StoryEditor
Prawo
24.06.2025 11:06

Kosmetyki bio, eco czy natural? Zielone oznaczenia w branży beauty

Prace nad unijną Dyrektywą o Zielonych Oświadczeniach (Green Claims Directive) zostały tymczasowo wstrzymane 23 czerwca 2025 roku  / shutterstock

W ostatnich latach wzrasta znaczenie wartości ekologicznych w codziennych decyzjach zakupowych, a zwroty takie jak „eko”, „bio”, „naturalny”, „organiczny” czy „przyjazny dla środowiska” kształtują wybory konsumenckie. Jednak zanim przedsiębiorca wybierze nazwę i logo dla swojej marki, serii produktów lub konkretnych towarów i zdecyduje się na ich ochronę jako znaki towarowe, powinien uwzględnić ograniczenia prawne oraz potencjalne ryzyka wynikające z prawa własności przemysłowej, przepisów dotyczących ochrony konsumentów i zasad uczciwej konkurencji – pisze Natalia Basałaj, radca prawny w Kancelarii Hansberry Tomkiel.

W ostatnich latach można zaobserwować zmiany w świadomości kupujących kosmetyki. Coraz więcej osób – szczególnie z młodszego pokolenia – przy ich wyborze kieruje się nie tylko ceną czy jakością, ale również wpływem produktu na środowisko.

W obliczu drastycznych skutków zmian klimatycznych – od rekordowych huraganów i tsunami, przez fale upałów, po susze i powodzie – wzrasta znaczenie wartości ekologicznych w codziennych decyzjach zakupowych. Zwroty takie jak „eko”, „bio”, „naturalny”, „organiczny” czy „przyjazny dla środowiska” przyciągają uwagę i kształtują wybory konsumenckie, stając się elementem stylu życia i wyrazem osobistych przekonań.

Producenci kosmetyków, dostrzegając potencjał marketingowy tej tendencji, coraz częściej sięgają po oznaczenia kojarzące się z ekologią. Przykładem może być marka OnlyBio, rozpoznawalna m.in. dzięki prostemu logo, ale także charakterystycznej szacie graficznej - intensywnym kolorom opakowań oraz błyszczącym, srebrnym napisom na neonowym tle. Produkty tej marki są dostępne m.in. w drogeriach Rossmann. Na rynku kosmetycznym funkcjonują również inne marki kojarzone z naturą, takie jak Make Me Bio, Earth Mama, Biotique czy BIOnly Men.

Jednak zanim przedsiębiorca wybierze nazwę i logo dla swojej marki, serii produktów lub konkretnych towarów i zdecyduje się na ich ochronę jako znaki towarowe, powinien uwzględnić ograniczenia prawne oraz potencjalne ryzyka wynikające z prawa własności przemysłowej, przepisów dotyczących ochrony konsumentów i zasad uczciwej konkurencji.

Brak jednolitej definicji i regulacji „zielonych kosmetyków”

W przeciwieństwie do produktów żywnościowych, w Unii Europejskiej nie ma jednej oficjalnej definicji kosmetyków „naturalnych” czy „organicznych”, ani obowiązkowego systemu ich certyfikacji. Przedsiębiorcy mają więc sporą swobodę w wyborze nazw i oznaczeń, ale jednocześnie spoczywa na nich duża odpowiedzialność za to, co obiecują konsumentom.

Certyfikaty zamiast haseł

Z uwagi na brak jednolitych przepisów dotyczących deklaracji środowiskowych dotyczących produktów kosmetycznych, branża beauty opracowała własne standardy. Ryzyko zarzutu stosowania czynów nieuczciwej konkurencji czy niedozwolonych praktyk rynkowych ograniczają certyfikaty jakości, takie jak ECOCERT, COSMOS Organic, Fairtrade czy Green Brand, które potwierdzają zgodność produktów z określonymi kryteriami składu i produkcji, zweryfikowanymi przez niezależne jednostki.

Przykładowo, marka OnlyBio posiada certyfikaty EcoCert i Vegan Society.

