inwestycjami w technologię, badania i rozwój oraz rozbudowane portfele marek.

Jednym z najbardziej spektakularnych przykładów jest Proya Cosmetics, która stała się największą notowaną firmą kosmetyczną w Chinach. W 2024 roku spółka przekroczyła poziom 10 mld RMB rocznych przychodów, co było pierwszym takim wynikiem w historii krajowego sektora beauty (Proya Annual Report 2024). Strategia Proya opiera się na modelu multi-brand obejmującym zarówno produkty premium, jak i segment bardziej przystępnych cenowo marek, przy jednoczesnych rosnących inwestycjach w badania nad składnikami aktywnymi i technologiami pielęgnacji skóry.

image

Chińskie marki kosmetyczne przyspieszają globalną ekspansję. Eksport rośnie w tempie dwucyfrowym

Inny model rozwoju reprezentuje Botanee Group, właściciel dermokosmetycznej marki Winona, wyspecjalizowanej w pielęgnacji skóry wrażliwej. W 2024 roku firma osiągnęła 5,74 mld RMB przychodów, utrzymując jednocześnie bardzo wysoką marżę brutto na poziomie 73,7 proc. (Botanee Annual Report 2024). Strategia spółki opiera się na rozwijaniu portfolio marek dermatologicznych oraz intensywnych inwestycjach w badania naukowe. W samym 2024 roku firma uzyskała 88 patentów i opublikowała 128 prac naukowych, rozwijając własne technologie składników aktywnych i dermatologiczne modele badawcze.

Jeszcze inną pozycję w ekosystemie C-beauty zajmuje Bloomage Biotechnology, jeden z globalnych liderów produkcji kwasu hialuronowego i bioaktywnych składników kosmetycznych. W 2024 roku spółka wygenerowała 5,37 mld RMB przychodów, przeznaczając 8,68 proc. przychodów na badania i rozwój (Bloomage Biotechnology Annual Report 2024). Firma rozwija model pełnej integracji łańcucha wartości – od produkcji bioaktywnych składników, przez materiały medyczne, aż po własne marki kosmetyczne.

Na rynku funkcjonują również bardziej tradycyjne koncerny, które dziś przechodzą proces dostosowania do nowej dynamiki sektora. Przykładem jest Shanghai Jahwa, jeden z najstarszych producentów kosmetyków w Chinach, którego korzenie sięgają przedsiębiorstwa Kwong Sang Hong założonego w 1898 roku. W 2024 roku spółka odnotowała 5,68 mld RMB przychodów, co oznacza spadek o 13,9 proc. rok do roku, oraz stratę netto w wysokości 802 mln RMB (Shanghai Jahwa). 

Wyniki te odzwierciedlają etap reorganizacji portfolio marek oraz dostosowywania modelu biznesowego do szybko zmieniającej się struktury chińskiego rynku beauty, w którym rosnącą konkurencję tworzą nowe, dynamiczne marki krajowe. Choć strategie poszczególnych firm różnią się, ich rozwój wskazuje na głęboką zmianę strukturalną chińskiego rynku beauty.

Lokalne przedsiębiorstwa nie ograniczają się już wyłącznie do szybkiego reagowania na trendy konsumenckie. Coraz częściej budują własne kompetencje technologiczne, rozwijają zaplecze badawcze oraz tworzą rozbudowane portfele marek, które pozwalają im konkurować z globalnymi koncernami na coraz bardziej równych zasadach.

Od rynku krajowego do globalnych ambicji

Przez lata ogromna skala rynku wewnętrznego pozwalała chińskim firmom kosmetycznym rozwijać się niemal wyłącznie w oparciu o popyt krajowy. Dla wielu marek ekspansja zagraniczna nie była konieczna – sam rynek chiński był wystarczająco duży, aby budować miliardowe przychody. W ostatnich latach zaczyna się to jednak stopniowo zmieniać.

