StoryEditor
Rynek i trendy
15.03.2017 00:00

Agnieszka Kowalewska, IQS: Centrum handlowe to część stylu życia

Najpierw najważniejszy był hipermarket, potem marki modowe, teraz jedzenie i rozrywka. Centra handlowe ewoluują i przyzwyczajają konsumentów przede wszystkim do bywania w nich. Chcą się stać częścią stylu życia, tak oczywistą, jak praca, dom, czy ulubiony park.Agnieszka Kowalewska, shopping center research manager, IQS o ewolucji, jaką przechodzą galerie handlowe w Polsce.

Czy my, Polacy, lubimy jeszcze centra handlowe? Jaki mamy do nich stosunek?

Ciekawe pytanie. A odpowiedź nie jest jednoznaczna. Widzimy coraz większą polaryzację stanowisk wobec centrów handlowych. Są takie środowiska, które uważają, że nie tyle bywanie w centrach handlowych, co przyznawanie, że się w nich bywa jest niewłaściwe. Bo czas wolny trzeba spędzać z rodziną, jeść należy w domu, a nie w food courtcie, jeśli chodzi o rozrywkę – to można pójść do parku, albo do lasu. Ale jest też pokolenie millennialsów – „igreki” i „zetki”, które patrzy na to inaczej.

„Zetki”?

To młodsze „igreki” – 20 lat i mniej. Ludzie, którzy urodzili się już po przełomie polityczno-gospodarczym w Polsce, o PRL-u najwyżej słyszeli, i nie znają świata bez galerii handlowych. Dla nich centrum handlowe jest czymś tak oczywistym, że nie zastanawiają się, czy tam wypada bywać. To tak, jakby nie wypadało jeździć metrem w Warszawie. Centra handlowe są częścią ich życia, inspirują ich. Czasami chodzą do nich celowo, bo chcą sobie coś kupić, a czasami – zupełnie bez celu. Ani po zakupy, ani do kina, ani na siłownię. Kompletnie nie wiedzą, co będą robić. Niczego nie planują. Siedzą z tabletami czy telefonami, przy kawie, sami albo ze znajomymi, i czasem coś się wydarza. To jest miejsce do spędzania czasu i nie czują się zobowiązani do tego, że skoro zajmują tę publiczną przestrzeń, muszą coś kupić. Uważają, że centra handlowe są dla nich, a nie oni dla centrów handlowych.

Nie do pomyślenia dla sprzedawców wywodzących się ze wspomnianego przez Panią PRL-u.

O i nie tylko! Ciągle brakuje nam kadry sklepowej. Ludzi, którzy z zaangażowaniem, może nawet z poczuciem misji, chcą pracować w handlu. Kiedyś był to zawód bardzo poważany, ale chyba nie udało się nam do końca odbudować jego renomy.

Wracając do pierwszego pytania – od czego zależy to, jaki mamy stosunek do centrów handlowych?

Decyduje o tym suma doświadczeń, jakie się ma. Inne będą u osób urodzonych w latach 70. ubiegłego wieku, a zupełnie inne u urodzonych po roku 2000. Ważny jest status społeczny, a także zamożność. Są nadal osoby, których nie stać na chodzenie do centrów handlowych, choć przecież to nie jest luksus, raczej „mainstream”. Jest też klasa wyższa, która w takich miejscach nie znajduje dla siebie oferty. To ludzie, którzy nie kupują w hipermarketach, ani nie ubierają się w sieciówkach.

Sieciówki wyznaczają trendy?

Na pewno są wśród nich marki, które są tak postrzegane, jak choćby Zara, czy Nike.

A Rossmann?

Jest naprawdę silnym brandem. Ma swoją wierną klientelę. Asortyment Rossmanna to półka masowa jeśli chodzi o kosmetyki, detergenty i coraz bardziej rozbudowywany dział home czy food. To sieć, której doskonale udało się trafić w potrzeby szerokich mas Polaków. Są też, oczywiście, inne sieci, które naprawdę dobrze sobie radzą w tym segmencie.

Czy tzw. część urodowa jest ważna w strukturze galerii handlowej?

Bardzo. Drogerie, perfumerie nie zajmują tak dużej powierzchni, jak moda, czy operator spożywczy, ale w każdym z realizowanych przez nas badań zawsze występują wśród najczęściej odwiedzanych przez konsumentów. W nich robi się częste, powtarzalne zakupy. Operator kosmetyczny musi istnieć w centrum handlowym, a galerię osiedlową wręcz trudno sobie wyobrazić bez drogerii. Co ważne – drogeria może, a nawet powinna znaleźć sobie miejsce obok perfumerii. Przecież zaspokajają różne potrzeby, nie konkurują ze sobą bezpośrednio.