Certyfikat EcoCert potwierdza, że co najmniej 95 proc. surowców użytych do produkcji kosmetyków jest naturalnych (czyli występujących w naturze, np. olej tłoczony na zimno) lub pochodzenia naturalnego (czyli przetworzonych, ale wywodzących się z natury, np. gliceryna z olejów roślinnych). Dodatkowo, minimum 5% wszystkich składników i co najmniej 50% składników roślinnych musi być certyfikowane jako organiczne.

Certyfikat Vegan Society gwarantuje, że produkt nie zawiera składników pochodzenia zwierzęcego, nie był testowany na zwierzętach i został wyprodukowany z poszanowaniem środowiska.

Czym są zielone znaki towarowe?

Znakiem towarowym może być każde oznaczenie, które odróżnia towary danego przedsiębiorcy od towarów konkurencji. Zarejestrowany znak towarowy daje uprawnionemu wyłączne prawo do jego używania w obrocie dla określonych towarów lub usług na wskazanym terytorium. Natomiast tzw. zielone znaki towarowe to takie oznaczenia, które zawierają hasła związane ze środowiskiem (np. „eko”, „zielony”, „neutralny klimatycznie”, „organic”), czy też grafiki i symbole kojarzące się z naturą (np. liście, planetę, krajobrazy, zwierzęta czy rośliny). Mogą to być też inne elementy, które sugerują, że produkt jest ekologiczny lub powstał zgodnie z zasadami zrównoważonego rozwoju.

Przedsiębiorcy wykorzystują takie znaki do podkreślenia proekologicznych właściwości produktów, linii kosmetycznych, a niekiedy również całej prowadzonej działalności.

W Polsce i na terenie UE znak towarowy, aby mógł być zarejestrowany:

  • nie może składać się tylko z opisowych słów – np. „naturalne kosmetyki” nie zostanie zarejestrowane, bo opisuje rodzaj produktu, a nie wyróżnia go od innych;
  • nie może wprowadzać w błąd – np. nie można sugerować, że produkt jest „eko”, jeśli nie ma odpowiednich certyfikatów;
  • musi mieć zdolność odróżniającą – czyli pozwalać klientom rozpoznać, kto jest producentem, a nie udawać certyfikat jakości.

Dla przykładu, Sąd Unii Europejskiej uznał, że oznaczenia [Natural Beauty] i [Bio Organic] zawierające w warstwie słownej wyłącznie takie elementy jak „natural” czy „bio”, w połączeniu z równie opisowymi zwrotami jak „beauty” czy „organic” (lub ich odpowiednikami, np. „organiczny” czy „naturalny”) oraz prostą grafiką, są zbyt ogólne i deskryptywne, by mogły zostać zarejestrowane jako znaki towarowe słowno-graficzne, zwłaszcza do oznaczania produktów kosmetycznych.

W innym orzeczeniu, dotyczącym znaku słownego „Biolatte”, zgłoszonego m.in. dla suplementów diety, Sąd UE stwierdził, że oznaczenie to sugeruje konkretne cechy produktu (np. „ekologiczne mleko”), przez co jest czysto opisowe i pozbawione zdolności odróżniającej, a więc nie może zostać zarejestrowane.

Natomiast Urząd Patentowy RP odmówił rejestracji m.in. oznaczeń słowno-graficznych [Naturia Organic] (Z.425296), czy [Pure]  (Z.507975).

Jednak prawo własności przemysłowej nie wymaga, żeby znak towarowy, jak utwór w prawie autorskim, posiadał szczególnie wysoki poziomu twórczego – wystarczy, że oznaczenie posiada minimalną zdolność odróżniającą przedsiębiorcę czy też jego towary lub usługi.

