StoryEditor
Prawo
18.09.2018 00:00

Reklama Johnson&Johnson zachęca do palenia?

Firma kosmetyczna mająca w swoim portfelu markę Nicorette naraziła się jednemu z telewidzów, który dopatrzył się w reklamie tego produktu przesłania nawołującego do palenia papierosów.

Do Komisji Etyki Reklamy wpłynęła skarga, przedmiotem której jest reklama telewizyjna produktu leczniczego o nazwie Nicorette.

Skarżący poinformował:

„Reklama nicorette skojarzając picie kawy z paleniem papierosów jest de facto kryptoreklamą papierosów, co do zasady. Jako osoba, która rzuciła palenie około 6 miesięcy temu, reklama ta wywołuje u mnie chęć sięgnięcia po papierosy. Uważam, że reklama ta de facto zachęca do palenia papierosów, a w konsekwencji zwiększenia potencjalnych klientów nicorette. W mojej ocenie, taka reklama powinna być uznana jako niezgodna z przepisami, bowiem stanowi w domyśle zachętę do palenia papierosów i jest to tym bardziej naganne, że przekaz ten ma charakter podprogowy, oddziałuje bowiem na zmysły palaczy i osoby, które rzuciły palenie, ale są ciągle podatne na powrót do nałogu. Uprzejmie proszę o zbadanie opisanej reklamy nicorette pod kątem naruszenia przepisów zabraniających reklamy papierosów oraz pod kątem kryptoreklamy papierosów, co do zasady, a tym samym nieobyczajowości tej reklamy i w razie stwierdzenia naruszenia prawa podjęcie stosownych działań wobec reklamodawcy, w szczególności zakazania przedmiotowej reklamy (pisownia oryginalna)”.

W czasie posiedzenia skargę przedstawiał i popierał arbiter-referent, który wniósł o uznanie reklamy za sprzeczną z dobrymi obyczajami (art. 2 ust. 1 Kodeksu Etyki Reklamy) oraz zarzucił, że reklama nie była prowadzona w poczuciu odpowiedzialności społecznej oraz zgodnie z zasadami uczciwej konkurencji.

Skarżony (Johnson&Johnson) nie uczestniczył w posiedzeniu, ale złożył pisemną odpowiedź na skargę o następującej treści:

„Przede wszystkim zaskarżona reklama wbrew twierdzeniom nie zachęca do palenia. Cały przekaz wizualny i słowny wyraźnie wskazuje, iż celem reklamy jest poinformowanie konsumentów: jak ważne dla ich zdrowia jest rzucenie palenia; rzucenie palenia jest możliwe i osiągalne; istnieje produkt, który może konsumentom pomóc w walce z paleniem” – napisano w odpowiedzi.

Schemat kawa - papieros

Dodano też, że faktem jest, iż zaskarżona reklama przez pierwsze 3 sekundy odwołuje się do pewnego zachowania, które przez znaczne grono palaczy uaktywnia potrzebę zapalenia papierosa (schemat kawa - papieros). Znaczna część palaczy sięga po papierosa w określonych sytuacjach życiowych, takich jak spotkania towarzyskie, kawa, stres, alkohol. Jak uzasadnia Johnson&Johnson, aby proces rzucania palenia był skuteczny osoba paląca musi zdiagnozować swoje własne schematy uaktywniające potrzebę zapalenia papierosa i nauczyć się z nimi walczyć. W podobnej konwencji utrzymane są także inne reklamy środków ułatwiających palenie, ale także innych produktów leczniczych, które ukazują problem, a następnie jego rozwiązanie.

Odnosząc się do schematu kawa - papieros, właściciel marki Nicorette przytacza wyniki badań naukowych, które wskazują na wyraźną relację pomiędzy ilością spożywanej kofeiny, a liczbą wypalanych papierosów: (Treur, J.L . , Taylor, A. E., Wars, J. J., McMahon, G., Hottenga, J-J.,Baselmans, B. M. L, Vink, J. M. (2016). Associations between smoking and caffeine consumption in two European cohorts. Addiction, 111 (6), 1059-1068.). Z tego względu reklama Nicorette ma być odpowiedzią na potrzeby pacjentów, którzy w procesie rzucania palenia walczą z tym schematem.

