StoryEditor
Salony beauty
14.06.2023 00:00

Michał Łenczyński, Beauty Razem: Chcemy uczciwego dialogu o usługach estetycznych

Michał Łenczyński, Beauty Razem - lekarze i kosmetolodzy to zawody pokrewne. Powinniśmy się wspierać. Chcemy uczciwego dialogu o rynku usług estetycznych / fot. wiadomoscikosmetyczne.pl
Nie istnieje definicja medycyny estetycznej, a zabiegi, które lekarze chcą wpisać na listę procedur medycznych są wykonywane przez kosmetologów od lat. Ta dyskusja, w której nie uwzględniono kosmetologów – wykształconych ludzi po kierunkowych studiach – powinna zostać zresetowana. Będziemy walczyć o swoje miejsca pracy i o zawód kosmetologa, który już dawno powinien być ustanowiony zawodem medycznym – mówi Michał Łenczyński z Beauty Razem, społeczności integrującej blisko 100 tys. przedsiębiorców działających w usługach beauty, który odwiedził nasze studio.

– W Polsce nie ma definicji medycyny estetycznej, nie istnieje także specjalizacja lekarska o nazwie medycyna estetyczna, dlatego każdy lekarz, który twierdzi, że posiada tytuł lekarza medycyny estetycznej łamie kodeks etyki lekarskiej – mówi Michał Łenczyński, lider społeczności Beauty Razem podczas rozmowy z Katarzyną Bochner, redaktor naczelną portalu wiadomoscikosmetyczne.pl.   

Uważa, że taka definicja jest potrzebna, ale nie mogą jej tworzyć autorytarnie środowiska lekarskie.

– Taka definicja powinna powstać, ale jako że dotyczy ona zabiegów z pogranicza kosmetologii i medycyny powinna powstać przy udziale osób, które zajmują się kosmetologią estetyczną i medycyną estetyczną, czyli także kosmetologów.  

Kosmetolog a kosmetyczka

Istotne jest zrozumienie, kto z branży beauty walczy o swoje prawa.   

– Jest różnica między kosmetologiem a kosmetyczką. Słowo jest podobne, specjalizacja – zupełnie inna. To są dwa różne zawody. Ścieżka kształcenia kosmetyczki to najczęściej szkoła policealna lub kurs kierunkowy, związany np. z kosmetyką białą, stylizacją rzęs czy paznokci. Piękny zawód, który wykonują tysiące kobiet.

Natomiast kosmetolog ma nieco inne zadania. To osoba, która ukończyła studia, ma tytuł licencjata lub magistra. Uczelnie kosmetologiczne to w znacznej części uczelnie medyczne, także państwowe. Często w tych samych salach, często przez tych samych wykładowców nauczani są zarówno kosmetolodzy, jak i lekarze. Nie rozumiem podważania kompetencji osób po wyższych studiach specjalistycznych, związanych z zabiegami kosmetologicznymi, które często wykonują zabiegi tego typu lepiej niż lekarze – mówi Michał Łenczyński.

Kosmetolodzy chcą dialogu i współpracy z lekarzami

Naczelna Izba Lekarska stoi na stanowisku, że zabiegi związane z ingerencją w powłoki skórne powinny być wykonywane wyłącznie przez lekarzy, ponieważ kosmetolodzy nie mają odpowiednich uprawnień. Czytaj więcej: Lekarze kontra kosmetolodzy. Trwa walka o zabiegi powiększania ust i nie tylko

–  Problem polega na tym, że to nie jest debata na temat chirurgii plastycznej, nie na temat medycyny estetycznej, która – przypominam – nie istnieje, ale na temat kosmetologii estetycznej. Absolutnie skandalicznym jest to, że lekarze tworzą listę zabiegów i gdy chcemy się do niej ustosunkować, mówią, że my nie jesteśmy stroną. Oni stwierdzili, że zmarszczki to jest choroba i tę chorobę może leczyć tylko lekarz. Nie jesteśmy traktowani jako strona i to musi się zmienić – kategorycznie stwierdza Łenczyński.  

