StoryEditor
Prawo
23.09.2020 00:00

Jest mniej wniosków o ogłoszenie upadłości. Ale to cisza przed burzą 

W drugim kwartale br. złożono mniej wniosków o ogłoszenie upadłości firm niż we wcześniejszych trzech miesiącach. Tak było w zdecydowanej większości sądów rejonowych, które zajmują się tymi kwestiami. Jednak eksperci ostrzegają, ze najgorsze, czyli fala upadłości, dopiero przed nami. Najgorzej będzie pod koniec roku - informuje Monday News.

Spadki na poziomie co najmniej 50 proc. widoczne są w kilku miastach, m.in. w Białymstoku, Bielsku-Białej oraz Częstochowie. Z kolei przynajmniej o połowę mniej wniosków o restrukturyzację dotarło m.in. do sądów w Toruniu, Rzeszowie i Szczecinie. Nikt na taki krok nie zdecydował się w drugim kwartale w Jeleniej Górze, Płocku, Zielonej Górze i Piotrkowie Trybunalskim. Natomiast większe zainteresowanie restrukturyzacją było we Wrocławiu, w Poznaniu i Bielsku-Białej. Eksperci jednak przekonują, że wysyp wniosków nastąpi dopiero pod koniec roku.  

Droga do upadku

Od kwietnia do czerwca br. wpłynęło mniej wniosków o ogłoszenie upadłości firm w porównaniu z wcześniejszymi trzema miesiącami. Tak wyglądała sytuacja w zdecydowanej większości sądów rejonowych, które zajmują się tego typu sprawami. Spadki odnotowano w Krakowie (z 56 w pierwszym kwartale do 43 w kolejnych trzech miesiącach), w Poznaniu (z 60 do 49), Katowicach (z 58 do 44) czy we Wrocławiu (z 52 do 33). Tak też było w Lublinie (z 39 do 23), Bielsku-Białej (z 17 do 7), Częstochowie (z 16 do 8), Gliwicach (z 28 do 16), Rzeszowie (z 22 do 18), Bydgoszczy (z 29 do 20), Białymstoku (z 22 do 4) i Toruniu (z 21 do 12). Mniej wniosków wpłynęło również w Opolu (z 17 do 9), Kielcach (z 12 do 9), Zielonej Górze (z 10 do 5), Płocku (z 6 do 3), Piotrkowie Trybunalskim (z 5 do 2), Radomiu (z 6 do 3) oraz Jeleniej Górze (z 3 do 2).

– Drugi kwartał br. stał pod znakiem czarnego łabędzia, czyli zdarzenia nieprzewidywalnego, które zatrzymało światową i polską gospodarkę. Zachowania przedsiębiorców i sądów były różne. Jedne pracowały zdalnie, inne były zamknięte. Stąd też na statystyki należy patrzeć z pewną rezerwą i dystansem – komentuje Andrzej Głowacki, prezes DGA Centrum Sanacji Firm.

Ograniczenie wpływu wniosków upadłościowych w drugim kwartale nie powinno dziwić, co podkreśla adwokat Norbert Frosztęga z Kancelarii Zimmerman i Wspólnicy. Ekspert zaznacza, że nad przedsiębiorcami, którzy stali się niewypłacalni w związku i z powodu COVID-19, nie wisi widmo odpowiedzialności za niezłożenie wniosku o ogłoszenie upadłości w terminie. W ramach tarczy antykryzysowej wprowadzono rozwiązanie nazywane w branży prawniczej tzw. wakacjami upadłościowymi. Ustawodawca zdecydował bowiem, że jeżeli podstawa do ogłoszenia upadłości powstała w okresie obowiązywania zagrożenia epidemicznego albo samej epidemii i jednocześnie stan niewypłacalności zaistniał z powodu COVID-19, to nie rozpoczyna się bieg terminu na złożenie wniosku. Jeśli zdążył się już rozpocząć, to ulega przerwaniu. A skoro wniosków składać nie trzeba, to każdy próbuje ratować się na własną rękę.

