StoryEditor
Prawo
20.08.2026 12:13

Koniec z homeopatią obok sonoforezy? Lex Szarlatan trafiło na biurko prezydenta

Ustawa określana jako „Lex Szarlatan” ma rozszerzyć kompetencje Rzecznika Praw Pacjenta i umożliwić szybką reakcję na praktyki pseudomedyczne oraz komercyjną dezinformację zdrowotną. Projekt przewiduje kary sięgające 1 mln zł, nowe możliwości blokowania dostępu do treści internetowych oraz 6 dodatkowych etatów w Biurze RPP. Dla legalnie działającej branży beauty kluczowe pozostaje pytanie, gdzie ustawodawca wyznaczy granicę między usługą kosmetyczną, medycyną estetyczną a praktyką pseudomedyczną.

- To prezydent informuje o swoich decyzjach i wkrótce o tej decyzji, dotyczącej tej ustawy, pan prezydent poinformuje [...] W przypadku każdej z ustaw kieruje się interesem i dobrem obywateli, ale przede wszystkim realizuje swoje uprawnienia zgodnie z przepisami polskiej konstytucji. Zatem ta ustawa, jak każda inna, będzie podlegała badaniu pod kątem konstytucyjności, pod kątem zgodności z przepisami polskiego prawa i tego, w jaki sposób może oddziaływać na obywateli Rzeczypospolitej. Kierując się tymi kryteriami, pan prezydent podejmie swoją decyzję — powiedział Wirtualnej Polsce Rafał Leśkiewicz, rzecznik prasowy prezydenta Karola Nawrockiego, pytany o to, jaką decyzję głowa państwa podejmie w kwestii ustawy "Lex szarlatan". Zaznaczył, że decyzja zostanie ostatecznie podjęta jeszcze w bieżącym tygodniu.

„Lex Szarlatan” na ostatniej prostej

Ustawa o zmianie ustawy o prawach pacjenta i Rzeczniku Praw Pacjenta ma stworzyć narzędzia pozwalające skuteczniej reagować na działalność osób i firm, które oferują usługi pseudomedyczne lub rozpowszechniają treści sprzeczne z aktualną wiedzą medyczną. Dotychczasowe kompetencje RPP były ograniczone przede wszystkim do podmiotów funkcjonujących w oficjalnym systemie ochrony zdrowia. Tymczasem znaczna część rynku pseudomedycznego działa jako zwykła działalność gospodarcza.

Według danych wykorzystanych w ocenie skutków regulacji w Polsce funkcjonuje niemal 40 tys. podmiotów świadczących usługi związane z medycyną tradycyjną, uzupełniającą lub paramedyczną. Nie oznacza to, że wszystkie prowadzą działalność niezgodną z prawem. Szacunki wskazują jednak, że od kilku do kilkunastu tysięcy podmiotów może spełniać kryteria potencjalnie niebezpiecznych praktyk pseudomedycznych.

image

Rząd wspiera branżę beauty — Lex Szarlatan pomoże oddzielić profesjonalistów od oszustów. Lekarze protestują: nowelizacja jest bezzębna.

To właśnie rozszerzenie nadzoru na działalność prowadzoną poza formalnym systemem ochrony zdrowia jest jedną z najważniejszych zmian. RPP ma otrzymać kompetencje pozwalające kontrolować również przedsiębiorców, którzy dotychczas znajdowali się poza jego bezpośrednim zasięgiem.

Proces legislacyjny budzi przy tym duże emocje. Do projektu zgłoszono ponad 4 tys. uwag, a dokument był konsultowany z ponad 120 instytucjami i organizacjami. Po przyjęciu ustawy przez Sejm i zakończeniu prac parlamentarnych dokument trafił do Prezydenta. Termin na podjęcie decyzji przypada na 21 sierpnia 2026 r.

Czym będzie praktyka pseudomedyczna?

Kluczowe znaczenie dla przedsiębiorców ma definicja praktyki pseudomedycznej. Zgodnie z projektowanymi przepisami chodzi o przypisywanie metodzie, substancji lub innemu działaniu właściwości leczniczych, które są niezgodne z aktualną wiedzą medyczną, jeżeli może to prowadzić do określonych negatywnych konsekwencji.

Ustawodawca wskazuje trzy podstawowe ryzyka: pogorszenie stanu zdrowia pacjenta, opóźnienie właściwej diagnostyki lub leczenia oraz rezygnację z terapii o potwierdzonej skuteczności.

