StoryEditor
Rynek i trendy
11.06.2020 00:00

Sprzedaż mydła podczas COVID-19 poszybowała w górę

Mówi się, że pandemia COVID-19 na stałe zmieni zachowania, nawyki i przyzwyczajenia ludzi. Dotyczy to różnych sfer życia, w tym – miejmy nadzieję – mycia rąk. Maseczki z twarzy na ulicach zdjęte, handel i usługi odmrożone, kontakty społeczne przywrócone, a na półkach z mydłami wciąż braki. Nie ma niedoborów, ale widać, że towar wyprzedaje się szybciej niż przychodzą nowe dostawy. Klientów na wejściu nieustannie witają informacje, o reglamentacji produktów do higieny rąk. 

Przed pandemią koronawirusa z higieną rąk bywało różnie. W 2003 roku WHO (Światowa Organizacja Zdrowia) opublikowała raport, dotyczący epidemicznego występowania zakażeń przewodu pokarmowego, który wykazał, że 69 proc. z nich było skutkiem przenoszenia zarazków poprzez zanieczyszczone ręce i powierzchnie. W 2007 roku Organizacja CDC (Centers for Disease Conrol and Prevention) realizująca projekt badawczy w Pakistanie zwróciła uwagę, że to przede wszystkim złe nawyki higieniczne dorosłych są przyczyną chorób biegunkowych u najmłodszych dzieci.

Co mamy na dłoniach?

Liczba komórek bakterii na dłoniach może wahać się od 40 tys. do 5 mln na każdy cm kwadratowy. Większość z nich wchodzi w skład tzw. fizjologicznej mikroflory skóry, do której należą m.in. gronkowiec skórny, maczugowce czy dwoinki gram-ujemne. Przejściowo, czyli przez krótki czas mogą być też obecne na rękach drobnoustroje, które nie są naturalną florą skóry, lecz przedostały się na ręce po zetknięciu z zanieczyszczoną powierzchnią czy przedmiotami. Są wśród nich chorobotwórcze bakterie, wirusy, grzyby i pasożyty. Przez ręce są przenoszone m.in. rotawirusy i norowirusy, odpowiedzialne za biegunki, gronkowiec złocisty, powodujący zakażenia skóry i zatrucia pokarmowe, pałeczki Salmonella, Shigella, bakterie e. coli, jaja tasiemca i owsika. Do tej listy należy też dodać tak groźne wirusy i koronawirusy jak A H1N1 (wywołujący chorobę zwaną świńską grypą), SARS, a ostatnio SARS-CoV-2 winny pandemii COVID-19.

30 sekund dla zdrowia 

Tymczasem w prosty i tani sposób możemy ustrzec siebie i swoich najbliższych przed zarazkami przenoszonymi przez ręce. Jak wykazały badania, mycie rąk wodą z mydłem przez 15 sekund redukuje liczbę bakterii już o około 90 proc. Kolejne 15 sekund usuwa całkowicie drobnoustroje, które mogą być przyczyną chorób. Ta najprostsza i najbardziej skuteczna forma profilaktyki może zmniejszyć o połowę liczbę chorób biegunkowych i o blisko 30 proc. liczbę zakażeń dróg oddechowych. Znalazła się też wśród najważniejszych rekomendacji jako środek zapobiegający rozprzestrzenianiu się śmiertelnych wirusów A H1N1, SARS-CoV-1 i SARS-CoV-2. Za znaczeniem tego rytuału higienicznego przemawiają  też doniesienia, o tym, że naukowcom nie udało się odnaleźć biologicznej przyczyny większej zachorowalności na COVID-19 wśród mężczyzn. Przypuszczają natomiast, że może to być związane z większą częstotliwością mycia rąk przez kobiety.

W 2008 roku, pod patronatem UNESCO obchodzony był pierwszy Światowy Dzień Mycia Rąk. Od tego czasu co roku różne organizacje i firmy produkujące mydła i płyny i żele do higieny dłoni przypominają o wadze mycia rąk. Również lekarze zwracają uwagę na ten aspekt, zwłaszcza w sezonie grypowym.

