StoryEditor
Producenci
02.09.2019 00:00

Kosmetyki do pielęgnacji ciała. Co przyciąga uwagę, a co robi obrót?

Na branżowych targach trudno obecnie znaleźć produkty inne niż naturalne, a nawet wegańskie. Drogerie robią im miejsce na półkach, po to, by uzyskać opinię nowoczesnych i oferujących najgorętsze nowinki. Czy jednak można na takim asortymencie zbudować sukces kategorii pielęgnacja ciała? Czy te produkty to wiodący trend czy wciąż nisza?

W pielęgnacji ciała zdecydowanie na topie jest trend zielony – twierdzi Rafał Filowicz, key account manager w firmie Elevita Poland, dystrybuującej m.in. takie marki jak Natura Siberica. Zapewnia, że zgodne z tą tendencją produkty naturalne znajdują coraz więcej nabywców, szczególnie w grupie młodych konsumentów, którzy właśnie wchodzą na rynek z własnymi pieniędzmi. – To ludzie świadomi tego, że środowisko jest ważne. Cieszy nas to, bo produkty oferowane przez naszą firmę to kosmetyki, które mają w swoich składach ponad 90 proc. natury. Mają też całkowicie biodegradowalne opakowania, czyli dodatkowo są odpowiedzią na modny trend zero waste – mówi nasz rozmówca. I dodaje, że jeśli drogeria chce przyciągnąć młodego, świadomego klienta z pewną pozycją zawodową, powinna poszerzyć ofertę o naturalną pielęgnację, a nawet o produkty wegańskie, gdyż grono ich odbiorców jest o wiele szersze niż liczebność wegan w Polsce. – Trend wegan friendly pociąga także mięsożerców – podsumowuje Rafał Filipowicz.

O zainteresowaniu naturalnymi składnikami mówi też Sylwia Ciechańska, product manager marki Equilibra w firmie APS Import-Export. Według niej klienci szukają nie tylko ładnie wyglądających opakowań, ale dokładnie wczytują się w to, co jest napisane na etykietach. Analizują składy i zwracają uwagę na to, czego produkty nie zawierają – chcą, aby kosmetyki były jak najbardziej naturalne. Wśród balsamów do ciała poszukują preparatów opartych o oleje roślinne, a z peelingów wybierają te, które zawierają naturalne drobinki z pestek rozmaitych owoców. – Trend eko będzie się utrzymywał jeszcze długo, ponieważ jesteśmy coraz bardziej świadomi i empatyczni w stosunku do środowiska – wyrokuje Sylwia Ciechańska.

Młode pokolenie jest zakochane w fitnessie, a pielęgnacja ciała naturalnymi produktami kosmetycznymi jest  niezbędnym elementem troski o jędrną skórę.

Naturalne komponenty z Polski i ze świata

Trend naturalny w pielęgnacji ciała znakomicie wykorzystują zarówno polscy przedsiębiorcy – ci mali oraz więksi, jak i dystrybutorzy poszukujący ciekawych propozycji ze świata. – Idealną odpowiedzią na to, czego obecnie szukają konsumenci, są kosmetyki z Tajlandii, które historycznie opierają się na wyciągach roślinnych – przekonuje Margaret Nowak, CEO firmy Wellness Dystrybucja oferującej markę Sabai Thai. Według Margaret Nowak drogerie powinny bardziej zainteresować się ciekawymi propozycjami do pielęgnacji ciała, bo kategoria jest bardzo zaniedbana w porównaniu z kosmetykami do twarzy. – Tymczasem młode pokolenie jest zakochane w fitnessie, a pielęgnacja ciała naturalnymi produktami kosmetycznymi jest dla niego niezbędnym elementem troski o jędrną skórę – mówi Margaret Nowak. Podpowiada też, że żel pod prysznic i balsam do ciała to już za mało. Dzisiejszy konsument szuka peelingów, lotionów, kremów do masażu i innych specjalistycznych produktów pielęgnacyjnych.