To istotne rozróżnienie. Samo korzystanie z produktu lub metody nie będzie automatycznie oznaczało prowadzenia praktyki pseudomedycznej. Problem zaczyna się wtedy, gdy przedsiębiorca przypisuje danej metodzie działanie lecznicze, którego nie potwierdza aktualna wiedza medyczna, a jego komunikacja może wpływać na decyzje zdrowotne pacjenta.

Wśród przykładów wskazywanych przez przedstawicieli RPP znajdują się m.in. zalecanie picia płynu Lugola w celu leczenia chorób tarczycy czy nieuprawnione posługiwanie się tytułem lekarza.

Skala problemu widoczna jest także w konkretnych sprawach. Jedna z nich dotyczyła 40-letniej pacjentki z rakiem jajnika, która korzystała z usług naturopaty stosującego diagnostykę biorezonansem i zalecającego tzw. perły księżniczki, czyli tampony zawierające chińskie zioła. Podczas działań zabezpieczono dane niemal 900 potencjalnych klientów gabinetu.

Warto wspomnieć, że organizacja lobbystyczna Beauty Razem już w marcu bieżącego roku informowała o próbach ograniczenia ochrony pacjentów poprzez zmianę nomenklatury zawartej w ustawie. Cytując portal BeautyRazem,

Po zmianach przez pseudomedycynę rozumie się: „udzielanie świadczeń zdrowotnych przez osobę niewykonującą zawodu medycznego”.

To zawężenie względem wcześniejszej propozycji, która obejmowała wszelkie działania „na rzecz zdrowia”. Definicja brzmiała: „podejmowanie działań służących zachowaniu, ratowaniu, przywracaniu lub poprawie zdrowia przez osobę niewykonującą zawodu medycznego”. [...] do interwencji [w sprawie] Beauty Razem doszło, ponieważ rzecznik prasowy Naczelnej Izby Lekarskiej Jakub Kosikowski potwierdził w rozmowie z „Rynkiem Zdrowia”, że NIL zgłosiła poprawki do projektu ustawy mając na względzie także kosmetyczki i kosmetologów, aby uniemożliwić wykonywanie iniekcji przez osoby bez prawa wykonywania zawodu medycznego. Stwierdził, że główną intencją NIL jest, aby nie narażali oni pacjentów na powikłania po zastosowaniu wypełniaczy, botoksu czy nici liftingujących.

Kryształ na migrenę i olejek na depresję

Granica pomiędzy legalną sprzedażą produktu a działalnością pseudomedyczną może mieć znaczenie także w branży kosmetycznej, wellness i beauty. Na rynku pojawiają się bowiem produkty impulsowe, którym sprzedawcy przypisują właściwości wykraczające poza ich rzeczywiste zastosowanie.

image

Z gabinetów beauty znikną „leczące" kryształy, olejki i suplementy? Ministra Zdrowia idzie na wojnę z szarlatanami

Przykładami mogą być „magiczne” kryształy reklamowane jako sposób na migrenę, olejki eteryczne przedstawiane jako metoda leczenia depresji czy bransoletki mające poprawiać ciśnienie. Sam fakt sprzedaży takich produktów nie musi jeszcze oznaczać naruszenia nowych przepisów. Ryzyko pojawia się w momencie, gdy produkt jest przedstawiany jako środek leczniczy, a jego stosowanie może skłonić klienta do rezygnacji z właściwej diagnostyki lub terapii.

Dla gabinetów kosmetologicznych oznacza to, że istotnym obszarem ryzyka może stać się nie tylko sam zabieg, ale również sposób komunikowania jego efektów. Szczególnej uwagi będą wymagały materiały reklamowe, strony internetowe, media społecznościowe, opisy usług oraz wypowiedzi pracowników.

Obietnica poprawy wyglądu skóry będzie co do zasady czymś innym niż deklaracja leczenia konkretnej choroby. Podobnie sprzedaż produktu wspierającego relaks różni się od reklamowania go jako terapii depresji czy zaburzeń lękowych.

RPP z kompetencjami podobnymi do UOKiK

Jednym z głównych założeń ustawy jest wyposażenie Rzecznika Praw Pacjenta w instrumenty przypominające te, którymi dysponuje prezes Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów.

RPP będzie mógł prowadzić postępowania w sprawie praktyk pseudomedycznych, żądać informacji i dokumentów oraz korzystać z pomocy biegłych. Otrzyma również możliwość wydawania publicznych ostrzeżeń i nakazywania zaprzestania określonej działalności.