Sprzedaż mydeł wzrosła aż o 65 proc.

Jednak jeszcze nigdy w Polsce nie  było takiej „mody” na mycie rąk, jak obecnie. Popyt na produkty do higieny dłoni wzrósł tak bardzo, że na początku COVID-19 drogerie były zmuszone wprowadzić reglamentację na żele antybakteryjne, ale także mydła. Tak jest do dzisiaj chociażby w drogeriach Hebe, które na wejściu informują, że produkty do higieny rąk sprzedawane są w liczbie do pięciu sztuk. O tym, że jest to kategoria najbardziej poszukiwana może świadczyć też to, że w niektórych Rossmannach, została przeniesiona do strefy powitalnej. Cała ścianka mydeł ustawiona jest na wejściu do drogerii tej sieci zlokalizowanej w pruszkowskiej galerii Nowa Stacja. Jest też stale uzupełniana, by nie straszyć pustymi miejscami.

W Rossmannie w podwarszawskim Piastowie mydła stoją również blisko wejścia, choć nie na aż tak  wyeksponowanych regałach. Tutaj już wyraźnie widać, że klienci chętnie sięgają po te produkty – wskazują na to spore braki na półkach.

 

Bardzo podobnie regał z mydłami prezentuje się w drogerii Hebe w tej samej miejscowości.

Mocny trend wzrostowy widać też w badaniach Nielsena, według których w pierwszym kwartale roku 2020 wartość sprzedaży mydeł urosła najbardziej pośród wszystkich produktów kosmetycznych, bo aż o 65 proc. Natomiast według firmy Comp Platforma Usług, która świadczy usługi wsparcia sprzedaży dla sklepów handlu tradycyjnego, w krytycznym tygodniu, w którym ogłoszono stan epidemiczny w Polsce (9-15 marca), niezależne sklepy zanotowały spektakularny wzrosty sprzedaży mydeł, bo aż o 603 proc. Dało to tej kategorii produktowej pozycję lidera, przed spirytusem, który odnotował wzrost o 567 proc.

Sytuacje wymuszające umycie rąk – pamiętamy nie zawsze i nie wszyscy   

Jednym z pozytywnych wpływów pandemii koronawirusa może być właśnie wzrost użycia mydła i większa dbałość o czyste ręce. Dotychczas nie było z tym najlepiej, nie tylko w krajach trzeciego świata, w których utrudniony jest dostęp do bieżącej wody i produktów myjących. W badaniach opublikowanych w 2008 roku przez Amerykańskie Towarzystwo Mikrobiologów wykazano, że jedynie 67 proc. osób myje ręce po skorzystaniu z publicznej toalety. W 2009 badania wykazały znaczącą poprawę zachowań higienicznych. Okazało się że w tej samej sytuacji ręce umyło 85 proc. Amerykanów. W opinii ekspertów tak duża poprawa w zakresie higieny rąk mogła być związana z epidemią grypy AH1N1 i szeroko prowadzoną kampanią promującą mycie rąk jako działanie profilaktyczne, które może zapobiec zachorowaniu.

Natomiast w badanach z 2009 roku, które przeprowadzono w Wielkiej Brytanii w okazało się, że zaledwie 32 proc. mężczyzn i 64 proc. kobiet myje ręce po skorzystaniu z publicznej toalety, a przed przystąpieniem do przygotowywania posiłku nie robi tego 25 proc. mężczyzn i 17 proc. kobiet. W tym samym roku zarejestrowano w Wielkiej Brytanii 4,5 miliona przypadków zakażeń i zatruć pokarmowych.

