StoryEditor
Biznes
08.09.2020 00:00

Łukasz Barbacki: Spraw, żeby konsument zakochał się w Twojej marce. Inaczej nie masz szans

Nikt nie czeka na Wasz produkt i markę. Wszystko już jest i to w tysiącach odsłon. Nie dajcie się zwieść poczuciu, że rynek Was chce. Rynek zrobi wszystko, aby Wasza marka została pogrzebana. Rynek to dżungla i las deszczowy marek. Kontrowersyjne? Ale prawdziwe. To nie znaczy, że na nowe marki i produkty nie ma miejsca. Jest, ale marka musi mieć „to coś”. Dobra jakość to nie jest argument. „Mamy dobrą jakość” – tak może powiedzieć każdy. I każdy mówi.

Co roku na rynku pojawia się niezliczona liczba nowych marek kosmetycznych. Bariera wejścia jest tu relatywnie niska, wystarczy zwrócić się do jednej z wielu firm zajmujących się produkcją kontraktową i marka gotowa. Takich marek (produkowanych przez zewnętrzne firmy) jest bardzo dużo. Kolejnym źródłem nowości są firmy produkcyjne, których strategia polega na tworzeniu dużej ilości nowych marek pod parasolem jednego właściciela.

Przepis na nową markę jest w miarę prosty. Na ogół są to jedna lub dwie panie poszukujące dla siebie wyjątkowego kosmetyku (tak przy okazji, jeśli w takiej liczbie kosmetyków te panie nie mogły przez lata trafić na odpowiedni, to oznacza, że wymyślony przez nie specyfik nikomu nie jest potrzebny). Następnie musimy użyć odpowiednich słów: naturalny, ekologiczny, farmaceutyczny etc. Kolejnym niezwykle ważnym składnikiem są pieniądze (które często w kosmetycznych start-upach znikają równie szybko jak marzenia o wielkiej marce). Wizyta w firmie zajmującej się produkcją kontraktową i już rodzi się nowa marka.

W przypadku kosmetyki kolorowej i pełnego portfolio produktowego kapitał potrzebny do stworzenia nowej marki to kilkaset tysięcy do około miliona złotych netto (ale tak naprawdę górnej granicy nie ma i zależy ona tylko od zasobności i pomysłowości twórców). Jednak przy markach w segmentach „włosy” lub „pielęgnacja skóry” możemy startować z poziomu kilkudziesięciu tysięcy złotych. Czyli, podsumowując, stworzenie nowej marki kosmetycznej jest w stosunku do innych biznesów łatwe, tanie i szybkie. Problem zaczyna się w momencie, kiedy trzeba te kosmetyki sprzedać. Oczywiście na tym etapie pomysłodawcy są jeszcze znieczuleni jednym z najczęściej używanych w branży słów, czyli: „jakość”. „Mamy wysoką jakość”, „Nasze kosmetyki są wysokiej jakości”, „Nasze składniki są wysokiej jakości”. Czy znacie państwo firmę, która mówi „Nasze kosmetyki są słabej jakości?”. Ja nie znam. Wszystkie firmy zapewniają o wysokiej jakości produktów. Problem w tym, że w marketingu to, co jest komunikowane przez wszystkich, nie ma żadnego znaczenia. To oczywistość. Nic szczególnego.

Czy konsumenci chcą kupować nowości?

Zadaniem mojej firmy jest wprowadzanie marek na rynki zagraniczne. Po latach pracy wystarczy czasami jedno spojrzenie na markę i półgodzinna rozmowa z właścicielami, aby wiedzieć, że zabieramy się do pracy mozolnej i z minimalną szansą na sukces lub fascynującej, przyjemnej i gwarantującej atrakcyjne wyniki. Trudno jest patrząc w oczy przekonanego o wyjątkowości swojej marki właściciela powiedzieć wprost, że świat nie czeka na takie produkty. Przecież już udało się je sprzedać w jednej z sieci handlowych za 10 000 złotych, więc konsumenci na nie czekali. Niestety, rzeczywistość rozwiewa marzenia. Jeśli kolejną markę tworzy duży producent, mający skuteczną dystrybucję, szansa na sprzedaż jest bardzo duża. Efekt skali pomoże, znajomości w hurcie i w detalu też, możliwość wzajemnego wsparcia marketingowego kilku marek też się przyda. Jeśli marka jest nikomu nieznana, nie dysponuje sporym budżetem marketingowym i nie ma w sobie wyjątkowości, będzie bardzo ciężko.

Czasem małe firmy szukają wspólnej dystrybucji z rozpoznawalnymi i mającymi swoje miejsce na rynku niekonkurencyjnymi markami. Czasem zatrudniają ludzi z doświadczeniem w sprzedaży i kontaktami, lecz to, że ktoś sprzedawał znany brand nie przełoży się wprost na nową, nieznaną markę. Spotkania z kupcami pewnie się odbędą, ale czy przesunięcie magazynowe do danego klienta się uda, tego nie wiemy. A w końcu, czy prawdziwa sprzedaż, czyli sprzedaż z półki do konsumenta ruszy tego nie wiemy już w ogóle. A przecież o to właśnie chodzi, aby konsument chciał kupić nowość.

Wbrew pozorom, pomimo deklarowanej przez konsumentów chęci kupowania nowości, większość z nich kupuje produkty, które zna, którym ufa i które zostały sprawdzone. Skłonienie ich do dokonania zmiany jest trudnym zadaniem.

Co powinna mieć nowa marka, aby zwiększyć szanse na sukces?

