StoryEditor
Rynek i trendy
15.03.2017 00:00

Agnieszka Kowalewska, IQS: Centrum handlowe to część stylu życia

Najpierw najważniejszy był hipermarket, potem marki modowe, teraz jedzenie i rozrywka. Centra handlowe ewoluują i przyzwyczajają konsumentów przede wszystkim do bywania w nich. Chcą się stać częścią stylu życia, tak oczywistą, jak praca, dom, czy ulubiony park.Agnieszka Kowalewska, shopping center research manager, IQS o ewolucji, jaką przechodzą galerie handlowe w Polsce.

Czy my, Polacy, lubimy jeszcze centra handlowe? Jaki mamy do nich stosunek?

Ciekawe pytanie. A odpowiedź nie jest jednoznaczna. Widzimy coraz większą polaryzację stanowisk wobec centrów handlowych. Są takie środowiska, które uważają, że nie tyle bywanie w centrach handlowych, co przyznawanie, że się w nich bywa jest niewłaściwe. Bo czas wolny trzeba spędzać z rodziną, jeść należy w domu, a nie w food courtcie, jeśli chodzi o rozrywkę – to można pójść do parku, albo do lasu. Ale jest też pokolenie millennialsów – „igreki” i „zetki”, które patrzy na to inaczej.

„Zetki”?

To młodsze „igreki” – 20 lat i mniej. Ludzie, którzy urodzili się już po przełomie polityczno-gospodarczym w Polsce, o PRL-u najwyżej słyszeli, i nie znają świata bez galerii handlowych. Dla nich centrum handlowe jest czymś tak oczywistym, że nie zastanawiają się, czy tam wypada bywać. To tak, jakby nie wypadało jeździć metrem w Warszawie. Centra handlowe są częścią ich życia, inspirują ich. Czasami chodzą do nich celowo, bo chcą sobie coś kupić, a czasami – zupełnie bez celu. Ani po zakupy, ani do kina, ani na siłownię. Kompletnie nie wiedzą, co będą robić. Niczego nie planują. Siedzą z tabletami czy telefonami, przy kawie, sami albo ze znajomymi, i czasem coś się wydarza. To jest miejsce do spędzania czasu i nie czują się zobowiązani do tego, że skoro zajmują tę publiczną przestrzeń, muszą coś kupić. Uważają, że centra handlowe są dla nich, a nie oni dla centrów handlowych.

Nie do pomyślenia dla sprzedawców wywodzących się ze wspomnianego przez Panią PRL-u.

O i nie tylko! Ciągle brakuje nam kadry sklepowej. Ludzi, którzy z zaangażowaniem, może nawet z poczuciem misji, chcą pracować w handlu. Kiedyś był to zawód bardzo poważany, ale chyba nie udało się nam do końca odbudować jego renomy.

Wracając do pierwszego pytania – od czego zależy to, jaki mamy stosunek do centrów handlowych?

Decyduje o tym suma doświadczeń, jakie się ma. Inne będą u osób urodzonych w latach 70. ubiegłego wieku, a zupełnie inne u urodzonych po roku 2000. Ważny jest status społeczny, a także zamożność. Są nadal osoby, których nie stać na chodzenie do centrów handlowych, choć przecież to nie jest luksus, raczej „mainstream”. Jest też klasa wyższa, która w takich miejscach nie znajduje dla siebie oferty. To ludzie, którzy nie kupują w hipermarketach, ani nie ubierają się w sieciówkach.

Sieciówki wyznaczają trendy?

Na pewno są wśród nich marki, które są tak postrzegane, jak choćby Zara, czy Nike.

A Rossmann?

Jest naprawdę silnym brandem. Ma swoją wierną klientelę. Asortyment Rossmanna to półka masowa jeśli chodzi o kosmetyki, detergenty i coraz bardziej rozbudowywany dział home czy food. To sieć, której doskonale udało się trafić w potrzeby szerokich mas Polaków. Są też, oczywiście, inne sieci, które naprawdę dobrze sobie radzą w tym segmencie.