Pytani o nawyki higieniczne Polacy (we wspólnym badaniu marki Dettol i Centrum Zdrowia Dziecka) odpowiedzieli w ogromniej większości, że myją ręce po skorzystaniu z toalety (90 proc. pytanych odpowiedziało „zawsze”), przed przygotowywaniem posiłku (67 proc. pytanych odpowiedziało „zawsze” i 28 proc. „często”), po powrocie do domu (60 proc. pytanych odpowiedziało „zawsze” i 32 proc. „często”); nieco mniej deklarowało, że myje ręce po kontakcie ze zwierzętami (łącznie 83 proc. pytanych odpowiedziało „zawsze” i „często”) i po kontakcie z osobą chorą (łącznie 84 proc. pytanych odpowiedziało „zawsze” i „często”). Żadna z badanych osób na zadane pytania nie udzieliła odpowiedzi „nigdy”. Tak jak i w badaniach amerykańskich i brytyjskich, także tym razem pojawiły się dysproporcje między kobietami i mężczyznami. Wykazały one, że w każdej sytuacji ci ostatni bardziej swobodnie podchodzą do higieny rąk.

W raporcie „Higiena rąk i otoczenia Polaków”, który przytacza powyższe dane czytamy, że wiele osób uważa, że jeżeli ich ręce wyglądają na czyste, to oznacza, że są wolne od niebezpiecznych zarazków. Tymczasem ręce optycznie czyste nie zawsze są mikrobiologicznie bezpieczne. Ponadto właściwa higiena rąk nie polega jedynie na częstszym korzystaniu z wody i mydła, ale przede wszystkim na myciu rąk w pewnych określonych sytuacjach, w których istnieje duże prawdopodobieństwo kontaktu z zanieczyszczoną drobnoustrojami powierzchnią oraz kiedy obecne na rękach bakterie mogą być przeniesione bezpośrednio na osobę wrażliwą (np. na małe dziecko) lub na pożywienie, w którym mogą się namnożyć.

Kiedy bezwzględnie należy pamiętać o umyciu rąk:

  • przed przystąpieniem do posiłku oraz karmieniem dzieci
  • przed przygotowywaniem posiłku, szczególnie przed i natychmiast po przygotowywaniu potrawy z surowców takich, jak mięso, drób lub ryby
  • po zabawie ze zwierzętami i po porządkowaniu kuwet
  • po tym, jak zakrywamy dłońmi nos i usta w czasie kaszlu i kichania oraz po użyciu chusteczki do nosa
  • po skorzystaniu z toalety
  • po powrocie do domu z pracy, ze sklepu lub podróży koleją czy środkami komunikacji miejskiej
  • po kontakcie z osobą chorą w domu lub w szpitalu
  • po wykonaniu opatrunku na skaleczeniu, ranie, zmianach skórnych
  • po czynnościach porządkowych i wyrzuceniu śmieci, odpadków
  • po zmianie pieluszki u dziecka lub osoby chorej
  • po kontakcie z krwią, wymiocinami lub wydalinami (moczem, kałem)

Źródło: Raport marki Dettol i Centrum Zdrowia Dziecka „Higiena rąk i otoczenia Polaków”

 

 

ZOBACZ KOMENTARZE (0)
StoryEditor
Rynek i trendy
21.10.2026 13:48
Kosmetyki przyczyną ponad 42 tys. urazów oczu. Badanie objęło 20 lat
Tusze do rzęs, zalotki, eyelinery i spraye utrwalające odpowiadają za sporo urazów oczu.Zyanya BMO

W latach 2005–2024 kosmetyki i produkty do pielęgnacji ciała były przyczyną 42 457 wizyt na oddziałach ratunkowych w Stanach Zjednoczonych z powodu urazów oczu. Oznacza to średnio około 2100 przypadków rocznie, czyli niemal sześć dziennie. Najbardziej narażone były kobiety i dziewczęta, ale blisko jedna czwarta poszkodowanych miała nie więcej niż cztery lata.

Dane pochodzą z badania zaprezentowanego podczas 130. dorocznego spotkania Amerykańskiej Akademii Okulistyki (American Academy of Ophthalmology, AAO). Analiza objęła dwie dekady i wskazała, że produkty kosmetyczne, mimo powszechnego zastosowania w gospodarstwach domowych, mogą stanowić źródło poważnych urazów narządu wzroku. Ryzyko wiąże się zarówno z kontaktem oka z substancjami chemicznymi, jak i z nieprawidłowym używaniem urządzeń do stylizacji.