W mediach krąży informacja, że kiedy kosmetolodzy zobaczyli listę procedur medycznych stworzoną przez organizacje lekarskie i złożoną w ministerstwie zdrowia wycofali się z dialogu. Michał Łenczyński temu zaprzecza i stwierdza, że kosmetolodzy nie mogli uczestniczyć w posiedzeniach komisji zdrowia.

Brak konsultacji został także podniesiony w petycji Koalicji dla Bezpieczeństwa i Rozwoju Kosmetologii. pod którą zbierane są podpisy. Oto pełny tekst petycji: PETYCJA

– To absolutnie nieprawda, że my nie chcemy dialogu. Wprost przeciwnie – chcemy dialogu, ale nikt nas nie słucha. Lekarze przekazują jasny sygnał: chcemy was zniszczyć i wziąć wszystko. My natomiast chcemy zdrowej, rzetelnej współpracy z lekarzami, po to, aby ostateczny odbiorca usług estetycznych był bezpieczny. Chcemy, żeby każdy miał transparentne prawo wyboru i był w stanie porównać czyjeś kwalifikacje, popatrzeć na prace lekarza, lekarze też popełniają błędy.

Bardzo mocnym naszym postulatem jest to, że absolutnie trzeba zlikwidować szarą strefę, odsunąć wszystkie osoby bez kwalifikacji, które przystępują do robienia zabiegów – podkreśla lider Beauty Razem.

Kto ma uprawnienia do wykonywania zabiegów medycyny estetycznej?

W głośnym wywiadzie udzielonym Money.pl Michał Gajda, adwokat i pełnomocnik Stowarzyszenia Lekarzy Dermatologów Estetycznych, stwierdził, że każdy lekarz, nawet internista może wykonywać zabiegi medycyny estetycznej, bo ma uprawnienia, których nabiera po studiach medycznych. Cała rozmowa tutaj: Cios w branżę beauty  Nasuwa się pytanie czy na pewno? Czy jednak, zarówno lekarze, jak i kosmetolodzy chcący zajmować się medycyną estetyczną, powinni uzyskać odpowiednią specjalizację?

– To jest do przedyskutowania. Na pewno z jednej strony mamy samoregulację rynku, z drugiej regulację ustawową. Jeżeli ona dotyczy obu zawodów, to oba zainteresowane zawody muszą w tej regulacji chociaż móc wyrazić swoje zdanie. Naszą wolą jest dialog, natomiast czujemy, co podkreślił w sposób delikatnie mówiąc niegrzeczny, pełnomocnik Lekarzy Dermatologów Estetycznych, że nie jesteśmy stroną. Tymczasem zabiegi które lekarze zdefiniowali jako ich, w rzeczywistości są wykonywane przez kosmetologów od 20 lat – odpowiada Michał Łenczyński.

Brakuje lekarzy. Czy kolejni odejdą, by zajmować się medycyną estetyczną?

Według Michała Łenczyńskiego zmiany w prawie proponowane przez środowiska lekarskie, wpłyną drastycznie zarówno na branżę beauty, jak i na służbę zdrowia, która i tak jest w złej kondycji.

– Obecnie istnieje 167 tys. działalności beauty, rożnych dziedzin, zarejestrowanych w CEIDG. W rzeczywistości branża beauty to około 300 tys. miejsc pracy. Szacujemy, że około 50 tys. to są stricte specjaliści, działalności gospodarcze kosmetologiczne. W służbie zdrowia mamy natomiast około 90 tys. lekarzy specjalistów, wg danych Ministerstwa Zdrowia. Równocześnie MZ rekomenduje, aby lekarzy specjalistów było 119, 5 tys. Brakuje nam 30 tys. lekarzy. Co się stanie, jak z tych 90 tys. lekarzy dokładnie połowa pójdzie do medycyny estetycznej, bo zniknie 50 tys. kosmetologów, a rynek nie znosi próżni – zauważa.