– Statystyki za drugi kwartał 2020 roku na pewno nie odzwierciedlają faktycznej i realnej sytuacji przedsiębiorców. Po pierwsze działały tarcze antykryzysowe. Po drugie, nie było na rynku żadnych scenariuszy rozwoju sytuacji. Efektem tego było oczekiwanie firm na dalsze wypadki – dodaje ekspert z DGA.

Z analizy również wynika, że istnieją sądy rejonowe, do których w drugim kwartale br. wpłynęło więcej wniosków o upadłość firm w porównaniu z pierwszymi trzema miesiącami br. Takie wzrosty odnotowano w Łodzi (z 28 na 37), Koszalinie (z 14 na 16) oraz Elblągu (z 4 na 5). Natomiast w Legnicy, w porównywanych okresach, złożono po tyle samo wniosków (po 8). Z kolei w Warszawie było ich 395 za całe półrocze, sprawozdania za pierwszy kwartał nie zostały sporządzone z uwagi na pandemię. 

– Czas pokaże, jakie skutki będzie miało zawieszenie obowiązku składania wniosków upadłościowych. Nie mam wątpliwości, że gorsza koniunktura i lockdown odbiły się na kondycji polskich firm, mimo zastrzyku gotówki ze strony państwa. Przedsiębiorcy nie rzucili się też masowo na restrukturyzację sądową, choć w tym zakresie ustawodawca wyszedł im naprzeciw poprzez wprowadzenie tzw. uproszczonego postępowania restrukturyzacyjnego w ramach Tarczy 4.0 – mówi mec. Frosztęga.

Czas na restrukturyzację

Od kwietnia do czerwca br. do wybranych sądów rejonowych wpłynęło mniej wniosków o restrukturyzację niż w okresie od stycznia do marca. Takie spadki odnotowano w Katowicach (z 11 do 6), Białymstoku (z 15 do 13), Szczecinie (z 8 do 3), Rzeszowie (z 8 do 3), Toruniu (z 8 do 4) i Łodzi (z 7 do 5). Mniej wnioskowano również w Kielcach (z 4 do 2), Elblągu (z 4 do 3), Koszalinie (z 3 do 2), Płocku (z 6 do 0), Zielonej Górze (z 3 do 0) i Jeleniej Górze (z 1 do 0), 

– Wnioski o restrukturyzację mogą składać przedsiębiorcy, którzy widzą szansę kontynuowania działalności gospodarczej. Oni muszą wykazać m.in. możliwość osiągania przychodów, które pozwolą później realizować proporcjonalną spłatę zadłużenia danego podmiotu. Mniejsza liczba wniosków może więc wynikać z faktu, że przedsiębiorcy nie są w stanie oszacować szans powodzenia dalszego prowadzenia biznesu. Ponadto podmioty, które uzyskały pomoc z PFR i liczą na częściowe umorzenia otrzymanych dofinansowań, są zobowiązane prowadzić działalność i nie mogą w tym okresie upaść – informuje Marek Niczyporuk, radca prawny z Kancelarii Ars AEQUI.

Jak przekonuje prezes Głowacki, liczba wniosków o postępowanie restrukturyzacyjne w minionym półroczu jest wypadkową wielu czynników. W okresach standardowych można wskazać sytuację ekonomiczną firmy jako kluczowy czynnik. Natomiast w dobie pandemii należy dodać emocje, nieprzewidywalność scenariuszy oraz okresowe wsparcie. Ekspert uważa, że na chwilę obecną wyciąganie wiarygodnych wniosków jest mało prawdopodobne. 

– Przedsiębiorcy często korzystają z restrukturyzacji na zasadzie ostatniej deski ratunku, kiedy z przedsiębiorstwem jest już bardzo źle. Być może odłożenie na jakiś czas obowiązku składania wniosków upadłościowych przełożyło się również na zmniejszenie zainteresowania wnioskami restrukturyzacyjnymi. Te ostatnie są często traktowane na zasadzie ucieczki przed upadłością. Otwarcie postępowania restrukturyzacyjnego pozwala też na uniknięcie odpowiedzialności za długi spółki, ale musi się to zadziać w odpowiednim terminie, z czym w praktyce bywa różnie – opisuje mec. Frosztęga.