Badacze wykorzystali dane z National Electronic Injury Surveillance System (NEISS), federalnej bazy gromadzącej informacje o urazach leczonych na szpitalnych oddziałach ratunkowych. Na podstawie reprezentatywnej próby przypadków system umożliwia oszacowanie liczby zdarzeń w skali całych Stanów Zjednoczonych.

Kobiety i małe dzieci w grupie ryzyka

Kobiety i dziewczęta odpowiadały za 81,8 proc. wszystkich odnotowanych urazów. Średni wiek poszkodowanych wynosił 24 lata, jednak istotną część przypadków stanowiły zdarzenia dotyczące najmłodszych dzieci. Osoby w wieku do czterech lat odpowiadały za niemal jedną czwartą wszystkich urazów związanych z kosmetykami.

Większość incydentów, bo 63 proc., miała miejsce w domu. Wśród najczęściej występujących obrażeń znalazły się urazy termiczne, stanowiące około 26 proc. przypadków, oraz urazy związane z ekspozycją na substancje chemiczne, które odpowiadały za około 25 proc.

image

Trend golenia rzęs u mężczyzn: nowy sposób na „męskość” i nowa usługa barberska?

W pierwszej grupie zagrożeń mieszczą się między innymi oparzenia spowodowane niewłaściwym użyciem podgrzewanych zalotek do rzęs i innych urządzeń do stylizacji. Do drugiej mogą prowadzić kontakty oczu z kosmetykami w płynie, aerozolami czy klejami do rzęs. Badanie nie ograniczało się zatem do jednej kategorii produktów, lecz obejmowało różne artykuły kosmetyczne i higieniczne.

Aatif Syed, główny autor badania i student medycyny na University of Missouri-Kansas City, zwrócił uwagę, że codzienne stosowanie kosmetyków może sprzyjać niedocenianiu związanego z nimi ryzyka. Jak podkreślił, kontakt z okiem, szczególnie w przypadku substancji chemicznych lub urządzeń o wysokiej temperaturze, może prowadzić do poważnych obrażeń.

Inne zagrożenia dla dzieci i dorosłych

Jednym z najważniejszych wniosków analizy jest różnica między przyczynami urazów u dzieci i dorosłych. Wśród najmłodszych pacjentów oparzenia chemiczne stanowiły 45,8 proc. obrażeń. W grupie dorosłych ich udział wynosił zaledwie 0,5 proc.

Według badaczy aż 83,2 proc. wszystkich oparzeń chemicznych uwzględnionych w analizie było związanych z sytuacją, w której dziecko uzyskało dostęp do produktu kosmetycznego. W grupie dzieci do czwartego roku życia 70 proc. urazów następowało po samodzielnym sięgnięciu po kosmetyk bez nadzoru osoby dorosłej.

W przypadku dorosłych dominowały natomiast zdarzenia związane z wykonywaniem własnych zabiegów pielęgnacyjnych. Aż 90 proc. poszkodowanych w tej grupie doznało urazu podczas samodzielnego stosowania produktu, a nie w trakcie zabiegu wykonywanego przez profesjonalistę.

image

Usterka przyprawiająca o ból zębów: Dyson wycofuje część szczoteczek CameraJet

Wyniki wskazują więc na potrzebę różnicowania działań profilaktycznych w zależności od wieku użytkowników. W przypadku dzieci kluczowe znaczenie ma ograniczenie dostępu do kosmetyków, zwłaszcza preparatów w płynie i aerozoli. U dorosłych większą rolę może odgrywać prawidłowa obsługa urządzeń do stylizacji oraz zachowanie ostrożności podczas aplikacji produktów w bezpośrednim sąsiedztwie oczu.

Zmiany w strukturze urazów

Badacze odnotowali również zmiany w charakterze wypadków na przestrzeni analizowanych 20 lat. Z czasem zmniejszała się liczba urazów związanych z używaniem podgrzewanych produktów, natomiast wzrastała liczba przypadków, w których obrażenia wiązały się z działaniem innej osoby.