Może mieć dobre (zbudowane wcześniej) relacje z kupcami. Oto KAM pracujący w dużej, międzynarodowej korporacji zakłada swoją firmę i tworzy nową markę. Wykorzystuje wszelkie pozyskane w korporacji kontakty (ma przynajmniej numery telefonów do kupców i jest z nimi po imieniu) i tym systemem marka ma szanse pojawić się na półce. Przez ostatni rok pracy (wiedział, że odejdzie do swojej firmy) tworzył sobie krok po kroku grunt pod wprowadzenie nowej marki. Jako osoba pracująca w branży ma dostęp do danych rynkowych, wie gdzie produkty jego kategorii sprzedają się dobrze, a gdzie jest trochę gorzej. Zna warunki handlowe, na jakich pracuje się w sieciach, wie jakie działania marketingowe realnie wspierają sprzedaż, a jakie są tylko marnowaniem pieniędzy. Zbudowane przez lata doświadczenie, znajomości oraz dostęp do aktualnych danych na pewno pomogą nowej marce w szczęśliwym starcie. Czy marka przeżyje? To już zupełnie inna sprawa. Kiedy twórca marki usiądzie przed kupcem już nie jako przedstawiciel wielkiej, międzynarodowej korporacji, ale jako proszący o miejsce na półce „nowy” jego pozycja negocjacyjna będzie już zdecydowanie gorsza.

Może dysponować dużym budżetem marketingowym i rozsądnie (podkreślam: rozsądnie) nim gospodarować, budując świadomość i zainteresowanie marką w świecie wirtualnym.

Może dysponować ofertą z bardzo atrakcyjną marżą handlową. Niestety najczęściej właściciele nowych marek są zdziwieni, że sieci handlowe oczekują minimum 50 proc. upustu oraz innych dodatkowych nakładów.

Może być atrakcyjna. Tu jest najciekawszy punkt tej listy. Co to znaczy marka atrakcyjna? Czy jest wzorzec atrakcyjności? Co to znaczy, że ktoś lub coś jest atrakcyjne? Zdefiniowanie tego jest niestety niemożliwe, ale można obserwując rynek, wyciągnąć przydatne wnioski. Większość autorów boi się pisać wprost. Omija niebezpieczne i drażliwe tematy. Pisze aksamitnie. Nie wymienia konkretów. No to konkretnie. Przykłady marek atrakcyjnych? Takich, które wchodzą w rynki eksportowe w miarę łatwo? Proszę bardzo: Body Boom. Marka obecnie w rękach Bielendy. Przykład genialnej komunikacji do konsumentki. Sprzedaży poszerzonej o produkty z kompletnie innych kategorii (szlafroczki, skarpetki). Twórcy marki stworzyli magiczny, piękny świat, w którym miękko lądowały konsumentki. Sprzedawali po prostu peeling kawowy. Ale każdy najdrobniejszy element był dopracowany. Stworzyli dzieło.

Ministerstwo Dobrego Mydła. Po prostu prawdziwa marka. Sposób komunikacji, pakowania, podejścia do konsumenta. Pełna transparentność i uczciwość komunikacji. Konsumenci znakomicie reagują na markę i kontaktują się z nią, jak z dobrą znajomą. Marka zachowuje się jak sprawdzona i dobra koleżanka. Znakomite produkty, ręczna praca, dbałość o każdy detal tworzą przyciągające klientów otoczenie. Właścicielki pokazują swoje twarze, na stronie internetowej udostępniają numery telefonów komórkowych pozwalające na bezpośredni kontakt z nimi. Każdy etap produkcji prezentowany jest w mediach społecznościowych. Konsumenci zapraszani są na wirtualne wycieczki po zakładzie produkcyjnym. Manufaktura posiadająca GMP. Każdy składnik wybierany z taką starannością, jakby od tego zależało życie i zdrowie rodzin właścicielek. Pierwsze spotkanie z nimi i kilkusekundowe spojrzenie w oczy mówiło więcej niż 120 slajdowa prezentacja korporacyjna.

Podstawowy wniosek jest taki: to co wystarczało 10 lat temu, teraz na pewno nie wystarczy. Jeśli produkt ma znakomite składniki, wysoką jakość oraz dobrą cenę, to na pewno jest za mało, aby zdobyć rynek (lub rynki zagraniczne). Oczywiście, zgadzam się, że uda się zrobić jakąś sprzedaż. Ale ambicje właścicieli marek sięgają dalej niż jakieś wyniki, chcą sukcesu.

Bądź otwarty, obserwuj i wyciągaj wnioski

Wprowadzałem w ostatnim roku kilka polskich marek na rynki zagraniczne. Jednym z elementów tej pracy jest analiza konkurencji. Widziałem setki marek z całego świata. Te, które są obecne w wielu krajach, mają dobrze działającą dystrybucję, są czasem tworzone przez małe, rodzinne firmy. I takie marki mogą być ciekawym drogowskazem dla twórców nowych, polskich brandów. Trzeba się przyglądać jak prowadzona jest komunikacja, jakie treści są przekazywane konsumentom, jak wygląda polityka wsparcia promocyjnego.

Kolejnym, ważnym i widocznym dla odbiorcy elementem jest spójność. Jeśli informujemy, że nasza marka jest naturalna, ekologiczna to musi być to spójne nie tylko w przekazie, ale też w formie opakowania, działań z zakresu odpowiedzialności społecznej (często w ogóle ich nie ma) etc. Nie musimy wchodzić w nurt naturalny i ekologiczny, możemy wysyłać do konsumentów inny przekaz. Ważne, aby całość była spójna. I jeśli planujemy eksport, i chcemy budować markę międzynarodową, bardzo istotne jest, aby ta spójność była zachowana na wszystkich rynkach, na których marka będzie sprzedawana. Jeśli nasza praca kończy się na sprzedaniu towaru do dystrybutora i nie dbamy co dzieje się dalej, możemy być pewni, że nie uda nam się utrzymać spójności marki na kolejnych rynkach eksportowych.