W wybranych sądach odnotowano więcej wniosków o restrukturyzację w drugim kwartale br. niż w pierwszym. Takie wzrosty miały miejsce we Wrocławiu (z 2 do 8), w Krakowie (z 11 do 13), Poznaniu (z 15 do 22) oraz Lublinie (z 7 do 12). Podobnie było w Bielsku-Białej (z 4 do 8), Gliwicach (z 5 do 6), Bydgoszczy (z 4 do 7), Legnicy (z 3 do 5), Radomiu (z 1 do 2), Opolu (z 1 do 3). Natomiast w Częstochowie, w porównywanych okresach, złożono tyle samo wniosków (po 1). Z kolei w Piotrkowie Trybunalskim nie było ani jednej takiej sytuacji przez całe półrocze. W tym samym czasie, czyli od stycznia do czerwca, w Warszawie wpłynęły 62 wnioski. 

– Zwiększenie wpływów wniosków w niektórych sądach jest spowodowane specyfiką gospodarczą danego rejonu, objętego właściwością miejscową sądu upadłościowego. Moim zdaniem, te wnioski byłyby złożone bez względu na pandemię. Ten wyjątkowy stan mógł jedynie przyśpieszyć decyzję o złożeniu wniosku, celem uzyskania odpowiedniej ochrony przed wierzycielami. Natomiast zagrożenie niewypłacalnością lub też sama niewypłacalność przedsiębiorców były już wcześniej – zaznacza Adrian Parol, doradca restrukturyzacyjny ze Śląska.

Więcej wniosków

Według Marka Niczyporuka, jest jeszcze za wcześnie, aby w Polsce obserwować drastyczny wzrost składanych wniosków o upadłość i restrukturyzację. W początkowym okresie lockdownu naturalnym zachowaniem przedsiębiorców było podjęcie próby ratowania się. Nikt nie wiedział, jak długo potrwa epidemia. Natomiast prezes Głowacki stwierdza, że wyniki w postaci upadłości głównie uproszczonych postępowań o zatwierdzenie układu będą widoczne dopiero w trzecim, a w szczególności w czwartym kwartale br. 

– Sądzę, że sytuacja ulegnie zmianie w związku z wprowadzeniem pod koniec czerwca uproszczonej restrukturyzacji. To narzędzie bardzo atrakcyjne dla dłużnika. Procedura jest szybka, zapewnia ochronę przed egzekucją i toczy się właściwie bez udziału sądu. Skutki otwarcia postępowania następują w tym przypadku na etapie pozasądowym. Jednak duże zainteresowanie tą procedurą nie znajduje na razie odzwierciedlenia w statystykach wniosków restrukturyzacyjnych. Wzrost ten zapewne zaobserwujemy w czwartym kwartale bieżącego roku. Wówczas zaczną do sądów spływać wnioski o zatwierdzenie układu – stwierdza ekspert z Kancelarii Zimmerman i Wspólnicy.

Natomiast zdaniem Adriana Parola, wzrostu liczby składanych wniosków o ogłoszenie upadłości i restrukturyzację na pewno można się spodziewać w województwach śląskim i małopolskim. Ma to związek ze specyfiką gospodarczą tych regionów. W pierwszym z nich skoncentrowane są branże górnicza i automotive. One odczuwają znacznie mniejsze zapotrzebowanie na węgiel i spadek popytu na nowe samochody. Z kolei w Małopolsce funkcjonuje dużo podmiotów nastawionych na obsługę turystów.
 

ZOBACZ KOMENTARZE (0)
StoryEditor
Prawo
25.09.2026 14:49
Koniec z „eko” bez dowodów. Nowe zasady zielonych claimów coraz bliżej branży kosmetycznej
Anna Shvets

Dyrektywa Empowering Consumers for the Green Transition (UE) 2024/825 zaostrza zasady komunikowania środowiskowych cech produktów. Dla branży kosmetycznej oznacza to konieczność weryfikacji claimów na opakowaniach, stronach internetowych, w e-commerce i reklamach. W Polsce przepisy mają zacząć obowiązywać 27 września 2027 r. – o rok później niż przewiduje unijny termin.

