StoryEditor
Rynek i trendy
10.12.2024 11:34

Rynek kosmetyczny odczuje skutki ceł Trumpa, klientów czekają podwyżki

W trudnych ekonomicznie czasach działa tzw. “efekt szminki” / tilialucida - stock.adobe.com

Jeśli prezydent-elekt zrealizuje swoje zapowiedzi, dotyczące znacznego podwyższenia ceł na importowane surowce i produkty, ceny kosmetyków wzrosną nawet znacząco – nie mają co do tego wątpliwości amerykańscy eksperci. Zmiany odczują klienci. Czy będziemy świadkami powrotu “efektu szminki”?

W latach 2018 i 2019 Donald Trump nałożył na niektóre importowane z wielu krajów (w tym z Chin) produkty i surowce cła o wartości 380 mld dolarów. Podczas tegorocznej kampanii Trump zapowiedział, że wprowadzi jeszcze wyższe cła na importowane towary, w przypadku Chin miałyby one wynieść od 60 do 100 proc.

Dodatkowo Trump oświadczył, że wprowadzi cła na wszystkie produkty z Kanady, Meksyku i Chin już w pierwszym dniu urzędowania. – Wysokość ceł nie została jeszcze podana oficjalnie, ale wiele wskazuje na to, że mogą być one nawet dziesięciokrotnie wyższe od stawek wprowadzonych przez Trumpa w poprzedniej kadencji – twierdzi Wendy Edelberg, dr nauk ekonomicznych w Brookings Institution, cytowany przez allure.com.

Co nowe cła oznaczają dla handlu?

Wyższy koszt towarów, spowodowany wzrostem ceł, może przełożyć się na wyższe ceny przy kasie. Sprzedawcy mogą zdecydować się na pokrycie części lub całości dodatkowych kosztów, aby utrzymać  udziały w rynku oraz nie stracić lojalnych konsumentów. Mogą też przerzucić ten problem dalej, czyli na klientów. Prognozy odnośnie wzrostu ceł są jednoznaczne – wypłyną na wzrost cen.

Głównym celem opodatkowania rzeczy importowanych ma być zachęcanie do sprzedaży towarów wyprodukowanych w Ameryce. Jednak, jak wskazują ekonomiści, wzrost cen produktów z importu (wywołany wyższymi stawkami celnymi) może w wielu przypadkach spowodować wzrost cen produktów wyprodukowanych w USA – zgodnie z zasadą, że “jeśli zagraniczna firma może pobierać więcej, to dlaczego my nie możemy”. Dlatego, biorąc pod uwagę ogromną ilość importu do USA, podwyższenie ceł najprawdopodobniej wpłynie na artykuły codziennego użytku – w tym produkty kosmetyczne i do pielęgnacji ciała.

Czytaj też: Nowa era konserwatyzmu: jak trumpizm wpłynie na przemysł urodowy?

Jak bardzo podrożeją kosmetyki?

W zależności od kraju pochodzenia towaru, Amerykanie mogą zapłacić dodatkowo od 10 do ponad 60 proc. za importowane produkty do pielęgnacji skóry, makijażu i inne artykuły do pielęgnacji osobistej. Z szacunków wynika, że kupując importowany z Europy produkt za 60 dolarów, zapłaci się o 12 dolarów więcej, czyli 72 dolary – przyjmując 20-procentową stawkę cła. Jednym słowem, ceny prawdopodobnie wzrosną o kwotę cła. 

To, że produkt jest wytwarzany w USA, nie oznacza, że został on tam wyprodukowany w całości i nie obejmą go cła. Wiele takich produktów wykorzystuje elementy pochodzące z zagranicy (np. któryś ze składników lub opakowanie). Betsey Stevenson, doktor nauk ekonomicznych na Uniwersytecie Michigan przekonuje, że nawet jeśli produkt jest wytwarzany w kraju, sprzedawcy mogą ostatecznie płacić (i pobierać od klientów) więcej z powodu ceł, nałożonych na inne elementy, wynikające z łańcucha dostaw.