Zwracam uwagę, że spółce Onlybio.Life S.A. nie udało się zarejestrować słownego znaku towarowego „Only Bio” (czyli „tylko bio”). Ochroną objęto natomiast liczne znaki słowno-graficzne, oparte na prostym logo – przykładem może być unijny znak towarowy [OnlyBio]  (EUTM 016502585). Choć zapewniają one pewien poziom ochrony, warto pamiętać, że znak słowno-graficzny co do zasady daje słabszą ochronę niż znak słowny. Chroniona jest bowiem całość oznaczenia w konkretnej formie graficznej, a nie sama nazwa. W praktyce oznacza to, że właściciel znaków OnlyBio nie może zakazać konkurentom używania opisowych określeń takich jak „only” czy „bio”, a jedynie posługiwania się oznaczeniami podobnymi do jego zarejestrowanych znaków towarowych, jeśli będzie istniało ryzyko wprowadzenia odbiorców w błąd co do pochodzenia tych oznaczanych towarów.

Moim zdaniem przykład marki OnlyBio pokazuje, że rejestracja nazw zawierających słowa takie jak „bio” czy „eko” może być trudna. Takie określenia są uznawane za opisowe, czyli zbyt ogólne, by mogły zostać zastrzeżone na wyłączność. Dlatego tworząc nazwę lub logo z ekologicznym przesłaniem, warto być kreatywnym - dodać wymyślone słowo, ciekawe zestawienie wyrazów albo oryginalną grafikę. Im bardziej wyjątkowe oznaczenie, tym większa szansa na jego skuteczną rejestrację i ochronę przed kopiowaniem przez konkurencję.

Uwaga na greenwashing

Wspomniany greenwashing, czyli pseudoekologiczny marketing, to praktyka polegająca na tworzeniu fałszywego wrażenia dotyczącego wpływu produktu na środowisko lub jego proekologicznych zalet, co może wprowadzać konsumentów w błąd.

Aktualnie oświadczenia kosmetyczne muszą być uczciwe, jasne i wiarygodne, a w szczególności muszą być poparte odpowiednimi dowodami lub opinią ekspertów, nie mogą wprowadzać konsumenta w błąd oraz muszą być zrozumiałe dla przeciętnego odbiorcy. Zakazane są też wprowadzające w błąd działania reklamowe, w tym bazujące na mylących ekologicznych stwierdzeniach.

Stosowanie greenwashingu może naruszać zbiorowe interesy konsumentów. W takim przypadku Prezes UOKiK ma prawo wszcząć postępowanie i nałożyć na przedsiębiorcę karę sięgającą do 10 proc. rocznego obrotu, i to bez konieczności wykazywania szkody. Jak UOKiK walczy z greenwashingiem?  

Zwracam uwagę, że 27 września 2026 r. wejdą w życie unijne przepisy i znacznie ograniczające stosowanie twierdzeń ekologicznych oraz wprowadzające jednolite, ogólnoeuropejskie standardy informacyjne. Wprost zabronione będą m.in. ogólne hasła typu „eko” bez poparcia dowodami naukowymi dostępnymi dla konsumentów, deklaracje oparte wyłącznie na wymogach prawnych, wprowadzające w błąd informacje o składnikach czy reklama neutralności klimatycznej oparta wyłącznie na kompensacji emisji. Polska ma czas do 27 marca 2026 r. na wdrożenie tych regulacji.

Równocześnie trwają prace nad unijną Dyrektywą o Zielonych Oświadczeniach (Green Claims Directive), która ma wprowadzić obowiązek niezależnej weryfikacji oraz ujednolicony sposób prezentowania ekologicznych deklaracji (np. na produkcie lub jego opakowaniu w formie linku czy kodu QR). Jednak 23 czerwca 2025 r. prace nad tą dyrektywą zostały tymczasowo wstrzymane. Komisja Europejska uznała, że objęcie przepisami aż 30 milionów mikrofirm w całej UE mogłoby zbyt mocno je obciążyć.

Ponownie podkreślam jednak, że przedsiębiorcy, nawet na gruncie obowiązujących obecnie przepisów, powinni liczyć się z poważnymi konsekwencjami prawnymi za greenwashing. Mogą to być m.in. odmowa rejestracji lub unieważnienie znaku towarowego, nałożenie kar finansowych przez UOKiK sięgających nawet 10% rocznego obrotu, a także roszczenia cywilne, takie jak żądanie zaniechania naruszeń, usunięcia skutków naruszenia, odszkodowanie czy zwrot bezprawnie uzyskanych korzyści. Dodatkowo przedsiębiorca może być zobowiązany do publikacji stosownego oświadczenia lub naprawienia szkody.