Szczególnie istotne jest rozwiązanie dotyczące sytuacji, w których dalsze prowadzenie działalności może stwarzać zagrożenie dla zdrowia lub życia. W takim przypadku Rzecznik będzie mógł wydać nakaz natychmiastowego zaprzestania praktyki, jeszcze przed formalnym zakończeniem całego postępowania.

Przedsiębiorca nie będzie mógł również łatwo uniknąć sankcji poprzez zakończenie działalności tuż przed wydaniem decyzji. Projekt przewiduje możliwość nałożenia kary także na podmiot, który zaprzestanie niedozwolonej praktyki w toku postępowania.

Nawet 1 mln zł kary

Największą zmianą z punktu widzenia przedsiębiorców będzie wysokość potencjalnych sankcji. Za naruszenie zbiorowych praw pacjentów kara może wynieść do 1 mln zł. Z kolei za brak współpracy z RPP, np. odmowę przekazania wymaganej dokumentacji lub informacji, będzie grozić kara do 100 tys. zł.

image

Krystaloterapia w gabinetach beauty: jak działa i dlaczego zyskuje na popularności?

Dla porównania, łączna wartość kar nakładanych przez RPP w latach 2023–2025 wyniosła odpowiednio około 978 tys. zł, 608 tys. zł i 1,16 mln zł. Średnia z tych trzech lat to około 917 tys. zł. Po wejściu nowych przepisów maksymalna pojedyncza kara będzie więc porównywalna z roczną wartością wszystkich kar nakładanych wcześniej przez urząd.

Ocena skutków regulacji zakłada, że w kolejnych latach wartość nakładanych sankcji może sięgać co najmniej 2 mln zł rocznie, natomiast w pierwszym roku obowiązywania nowych regulacji szacowana jest na około 1,2–1,5 mln zł.

Rozbudowa kompetencji RPP wymaga także zwiększenia zasobów instytucji. Biuro Rzecznika ma otrzymać 6 nowych etatów, a roczna pracochłonność zadań związanych z nowymi kompetencjami została oszacowana na 9240 godzin. Koszt dodatkowego zatrudnienia ma wynieść około 979 tys. zł w pierwszym roku i około 1,3 mln zł rocznie w kolejnych latach.

Dezinformacja także w internecie

Ustawa ma objąć nie tylko działalność prowadzoną stacjonarnie, lecz także komercyjne rozpowszechnianie dezinformacji medycznej w internecie. To istotne, ponieważ media społecznościowe stały się jednym z podstawowych kanałów promocji terapii alternatywnych, suplementów i produktów, którym przypisuje się właściwości lecznicze.

Według danych przywoływanych w toku prac nad regulacją najpopularniejsze osoby promujące pseudomedyczne treści mogą docierać do setek tysięcy obserwujących. W jednym z analizowanych przypadków łączna liczba obserwujących na różnych platformach wynosiła około 370 tys.

RPP ma otrzymać możliwość prowadzenia publicznego i jawnego rejestru podmiotów posługujących się dezinformacją medyczną. Projekt przewiduje także możliwość występowania do operatorów telekomunikacyjnych o przekierowanie użytkowników z określonej domeny na stronę RPP zawierającą ostrzeżenie przed fałszywymi treściami.

Dla rynku beauty oznacza to zwiększenie znaczenia komunikacji cyfrowej. Instagram, TikTok, Facebook, YouTube czy własna strona internetowa mogą stać się nie tylko kanałami sprzedaży i marketingu, ale również materiałem analizowanym w ramach postępowania.

Czy „Lex Szarlatan” obejmie kosmetologów?

Największe emocje w branży beauty dotyczą tego, czy nowe przepisy mogą wpłynąć na działalność kosmetologów, linergistów czy innych specjalistów wykonujących zabiegi estetyczne.

Sama ustawa nie ma na celu zakazania legalnych usług kosmetycznych. Przedstawiciele RPP podkreślają, że regulacja nie jest wymierzona w ziołolecznictwo, masaże, akupunkturę czy medycynę chińską jako takie. Kluczowe będzie natomiast to, czy dana metoda jest przedstawiana jako leczenie oraz czy sposób jej stosowania może szkodzić pacjentowi lub prowadzić do rezygnacji z terapii o potwierdzonej skuteczności.