Podwyżka ceny lub zmiana formuły

Chemik kosmetyczny Javon Ford wyjaśnia, że firmy kosmetyczne, które używają opatentowanych składników wyprodukowanych za granicą, mogą zostać dotknięte przez cła, nie mogąc zakupić danego konkretnego składnika po niższej cenie nigdzie indziej. Po wejściu ceł producent, potrzebując do wytworzenia kosmetyku składnika pochodzącego np. z Europy, miałby dwa wyjścia: zapłacenie więcej za ten składnik lub zmianę dotychczasowej formuły produktu.

W większości przypadków marki kosmetyczne pozyskują składniki do produktów sprzedawanych w USA od amerykańskich dostawców. Wyjątkiem są jednak składniki pochodzenia roślinnego, takie jak olej kokosowy lub olej palmowy – powszechnie stosowane w podkładach, korektorach, szminkach itp.  Dlatego produkty zawierające te składniki są bardziej narażone na wzrost cen, bowiem USA nie uprawiają tak wielu palm kokosowych, będących źródłem tych olejów. To samo dotyczy produktów, wytwarzanych z egzotycznych składników, takich jak np. perfumy z nutą wanilii, występującej tylko na Madagaskarze.

image
Po wejściu ceł producent, potrzebując do wytworzenia kosmetyku składnika pochodzącego np. z Europy, miałby dwa wyjścia: zapłacenie więcej za ten składnik lub zmianę dotychczasowej formuły produktu.
tilialucida - stock.adobe.com

Prognozy są jednoznaczne: ceny kosmetyków będą wyższe

Dla branży kosmetycznej dużym ciosem będzie też wzrost cen opakowań, wyprodukowanych w Chinach. Opakowania stanowią już teraz znaczącą już część kosztów produkcji kosmetyków, a wiele marek sprowadza opakowania dla swoich produktów z Chin, gdzie są one wytwarzane znacznie taniej. Wpłynie to zatem na ceny produktów do makijażu, pielęgnacji włosów i pielęgnacji skóry.

Nie wiadomo, w którym momencie potencjalne podwyżki dotkną producentów. Niektóre firmy mogą podnieść ceny, ponieważ wyczuwają niepokój konsumentów związany z kosztami i dostępnością produktu, tym samym przewidując zwiększony popyt na towary np. z Europy. 

Konsumenci odczują zmiany - prędzej czy później

Niektóre zmiany dla konsumentów mogą być odczuwalne dopiero w dłuższej perspektywie czasowej. Zmiany muszą być przede wszystkim najpierw wprowadzone administracyjnie. Wiele importowanych towarów ma długie łańcuchy dostaw, co oznacza, że ​​nasz ulubiony krem ​​potrzebuje czasu, aby trafić na półki sklepowe.

Niektórzy sprzedawcy nie przenoszą ciężaru kosztów na konsumentów, dopóki nie muszą. Dlatego nawet jeżeli konsumenci nie zauważą wzrostu cen natychmiast, to wzrost cen nastąpi w dłuższej perspektywie.

E.l.f nie lubi ceł

Wiele amerykańskich firm kosmetycznych już walczyło skutecznie z cłami. Tarang Amin, dyrektor generalny E.l.f. Beauty (firma od 2019 roku jest obciążona 25-procentowym cłem na import z powodu wcześniejszej polityki Trumpa) niedawno poinformował, że żadna nowa polityka nie wpłynie na firmę ani konsumentów do 2026 roku. W rozmowie opublikowanej na łamach “Business Insider” Amin wyjaśnił, że nie lubi ceł, ponieważ obciążają one Amerykanów. 

„[W 2019 r.] wykorzystaliśmy wszystkie dostępne nam dźwignie, aby zminimalizować skutki dla naszej firmy i naszej społeczności” — podkreślił. Jak przewiduje, w przypadku objęcia  E.l.f. nowymi cłami, firma wykorzysta rozwiązania z 2019 roku, m.in.: aktualizację cen, oszczędności kosztów, negocjacje z dostawcami i dywersyfikacja produkcji. 