Jednym z pierwszych sygnałów tej transformacji jest rosnący eksport kosmetyków z Chin. Według danych chińskiej administracji celnej w pierwszych ośmiu miesiącach 2025 roku eksport kosmetyków osiągnął 36,68 mld RMB (ok. 5,2 mld dol.), co oznacza wzrost o 11,7 proc. rok do roku oraz trzeci kolejny rok dwucyfrowej dynamiki wzrostu (General Administration of Customs of China). Coraz więcej marek testuje sprzedaż poza rynkiem krajowym, wykorzystując kanały cross-border e-commerce oraz platformy społecznościowe.

Ekspansja międzynarodowa pojawia się również w strategiach największych chińskich koncernów kosmetycznych. Coraz częściej celem nie jest już wyłącznie eksport produktów, lecz budowa globalnych portfeli marek. Założyciel Proya, Hou Juncheng, otwarcie deklaruje, że ambicją spółki jest stworzenie międzynarodowej grupy kosmetycznej na wzór koncernów takich jak L’Oréal czy Estée Lauder. Strategia firmy zakłada rozwój własnych brandów, ale także potencjalne przejęcia zagranicznych marek. 

Według wypowiedzi Hou spółka rozważa przejęcie europejskich brandów posiadających historię i zaplecze technologiczne, które mogłyby przyspieszyć budowę globalnej rozpoznawalności. W długoterminowym planie rozwoju firma chce znaleźć się w gronie dziesięciu największych firm kosmetycznych świata, co wymagałoby osiągnięcia przychodów na poziomie co najmniej 50 mld RMB (ok. 7 mld dol.) rocznie.

Dla porównania japoński koncern Shiseido, obecnie zaliczany do globalnej pierwszej dziesiątki firm beauty, wygenerował w ostatnim roku około 6,9 mld dol. przychodów, podczas gdy lider rynku L’Oréal przekroczył poziom 45 mld dol. (Reuters).

Równolegle rozwija się również model budowy międzynarodowych portfeli marek poprzez inwestycje i zarządzanie brandami. Jednym z najbardziej aktywnych graczy w tym obszarze jest S’Young International, firma specjalizująca się w rozwijaniu i dystrybucji marek beauty w Chinach oraz na rynkach zagranicznych. Spółka współpracuje z wieloma zagranicznymi markami beauty, m.in. KIKO Milano, Lumene czy Amouage, pomagając im rozwijać sprzedaż i pozycjonowanie na rynku chińskim. Jednocześnie S’Young buduje własne portfolio poprzez inwestycje i przejęcia – przykładem są marki EviDenS de Beauté oraz RéVive.

Model ten pokazuje, że chiński sektor beauty rozwija nie tylko własne marki, ale także kompetencje w zakresie budowy i zarządzania międzynarodowymi portfelami brandów.

Choć proces globalizacji C-beauty dopiero się rozpoczyna, coraz wyraźniej widać, że chiński sektor kosmetyczny wchodzi w nowy etap rozwoju. Po latach budowania skali na rynku krajowym firmy zaczynają testować swoją konkurencyjność na rynkach międzynarodowych, stopniowo przekształcając się z lokalnych liderów w aspirujące globalne grupy beauty.

C-beauty kontra K-beauty: czy nadchodzi nowa zmiana lidera?

Naturalnym punktem odniesienia dla rosnących ambicji chińskich firm kosmetycznych pozostaje Korea Południowa. W ciągu ostatnich dwóch dekad K-beauty zbudowało globalną pozycję dzięki połączeniu innowacji produktowej, sprawnego marketingu oraz ogromnej siły kulturowej soft power – od K-popu po seriale i kulturę popularną.