Branża beauty wybiera się do sejmu

Pytany, jakie działania branża beauty podejmuje, co chce osiągnąć i jaki ma plan na regulację rynku Michał Łenczyński odpowiada:

– Minister Abramowicz powtórzył swoją mocną deklarację sprzed kilku miesięcy i obiecał, że będzie wspierał nas w ochronie naszego zawodu. Nikt nas już nie wyprosi z komisji sejmowych. Wraz ze wszystkimi organizacjami branżowymi, w ramach Koalicji dla Bezpieczeństwa i Rozwoju Kosmetologii będziemy zgłaszać maksymalną liczbę naszych uwag czy poprawek.

Uważam, że dyskusja na temat tzw. listy zabiegów medycznych powinna zostać zresetowana i powinna się zacząć od początku, ponieważ lista została narzucona jednostronnie i zawiera głównie zabiegi kosmetologiczne.

Mamy szeroko zakrojoną strategię działania, choć nie spodziewam się, aby jakiekolwiek zmiany w prawie w tym zakresie miały miejsce w najbliższych tygodniach czy miesiącach. Prawdopodobnie będzie to proces znacznie dłuższy, w którym my, wszystkie organizacje branżowe, musimy uczestniczyć właśnie po to, aby sporo z nas nie straciło pracy, ale także po to, aby rzesze ludzi w szpitalach nie miały odmówionej opieki medycznej – podkreśla lider Beauty Razem.

Postulaty Beauty Razem w sprawie uregulowania rynku zabiegów estetycznych przedstawione przez Michała Łenczyńskiego

Należy w całości wykluczyć szarą strefę nie tylko finansową, ale przede wszystkim zabiegową. Odbiorcy usług estetycznych mają prawo do tego, aby zabiegi wykonywały osoby, które posiadają w tym kierunku odpowiednie kwalifikacje.

 Niezbywalnym i oczywistym jest to, że kosmetolog jest zawodem samodzielnym. Nie jest zawodem podrzędnym w stosunku do kogokolwiek, nie jest pomocą lekarza. Natomiast w partnerstwie, tam, gdzie jest to konieczne, gdzie pojawia się ryzyko zabiegowe, zawsze powinna funkcjonować współpraca z innymi zawodami medycznymi – z lekarzem, pielęgniarką, ratownikiem medycznym. Tak dzieje się dziś w wielu renomowanych klinikach kosmetologicznych.

Kosmetolog powinien być zawodem medycznym. I powinna natychmiast zostać uchwalona, leżąca w sejmie, ustawa o zawodzie kosmetologa

Powinien zostać zniesiony zakaz uczenia kosmetologów przez lekarzy.

Usługi estetyczne w całości powinny być objęte obowiązkowym ubezpieczeniem OC.

Organizacje branżowe kosmetologiczne i lekarskie powinny w sposób rzetelny i oficjalny publikować informacje odnośnie liczby powikłań. Bądźmy szczerzy i dopingujmy się w ten sposób do promowania dobrych wzorców.

Każda osoba, która decyduje się na zabieg kosmetologiczny czy medycyny estetycznej powinna mieć bardzo szerokie, transparentne informacje na temat kwalifikacji, doświadczenia i wykonanych zabiegów.

Osoby, które nie posiadają studiów kosmetologicznych, bo np. pracowały w estetyce zanim kierunek kosmetologia powstał, ale są bardzo dobrze wyszkolone, powinny mieć dostęp do pomostowego trybu edukacji, który – jak powstaną jakiekolwiek uprawnienia – pozwoli im je zdobyć. Na przykład zdadzą kierunkowy egzamin. W ten sposób znakomici specjaliści nie zostaną wykluczeni z rynku.