W praktyce oznacza to, że legalnie działający gabinet kosmetyczny nie powinien automatycznie utożsamiać nowych przepisów z zakazem swojej działalności. Jednocześnie przedsiębiorcy wykonujący zabiegi znajdujące się na granicy usług kosmetycznych i medycznych muszą liczyć się z większą kontrolą.

image

Anna Zawistowska, Słomiana Pracownia: Aromaterapia to nie magia, ale czysta nauka

Szczególnie istotny jest w tym kontekście spór dotyczący zabiegów iniekcyjnych. Naczelna Izba Lekarska postuluje zaostrzenie przepisów wobec osób bez uprawnień medycznych wykonujących m.in. zabiegi z użyciem botoksu, wypełniaczy i nici liftingujących. Samorząd lekarski argumentuje, że procedury te mogą wiązać się z realnym ryzykiem dla zdrowia i życia pacjenta i dlatego powinny być wykonywane wyłącznie przez osoby posiadające odpowiednie kwalifikacje.

To właśnie ten obszar może okazać się najbardziej konfliktowy po wejściu ustawy w życie. Spór nie dotyczy bowiem wyłącznie pseudomedycyny, lecz także granic pomiędzy kosmetologią, medycyną estetyczną i świadczeniami zdrowotnymi. List protestacyjny opublikowało m.in. Do Rzeczy:

Zarówno w wielu krajach europejskich, np. w Niemczech jak i w Stanach Zjednoczonych obok medycyny opartej na produktach koncernów farmaceutycznych, z powodzeniem rozwija się medycyna oparta na ziołolecznictwie, zdrowej diecie, suplementach diety, witaminach, antyoksydantach. Takie leczenie stosują też wykwalifikowani do tego specjaliści ziołolecznictwa czy dietetycy. Niestety w Polsce lekarze mają zawieszane prawa wykonywania zawodu za leczenie inne niż to narzucane przez lobbing farmaceutyczny oraz za ujawnianie konfliktu interesów w skorumpowanym systemie medycznym. Przyjęta przez sejm ustawa betonuje ten proceder oraz idzie dużo dalej – likwiduje wolność Polaków do wyboru określonej metody leczenia a nawet do przekazywania w mediach informacji o nowych skutecznych metodach leczenia, czyli zabrania wolności słowa i wszelkiej publicznej debaty na ten temat. (pisownia oryginalna)

Protestują także Ordo Iuris, denialistka wakcynologiczna Justyna Socha, oraz prawomocnie skazany naturopata Jerzy Zięba, znany z wypromowania mody na lewoskrętną witaminę C, która już utrwaliła się w memicznej formie w polskiej popkulturze.

W przestrzeni publicznej pojawiają się także głosy krytykujące zarówno ustawę, jak i jej zawetowanie, np. Kacpra Góreckiego na łamach portalu Klubu Jagiellońskiego:

Debata nad tzw. lex szarlatan łatwo wpada w koleiny politycznej polaryzacji. Z jednej strony pojawia się obraz państwa, które wreszcie staje w obronie pacjentów przed bezwzględnymi oszustami. Z drugiej – wizja urzędnika wyposażonego w arbitralną możliwość rozstrzygania, co jest prawdziwą medycyną, a co niedopuszczalnym odstępstwem zasługującym na surową karę. [...] Sprzedawanie człowiekowi z nowotworem kosztownej „terapii”, której skuteczności nigdy nie wykazano, przekonywanie go do rezygnacji z leczenia czy podszywanie się pod osobę posiadającą kompetencje medyczne nie jest zwykłym korzystaniem z wolności gospodarczej. W skrajnych przypadkach ceną za brak skutecznej reakcji państwa jest zdrowie lub życie.

Spór o oficjalne klasyfikowanie medycyny alternatywnej

NIL krytykuje także zmiany w klasyfikacjach działalności gospodarczej. Od 1 stycznia 2025 r. obowiązuje kod PKD 86.96.Z, obejmujący działalność w zakresie medycyny tradycyjnej, uzupełniającej i alternatywnej.

Z kolei w PKWiU 2025 wyodrębniono grupowanie 86.96.00.0, obejmujące usługi w zakresie medycyny tradycyjnej, uzupełniającej i alternatywnej. W ramach tej kategorii znajdują się m.in. usługi związane z homeopatią, akupunkturą czy irydologią.

Zdaniem samorządu lekarskiego obecność takich usług w oficjalnych klasyfikacjach może być odczytywana jako ich instytucjonalne uznanie. Ministerstwo Zdrowia wskazuje natomiast, że zmiany klasyfikacyjne wynikają z dostosowania polskiego systemu do standardów międzynarodowych i same w sobie nie przesądzają o skuteczności medycznej określonych metod.

Ustawa nie kończy dyskusji

„Lex Szarlatan” ma przede wszystkim zamknąć lukę prawną dotyczącą działalności pseudomedycznej prowadzonej poza formalnym systemem ochrony zdrowia. 40 tys. podmiotów działających w obszarze medycyny tradycyjnej, uzupełniającej i paramedycznej pokazuje, że potencjalny zakres nadzoru jest bardzo szeroki.