Droga, którą Chiny budują swoją pozycję w globalnym beauty, wygląda jednak inaczej. Podczas gdy Korea koncentrowała się na eksporcie i globalnej narracji kulturowej, Chiny przez lata rozwijały się przede wszystkim dzięki ogromnemu rynkowi wewnętrznemu oraz cyfrowemu ekosystemowi sprzedaży. Platformy e-commerce, social commerce i marketing oparty na danych pozwoliły chińskim markom testować produkty i skalować sprzedaż szybciej niż w większości innych krajów.

Zmiana układu sił jest widoczna również na rynku chińskim. Jeszcze dekadę temu Chiny były największym rynkiem eksportowym dla koreańskich kosmetyków, jednak rosnąca siła lokalnych marek sprawia, że koreańskie firmy coraz częściej szukają nowych źródeł wzrostu w Stanach Zjednoczonych czy Europie. Jednocześnie chińskie brandy stopniowo wychodzą z cienia K-beauty, zdobywając coraz silniejszą pozycję na rynku krajowym.

image

Globalny rynek beauty 2025: nowe wektory wzrostu [Rocznik WK 2025/26]

Na zmianę dynamiki wpływa także osłabienie tzw. Korean Wave w Chinach. Popularność K-popu i koreańskiej popkultury, która przez lata wspierała ekspansję K-beauty, nie jest już tak silna jak w poprzedniej dekadzie. W efekcie część marek koreańskich ograniczyła swoją obecność na rynku chińskim – przykładem jest marka Innisfree, która zamknęła znaczną część swoich sklepów w tym kraju.

Jednocześnie chiński sektor beauty zaczyna dziś nadrabiać obszary, które przez lata były domeną firm koreańskich i zachodnich – przede wszystkim inwestycje w badania i rozwój, technologie składników aktywnych oraz budowę globalnych portfeli marek. Firmy takie jak Proya, Botanee czy Bloomage Biotechnology coraz wyraźniej pozycjonują się nie tylko jako liderzy rynku krajowego, lecz także jako gracze o ambicjach międzynarodowych.

Mimo rosnących ambicji globalna ekspansja chińskich marek kosmetycznych znajduje się wciąż na wczesnym etapie. Wartość eksportu kosmetyków z Korei Południowej przekroczyła 11,4 mld USD w 2025 roku, rosnąc o 12,3% rok do roku i ustanawiając kolejny rekord dla sektora K-beauty (Ministry of Food and Drug Safety, MFDS). Pokazuje to skalę umiędzynarodowienia koreańskiego przemysłu kosmetycznego w porównaniu z wciąż znacznie mniejszym eksportem kosmetyków z Chin.

Jednak potencjał rynku, zaplecze technologiczne oraz rosnąca liczba silnych koncernów sugerują, że globalna mapa branży beauty może w nadchodzącej dekadzie ulec zmianie. Jeśli chińskim firmom uda się połączyć przewagę skali z budową globalnych marek, C-beauty może stać się kolejnym ważnym centrum siły w światowym przemyśle kosmetycznym.

Marta Krawczyk

ZOBACZ KOMENTARZE (0)
StoryEditor
Rynek i trendy
10.09.2026 14:54
Unboxingi, TikTok i 24 okienka. Skąd fenomen kalendarzy adwentowych?
Święta we wrześniu? Kalendarze adwentowe 2026 już podbijają beautyCharlotte Tilburry

Do Bożego Narodzenia zostały jeszcze ponad trzy miesiące, a kalendarze adwentowe z kosmetykami już pojawiły się w ofercie marek i sieci beauty. Od luksusowych zestawów Rituals, przez propozycje Douglasa, po kalendarze dostępne w Rossmannie – rynek zaczyna świąteczną sprzedaż coraz wcześniej. Popularność produktów dodatkowo napędzają media społecznościowe, gdzie unboxingi kalendarzy i codzienne otwieranie kolejnych okienek stały się osobnym formatem contentu.