Czy tzw. część urodowa jest ważna w strukturze galerii handlowej?

Bardzo. Drogerie, perfumerie nie zajmują tak dużej powierzchni, jak moda, czy operator spożywczy, ale w każdym z realizowanych przez nas badań zawsze występują wśród najczęściej odwiedzanych przez konsumentów. W nich robi się częste, powtarzalne zakupy. Operator kosmetyczny musi istnieć w centrum handlowym, a galerię osiedlową wręcz trudno sobie wyobrazić bez drogerii. Co ważne – drogeria może, a nawet powinna znaleźć sobie miejsce obok perfumerii. Przecież zaspokajają różne potrzeby, nie konkurują ze sobą bezpośrednio.

Jak centra handlowe i ich status zmieniały się przez ostatnie lata?

Początkowo były fascynujące, choć w porównaniu do dzisiejszych obiektów z reguły wyglądały mało finezyjnie. Najczęściej był to duży „blaszak”, zawierający hipermarket z niewielkim pasażem, bez strefy rozrywki, czy food courtu. Ale i tak wszyscy chcieli w nim robić zakupy.

Każde miasto chciało mieć swoją galerię handlową, żeby mieszkańcy nie musieli jeździć do stolicy województwa. I tak już obecnie w zasadzie jest.

Od pierwszej dekady XXI wieku nastąpił wzrost wymagań konsumentów. Niektóre starsze centra handlowe przeszły remodeling, powiększyły powierzchnię, stały się bardziej nowoczesne, przyjazne, wtopiły się w tkankę miejską. Ale nie wszystkie przetrwały.

Rynek się nasycił?

Biorąc pod uwagę wskaźniki w krajach Zachodu, do których aspirujemy, jesteśmy dalecy od stanu nasycenia, ale dostępne u nas powierzchnie komercyjne zdecydowanie powinny wejść na wyższy poziom jakości. Utrzymają się te galerie, które mają na siebie pomysł i trafiają w potrzeby klientów. W pewnym momencie zaczęliśmy wszędzie dostawać to samo, czy to w Sochaczewie, czy w Gdyni. Te same marki, ci sami najemcy, fontanna, szkło, beton, McDonald’s, Starbucks – ten sam schemat.

Receptą jest odejście od sztampy? Lokalność zamiast globalizacji?

Na pewno warto spróbować zrozumieć co konkretnie w danym miejscu jest potrzebne, co będzie przyciągać mieszkańców danego miasta. Zaczyna się już to dziać. Na przykład warszawska Arkadia dobudowuje 10 000 mkw. powierzchni, która będzie przeznaczona nie pod handel, a pod gastronomię. W Galerii Mokotów mamy wręcz „Aleję Smaków” a nie food court. Ale to tylko przykłady – jest przecież mnóstwo galerii, które dokładają starań, aby stać się przyjaznym miejscem – nie tylko miejscem zakupów.

Galerie miejskie oferują coraz więcej darmowej rozrywki, stawiają na life style, chcą przyzwyczajać konsumentów do tego, że w nich się po prostu bywa i spędza czas. Że to jest wspólna przestrzeń i część życia każdego z nas. Centrum handlowe nie musi handlować z każdym i cały czas. Jednego dnia posiedzimy tylko z książką lub laptopem przy kawie, innym razem wydamy fortunę na torebki i buty. Galerie handlowe organizują także coraz więcej wartościowych, edukacyjnych eventów dla dzieci.

Czy jesteśmy lojalni wobec galerii handlowych, mamy swoje ulubione?

Oczywiście. Najważniejsze w wyborze centrum handlowego, i nie zmieniło się to od lat, są lokalizacja i oferta. Jeśli możemy łatwo dostać się do galerii i jest w niej atrakcyjny dla nas zestaw najemców, z reguły jesteśmy jej wierni. Uwaga – w przypadku centrów handlowych pojęcie „wierność” oznacza raczej ciągłe powroty niż wyłączność. Z reguły mamy „zestaw” centrów handlowych, w których bywamy. To, które wybierzemy danego dnia, zależy od naszych konkretnych potrzeb. Gdzie indziej możemy robić duże zakupy spożywcze, gdzie indziej modowe, a gdzie indziej korzystać z rozrywki czy gastronomii.

