StoryEditor
Rynek i trendy
10.12.2024 11:34

Rynek kosmetyczny odczuje skutki ceł Trumpa, klientów czekają podwyżki

W trudnych ekonomicznie czasach działa tzw. “efekt szminki” / tilialucida - stock.adobe.com

Jeśli prezydent-elekt zrealizuje swoje zapowiedzi, dotyczące znacznego podwyższenia ceł na importowane surowce i produkty, ceny kosmetyków wzrosną nawet znacząco – nie mają co do tego wątpliwości amerykańscy eksperci. Zmiany odczują klienci. Czy będziemy świadkami powrotu “efektu szminki”?

W latach 2018 i 2019 Donald Trump nałożył na niektóre importowane z wielu krajów (w tym z Chin) produkty i surowce cła o wartości 380 mld dolarów. Podczas tegorocznej kampanii Trump zapowiedział, że wprowadzi jeszcze wyższe cła na importowane towary, w przypadku Chin miałyby one wynieść od 60 do 100 proc.

Dodatkowo Trump oświadczył, że wprowadzi cła na wszystkie produkty z Kanady, Meksyku i Chin już w pierwszym dniu urzędowania. – Wysokość ceł nie została jeszcze podana oficjalnie, ale wiele wskazuje na to, że mogą być one nawet dziesięciokrotnie wyższe od stawek wprowadzonych przez Trumpa w poprzedniej kadencji – twierdzi Wendy Edelberg, dr nauk ekonomicznych w Brookings Institution, cytowany przez allure.com.

Co nowe cła oznaczają dla handlu?

Wyższy koszt towarów, spowodowany wzrostem ceł, może przełożyć się na wyższe ceny przy kasie. Sprzedawcy mogą zdecydować się na pokrycie części lub całości dodatkowych kosztów, aby utrzymać  udziały w rynku oraz nie stracić lojalnych konsumentów. Mogą też przerzucić ten problem dalej, czyli na klientów. Prognozy odnośnie wzrostu ceł są jednoznaczne – wypłyną na wzrost cen.

Głównym celem opodatkowania rzeczy importowanych ma być zachęcanie do sprzedaży towarów wyprodukowanych w Ameryce. Jednak, jak wskazują ekonomiści, wzrost cen produktów z importu (wywołany wyższymi stawkami celnymi) może w wielu przypadkach spowodować wzrost cen produktów wyprodukowanych w USA – zgodnie z zasadą, że “jeśli zagraniczna firma może pobierać więcej, to dlaczego my nie możemy”. Dlatego, biorąc pod uwagę ogromną ilość importu do USA, podwyższenie ceł najprawdopodobniej wpłynie na artykuły codziennego użytku – w tym produkty kosmetyczne i do pielęgnacji ciała.

Czytaj też: Nowa era konserwatyzmu: jak trumpizm wpłynie na przemysł urodowy?

Jak bardzo podrożeją kosmetyki?

W zależności od kraju pochodzenia towaru, Amerykanie mogą zapłacić dodatkowo od 10 do ponad 60 proc. za importowane produkty do pielęgnacji skóry, makijażu i inne artykuły do pielęgnacji osobistej. Z szacunków wynika, że kupując importowany z Europy produkt za 60 dolarów, zapłaci się o 12 dolarów więcej, czyli 72 dolary – przyjmując 20-procentową stawkę cła. Jednym słowem, ceny prawdopodobnie wzrosną o kwotę cła. 

To, że produkt jest wytwarzany w USA, nie oznacza, że został on tam wyprodukowany w całości i nie obejmą go cła. Wiele takich produktów wykorzystuje elementy pochodzące z zagranicy (np. któryś ze składników lub opakowanie). Betsey Stevenson, doktor nauk ekonomicznych na Uniwersytecie Michigan przekonuje, że nawet jeśli produkt jest wytwarzany w kraju, sprzedawcy mogą ostatecznie płacić (i pobierać od klientów) więcej z powodu ceł, nałożonych na inne elementy, wynikające z łańcucha dostaw.

Podwyżka ceny lub zmiana formuły

Chemik kosmetyczny Javon Ford wyjaśnia, że firmy kosmetyczne, które używają opatentowanych składników wyprodukowanych za granicą, mogą zostać dotknięte przez cła, nie mogąc zakupić danego konkretnego składnika po niższej cenie nigdzie indziej. Po wejściu ceł producent, potrzebując do wytworzenia kosmetyku składnika pochodzącego np. z Europy, miałby dwa wyjścia: zapłacenie więcej za ten składnik lub zmianę dotychczasowej formuły produktu.

