StoryEditor
Rynek i trendy
16.06.2020 00:00

Nieskuteczne produkty do dezynfekcji zalewają rynek. Uważaj, co wprowadzasz na półki!

Produkty, które nie zawierają ani grama alkoholu nie zapewniają ochrony przed koronawirusem - alarmują producenci i organizacje branżowe. Rynek ma problem z nadmiarem produktów dezynfekcyjnych, a jeszcze większy z firmami, które wprowadzają do obrotu produkty nietrzymające żadnych standardów jakościowych. To poważny kłopot dla konsumentów i dla sprzedawców, którzy również ponoszą odpowiedzialność za to, co wprowadzają na półki. 

Produkcja preparatów biobójczych, dezynfekcyjnych, wykorzystywanych w profilaktyce zapobiegania COVID-19 stała się dla wielu firm sposobem na przetrwanie trudnego okresu spadku sprzedaży w innych kategoriach. Przestawienie linii produkcyjnych na ten asortyment było możliwe dzięki decyzji Urzędu Rejestracji Produktów Leczniczych, Wyrobów Medycznych i Produktów Biobójczych (URPL), który w pierwszej połowie marca otworzył szybką ścieżkę rejestracji tych produktów, zawieszając na 180 dni bardzo rygorystyczne wcześniej przepisy. Pozwoliło to szybko uzupełnić rynkowe niedobory środków do dezynfekcji potrzebnych w czasie pandemii. Produkcję uruchomiły duże spółki Skarbu Państwa, a także setki innych firm, w tym kosmetycznych, ale nie tylko.

Dane URPL pokazują, że o ile pod koniec marca w rejestrach urzędu były 243 produkty biobójcze, to na początku maja ich liczba wzrosła do 1065. Jak ocenia Blanka Chmurzyńska-Brown, dyrektor generalna Polskiego Związku Przemysłu Kosmetycznego, w czasie pandemii przybyło w Polsce ok. 500 producentów środków biobójczych. Wśród nich ok. setka to firmy kosmetyczne, dla których produkty do dezynfekcji stały się sposobem na wyrównanie spadków sprzedaży na rynku kosmetyków do pielęgnacji twarzy czy do makijażu.  

Marzec był miesiącem żniw dla firm, które posiadały w ofercie produkty biobójcze, a także preparaty o działaniu antybakteryjnym. Jednak już w kwietniu rynek nasycił się nimi. Konsumenci zużywali zapasy, a także zaczęli sami robić proste mikstury mieszając wysokoprocentowy alkohol np. z aloesowym żelem. Wielu producentów, a także dystrybutorów, zostało z zapasami niesprzedanych produktów. To jednak nie jedyny problem. Drugim jest pojawienie się produktów, które nie trzymają jakości i nie mają działania antywirusowego, choć takie deklarują.

"W konsekwencji epidemii SARS-CoV-2 w sklepach pojawiła się tzw. nowa dezynfekcja. Mowa o preparatach antybakteryjnych dostarczanych przez świeżo przebranżowionych producentów. Na rynek w ciągu ostatnich tygodni wprowadzono niesłychaną liczbę nikomu nieznanych, niegwarantujących jakości marek produktów higienicznych podszywających się pod profesjonalną dezynfekcję" – alarmuje firma Medisept specjalizująca się w produkcji preparatów dezynfekcyjnych, które dostarcza do szpitali i do profesjonalnych odbiorców, a od niedawna także na rynek detaliczny.