W tym artykule przeczytasz:

  • Kalendarz adwentowy jako beauty experience
  • Dlaczego marki zaczynają sprzedaż już we wrześniu?
  • TikTok dodatkowo nakręca kalendarzową gorączkę
  • 24 dni contentu zamiast jednej reklamy
  • Kalendarze coraz bardziej premium

Kalendarze adwentowe dawno przestały być wyłącznie dziecięcym odliczaniem do świąt. W branży beauty stały się pełnoprawnym produktem sezonowym, który łączy sprzedaż, odkrywanie nowości, kolekcjonowanie i doświadczenie konsumenckie. Choć wrzesień dopiero się rozpoczął, tegoroczne propozycje są już dostępne w polskim e-commerce.

To z jednej strony odpowiedź marek na rosnące zainteresowanie kosmetycznymi kalendarzami, a z drugiej – sposób na rozpoczęcie komunikacji świątecznej na długo przed grudniem.

Kalendarz adwentowy jako beauty experience

Mechanizm jest prosty: 24 okienka, 24 niespodzianki i codzienny rytuał otwierania kolejnego produktu (choć istnieją też warianty z 12 okienkami). W praktyce współczesne kalendarze beauty coraz częściej przypominają jednak miniaturowe zestawy zakupowe lub kolekcjonerskie boxy.

W ofercie Douglasa na 2026 rok znalazły się m.in. kalendarze zawierające produkty do makijażu, pielęgnacji skóry i włosów oraz akcesoria. Douglas Collection oferuje w tym sezonie m.in. Make-Up Advent Calendar, Accessoires Beauty Advent Calendar i Exclusive Beauty Highlights. Ceny wachają się między 165 a 349 złotych. 

Rituals idzie w stronę bardziej premium. Tegoroczny Premium Advent Calendar kosztuje 705 złotych, a wartość produktów producent wycenia na 1020 złotych. Kalendarz ma formę dekoracyjnego pociągu i łączy produkty do ciała, kąpieli oraz domu. Marka oferuje także tańszą wersję Classic za 419 złotych. 

Z kolei Rossmann pokazuje, jak szeroko rozrosła się sama kategoria. W ofercie na 2026 rok znalazły się kalendarze związane z pielęgnacją twarzy i ciała, włosami, makijażem, a także propozycje dla różnych grup wiekowych. Wśród przykładów są m.in. Neboa x Kimoco czy Fluff 24 Days of Delicious Skin.

Swoje kalendarze wydają też marki takie jak Dior, Charlotte Tilburry, Joe Malone czy Yves Saint Laurent.

 

 

Dlaczego marki zaczynają sprzedaż już we wrześniu?

Wczesna premiera nie jest przypadkowa. Kalendarz adwentowy jest produktem limitowanym i często występuje w ograniczonych nakładach. Dla marek oznacza to możliwość rozpoczęcia sprzedaży jeszcze przed jesiennym szczytem zakupowym, a dla konsumentów – wcześniejszy dostęp do najbardziej wyczekiwanych edycji.

Rituals wprost informuje, że jego kalendarze pojawiają się we wrześniu i zachęca klientów do wcześniejszego zainteresowania się ofertą. Marka podkreśla również, że jej kalendarze co roku szybko się wyprzedają. 

To także produkt, który dobrze wpisuje się w strategię budowania napięcia wokół premiery. Sama zawartość może być częściowo ujawniana, ale jednocześnie marki mogą zostawić przestrzeń na element niespodzianki. W efekcie kalendarz zaczyna żyć w komunikacji jeszcze przed 1 grudnia.

image

60 proc. młodych woli kosmetyki z dyskontów. „Dupe culture” zmienia układ sił na rynku

TikTok dodatkowo nakręca kalendarzową gorączkę

Na popularność kalendarzy adwentowych mocno wpływają media społecznościowe. Szczególnie dobrze działa format unboxingu – twórca pokazuje zawartość kalendarza, otwiera kolejne przegródki i komentuje produkty.