Kolejny element to wizerunek. Trudno w to uwierzyć, ale spotykam na polskim rynku nowe marki kosmetyczne, które posługują się słabej jakości i brzydkimi zdjęciami produktów. W mediach społecznościowych, na stronie producenta, zdjęcia są po prostu okropne. Na zwróconą uwagę, producent zaczyna (częste w Polsce) obronę swojej pozycji i stara się udowodnić, że zdjęcia nie są takie złe. Obiecuje, że kiedyś poprawi. „Na razie mamy takie”. Tłumaczenie, że te nieprofesjonalne zdjęcia mogą znacząco i źle wpłynąć na ekspansję są traktowane jako czepianie się. Tymczasem to, jak marka (produkt) wygląda jest w obecnych czasach ekstremalnie ważne.

Warto przemyśleć pozycjonowanie cenowe. Należy pamiętać, że cena to też komunikat. Cena to sygnał dla konsumenta. Źle przygotowane pozycjonowanie cenowe (za wysoka lub za niska cena) jest częstą bolączką nowych marek.

Trendy. Trendy rynkowe to prądy oceaniczne pomagające lub przeszkadzające marce. Warto zastanowić się, w jakie trendy wpisuje się nasza marka. Warto to podkreślać w komunikacji do konsumenta. Trzeba uważnie sprawdzić, czy marka nie idzie pod prąd dużych trendów rynkowych. Można oczywiście przyjąć taką strategię, ale trzeba to zrobić z premedytacją i mieć przygotowane zasoby na uciążliwą żeglugę pod prąd. Zdecydowanie łatwiej i wygodniej jest wpasować się w kilka silnych trendów i korzystać z ich pomocy.

Komunikacja do konsumenta. Kiedy polecam moim klientom zakup słownika synonimów widzę zdziwione oczy. Komunikacja to sprawa kluczowa. Jeśli nasz produkt jest bliski ideałowi, wspaniały i genialny to dobrze. Teraz trzeba to jasno, sprawnie i skutecznie przekazać konsumentowi. Konsumentowi, który otrzymuje codziennie tysiące komunikatów i, który, aby nie oszaleć, ma założoną zaporę sieciową w mózgu na przekaz marketingowy. Nie chce, nie ma czasu czytać, słuchać i zastanawiać się nad tym, co my chcemy przekazać. Tworzenie prostego i skutecznego komunikatu to wielka sztuka. Musimy pamiętać, że odbiorca może dysponować małą wiedzą z zakresu kosmetyki i zbyt skomplikowany przekaz może być szkodliwy. Spotykam wiele marek, które mają w swoim portfolio dobre produkty. Ale spotykam niewiele marek, które potrafią o tym sprawnie i skutecznie poinformować. Które nawiązują prawdziwą relację z konsumentami. Bełkot marketingowy nadal w cenie.

Brak zrozumienia segmentacji rynku powoduje, że nowej firmie, produkującej kremy za około 200 złotych wydaje się, że są marką luksusową. Czasem z grzeczności, czasem z braku siły nie dementuję tego wziętego z księżyca przekonania. Luksusowa marka z kremami za 200 złotych do dziś śni mi się w koszmarnych snach.

Działania z zakresu odpowiedzialności społecznej. Pomijane często i lekceważone lub (ponownie) źle komunikowane są kolejnym atrybutem marek sukcesu. Konsument XXI wieku często wiąże się z marką nie dlatego, że jest jakościowa czy tania, wiąże się dlatego, że marka pasuje do jego światopoglądu. Troska o naturę, otoczenie, innych ludzi, dzielenie się zyskiem z potrzebującymi, staje się z roku na rok coraz bardziej istotne. Ten aspekt ma ścisłe powiązanie ze spójnością marki.

Pamiętam, jak wprowadzałem polską markę na rynek USA i argumentem przełamującym na naszą korzyść negocjacje były zainstalowane przez firmę (w Polsce) znakomite i nowoczesne oczyszczalnie ścieków. Po wyjściu z rozmów właściciel firmy przyznał mi rację, że umieszczenie tego slajdu w naszej prezentacji miało jednak sens. Kiedy walczyłem o ten slajd w trakcie przygotowania do działań eksportowych opór ze strony firmy był ogromny.

Transparentność. Konsument chce wiedzieć i widzieć. Chce wiedzieć, kto stoi za marką? Jak wygląda produkcja, dlaczego takie a nie inne składniki zostały wybrane? Gdzie odbywa się produkcja? Co dla marki jest ważne? Czym więcej wie konsument i czym głębiej może zajrzeć, tym bardziej czuje się związany z marką. Fabryki XXI wieku powinny mieć ściany ze szkła. Wszystko, co się w nich dzieje powinno być widoczne. Są oczywiście wyjątki, ale nie dotyczą branży kosmetycznej. Podobno tylko dwa procesy produkcyjne powinny być zawsze dla konsumenta niewidoczne. To parówki i polityka. Reszta ma być transparentna.

Mieszaj DNA. Jeśli jesteś właścicielem znanej marki (marek) o ugruntowanej pozycji, najlepszą rzeczą jaką możesz zrobić to odważne mieszanie DNA marek. Nie powielaj tego co robisz od lat. Wprowadź do swojego portfolio kompletnie niepasujące marki, dające powiew świeżości i odmienności. Pozyskasz tym sposobem kompletnie odmiennych i nowych klientów. Naprawdę warto rozbić spójność pomiędzy markami ukrytymi pod wspólnym parasolem. Ale, aby to zrobić, nie możesz oddać nowej marki w ręce starego działu marketingu, bo szybko dojdzie do upodobnienia. Nowe, odmienne DNA marki to nowi odmienni ludzie, którzy się nią zajmą. Kosztowne? No pain no gain.