–  Obserwujemy to, w jaki sposób zniesienie barier legislacyjnych i wymogów jakościowych dewastuje rynek, dając krótkoterminowo efekt zaspokojonej podaży. Natomiast korzyścią wypływającą z obecnej sytuacji niewątpliwie jest podniesienie świadomości ogółu społeczeństwa na temat konieczności i znaczenia dezynfekcji również z naszym codziennym otoczeniu, w domu i pracy – mówią Przemysław Śnieżyński i Waldemar Ferschke prezesi Mediseptu

O tym, że problem produktów nietrzymających standardów istnieje wspomina raport Polskiego Związku Przemysłu Kosmetycznego. „Obecnie jest wysoka nadprodukcja środków do dezynfekcji. Wynika to z faktu, że popyt okazał się znacznie mniejszy, niż zakładaliśmy, a jednocześnie produkcję rozpoczęło kilkaset podmiotów z innych branż, przykładowo producenci płynów motoryzacyjnych. W efekcie braku doświadczenia na rynku pojawiły się produkty niskiej jakości, albo co gorsza o zbyt małej zawartości alkoholu, które nie zapewniały ochrony przed koronawirusem” – czytamy w opracowaniu, które powstało na podstawie ankiet przeprowadzonych w ponad 100 firmach kosmetycznych.

Tyko zawartość alkoholu 60%-80% gwarantuje odpowiednią ochronę

Potwierdza to Karol Szmich, prezes firmy Delia Cosmetics. – Z jednej strony chylę czoła polskim przedsiębiorcom, że tak szybko odpowiedzieli na zapotrzebowanie. Jednakże z przykrością zauważam, że wiele produktów jest niskiej jakości. W większości przypadków jest to skutkiem braku doświadczenia producentów, ale zdarzają się również sytuacje wykorzystywania niewiedzy konsumentów – mówi.

Najczęstszym przypadkiem jest niewłaściwa zawartość alkoholu. – Tylko zawartość z przedziału 60%-80% stanowi odpowiednią ochronę, a zbyt wysoka wartość tak samo obniża skuteczność, jak za niska. Wymyka się to kontrolom organów państwowych, ale trudno się temu dziwić, skoro mają na głowie walkę z epidemią – dodaje prezes Karol Szmich

Prezes Delii Cosmetics podkreśla, że najgorszym przypadkiem są produkty, które nie zawierają ani grama alkoholu, przez co nie zapewniają absolutnie żadnej ochrony przed koronawirusem. – Producenci używają sloganu „antybakteryjny” powołując się na składniki roślinne, które wykazują tylko słabe działanie antybakteryjne, a działania antywirusowego nie wykazują wcale. Nieposiadanie odpowiednich zezwoleń, raportów bezpieczeństwa, czy błędy w etykietach produktów to przy tym drobiazg. Dla handlu może być jednak dotkliwy, gdyż jest to łatwiejsze do weryfikacji, niż rzeczywisty skład – było to już powodem nakazów wycofania produktów z rynku – przestrzega. – Dlatego ważna jest samoregulacja branży kosmetycznej. Na półkach powinny znaleźć się tylko produkty bezpieczne, pochodzące od zaufanych i doświadczonych producentów – dodaje.

Produkty biobójcze i antybakteryjne podlegają określonym wymogom prawnym

Dr Ewa Starzyk, dyrektor ds. naukowych i legislacyjnych w Polskim Związku Przemysłu Kosmetycznego przypomina, że nie ma czegoś takiego, jak „nowa dezynfekcja”. –  W handlu spotykamy czasem określenie „nowa dezynfekcja”. Nie istnieje jednak taka kategoria produktów. Zgodnie z przepisami prawa Unii Europejskiej produkty do higieny lub dezynfekcji są w większości albo produktami kosmetycznymi albo produktami biobójczymi, nieco rzadziej wyrobami medycznymi. Każdy z tych produktów powinien być przyporządkowany do jednej, konkretnej grupy i zgodny z wymaganiami prawa przewidzianymi dla tej właśnie grupy – tłumaczy.

W legalnym obrocie znajdują się dwie grupy produktów, które ułatwiają walkę z epidemią COVID-19: produkty biobójcze służące do dezynfekcji (rąk, powierzchni, urządzeń) oraz produkty kosmetyczne, służące codziennej higienie i ochronie, przede wszystkim skóry rąk. Są to mydła oraz żele do higieny, oczyszczania i odświeżania rąk o dodatkowym działaniu antybakteryjnym. Obie grupy produktów są ważne w walce z COVID-19 – mają zapewnić właściwą higienę i pomagają w ograniczaniu transmisji wirusów i innych szkodliwych mikroorganizmów – kontynuuje dr Ewa Starzyk.