Niektórzy producenci kosmetyków już teraz radzą sobie w ten sposób, że np. zamiast kupowania opakowania z Chin (które podlegałoby 60-procentowemu lub wyższemu cłu), firma mogłaby produkować je w sąsiednim kraju, takim jak Wietnam. Jak wskazują eksperci, taki proces przenoszenia działalności z jednego kraju do drugiego zajmuje jednak od pół roku do roku.

Czytaj też: E.l.f. Beauty ostrzega przed podwyżkami cen w przypadku wygranej Trumpa

Czy shrinkflacja pomoże kosmetykom?

Firma może również zdecydować się na zmianę formuły swoich produktów, aby nie używać składników lub komponentów dostępnych wyłącznie w niektórych krajach. Inne rozwiązanie to tzw. shrinkflacja, stosowane do tej pory przez przemysł spożywczy – aby utrzymać cenę produktu na dotychczasowym poziomie, producenci pakują mniej (np. chipsów) do takiej samej torby. Podobne rozwiązanie mogliby stosować producenci kosmetyków.

Podniesienie ceł może zakłócić dotychczasowe międzynarodowe relacje handlowe. Największym importerem amerykańskich produktów kosmetycznych jest Francja. Jeśli USA podniesie ceny francuskich produktów kosmetycznych, Francja lub nawet całą Unia Europejska mogą z kolei nałożyć cła na produkty amerykańskie, co potencjalnie może doprowadzić do zmniejszenia ich sprzedaży za granicą.

To, czy konsumenci kupią droższe produkty kosmetyczne, zależy od ich indywidualnej wrażliwości cenowej. Niektórzy mogą nawet nie dostrzec zmiany lub się nie przejmą – szczególnie, jeśli klient jest skłonny i tak zapłacić za produkt kilka dolarów więcej. Jako case podawane są kosmetyki koreańskie, których zaletami są korzystne ceny i wysoka jakość. Po wprowadzeniu ceł (co dałoby 10-20 proc. wzrostu cen tych kosmetyków) amerykańscy klienci nadal mieliby do czynienia z wartościowym, godnym uwagi produktem na rynku.

Zmiany formuł kosmetycznych zbliżają się dużymi krokami 

Rada ds. Produktów do Pielęgnacji Osobistej (PCPC), wiodąca amerykańska grupa handlowa branży kosmetycznej, już w  2018 roku sprzeciwiała się podwyżkom cła  w stosunku do niezbędnych produktów do pielęgnacji osobistej (mydło, szampon, dezodorant i krem ​​z filtrem przeciwsłonecznym), mając na uwadze dobro amerykańskich klientów.

„[Ten] ciężar niewątpliwie odczują amerykańskie rodziny. Podwyżki cen tych produktów znacznie ograniczą również wybory konsumentów dotyczące higieny i zdrowia” - oświadczyła wówczas PCPC. Ostatecznie w 2018 i 2019 r. niektóre produkty podrożały, ale nie dramatycznie. 

Jak podsumowuje redakcja portalu allure.com, branża kosmetyczna jest historycznie odporna na ekonomiczne zawirowania - przetrwała gospodarcze zawieruchy blisko przez sto lat, od Wielkiego Kryzysu do Wielkiej Recesji. W trudnych ekonomicznie czasach działa tzw. “efekt szminki”. Zgodnie z tą teorią w okresie kryzysów gospodarczych zmniejsza się konsumpcja produktów luksusowych o dużej wartości (np. samochody), a rośnie zainteresowanie bardziej przystępnymi cenowo “luksusowymi” dobrami, które pozwalają konsumentom na sprawienie sobie przyjemności mimo ograniczonego budżetu.

Marzena Szulc
ZOBACZ KOMENTARZE (0)
StoryEditor
Rynek i trendy
13.10.2026 16:05
Sephora zwiększa udziały w rynku. LVMH ujawnia wyniki za trzeci kwartał
LVMH poniżej oczekiwań analityków. Sephora i kosmetyki na plusieShutterstock

LVMH zakończył trzeci kwartał 2026 roku ze wzrostem sprzedaży organicznej o 1 proc., poniżej oczekiwań analityków. Podczas gdy segment mody i wyrobów skórzanych tracił, na znaczeniu zyskiwały perfumy, kosmetyki kolorowe i sprzedaż detaliczna Sephory. Wyniki pokazują, że poszczególne części rynku luksusowego radzą sobie dziś bardzo różnie.