Podsumowanie

  • Zielone oznaczenia, w tym znaki towarowe, slogany reklamowe oraz inne symbole i oświadczenia sugerujące proekologiczność, muszą być zgodne z prawdą i nie mogą zawierać żadnych fałszywych informacji.
  • Od 2026 roku zaczną obowiązywać nowe unijne regulacje przeciwdziałające greenwashingowi, które zaostrzą wymogi dotyczące wiarygodności i weryfikowalności zielonych oznaczeń. Moim zdaniem, zwłaszcza w branży kosmetycznej i modowej, wzrośnie ryzyko sporów, zarówno z konkurentami, jak i częstszego wszczynania postępowań przez Prezesa UOKiK w związku z praktykami wprowadzającymi konsumentów w błąd.
  • Obecnie najlepszą ochroną pozostają certyfikaty wydawane przez niezależne jednostki, potwierdzające wiarygodność ekologicznych deklaracji. Zachęcam też przedsiębiorców do jak najszybszej weryfikacji, czy ich działania marketingowe spełniają nowe wymogi, aby uniknąć sporów prawnych, interwencji Prezesa UOKiK oraz problemów z uzyskaniem lub utrzymaniem ochrony znaków towarowych.

Autor: Natalia Basałaj, radca prawny, Kancelaria Hansberry Tomkiel

 

Podstawa prawna:

  • Ustawa z 30 czerwca 2000 r. Prawo własności przemysłowej (Dz.U.2023.1540);
  • Ustawa z 16 kwietnia 1993 r. o zwalczaniu nieuczciwej konkurencji (Dz.U.2022.1233);
  • Ustawa z 23 sierpnia 2007 r. o przeciwdziałaniu nieuczciwym praktykom rynkowym (Dz.U.2023.544);
  • Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2017/1001 z 14 czerwca 2017 r. w sprawie unijnego znaku towarowego (Dz.Urz.UE L154 z 16.06.2017);
  • Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 655/2013 z 10 lipca 2013 r. określające wspólne kryteria dotyczące uzasadniania oświadczeń stosowanych w związku z produktami kosmetycznymi (Dz.Urz.UE L190 z 11.07.2013);
  • Rozporządzenie (WE) 1223/2009 Parlamentu Europejskiego i Rady z 30 listopada 2009 r. dotyczące produktów kosmetycznych (Dz.Urz.UE L342 z 22.12.2009);
  • Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2018/848 z 30 maja 2018 r. w sprawie produkcji ekologicznej i znakowania produktów ekologicznych (Dz.Urz.UE L150 z 14.06.2018);
  • Dyrektywa Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2024/825 z 28 lutego 2024 r. (Dz.Urz.UE L134 z 28.03.2024)
  • Dyrektywa Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2019/2161 z 27 listopada 2019 r. w sprawie lepszego egzekwowania i unowocześnienia przepisów unijnych w
  • dziedzinie ochrony konsumentów (Dz.Urz.UE L328 z 18.12.2019);
  • Dyrektywa 2005/29/WE Parlamentu Europejskiego i Rady z 11 maja 2005 r. dotycząca nieuczciwych praktyk handlowych między przedsiębiorstwami a konsumentami na rynku wewnętrznym (Dz.Urz.UE L149 z 11.06.2005).
ZOBACZ KOMENTARZE (0)
StoryEditor
Prawo
25.09.2026 14:49
Koniec z „eko” bez dowodów. Nowe zasady zielonych claimów coraz bliżej branży kosmetycznej
Anna Shvets

Dyrektywa Empowering Consumers for the Green Transition (UE) 2024/825 zaostrza zasady komunikowania środowiskowych cech produktów. Dla branży kosmetycznej oznacza to konieczność weryfikacji claimów na opakowaniach, stronach internetowych, w e-commerce i reklamach. W Polsce przepisy mają zacząć obowiązywać 27 września 2027 r. – o rok później niż przewiduje unijny termin.