Stwórz emocjonującą legendę i zabierz konsumentów na swoją wyspę

Zbyt duża liczba informacji, informacje nieprawdziwe, manipulowanie faktami, kupowane masowo opinie, a dodatkowo plotący bzdury blogerzy i influencerzy, powodują, że konsument ma coraz mniejsze szanse na podejmowanie naprawdę racjonalnych decyzji zakupowych. Nawet jeśli odnosi on wrażenie, że dokonał logicznego wyboru jest to niestety tylko wrażenie. Wyboru dokonał kierując się danymi, jakie odszukał w sieci, swoimi przekonaniami i stereotypami, emocjami i sentymentem.

Podpowiedź dla nowych marek: twórzcie emocjonujące legendy oparte na marzeniach, strachu i nadziei lub budujące ego nabywcy. Pozwólcie mu uwierzyć, że Wasz produkt zapewni mu urodę, zdrowie, odsunie starość, podniesie pozycję społeczną (luksusowe kosmetyki za 200 złotych, produkowane od dwóch lat, mogą nie być wystarczająco wiarygodne), otoczy bezpieczeństwem dzieci, a co najważniejsze da złudne poczucie samodzielnego i mądrego wyboru. Pozwólcie konsumentowi, aby zakup Waszego produktu był deklaracją i manifestacją jego poglądów. Zbudujecie grupę do, której Wasza marka będzie zapraszać. Nie bójcie się prostej i jasnej komunikacji. Jeśli przyjrzycie się markom ze świata, które odniosły spektakularne sukcesy, zobaczycie, że nie jest to zasługa tylko jakości, składników, ceny i pojemności. Nieodzownym elementem jest dobrze i spójnie skonstruowana legenda, porywająca konsumenta na bezludną wyspę marki. Konsument ma być tak zakochany w Waszej marce, aby nawet przez moment nie pomyślał o opuszczeniu Waszej wyspy. Tu ma być jego raj i tu ma pozostać.

Porzuć wyświechtane slogany

Pamiętajcie, że tworząc nową markę wnosicie do świata kolejny, nikomu niepotrzebny produkt. Nikt nie czeka na Wasz produkt i markę. Wszystko już jest i to w tysiącach odsłon. Nie dajcie się zwieść poczuciu, że rynek Was chce. Rynek zrobi wszystko, aby Wasza marka została pogrzebana. Rynek to dżungla i las deszczowy marek. Nowe organizmy rosną na tych, które zginęły.

Musicie przekonać konsumenta, że warto podjąć trud i ryzyko, by sprawdzić nową markę (pomimo, że potrzeby, które zaspokaja i korzyści, które przynosi, już dawno są zaspokojone przez sprawdzone i budzące zaufanie konkurencyjne byty). Dlatego nie powtarzajcie opowieści o jakości, składnikach, regeneracji i całej tej kopiowanej tysiące razy historii. To nie ma żadnego znaczenia. Zbudujcie ciekawą i spójną opowieść opartą na czymś więcej niż wyświechtane argumenty.

Wyznaczcie odbiorców Waszej marki odważnie i odważnie pogódźcie się z tym, że nie będziecie dla wszystkich. Nie bądźcie trochę tacy i trochę tacy, bo skończy się to tym, że będziecie dla nikogo. Jeśli chcecie coś ukryć, pamiętajcie, że żyjemy w czasach kiedy bardzo trudno jest utrzymać coś w tajemnicy. Prędzej czy później prawda ujrzy światło dzienne i będzie bolało. Nawet jeśli Wasza marka nie jest odkryciem na miarę koła lub ognia (a zaryzykuję twierdzenie, że nie jest) ubierzcie ją najładniej jak potraficie. Zgodnie ze starym powiedzeniem aktorskim: co się nie dogra to się dowygląda.

No i na koniec nie zapominajcie, że warto wychodzić na rynki zagraniczne. Warto, można i jest na to sposób. A jaki to sposób, to już temat na kolejny artykuł.

Łukasz Barbacki, właściciel firmy doradczej wprowadzającej polskie marki na rynki zagraniczne barbacki-consulting.pl

ZOBACZ KOMENTARZE (0)
StoryEditor
Producenci
20.08.2026 15:21
Beauty wysyła sprzeczne sygnały. Co mówią o kondycji branży wyniki gigantów i jakie są wnioski dla polskiej półki? [ANALIZA WK]
L‘Oréal został uznany za najpopularniejszą markę kosmetyczną w Azji, Europie i Ameryce Południowej.fot. Shutterstock

Rekordowy wzrost sprzedaży ilościowej Unilevera i rekordowa marża L’Oréal potwierdzają odporność branży kosmetycznej. Nie jest to jednak boom, z którego korzystają wszyscy. Nivea notuje spadki, Coty dopiero wchodzi w fazę stabilizacji, a w makijażu konsumenci i sieci handlowe coraz ostrzej selekcjonują produkty. Wyniki największych koncernów pokazują, że o wzroście nie decyduje już prosty podział na segment premium i masowy. Wygrywają marki, które potrafią uzasadnić cenę produktu – innowacją, skutecznością, jakością albo siłą bestsellerów.

Wyniki opublikowane przez największe koncerny kosmetyczne po pierwszej połowie 2026 roku wysyłają pozornie sprzeczne sygnały. Z jednej strony L’Oréal, Unilever, Henkel i Estée Lauder pokazują rosnącą sprzedaż w kluczowych kategoriach. Z drugiej – Nivea mierzy się z wyraźnym spadkiem, Coty pozostaje poniżej dynamiki rynku, a część segmentów codziennej pielęgnacji i makijażu odczuwa większą ostrożność konsumentów.