Każdy odbiorca usługi estetycznej powinien bezwzględnie, w sposób jasny, klarowny, zrozumiały dla niego, być informowany o każdym ryzyku, efekcie zabiegowym, sposobie przygotowania się do zabiegu, sposobie postępowania pozabiegowego.

ZOBACZ KOMENTARZE (0)
StoryEditor
Biznes
21.01.2026 12:27
Dlaczego branża beauty w Polsce pozostaje słabo uzwiązkowiona?
Pexels

Polska branża beauty – obejmująca salony fryzjerskie, kosmetyczne, stylizacji paznokci i makijażu – należy do sektorów o jednym z najniższych poziomów uzwiązkowienia w gospodarce. Według danych Głównego Urzędu Statystycznego opartych na Badaniu Aktywności Ekonomicznej Ludności, do związków zawodowych należy ok. 12,7 proc. pracujących ogółem, przy czym w sektorze prywatnym odsetek ten spada do około 5 proc. Usługi osobiste, do których formalnie zalicza się branżę beauty, charakteryzują się jeszcze niższym poziomem zrzeszania, który w statystykach GUS pozostaje marginalny. Oznacza to, że branża funkcjonuje w dużej mierze poza klasycznym modelem reprezentacji pracowniczej, znanym z przemysłu czy sektora publicznego.

Jednym z kluczowych powodów tego stanu rzeczy jest struktura przedsiębiorstw działających w beauty. Z danych GUS oraz rejestru REGON wynika, że ponad 90proc. podmiotów w sekcji „fryzjerstwo i pozostałe zabiegi kosmetyczne” to mikroprzedsiębiorstwa zatrudniające do 9 osób, a w praktyce często 1–2 osoby. W takiej skali trudno jest tworzyć formalne struktury związkowe, które wymagają nie tylko minimalnej liczby członków, ale również stabilności organizacyjnej i finansowej. Model ten znacząco różni się od dużych zakładów pracy, w których związki zawodowe historycznie odgrywały kluczową rolę negocjacyjną.

Drugim istotnym czynnikiem jest wysoki udział samozatrudnienia. Analizy PARP, Eurostatu oraz Instytutu Badań Strukturalnych wskazują, że w usługach osobistych udział osób pracujących na własny rachunek sięga około 45proc., a w niektórych segmentach beauty – takich jak stylizacja paznokci czy makijaż – bywa szacowany nawet wyżej. Osoby prowadzące jednoosobową działalność gospodarczą formalnie nie są pracownikami, co oznacza, że klasyczny model związkowy, oparty na relacji pracownik–pracodawca, w ich przypadku nie znajduje zastosowania. W efekcie znaczna część rynku pracy beauty pozostaje poza zasięgiem tradycyjnych narzędzi reprezentacji pracowniczej.

Na niski poziom zrzeszania wpływa również niska stabilność zatrudnienia i wysoka rotacja kadr. Dane GUS oraz OECD pokazują, że średni staż pracy w mikroprzedsiębiorstwach jest o 30–40proc. krótszy niż w dużych firmach, co oznacza, że pracownicy rzadziej wiążą się z jednym miejscem pracy na dłużej. W branży beauty, gdzie częste są zmiany salonów, praca dorywcza lub sezonowa oraz migracje do samozatrudnienia, perspektywa długofalowego angażowania się w działalność związkową jest ograniczona. Krótki horyzont zatrudnienia obniża motywację do inwestowania czasu i energii w struktury zbiorowe.

image

Neutralność płciowa w ogłoszeniach dla branży beauty? Ani to problem, ani utrudnienie.

Istotną barierą pozostaje także obawa przed konsekwencjami ze strony pracodawcy. Badania CBOS oraz raporty Państwowej Inspekcji Pracy dotyczące małych i średnich przedsiębiorstw wskazują, że ponad połowa pracowników MŚP postrzega działalność związkową jako potencjalne źródło konfliktu z właścicielem firmy. W małych salonach relacje mają charakter bezpośredni i personalny, a brak anonimowości sprawia, że pracownicy częściej obawiają się utraty pracy lub pogorszenia warunków współpracy niż w dużych organizacjach, gdzie relacje są bardziej sformalizowane.