„Ekologiczny”, „zielony”, „przyjazny dla środowiska”, „neutralny klimatycznie” czy „zero waste” – tego rodzaju określenia coraz częściej pojawiają się w komunikacji marek kosmetycznych. Dyrektywa Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2024/825, przyjęta 28 lutego 2024 r., zmienia jednak zasady wykorzystywania takich przekazów. Jej przepisy zmieniają dyrektywy 2005/29/WE dotyczące nieuczciwych praktyk rynkowych oraz 2011/83/UE dotyczącą praw konsumentów. Państwa członkowskie powinny były dokonać transpozycji do 27 marca 2026 r., a unijne przepisy mają być stosowane od 27 września 2026 r.

Polska implementacja jest już na końcowym etapie parlamentarnym. Sejm uchwalił 4 września 2026 r. ustawę zmieniającą ustawę o przeciwdziałaniu nieuczciwym praktykom rynkowym oraz ustawę o prawach konsumenta. 24 września Senat przyjął ją bez poprawek. W toku prac parlamentarnych zmieniono termin wejścia ustawy w życie z 27 września 2026 r. na 27 września 2027 r. (⁠Sejm)

Skala greenwashingu

Za zaostrzeniem przepisów stoją konkretne dane. Według Komisji Europejskiej analiza przeprowadzona w 2020 r. wykazała, że 53,3 proc. badanych deklaracji środowiskowych przekazywało informacje niejasne, wprowadzające w błąd lub bezpodstawne, a 40 proc. nie było popartych dowodami. W innym badaniu, obejmującym 344 deklaracje dotyczące zrównoważonego rozwoju, organy ochrony konsumentów uznały w 57,5 proc. przypadków, że przedsiębiorcy nie przedstawili wystarczających informacji pozwalających ocenić prawdziwość deklaracji.

Problem jest szczególnie istotny dla kategorii kosmetycznej i produktów higieny osobistej. W unijnym przeglądzie z 2020 r. kosmetyki i produkty personal care stanowiły 17 proc. analizowanych przypadków dotyczących potencjalnie wprowadzających w błąd deklaracji dotyczących zrównoważonego rozwoju.

image

L’Oréal Polska z zarzutem greenwashingu. UOKiK kwestionuje eko-oznaczenia kosmetyków Garnier

Nowe przepisy wprowadzają do katalogu tzw. czarnych praktyk kolejne zachowania, które będą zakazane niezależnie od kontekstu. Jednym z nich jest stosowanie ogólnych twierdzeń środowiskowych bez możliwości wykazania odpowiedniej, uznanej efektywności środowiskowej. Dotyczy to m.in. określeń takich jak „eko”, „zielony”, „ekologiczny” czy „przyjazny dla środowiska”. Co istotne, deklaracja środowiskowa może być przekazem nie tylko tekstowym. Unijna definicja obejmuje także ilustracje, grafiki, symbole, oznakowania, nazwy marek, przedsiębiorstw i produktów, jeżeli sugerują korzystny wpływ na środowisko.

W praktyce nie oznacza to automatycznego zakazu każdego użycia słowa „eko”. Problemem będzie ogólne twierdzenie, którego przedsiębiorca nie jest w stanie poprzeć odpowiednimi dowodami. Dyrektywa przewiduje bowiem możliwość przedstawienia konkretnego uzasadnienia na tym samym nośniku. Przykładowo ogólne określenie dotyczące „przyjaznego dla klimatu opakowania” różni się od precyzyjnej informacji o tym, że 100 proc. energii wykorzystanej do produkcji opakowania pochodzi ze źródeł odnawialnych.

Opakowanie, reklama i e-commerce pod lupą

Szczególne znaczenie dla kosmetyków będzie miała regulacja dotycząca oznakowań związanych ze zrównoważonym rozwojem. Przedsiębiorcy nie będą mogli posługiwać się dowolnymi, własnymi „zielonymi” symbolami sugerującymi certyfikowaną ekologiczność produktu. Dyrektywa przewiduje, że takie oznaczenia powinny być oparte na systemie certyfikacji albo ustanowione przez organ publiczny.