Obie grupy produktów, aby były skuteczne, muszą zawierać alkohol w składzie. Kosmetyki o działaniu antybakteryjnym różnią się tym od preparatów do dezynfekcji powierzchni, że są łagodniejsze dla skóry. Znajdziemy w nich dodatkowe składniki, które wpływają na to, że alkohol nie działa aż tak agresywnie na dłonie, które są nim często traktowane. 

Dr Ewa Starzyk przypomina też, że obie grupy produktów podlegają określonym wymogom prawnym. – Używane, np. jako element reklamy lub oznakowania produktu, deklaracje działania produktów powinny być zgodne z obowiązującymi przepisami. Producenci kosmetyków, którzy zamieszczają na produktach takie informacje jak „działanie biobójcze”, „zabijanie 99,99% wirusów”, „działanie dezynfekcyjne” muszą je rejestrować jako biobójcze. Jeśli produkt nie jest zarejestrowany w Urzędzie Rejestracji Produktów Leczniczych, Wyrobów Medycznych i Produktów Biobójczych, a znajdują się na nim takie informacje, producent łamie prawo – podkreśla dr Ewa Starzyk.  

Sprawdzaj, co wprowadzasz na półki

Firma Medisept, w komunikacie rozesłanym do prasy alarmuje, że również na dystrybutorach i detalistach spoczywa odpowiedzialność za to, co wprowadzają do obrotu. „Hurtownicy, detaliści, drogerie, sieci franczyzowe, a nawet pojedyncze sklepy sprzedające preparaty odkażające są odpowiedzialne za oferowane produkty i ich wpływ na bezpieczeństwo kupującego i środowiska. Dystrybutorzy muszą szczegółowo weryfikować dokumentację przedstawianą przez oferentów, w tym aktualne pozwolenie na obrót produktem bójczym. Preparaty muszą być odpowiednio opakowane i oznakowane zgodnie z wymogami ustawowymi. Etykiety powinny zawierać informacje dotyczące zastosowania, sposobu użycia, składu, zagrożeń, środków ostrożności i pierwszej pomocy. Na opakowaniu należy też szukać nazwy podmiotu odpowiedzialnego i znaków CLP. Kluczową dostępną informacją musi być numer pozwolenia na obrót wydany przez Urząd Rejestracji Produktów Biobójczych, Wyrobów Medycznych i Produktów Leczniczych” – informuje firma powołując się na zapisy dotyczące odpowiedzialności karnej wg Ustawy z dnia 9 października 2015 r. o produktach biobójczych (Dz.U.2018.2231): zgodnie z art. 45, 46 tejże ustawy podmiot udostępniający na rynku (producent, dystrybutor, sklep) produkt posiadający cechy biobójczego, który nie posiada pozwolenia na obrót lub prawidłowego oznakowania na etykiecie, podlega odpowiedzialności karnej włącznie z karą pozbawienia wolności do 2 lat. (Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) nr 528/2012 z dnia 22 maja 2012 r. w sprawie udostępniania na rynku i stosowania produktów biobójczych (Dz. Urz. UE L 167 z 27.06.2012, str. 1, z późn. zm.)."

Jednak dr Ewa Starzyk doprecyzowuje: – Zgodnie z prawem Unii Europejskiej za produkt odpowiada podmiot (firma/osoba), który wprowadza ten produkt na rynek. Dystrybutor produktów kosmetycznych powinien podjąć działania, jeśli ma uzasadnione podejrzenie, że produkt nie jest zgodny z wymaganiami, ale nie jest podmiotem czy osobą odpowiedzialną i zwykle nie dysponuje wiedzą, aby tę zgodność ocenić. W przypadku wątpliwości dystrybutor powinien w pierwszej kolejności skontaktować się z osobą odpowiedzialną w danej firmie – mówi.