„Ekologiczny”, „zielony”, „przyjazny dla środowiska”, „neutralny klimatycznie” czy „zero waste” – tego rodzaju określenia coraz częściej pojawiają się w komunikacji marek kosmetycznych. Dyrektywa Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2024/825, przyjęta 28 lutego 2024 r., zmienia jednak zasady wykorzystywania takich przekazów. Jej przepisy zmieniają dyrektywy 2005/29/WE dotyczące nieuczciwych praktyk rynkowych oraz 2011/83/UE dotyczącą praw konsumentów. Państwa członkowskie powinny były dokonać transpozycji do 27 marca 2026 r., a unijne przepisy mają być stosowane od 27 września 2026 r.

Polska implementacja jest już na końcowym etapie parlamentarnym. Sejm uchwalił 4 września 2026 r. ustawę zmieniającą ustawę o przeciwdziałaniu nieuczciwym praktykom rynkowym oraz ustawę o prawach konsumenta. 24 września Senat przyjął ją bez poprawek. W toku prac parlamentarnych zmieniono termin wejścia ustawy w życie z 27 września 2026 r. na 27 września 2027 r. (⁠Sejm)

Skala greenwashingu

Za zaostrzeniem przepisów stoją konkretne dane. Według Komisji Europejskiej analiza przeprowadzona w 2020 r. wykazała, że 53,3 proc. badanych deklaracji środowiskowych przekazywało informacje niejasne, wprowadzające w błąd lub bezpodstawne, a 40 proc. nie było popartych dowodami. W innym badaniu, obejmującym 344 deklaracje dotyczące zrównoważonego rozwoju, organy ochrony konsumentów uznały w 57,5 proc. przypadków, że przedsiębiorcy nie przedstawili wystarczających informacji pozwalających ocenić prawdziwość deklaracji.

Problem jest szczególnie istotny dla kategorii kosmetycznej i produktów higieny osobistej. W unijnym przeglądzie z 2020 r. kosmetyki i produkty personal care stanowiły 17 proc. analizowanych przypadków dotyczących potencjalnie wprowadzających w błąd deklaracji dotyczących zrównoważonego rozwoju.

image

L’Oréal Polska z zarzutem greenwashingu. UOKiK kwestionuje eko-oznaczenia kosmetyków Garnier

Nowe przepisy wprowadzają do katalogu tzw. czarnych praktyk kolejne zachowania, które będą zakazane niezależnie od kontekstu. Jednym z nich jest stosowanie ogólnych twierdzeń środowiskowych bez możliwości wykazania odpowiedniej, uznanej efektywności środowiskowej. Dotyczy to m.in. określeń takich jak „eko”, „zielony”, „ekologiczny” czy „przyjazny dla środowiska”. Co istotne, deklaracja środowiskowa może być przekazem nie tylko tekstowym. Unijna definicja obejmuje także ilustracje, grafiki, symbole, oznakowania, nazwy marek, przedsiębiorstw i produktów, jeżeli sugerują korzystny wpływ na środowisko.

W praktyce nie oznacza to automatycznego zakazu każdego użycia słowa „eko”. Problemem będzie ogólne twierdzenie, którego przedsiębiorca nie jest w stanie poprzeć odpowiednimi dowodami. Dyrektywa przewiduje bowiem możliwość przedstawienia konkretnego uzasadnienia na tym samym nośniku. Przykładowo ogólne określenie dotyczące „przyjaznego dla klimatu opakowania” różni się od precyzyjnej informacji o tym, że 100 proc. energii wykorzystanej do produkcji opakowania pochodzi ze źródeł odnawialnych.

Opakowanie, reklama i e-commerce pod lupą

Szczególne znaczenie dla kosmetyków będzie miała regulacja dotycząca oznakowań związanych ze zrównoważonym rozwojem. Przedsiębiorcy nie będą mogli posługiwać się dowolnymi, własnymi „zielonymi” symbolami sugerującymi certyfikowaną ekologiczność produktu. Dyrektywa przewiduje, że takie oznaczenia powinny być oparte na systemie certyfikacji albo ustanowione przez organ publiczny.