W tym artykule przeczytasz:

  • Wyniki LVMH nie spełniły oczekiwań
  • Perfumy i kosmetyki Diora oraz Guerlain na plusie
  • Sephora rośnie szybciej niż reszta grupy
  • Moda traci, beauty pozostaje bardziej odporne
  • Co wyniki LVMH mówią o rynku beauty?

Wyniki LVMH nie spełniły oczekiwań

Grupa LVMH, właściciel m.in. Parfums Christian Dior, Guerlain i sieci Sephora, odnotowała w trzecim kwartale 2026 roku przychody w wysokości 18,5 mld euro. Sprzedaż organiczna wzrosła o 1 proc. rok do roku, podczas gdy konsensus analityków cytowany przez Reutersa zakładał wzrost o 1,3 proc. Po dziewięciu miesiącach roku przychody grupy wyniosły 57,1 mld euro, co oznacza wzrost organiczny o 2 proc.

Wyniki nie spełniły oczekiwań rynku, a akcje LVMH spadły we wtorkowym handlu w Paryżu. Na kondycję grupy nadal wpływa osłabiony popyt na dobra luksusowe w Chinach. Nie wszystkie segmenty biznesu radziły sobie jednak równie słabo. Dział Perfumes & Cosmetics oraz Selective Retailing, do którego należy Sephora, wykazały wzrost w ujęciu organicznym.

Perfumy i kosmetyki Diora oraz Guerlain na plusie

Segment Perfumes & Cosmetics wygenerował w trzecim kwartale 2,01 mld euro przychodów, notując 1-procentowy wzrost organiczny. Po trzech kwartałach sprzedaż wyniosła 5,92 mld euro i pozostawała stabilna w ujęciu organicznym.

W przypadku Parfums Christian Dior wyniki wspierały premiery zapachowe, w tym J’adore Intense, Sauvage Extrait i Dior Addict. Marka odnotowała również dobre rezultaty w makijażu, szczególnie w liniach Forever i Backstage.

Wzrost raportował także Guerlain, któremu sprzyjała oferta zapachów oraz pomadka Rouge G. Wyniki pokazują, że innowacje produktowe i rozwój rozpoznawalnych linii pozostają istotnymi czynnikami sprzedaży w segmencie prestiżowych kosmetyków.

image

Armani szykuje się do rozmów z L’Oréal, LVMH i EssilorLuxottica. W grze 15 proc. udziałów

Sephora rośnie szybciej niż reszta grupy

Mocniejszym punktem wyników LVMH okazał się Selective Retailing. Segment ten zwiększył sprzedaż organiczną o 8 proc. w trzecim kwartale, a jednym z jego głównych motorów wzrostu pozostaje Sephora.

Sieć zyskuje udział w rynku dzięki szerokiej ofercie znanych marek, ekskluzywnym premierom i poszerzaniu asortymentu. Wśród wymienionych przez grupę nowości znalazły się produkty Rhode oraz chińskich marek kosmetycznych. Sephora kontynuuje również ekspansję geograficzną – w ostatnim okresie rozwijała działalność w Belgii i Chorwacji.

Wynik segmentu pokazuje znaczenie specjalistycznej dystrybucji beauty w strukturze LVMH. W przeciwieństwie do części rynku dóbr luksusowych, która pozostaje pod presją słabszego popytu, Sephora może korzystać z zainteresowania konsumentów różnorodną ofertą kosmetyczną, nowymi markami i produktami dostępnymi na wyłączność.

Moda traci, beauty pozostaje bardziej odporne

Kontrast między poszczególnymi działami LVMH jest wyraźny. W trzecim kwartale sprzedaż organiczna w segmencie Fashion & Leather Goods spadła o 5 proc., podczas gdy rynek oczekiwał spadku o 1,8 proc. Wyhamował również wzrost w zegarkach i biżuterii.