Największymi operatorami w centrach handlowych są hipermarkety. Kiedyś byliśmy nimi zafascynowani. Teraz, wydaje się, wolimy mniejsze przestrzenie.

Hipermarkety mają swoją rolę, w nich często robi się duże zakupy, na zapas. Tracą jednak ze względu na swoje położenie, często problemy z dojazdem, ogromne powierzchnie do pokonania i niestety niską jakość obsługi.

Polubiliśmy za to dyskonty, które zaczynają być nimi tylko z nazwy. Ciekawy asortyment, tematyczne akcje, muzyka w tle – czasem mam wrażenie, że np. Lidlowi już bliżej do delikatesów.

Dokładnie tak. Następują przeobrażenia na rynku. Dyskonty z reguły są zlokalizowane bliżej osiedli mieszkaniowych niż hipermarkety, ale nie mają aż tak szerokiej, zróżnicowanej oferty. Jestem bardzo ciekawa, co z tego ostatecznie wyniknie. Jak sobie ułożą „życie” obok siebie?

Kto dziś przede wszystkim odbiera klientów centrom handlowym?

Zdecydowanie internet. Zakupy robione online i dostarczane do domu to ogromne udogodnienie i oszczędność czasu. Ale są popularne przede wszystkim wśród mieszkańców dużych miast, a trzeba pamiętać, że prawie 40 proc. Polaków mieszka na wsi. To jest dosyć nietypowa struktura w Unii Europejskiej, zwłaszcza dla tak dużego kraju.

Czy rynek centrów handlowych ma przed sobą perspektywy rozwoju? Kto na nim zyska, a kto straci?

Będą się zamykały te obiekty, które mają złe lokalizacje i nie mają pomysłu na siebie. Być może będą przekształcane na centra logistyczne, biurowce, hostele, lofty. Patrząc na wskaźnik nasycenia powierzchnią handlową w Polsce, są jeszcze duże możliwości rozwoju. Muszą to być jednak ciekawe obiekty, atrakcyjnie wizualnie, po prostu wysokiej jakości. Na pewno będzie trzeba zrewitalizować większość tych, które działają głównie w oparciu o hipermarket, zgodnie ze schematem z lat 90.

Jak radzą sobie z tymi wyzwaniami deweloperzy, którzy ruszają z nowymi inwestycjami?

Od pewnego czasu widoczny jest zoom na mniejsze miasta, do 70 000-100 000 mieszkańców. One jednak prawdopodobnie szybko się nasycą, bo jedna, dwie galerie handlowe wyczerpują potrzeby zakupowe i, w dużym stopniu, zasoby siły nabywczej. Oczywiście w dużych miastach przybywa również galerii handlowych, ale inwestorzy są ostrożniejsi. Są to projekty przemyślane, skrojone pod potrzeby mieszkańców, współgrające z otoczeniem.

Spójrzmy na galerię handlową z perspektywy najemcy. Co trzeba wiedzieć, zanim podejmie się decyzję o otworzeniu w niej biznesu?

Najemca powinien przede wszystkim domagać się od centrum handlowego rzetelnych danych na temat odwiedzalności. Nie wszystkie obiekty publikują takie dane. Idealnie byłoby poznać obroty galerii handlowej. Warto naciskać, aby centrum handlowe przedstawiło profil klienta. Bo czy kobiety stanowią 50, czy 70 proc. wśród odwiedzających, to duża różnica. Kobiety są z reguły w większości, ale są też centra bardziej „męskie”, gdzie proporcja odwiedzających zbliża się do 50 na 50 proc. Istotna jest segmentacja konsumentów – powinno się wiedzieć, czy np. klienci danego obiektu lubią zaplanowane i szybkie, czy raczej niespieszne zakupy, jakie marki cenią. Najemca powinien się domagać takich informacji, bo tylko w ten sposób może się dowiedzieć na ilu i jakich klientów może liczyć.