Jak centra handlowe i ich status zmieniały się przez ostatnie lata?

Początkowo były fascynujące, choć w porównaniu do dzisiejszych obiektów z reguły wyglądały mało finezyjnie. Najczęściej był to duży „blaszak”, zawierający hipermarket z niewielkim pasażem, bez strefy rozrywki, czy food courtu. Ale i tak wszyscy chcieli w nim robić zakupy.

Każde miasto chciało mieć swoją galerię handlową, żeby mieszkańcy nie musieli jeździć do stolicy województwa. I tak już obecnie w zasadzie jest.

Od pierwszej dekady XXI wieku nastąpił wzrost wymagań konsumentów. Niektóre starsze centra handlowe przeszły remodeling, powiększyły powierzchnię, stały się bardziej nowoczesne, przyjazne, wtopiły się w tkankę miejską. Ale nie wszystkie przetrwały.

Rynek się nasycił?

Biorąc pod uwagę wskaźniki w krajach Zachodu, do których aspirujemy, jesteśmy dalecy od stanu nasycenia, ale dostępne u nas powierzchnie komercyjne zdecydowanie powinny wejść na wyższy poziom jakości. Utrzymają się te galerie, które mają na siebie pomysł i trafiają w potrzeby klientów. W pewnym momencie zaczęliśmy wszędzie dostawać to samo, czy to w Sochaczewie, czy w Gdyni. Te same marki, ci sami najemcy, fontanna, szkło, beton, McDonald’s, Starbucks – ten sam schemat.

Receptą jest odejście od sztampy? Lokalność zamiast globalizacji?

Na pewno warto spróbować zrozumieć co konkretnie w danym miejscu jest potrzebne, co będzie przyciągać mieszkańców danego miasta. Zaczyna się już to dziać. Na przykład warszawska Arkadia dobudowuje 10 000 mkw. powierzchni, która będzie przeznaczona nie pod handel, a pod gastronomię. W Galerii Mokotów mamy wręcz „Aleję Smaków” a nie food court. Ale to tylko przykłady – jest przecież mnóstwo galerii, które dokładają starań, aby stać się przyjaznym miejscem – nie tylko miejscem zakupów.

Galerie miejskie oferują coraz więcej darmowej rozrywki, stawiają na life style, chcą przyzwyczajać konsumentów do tego, że w nich się po prostu bywa i spędza czas. Że to jest wspólna przestrzeń i część życia każdego z nas. Centrum handlowe nie musi handlować z każdym i cały czas. Jednego dnia posiedzimy tylko z książką lub laptopem przy kawie, innym razem wydamy fortunę na torebki i buty. Galerie handlowe organizują także coraz więcej wartościowych, edukacyjnych eventów dla dzieci.

Czy jesteśmy lojalni wobec galerii handlowych, mamy swoje ulubione?

Oczywiście. Najważniejsze w wyborze centrum handlowego, i nie zmieniło się to od lat, są lokalizacja i oferta. Jeśli możemy łatwo dostać się do galerii i jest w niej atrakcyjny dla nas zestaw najemców, z reguły jesteśmy jej wierni. Uwaga – w przypadku centrów handlowych pojęcie „wierność” oznacza raczej ciągłe powroty niż wyłączność. Z reguły mamy „zestaw” centrów handlowych, w których bywamy. To, które wybierzemy danego dnia, zależy od naszych konkretnych potrzeb. Gdzie indziej możemy robić duże zakupy spożywcze, gdzie indziej modowe, a gdzie indziej korzystać z rozrywki czy gastronomii.

Największymi operatorami w centrach handlowych są hipermarkety. Kiedyś byliśmy nimi zafascynowani. Teraz, wydaje się, wolimy mniejsze przestrzenie.

Hipermarkety mają swoją rolę, w nich często robi się duże zakupy, na zapas. Tracą jednak ze względu na swoje położenie, często problemy z dojazdem, ogromne powierzchnie do pokonania i niestety niską jakość obsługi.

Polubiliśmy za to dyskonty, które zaczynają być nimi tylko z nazwy. Ciekawy asortyment, tematyczne akcje, muzyka w tle – czasem mam wrażenie, że np. Lidlowi już bliżej do delikatesów.