„Nie można podzielić także zarzutu Skarżącej co do podprogowego charakteru kwestionowanej reklamy. Cała reklama telewizyjna trwa 30 sekund, zaś odwołanie do schematu kawa - papieros jedynie 3 sekundy i kontekście dalszych, istotnych informacji dotyczących zwiększonych szans w rzucaniu palenia, jest przekazem praktycznie niezauważalnym. Idąc tokiem rozumowania konsumentki, należałoby stwierdzić, że nie tylko reklama Nicorette ma charakter podprogowy, ale także kawiarnie, gdzie unosi się zapach kawy, albowiem mogą one uruchamiać wśród osób rzucających palenie nagłą chęć zapalenia. Każda osoba rzucająca palenie boryka się z takimi schematami, co nie oznacza, że takie miejsca powinny być zakazane. Nie jest to bowiem wina innych produktów, czy miejsc kojarzonych z paleniem, a samego palenia i powiązań, które przez wiele lat utrwaliły się u osoby palącej” – czytamy w uzasadnieniu Johnson&Johnson.

Zespół Orzekający KER, który rozpatrzył skargę konsumenta zwrócił uwagę, że w reklamie dochowano należytej staranności. W opinii ekspertów reklama była prowadzona w poczuciu odpowiedzialności społecznej oraz zgodnie z dobrymi obyczajami.

ZOBACZ KOMENTARZE (0)
StoryEditor
Apteki
06.08.2026 11:57
Po 14 latach zakaz znika. Apteki będą mogły walczyć o klientów reklamą
Rząd zmienia zasady gry dla aptek. Marketing wróci po 14 latach (fot. Shutterstock)Shutterstock

To jedna z najważniejszych zmian dla rynku aptecznego od ponad dekady. Rząd chce dopuścić reklamę aptek i punktów aptecznych, wykonując wyrok Trybunału Sprawiedliwości UE. Projekt przewiduje jednak liczne ograniczenia dotyczące promocji, treści reklam i wykorzystywania wizerunku.

W tym artykule przeczytasz:

  • To koniec zakazu obowiązującego od 2012 roku

  • Jakie warunki obowiązują?

  • Nie wszystkie promocje będą dozwolone

  • W reklamach nie pojawią się celebryci

  • Ile wyniosą kary?

To koniec zakazu obowiązującego od 2012 roku

Rada Ministrów ma zająć się projektem nowelizacji Prawa farmaceutycznego, którego głównym celem jest uchylenie obowiązującego od 2012 roku całkowitego zakazu reklamy aptek i punktów aptecznych.

Obecnie placówki mogą przekazywać jedynie podstawowe informacje, takie jak adres czy godziny otwarcia. Zdaniem Komisji Europejskiej takie ograniczenia naruszają unijne przepisy dotyczące swobody przedsiębiorczości i świadczenia usług.

Sprawa trafiła do Trybunału Sprawiedliwości UE, który w czerwcu 2025 roku orzekł, że polskie regulacje są niezgodne z prawem Unii. Przygotowana przez Ministerstwo Zdrowia nowelizacja ma dostosować krajowe przepisy do tego wyroku.

image

Aptek ubywa, ale Polacy kupują coraz więcej leków. Sprzedaż przekroczyła 33 mld zł

Jakie warunki obowiązują?

Projekt po raz pierwszy wprowadza definicję reklamy apteki. Ma nią być każde działanie zachęcające do skorzystania z oferty placówki w celu zwiększenia sprzedaży produktów, usług, świadczeń lub realizowanych programów.