Kolejnym czynnikiem jest silna kultura indywidualizmu zawodowego, która od lat kształtuje branżę beauty. Rynek opiera się na marce osobistej, własnej bazie klientek i aspiracji do prowadzenia własnego salonu. W tym kontekście dominują narracje przedsiębiorczości i samodzielności, a nie solidarności pracowniczej. Związki zawodowe są często postrzegane jako instytucje charakterystyczne dla przemysłu ciężkiego lub sektora publicznego, a nie dla dynamicznego rynku usług estetycznych.

Znaczenie ma również brak silnej, wyspecjalizowanej reprezentacji pracowniczej dla beauty. O ile funkcjonują organizacje branżowe, izby rzemieślnicze czy stowarzyszenia szkoleniowe, o tyle ich rola koncentruje się głównie na interesach przedsiębiorców, standardach usług lub edukacji zawodowej. Nie pełnią one funkcji negocjacyjnej w zakresie wynagrodzeń, czasu pracy czy form zatrudnienia, które są tradycyjną domeną związków zawodowych.

image

Popularność trendu wellness będzie rosnąć - do łask powróci m.in. parafina

W efekcie niskie uzwiązkowienie branży beauty w Polsce jest rezultatem kombinacji czynników strukturalnych i kulturowych: dominacji mikrofirm, wysokiego udziału samozatrudnienia, niestabilności zatrudnienia oraz indywidualistycznego modelu kariery. Dopóki rynek pozostanie silnie rozproszony, a podstawową formą pracy będzie jednoosobowa działalność lub niewielki salon, związki zawodowe prawdopodobnie pozostaną na jego marginesie, a ewentualne formy reprezentacji interesów pracujących będą przybierały alternatywne, mniej sformalizowane formy.

ZOBACZ KOMENTARZE (0)
StoryEditor
Biznes
23.12.2025 16:47
Czy warto nadal wchodzić w produkcję kosmetyków dla rynku profesjonalnego i usługowego?
Kosmetyka profesjonalna to rosnąca czy malejąca kategoria?Pexels

Rynek profesjonalny (salony fryzjerskie, kosmetyczne, gabinety usługowe, spa) pozostaje atrakcyjny przede wszystkim dlatego, że stoi na realnym popycie na usługi, a nie wyłącznie na sprzedaży detalicznej. W skali globalnej wartość rynku profesjonalnych usług beauty oszacowano na 221,09 mld dolarów w 2024 r., a prognozy mówią o wzroście do 378,47 mld dolarów do 2032 r. (CAGR 6,95 proc.). To sugeruje, że baza „konsumpcji usługowej” – a więc i zapotrzebowania na produkty używane w gabinetach – powinna rosnąć, choć nierównomiernie geograficznie i segmentowo.

Z perspektywy producenta kluczowe jest to, że profesjonalny kanał ma inną ekonomię niż detal: mniejsze znaczenie mają sezonowe „hity”, a większe ma powtarzalność zużyć, szkolenia i lojalność wynikająca z procedur (np. koloryzacja, zabiegi gabinetowe, stylizacja paznokci). Jednocześnie profesjonalizacja usług rośnie wraz z rozmiarem całego rynku beauty; przykładowo globalny rynek hair care wyceniono na 106,91 mld dolarów w 2024 r. (to szeroka kategoria, obejmująca także detal), co pokazuje skalę segmentu, z którego część popytu „przechodzi” przez salony i hurt profesjonalny. 