Ograniczenia obejmą także deklaracje dotyczące neutralności klimatycznej. Dyrektywa wprost zakazuje twierdzeń, że produkt ma neutralny, ograniczony lub pozytywny wpływ na klimat, jeżeli takie przekazy opierają się na kompensowaniu emisji gazów cieplarnianych poza łańcuchem wartości produktu. Dotyczy to m.in. komunikatów typu „climate neutral”, „carbon neutral”, „climate compensated” czy „reduced climate impact”.

Osobną kategorię stanowią deklaracje dotyczące przyszłych celów środowiskowych. Komunikat w rodzaju „do 2030 r. osiągniemy neutralność klimatyczną” będzie musiał opierać się na jasnych, obiektywnych, publicznie dostępnych i możliwych do zweryfikowania zobowiązaniach, zawartych w szczegółowym i realistycznym planie. Plan powinien obejmować m.in. mierzalne i określone w czasie cele oraz środki potrzebne do ich realizacji, a jego wykonanie ma być regularnie weryfikowane przez niezależnego eksperta.

image

Sejm odracza walkę z greenwashingiem. Dla branży kosmetycznej stawką są miliony opakowań

Dla producentów kosmetyków oznacza to konieczność spojrzenia na komunikację szerzej niż tylko przez pryzmat pojedynczego hasła na opakowaniu. Audytu będą wymagały również strony internetowe, karty produktów w e-commerce, materiały reklamowe, kampanie w mediach społecznościowych, komunikacja korporacyjna oraz symbole i oznaczenia wykorzystywane przy produktach.

– Nowe przepisy dotyczące komunikacji to dla branży kosmetycznej znacznie więcej niż kwestia zmiany kilku haseł na opakowaniu. Firmy będą musiały z jeszcze większą ostrożnością oceniać treści, które wykorzystują w komunikacji marketingowej, a same komunikaty projektować precyzyjnie, tak aby konsumenci mieli jasność, czego one dotyczą – tłumaczy Magdalena Turowska, regulatory affairs managerka w Polskim Związku Przemysłu Kosmetycznego.

Jak dodaje, deklaracja środowiskowa powinna mieć konkretne i adekwatne uzasadnienie, które przedsiębiorca będzie w stanie wykazać i obronić. W praktyce oznacza to konieczność współpracy działów marketingu, regulatory, prawnych, ESG i osób odpowiedzialnych za opakowania oraz e-commerce.

Istotne będą również nowe zasady dotyczące praktyk wprowadzających w błąd. Dyrektywa obejmuje nie tylko bezpośrednio fałszywe deklaracje, lecz także komunikaty dotyczące cech środowiskowych, społecznych i aspektów gospodarki o obiegu zamkniętym, takich jak trwałość, naprawialność czy możliwość recyklingu. Regulacja obejmuje również eksponowanie korzyści, które nie wynikają z rzeczywistych cech produktu, a także przedstawianie jako przewagi środowiskowej cechy, która jest w rzeczywistości obowiązkowym wymogiem prawnym.

image

Green is the new black. Greenwashing w branży kosmetycznej [Rocznik WK 2025/26]

Z punktu widzenia firm kosmetycznych kluczowe będzie więc nie tylko to, co marka komunikuje, ale również czego dotyczy claim, na jakich danych się opiera i czy zakres deklaracji odpowiada rzeczywistej właściwości produktu. Przedsiębiorcy powinni już teraz przejrzeć stosowane oznaczenia, claims i materiały marketingowe oraz sprawdzić, czy dla każdego komunikatu istnieje odpowiednia dokumentacja potwierdzająca jego prawdziwość. Unijna dyrektywa ustanawia ramy ochrony przed greenwashingiem, a szczegółowe zasady uzasadniania deklaracji środowiskowych mają być dodatkowo rozwijane w kolejnych regulacjach.