W większości przypadków marki kosmetyczne pozyskują składniki do produktów sprzedawanych w USA od amerykańskich dostawców. Wyjątkiem są jednak składniki pochodzenia roślinnego, takie jak olej kokosowy lub olej palmowy – powszechnie stosowane w podkładach, korektorach, szminkach itp.  Dlatego produkty zawierające te składniki są bardziej narażone na wzrost cen, bowiem USA nie uprawiają tak wielu palm kokosowych, będących źródłem tych olejów. To samo dotyczy produktów, wytwarzanych z egzotycznych składników, takich jak np. perfumy z nutą wanilii, występującej tylko na Madagaskarze.

image
Po wejściu ceł producent, potrzebując do wytworzenia kosmetyku składnika pochodzącego np. z Europy, miałby dwa wyjścia: zapłacenie więcej za ten składnik lub zmianę dotychczasowej formuły produktu.
tilialucida - stock.adobe.com

Prognozy są jednoznaczne: ceny kosmetyków będą wyższe

Dla branży kosmetycznej dużym ciosem będzie też wzrost cen opakowań, wyprodukowanych w Chinach. Opakowania stanowią już teraz znaczącą już część kosztów produkcji kosmetyków, a wiele marek sprowadza opakowania dla swoich produktów z Chin, gdzie są one wytwarzane znacznie taniej. Wpłynie to zatem na ceny produktów do makijażu, pielęgnacji włosów i pielęgnacji skóry.

Nie wiadomo, w którym momencie potencjalne podwyżki dotkną producentów. Niektóre firmy mogą podnieść ceny, ponieważ wyczuwają niepokój konsumentów związany z kosztami i dostępnością produktu, tym samym przewidując zwiększony popyt na towary np. z Europy. 

Konsumenci odczują zmiany - prędzej czy później

Niektóre zmiany dla konsumentów mogą być odczuwalne dopiero w dłuższej perspektywie czasowej. Zmiany muszą być przede wszystkim najpierw wprowadzone administracyjnie. Wiele importowanych towarów ma długie łańcuchy dostaw, co oznacza, że ​​nasz ulubiony krem ​​potrzebuje czasu, aby trafić na półki sklepowe.

Niektórzy sprzedawcy nie przenoszą ciężaru kosztów na konsumentów, dopóki nie muszą. Dlatego nawet jeżeli konsumenci nie zauważą wzrostu cen natychmiast, to wzrost cen nastąpi w dłuższej perspektywie.

E.l.f nie lubi ceł

Wiele amerykańskich firm kosmetycznych już walczyło skutecznie z cłami. Tarang Amin, dyrektor generalny E.l.f. Beauty (firma od 2019 roku jest obciążona 25-procentowym cłem na import z powodu wcześniejszej polityki Trumpa) niedawno poinformował, że żadna nowa polityka nie wpłynie na firmę ani konsumentów do 2026 roku. W rozmowie opublikowanej na łamach “Business Insider” Amin wyjaśnił, że nie lubi ceł, ponieważ obciążają one Amerykanów. 

„[W 2019 r.] wykorzystaliśmy wszystkie dostępne nam dźwignie, aby zminimalizować skutki dla naszej firmy i naszej społeczności” — podkreślił. Jak przewiduje, w przypadku objęcia  E.l.f. nowymi cłami, firma wykorzysta rozwiązania z 2019 roku, m.in.: aktualizację cen, oszczędności kosztów, negocjacje z dostawcami i dywersyfikacja produkcji. 

Niektórzy producenci kosmetyków już teraz radzą sobie w ten sposób, że np. zamiast kupowania opakowania z Chin (które podlegałoby 60-procentowemu lub wyższemu cłu), firma mogłaby produkować je w sąsiednim kraju, takim jak Wietnam. Jak wskazują eksperci, taki proces przenoszenia działalności z jednego kraju do drugiego zajmuje jednak od pół roku do roku.

Czytaj też: E.l.f. Beauty ostrzega przed podwyżkami cen w przypadku wygranej Trumpa

Czy shrinkflacja pomoże kosmetykom?