Jednocześnie skuteczność regulacji będzie zależeć nie tylko od wysokości kar. RPP otrzyma 6 dodatkowych etatów, podczas gdy skala działalności prowadzonej w internecie, liczba przedsiębiorców oraz ogromna liczba publikowanych codziennie treści oznaczają konieczność stworzenia sprawnego systemu monitoringu i analizy.

Dla rynku beauty najważniejsza będzie praktyka stosowania nowych przepisów. Rzetelne wykonywanie usług kosmetycznych nie jest równoznaczne z pseudomedycyną. Ryzyko pojawia się przede wszystkim tam, gdzie działalność kosmetyczna zaczyna być przedstawiana jako leczenie, a przedsiębiorca przypisuje produktom lub zabiegom właściwości zdrowotne niepotwierdzone dowodami naukowymi.

Dlatego dla profesjonalnych gabinetów kluczowe będzie precyzyjne określanie zakresu usług, unikanie nieuzasadnionych obietnic terapeutycznych oraz kontrolowanie komunikacji marketingowej. W przypadku wejścia ustawy w życie granica między legalną usługą a praktyką pseudomedyczną będzie miała nie tylko znaczenie etyczne, ale również bezpośrednie konsekwencje finansowe – do 1 mln zł za naruszenie zbiorowych praw pacjentów.

ZOBACZ KOMENTARZE (0)
StoryEditor
Prawo
25.09.2026 14:49
Koniec z „eko” bez dowodów. Nowe zasady zielonych claimów coraz bliżej branży kosmetycznej
Anna Shvets

Dyrektywa Empowering Consumers for the Green Transition (UE) 2024/825 zaostrza zasady komunikowania środowiskowych cech produktów. Dla branży kosmetycznej oznacza to konieczność weryfikacji claimów na opakowaniach, stronach internetowych, w e-commerce i reklamach. W Polsce przepisy mają zacząć obowiązywać 27 września 2027 r. – o rok później niż przewiduje unijny termin.

„Ekologiczny”, „zielony”, „przyjazny dla środowiska”, „neutralny klimatycznie” czy „zero waste” – tego rodzaju określenia coraz częściej pojawiają się w komunikacji marek kosmetycznych. Dyrektywa Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2024/825, przyjęta 28 lutego 2024 r., zmienia jednak zasady wykorzystywania takich przekazów. Jej przepisy zmieniają dyrektywy 2005/29/WE dotyczące nieuczciwych praktyk rynkowych oraz 2011/83/UE dotyczącą praw konsumentów. Państwa członkowskie powinny były dokonać transpozycji do 27 marca 2026 r., a unijne przepisy mają być stosowane od 27 września 2026 r.

Polska implementacja jest już na końcowym etapie parlamentarnym. Sejm uchwalił 4 września 2026 r. ustawę zmieniającą ustawę o przeciwdziałaniu nieuczciwym praktykom rynkowym oraz ustawę o prawach konsumenta. 24 września Senat przyjął ją bez poprawek. W toku prac parlamentarnych zmieniono termin wejścia ustawy w życie z 27 września 2026 r. na 27 września 2027 r. (⁠Sejm)

Skala greenwashingu

Za zaostrzeniem przepisów stoją konkretne dane. Według Komisji Europejskiej analiza przeprowadzona w 2020 r. wykazała, że 53,3 proc. badanych deklaracji środowiskowych przekazywało informacje niejasne, wprowadzające w błąd lub bezpodstawne, a 40 proc. nie było popartych dowodami. W innym badaniu, obejmującym 344 deklaracje dotyczące zrównoważonego rozwoju, organy ochrony konsumentów uznały w 57,5 proc. przypadków, że przedsiębiorcy nie przedstawili wystarczających informacji pozwalających ocenić prawdziwość deklaracji.

Problem jest szczególnie istotny dla kategorii kosmetycznej i produktów higieny osobistej. W unijnym przeglądzie z 2020 r. kosmetyki i produkty personal care stanowiły 17 proc. analizowanych przypadków dotyczących potencjalnie wprowadzających w błąd deklaracji dotyczących zrównoważonego rozwoju.

image

L’Oréal Polska z zarzutem greenwashingu. UOKiK kwestionuje eko-oznaczenia kosmetyków Garnier

Nowe przepisy wprowadzają do katalogu tzw. czarnych praktyk kolejne zachowania, które będą zakazane niezależnie od kontekstu. Jednym z nich jest stosowanie ogólnych twierdzeń środowiskowych bez możliwości wykazania odpowiedniej, uznanej efektywności środowiskowej. Dotyczy to m.in. określeń takich jak „eko”, „zielony”, „ekologiczny” czy „przyjazny dla środowiska”. Co istotne, deklaracja środowiskowa może być przekazem nie tylko tekstowym. Unijna definicja obejmuje także ilustracje, grafiki, symbole, oznakowania, nazwy marek, przedsiębiorstw i produktów, jeżeli sugerują korzystny wpływ na środowisko.