Większość Polaków odwiedza centra handlowe przynajmniej  raz na kilka miesięcy – wynika z badania zrealizowanego przez IQS. Duża grupa – co najmniej raz w tygodniu. Jedynie 4 proc. respondentów przyznało, że w ogóle nie odwiedza centrów handlowych.

Jak często chodzisz do centrum handlowego?

85% raz na kilka miesięcy

20% raz w tygodniu

Jakiej oferty szukasz w centrum handlowym?

81% odzież, obuwie, dodatki  

48% żywność

39% elektronika

38% detergenty, kosmetyki i leki

34% gastronomia

33% dla dzieci/multimedia/artykuły sportowe

21% dom i ogród

Źródło: IQS, badanie CAWI, aktywni Polacy w wieku 15+, aktywni użytkownicy centów handlowych, 2016 r.

ZOBACZ KOMENTARZE (0)
StoryEditor
Zapachy
07.10.2026 14:39
„Twilight” wraca w zapachu. Dlaczego beauty tak chętnie sięga po popkulturę?
Dlaczego beauty kocha popkulturę? ”Twilight” to przykładScentbird

Filmy, seriale, muzyka i beauty coraz częściej spotykają się przy jednym produkcie. Nie chodzi już tylko o kosmetyki z nadrukiem popularnego bohatera. Marki próbują przełożyć całe światy popkultury na zapachy, makijaż czy pielęgnację. Najnowszym przykładem jest kolejna współpraca Scentbird i Lionsgate wokół kultowej sagi „Twilight”.

W tym artykule przeczytasz:

  • Fandom jest gotową społecznością konsumentów
  • "Kupuję, bo pamiętam”
  • Kolekcjonowanie zamiast jednego produktu
  • Dlaczego właśnie zapach?
  • Od gadżetu do doświadczenia

Po sukcesie pierwszych perfum inspirowanych „Zmierzchem” Scentbird wprowadza drugi zapach związany z serią – „The Twilight Saga: New Moon Eau de Parfum”. Limitowana kompozycja ma być zapachową interpretacją drugiej części historii. To kwiatowo-ambrowa kompozycja z nutami kwiatu imbiru, wanilii tahitańskiej, karmelu, ambry i drzewa sandałowego. Perfumy są dostępne wyłącznie za pośrednictwem Scentbird.

Dla marki jest to kolejny etap współpracy z Lionsgate i próba stworzenia wokół „Twilight” całego świata zapachowego, a nie jednorazowego produktu. Jak podkreśla Scentbird, reakcja na pierwszą kompozycję pokazała, że fani chcą nie tylko wracać do historii, ale także "wchodzić” w nią za pomocą nowych doświadczeń.

Kosmetyk przestaje być tylko kosmetykiem

To właśnie ten mechanizm jest dziś znacznie ciekawszy niż sam zapach „New Moon”. Beauty od dawna wykorzystuje popkulturę, ale skala i sposób prowadzenia takich współprac wyraźnie się zmieniają.

Jeszcze kilka lat temu licencjonowana kolekcja często oznaczała przede wszystkim zmianę opakowania. Na palecie pojawiała się postać z filmu, na szmince logo zespołu, a na butelce perfum nazwisko gwiazdy. Dziś coraz częściej marka próbuje przełożyć na produkt estetykę, narrację i emocje związane z konkretnym uniwersum.

To ważna różnica. Konsument nie kupuje wyłącznie kosmetyku. Kupuje możliwość posiadania czegoś, co jest częścią historii, którą zna i z którą ma własne skojarzenia.

Dobrym przykładem jest choćby współpraca Lancôme z „Emily in Paris”. Marka nie ograniczyła się do umieszczenia tytułu serialu na opakowaniu. Kolekcja obejmowała makijaż, pielęgnację i zapach, a jej estetyka została podporządkowana paryskiemu światu przedstawionemu w produkcji.