Dokładnie tak. Następują przeobrażenia na rynku. Dyskonty z reguły są zlokalizowane bliżej osiedli mieszkaniowych niż hipermarkety, ale nie mają aż tak szerokiej, zróżnicowanej oferty. Jestem bardzo ciekawa, co z tego ostatecznie wyniknie. Jak sobie ułożą „życie” obok siebie?

Kto dziś przede wszystkim odbiera klientów centrom handlowym?

Zdecydowanie internet. Zakupy robione online i dostarczane do domu to ogromne udogodnienie i oszczędność czasu. Ale są popularne przede wszystkim wśród mieszkańców dużych miast, a trzeba pamiętać, że prawie 40 proc. Polaków mieszka na wsi. To jest dosyć nietypowa struktura w Unii Europejskiej, zwłaszcza dla tak dużego kraju.

Czy rynek centrów handlowych ma przed sobą perspektywy rozwoju? Kto na nim zyska, a kto straci?

Będą się zamykały te obiekty, które mają złe lokalizacje i nie mają pomysłu na siebie. Być może będą przekształcane na centra logistyczne, biurowce, hostele, lofty. Patrząc na wskaźnik nasycenia powierzchnią handlową w Polsce, są jeszcze duże możliwości rozwoju. Muszą to być jednak ciekawe obiekty, atrakcyjnie wizualnie, po prostu wysokiej jakości. Na pewno będzie trzeba zrewitalizować większość tych, które działają głównie w oparciu o hipermarket, zgodnie ze schematem z lat 90.

Jak radzą sobie z tymi wyzwaniami deweloperzy, którzy ruszają z nowymi inwestycjami?

Od pewnego czasu widoczny jest zoom na mniejsze miasta, do 70 000-100 000 mieszkańców. One jednak prawdopodobnie szybko się nasycą, bo jedna, dwie galerie handlowe wyczerpują potrzeby zakupowe i, w dużym stopniu, zasoby siły nabywczej. Oczywiście w dużych miastach przybywa również galerii handlowych, ale inwestorzy są ostrożniejsi. Są to projekty przemyślane, skrojone pod potrzeby mieszkańców, współgrające z otoczeniem.

Spójrzmy na galerię handlową z perspektywy najemcy. Co trzeba wiedzieć, zanim podejmie się decyzję o otworzeniu w niej biznesu?

Najemca powinien przede wszystkim domagać się od centrum handlowego rzetelnych danych na temat odwiedzalności. Nie wszystkie obiekty publikują takie dane. Idealnie byłoby poznać obroty galerii handlowej. Warto naciskać, aby centrum handlowe przedstawiło profil klienta. Bo czy kobiety stanowią 50, czy 70 proc. wśród odwiedzających, to duża różnica. Kobiety są z reguły w większości, ale są też centra bardziej „męskie”, gdzie proporcja odwiedzających zbliża się do 50 na 50 proc. Istotna jest segmentacja konsumentów – powinno się wiedzieć, czy np. klienci danego obiektu lubią zaplanowane i szybkie, czy raczej niespieszne zakupy, jakie marki cenią. Najemca powinien się domagać takich informacji, bo tylko w ten sposób może się dowiedzieć na ilu i jakich klientów może liczyć.

Większość Polaków odwiedza centra handlowe przynajmniej  raz na kilka miesięcy – wynika z badania zrealizowanego przez IQS. Duża grupa – co najmniej raz w tygodniu. Jedynie 4 proc. respondentów przyznało, że w ogóle nie odwiedza centrów handlowych.

Jak często chodzisz do centrum handlowego?

85% raz na kilka miesięcy

20% raz w tygodniu

Jakiej oferty szukasz w centrum handlowym?

81% odzież, obuwie, dodatki  

48% żywność

39% elektronika

38% detergenty, kosmetyki i leki

34% gastronomia

33% dla dzieci/multimedia/artykuły sportowe

21% dom i ogród

Źródło: IQS, badanie CAWI, aktywni Polacy w wieku 15+, aktywni użytkownicy centów handlowych, 2016 r.

ZOBACZ KOMENTARZE (0)
StoryEditor
Rynek i trendy
22.10.2026 13:32
GLP-1 zmienia rynek zapachów; gourmand zaczyna być substytutem rozkoszy podniebienia
Czy semaglutyd wpłynie na branżę zapachową?Domeckol via Pixabay

Rosnąca popularność leków z grupy GLP-1 może wpływać nie tylko na sposób odżywiania, ale również na preferencje zapachowe konsumentów. Producenci kompozycji zapachowych obserwują większe zainteresowanie perfumami jako źródłem przyjemności sensorycznej, podczas gdy segment gourmand rozszerza się o coraz bardziej wytrawne i złożone nuty.