Natomiast firma Papoutsanis polskiemu konsumentowi poszukującemu naturalnej pielęgnacji ciała chce zaproponować to, co najciekawsze w greckiej kosmetologii, czyli rozmaite wyciągi z drzewa oliwnego. – To nie tylko oliwa z oliwek, ale i ekstrakty z liści i pestek – mówi Bartosz Wojtuń, sales manager w firmie Papoutsanis. Twierdzi, że to, czego oczekują młodzi konsumenci, to ciekawe naturalne kosmetyki, nawet jeśli ich cena jest wyższa niż konwencjonalnych, marketowych produktów kosmetycznych.

Wielu dostawców rzeczywiście pozycjonuje kosmetyki naturalne na wyższej półce cenowej. Rośnie jednak oferta tych bardziej przystępnych cenowo – za 20-30 zł. Są też producenci, którzy jeszcze bardziej postanowili zdemokratyzować pielęgnację ciała opartą o naturalne składniki. – Naszą misją stało się przeniesienie trendu naturalnej pielęgnacji do ekonomicznej półki cenowej – mówi Paulina Borowiak, marketing manager w firmie PCC Consumer Products Kosmet. Wegańskie żele pod prysznic marki Camolin kosztują 7,99 zł za 265 ml, a mydła 5,99 zł. – Możemy proponować takie ceny, bo jesteśmy dużą grupą i mamy łatwy dostęp do surowców, które w dodatku mają krajowe pochodzenie. Są to ekstrakty z dębu, chmielu, rabarbaru czy brzozy – dodaje nasza rozmówczyni.

W podobnych cenach pozycjonuje swoje produkty firma Slavica. Żele pod prysznic i balsamy do ciała marki Shake for Body kosztują 9,99 zł za 300 ml. Tutaj również twórcy postawili na rodzime składniki bliskie słowiańskiej tradycji. Stąd trzy linie produktów do pielęgnacji ciała o słodkich, oddziałujących na zmysły zapachach truskawki, wanilii i czekolady. – Będziemy je rozwijać, bo jest zainteresowanie produktami czerpiącymi z tego, co jest nam bliskie, znane i w naturalny sposób przyswajalne, mające u podstaw źródła historycznej witalności i siły – mówi Grzegorz Garboliński, dyrektor sprzedaży firmy Slavica. Zapowiada kolejne zapachy, tym razem bardziej odwołujące się do tradycji zielarskiej. – W dbałości o ciało nie chodzi tylko o samą higienę i pielęgnację, ale też wrażenia zmysłowe podczas samego zabiegu. Jednym z bardziej istotnych jest zapach produktu – podsumowuje przedstawiciel firmy.

Czerpanie z polskiej, śródziemnomorskiej czy bardziej egzotycznej natury to niejedyny kierunek w kategorii pielęgnacji ciała. Tak jak w przypadku produktów do pielęgnacji twarzy mamy tu do czynienia z modą na produkty rodem z Korei. Trend staje się inspiracją także dla producentów z Polski. Przykładem może być tutaj firma Marion, która oferuje kremy do rąk w opakowaniach w formie świnki, krówki czy misia. – Sprzedają się produkty, które rzucają się w oczy. Dlatego walczymy o tę uwagę – kolorem, kształtem, a także zapachami – tłumaczy Anna Wojtyłowicz, dyrektor sprzedaży krajowej w firmie Marion. Według niej nie jest łatwo wstawić na drogeryjne półki coś jeszcze. Dlatego kosmetyki muszą przyciągać uwagę. Co do składu i formuł oczywista jest zgodność z trendami eko.

Kosmetyki home made, to produkty z duszą, które niestety stracą rację bytu w związku z nową ustawą o produktach kosmetycznych, o ile nie będą miały wdrożonych wymaganych zaostrzonych procedur.

Czy kosmetyki naturalne pozostaną niszą?