Co ciekawe, w przypadku kalendarzy beauty unboxing może być rozłożony na cały miesiąc. Zamiast jednego filmu prezentującego zawartość całego pudełka twórcy publikują codzienne nagrania z otwierania kolejnego okienka.

Mechanizm został już dobrze wykorzystany przez twórców internetowych. TechCrunch opisywał fenomen filmów z drogimi kalendarzami beauty na TikToku i YouTubie, wskazując, że ich oglądanie działa podobnie jak wirtualne „window shopping”. Widz może śledzić kolejne odkrycia, porównywać produkty i emocjonować się zawartością, nawet jeśli sam nie kupił kalendarza. 

 

@naomimiz Replying to @?????? ? @Cult Beauty 2026 beauty advent calendar unboxing!!!! Who’s shopping this calendar this year? ##beautyadventcalendar##unboxing##beautyreview##makeup##skincare ♬ original sound - Naomi Mizrahi

 

Format nadal jest obecny na platformach społecznościowych. W TikTok Shop funkcjonują dziś nawet dedykowane wyniki dotyczące „Advent Calendar Unboxing” oraz beauty advent calendars.

24 dni contentu zamiast jednej reklamy

Z perspektywy marek kalendarz ma jeszcze jedną istotną przewagę: generuje treści przez cały grudzień.

Jeden produkt może być bohaterem 24 krótkich filmów, serii stories, recenzji czy reakcji twórców. Do tego dochodzi element napięcia – odbiorca nie zawsze wie, co znajdzie się za kolejnym okienkiem. To sprawia, że produkt sam w sobie staje się scenariuszem contentowym.

 

 

W przypadku beauty ma to szczególne znaczenie, ponieważ każda kolejna niespodzianka może być jednocześnie mini-recenzją, rekomendacją i inspiracją zakupową. Kalendarz przestaje więc być tylko opakowaniem na 24 produkty. Staje się formatem komunikacyjnym, który może generować zainteresowanie marką przez cały okres przedświąteczny.

image

Szef Amazona i Charlotte Tilbury wyróżnieni przez króla Karola III

Kalendarze coraz bardziej premium

Tegoroczne propozycje pokazują też, że rynek kalendarzy mocno się rozwarstwia. Obok stosunkowo niedrogich zestawów pojawiają się produkty kosztujące kilkaset, a nwet tysiące złotych, w których liczy się nie tylko liczba kosmetyków, ale również ich wartość, marka i sposób prezentacji.

Widać więc, że kalendarz adwentowy stał się dla branży kosmetycznej czymś więcej niż sezonowym gadżetem. To produkt, który pozwala połączyć sprzedaż limitowanej edycji z doświadczeniem, prezentem, odkrywaniem nowych produktów i co szczególnie ważne – potencjałem do generowania treści w social mediach.

A skoro konsumenci mogą zobaczyć pierwsze kalendarze już we wrześniu, trudno się dziwić, że marki również nie chcą czekać z ich premierą do grudnia.

Aurelia Obrochta
ZOBACZ KOMENTARZE (0)
StoryEditor
Rynek i trendy
08.09.2026 11:43
Pumpkin spice wraca. Jak marki i drogerie mogą wykorzystać jesienny trend?
Wiadomości Kosmetyczne

Pumpkin spice latte od dawna nie jest już wyłącznie sezonowym napojem. Popularność charakterystycznej mieszanki dyni, kawy, wanilii i korzennych przypraw napędza dziś sprzedaż produktów z wielu kategorii – od żywności i świec po perfumy, pielęgnację i makijaż. Dane z USA pokazują, że zainteresowanie trendem rośnie, a branża kosmetyczna coraz skuteczniej wykorzystuje jego potencjał. Dla marek i sieci handlowych pumpkin spice może być nie tylko sezonową inspiracją produktową, ale również narzędziem zwiększania sprzedaży poprzez limitowane kolekcje, cross-selling i budowanie doświadczeń zakupowych.