Jednocześnie ustawodawca przewiduje liczne ograniczenia. Reklama nie będzie mogła zachęcać do nadmiernego lub nieuzasadnionego kupowania leków i wyrobów medycznych ani sugerować, że zakup jest konieczny niezależnie od rzeczywistych potrzeb zdrowotnych pacjenta.

Informowanie o usługach świadczonych przez farmaceutów ma natomiast pozostawać zgodne z zasadami wykonywania zawodu oraz etyką zawodową.

Nie wszystkie promocje będą dozwolone

Choć tytuł nowelizacji sugeruje otwarcie rynku na działania marketingowe, projekt pozostawia wiele ograniczeń dotyczących promocji.

Apteki nie będą mogły oferować rabatów, nagród ani innych korzyści w zamian za zakup produktów lub skorzystanie z usług. Zakazana będzie również reklama porównawcza oraz przekazy kierowane do dzieci.

Oznacza to, że placówki zyskają możliwość informowania o swojej działalności, jednak nadal nie będą mogły prowadzić agresywnych akcji sprzedażowych zachęcających do zwiększania zakupów.

image

E-recepta w aplikacji Rossmanna. Kosmetyczny gigant wchodzi na rynek aptek

W reklamach nie pojawią się celebryci

Projekt przewiduje także ograniczenia dotyczące osób występujących w materiałach promocyjnych.

Apteki nie będą mogły wykorzystywać wizerunku ani głosu celebrytów, osób posiadających wykształcenie medyczne czy postaci sugerujących takie kwalifikacje. Zakaz obejmie również materiały wygenerowane z wykorzystaniem sztucznej inteligencji.

Wyjątek przewidziano dla farmaceutów, ponieważ – jak wskazują autorzy projektu – ich wykształcenie stanowi odrębną kategorię od wykształcenia medycznego.

Niedozwolone będzie również sugerowanie, że brak skorzystania z oferty konkretnej apteki może pogorszyć stan zdrowia pacjenta lub uniemożliwić jego poprawę.

Ile wyniosą kary?

Nowelizacja przewiduje znacznie wyższe sankcje za naruszenie przepisów. Maksymalna administracyjna kara pieniężna wzrośnie z 50 tys. do 100 tys. złotych.

Jak wynika z danych przedstawionych w uzasadnieniu projektu, od wprowadzenia zakazu reklamy w 2012 roku organy nałożyły 1464 kary o łącznej wartości blisko 11,2 mln złotych. Średnia wysokość jednej sankcji wyniosła około 7,6 tys. zł.

Nowe przepisy mają objąć około 12,5 tys. aptek działających w Polsce i – zgodnie z projektem – wejść w życie po upływie 14 dni od ich ogłoszenia.

Aurelia Obrochta
ZOBACZ KOMENTARZE (0)
StoryEditor
Prawo
05.08.2026 11:49
Czy drogerie znów będą otwarte w niedziele? Związkowcy chcą rewolucji
Rossmann, Hebe i dm wrócą do niedziel? Jest nowa propozycja zmianShutterstock

Obowiązujące przepisy dotyczące handlu w niedziele coraz częściej wracają do publicznej debaty. Związkowa Alternatywa uważa, że obecny model nie spełnia swojej roli i proponuje całkowitą zmianę zasad. W praktyce mogłoby to oznaczać możliwość otwierania w niedziele także dużych drogerii, ale pod jednym warunkiem – pracownicy musieliby otrzymywać nawet 2,5 razy wyższe wynagrodzenie niż w dni powszednie.

W tym artykule przeczytasz:

  • Zakaz, który przestał działać?
  • Co oznaczałoby to dla drogerii?
  • Związkowcy proponują wyższe stawki zamiast zakazu
  • Nie tylko handel. Kto jeszcze powinien skorzystać ze zmian?

  • Na razie bez zmian w przepisach

Choć od wprowadzenia ograniczeń w handlu minęło już osiem lat, dyskusja na temat przyszłości niedziel handlowych nie cichnie. Tym razem głos zabrała Związkowa Alternatywa, która ocenia obowiązujące przepisy jako niespójne i wymagające gruntownej zmiany.