Podobny mechanizm widać w makijażu. MAC przez lata budował swoją pozycję dzięki współpracom z artystami i postaciami ze świata kultury. Kolekcja z Aaliyah powstała między innymi w odpowiedzi na silne zainteresowanie fanów, a jej estetyka odwoływała się do charakterystycznego stylu piosenkarki z lat 90. i początku lat 2000.

Z kolei kolekcje inspirowane takimi zjawiskami jak „Pac-Man” pokazały, że beauty może czerpać nie tylko z aktualnych premier, ale również z nostalgii za popkulturą sprzed dekad.

image

Zapachowy luksus czy trik z TikToka? Marki niszowe i arabskie zmieniają zasady gry na rynku perfum [RAPORT WK]

Fandom jest gotową społecznością konsumentów

Z punktu widzenia marki największą wartością takiej współpracy jest to, że nie musi ona budować zainteresowania od zera.

Film, serial czy gra mają już własną społeczność. Fani znają bohaterów, estetykę, symbole i historię. Wiedzą, dlaczego określony kolor, zapach albo detal opakowania ma znaczenie. W przypadku dużych franczyz marka otrzymuje więc coś, o co w tradycyjnym marketingu jest coraz trudniej – gotową grupę ludzi emocjonalnie zaangażowanych w dany świat.

Analizy rynku beauty wskazują właśnie na tę przewagę współprac z popkulturą: rozpoznawalne uniwersum zapewnia natychmiastowy kontekst, a limitowany charakter produktów dodatkowo wzmacnia poczucie pilności zakupu.

To szczególnie istotne w czasach, gdy konkurencja o uwagę konsumenta jest ogromna. Nowy krem czy paleta muszą przebić się przez setki innych premier. Produkt związany z popularnym serialem nie startuje jednak od zera. Wraz z nim marka dostaje gotową historię, bohaterów i język wizualny.

"Kupuję, bo pamiętam”

W przypadku współprac beauty z popkulturą bardzo mocno działa również nostalgia. I nie jest to przypadek.

Rynek coraz częściej wraca do estetyki lat 90. i 2000., dawnych seriali, muzyki czy produktów, które konsumenci pamiętają z dzieciństwa. W perfumach nostalgia jest szczególnie silnym narzędziem, ponieważ zapach sam w sobie jest mocno związany z pamięcią i emocjami. Trend ten jest widoczny także w 2026 roku. Eksperci rynku zapachowego wskazują na rosnące zainteresowanie kompozycjami, które przywołują konkretne okresy i wspomnienia.

„Twilight” jest pod tym względem wyjątkowo dobrym materiałem. Pierwszy film pojawił się w 2008 roku, a więc osoby, które jako nastolatki śledziły historię Belli i Edwarda, są dziś dorosłymi konsumentami z własną siłą nabywczą. Powrót marki do Forks nie jest więc wyłącznie próbą zainteresowania obecnych nastolatków.

To również gra na wspomnieniach osób, dla których „Twilight” był częścią dorastania.

Pierwszy zapach Scentbird powstał właśnie wokół tej emocjonalnej warstwy historii. Marka opisywała go jako zapach inspirowany romansem Belli i Edwarda, a kampania wykorzystywała także aktorów znanych z filmowej sagi.

image

Interparfums przedłuża licencję Roberto Cavalli na perfumy do końca 2046 roku

Kolekcjonowanie zamiast jednego produktu

Współprace z popkulturą mają jeszcze jedną przewagę... mogą zachęcać do kolekcjonowania.

Limitowana paleta, specjalna butelka perfum czy produkt związany z konkretnym sezonem serialu przestają funkcjonować wyłącznie jako kosmetyki. Stają się przedmiotami związanymi z określonym momentem kulturowym.

Vogue zwracał uwagę na rosnącą rolę kolekcjonerskiego charakteru beauty. Limitowane produkty mogą być kupowane nie tylko po to, by ich używać, ale również po to, by je posiadać, eksponować i gromadzić. W przypadku jednej z limitowanych kolekcji MAC z Mariah Carey część produktów po wyprzedaniu pojawiła się nawet na rynku wtórnym po znacznie wyższych cenach.