Zapachy inspirowane żywnością od lat są istotną częścią rynku perfum. Do pionierów kategorii gourmand należą m.in. Angel Thierry’ego Muglera, inspirowany watą cukrową, oraz Nina marki Nina Ricci, przywołująca skojarzenia z jabłkiem w karmelu. W ostatnich latach segment zyskał jednak nowe znaczenie. Według analiz przywoływanych przez Reuters udział zapachów określanych jako „gourmet and edible” wśród innowacji produktowych w kategorii zapachów wzrósł do 24 proc., wobec 9 proc. dwa lata wcześniej. To obecnie drugi pod względem liczby nowych produktów segment zapachowy, ustępujący jedynie kompozycjom kwiatowym.

Rozwój gourmand był początkowo związany m.in. z pandemią i przyspieszeniem sprzedaży perfum online. Konsument kupujący zapach bez możliwości wcześniejszego powąchania produktu łatwiej może zdecydować się na kompozycję odwołującą się do znanych skojarzeń smakowych. Jednocześnie kategorię wspiera rosnąca siła nabywcza i wpływ generacji Z, która traktuje zapach jako element szerszego doświadczenia sensorycznego.

GLP-1 jako nowy czynnik

Jak donosi agencja Reuters, teraz producenci zapachów analizują kolejny czynnik mogący wpływać na rozwój kategorii: rosnącą popularność leków z grupy GLP-1, wykorzystywanych m.in. w terapii otyłości. Do tej grupy należą produkty takie jak Wegovy firmy Novo Nordisk czy Mounjaro Eli Lilly.

Skala potencjalnego wpływu jest znacząca. Według Światowej Organizacji Zdrowia ponad 1 mld osób na świecie żyje z otyłością, co tworzy ogromną potencjalną grupę użytkowników terapii redukujących masę ciała. Firmy farmaceutyczne i analitycy szacują, że wartość rynku leków GLP-1 może sięgnąć nawet 150 mld dolarów do 2030 r.

image

Firmy kosmetyczne wprowadzają pielęgnację korygującą tzw. Ozempic face

Na razie nie ma jednak podstaw, by jednoznacznie stwierdzić, że stosowanie GLP-1 bezpośrednio powoduje określone zmiany preferencji zapachowych. Zarówno firmy zapachowe, jak i naukowcy, z którymi rozmawiał Reuters, podkreślają konieczność prowadzenia dalszych badań.

Potencjalny mechanizm jest jednak przedmiotem analiz. Leki GLP-1 mogą powodować m.in. nudności i problemy żołądkowo-jelitowe, a badacze obserwują również możliwe zmiany dotyczące apetytu, odczuwania smaku i zapachu. Paule Joseph, współdyrektorka National Smell and Taste Center przy amerykańskim National Institutes of Health, wskazuje, że możliwość wpływu GLP-1 na układ chemosensoryczny nie jest hipotezą pozbawioną podstaw. Jednocześnie zaznacza, że jest zbyt wcześnie, by określić skalę i charakter tego oddziaływania.

Zapach jako źródło przyjemności

Potencjalna zmiana zachowań konsumenckich jest już analizowana przez największych producentów kompozycji zapachowych. Givaudan, IFF, CPL Aromas oraz L’Oréal potwierdziły Reutersowi, że badały zależności między terapiami GLP-1 a preferencjami dotyczącymi zapachów.

IFF wskazuje na możliwość zwiększenia zainteresowania zapachem jako źródłem przyjemności sensorycznej. Podobne obserwacje ma L’Oréal. Firma interpretuje je w kontekście poszukiwania przez część konsumentów innych form przyjemności w sytuacji, gdy jedzenie przestaje pełnić tak istotną funkcję nagradzającą.

Givaudan analizuje zależność od około roku. Według firmy u części użytkowników GLP-1 niektóre wcześniej lubiane zapachy mogą stać się mniej atrakcyjne, podczas gdy inne zyskują na znaczeniu. Ogólny kierunek obserwacji wskazuje jednak na wzrost zainteresowania zapachami i perfumami.

Dla producentów oznacza to możliwość dalszego rozwoju segmentu gourmand, ale także poszerzania jego definicji. Givaudan rozwija obecnie kompozycje odwzorowujące wielowarstwowe profile wypieków, takich jak banoffee, panettone czy cupcakes. Chodzi nie tylko o słodycz, lecz także o odtworzenie różnych elementów doświadczenia kulinarnego: chrupkości, kremowości, mleczności czy kwasowości.