Presja jest szczególnie widoczna w Azji. Sprzedaż grupy w regionie spadła o 5 proc. rok do roku, a słabszy popyt w Chinach pozostaje jednym z głównych problemów branży luksusowej. Według informacji przytoczonych przez Investing.com znaczenie mają m.in. zaostrzone kontrole podatkowe wobec zamożnych konsumentów w Chinach. Na sytuację sektora wpływają również niepewność gospodarcza i rosnące koszty związane z napięciami geopolitycznymi.

Na tym tle perfumy, kosmetyki i specjalistyczna sprzedaż detaliczna wypadają relatywnie lepiej. Nie oznacza to, że segment beauty jest odporny na spowolnienie. Dziewięciomiesięczna sprzedaż Perfumes & Cosmetics pozostała na stabilnym poziomie organicznym.

image

LVMH sprzedaje kolejną markę. Patou wraca do poprzedniego właściciela

Co wyniki LVMH mówią o rynku beauty?

Rezultaty za trzeci kwartał wskazują na dwa obszary, które wspierają działalność beauty LVMH: rozwój produktów w segmencie prestiżowym oraz siłę wyspecjalizowanej dystrybucji. Premiery zapachów i wyniki makijażu Diora, a także oferta Guerlain, wspierają sprzedaż marek własnych. Sephora z kolei może przyciągać klientów dzięki połączeniu uznanych producentów, nowych brandów i ekskluzywnych premier.

Jednocześnie wzrost sprzedaży Sephory nie zrównoważył słabszych wyników całej grupy. LVMH pozostaje silnie uzależniony od kondycji dóbr luksusowych, a spadek w największym segmencie – modzie i wyrobach skórzanych, obciąża całościowy rezultat.

Wyniki za trzeci kwartał pokazują więc nie tyle jednolite osłabienie rynku luksusowego, ile rosnące różnice między jego kategoriami. W przypadku LVMH beauty i specjalistyczny handel detaliczny pozostają obszarami wzrostu, choć na razie nie wystarczają, by zneutralizować presję w pozostałych częściach biznesu.

Aurelia Obrochta
ZOBACZ KOMENTARZE (0)
StoryEditor
Rynek i trendy
12.10.2026 15:19
Eye patch gate: co się stało, czemu, i co to mówi konsumentom i konsumentkom
O co chodzi z Eye patch gate?Fenty Skin/Huda Beauty

Fenty Skin, Glow Recipe i Huda Beauty w odstępie kilku dni pokazały niemal identyczne opakowania hydrożelowych płatków pod oczy. Internet szybko zaczął pytać, kto od kogo skopiował rozwiązanie. Okazało się jednak, że za pozornie przełomową innowacją stoi najprawdopodobniej wspólny dostawca opakowań. Historia pokazuje, jak niewielka może być dziś granica między własną innowacją a rozwiązaniem dostępnym w katalogu producenta.

17 września Fenty Skin zaprezentowała Dew N Plump Fresh-Sliced Hydrogel Eye Patches. Produkt zwrócił uwagę nie tylko formułą, ale przede wszystkim sposobem aplikacji. Hydrożel znajduje się w szczelnie zamkniętym pojemniku, a po przekręceniu mechanizmu z opakowania wysuwa się pojedynczy, świeżo odcięty płatek pod oczy. Rozwiązanie miało być odpowiedzią m.in. na problem higieny, konieczności pobierania płatków ze słoiczka za pomocą szpatułki, oraz wylewania się serum, w którym płatki są zanurzone. Płatki były "temperowane".

Kilka dni później okazało się, że podobne rozwiązanie pojawiło się także u konkurencji. 20 września twórcy internetowi zaczęli pokazywać Glow Recipe Exopeptide Caffeine Brightening and Depuffing Fresh Slices Eye Mask. Opakowanie wykorzystuje ten sam charakterystyczny mechanizm dozowania. 22 września indyjska twórczyni Prableen Kaur Bhomrah zaprezentowała z kolei produkt Huda Beauty Undereye Jelly Patches, również wykorzystujący cylindryczny pojemnik i system odcinania pojedynczych płatków.

W mediach społecznościowych pojawiło się więc pytanie...

...kto skopiował kogo?