Dla branży kosmetycznej oznacza to zmianę podejścia do komunikacji środowiskowej: od atrakcyjnego, ogólnego hasła w kierunku precyzyjnego claimu, którego zakres można jednoznacznie określić, a podstawę – udokumentować. Przy 27 września 2027 r. jako dacie przewidzianego w polskiej ustawie wejścia przepisów w życie firmy zyskują dodatkowy rok, ale kierunek zmian jest już określony.

ZOBACZ KOMENTARZE (0)
StoryEditor
Prawo
22.09.2026 13:11
Ponad 904 mln zł kar dla największych hurtowni farmaceutycznych. UOKiK: przez ponad dekadę ograniczały konkurencję
Kaboompics

UOKiK uznał, że największe hurtownie farmaceutyczne w Polsce przez ponad 10 lat wymieniały się informacjami o cenach i warunkach handlowych oferowanych aptekom. Łączna wartość kar nałożonych na Neucę, Farmacol-Logistykę, Farmacol i Świat Zdrowia wyniosła 904,97 mln zł. Sprawa pokazuje również znaczenie danych handlowych pozyskiwanych za pośrednictwem cyfrowych programów partnerskich.

Grupy Neuca, Farmacol oraz Polska Grupa Farmaceutyczna należą do największych hurtowych sprzedawców produktów farmaceutycznych w Polsce. Według ustaleń UOKiK ich łączny udział w rynku sprzedaży hurtowej leków w latach 2015–2022 przekraczał 70 proc. Skala działalności tych podmiotów ma bezpośrednie znaczenie dla funkcjonowania rynku aptecznego, ponieważ hurtownie są jednym z kluczowych ogniw łańcucha dostaw produktów leczniczych.

Według UOKiK przedsiębiorcy przez ponad dekadę wymieniali między sobą informacje mające wartość gospodarczą, w tym dotyczące cen leków, wielkości sprzedaży oraz warunków handlowych oferowanych poszczególnym aptekom. Mechanizm wykorzystywał narzędzia informatyczne funkcjonujące w ramach programów partnerskich dla aptek. Hurtownie, oferując aptekom m.in. rabaty, szkolenia czy wsparcie marketingowe, uzyskiwały dostęp do danych dotyczących ich zakupów. Następnie informacje te były udostępniane innym uczestnikom porozumienia i wykorzystywane przy podejmowaniu decyzji handlowych.

Dane z tysięcy aptek elementem mechanizmu

Istotne było to, że nie chodziło o publicznie dostępne cenniki konkurentów. UOKiK wskazuje, że przedsiębiorcy uzyskiwali informacje o cenach, po których konkretne produkty były sprzedawane konkretnym aptekom, a także o innych warunkach transakcji. Dzięki temu uczestnicy porozumienia mogli obserwować zachowania konkurentów na znacznie bardziej szczegółowym poziomie, niż byłoby to możliwe na podstawie informacji dostępnych publicznie.

Z ustaleń Urzędu wynika, że z mechanizmu od października 2015 r. korzystały Neuca i Polska Grupa Farmaceutyczna, natomiast od stycznia 2017 r. dołączyły do niego również spółki z grupy Farmacol. Dane pochodzące z aptek pozwalały przedsiębiorcom ustalać, jakie produkty kupował dany odbiorca, od którego dostawcy, po jakiej cenie i na jakich warunkach.

image

Czy Żabka może zostać apteką? Blisko 13 tys. punktów zmienia układ sił na rynku zdrowia i kosmetyków

W ocenie UOKiK taka wymiana ograniczała przestrzeń do niezależnego konkurowania o apteki. Hurtownia mogła bowiem dostosować własną ofertę do warunków, jakie znała z oferty konkurenta. W materiałach postępowania znalazła się również korespondencja pracowników jednej z hurtowni, w której pojawiło się określenie „nie wywołać wojny cenowej”. Według Urzędu wymiana informacji pozwalała uczestnikom porozumienia unikać intensywnej rywalizacji cenowej.