Gourmand coraz bardziej wytrawny

Zmiany w kategorii widoczne są również niezależnie od GLP-1. Dane NIQ dotyczące amerykańskich użytkowników tych leków pokazują, że wydają oni na zapachy o 26 proc. więcej niż przeciętny konsument. Według Anny Mayo z NIQ użytkownicy GLP-1 są bardziej zaangażowani w kategorię beauty i wydają więcej również w innych segmentach.

image

Ozempiconomia: jak „chudszy” konsument wpłynął na mapę wydatków w sektorze beauty & wellness

Marki zapachowe nie prowadzą przy tym powszechnie własnych badań nad wpływem GLP-1 na preferencje konsumentów. Puig i Coty koncentrują się przede wszystkim na obserwacji zmian rynkowych. Obie firmy spodziewają się utrzymania popularności klasycznych kompozycji waniliowych, ale jednocześnie wskazują na rosnącą różnorodność nut gourmand.

Kategoria coraz wyraźniej odchodzi od prostego skojarzenia „słodkiego deseru”. W kompozycjach pojawiają się nuty alkoholi, whisky, rumu i tequili, a także kakao, przypraw i bardziej wytrawnych składników. CPL Aromas obserwuje szczególne zainteresowanie generacji Z aromatami słonymi, fermentowanymi, prażonymi i umami. Wśród nowych kierunków wymieniane są sezam, miso, ryż, trufla i matcha.

Równolegle rozwijają się połączenia wanilii z orzechami, m.in. pistacjami. Według Coty kolejna generacja gourmand będzie koncentrować się bardziej na smaku i teksturze niż na samej słodyczy.

Dla rynku kosmetycznego oznacza to dalsze poszerzanie granic kategorii zapachowej. Gourmand przestaje być wyłącznie synonimem cukru, wanilii i karmelu. Producenci testują kompozycje inspirowane całym doświadczeniem jedzenia – od kremowości i ciepłego mleka po fermentację, przyprawy i nuty wytrawne. Jeżeli dalsze badania potwierdzą wpływ terapii GLP-1 na percepcję zapachów i zachowania zakupowe, rosnąca grupa ich użytkowników może stać się dodatkowym czynnikiem kształtującym rozwój kategorii.

ZOBACZ KOMENTARZE (0)
StoryEditor
Rynek i trendy
21.10.2026 13:48
Kosmetyki przyczyną ponad 42 tys. urazów oczu. Badanie objęło 20 lat
Tusze do rzęs, zalotki, eyelinery i spraye utrwalające odpowiadają za sporo urazów oczu.Zyanya BMO

W latach 2005–2024 kosmetyki i produkty do pielęgnacji ciała były przyczyną 42 457 wizyt na oddziałach ratunkowych w Stanach Zjednoczonych z powodu urazów oczu. Oznacza to średnio około 2100 przypadków rocznie, czyli niemal sześć dziennie. Najbardziej narażone były kobiety i dziewczęta, ale blisko jedna czwarta poszkodowanych miała nie więcej niż cztery lata.

Dane pochodzą z badania zaprezentowanego podczas 130. dorocznego spotkania Amerykańskiej Akademii Okulistyki (American Academy of Ophthalmology, AAO). Analiza objęła dwie dekady i wskazała, że produkty kosmetyczne, mimo powszechnego zastosowania w gospodarstwach domowych, mogą stanowić źródło poważnych urazów narządu wzroku. Ryzyko wiąże się zarówno z kontaktem oka z substancjami chemicznymi, jak i z nieprawidłowym używaniem urządzeń do stylizacji.

Badacze wykorzystali dane z National Electronic Injury Surveillance System (NEISS), federalnej bazy gromadzącej informacje o urazach leczonych na szpitalnych oddziałach ratunkowych. Na podstawie reprezentatywnej próby przypadków system umożliwia oszacowanie liczby zdarzeń w skali całych Stanów Zjednoczonych.

Kobiety i małe dzieci w grupie ryzyka

Kobiety i dziewczęta odpowiadały za 81,8 proc. wszystkich odnotowanych urazów. Średni wiek poszkodowanych wynosił 24 lata, jednak istotną część przypadków stanowiły zdarzenia dotyczące najmłodszych dzieci. Osoby w wieku do czterech lat odpowiadały za niemal jedną czwartą wszystkich urazów związanych z kosmetykami.