Ograniczenia obejmą także deklaracje dotyczące neutralności klimatycznej. Dyrektywa wprost zakazuje twierdzeń, że produkt ma neutralny, ograniczony lub pozytywny wpływ na klimat, jeżeli takie przekazy opierają się na kompensowaniu emisji gazów cieplarnianych poza łańcuchem wartości produktu. Dotyczy to m.in. komunikatów typu „climate neutral”, „carbon neutral”, „climate compensated” czy „reduced climate impact”.

Osobną kategorię stanowią deklaracje dotyczące przyszłych celów środowiskowych. Komunikat w rodzaju „do 2030 r. osiągniemy neutralność klimatyczną” będzie musiał opierać się na jasnych, obiektywnych, publicznie dostępnych i możliwych do zweryfikowania zobowiązaniach, zawartych w szczegółowym i realistycznym planie. Plan powinien obejmować m.in. mierzalne i określone w czasie cele oraz środki potrzebne do ich realizacji, a jego wykonanie ma być regularnie weryfikowane przez niezależnego eksperta.

image

Sejm odracza walkę z greenwashingiem. Dla branży kosmetycznej stawką są miliony opakowań

Dla producentów kosmetyków oznacza to konieczność spojrzenia na komunikację szerzej niż tylko przez pryzmat pojedynczego hasła na opakowaniu. Audytu będą wymagały również strony internetowe, karty produktów w e-commerce, materiały reklamowe, kampanie w mediach społecznościowych, komunikacja korporacyjna oraz symbole i oznaczenia wykorzystywane przy produktach.

– Nowe przepisy dotyczące komunikacji to dla branży kosmetycznej znacznie więcej niż kwestia zmiany kilku haseł na opakowaniu. Firmy będą musiały z jeszcze większą ostrożnością oceniać treści, które wykorzystują w komunikacji marketingowej, a same komunikaty projektować precyzyjnie, tak aby konsumenci mieli jasność, czego one dotyczą – tłumaczy Magdalena Turowska, regulatory affairs managerka w Polskim Związku Przemysłu Kosmetycznego.

Jak dodaje, deklaracja środowiskowa powinna mieć konkretne i adekwatne uzasadnienie, które przedsiębiorca będzie w stanie wykazać i obronić. W praktyce oznacza to konieczność współpracy działów marketingu, regulatory, prawnych, ESG i osób odpowiedzialnych za opakowania oraz e-commerce.

Istotne będą również nowe zasady dotyczące praktyk wprowadzających w błąd. Dyrektywa obejmuje nie tylko bezpośrednio fałszywe deklaracje, lecz także komunikaty dotyczące cech środowiskowych, społecznych i aspektów gospodarki o obiegu zamkniętym, takich jak trwałość, naprawialność czy możliwość recyklingu. Regulacja obejmuje również eksponowanie korzyści, które nie wynikają z rzeczywistych cech produktu, a także przedstawianie jako przewagi środowiskowej cechy, która jest w rzeczywistości obowiązkowym wymogiem prawnym.

image

Green is the new black. Greenwashing w branży kosmetycznej [Rocznik WK 2025/26]

Z punktu widzenia firm kosmetycznych kluczowe będzie więc nie tylko to, co marka komunikuje, ale również czego dotyczy claim, na jakich danych się opiera i czy zakres deklaracji odpowiada rzeczywistej właściwości produktu. Przedsiębiorcy powinni już teraz przejrzeć stosowane oznaczenia, claims i materiały marketingowe oraz sprawdzić, czy dla każdego komunikatu istnieje odpowiednia dokumentacja potwierdzająca jego prawdziwość. Unijna dyrektywa ustanawia ramy ochrony przed greenwashingiem, a szczegółowe zasady uzasadniania deklaracji środowiskowych mają być dodatkowo rozwijane w kolejnych regulacjach.