Fenty Skin odpowiedziało na sytuację memem inspirowanym tym ze Spider-Manem wskazującym na drugiego Spider-Mana. Pozostałe marki podchwyciły żart, a dyskusja szybko przesunęła się z potencjalnego kopiowania receptur na źródło samej technologii.

Okazało się bowiem, że rozwiązanie było dostępne wcześniej. 16 lipca 2026 r. Wonder Bath opublikowała na swojej stronie informację o premierze Slice Serum. Marka oferuje trzy warianty produktu – Pore Tightening, Dark Spot Toning i Volume Lifting – każdy po 60 płatków. 

Jeszcze istotniejszy jest fakt, że według późniejszych ustaleń medialnych dostawca opakowania miał oferować ten sam mechanizm wielu markom. Business of Fashion podał, że rozwiązanie było prezentowane w Korei Południowej już od października 2025 r., a Wonder Bath jako pierwsza wykorzystała je komercyjnie w lipcu 2026 r.

Nie chodziło więc o identyczną recepturę. Chodziło o możliwość wykorzystania tego samego rozwiązania technologicznego przez różne firmy.

Producent kontraktowy staje się częścią innowacji

To właśnie ten element „Eye Patch Gate” jest z biznesowego punktu widzenia najważniejszy. Współczesna marka kosmetyczna coraz rzadziej musi samodzielnie posiadać cały łańcuch kompetencji niezbędnych do stworzenia produktu.

Może zlecić produkcję zewnętrznemu producentowi, kupić gotową bazę formulacyjną, wykorzystać składniki opracowane przez dostawcę surowców, a opakowanie zamówić u wyspecjalizowanego producenta. W efekcie produkt trafiający na półkę może być własnością marki przede wszystkim na poziomie brandingu, pozycjonowania i komunikacji, podczas gdy część jego technologicznego zaplecza jest współdzielona z innymi klientami tego samego ekosystemu dostawców.

Skala tego modelu jest znacząca. Według Grand View Research globalny rynek kontraktowej produkcji produktów personal care był wart 24,2 mld dol. w 2025 r., a w 2026 r. ma osiągnąć 25,8 mld dol. Prognoza zakłada wzrost do 45,4 mld dol. w 2033 r., co oznacza średnioroczne tempo wzrostu na poziomie 8,4 proc. w latach 2026–2033. Region Azji i Pacyfiku odpowiadał za 38,6 proc. przychodów tego rynku w 2025 r. 

Podobną skalę pokazują dane GlobalData. Według tej firmy globalny rynek kontraktowej produkcji personal care wygenerował w 2025 r. 23,8 mld dol. przychodów, rosnąc w latach 2020–2025 średnio o 5,4 proc. rocznie. 

Różnice między szacunkami wynikają m.in. z odmiennego zakresu analizowanych usług i segmentów rynku, ale oba źródła wskazują na ten sam kierunek: outsourcing produkcji kosmetyków i produktów personal care jest dużym i rosnącym segmentem globalnego rynku.

W Europie Grand View Research szacuje wartość rynku kontraktowej produkcji personal care na 4,67 mld dol. w 2025 r., wobec 4,67 mld dol. w 2024 r. Według prognozy do 2030 r. rynek ma osiągnąć 6,71 mld dol., przy CAGR na poziomie 6,4 proc. Co ważne, badanie obejmuje nie tylko samą produkcję. W strukturze rynku znajdują się również usługi custom formulation i R&D oraz packaging. To dokładnie ten obszar, który w przypadku „Eye Patch Gate” okazał się kluczowy.

Opakowanie z katalogu

Według ustaleń Marie Claire najbardziej prawdopodobnym źródłem wykorzystanego rozwiązania jest południowokoreańska firma Samhwa. Magazyn wskazał konkretny komponent: Samhwa 100 ml PP Fresh-Slice Hydrogel Eye Patch Dispenser, oznaczony kodem SEP-F100M-01-A-IP. Według publikacji mechanizm umożliwia odcinanie pojedynczego płatka po przekręceniu elementu opakowania, a pojemnik ma mieścić około 60–70 porcji. Podawane przez Marie Claire minimum zamówienia wynosi 5000 sztuk, przy czasie realizacji około sześciu tygodni. 

image
Opakowanie "temperowanych" płatków pod oczy, za: Marie Claire
Samhwa

Te dane należy jednak traktować jako ustalenia medialne, a nie oficjalne potwierdzenie przez wszystkie zainteresowane marki, że korzystają z dokładnie tego samego dostawcy. Mechanizm pokazuje jednak, jak może działać współczesny rynek opakowań kosmetycznych. Dostawca rozwija rozwiązanie, a następnie oferuje je wielu klientom. Każdy z nich może zamówić własną wersję wizualną, napełnić opakowanie inną formułą i stworzyć zupełnie inną historię marketingową.