Większość incydentów, bo 63 proc., miała miejsce w domu. Wśród najczęściej występujących obrażeń znalazły się urazy termiczne, stanowiące około 26 proc. przypadków, oraz urazy związane z ekspozycją na substancje chemiczne, które odpowiadały za około 25 proc.

image

Trend golenia rzęs u mężczyzn: nowy sposób na „męskość” i nowa usługa barberska?

W pierwszej grupie zagrożeń mieszczą się między innymi oparzenia spowodowane niewłaściwym użyciem podgrzewanych zalotek do rzęs i innych urządzeń do stylizacji. Do drugiej mogą prowadzić kontakty oczu z kosmetykami w płynie, aerozolami czy klejami do rzęs. Badanie nie ograniczało się zatem do jednej kategorii produktów, lecz obejmowało różne artykuły kosmetyczne i higieniczne.

Aatif Syed, główny autor badania i student medycyny na University of Missouri-Kansas City, zwrócił uwagę, że codzienne stosowanie kosmetyków może sprzyjać niedocenianiu związanego z nimi ryzyka. Jak podkreślił, kontakt z okiem, szczególnie w przypadku substancji chemicznych lub urządzeń o wysokiej temperaturze, może prowadzić do poważnych obrażeń.

Inne zagrożenia dla dzieci i dorosłych

Jednym z najważniejszych wniosków analizy jest różnica między przyczynami urazów u dzieci i dorosłych. Wśród najmłodszych pacjentów oparzenia chemiczne stanowiły 45,8 proc. obrażeń. W grupie dorosłych ich udział wynosił zaledwie 0,5 proc.

Według badaczy aż 83,2 proc. wszystkich oparzeń chemicznych uwzględnionych w analizie było związanych z sytuacją, w której dziecko uzyskało dostęp do produktu kosmetycznego. W grupie dzieci do czwartego roku życia 70 proc. urazów następowało po samodzielnym sięgnięciu po kosmetyk bez nadzoru osoby dorosłej.

W przypadku dorosłych dominowały natomiast zdarzenia związane z wykonywaniem własnych zabiegów pielęgnacyjnych. Aż 90 proc. poszkodowanych w tej grupie doznało urazu podczas samodzielnego stosowania produktu, a nie w trakcie zabiegu wykonywanego przez profesjonalistę.

image

Usterka przyprawiająca o ból zębów: Dyson wycofuje część szczoteczek CameraJet

Wyniki wskazują więc na potrzebę różnicowania działań profilaktycznych w zależności od wieku użytkowników. W przypadku dzieci kluczowe znaczenie ma ograniczenie dostępu do kosmetyków, zwłaszcza preparatów w płynie i aerozoli. U dorosłych większą rolę może odgrywać prawidłowa obsługa urządzeń do stylizacji oraz zachowanie ostrożności podczas aplikacji produktów w bezpośrednim sąsiedztwie oczu.

Zmiany w strukturze urazów

Badacze odnotowali również zmiany w charakterze wypadków na przestrzeni analizowanych 20 lat. Z czasem zmniejszała się liczba urazów związanych z używaniem podgrzewanych produktów, natomiast wzrastała liczba przypadków, w których obrażenia wiązały się z działaniem innej osoby.

Dostępne informacje nie wskazują jednak, jakie konkretne czynniki odpowiadają za te zmiany. Nie pozwalają również przesądzić, czy spadek liczby urazów związanych z urządzeniami grzewczymi wynika z poprawy konstrukcji produktów, zmian w sposobie ich użytkowania czy innych okoliczności.

Dla producentów kosmetyków i akcesoriów do pielęgnacji wyniki badania stanowią przypomnienie o znaczeniu bezpieczeństwa użytkowania, odpowiednich instrukcji oraz komunikacji dotyczącej ryzyka. W przypadku produktów stosowanych w pobliżu oczu istotne są zarówno właściwości samego preparatu lub urządzenia, jak i sposób jego przechowywania oraz aplikacji.

American Academy of Ophthalmology prowadzi działania edukacyjne dotyczące bezpiecznego stosowania kosmetyków w okolicy oczu i udostępnia bezpłatne materiały dla pacjentów. Autorzy badania podkreślają, że proste środki ostrożności, takie jak przechowywanie kosmetyków poza zasięgiem dzieci i ostrożne posługiwanie się urządzeniami grzewczymi, mogą pomóc ograniczyć liczbę tego rodzaju urazów.

ZOBACZ KOMENTARZE (0)
23. październik 2026 02:59