W praktyce nie oznacza to automatycznego zakazu każdego użycia słowa „eko”. Problemem będzie ogólne twierdzenie, którego przedsiębiorca nie jest w stanie poprzeć odpowiednimi dowodami. Dyrektywa przewiduje bowiem możliwość przedstawienia konkretnego uzasadnienia na tym samym nośniku. Przykładowo ogólne określenie dotyczące „przyjaznego dla klimatu opakowania” różni się od precyzyjnej informacji o tym, że 100 proc. energii wykorzystanej do produkcji opakowania pochodzi ze źródeł odnawialnych.

Opakowanie, reklama i e-commerce pod lupą

Szczególne znaczenie dla kosmetyków będzie miała regulacja dotycząca oznakowań związanych ze zrównoważonym rozwojem. Przedsiębiorcy nie będą mogli posługiwać się dowolnymi, własnymi „zielonymi” symbolami sugerującymi certyfikowaną ekologiczność produktu. Dyrektywa przewiduje, że takie oznaczenia powinny być oparte na systemie certyfikacji albo ustanowione przez organ publiczny.

Ograniczenia obejmą także deklaracje dotyczące neutralności klimatycznej. Dyrektywa wprost zakazuje twierdzeń, że produkt ma neutralny, ograniczony lub pozytywny wpływ na klimat, jeżeli takie przekazy opierają się na kompensowaniu emisji gazów cieplarnianych poza łańcuchem wartości produktu. Dotyczy to m.in. komunikatów typu „climate neutral”, „carbon neutral”, „climate compensated” czy „reduced climate impact”.

Osobną kategorię stanowią deklaracje dotyczące przyszłych celów środowiskowych. Komunikat w rodzaju „do 2030 r. osiągniemy neutralność klimatyczną” będzie musiał opierać się na jasnych, obiektywnych, publicznie dostępnych i możliwych do zweryfikowania zobowiązaniach, zawartych w szczegółowym i realistycznym planie. Plan powinien obejmować m.in. mierzalne i określone w czasie cele oraz środki potrzebne do ich realizacji, a jego wykonanie ma być regularnie weryfikowane przez niezależnego eksperta.

image

Sejm odracza walkę z greenwashingiem. Dla branży kosmetycznej stawką są miliony opakowań

Dla producentów kosmetyków oznacza to konieczność spojrzenia na komunikację szerzej niż tylko przez pryzmat pojedynczego hasła na opakowaniu. Audytu będą wymagały również strony internetowe, karty produktów w e-commerce, materiały reklamowe, kampanie w mediach społecznościowych, komunikacja korporacyjna oraz symbole i oznaczenia wykorzystywane przy produktach.

– Nowe przepisy dotyczące komunikacji to dla branży kosmetycznej znacznie więcej niż kwestia zmiany kilku haseł na opakowaniu. Firmy będą musiały z jeszcze większą ostrożnością oceniać treści, które wykorzystują w komunikacji marketingowej, a same komunikaty projektować precyzyjnie, tak aby konsumenci mieli jasność, czego one dotyczą – tłumaczy Magdalena Turowska, regulatory affairs managerka w Polskim Związku Przemysłu Kosmetycznego.

Jak dodaje, deklaracja środowiskowa powinna mieć konkretne i adekwatne uzasadnienie, które przedsiębiorca będzie w stanie wykazać i obronić. W praktyce oznacza to konieczność współpracy działów marketingu, regulatory, prawnych, ESG i osób odpowiedzialnych za opakowania oraz e-commerce.