Dostępne informacje nie wskazują jednak, jakie konkretne czynniki odpowiadają za te zmiany. Nie pozwalają również przesądzić, czy spadek liczby urazów związanych z urządzeniami grzewczymi wynika z poprawy konstrukcji produktów, zmian w sposobie ich użytkowania czy innych okoliczności.

Dla producentów kosmetyków i akcesoriów do pielęgnacji wyniki badania stanowią przypomnienie o znaczeniu bezpieczeństwa użytkowania, odpowiednich instrukcji oraz komunikacji dotyczącej ryzyka. W przypadku produktów stosowanych w pobliżu oczu istotne są zarówno właściwości samego preparatu lub urządzenia, jak i sposób jego przechowywania oraz aplikacji.

American Academy of Ophthalmology prowadzi działania edukacyjne dotyczące bezpiecznego stosowania kosmetyków w okolicy oczu i udostępnia bezpłatne materiały dla pacjentów. Autorzy badania podkreślają, że proste środki ostrożności, takie jak przechowywanie kosmetyków poza zasięgiem dzieci i ostrożne posługiwanie się urządzeniami grzewczymi, mogą pomóc ograniczyć liczbę tego rodzaju urazów.

ZOBACZ KOMENTARZE (0)
StoryEditor
Zdrowie
20.10.2026 15:03
Suplementy na zdrowie mózgu mogą osiągnąć wartość 35 mld dolarów do 2035 roku
Suplementy na zdrowie mózgu zyskują na popularnościShutterstock

Koncentracja, pamięć, odporność na stres i sprawność umysłowa stają się ważnymi obszarami rynku suplementów. Zainteresowanie produktami wspierającymi zdrowie mózgu rośnie, a konsumenci poszukują zarówno składników naturalnych, jak i preparatów, których działanie jest poparte badaniami. Według prognoz ResearchAndMarkets globalny rynek suplementów wspierających zdrowie mózgu może osiągnąć wartość 35,41 mld dolarów do 2035 roku. To szansa także dla marek działających na styku wellness i beauty.

W tym artykule przeczytasz:

  • Zdrowie mózgu nowym obszarem wzrostu
  • Rynek wart 35,4 mld dolarów
  • Kreatyna, omega-3 i adaptogeny w centrum zainteresowania
  • Co ten trend oznacza dla branży beauty?

Zdrowie mózgu nowym obszarem wzrostu

Rynek suplementów diety rozwija się wraz z rosnącym zainteresowaniem profilaktyką zdrowotną i produktami odpowiadającymi na konkretne potrzeby konsumentów. Jednym z obszarów, który zyskuje na znaczeniu, jest zdrowie mózgu, obejmujące m.in. pamięć, koncentrację, sprawność poznawczą i zarządzanie stresem.

Jak wynika z danych Spate i NIQ przytoczonych przez WWD, sprzedaż wartościowa witamin, minerałów i suplementów w Stanach Zjednoczonych wzrosła o 11 proc. rok do roku w ciągu 12 miesięcy zakończonych 23 maja 2026 roku. Jednocześnie zainteresowanie suplementami mierzone indeksem popularności Spate, uwzględniającym wyszukiwania w Google oraz aktywność na TikToku i Instagramie, zwiększyło się o 7,6 proc.

Szczególnie dynamicznie rozwija się segment produktów wspierających zdrowie mózgu. Według tego samego indeksu zainteresowanie nimi wzrosło o 47,1 proc. rok do roku, osiągając około 200 mln miesięcznych wyszukiwań w Google oraz wyświetleń na TikToku i Instagramie łącznie. Spate prognozuje dalszy wzrost tego wskaźnika o 28,7 proc. w kolejnym roku.

image

El Niño nadchodzi: co z olejem rybnym i omega-3?

Rynek wart 35,4 mld dolarów

Perspektywy segmentu potwierdza raport ResearchAndMarkets „Brain Health Supplements Market by Product; Application; Sales Channel; Region – Market Size, Industry Dynamics, Opportunity Analysis and Forecast for 2026–2035”.