Opinie o wrażliwości cenowej konsumentów są podzielone. – Od roku widzę, że im bardziej niszowe marki, tym większym cieszą się zainteresowaniem, bez względu na ceny przez nie proponowane. Podobnie wygląda sytuacja na rynku piwa – wciąż sprzedają się tanie marki koncernowe, ale coraz więcej pojawia się produktów regionalnych, kraftowych, robionych niemal chałupniczo, za które trzeba zapłacić o wiele więcej. Podobny trend jest coraz wyraźniejszy w pielęgnacji ciała. Furorę robią np. preparaty home made sprzedawane w szklanych słoiczkach z ręcznie wypisaną datą ważności. To kosmetyki z duszą, które niestety stracą rację bytu w związku z nową ustawą o produktach kosmetycznych, o ile nie będą miały wdrożonych wymaganych zaostrzonych procedur. Na razie jednak znajdują nabywców, pomimo że ich cena jest wyższa. Obserwując rynek, mogę stwierdzić, że wrażliwych na cenę konsumentów jest coraz mniej. Liczy się raczej historia, filozofia marki i wrażenia, jakie się uzyskuje, stosując produkt – mówi Piotr Ciećkiewicz, członek zarządu firmy dystrybucyjnej Sonia.

Innego zdania jest Edyta Kresińska, doradca zarządu ds. marketingu w sieci Jawa. Polacy są tradycjonalistami, jeśli chodzi o produkty, a w dodatku są wrażliwi na cenę, stąd z reguły droższe produkty naturalne zawsze pozostaną niszą – twierdzi.

Wtóruje jej Mariusz Krebs, dyrektor handlowy sieci Jawa. Trendy pojawiają się i są osoby, które rzeczywiście kupują tylko takie produkty. Ale tak naprawdę wciąż największa grupa konsumentów stosuje to, do czego się przyzwyczaiła i trendy nie mają większego wpływu na ich wybory – mówi przedstawiciel sieci Jawa. Według niego nie można jednak zrezygnować z innowacyjnych produktów na półkach. – Nowości są potrzebne, bo uatrakcyjniają ofertę, ale core business stanowią wciąż te same standardowe produkty. Żadne analizy nie pokazują sytuacji, w której konsumentki nagle porzucają swoje ulubione produkty, by sięgać po to, co modne. Nowości owszem działają jak magnes, przyciągają uwagę, ale to nigdy nie przechyla szali na ich stronę w sprzedaży. Dlatego, chcąc zarabiać na pielęgnacji ciała, z pewnością nie można zrezygnować z tradycyjnych produktów na rzecz tych z kręgu natury – przestrzega Mariusz Krebs.

Pojawiło się ostatnio mnóstwo firm z kosmetykami naturalnymi, ekologicznymi, wegańskimi. Jednak produkcja i dystrybucja wyczerpują ich finansowe zaplecze, a konsument sam z siebie nie sięga po produkt.

Przedstawiciele sieci Jawa nie są odosobnieni w swoich opiniach. – Popyt na naturalną pielęgnację jest kreowany przez producentów i dystrybutorów, ale to, czy te kosmetyki się sprzedają, to kwestia dyskusyjna. Rozpatrując to w kategoriach czysto ekonomicznych, należałoby powiedzieć, że sprzedają się kosmetyki znanych marek, tradycyjne, z dużymi nakładami na reklamę, a więc koncernowe – mówi Jarosław Oleszczuk, właściciel drogerii Laboo w Siedlcach. Przyznaje jednak, że ma u siebie całe linie produktów naturalnych, wegańskich od niszowych producentów, bo zawsze organizuje kąciki z ofertą zgodną z trendami. – Z produktami wegańskimi jest tak jak z kosmetykami dla brodaczy. Wszyscy mówią o modzie na brody, ale jak się rozejrzeć, to nie ma ich aż tyle. Zapowiadanego szaleństwa zakupowego też jakoś brak – podsumowuje Jarosław Oleszczuk.

Zbigniew Łebed, dyrektor handlowy sieci drogerii Laboo, twierdzi, że wynika to z braku wystarczających nakładów na promocję. Pojawiło się ostatnio mnóstwo firm z kosmetykami naturalnymi, ekologicznymi, wegańskimi. Jednak produkcja i dystrybucja wyczerpują ich finansowe zaplecze, a konsument sam z siebie nie sięga po produkt. Musi on najpierw zostać wypromowany, najlepiej w mediach społecznościowych, ale też w samych drogeriach (szkolenia dla personelu, próbki produktów). Trzeba budować znajomość brandu, pokazywać atrybuty produktu – bez tego nie ma szansy na sprzedaż. Młodym producentom i dystrybutorom kosmetyków naturalnych podpowiada, by brali przykład od funkcjonującej od lat na rynku kosmetyków naturalnych firmy Sylveco. – Moda na naturę jest faktem, ale nawet najfajniejsze produkty same się nie sprzedają. Komunikacja to trzy czwarte sukcesu – podsumowuje Zbigniew Łebed.