Jesień tradycyjnie przynosi powrót produktów limitowanych, sezonowych zapachów i ciepłych, gourmandowych kompozycji. Jednym z najbardziej rozpoznawalnych symboli tego zjawiska pozostaje pumpkin spice latte (PSL). Napój, który zadebiutował w amerykańskich kawiarniach Starbucks w 2003 roku, przez ponad dwie dekady przekształcił się z produktu sezonowego w pełnoprawny fenomen kulturowy.

Skala zainteresowania widoczna jest w danych dotyczących zachowań konsumentów. Według platformy Yelp, w lipcu wyszukiwania frazy „pumpkin spice latte” wzrosły o 301 proc. rok do roku, a zapytania o „pumpkin latte” zwiększyły się o 256 proc. w porównaniu z analogicznym okresem poprzedniego roku. Rosnący apetyt na jesienne produkty sezonowe nie ogranicza się jednak do gastronomii. Tensam mechanizm coraz wyraźniej wykorzystują producenci kosmetyków, perfum i artykułów gospodarstwa domowego.

image
Wyniki wyszukiwania "pumpkin spice"
Google Trends

Dla branży beauty szczególnie istotne jest to, że pumpkin spice przestało oznaczać konkretny smak. Dziś jest raczej skrótem myślowym opisującym całą estetykę: ciepło, komfort, słodkie gourmandowe aromaty, jesienne rytuały i tzw. cozy autumn aesthetic. To sprawia, że trend można wykorzystać w wielu segmentach rynku kosmetycznego.

Od smaku do zapachu i doświadczenia

Pumpkin spice jest przykładem trendu, w którym granice między kategoriami produktowymi stopniowo się zacierają. Konsument nie kupuje już wyłącznie określonego smaku czy zapachu – sięga po całe doświadczenie związane z konkretną porą roku, nastrojem i stylem życia.

W przypadku pumpkin spice kluczowe znaczenie mają skojarzenia z ciepłem i przyjemnością. Nuty dyni, kawy, cynamonu, gałki muszkatołowej, wanilii czy karmelu coraz częściej pojawiają się w balsamach do ciała, peelingach, produktach do kąpieli, świecach zapachowych, mgiełkach i perfumach.

To wpisuje się w rozwój szerszego trendu foodie beauty, w którym inspiracją dla kosmetyków stają się produkty spożywcze, napoje i desery. Dla producentów oznacza to możliwość budowania atrakcyjności produktu nie tylko wokół deklarowanych właściwości pielęgnacyjnych, ale również poprzez jego wymiar sensoryczny.

Zapach, konsystencja i skojarzenia wizualne stają się elementami doświadczenia konsumenckiego. Peeling może pachnieć jak deser, balsam przypominać aromat kawiarni, a produkt do kąpieli budować skojarzenie z domowym rytuałem spa. W efekcie kosmetyk zaczyna konkurować nie tylko skutecznością, ale również zdolnością do wywoływania emocji.

Sezonowość jako narzędzie sprzedażowe

Dla biznesu jednym z najważniejszych aspektów trendu pumpkin spice jest jego silny związek z sezonowością. Jesienne kolekcje dają producentom możliwość regularnego odświeżania oferty bez konieczności przebudowy całego portfolio.

Produkty limitowane mogą zwiększać poczucie ograniczonej dostępności i zachęcać konsumentów do szybszego podejmowania decyzji zakupowych. Jednocześnie sezonowe premiery tworzą naturalny pretekst do komunikacji marketingowej oraz ekspozycji produktów zarówno w handlu tradycyjnym, jak i e-commerce.

Pumpkin spice może być przy tym wykorzystywane nie tylko jako nazwa pojedynczego produktu. Marki mogą budować wokół tego motywu całe jesienne kolekcje obejmujące kilka kategorii: żel pod prysznic, peeling, balsam, mgiełkę do ciała i świecę zapachową. Taki model sprzyja zwiększaniu wartości koszyka poprzez sprzedaż produktów komplementarnych.