Firma może również zdecydować się na zmianę formuły swoich produktów, aby nie używać składników lub komponentów dostępnych wyłącznie w niektórych krajach. Inne rozwiązanie to tzw. shrinkflacja, stosowane do tej pory przez przemysł spożywczy – aby utrzymać cenę produktu na dotychczasowym poziomie, producenci pakują mniej (np. chipsów) do takiej samej torby. Podobne rozwiązanie mogliby stosować producenci kosmetyków.

Podniesienie ceł może zakłócić dotychczasowe międzynarodowe relacje handlowe. Największym importerem amerykańskich produktów kosmetycznych jest Francja. Jeśli USA podniesie ceny francuskich produktów kosmetycznych, Francja lub nawet całą Unia Europejska mogą z kolei nałożyć cła na produkty amerykańskie, co potencjalnie może doprowadzić do zmniejszenia ich sprzedaży za granicą.

To, czy konsumenci kupią droższe produkty kosmetyczne, zależy od ich indywidualnej wrażliwości cenowej. Niektórzy mogą nawet nie dostrzec zmiany lub się nie przejmą – szczególnie, jeśli klient jest skłonny i tak zapłacić za produkt kilka dolarów więcej. Jako case podawane są kosmetyki koreańskie, których zaletami są korzystne ceny i wysoka jakość. Po wprowadzeniu ceł (co dałoby 10-20 proc. wzrostu cen tych kosmetyków) amerykańscy klienci nadal mieliby do czynienia z wartościowym, godnym uwagi produktem na rynku.

Zmiany formuł kosmetycznych zbliżają się dużymi krokami 

Rada ds. Produktów do Pielęgnacji Osobistej (PCPC), wiodąca amerykańska grupa handlowa branży kosmetycznej, już w  2018 roku sprzeciwiała się podwyżkom cła  w stosunku do niezbędnych produktów do pielęgnacji osobistej (mydło, szampon, dezodorant i krem ​​z filtrem przeciwsłonecznym), mając na uwadze dobro amerykańskich klientów.

„[Ten] ciężar niewątpliwie odczują amerykańskie rodziny. Podwyżki cen tych produktów znacznie ograniczą również wybory konsumentów dotyczące higieny i zdrowia” - oświadczyła wówczas PCPC. Ostatecznie w 2018 i 2019 r. niektóre produkty podrożały, ale nie dramatycznie. 

Jak podsumowuje redakcja portalu allure.com, branża kosmetyczna jest historycznie odporna na ekonomiczne zawirowania - przetrwała gospodarcze zawieruchy blisko przez sto lat, od Wielkiego Kryzysu do Wielkiej Recesji. W trudnych ekonomicznie czasach działa tzw. “efekt szminki”. Zgodnie z tą teorią w okresie kryzysów gospodarczych zmniejsza się konsumpcja produktów luksusowych o dużej wartości (np. samochody), a rośnie zainteresowanie bardziej przystępnymi cenowo “luksusowymi” dobrami, które pozwalają konsumentom na sprawienie sobie przyjemności mimo ograniczonego budżetu.

Marzena Szulc
ZOBACZ KOMENTARZE (0)
StoryEditor
Zdrowie
20.10.2026 15:03
Suplementy na zdrowie mózgu mogą osiągnąć wartość 35 mld dolarów do 2035 roku
Suplementy na zdrowie mózgu zyskują na popularnościShutterstock

Koncentracja, pamięć, odporność na stres i sprawność umysłowa stają się ważnymi obszarami rynku suplementów. Zainteresowanie produktami wspierającymi zdrowie mózgu rośnie, a konsumenci poszukują zarówno składników naturalnych, jak i preparatów, których działanie jest poparte badaniami. Według prognoz ResearchAndMarkets globalny rynek suplementów wspierających zdrowie mózgu może osiągnąć wartość 35,41 mld dolarów do 2035 roku. To szansa także dla marek działających na styku wellness i beauty.

W tym artykule przeczytasz:

  • Zdrowie mózgu nowym obszarem wzrostu
  • Rynek wart 35,4 mld dolarów
  • Kreatyna, omega-3 i adaptogeny w centrum zainteresowania
  • Co ten trend oznacza dla branży beauty?

Zdrowie mózgu nowym obszarem wzrostu

Rynek suplementów diety rozwija się wraz z rosnącym zainteresowaniem profilaktyką zdrowotną i produktami odpowiadającymi na konkretne potrzeby konsumentów. Jednym z obszarów, który zyskuje na znaczeniu, jest zdrowie mózgu, obejmujące m.in. pamięć, koncentrację, sprawność poznawczą i zarządzanie stresem.