ZOBACZ KOMENTARZE (0)
StoryEditor
Prawo
17.07.2026 06:00
Inglot zerwał umowę z dystrybutorem w Hiszpanii, dostawy wstrzymane. Spór o długi i umowę
Punkty sprzedaży oraz klienci Inglot w Hiszpanii, Portugalii i Andorze pozostali bez dostępu do produktów markimateriały prasowe

Polski koncern kosmetyczny Inglot wstrzymał dostawy na rynek Hiszpanii. Ten nagły ruch przerwał piętnastoletnią współpracę z lokalnym dystrybutorem - Hipercosmo S.L. Firma ta jednak kwestionuje legalność wypowiedzenia umowy i złożyła skargę do hiszpańskiego organu ds. konkurencji. Wszystko to dzieje się w obliczu planowanego przejęcia polskiej grupy przez fundusz private equity Avallon.

Sprawę zaczął właśnie nagłaśniać iberyjski dystrybutor, posiłkując się opiniami prawników. Okazuje się, że stanowiska stron są krańcowo odmienne. W marcu 2026 r. Inglot wystosował pismo mające na celu wypowiedzenie Hipercosmo Głównej Umowy Franczyzowej, cztery lata przed jej wygaśnięciem. Stanowisko dystrybutora jest takie, że wypowiedzenie nie spełnia wymogów umownych i jest prawnie nieskuteczne, a zatem umowa pozostaje w mocy. Mimo to dostawy głównie na rynek hiszpański zostały wstrzymane.

image

Inglot stawia na cyfryzację: nowa platforma e-commerce działa już w 28 krajach

A wstrzymanie dostaw oznacza, że punkty sprzedaży oraz klienci sklepów Inglot w Hiszpanii, Portugalii i Andorze pozostali bez dostępu do produktów marki.

- To prawda, że produktów już nie otrzymuje wskazany podmiot, jednak zamówienia wciąż są możliwe klienci mogą zamawiać oryginalne produkty za pośrednictwem oficjalnej strony marki www.inglotcosmetics.com. Równolegle prowadzimy intensywne działania mające na celu dalszy rozwój naszej obecności oraz odbudowę sieci dystrybucji na tym rynku - potwierdza biuro prasowe INGLOT.

Długi czy wadliwe wypowiedzenie?

W oczach dystrybutora Hipercosmo jednostronne odcięcie dostaw jest działaniem bezprawnym. 

Poprosiliśmy biuro prasowe Grupy Inglot o odniesienie się do sytuacji. 

- Przez ponad 15 lat INGLOT współpracował z partnerem Hipercosmo S.L. przy rozwoju marki na rynkach Hiszpanii, Portugalii i Andory. Wspólnie budowaliśmy obecność marki, rozwijaliśmy sieć sprzedaży oraz wzmacnialiśmy jej rozpoznawalność. Tym bardziej ubolewamy, że zamiast skoncentrować się na rozwiązaniu własnych, wielomiesięcznych problemów finansowych, były partner zdecydował się prowadzić publiczną komunikację przedstawiającą okoliczności zakończenia współpracy w sposób jednostronny i wprowadzający w błąd opinię publiczną - czytamy w przesłanym “Wiadomościom Kosmetycznym” fragmencie oświadczenia, które zostanie niedługo opublikowane.

Polska firma pisze:  “Pragniemy jednoznacznie podkreślić, że decyzja o zakończeniu współpracy nie była wynikiem zmiany strategii biznesowej INGLOT ani próbą wyeliminowania lokalnego partnera. Jej jedyną przyczyną było długotrwałe niewywiązywanie się przez firmę Hipercosmo z zobowiązań finansowych wobec INGLOT”.