Istotne będą również nowe zasady dotyczące praktyk wprowadzających w błąd. Dyrektywa obejmuje nie tylko bezpośrednio fałszywe deklaracje, lecz także komunikaty dotyczące cech środowiskowych, społecznych i aspektów gospodarki o obiegu zamkniętym, takich jak trwałość, naprawialność czy możliwość recyklingu. Regulacja obejmuje również eksponowanie korzyści, które nie wynikają z rzeczywistych cech produktu, a także przedstawianie jako przewagi środowiskowej cechy, która jest w rzeczywistości obowiązkowym wymogiem prawnym.

image

Green is the new black. Greenwashing w branży kosmetycznej [Rocznik WK 2025/26]

Z punktu widzenia firm kosmetycznych kluczowe będzie więc nie tylko to, co marka komunikuje, ale również czego dotyczy claim, na jakich danych się opiera i czy zakres deklaracji odpowiada rzeczywistej właściwości produktu. Przedsiębiorcy powinni już teraz przejrzeć stosowane oznaczenia, claims i materiały marketingowe oraz sprawdzić, czy dla każdego komunikatu istnieje odpowiednia dokumentacja potwierdzająca jego prawdziwość. Unijna dyrektywa ustanawia ramy ochrony przed greenwashingiem, a szczegółowe zasady uzasadniania deklaracji środowiskowych mają być dodatkowo rozwijane w kolejnych regulacjach.

Dla branży kosmetycznej oznacza to zmianę podejścia do komunikacji środowiskowej: od atrakcyjnego, ogólnego hasła w kierunku precyzyjnego claimu, którego zakres można jednoznacznie określić, a podstawę – udokumentować. Przy 27 września 2027 r. jako dacie przewidzianego w polskiej ustawie wejścia przepisów w życie firmy zyskują dodatkowy rok, ale kierunek zmian jest już określony.

ZOBACZ KOMENTARZE (0)
StoryEditor
Prawo
22.09.2026 13:11
Ponad 904 mln zł kar dla największych hurtowni farmaceutycznych. UOKiK: przez ponad dekadę ograniczały konkurencję
Kaboompics

UOKiK uznał, że największe hurtownie farmaceutyczne w Polsce przez ponad 10 lat wymieniały się informacjami o cenach i warunkach handlowych oferowanych aptekom. Łączna wartość kar nałożonych na Neucę, Farmacol-Logistykę, Farmacol i Świat Zdrowia wyniosła 904,97 mln zł. Sprawa pokazuje również znaczenie danych handlowych pozyskiwanych za pośrednictwem cyfrowych programów partnerskich.

Grupy Neuca, Farmacol oraz Polska Grupa Farmaceutyczna należą do największych hurtowych sprzedawców produktów farmaceutycznych w Polsce. Według ustaleń UOKiK ich łączny udział w rynku sprzedaży hurtowej leków w latach 2015–2022 przekraczał 70 proc. Skala działalności tych podmiotów ma bezpośrednie znaczenie dla funkcjonowania rynku aptecznego, ponieważ hurtownie są jednym z kluczowych ogniw łańcucha dostaw produktów leczniczych.

Według UOKiK przedsiębiorcy przez ponad dekadę wymieniali między sobą informacje mające wartość gospodarczą, w tym dotyczące cen leków, wielkości sprzedaży oraz warunków handlowych oferowanych poszczególnym aptekom. Mechanizm wykorzystywał narzędzia informatyczne funkcjonujące w ramach programów partnerskich dla aptek. Hurtownie, oferując aptekom m.in. rabaty, szkolenia czy wsparcie marketingowe, uzyskiwały dostęp do danych dotyczących ich zakupów. Następnie informacje te były udostępniane innym uczestnikom porozumienia i wykorzystywane przy podejmowaniu decyzji handlowych.

Dane z tysięcy aptek elementem mechanizmu

Istotne było to, że nie chodziło o publicznie dostępne cenniki konkurentów. UOKiK wskazuje, że przedsiębiorcy uzyskiwali informacje o cenach, po których konkretne produkty były sprzedawane konkretnym aptekom, a także o innych warunkach transakcji. Dzięki temu uczestnicy porozumienia mogli obserwować zachowania konkurentów na znacznie bardziej szczegółowym poziomie, niż byłoby to możliwe na podstawie informacji dostępnych publicznie.

Z ustaleń Urzędu wynika, że z mechanizmu od października 2015 r. korzystały Neuca i Polska Grupa Farmaceutyczna, natomiast od stycznia 2017 r. dołączyły do niego również spółki z grupy Farmacol. Dane pochodzące z aptek pozwalały przedsiębiorcom ustalać, jakie produkty kupował dany odbiorca, od którego dostawcy, po jakiej cenie i na jakich warunkach.

image

Czy Żabka może zostać apteką? Blisko 13 tys. punktów zmienia układ sił na rynku zdrowia i kosmetyków

W ocenie UOKiK taka wymiana ograniczała przestrzeń do niezależnego konkurowania o apteki. Hurtownia mogła bowiem dostosować własną ofertę do warunków, jakie znała z oferty konkurenta. W materiałach postępowania znalazła się również korespondencja pracowników jednej z hurtowni, w której pojawiło się określenie „nie wywołać wojny cenowej”. Według Urzędu wymiana informacji pozwalała uczestnikom porozumienia unikać intensywnej rywalizacji cenowej.