Dla producentów kontraktowych trend może natomiast stanowić okazję do przygotowania gotowych koncepcji sezonowych dla marek własnych sieci handlowych. Zamiast oferować wyłącznie pojedynczą formulację, dostawca może zaproponować kompletną platformę produktową obejmującą recepturę, zapach, opakowanie i koncepcję komunikacyjną.

Szansa dla drogerii: gotowy pretekst do cross-sellingu

Trend pumpkin spice może być również interesującym narzędziem dla sieci drogeryjnych. Kluczowe znaczenie ma jednak odejście od klasycznego eksponowania produktów wyłącznie według kategorii.

Jesienna ekspozycja tematyczna może łączyć produkty różnych producentów i segmentów. Obok balsamu o zapachu wanilii i przypraw korzennych mogą znaleźć się perfumy gourmand, paleta cieni w odcieniach miedzi i terakoty, świeca zapachowa oraz produkt do kąpieli. W ten sposób sprzedawca nie promuje pojedynczej kategorii, ale buduje kompletny „jesienny rytuał”.

To potencjalnie zwiększa możliwości cross-sellingu. Konsument, który pierwotnie szuka produktu do pielęgnacji ciała, może zostać zainteresowany także produktem zapachowym lub kosmetykiem kolorowym wpisującym się w tę samą estetykę.

Szczególnie istotny może być potencjał sprzedaży online. W e-commerce trend można wykorzystać do tworzenia landing page’y sezonowych, kategorii tematycznych oraz gotowych zestawów produktowych. Zamiast prezentować klientowi kilkaset balsamów czy perfum, detalista może stworzyć selekcję produktów pod hasłami „cozy autumn”, „pumpkin spice mood” czy „jesienne rytuały beauty”.

Dla drogerii oznacza to również możliwość wykorzystania treści edukacyjnych i inspiracyjnych. Artykuły, krótkie materiały wideo czy instrukcje tworzenia Pumpkin Spice Latte Makeup mogą generować ruch i jednocześnie prowadzić bezpośrednio do kart konkretnych produktów.

Pumpkin spice także w makijażu

Wpływ trendu widoczny jest również w segmencie kosmetyków kolorowych. Tzw. Pumpkin Spice Latte Makeup opiera się na palecie ciepłych odcieni kojarzonych z jesienią – pomarańczach, terakocie, brązach, miedzi i złocie.

Trend wykorzystuje przede wszystkim produkty umożliwiające budowanie efektu rozświetlonej, ciepłej cery: bronzery, róże w odcieniach brzoskwiniowych i ceglastych, metaliczne cienie do powiek oraz błyszczyki w kolorach karmelu i nude.

W tym przypadku pumpkin spice nie oznacza konkretnego składnika czy technologii. Funkcjonuje jako punkt odniesienia dla całej palety kolorystycznej i określonego typu makijażu. Dla producentów jest to o tyle korzystne, że trend można wykorzystać bez konieczności opracowywania zupełnie nowych produktów. Często wystarczające może być stworzenie sezonowej komunikacji lub zestawienia istniejących SKU w nowy sposób.

To istotna wskazówka również dla detalistów. Wykorzystanie trendu nie musi oznaczać oczekiwania na premierę kolejnej limitowanej kolekcji. Drogeria może stworzyć własną kurację produktową lub ekspozycję tematyczną z produktów, które już posiada w asortymencie.

Dynia jako składnik i storytelling

Trend pumpkin spice ma również wymiar składnikowy. Sama dynia oraz pozyskiwany z jej pestek olej są wykorzystywane w kosmetyce ze względu na zawartość lipidów, witamin i związków antyoksydacyjnych.