Przedstawiciele firmy dodają, że przez wiele miesięcy próbowali rozwiązać problem polubownie, podejmując liczne działania mające na celu utrzymanie współpracy.

- Wielokrotnie proponowaliśmy nowe harmonogramy spłat, wydłużaliśmy terminy płatności oraz podejmowaliśmy próby wypracowania rozwiązania umożliwiającego kontynuowanie relacji biznesowej. Pomimo tych działań, w pewnym momencie kontakt z nami przez drugą stronę został całkowicie zerwany, a należności nie zostały uregulowane do dzisiaj - informuje zarząd.

Zupełnie inaczej sytuację przedstawia Hipercosmo.

- Nasz klient poświęcił piętnaście lat na budowanie tych rynków i będzie bronił swoich praw – deklaruje dr Michał Jabłoński, partner zarządzający w kancelarii Jabłoński Koźmiński, reprezentującej dystrybutora.

Hiszpanki nie kupią szminki Inglot. Rynek kosmetyczny nie lubi próżni

Spór ma realne skutki dla obecności marki Inglot na półkach sklepowych. Przez ostatnie półtorej dekady Hipercosmo od podstaw budowało pozycję Inglota w regionie, nawiązując relacje z największymi sieciami perfumerii i handlu detalicznego oraz realizując szeroko zakrojone kampanie marketingowe, m.in. z Cristiną Pedroche, jedną z najbardziej znanych hiszpańskich prezenterek telewizyjnych. W najlepszym roku sprzedaż w tych krajach przekraczała 10 mln euro.

Obecnie punkty sprzedaży i ich klienci pozostali bez dostępu do produktów. Dystrybutor ostrzega więc, że w sektorze kosmetycznym, gdzie konkurencja o miejsce na półce jest niezwykle silna, marka nieobecna na rynku detalicznym traci nie tylko bieżącą sprzedaż, ale także rozpoznawalność i wypracowane przez lata relacje. Zdaniem Hipercosmo, odzyskanie rynku po takiej przerwie będzie znacznie trudniejsze i kosztowniejsze niż utrzymanie dotychczasowej pozycji.

Aspekty prawne i skarga na Inglot do CNMC

Konflikt przeniósł się na pole prawne. W czerwcu 2026 r. dystrybutor złożył skargę do CNMC, hiszpańskiego organu ds. konkurencji, zarzucając Inglotowi stosowanie praktyk utrzymywania cen odsprzedaży, co stanowi ograniczenie konkurencji w w rozumieniu art. 101 Traktatu o Funkcjonowaniu Unii Europejskiej.  - Organ ma teraz tę sprawę przed sobą – potwierdza Rodrigo Valls z JDV Iuris & Consultants, reprezentujący dystrybutora przed hiszpańskim urzędem.

Transakcja Inglot z Avallon w cieniu sporu

Cała sytuacja toczy się w delikatnym momencie dla polskiego koncernu. 19 czerwca 2026 r. Inglot podpisał umowę z funduszem Avallon, który  objąć pakiet większościowy i przejąć kontrolę nad grupą. Rodzina założycieli pozostanie akcjonariuszem i będzie nadal uczestniczyć w zarządzaniu spółką. 

image

Avallon przejmuje Inglot. Znamy nowe szczegóły tej transakcji

W wywiadzie opublikowanym w kwietniu 2025 r. (xyz.pl) prezes Grzegorz Inglot opisał Europę jako strategiczny priorytet dla grupy i stwierdził, że wzrost będzie organiczny, koncentrując się na „współpracy z dużymi dystrybutorami na rynkach lokalnych”. Wymienił kraje europejskie: Niemcy, Francję, Wielką Brytanię i Włochy. Hiszpanii wśród nich nie było.

Kiedy w czerwcu 2026 r. ogłoszono transakcję z Avallon, partnerka funduszu odpowiedzialna za tę transakcję, Agnieszka Pakulska, oświadczyła, że dla partnerów biznesowych inwestycja oznacza „kontynuację współpracy w ramach dotychczasowego modelu operacyjnego” (oficjalny komunikat, cytowany przez PAP Biznes). Grzegorz Inglot dodał, że operacyjnie grupa nie planuje rewolucji.