UOKiK wskazuje, że konsekwencją mechanizmu było ograniczenie konkurencji pomiędzy największymi hurtowniami oraz utrwalanie istniejącego układu sił. W komunikacie Urząd zwraca uwagę, że skutki były odczuwalne również przez apteki, które mogły otrzymywać mniej konkurencyjne warunki zaopatrzenia. Ostatecznym odbiorcą leków jest natomiast pacjent.

Ponad 904 mln zł kar

Decyzja Prezesa UOKiK z 21 września 2026 r. zakwalifikowała opisane działania jako praktykę ograniczającą konkurencję polegającą na wymianie informacji handlowych mających wartość gospodarczą. Urząd zastosował przepisy polskiej ustawy o ochronie konkurencji i konsumentów oraz art. 101 ust. 1 Traktatu o funkcjonowaniu Unii Europejskiej. Decyzja została pozytywnie zaopiniowana przez Komisję Europejską, która potwierdziła kwalifikację praktyki i argumentację UOKiK w świetle zgromadzonego materiału dowodowego.

Łączna wysokość kar wyniosła 904 969 744,47 zł. Na Neucę nałożono 499 037 763,85 zł, na Farmacol-Logistykę 400 532 440 zł, na Farmacol 3 488 520 zł, a na Świat Zdrowia 1 911 020,62 zł. Maksymalna kara, jaka może zostać nałożona za udział w porozumieniu ograniczającym konkurencję, wynosi 10 proc. rocznego obrotu przedsiębiorcy.

image

Po 14 latach zakaz znika. Apteki będą mogły walczyć o klientów reklamą

Sankcji finansowej uniknęła Polska Grupa Farmaceutyczna. Spółka skorzystała z programu łagodzenia kar, przekazała UOKiK informacje i dowody oraz współpracowała z Urzędem w toku postępowania. Według UOKiK to właśnie jej wniosek pomógł w wykryciu i udokumentowaniu mechanizmu.

Decyzja nie jest prawomocna

Postępowanie ma również wymiar istotny dla innych sektorów wykorzystujących dane sprzedażowe. Programy partnerskie i lojalnościowe pozwalają przedsiębiorstwom uzyskiwać szczegółową wiedzę o zachowaniach klientów, a dane te mogą mieć wysoką wartość gospodarczą. Granica między wykorzystaniem informacji do poprawy oferty a działaniem ograniczającym konkurencję jest szczególnie istotna na rynkach, na których kilka podmiotów kontroluje znaczącą część sprzedaży.

Znaczenie sprawy wykracza więc poza sam rynek farmaceutyczny. Dotyczy również sposobu wykorzystywania danych handlowych w sektorach o wysokiej koncentracji, w tym w handlu detalicznym i hurtowym produktami zdrowotnymi, kosmetycznymi czy FMCG. W przypadku kosmetyków szczególne znaczenie mogą mieć dane o cenach, rabatach, sprzedaży i warunkach handlowych przekazywane w ramach programów dla detalistów i partnerów biznesowych.

image

DM umacnia się w segmencie aptecznym. Aplikacja dm-med rozszerza ekosystem drogerii

Decyzja UOKiK nie jest prawomocna. Przedsiębiorcom przysługuje odwołanie do Sądu Ochrony Konkurencji i Konsumentów. Neuca poinformowała, że nie zgadza się z zarzutami i zamierza skorzystać z prawa do odwołania. Grupa podkreśliła, że ostateczna wysokość ewentualnej kary oraz termin jej zapłaty zostaną ustalone po zakończeniu postępowania odwoławczego i wydaniu prawomocnego wyroku.

Dane dotyczące zwłaszcza aktualnej pozycji Neuki pokazują skalę podmiotów objętych sprawą. Grupa jest liderem krajowego rynku hurtowej sprzedaży leków, a średnioroczny udział spółek z grupy Neuca w krajowym rynku hurtu aptecznego wyniósł w 2024 r. 29,5 proc. W przypadku rynku o takiej koncentracji sposób gromadzenia, udostępniania i wykorzystywania danych handlowych może mieć istotne znaczenie dla warunków konkurencji w całym łańcuchu dostaw.

ZOBACZ KOMENTARZE (0)
04. październik 2026 20:21