Ekstrakty z dyni zawierają m.in. witaminy A, C i E, a także minerały i związki o potencjale antyoksydacyjnym. Z kolei olej z pestek dyni jest źródłem nienasyconych kwasów tłuszczowych i może być stosowany w formulacjach przeznaczonych do pielęgnacji skóry suchej.

Z perspektywy marketingowej daje to markom możliwość połączenia dwóch warstw komunikacji. Pierwszą jest przyjemność sensoryczna związana z zapachem i estetyką produktu, drugą – storytelling dotyczący rzeczywistego wykorzystania surowca roślinnego.

Warto jednak rozdzielać te dwa aspekty. Nie każdy kosmetyk pachnący pumpkin spice zawiera ekstrakt z dyni, a inspiracja zapachem nie powinna być automatycznie przedstawiana jako właściwość pielęgnacyjna. Dla marek, zwłaszcza w coraz bardziej restrykcyjnym otoczeniu regulacyjnym dotyczącym komunikacji produktowej, transparentne rozróżnienie między inspiracją sensoryczną a działaniem składników może mieć coraz większe znaczenie.

Od kultowego napoju do perfum

Najbardziej wyraźnym przykładem ekspansji pumpkin spice poza kategorię żywności jest wejście tego motywu do perfumerii. W 2025 roku Starbucks Romania wprowadził EAU de PSL, określane jako pierwsza na świecie woda perfumowana inspirowana kultowym Pumpkin Spice Latte.

Kompozycja unisex została zbudowana wokół nut kawy, liści herbaty i słodzonego mleka skondensowanego. W sercu zapachu pojawiają się cynamon, gałka muszkatołowa i akord waty cukrowej, natomiast bazę tworzą wanilia, fasola tonka i piżmo.

Ten przykład pokazuje, jak daleko może sięgać komercyjny potencjał rozpoznawalnego produktu spożywczego. Pumpkin spice latte przestało funkcjonować wyłącznie jako smak – stało się kodem kulturowym, który można przełożyć na zapach, kolor, opakowanie i całe doświadczenie konsumenckie. Na portalu Fragrantica znajduje się obecnie, bagatela, ok. 200 zapachów z wariantami nuty dyni i dyniowego ciasta.

Trend, który może wyjść poza jedną jesień

Dla branży kosmetycznej pumpkin spice jest interesującym studium przypadku szerszego zjawiska. Konsumenci coraz częściej poszukują produktów, które pozwalają im celebrować codzienne rytuały i tworzyć określony nastrój. W tym modelu kosmetyk ma być nie tylko funkcjonalny, ale również sensoryczny i emocjonalny.

Największą szansę na wykorzystanie tego trendu mają marki, które nie ograniczą się do umieszczenia dyni na etykiecie. Potencjał biznesowy tkwi w budowaniu spójnego doświadczenia – od zapachu i konsystencji, przez opakowanie, aż po sposób prezentacji produktu w punkcie sprzedaży.

Dla drogerii oznacza to możliwość tworzenia sezonowych kategorii zakupowych i zwiększania sprzedaży produktów komplementarnych. Dla producentów – okazję do testowania limitowanych serii i szybszego reagowania na trendy. Z kolei dla marek własnych może to być stosunkowo prosty sposób na wprowadzenie do oferty produktu o wyraźnym, sezonowym pozycjonowaniu.

Dane Yelp, wskazujące na wzrost wyszukiwań „pumpkin spice latte” o 301 proc. oraz „pumpkin latte” o 256 proc. rok do roku, pokazują, że zainteresowanie kulturowym fenomenem PSL nie słabnie. Dla sektora beauty kluczowe pytanie nie brzmi więc już, czy trend inspirowany jedzeniem może sprzedawać kosmetyki. Coraz ważniejsze staje się to, które marki i detaliści potrafią najszybciej przełożyć sezonowe emocje konsumentów na konkretną ofertę, ekspozycję i doświadczenie zakupowe.

ZOBACZ KOMENTARZE (0)
17. wrzesień 2026 18:41