Według prognoz globalny rynek suplementów wspierających zdrowie mózgu zwiększy wartość z około 12,47 mld dolarów w 2025 roku do 35,41 mld dolarów w 2035 roku. Oznacza to średnioroczne tempo wzrostu na poziomie 11 proc. w latach 2026–2035.

Na rozwój kategorii wpływają zarówno starzenie się społeczeństw i rosnące zainteresowanie utrzymaniem sprawności poznawczej, jak i potrzeby młodszych konsumentów. Ci ostatni poszukują produktów wspierających koncentrację, produktywność, pamięć, regenerację po śnie oraz radzenie sobie ze stresem.

Największym segmentem zastosowań pozostaje poprawa pamięci, odpowiadająca za 25,4 proc. rynku. Z kolei apteki i drogerie prowadzące sprzedaż produktów zdrowotnych, określane w raporcie jako drug stores, generują 42 proc. przychodów kategorii. Wskazuje to na znaczenie dostępności produktów w tradycyjnych kanałach sprzedaży i zaufania do miejsca zakupu.

Kreatyna, omega-3 i adaptogeny w centrum zainteresowania

Wśród składników zyskujących popularność w internecie NIQ wymienia m.in. kreatynę, kwasy omega-3 oraz różeniec górski (Rhodiola rosea).

Kreatyna, kojarzona przede wszystkim z suplementacją sportową, przyciąga również uwagę ze względu na potencjalny związek z funkcjami poznawczymi. Zainteresowanie kwasami omega-3, według indeksu popularności Spate, wzrosło o 9,1 proc. rok do roku. Różeniec górski jest natomiast badany pod kątem możliwego wpływu na produktywność i reakcję organizmu na stres.

Raport ResearchAndMarkets wskazuje także na rosnące zainteresowanie składnikami pochodzenia naturalnego, ekstraktami roślinnymi, adaptogenami i grzybami funkcjonalnymi. Wśród wymienianych substancji znajdują się bakopa drobnolistna (Bacopa monnieri), miłorząb japoński (Ginkgo biloba) oraz ashwagandha.

image

Polacy wydają na suplementy więcej niż Niemcy i Francuzi. “Beauty” napędza nową falę wzrostu

Co ten trend oznacza dla branży beauty?

Rozwój suplementów wspierających zdrowie mózgu wpisuje się w szerszy trend łączenia urody, dobrego samopoczucia i profilaktyki zdrowotnej. Dla marek beauty może stanowić punkt wyjścia do rozwijania oferty wellness, choć suplementy pozostają odrębną kategorią produktową, podlegającą własnym wymaganiom regulacyjnym.

Wspólnym obszarem zainteresowania jest holistyczne podejście do dobrostanu. Konsumenci poszukują rozwiązań związanych nie tylko z wyglądem, lecz także ze snem, stresem, energią i codziennym funkcjonowaniem. Marki chcące wykorzystać ten kierunek muszą jednak uwzględnić specyfikę suplementacji i nie przenosić na produkty obietnic, których nie potwierdzają dostępne dowody naukowe.

ResearchAndMarkets zwraca uwagę, że przewagę konkurencyjną mogą budować firmy inwestujące w walidację składników, transparentne etykietowanie, odpowiedzialne pozyskiwanie surowców i sprzedaż internetową. E-commerce zwiększa dostępność produktów, ale jednocześnie nasila konkurencję o uwagę konsumentów.

Wraz ze wzrostem rynku rośnie też znaczenie zgodności z przepisami. Deklaracje dotyczące pamięci, koncentracji czy zdrowia psychicznego podlegają ograniczeniom, które różnią się w zależności od kraju. W tej kategorii sama modna formuła nie wystarczy – ważne będą wiarygodność, jakość i komunikacja, która nie obiecuje więcej, niż pozwalają stwierdzić dowody.

 

Źródło: WWD, raport ResearchAndMarkets „Brain Health Supplements Market by Product; Application; Sales Channel; Region – Market Size, Industry Dynamics, Opportunity Analysis and Forecast for 2026–2035”

Aurelia Obrochta
ZOBACZ KOMENTARZE (0)
21. październik 2026 23:24