Samo opakowanie nie determinuje więc receptury.

W przypadku produktów będących przedmiotem „Eye Patch Gate” różnice są widoczne w komunikowanych składnikach i funkcjach. Glow Recipe pozycjonuje swój produkt wokół eksopetydów i kofeiny. Fenty Skin wykorzystuje m.in. niacynamid oraz składniki charakterystyczne dla swojej komunikacji. Wonder Bath oferuje trzy warianty odpowiadające różnym potrzebom skóry. Oficjalna strona marki potwierdza obecność 60 płatków w każdym z wariantów.

Ważne, żeby to podkreślić i komunikować: wspólna technologia opakowania nie oznacza wspólnej technologii kosmetycznej.

R&D kontra szybkość wejścia na rynek

„Eye Patch Gate” pojawił się w momencie, gdy globalny rynek beauty znajduje się pod presją jednoczesnego wzrostu i coraz większego nasycenia. Według najnowszej analizy McKinsey globalny rynek beauty ma rosnąć średnio o 5 proc. rocznie do 2030 r., osiągając wartość około 590 mld dol.

Jednocześnie tempo wzrostu jest niższe niż w poprzednim okresie. W raporcie z 2025 r. McKinsey wskazywał, że światowy rynek beauty rósł w latach 2022–2024 średnio o 7 proc. rocznie. Firma prognozowała następnie spowolnienie do około 5 proc. rocznie do 2030 r. Dla producentów oznacza to presję na regularne dostarczanie nowości. Im większa konkurencja, tym większą wartość ma skrócenie czasu pomiędzy identyfikacją trendu a premierą produktu.

To z kolei zwiększa znaczenie producentów kontraktowych.

Zlecenie części prac na zewnątrz pozwala marce ograniczyć nakłady na własną infrastrukturę produkcyjną i szybciej wprowadzać produkty na rynek. Grand View Research wskazuje właśnie na przechodzenie marek na bardziej „asset-light” modele biznesowe jako jeden z czynników napędzających rozwój kontraktowej produkcji personal care.

Model ten ma jednak drugą stronę. Jeżeli wiele firm korzysta z tych samych dostawców, skraca się dystans pomiędzy konkurencyjnymi premierami. W efekcie kilka marek może równocześnie wprowadzić produkt o podobnym wyglądzie, funkcjonalności czy sposobie aplikacji. Nie musi to być rezultat kopiowania. Może być efektem tego, że wszystkie firmy obserwują te same trendy i korzystają z tych samych dostawców.

Kto posiada innowację?

Właśnie tutaj pojawia się największy problem „Eye Patch Gate”.

Huda Kattan, założycielka Huda Beauty, publicznie sugerowała, że kilka marek otrzymało od dostawcy zapewnienia dotyczące wyłączności opakowania. Jej zdaniem okazało się później, że dostawca oferował rozwiązanie także innym klientom. ELLE cytowało również stanowisko założycielek Glow Recipe, Sarah Lee i Christine Chang, które podkreślały, że opakowanie jest tylko jednym elementem całego produktu, a formuły marek są różne.

Jeżeli informacje o obietnicach wyłączności są prawdziwe, problem nie dotyczy więc samego kopiowania, lecz zarządzania prawami do technologii i komunikowania jej przez dostawcę.

Dla marek oznacza to konieczność znacznie dokładniejszego definiowania ekskluzywności w umowach. „Wyłączność” może oznaczać bowiem wiele różnych rzeczy: wyłączność geograficzną, czasową, wyłączność w określonej kategorii produktu albo wyłączność konkretnej formy wizualnej. Bez precyzyjnych zapisów rozwiązanie może jednocześnie funkcjonować w kilku konkurencyjnych portfolio.