Wspólny mianownik jest jednak czytelny: beauty pozostaje kategorią odporną, ale pieniądze konsumentów płyną coraz bardziej selektywnie. Wzrost koncentruje się wokół innowacji, marek eksperckich, produktów premiumizowanych oraz tzw. hero products, czyli sprawdzonych bestsellerów, na których producenci skupiają marketing i dystrybucję.

– Wzrost napędzały dwa główne silniki: konsekwentna realizacja strategii innowacji oraz rozwój e-commerce, najdynamiczniejszego kanału w branży – podsumował wyniki Nicolas Hieronimus, CEO L’Oréal.

Włosy, dermokosmetyki i zapachy ciągną rynek

Z wyników największych grup wyłaniają się trzy szczególnie mocne kategorie: pielęgnacja włosów, dermokosmetyki oraz zapachy. Każda odpowiada na nieco inną potrzebę konsumenta, ale wszystkie pozwalają markom przekonująco uzasadnić wyższą cenę.

Pielęgnacja włosów: premiumizacja wychodzi poza salon

Haircare jest obecnie jednym z najbardziej konsekwentnych motorów wzrostu branży. L’Oréal podał dwucyfrowy wzrost tej kategorii w dziale Consumer Products. Jednocześnie segment Professional Products zwiększył sprzedaż o 11,6 proc., korzystając z rosnącego zainteresowania profesjonalną i premiumizowaną pielęgnacją włosów.

Dobrze radzą sobie zarówno marki salonowe, takie jak Kérastase i Redken, jak i produkty rynku masowego, w tym linie L’Oréal Paris Elvive i Garnier Fructis. Pokazuje to, że premiumizacja kategorii nie musi oznaczać wyłącznie przechodzenia konsumenta do najdroższych marek. Może także polegać na kupowaniu bardziej wyspecjalizowanych, droższych produktów w ramach oferty masowej.

Podobną dynamikę widać w Henklu. Segment Hair osiągnął 4,2 proc. organicznego wzrostu i był głównym motorem całego pionu Consumer Brands. Największy wkład miały koloryzacja i stylizacja, a koncern dodatkowo wzmacnia pozycję w profesjonalnej i prestiżowej pielęgnacji włosów poprzez przejęcia Olaplex oraz Not Your Mother’s.

– W Consumer Brands segment Hair kontynuował bardzo silną trajektorię wzrostu – stwierdził Carsten Knobel, CEO Henkel.

W P&G organiczna sprzedaż Beauty wzrosła w czwartym kwartale roku fiskalnego o 4 proc. Pielęgnacja włosów osiągnęła średni jednocyfrowy wzrost, wspierany między innymi przez zwiększenie wolumenów w Europie i regionie Azji i Pacyfiku. Także Unilever korzystał z dobrej dynamiki marek Sunsilk i Dove.

Dermokosmetyki: skuteczność ważniejsza niż tradycyjny podział cenowy

Drugim wyraźnym zwycięzcą są dermokosmetyki. Konsumenci pozostają gotowi płacić więcej za udokumentowaną skuteczność, aktywne składniki, rekomendacje ekspertów i produkty odpowiadające na precyzyjnie nazwane problemy skóry.

Dywizja Dermatological Beauty L’Oréal zwiększyła sprzedaż o 10,6 proc. Dwucyfrowo rosły La Roche-Posay, CeraVe i SkinCeuticals, a dobre wyniki produktów przeciwsłonecznych wspierała premiera CeraVe Sun oraz szerszy wzrost zainteresowania skuteczną ochroną przed promieniowaniem UV.

Podobny kierunek widać w Beiersdorfie. Segment Derma, skupiający między innymi Eucerin i Aquaphor, urósł organicznie o 7,8 proc. Sprzedaż wspierały innowacje składnikowe, w tym Epicelline i Thiamidol, a także ekspansja marek na nowe rynki i do kolejnych kategorii produktowych.

Dermo staje się w ten sposób nie tyle podsegmentem tradycyjnej pielęgnacji, ile jednym z głównych obszarów wzrostu całego rynku. Jego przewagą jest połączenie wartości premium z łatwą do zakomunikowania obietnicą skuteczności.

Zapachy: odporny luksus i siła marek modowych

Trzecią kategorią są zapachy, które nadal pełnią funkcję dostępnego luksusu. W Estée Lauder Companies ich sprzedaż organiczna wzrosła w całym roku fiskalnym o 10 proc. Za wzrost odpowiadały przede wszystkim luksusowe marki Le Labo, Tom Ford i Kilian Paris.

Zapachy rosły dwucyfrowo również w L’Oréal Luxe, napędzane przez takie marki i linie jak Prada, Yves Saint Laurent, Valentino oraz Emporio Armani. Koncern dodatkowo wzmacnia ten obszar poprzez aktywa Kering Beauté i przejęcie licencji Gucci Beauty, która ma trafić do L’Oréal w lipcu 2027 roku.

image

Przetasowanie na rynku dóbr luksusowych. L’Oréal za 400 mln dol. przejmuje Gucci Beauty od Coty już w 2027 r.

Wyniki potwierdzają, że w niepewnym otoczeniu konsumenci nie rezygnują całkowicie z luksusu. Są jednak bardziej skłonni wybierać produkty rozpoznawalne, emocjonalne i posiadające silną historię marki.

Rynek masowy nie przegrywa. Musi jednak dostarczać wartość

Dobre wyniki segmentów premium nie oznaczają, że rynek masowy pozostaje skazany na stagnację. Najlepszym przykładem jest Unilever, który w drugim kwartale osiągnął 5,5-procentowy wzrost wolumenu – najwyższy od ponad dekady. Bazowa sprzedaż segmentu Beauty & Wellbeing wzrosła w pierwszym półroczu o 5,9 proc., a Personal Care o 4,8 proc.

– Osiągnęliśmy mocny, napędzany wolumenem wynik, a drugi kwartał był dla Unilevera najlepszym kwartałem wolumenowym od ponad dekady – powiedział Fernando Fernandez, CEO Unilever.