Dla branży kosmetycznej oznacza to zmianę podejścia do komunikacji środowiskowej: od atrakcyjnego, ogólnego hasła w kierunku precyzyjnego claimu, którego zakres można jednoznacznie określić, a podstawę – udokumentować. Przy 27 września 2027 r. jako dacie przewidzianego w polskiej ustawie wejścia przepisów w życie firmy zyskują dodatkowy rok, ale kierunek zmian jest już określony.

ZOBACZ KOMENTARZE (0)
StoryEditor
Prawo
22.09.2026 13:11
Ponad 904 mln zł kar dla największych hurtowni farmaceutycznych. UOKiK: przez ponad dekadę ograniczały konkurencję
Kaboompics

UOKiK uznał, że największe hurtownie farmaceutyczne w Polsce przez ponad 10 lat wymieniały się informacjami o cenach i warunkach handlowych oferowanych aptekom. Łączna wartość kar nałożonych na Neucę, Farmacol-Logistykę, Farmacol i Świat Zdrowia wyniosła 904,97 mln zł. Sprawa pokazuje również znaczenie danych handlowych pozyskiwanych za pośrednictwem cyfrowych programów partnerskich.

Grupy Neuca, Farmacol oraz Polska Grupa Farmaceutyczna należą do największych hurtowych sprzedawców produktów farmaceutycznych w Polsce. Według ustaleń UOKiK ich łączny udział w rynku sprzedaży hurtowej leków w latach 2015–2022 przekraczał 70 proc. Skala działalności tych podmiotów ma bezpośrednie znaczenie dla funkcjonowania rynku aptecznego, ponieważ hurtownie są jednym z kluczowych ogniw łańcucha dostaw produktów leczniczych.

Według UOKiK przedsiębiorcy przez ponad dekadę wymieniali między sobą informacje mające wartość gospodarczą, w tym dotyczące cen leków, wielkości sprzedaży oraz warunków handlowych oferowanych poszczególnym aptekom. Mechanizm wykorzystywał narzędzia informatyczne funkcjonujące w ramach programów partnerskich dla aptek. Hurtownie, oferując aptekom m.in. rabaty, szkolenia czy wsparcie marketingowe, uzyskiwały dostęp do danych dotyczących ich zakupów. Następnie informacje te były udostępniane innym uczestnikom porozumienia i wykorzystywane przy podejmowaniu decyzji handlowych.

Dane z tysięcy aptek elementem mechanizmu

Istotne było to, że nie chodziło o publicznie dostępne cenniki konkurentów. UOKiK wskazuje, że przedsiębiorcy uzyskiwali informacje o cenach, po których konkretne produkty były sprzedawane konkretnym aptekom, a także o innych warunkach transakcji. Dzięki temu uczestnicy porozumienia mogli obserwować zachowania konkurentów na znacznie bardziej szczegółowym poziomie, niż byłoby to możliwe na podstawie informacji dostępnych publicznie.

Z ustaleń Urzędu wynika, że z mechanizmu od października 2015 r. korzystały Neuca i Polska Grupa Farmaceutyczna, natomiast od stycznia 2017 r. dołączyły do niego również spółki z grupy Farmacol. Dane pochodzące z aptek pozwalały przedsiębiorcom ustalać, jakie produkty kupował dany odbiorca, od którego dostawcy, po jakiej cenie i na jakich warunkach.

image

Czy Żabka może zostać apteką? Blisko 13 tys. punktów zmienia układ sił na rynku zdrowia i kosmetyków

W ocenie UOKiK taka wymiana ograniczała przestrzeń do niezależnego konkurowania o apteki. Hurtownia mogła bowiem dostosować własną ofertę do warunków, jakie znała z oferty konkurenta. W materiałach postępowania znalazła się również korespondencja pracowników jednej z hurtowni, w której pojawiło się określenie „nie wywołać wojny cenowej”. Według Urzędu wymiana informacji pozwalała uczestnikom porozumienia unikać intensywnej rywalizacji cenowej.