Polska ma dodatkowy argument: zaplecze produkcyjne i eksportowe. W 2024 r. eksport polskich kosmetyków osiągnął 6,0 mld euro, a saldo handlowe w tej kategorii wyniosło +2,3 mld euro – co oznacza, że branża ma kompetencje wytwórcze i konkurencyjność kosztowo-jakościową, które można wykorzystać także w produktach profesjonalnych (o ile są dopracowane pod parametry zabiegowe i stabilny łańcuch dostaw). Równolegle globalny eksport kosmetyków urósł z 127,1 mld euro w 2020 r. do 174,6 mld euro w 2024 r. (wzrost 37,4 proc.), co wskazuje, że gra toczy się na rynku międzynarodowym, a nie wyłącznie lokalnym. 

image

Salony beauty liczą na Sylwestra. Ich zadłużenie to prawie 55 mln zł

„Czy warto” zależy jednak od barier wejścia i ryzyk, które w pro bywają wyższe niż w detalu. W porównaniu z detalem wyższe są bariery operacyjne, związane z koniecznością utrzymania stałej jakości partii produkcyjnych, kompatybilności produktów z procedurami zabiegowymi oraz zapewnienia wsparcia merytorycznego dla użytkowników profesjonalnych. Rynek usług beauty jest przy tym silnie rozdrobniony – według euroostatu w samej Unii euroopejskiej w zawodach fryzjerskich i kosmetycznych pracowało przed pandemią około 1,7 mln osób, co przekłada się na dużą liczbę małych podmiotów, trudniejszych do centralnego „zagospodarowania” sprzedażowo niż sieci handlowe. Z drugiej strony właśnie to rozdrobnienie sprzyja budowaniu długoterminowych relacji B2B, jeśli producent jest w stanie zapewnić stabilność dostaw i spójność oferty, a jednocześnie zwykle utrudnia szybkie, szerokie wdrożenia nowej marki w kanale profesjonalnym. 

Nie oznacza to jednak, że wejście w produkcję dla rynku usługowego jest pozbawione ryzyk. W porównaniu z detalem wyższe są bariery operacyjne, związane z koniecznością utrzymania stałej jakości partii produkcyjnych, kompatybilności produktów z procedurami zabiegowymi oraz zapewnienia wsparcia merytorycznego dla użytkowników profesjonalnych. Rynek usług beauty jest przy tym silnie rozdrobniony – według Eurostatu w samej Unii europejskiej w zawodach fryzjerskich i kosmetycznych pracowało przed pandemią około 1,7 mln osób, co przekłada się na dużą liczbę małych podmiotów, trudniejszych do centralnego „zagospodarowania” sprzedażowo niż sieci handlowe. Z drugiej strony właśnie to rozdrobnienie sprzyja budowaniu długoterminowych relacji B2B, jeśli producent jest w stanie zapewnić stabilność dostaw i spójność oferty.

Jakie konkretnie ryzyka czyhają na producenta?

Największe zagrożenia przy wejściu w kategorię kosmetyków profesjonalnych nie dotyczą wyłącznie produktu, ale całego modelu biznesowego, wiarygodności i operacyjności marki. Poniżej omawiam je w układzie logicznym, bez wartościowania marketingowego, w odniesieniu do realiów rynku pro i usługowego.

Pierwszym i kluczowym zagrożeniem jest brak wiarygodności profesjonalnej na starcie. Rynek kosmetyków profesjonalnych opiera się w dużej mierze na zaufaniu do skuteczności i powtarzalności działania. Fryzjerzy, kosmetolodzy i technicy pracują na efektach widocznych „tu i teraz”, a błędy produktowe bezpośrednio przekładają się na niezadowolenie klienta końcowego. Nowa marka, która nie ma historii obecności w salonach, referencji szkoleniowych ani udokumentowanych protokołów zabiegowych, startuje z wyraźnym deficytem zaufania. W praktyce oznacza to dłuższy i droższy proces wejścia, wymagający testów użytkowych, programów pilotażowych i pracy z liderami opinii wśród profesjonalistów.