UOKiK wskazuje, że konsekwencją mechanizmu było ograniczenie konkurencji pomiędzy największymi hurtowniami oraz utrwalanie istniejącego układu sił. W komunikacie Urząd zwraca uwagę, że skutki były odczuwalne również przez apteki, które mogły otrzymywać mniej konkurencyjne warunki zaopatrzenia. Ostatecznym odbiorcą leków jest natomiast pacjent.

Ponad 904 mln zł kar

Decyzja Prezesa UOKiK z 21 września 2026 r. zakwalifikowała opisane działania jako praktykę ograniczającą konkurencję polegającą na wymianie informacji handlowych mających wartość gospodarczą. Urząd zastosował przepisy polskiej ustawy o ochronie konkurencji i konsumentów oraz art. 101 ust. 1 Traktatu o funkcjonowaniu Unii Europejskiej. Decyzja została pozytywnie zaopiniowana przez Komisję Europejską, która potwierdziła kwalifikację praktyki i argumentację UOKiK w świetle zgromadzonego materiału dowodowego.

Łączna wysokość kar wyniosła 904 969 744,47 zł. Na Neucę nałożono 499 037 763,85 zł, na Farmacol-Logistykę 400 532 440 zł, na Farmacol 3 488 520 zł, a na Świat Zdrowia 1 911 020,62 zł. Maksymalna kara, jaka może zostać nałożona za udział w porozumieniu ograniczającym konkurencję, wynosi 10 proc. rocznego obrotu przedsiębiorcy.

image

Po 14 latach zakaz znika. Apteki będą mogły walczyć o klientów reklamą

Sankcji finansowej uniknęła Polska Grupa Farmaceutyczna. Spółka skorzystała z programu łagodzenia kar, przekazała UOKiK informacje i dowody oraz współpracowała z Urzędem w toku postępowania. Według UOKiK to właśnie jej wniosek pomógł w wykryciu i udokumentowaniu mechanizmu.

Decyzja nie jest prawomocna

Postępowanie ma również wymiar istotny dla innych sektorów wykorzystujących dane sprzedażowe. Programy partnerskie i lojalnościowe pozwalają przedsiębiorstwom uzyskiwać szczegółową wiedzę o zachowaniach klientów, a dane te mogą mieć wysoką wartość gospodarczą. Granica między wykorzystaniem informacji do poprawy oferty a działaniem ograniczającym konkurencję jest szczególnie istotna na rynkach, na których kilka podmiotów kontroluje znaczącą część sprzedaży.

Znaczenie sprawy wykracza więc poza sam rynek farmaceutyczny. Dotyczy również sposobu wykorzystywania danych handlowych w sektorach o wysokiej koncentracji, w tym w handlu detalicznym i hurtowym produktami zdrowotnymi, kosmetycznymi czy FMCG. W przypadku kosmetyków szczególne znaczenie mogą mieć dane o cenach, rabatach, sprzedaży i warunkach handlowych przekazywane w ramach programów dla detalistów i partnerów biznesowych.

image

DM umacnia się w segmencie aptecznym. Aplikacja dm-med rozszerza ekosystem drogerii

Decyzja UOKiK nie jest prawomocna. Przedsiębiorcom przysługuje odwołanie do Sądu Ochrony Konkurencji i Konsumentów. Neuca poinformowała, że nie zgadza się z zarzutami i zamierza skorzystać z prawa do odwołania. Grupa podkreśliła, że ostateczna wysokość ewentualnej kary oraz termin jej zapłaty zostaną ustalone po zakończeniu postępowania odwoławczego i wydaniu prawomocnego wyroku.

Dane dotyczące zwłaszcza aktualnej pozycji Neuki pokazują skalę podmiotów objętych sprawą. Grupa jest liderem krajowego rynku hurtowej sprzedaży leków, a średnioroczny udział spółek z grupy Neuca w krajowym rynku hurtu aptecznego wyniósł w 2024 r. 29,5 proc. W przypadku rynku o takiej koncentracji sposób gromadzenia, udostępniania i wykorzystywania danych handlowych może mieć istotne znaczenie dla warunków konkurencji w całym łańcuchu dostaw.

ZOBACZ KOMENTARZE (0)
09. październik 2026 20:37