UOKiK wskazuje, że konsekwencją mechanizmu było ograniczenie konkurencji pomiędzy największymi hurtowniami oraz utrwalanie istniejącego układu sił. W komunikacie Urząd zwraca uwagę, że skutki były odczuwalne również przez apteki, które mogły otrzymywać mniej konkurencyjne warunki zaopatrzenia. Ostatecznym odbiorcą leków jest natomiast pacjent.

Ponad 904 mln zł kar

Decyzja Prezesa UOKiK z 21 września 2026 r. zakwalifikowała opisane działania jako praktykę ograniczającą konkurencję polegającą na wymianie informacji handlowych mających wartość gospodarczą. Urząd zastosował przepisy polskiej ustawy o ochronie konkurencji i konsumentów oraz art. 101 ust. 1 Traktatu o funkcjonowaniu Unii Europejskiej. Decyzja została pozytywnie zaopiniowana przez Komisję Europejską, która potwierdziła kwalifikację praktyki i argumentację UOKiK w świetle zgromadzonego materiału dowodowego.

Łączna wysokość kar wyniosła 904 969 744,47 zł. Na Neucę nałożono 499 037 763,85 zł, na Farmacol-Logistykę 400 532 440 zł, na Farmacol 3 488 520 zł, a na Świat Zdrowia 1 911 020,62 zł. Maksymalna kara, jaka może zostać nałożona za udział w porozumieniu ograniczającym konkurencję, wynosi 10 proc. rocznego obrotu przedsiębiorcy.

image

Po 14 latach zakaz znika. Apteki będą mogły walczyć o klientów reklamą

Sankcji finansowej uniknęła Polska Grupa Farmaceutyczna. Spółka skorzystała z programu łagodzenia kar, przekazała UOKiK informacje i dowody oraz współpracowała z Urzędem w toku postępowania. Według UOKiK to właśnie jej wniosek pomógł w wykryciu i udokumentowaniu mechanizmu.

Decyzja nie jest prawomocna

Postępowanie ma również wymiar istotny dla innych sektorów wykorzystujących dane sprzedażowe. Programy partnerskie i lojalnościowe pozwalają przedsiębiorstwom uzyskiwać szczegółową wiedzę o zachowaniach klientów, a dane te mogą mieć wysoką wartość gospodarczą. Granica między wykorzystaniem informacji do poprawy oferty a działaniem ograniczającym konkurencję jest szczególnie istotna na rynkach, na których kilka podmiotów kontroluje znaczącą część sprzedaży.

Znaczenie sprawy wykracza więc poza sam rynek farmaceutyczny. Dotyczy również sposobu wykorzystywania danych handlowych w sektorach o wysokiej koncentracji, w tym w handlu detalicznym i hurtowym produktami zdrowotnymi, kosmetycznymi czy FMCG. W przypadku kosmetyków szczególne znaczenie mogą mieć dane o cenach, rabatach, sprzedaży i warunkach handlowych przekazywane w ramach programów dla detalistów i partnerów biznesowych.

image

DM umacnia się w segmencie aptecznym. Aplikacja dm-med rozszerza ekosystem drogerii

Decyzja UOKiK nie jest prawomocna. Przedsiębiorcom przysługuje odwołanie do Sądu Ochrony Konkurencji i Konsumentów. Neuca poinformowała, że nie zgadza się z zarzutami i zamierza skorzystać z prawa do odwołania. Grupa podkreśliła, że ostateczna wysokość ewentualnej kary oraz termin jej zapłaty zostaną ustalone po zakończeniu postępowania odwoławczego i wydaniu prawomocnego wyroku.

Dane dotyczące zwłaszcza aktualnej pozycji Neuki pokazują skalę podmiotów objętych sprawą. Grupa jest liderem krajowego rynku hurtowej sprzedaży leków, a średnioroczny udział spółek z grupy Neuca w krajowym rynku hurtu aptecznego wyniósł w 2024 r. 29,5 proc. W przypadku rynku o takiej koncentracji sposób gromadzenia, udostępniania i wykorzystywania danych handlowych może mieć istotne znaczenie dla warunków konkurencji w całym łańcuchu dostaw.

ZOBACZ KOMENTARZE (0)
26. wrzesień 2026 00:34