Wzrost wspierały zarówno marki dostępne cenowo, takie jak Dove, Sunsilk i Vaseline, jak i produkty premiumizowane wprowadzane pod znanymi markami masowymi. To ważne rozróżnienie: rynek nie dzieli się dziś wyłącznie na rosnące premium i słabnący mass market. Rosną te produkty masowe, które oferują innowację, atrakcyjne doświadczenie użycia albo bardzo czytelny stosunek jakości do ceny.

W P&G Beauty również okazało się najsilniejszym segmentem w czwartym kwartale. Organiczna sprzedaż całej grupy pozostała bez zmian, podczas gdy Beauty urosło o 4 proc. Wzrost pochodził przede wszystkim z haircare i personal care. Pielęgnacja skóry pozostała natomiast na poziomie zbliżonym do ubiegłorocznego: dobre wyniki superpremiumowej marki SK-II zostały zrównoważone przez spadek wolumenów w Chinach.

Marże, koszty, promocja marek a walka o konsumenta

W wynikach koncernów widać również zmianę modelu zarządzania kosztami. Największe firmy nie rezygnują z inwestycji w reklamę, innowacje i pozyskiwanie konsumentów. Oszczędności szukają przede wszystkim w administracji, strukturach organizacyjnych, łańcuchach dostaw i nadmiernie rozbudowanym portfolio.

L’Oréal osiągnął rekordową dla pierwszego półrocza marżę operacyjną w wysokości 21,3 proc. Koszty sprzedaży i administracji zmniejszyły się w relacji do przychodów, natomiast wydatki reklamowe i promocyjne wzrosły.

Jak podkreślił Nicolas Hieronimus: koncentracja na kontroli kosztów pozwoliła grupie zwiększyć środki przeznaczone na rozwój marek.

Jeszcze wyraźniej mechanizm ten widać w Estée Lauder Companies. Grupa wróciła do wzrostu: raportowana sprzedaż zwiększyła się w roku fiskalnym o 5 proc., a organiczna o 3 proc. Jednocześnie skorygowana marża operacyjna poprawiła się o 3,2 pkt proc., do 11,2 proc. Firma zwiększyła inwestycje skierowane do konsumentów o 7 proc., finansując je między innymi efektami programu restrukturyzacji.

– Przywróciliśmy wzrost: sprzedaż organiczna zwiększyła się o 3 proc., a poprawa objęła szerokie portfolio marek – powiedział Stéphane de La Faverie, prezes i CEO Estée Lauder Companies.

Program naprawy rentowności Estée Lauder zakłada redukcję od 5,8 tys. do 7 tys. stanowisk netto. Łącznie z eliminacją części nieobsadzonych etatów zmiany mają objąć około 10 tys. stanowisk. Docelowe roczne korzyści brutto z programu mają sięgnąć około 1,2 mld dolarów.

Podobny kierunek obrało Coty. Spółka upraszcza kalendarz innowacji i liczbę SKU w makijażu, przenosząc środki na mniejszą liczbę premier o większym potencjale oraz na sprawdzone hero products. To sygnał istotny również dla handlu: szerokość portfolio przestaje być wartością samą w sobie, jeśli nie przekłada się na rotację.

Nivea: spadek sprzedaży nie oznacza załamania popytu

Wyniki Beiersdorfu pokazują „dwie prędkości” kosmetycznego portfolio. Podczas gdy Derma urosła o 7,8 proc., sprzedaż Nivei spadła organicznie o 6,8 proc. w pierwszym półroczu.

Firma tłumaczyła ten wynik między innymi konfliktami z partnerami handlowymi, redukcją zapasów w handlu, przesunięciami premier oraz późniejszym rozpoczęciem sezonu produktów przeciwsłonecznych w Europie. Czynniki te uderzyły przede wszystkim w sell-in, czyli dostawy do handlu. Sprzedaż do konsumentów końcowych pozostała natomiast na plusie.

Nie oznacza to, że problemy Nivei można sprowadzić wyłącznie do technicznych przesunięć. Beiersdorf przyznał, że podstawowe portfolio marki nadal mierzy się z wyzwaniami, a dotychczasowe działania przyniosły zbyt punktowe efekty, aby poprawić wyniki globalne.

Podejmujemy bardziej zdecydowane działania, aby przywrócić Niveę na ścieżkę wzrostu, wdrażając 18-miesięczny plan naprawczy – zapowiedział Vincent Warnery, CEO Beiersdorf.

Plan ma objąć innowacje we wszystkich kategoriach, zwiększenie dostępności marki i mocniejsze dostosowanie produktów do lokalnych potrzeb. W drugim półroczu Beiersdorf zamierza zwiększyć wydatki mediowe na Niveę o 100 mln euro.

Coty wychodzi z dołka? Na razie widać pierwsze oznaki stabilizacji

W przypadku Coty określenie „wyjście z dołka” byłoby nadal przedwczesne. W czwartym kwartale spółka wróciła do raportowanego wzrostu sprzedaży na poziomie 1 proc., a spadek LFL wyhamował do 1 proc. Był to wynik lepszy od oczekiwań i wyraźnie lepszy niż w poprzednich kwartałach.

W całym roku fiskalnym sprzedaż Coty spadła jednak o 5 proc. w ujęciu porównywalnych placówek wzrosła o 1 proc Segment Prestige zmniejszył się o 4 proc., a Consumer Beauty o 7 proc. Zarząd przyznaje także, że sell-out obu dywizji nadal rośnie wolniej niż rynek.

– Wyniki czwartego kwartału dają pierwsze oznaki stabilizacji, chociaż proces odbudowy nie będzie przebiegał liniowo – ocenił Markus Strobel, executive chairman i tymczasowy CEO Coty.