Dlaczego właśnie zapach?

Perfumy mają w tym wyścigu szczególną pozycję. Kosmetyk kolorowy może nawiązywać do wyglądu bohatera, a krem – do jego stylu życia. Zapach pozwala natomiast stworzyć abstrakcyjną interpretację całego świata. Nie trzeba przecież stworzyć perfum, które dosłownie „pachną jak Bella Swan”. Można zbudować kompozycję wokół lasu, deszczu, nocy, romantycznego napięcia, wanilii czy drewna. Zapach staje się więc narzędziem worldbuildingu.

To podejście widać również poza „Twilight”. W 2025 roku Xyrena rozpoczęła współpracę z Universal Products & Experiences przy serii zapachów inspirowanych filmowymi klasykami, zaczynając od „Jaws”. W tym przypadku marka również postawiła na kolekcjonerski charakter i próbę odtworzenia atmosfery filmu za pomocą zapachu.

W 2026 roku sam Scentbird rozszerza zresztą podobny model na kolejne franczyzy. Firma współpracowała z Lionsgate także przy zapachu inspirowanym „John Wick”, a „Twilight” stał się kolejnym światem, który można przełożyć na doświadczenie zapachowe.

image

„Lalka” miała wszystko, by stworzyć beauty collab. Netflix nie wykorzystał tej szansy

Od gadżetu do doświadczenia

Współpraca z filmem czy serialem daje marce dostęp do fandomu, a fandomowi – możliwość przeniesienia czegoś z ekranu do codzienności. Perfumy można nosić, makijaż można wykorzystać, a opakowanie można zachować. Granica między merchandisingiem, kosmetykiem i kolekcjonerskim obiektem zaczyna się zacierać.

Nie każda współpraca działa jednak automatycznie. Sam nadruk z logo popularnego filmu nie wystarczy, jeśli produkt nie ma związku z jego estetyką albo odbiorcą. Eksperci rynku podkreślają, że najlepsze projekty powstają tam, gdzie obie strony mają coś do zaoferowania. Marka beauty daje produkt i dostępność, a popkulturowa franczyza – świat, historię i społeczność.

W przypadku „Twilight” Scentbird próbuje pójść właśnie w tę stronę. Drugi zapach nie jest pojedynczym gadżetem, lecz kolejnym elementem większego świata zapachowego budowanego wokół sagi. A skoro pierwsza odsłona spotkała się z mocną reakcją fanów, pojawia się przestrzeń na kolejne.

 

Źródło: Happi.com

Aurelia Obrochta
ZOBACZ KOMENTARZE (0)
StoryEditor
Wywiady
07.10.2026 09:35
Aleksandra Kulińska: Social commerce to szansa, ale też odpowiedzialność branży beauty [WYWIAD]
Social commerce to szansa, ale też odpowiedzialność branży beuaty - uważa Aleksandra Kulińska, Senior Strategic Insights Manager w infuture.institute (fot. Shutterstock)shutterstock

Media społecznościowe znacznie zwiększają skalę społecznego charakteru zakupów, także na rynku kosmetycznym. Dają także dostęp do szerokiego grono potencjalnych konsumentów. – To daje markom dostęp do bardzo młodej grupy, ale też nakłada na nie odpowiedzialność – zastrzega Aleksandra Kulińska z infuture.institute. Więcej na temat social commerce i trendach rynkowych ekspertka powie podczas Forum Branży Kosmetycznej.

O szansach i zagrożeniach związanych z social commerce i sztuczną inteligencją oraz zmianami demograficznymi rozmawiamy z Aleksandrą Kulińską, Senior Strategic Insights Manager w infuture.institute.

Social commerce to duże możliwości, ale też odpowiedzialność firm kosmetycznych

Coraz większe znaczenie na rynku zaczyna odgrywać zarówno pokolenie Zet, jak i Alfa. Jak młodzi konsumenci będą wpływać na branżę kosmetyczną? 