Jak wynika z danych Spate i NIQ przytoczonych przez WWD, sprzedaż wartościowa witamin, minerałów i suplementów w Stanach Zjednoczonych wzrosła o 11 proc. rok do roku w ciągu 12 miesięcy zakończonych 23 maja 2026 roku. Jednocześnie zainteresowanie suplementami mierzone indeksem popularności Spate, uwzględniającym wyszukiwania w Google oraz aktywność na TikToku i Instagramie, zwiększyło się o 7,6 proc.

Szczególnie dynamicznie rozwija się segment produktów wspierających zdrowie mózgu. Według tego samego indeksu zainteresowanie nimi wzrosło o 47,1 proc. rok do roku, osiągając około 200 mln miesięcznych wyszukiwań w Google oraz wyświetleń na TikToku i Instagramie łącznie. Spate prognozuje dalszy wzrost tego wskaźnika o 28,7 proc. w kolejnym roku.

image

El Niño nadchodzi: co z olejem rybnym i omega-3?

Rynek wart 35,4 mld dolarów

Perspektywy segmentu potwierdza raport ResearchAndMarkets „Brain Health Supplements Market by Product; Application; Sales Channel; Region – Market Size, Industry Dynamics, Opportunity Analysis and Forecast for 2026–2035”.

Według prognoz globalny rynek suplementów wspierających zdrowie mózgu zwiększy wartość z około 12,47 mld dolarów w 2025 roku do 35,41 mld dolarów w 2035 roku. Oznacza to średnioroczne tempo wzrostu na poziomie 11 proc. w latach 2026–2035.

Na rozwój kategorii wpływają zarówno starzenie się społeczeństw i rosnące zainteresowanie utrzymaniem sprawności poznawczej, jak i potrzeby młodszych konsumentów. Ci ostatni poszukują produktów wspierających koncentrację, produktywność, pamięć, regenerację po śnie oraz radzenie sobie ze stresem.

Największym segmentem zastosowań pozostaje poprawa pamięci, odpowiadająca za 25,4 proc. rynku. Z kolei apteki i drogerie prowadzące sprzedaż produktów zdrowotnych, określane w raporcie jako drug stores, generują 42 proc. przychodów kategorii. Wskazuje to na znaczenie dostępności produktów w tradycyjnych kanałach sprzedaży i zaufania do miejsca zakupu.

Kreatyna, omega-3 i adaptogeny w centrum zainteresowania

Wśród składników zyskujących popularność w internecie NIQ wymienia m.in. kreatynę, kwasy omega-3 oraz różeniec górski (Rhodiola rosea).

Kreatyna, kojarzona przede wszystkim z suplementacją sportową, przyciąga również uwagę ze względu na potencjalny związek z funkcjami poznawczymi. Zainteresowanie kwasami omega-3, według indeksu popularności Spate, wzrosło o 9,1 proc. rok do roku. Różeniec górski jest natomiast badany pod kątem możliwego wpływu na produktywność i reakcję organizmu na stres.

Raport ResearchAndMarkets wskazuje także na rosnące zainteresowanie składnikami pochodzenia naturalnego, ekstraktami roślinnymi, adaptogenami i grzybami funkcjonalnymi. Wśród wymienianych substancji znajdują się bakopa drobnolistna (Bacopa monnieri), miłorząb japoński (Ginkgo biloba) oraz ashwagandha.

image

Polacy wydają na suplementy więcej niż Niemcy i Francuzi. “Beauty” napędza nową falę wzrostu

Co ten trend oznacza dla branży beauty?

Rozwój suplementów wspierających zdrowie mózgu wpisuje się w szerszy trend łączenia urody, dobrego samopoczucia i profilaktyki zdrowotnej. Dla marek beauty może stanowić punkt wyjścia do rozwijania oferty wellness, choć suplementy pozostają odrębną kategorią produktową, podlegającą własnym wymaganiom regulacyjnym.

Wspólnym obszarem zainteresowania jest holistyczne podejście do dobrostanu. Konsumenci poszukują rozwiązań związanych nie tylko z wyglądem, lecz także ze snem, stresem, energią i codziennym funkcjonowaniem. Marki chcące wykorzystać ten kierunek muszą jednak uwzględnić specyfikę suplementacji i nie przenosić na produkty obietnic, których nie potwierdzają dostępne dowody naukowe.