Choć transakcja czeka jeszcze na zatwierdzenia regulacyjne, to dla rynku i partnerów biznesowych wizerunek marki ma kluczowe znaczenie, a otwarty spór z partnerem, który zbudował markę w regionie, może być sygnałem niepokojącym.

Brak zapłaty, dostawy wstrzymane. Inglot uspokaja partnerów

- Pragniemy podkreślić, że obecna sytuacja ma charakter jednostkowy. Współpracujemy z partnerami na wielu rynkach świata, a nasze relacje biznesowe opierają się na wzajemnym zaufaniu, transparentności oraz terminowym wywiązywaniu się z przyjętych zobowiązań. Nasi partnerzy mogą mieć pewność, że INGLOT konsekwentnie realizuje swoje zobowiązania i oczekuje stosowania tych samych standardów od wszystkich swoich kontrahentów. Naszym priorytetem pozostaje zapewnienie klientom nieprzerwanego dostępu do produktów INGLOT oraz możliwie szybkie odbudowanie pełnej dostępności marki na rynku hiszpańskim  - deklaruje polska firma.

image

Indie kuszą branżę beauty. Polskie marki mają tam większy potencjał, niż mogłoby się wydawać

Obie strony pozostają jednak w impasie, a rozwiązanie sporu może mieć długofalowe skutki dla przyszłości marki na rynkach iberyjskich. Marka nieobecna dłużej w sklepach traci nie tylko bieżącą sprzedaż, ale także widoczność, relacje handlowe i pozycję komercyjną, a konkurencyjne produkty zajmują jej miejsce.

- Istotą tej sprawy nie jest interpretacja postanowień umownych, lecz brak zapłaty za dostarczone produkty, który doprowadził do zakończenia współpracy - tłumaczy INGLOT. 

Hipercosmo deklaruje, że pozostaje do dyspozycji swoich partnerów handlowych. 

Ale do czasu złożenia tych oświadczeń dostawy do Hiszpanii, a także do Portugalii i Andory oraz na inne rynki, obsługiwane przez tego dystybutora od piętnastu lat, zostały już wstrzymane. 

ZOBACZ KOMENTARZE (0)
StoryEditor
Producenci
14.07.2026 14:02
Estée Lauder nie sprzeda Too Faced, Smashbox i Dr.Jart+. Koncern zmienia strategię
Estée Lauder nie sprzeda Too Faced, Smashbox i Dr.Jart+Shutterstock

Po miesiącach spekulacji Estée Lauder Companies rezygnuje ze sprzedaży trzech znanych marek ze swojego portfolio. Jak ujawnia Business of Fashion, koncern zdecydował, że Too Faced, Smashbox i Dr.Jart+ pozostaną w jego strukturach. Zamiast sprzedaży firma stawia na reorganizację, mniejsze zespoły i bardziej elastyczny model zarządzania, inspirowany niezależnymi markami beauty.

W tym artykule przeczytasz:

  • Zamiast sprzedaży – reorganizacja
  • Too Faced przenosi się do Nowego Jorku
  • Origins trafia pod skrzydła Deciem
  • Sprzedaż okazała się trudniejsza niż zakładano
  • Kolejna zmiana planów Estée Lauder

  • K-Beauty może odmienić przyszłość Dr.Jart+

  • Koniec ery wielkich przejęć?

Jeszcze na początku roku wydawało się, że Estée Lauder Companies chce pozbyć się części swojego portfolio. Business of Fashion informował wówczas, że spółka prowadzi rozmowy z bankami inwestycyjnymi Evercore i J.P. Morgan, szukając kupca dla pakietu obejmującego Too Faced, Smashbox i Dr.Jart+.

Teraz strategia uległa zmianie.

Zamiast sprzedaży – reorganizacja

Jak wynika z wewnętrznego dokumentu, do którego dotarł Business of Fashion, prezes Estée Lauder Companies Stéphane de La Faverie poinformował pracowników, że każda z marek będzie rozwijana według własnego modelu biznesowego.

– Nasze marki mają różne mocne strony, pozycjonowanie i możliwości wzrostu. Potrzebują dopasowanych modeli działania, które pozwolą im szybciej wprowadzać innowacje, wzmacniać relacje z konsumentami i budować długoterminowy wzrost – napisał de La Faverie.