Coty nazywa rok fiskalny 2027 okresem przejściowym. Spółka upraszcza portfolio, ogranicza koszty stałe i przygotowuje się do wcześniejszego zwrotu licencji Gucci Beauty. Jednocześnie chce zwiększyć wsparcie kluczowych marek i poprawić ich widoczność nie tylko w tradycyjnych kanałach cyfrowych, lecz także w rekomendacjach generowanych przez platformy AI.

To ważny sygnał dla całej branży: walka o konsumenta rozszerza się z półki sklepowej, wyszukiwarki i mediów społecznościowych na odpowiedzi generowane przez sztuczną inteligencję.

Polska wśród najmocniejszych rynków L’Oréal

Polska została wprost wyróżniona przez L’Oréal jako jeden z europejskich rynków o szczególnie dobrych wynikach, obok Hiszpanii i Portugalii. W Europie koncern zwiększył sprzedaż porównywalną o 6,1 proc., a wzrost obejmował wszystkie dywizje.

Dla polskiego handlu istotne jest to, że europejską sprzedaż L’Oréal napędzały między innymi pielęgnacja włosów i makijaż w segmencie Consumer Products, zapachy w Luxe oraz dermokosmetyki. Są to kategorie mające dużą reprezentację w polskich drogeriach, perfumeriach i aptekach.

Inny sygnał płynie z Coty, którego sprzedaż w regionie EMEA pozostawała pod presją, w tym na rynkach Europy Środkowo-Wschodniej. Pokazuje to, że dobra kondycja polskiego rynku nie gwarantuje automatycznego wzrostu wszystkim dostawcom. Coraz większe znaczenie mają atrakcyjność konkretnych marek, jakość innowacji, polityka cenowa, dostępność produktu i siła wsparcia marketingowego.

Wnioski dla polskich drogerii i dostawców

1. Półka haircare wymaga nowej segmentacji

Tradycyjny podział według ceny i podstawowej funkcji produktu przestaje odpowiadać sposobowi, w jaki rozwija się kategoria. Oferta powinna wyraźniej eksponować takie potrzeby jak odbudowa włosów, pielęgnacja skóry głowy, ochrona koloru, przeciwdziałanie wypadaniu czy efekty inspirowane profesjonalnymi zabiegami.

Mass market, premium i professional coraz częściej tworzą jeden ekosystem konkurujących ze sobą rozwiązań. Dla klienta ważniejszy od formalnego segmentu staje się obiecywany efekt.

2. Dermo i SPF stają się kategoriami całorocznymi

Sukces L’Oréal Dermatological Beauty oraz marek Eucerin i Aquaphor wskazuje, że dermokosmetyki powinny być traktowane jako jedna z podstawowych części oferty pielęgnacyjnej, a nie specjalistyczna nisza.

Podobnie zmienia się rola ochrony przeciwsłonecznej. SPF coraz mocniej łączy się z codzienną pielęgnacją, profilaktyką przebarwień i healthy aging. O sprzedaży decydują jednak nie tylko produkty, lecz również edukacja, rekomendacje ekspertów i czytelna komunikacja skuteczności.

3. Makijaż czeka dalsza selekcja 

Wzrost w kosmetykach kolorowych jest wybiórczy. Dobrze radzą sobie konkretne marki i innowacje, między innymi Maybelline, NYX Professional Makeup oraz M·A·C, ale część biznesu makijażowego Coty i Estée Lauder pozostaje pod presją.

Dla sieci oznacza to konieczność szybszego analizowania rotacji, ograniczania martwych indeksów i kierowania większego wsparcia do bestsellerów. Taką samą drogą idą sami producenci, upraszczając portfolio i koncentrując inwestycje na mniejszej liczbie premier.

4. Prawidłowe czytanie danych

Spadek dostaw do sklepu nie zawsze oznacza kryzys danej marki. Przykład Nivea udowadnia, że spadki w zamówieniach mogą wynikać z polityki magazynowej sieci handlowych, podczas gdy popyt rynkowy (sell-out) pozostaje dodatni

Komentarz Wiadomości Kosmetycznych:

Anita Leowska-Skiba, redaktor prowadząca: Beauty pozostaje odporne, ale coraz bardziej selektywne

Wyniki największych koncernów nie potwierdzają prostego scenariusza, w którym premium rośnie, a rynek masowy traci. Luksusowe zapachy, profesjonalna pielęgnacja włosów i dermokosmetyki rzeczywiście należą do najmocniejszych segmentów, ale równie dobre wyniki osiągają dostępne cenowo marki Dove, Sunsilk czy Vaseline.

Granica przebiega gdzie indziej: między produktami, które dają konsumentowi wyraźny powód do zakupu, a ofertą pozbawioną czytelnej przewagi. W warunkach utrzymującej się presji na domowe budżety konsumenci nie przestają kupować kosmetyków. Dokładniej wybierają jednak marki, produkty i okazje zakupowe.

Najwięksi producenci odpowiadają na tę zmianę w podobny sposób: ograniczają koszty zaplecza, upraszczają portfolio, inwestują w innowacje i przesuwają większe środki na k

omunikację z konsumentem. W 2026 roku wzrost w beauty pozostaje osiągalny – ale nie jest już rozdzielany równo.

 

* Materiał opracowano na podstawie wyników L’Oréal, Unilever, Henkel i Beiersdorf za pierwsze półrocze 2026 roku oraz wyników P&G, Estée Lauder Companies i Coty za rok fiskalny zakończony 30 czerwca 2026 roku. Dane poszczególnych koncernów obejmują różne okresy sprawozdawcze i nie powinny być porównywane bezpośrednio jako identyczne okresy kalendarzowe. Cytaty zostały przetłumaczone z języka angielskiego przez redakcję.