ResearchAndMarkets zwraca uwagę, że przewagę konkurencyjną mogą budować firmy inwestujące w walidację składników, transparentne etykietowanie, odpowiedzialne pozyskiwanie surowców i sprzedaż internetową. E-commerce zwiększa dostępność produktów, ale jednocześnie nasila konkurencję o uwagę konsumentów.

Wraz ze wzrostem rynku rośnie też znaczenie zgodności z przepisami. Deklaracje dotyczące pamięci, koncentracji czy zdrowia psychicznego podlegają ograniczeniom, które różnią się w zależności od kraju. W tej kategorii sama modna formuła nie wystarczy – ważne będą wiarygodność, jakość i komunikacja, która nie obiecuje więcej, niż pozwalają stwierdzić dowody.

 

Źródło: WWD, raport ResearchAndMarkets „Brain Health Supplements Market by Product; Application; Sales Channel; Region – Market Size, Industry Dynamics, Opportunity Analysis and Forecast for 2026–2035”

Aurelia Obrochta
ZOBACZ KOMENTARZE (0)
StoryEditor
Rynek i trendy
20.10.2026 14:22
Złodzieje czy dżentelmeni? Protestujący Francuzi rozdawali demonstrantkom skradzione ze sklepów podpaski
Informacja o nietypowym, choć szarmanckim geście protestujących rozeszła się po mediach.Twitter @BrightSparkAstr i @Onseracroismoi

Podczas protestów przeciwko rosnącym kosztom życia w Montpellier mężczyźni mieli rozdawać przechodzącym kobietom podpaski, które wcześniej zostały wyniesione ze sklepów. Nagrania z nietypowej akcji szybko rozprzestrzeniły się w mediach społecznościowych. Za viralową historią kryje się jednak istotny problem ekonomiczny: we Francji z powodu braku pieniędzy 2,9 mln kobiet nie ma wystarczającego dostępu do produktów menstruacyjnych.

17 października Francja stała się miejscem masowych protestów dotyczących kosztów życia, siły nabywczej, edukacji i jakości usług publicznych. Według francuskiego Ministerstwa Spraw Wewnętrznych w demonstracjach uczestniczyło 550 tys. osób, podczas gdy organizatorzy szacowali frekwencję na 800 tys. W 110 marszach w całym kraju doszło również do starć, zniszczeń i grabieży sklepów.  

Jednym z miast, w których protesty przerodziły się w zamieszki, było Montpellier. Według lokalnych danych w demonstracji miało uczestniczyć około 17 tys. osób. W centrum miasta doszło do grabieży sklepów, m.in. supermarketu Monoprix przy Place de la Comédie. W tym właśnie kontekście w mediach społecznościowych zaczęły pojawiać się nagrania przedstawiające mężczyzn rozdających kobietom podpaski. Jedno z nagrań ma przedstawiać nawet osobę przebraną za Spider-Mana, która rozdaje produkty menstruacyjne. Jak napisała jedna z internautek, komentując wydarzenie, "rycerskość nie zginęła".

Podpaski jako symbol

Pochodzenie produktów widocznych na nagraniach nie zostało jednak niezależnie potwierdzone. Nie ma również pewności co do tożsamości osób, które je rozdawały. Część wpisów w mediach społecznościowych przedstawia wydarzenie jako spontaniczny gest pomocy kobietom znajdującym się w trudnej sytuacji ekonomicznej, inni komentujący zwracają uwagę na fakt, że produkty mogły pochodzić z ograbionych sklepów.

Sama historia zwróciła uwagę na problem tzw. ubóstwa menstruacyjnego. Według badania Ifop opublikowanego w 2025 r. 16 proc. miesiączkujących kobiet we Francji deklarowało, że z powodów finansowych nie ma wystarczającej ilości środków higienicznych dla siebie lub córki. Odpowiada to około 2,9 mln kobiet. 13 proc. badanych korzystało z produktów zastępczych, ponieważ nie mogło sobie pozwolić na odpowiednie artykuły higieniczne.  