Zakaz, który przestał działać?

Zdaniem organizacji obecna ustawa nie realizuje celów, dla których została wprowadzona. Związkowcy zwracają uwagę, że w niedziele niehandlowe nadal działa wiele sklepów korzystających z licznych wyjątków przewidzianych w przepisach.

Według Związkowej Alternatywy zamknięte pozostają przede wszystkim największe sieci handlowe i galerie, natomiast funkcjonują mniejsze placówki, często prowadzone przez właścicieli lub członków ich rodzin.

Organizacja krytykuje również przepisy umożliwiające nieodpłatną pracę członków rodziny właściciela sklepu, które zostały wprowadzone w 2021 roku. W jej ocenie prowadzi to do nierównego traktowania przedsiębiorców i pracowników.

image

Od „Sephora Kids” do smart beauty. Gen Alpha już kupuje. Marki i drogerie muszą mówić „tego produktu nie potrzebujesz”

Co oznaczałoby to dla drogerii?

Choć stanowisko Związkowej Alternatywy odnosi się do całego handlu, dla branży beauty oznaczałoby przede wszystkim możliwość powrotu do niedzielnej działalności dużych sieci drogerii.

Obecnie sklepy takie jak Rossmann, Hebe, dm czy Super-Pharm pozostają zamknięte podczas większości niedziel niehandlowych, podczas gdy część mniejszych punktów sprzedaży funkcjonuje dzięki obowiązującym wyjątkom.

Ewentualna zmiana przepisów mogłaby więc ponownie otworzyć drogę do niedzielnej sprzedaży także dla największych graczy rynku drogeryjnego.

Związkowcy proponują wyższe stawki zamiast zakazu

Zamiast obecnego modelu Związkowa Alternatywa proponuje całkowite odejście od zakazu handlu i zastąpienie go znacznie wyższym wynagrodzeniem za pracę w niedziele.

Według organizacji każda godzina pracy w tym dniu powinna być wynagradzana 2,5 razy wyżej niż w dni powszednie.

Przy obecnej minimalnej stawce godzinowej oznaczałoby to wynagrodzenie na poziomie 78,50 złotych za godzinę, a minimalna płaca za ośmiogodzinną zmianę wyniosłaby 628 złotych.

Zdaniem autorów propozycji tylko te sklepy, które byłyby gotowe zaoferować pracownikom takie warunki, decydowałyby się na otwarcie w niedziele.

image

Niemiecki gigant goni Hebe. Rossmann bezpieczny na szczycie drogeryjnego podium

Nie tylko handel. Kto jeszcze powinien skorzystać ze zmian?

Organizacja podkreśla, że nowe zasady nie powinny dotyczyć wyłącznie sklepów. Według przedstawionej propozycji wyższe wynagrodzenia za pracę w niedziele powinny objąć również pracowników gastronomii, transportu, ochrony zdrowia, energetyki, policji czy pomocy społecznej.

Pracownik wykonujący obowiązki w niedzielę miałby jednocześnie otrzymywać dodatkowy dzień wolny w innym terminie.

Na razie bez zmian w przepisach

Związkowa Alternatywa przypomina, że obecny rząd zapowiadał rewizję przepisów dotyczących handlu w niedziele, jednak do tej pory nie przedstawiono konkretnych propozycji legislacyjnych ani nie rozpoczęto prac nad zmianą ustawy.

Oznacza to, że na razie sieci drogeryjne nadal muszą funkcjonować według obowiązujących zasad. Sama dyskusja pokazuje jednak, że temat niedzielnego handlu nie zniknął z agendy. Dla rynku drogeryjnego ewentualne otwarcie największych sieci w niedziele mogłoby oznaczać jedną z największych zmian organizacyjnych od czasu wejścia w życie ograniczeń w 2018 roku.

 

Źródło: Za.org.pl

Aurelia Obrochta
ZOBACZ KOMENTARZE (0)
06. sierpień 2026 17:14