Celem jest większa szybkość działania oraz bardziej przedsiębiorcze podejście, charakterystyczne dla niezależnych marek kosmetycznych.

image

Estée Lauder ma chętnych na swoje marki. Co dalej z Too Faced i Dr. Jart+?

Too Faced przenosi się do Nowego Jorku

Największe zmiany obejmą markę Too Faced.

Jej siedziba zostanie przeniesiona z Los Angeles do Nowego Jorku, gdzie dołączy do tzw. klastra marek makijażowych Estée Lauder Companies, obejmującego już MAC i Bobbi Brown. Jednocześnie zespół marki zostanie znacząco ograniczony.

Zmiany czekają również Smashbox, który pozostanie w Los Angeles, ale także będzie funkcjonował w mniejszej strukturze organizacyjnej.

Z kolei Dr.Jart+ pozostanie w Korei Południowej. Marka nadal będzie rozwijana pod kierownictwem Ye Jin Kim, odpowiadającej za globalny rozwój i kreację.

Origins trafia pod skrzydła Deciem

Reorganizacja obejmuje również markę Origins.

Business of Fashion podaje, że brand zostanie przeniesiony do struktur Deciem – spółki należącej do Estée Lauder Companies, która odpowiada m.in. za rozwój The Ordinary. Według serwisu decyzja ma pozwolić Origins skorzystać z doświadczeń Deciem w zakresie strategii digital-first oraz szybszego rozwoju produktów.

Sprzedaż okazała się trudniejsza niż zakładano

Jeszcze w styczniu Business of Fashion informował, że wartość całego pakietu marek wyceniano na kwotę zaledwie z dolnego przedziału setek milionów dolarów.

To znacząco mniej niż zapłacono za samo Too Faced. Estée Lauder przejęło markę w 2016 roku za 1,45 mld dolarów, co było jedną z największych transakcji w historii firmy.

Potencjalni inwestorzy, głównie fundusze private equity, nie byli jednak zainteresowani zakupem wszystkich trzech marek jednocześnie. Według BoF właśnie brak chętnych na pakiet miał przesądzić o zmianie decyzji.

image

Ronald Lauder zamieszany w plany Trumpa dt. Grenlandii? Konsumenci sugerują bojkot Estée Lauder

Kolejna zmiana planów Estée Lauder

To już druga istotna decyzja strategiczna koncernu w ostatnich miesiącach.

W maju zakończyły się również rozmowy dotyczące potencjalnej transakcji z hiszpańską grupą Puig. Według doniesień medialnych strony nie porozumiały się w kwestii wyceny, a prezes Estée Lauder podkreślał później, że firma nie zamierza realizować przejęć ani sprzedaży aktywów za wszelką cenę.

– Jeśli nie możemy osiągnąć odpowiedniego wzrostu i rentowności przy właściwej wycenie, taka transakcja nie ma sensu – mówił Stéphane de La Faverie podczas konferencji Deutsche Bank.

K-Beauty może odmienić przyszłość Dr.Jart+

Choć decyzja o pozostawieniu marek może zaskakiwać, Business of Fashion zwraca uwagę, że przynajmniej jedna z nich ma dziś wyraźny potencjał wzrostu.

To Dr.Jart+, który korzysta na globalnej popularności kosmetyków K-Beauty. Również Too Faced nadal posiada silne produkty w swoim portfolio – na czele z kultowym tuszem Better Than Sex Mascara, który pozostaje jednym z bestsellerów marki.

Koniec ery wielkich przejęć?

Pozostawienie Too Faced, Smashbox i Dr.Jart+ w portfolio oznacza, że Estée Lauder bierze odpowiedzialność za ich dalszy rozwój. Teraz przed firmą stoi znacznie trudniejsze zadanie niż sprzedaż – udowodnienie, że marki mogą ponownie stać się motorami wzrostu w coraz bardziej konkurencyjnym rynku kosmetycznym.

 

Źródło: Businessoffashion

Aurelia Obrochta
ZOBACZ KOMENTARZE (0)
17. lipiec 2026 17:03