Drugim istotnym ryzykiem jest niedoszacowanie kosztów wejścia i utrzymania obecności w kanale profesjonalnym. W przeciwieństwie do detalu, sprzedaż do salonów rzadko opiera się wyłącznie na cenie jednostkowej produktu. Konieczne są inwestycje w szkolenia, materiały edukacyjne, wsparcie techniczne, często także w dedykowanych przedstawicieli handlowych lub edukatorów. Dodatkowo marże w kanale B2B bywają „rozłożone” pomiędzy producenta, dystrybutora i punkt usługowy, co przy niskich wolumenach początkowych może oznaczać ograniczoną rentowność przez pierwsze lata działalności.

image

Czy każda usługodawczyni beauty musi zostać influencerką?

Trzecim zagrożeniem jest presja operacyjna związana z jakością i powtarzalnością produkcji. Kosmetyki profesjonalne są wykorzystywane w procedurach, które muszą dawać zbliżony efekt niezależnie od partii czy dostawy. Wszelkie wahania konsystencji, zapachu, koloru lub skuteczności są szybciej wychwytywane niż w przypadku produktu detalicznego. Dla producenta oznacza to wyższe wymagania wobec kontroli jakości, stabilności formulacji oraz łańcucha dostaw surowców, co zwiększa ryzyko kosztowe i operacyjne, zwłaszcza przy mniejszych skalach produkcji.

Czwartym obszarem ryzyka jest rozmycie pozycjonowania między rynkiem profesjonalnym a konsumenckim. Wiele marek próbuje łączyć sprzedaż do salonów z równoległą obecnością w e-commerce lub sieciach detalicznych. Jeśli ceny, opakowania lub komunikacja nie są wyraźnie rozdzielone, może to prowadzić do konfliktów kanałowych i utraty zaufania profesjonalistów, którzy nie chcą pracować na produktach łatwo dostępnych dla klienta końcowego w niższej cenie. Dla marki oznacza to konieczność bardzo precyzyjnej architektury oferty i kontroli dystrybucji.

Piątym zagrożeniem są bariery regulacyjne i odpowiedzialność prawna w kontekście użytkowania profesjonalnego. Choć formalnie kosmetyki profesjonalne podlegają tym samym przepisom co detaliczne, w praktyce są stosowane intensywniej i często na skórze problematycznej. To zwiększa ryzyko reklamacji, zgłoszeń niepożądanych działań oraz odpowiedzialności po stronie producenta. Brak odpowiedniej dokumentacji bezpieczeństwa, jasnych instrukcji użytkowania i ograniczeń stosowania może skutkować zarówno problemami regulacyjnymi, jak i reputacyjnymi.

image

Klientom w branży beauty zależy na nowoczesnych płatnościach

Szóstym zagrożeniem jest silna i lojalna konkurencja obecna już w salonach. Rynek profesjonalny jest w wielu segmentach „zabetonowany” przez marki, które działają tam od dekad, oferują kompleksowe systemy produktowe i długofalowe wsparcie edukacyjne. Wejście nowej marki oznacza konieczność realnego „odebrania miejsca na półce” lub w procedurze zabiegowej, co rzadko dzieje się bez wyraźnej przewagi technologicznej, cenowej lub organizacyjnej.

Wreszcie, istotnym zagrożeniem jest zbyt szybka skalacja bez sprawdzonego modelu. Próba równoczesnego wejścia na wiele rynków, do wielu segmentów usługowych lub zbyt szerokiego portfolio produktowego zwiększa ryzyko błędów jakościowych, logistycznych i wizerunkowych. Rynek profesjonalny premiuje konsekwencję i stabilność, a nie tempo ekspansji znane z marek konsumenckich.

Wniosek jest prosty: produkcja dla rynku profesjonalnego nadal może się opłacać, jeśli firma jest gotowa zainwestować nie tylko w sam produkt, ale i we wdrożenie (standardy, szkolenia, dystrybucja B2B), bo popyt usługowy rośnie globalnie i ma mocne podstawy. 

ZOBACZ KOMENTARZE (0)
23. styczeń 2026 15:37