To problem szczególnie istotny dla marek D2C i mniejszych firm. Duża marka może zainwestować w autorskie laboratorium, własny zespół R&D i długoterminowe badania. Mniejszy podmiot często musi korzystać z infrastruktury partnerów zewnętrznych. Granica między „własną innowacją” a „innowacją kupioną od dostawcy” staje się wówczas płynna.

Przewaga nie kończy się na formule

Historia „Eye Patch Gate” nie oznacza, że produkcja kontraktowa ogranicza innowacyjność. Wręcz przeciwnie. Dostawcy wyspecjalizowani w formulacji, opakowaniach i produkcji mogą pozwalać mniejszym markom na dostęp do technologii, których samodzielnie nie byłyby w stanie opracować.

Problem pojawia się wtedy, gdy dostęp do tej samej technologii otrzymuje wielu konkurentów, a każda marka próbuje przedstawić ją jako własny przełom. W takiej sytuacji przewaga musi zostać zbudowana gdzie indziej. Może nią być rzeczywiście autorska receptura, opatentowana technologia, własne badania skuteczności, unikalny system dozowania albo doświadczenie użytkownika. Równie ważne pozostają marka, społeczność, dystrybucja i wiarygodność.

To szczególnie istotne przy rosnącej wiedzy konsumentów. McKinsey wskazuje, że jednym z kluczowych problemów branży jest dziś większa ostrożność klientów wobec obietnic marek i koncentracja na rzeczywistej wartości produktu. W badaniu z 2025 r. 54 proc. ankietowanych menedżerów beauty wskazało niepewny popyt konsumentów lub ograniczone wydatki jako największe ryzyko dla przyszłego wzrostu branży.

W takich warunkach samo nowe opakowanie może nie wystarczyć.

Lekcja dla producentów i marek

Eye patch gate jest więc czymś więcej niż internetową ciekawostką dotyczącą kilku wariantów płatków pod oczy. Pokazuje strukturę współczesnego rynku kosmetycznego, na którym coraz więcej kompetencji znajduje się poza samymi markami.

Dostawca surowca może opracować składnik. Laboratorium kontraktowe może przygotować bazę formulacyjną. Producent opakowania może opracować mechanizm dozowania. Producent kontraktowy może połączyć wszystkie elementy w gotowy produkt. Marka pozostaje właścicielem relacji z konsumentem i odpowiada za to, jak te elementy zostaną połączone i przedstawione na rynku. Skala tego modelu będzie prawdopodobnie rosła wraz z samym rynkiem kontraktowym. Globalna wartość tego sektora jest już liczona w dziesiątkach miliardów dolarów, a prognozy zakładają dalszy wzrost. 

Dla branży kosmetycznej oznacza to zmianę definicji innowacji. Nie wystarczy już znaleźć dostawcę nowego opakowania i jako pierwsza marka wprowadzić je na rynek. Trzeba wiedzieć, kto jeszcze ma dostęp do tej technologii, na jakich zasadach jest ona oferowana i czy deklarowana ekskluzywność rzeczywiście istnieje.

W przeciwnym razie „pierwszy na rynku” może się okazać zaledwie „pierwszym w swojej firmie/segmencie”. W przypadku Eye patch gate internet wykonał za branżę kosmetyczną audyt w ciągu kilku dni. Konsumenci znaleźli wcześniejszy produkt Wonder Bath, marki zaczęły publicznie komentować wspólnego dostawcę, a dyskusja o kopiowaniu zamieniła się w dyskusję o tym, kto naprawdę posiada innowację.

To ważny sygnał dla całego sektora: w świecie, w którym ta sama technologia może trafić jednocześnie do kilku marek, przewagę coraz trudniej zbudować na samym produkcie. Tym bardziej liczą się własne R&D, realna różnica technologiczna, dobrze zabezpieczone umowy z dostawcami oraz wiarygodność komunikacji.

ZOBACZ KOMENTARZE (0)
14. październik 2026 04:19