ZOBACZ KOMENTARZE (0)
StoryEditor
Prawo
20.08.2026 13:36
[PILNE] Prezydent skierował Lex Szarlatan do TK. Kolejna próba zadbania o zdrowie i bezpieczeństwo Polaków zablokowana przez naciski lobbystów.
Przemysław Keler/KPRP

Ustawa określana jako „lex szarlatan” nie wejdzie szybko w życie. Prezydent Karol Nawrocki skierował ją do Trybunału Konstytucyjnego w ramach kontroli prewencyjnej, jednocześnie zapowiadając własną inicjatywę ustawodawczą dotyczącą walki z pseudomedycyną. Spór koncentruje się na tym, jak skutecznie chronić pacjentów przed szkodliwymi praktykami, nie ograniczając jednocześnie legalnej działalności związanej z medycyną komplementarną.

Prezydent: cel ustawy jest słuszny, ale środki budzą wątpliwości

„Lex szarlatan” od miesięcy wywołuje spory pomiędzy środowiskiem medycznym, organizacjami pacjenckimi a przedstawicielami branż związanych z medycyną alternatywną i komplementarną. Zwolennicy regulacji wskazują, że potrzebne są skuteczne narzędzia pozwalające przeciwdziałać osobom, które niesprawdzone metody przedstawiają jako skuteczne sposoby leczenia chorób. Przeciwnicy obawiają się natomiast nadmiernego ograniczenia prawa do wyboru terapii.

Do Kancelarii Prezydenta trafiały apele zarówno o podpisanie ustawy, jak i o jej odrzucenie. Wśród podmiotów zabierających głos znalazły się organizacje lekarzy, pacjentów i naukowców, a także przedstawiciele środowisk zajmujących się terapiami alternatywnymi, którzy od zeszłego roku coraz bardziej bili na alarm i organizowali się w grupy interesu, mające na celu możliwie najmocniejsze ograniczenie mocy przyszłej ustawy.

Przeczytaj nasze najświeższe omówienie Lex Szarlatan poniżej:

image

Koniec z homeopatią obok sonoforezy? Lex Szarlatan trafiło na biurko prezydenta

Ostatecznie prezydent zdecydował o skierowaniu ustawy do Trybunału Konstytucyjnego przed jej podpisaniem. Oznacza to, że jej wejście w życie zostaje wstrzymane do czasu rozstrzygnięcia przez TK.

Karol Nawrocki podkreślił jednocześnie, że sam cel regulacji ocenia pozytywnie. Zastrzeżenia dotyczą natomiast zastosowanych instrumentów prawnych. W ocenie prezydenta przepisy mogą prowadzić do zbyt szerokiego objęcia sankcjami podmiotów, które nie powinny być traktowane na równi z osobami faktycznie stwarzającymi zagrożenie dla zdrowia.

Zioła i pseudomedycyna w jednej kategorii?

Jednym z głównych argumentów prezydenta jest zarzut nadmiernego uogólnienia. Jak wskazał Karol Nawrocki, projektowana regulacja może kwalifikować do jednej kategorii zarówno osoby prowadzące działalność realnie zagrażającą zdrowiu, jak i przedsiębiorców zajmujących się m.in. zielarstwem, zdrowym odżywianiem czy medycyną komplementarną.

Zdaniem prezydenta problemem jest możliwość zastosowania dotkliwych kar wobec bardzo różnych podmiotów. W jego ocenie sprzedawca ziół oraz osoba świadomie oferująca niesprawdzone terapie jako leczenie nie powinny podlegać takim samym mechanizmom odpowiedzialności.

To właśnie zakres definicji praktyk pseudomedycznych i przewidzianych sankcji stał się jednym z kluczowych punktów sporu. Zwolennicy ustawy odpowiadają, że jej celem nie jest eliminowanie legalnej działalności związanej z medycyną komplementarną, lecz ochrona pacjentów przed wprowadzaniem w błąd i praktykami, które mogą prowadzić do rezygnacji z właściwego leczenia.

Własna ustawa prezydenta

Skierowanie „lex szarlatan” do TK nie oznacza jednak rezygnacji z walki z pseudomedycyną. Równocześnie prezydent zapowiedział własną inicjatywę ustawodawczą.

Jak przekazał rzecznik prezydenta Rafał Leśkiewicz, Kancelaria Prezydenta przygotuje projekt nowelizacji Kodeksu karnego, który ma być rozwiązaniem wymierzonym w osoby faktycznie prowadzące działalność szkodliwą dla pacjentów. Według zapowiedzi projekt ma być „realnym, skutecznym i przede wszystkim zgodnym z Konstytucją” narzędziem walki z szarlatanerią.

Oznacza to, że debata nad sposobem regulowania rynku pseudomedycznego będzie trwała niezależnie od rozstrzygnięcia Trybunału Konstytucyjnego. W centrum pozostaje pytanie o zakres odpowiedzialności osób oferujących alternatywne metody leczenia oraz o to, jak odróżnić legalną działalność związaną z medycyną komplementarną od praktyk, które mogą realnie zagrażać zdrowiu.

Dla rynku usług zdrowotnych, wellness i beauty znaczenie będzie miało przede wszystkim to, czy przyszłe przepisy precyzyjnie określą granicę między sprzedażą produktów i świadczeniem legalnych usług a przypisywaniem im niepotwierdzonych właściwości leczniczych. Zwolennicy zaostrzenia przepisów wskazują, że w przypadku zdrowia podstawą decyzji powinny być dowody naukowe. Przeciwnicy regulacji ostrzegają natomiast, że walka z pseudomedycyną nie może oznaczać automatycznego ograniczania prawa do korzystania z metod komplementarnych.

ZOBACZ KOMENTARZE (0)
20. sierpień 2026 23:19