– Po pierwsze, zachęcam do zadania sobie pytania o to, czy każdy młody człowiek w ogóle musi zostać konsumentem kategorii beauty. Dzieci coraz wcześniej trafiają na treści dotyczące pielęgnacji, w tym pielęgnacji przeciwstarzeniowej. To daje markom dostęp do bardzo młodej grupy, ale też nakłada na nie odpowiedzialność. Branża będzie musiała nauczyć się stawiać granice – mówić, że nie każdy produkt jest dla każdego wieku i że czasem najlepszą rekomendacją jest brak produktu. Zaufanie może się tu okazać ważniejsze niż sprzedaż.

Młodzi konsumenci kojarzą się także z poszukiwaniem trendów na Instagramie czy TikToku. Ale social media to także coraz ważniejszy kanał sprzedaży. Co powinni robić producenci i dystrybutorzy, aby odnaleźć się w social commerce?

– Social commerce warto traktować szerzej niż jako kolejny kanał sprzedaży. Zakupy zawsze były społeczne – pytaliśmy znajomych, podpatrywaliśmy innych, chcieliśmy przynależeć do określonej grupy. TikTok czy Instagram po prostu radykalnie zwiększają skalę tego mechanizmu. Dlatego marki powinny bardziej zastanawiać się nad mechanizmami podejmowania decyzji i mądrze przenosić je do kanałów cyfrowych.

Szanse i zagrożenia dla branży kosmetycznej związane z AI

Warto także zwrócić uwagę na zmiany demograficzne i fakt, że polskie społeczeństwo coraz szybciej się starzeje. W jaki sposób marki mogą jednocześnie zadbać o potrzeby i doświadczenia Silversów i Zetek?

– Punktem wyjścia powinien być design uniwersalny. Najprościej mówiąc, to projektowanie produktów, przestrzeni i usług w taki sposób, aby mogły być używane przez możliwie najszerszą grupę osób, bez potrzeby późniejszej adaptacji lub tworzenia osobnych rozwiązań dla konkretnych grup. Produkt, opakowanie, sklep czy przestrzeń cyfrowa mają być po prostu łatwe i wygodne w użyciu, niezależnie od wieku.

Na ile sztuczna inteligencja może ułatwić markom dotarcie do konsumentów? Jakie tu są szanse i jakie zagrożenia? 

– AI może pełnić funkcję porządkującą i rekomendacyjną. Ryzyko zaczyna się wtedy, gdy pomoc zamienia się w sterowanie decyzją. Im lepiej system zna nasze potrzeby, kompleksy czy słabości, tym łatwiej może je wykorzystać. Dlatego przewagą nie będzie samo AI, ale umiejętność używania go w sposób transparentny i odpowiedzialny.

Dziękuję za rozmowę.

Najnowsze trendy rynku beauty podczas Forum Branży Kosmetycznej

Ekspertka Infuture.Institute znacznie więcej o aktualnych trendach rynkowych opowie na Forum Branży Kosmetycznej. W trakcie swojej prezentacji pt. „Map of Beauty Trends. Sektor kosmetyczny w czasach niepewności” zaprezentuje m.in.:

  • globalne trendy redefiniujące beauty i retail,
  • przyszłość konsumenta w czasach przeciążenia wyborem,
  • emocje, technologia i doświadczenie jako nowe filary wzrostu,
  • demografia i nowe pokolenia redefiniują przemysł kosmetyczny i sektor retail.

Podczas Forum będzie można usłyszeć jeszcze więcej aktualnych trendów i prognoz rynkowych. Tegoroczna edycja Forum Branży Kosmetycznej odbędzie się już 15 października w Arche Hotel Krakowska w Warszawie (Al. Krakowska 237/U1, 02-180 Warszawa).

Już teraz zachęcamy do:

Zapisz się już dziś na Forum Branży Kosmetycznej 2026!

Paweł Mikos
ZOBACZ KOMENTARZE (0)
08. październik 2026 07:38