Problem jest szczególnie interesujący z perspektywy rynku FMCG i sektora higienicznego, ponieważ produkty menstruacyjne należą do kategorii o bardzo wysokiej częstotliwości zakupów, a jednocześnie pozostają podatne na presję cenową. Dane Euromonitora pokazują, że w 2025 r. sprzedaż wartościowa kategorii higieny miesiączkowej we Francji wyniosła 430 mln euro, o 3 proc. mniej niż rok wcześniej. Sprzedaż ilościowa spadła natomiast o 1 proc., do 3,9 mln sztuk. Według analityków na wyniki wpływały przede wszystkim trudności ekonomiczne i ograniczanie wydatków przez konsumentów.  

Duży rynek, rosnąca presja cenowa

Szersza kategoria higieny kobiecej pozostaje we Francji znacznie większym rynkiem. Według danych MarketLine jej wartość w 2024 r. wyniosła 799,1 mln dolarów, a w latach 2019–2024 rosła średnio o 3,3 proc. rocznie. Wolumen sprzedaży zwiększał się w tym okresie średnio o 1,7 proc. rocznie, osiągając 86,5 mln sztuk w 2024 r.  

Same podpaski odpowiadały w 2024 r. za sprzedaż o wartości 304,36 mln euro, wynika z danych GlobalData. W latach 2019–2024 francuski rynek podpasek rósł średnio o 3,01 proc. rocznie, a w 2024 r. jego wartość zwiększyła się o 3,48 proc. w porównaniu z poprzednim rokiem.  

image

Biedronka i Bella inwestują w edukację menstruacyjną. Ponad 175 tys. uczennic z dostępem do produktów miesiączkowych

Jednocześnie presja cenowa nie dotyczy wyłącznie produktów menstruacyjnych. Cały francuski rynek tissue and hygiene osiągnął w 2025 r. wartość 5,128 mld euro, ale jego sprzedaż wartościowa zmniejszyła się o 2 proc. Euromonitor wskazuje na zmianę zachowań konsumenckich: konsumenci są bardziej wrażliwi na ceny i częściej wybierają marki własne oraz produkty z segmentu value.  

To istotny kontekst dla producentów i sieci handlowych. Kategoria produktów menstruacyjnych jest wprawdzie oparta na potrzebie podstawowej, ale konsumentki mogą zmieniać markę, format czy kanał zakupu w odpowiedzi na różnice cenowe. W 2025 r. liderem francuskiego rynku menstrual care pozostawał Procter & Gamble, z udziałem 39 proc. wartości sprzedaży detalicznej. Kolejne miejsca zajmowały Johnson & Johnson z 17 proc. oraz Essity z 15 proc.  

Viral pokazuje problem rynku

Nagrania z Montpellier są więc przede wszystkim nietypowym przykładem tego, jak produkt FMCG może stać się elementem szerszej debaty społecznej. Podpaski rozdawane na ulicach podczas zamieszek zwróciły uwagę odbiorców nie tylko ze względu na swoją nietypową formę, lecz także dlatego, że dotyczą produktu pierwszej potrzeby, którego zakup dla milionów kobiet pozostaje obciążeniem finansowym.

Jednocześnie wydarzenia z 17 października pokazują skalę wyzwań stojących przed francuskim handlem. Według francuskich źródeł w związku z zamieszkami ucierpiało około 1500 sklepów i innych przedsiębiorstw handlowych, a straty sektora szacowane są na setki milionów euro.  

image

Biedronka i Bella inwestują w edukację menstruacyjną. Ponad 175 tys. uczennic z dostępem do produktów miesiączkowych

Dla branży kosmetycznej i szerzej rozumianego rynku beauty oraz personal care to kolejny sygnał, że sytuacja ekonomiczna konsumentów coraz silniej wpływa na decyzje zakupowe. W przypadku produktów menstruacyjnych presja ta jest szczególnie widoczna: mimo że popyt wynika z podstawowej potrzeby, 2,9 mln kobiet we Francji deklaruje niedostateczny dostęp do środków higienicznych z powodów finansowych, a wartość sprzedaży kategorii menstrual care w 2025 r. spadła o 3 proc.  

Historia z Montpellier może więc pozostać w mediach społecznościowych jako osobliwy obraz protestów. Z punktu widzenia rynku jest jednak przede wszystkim kolejnym przykładem tego, jak inflacja, presja na budżety gospodarstw domowych i rosnące znaczenie marek własnych zmieniają zachowania konsumentów również w kategoriach podstawowej higieny osobistej.

ZOBACZ KOMENTARZE (0)
21. październik 2026 02:57