Wg. rozporządzenia 528/2012/WE w sprawie produktów biobójczych odpowiedzialność za wprowadzenie do obrotu produktów biobójczych ponosi podmiot odpowiedzialny. W przypadku produktów kosmetycznych taka firma nazywana jest osobą odpowiedzialną i również ponosi odpowiedzialność za wprowadzenie produktu do obrotu oraz za zgodność tego produktu z wymaganiami rozporządzenia kosmetycznego 1223/2009/WE.

Ewa Starzyk dodaje też, że jeśli konsumenci lub handlowcy mają wątpliwości co do jakości lub pochodzenia produktu – znajomość danej marki lub firmy może być pewnym wskazaniem, czy można jej zaufać. – Wcześniejsze, wieloletnie doświadczenie firmy w produkcji produktów z sektora szeroko pojętej chemii – np. produktów kosmetycznych, biobójczych, chemii gospodarczej itd. – może być sygnałem, że firma stosuje standardy produkcji, kontrolę jakości produktów i dba o zgodność z wymogami prawa – stwierdza Ewa Starzyk. – Oczywiście o jakości i zgodności produktu z wymaganiami świadczą także inne cechy. W przypadku wątpliwości można skonsultować się z Państwową Inspekcją Sanitarną lub organizacją branżową, np. Polskim Związkiem Przemysłu Kosmetycznego – podpowiada.  

Czytaj także: Czym różni się produkt antybakteryjny od biobójczego

Przegląd podstawowych informacji prawnych znajdziesz w: przewodniku technicznym Rozgraniczanie pomiędzy produktami kosmetycznymi o działaniu antybakteryjnym i produktami biobójczymi do dezynfekcji

ZOBACZ KOMENTARZE (0)
StoryEditor
Wywiady
12.01.2026 14:23
Marta Wojciechowska: Konsumenci beauty są zmęczeni natłokiem nowości [ROCZNIK WK 2025/26]
Marta Wojciechowska, luxury & beauty ekspertAgnieszka Olek

W czasach niepokoju i przeciążenia informacyjnego odbiorcy coraz częściej szukają w kosmetykach poczucia bezpieczeństwa, ukojenia, spokoju. Wiele marek stanęło na biznesowym rozdrożu: chcą sprzedawać produkty premium, ale konsumenci w tej bardzo konkurencyjnej branży oczekują czegoś więcej. Bycie naturalnym czy wegańskim już nie wystarcza – za produktem musi stać dziś wiarygodna historia – uważa Marta Wojciechowska, luxury & beauty ekspert.

Czy odpowiedzią producentów na rynkowe wyzwania staje się zwiększanie nakładów na marketing, influencerów? Oraz epatowanie kolejnymi seriami nowości w ofercie?

Rzeczywiście, widać wyraźnie, że w trudniejszym otoczeniu ekonomicznym wielu producentów próbuje więcej inwestować w marketing i w większą aktywność influencerów. Ale coraz częściej okazuje się, że nie ilość komunikatów, ale ich autentyczność i dopasowanie decyduje o skuteczności komunikacji oraz finalnie – przełożeniu na sprzedaż. 

Konsumenci są zmęczeni natłokiem nowości, które różnią się głównie opakowaniem lub fragmentem nazwy. W zasadzie do końca nie wiadomo, czy to naprawdę coś nowego, czy tylko nowa etykieta, albo siódma odsłona tego samego zapachu. Prawda jest taka, że branża kosmetyczna w zasadzie w większości opiera się na nowościach, trendach, sezonowości. W ten sposób sami siebie wpędziliśmy w ślepy zaułek. Inwestycja w znanych influencerów też nie daje gwarancji zwrotu, bo mieliśmy w 2025 roku kilka związanych z tym kryzysów wizerunkowych.

Marki, które dziś wygrywają, to te, które potrafią pokazać nie tylko nowy produkt, ale też realną wartość: skład, funkcję, ideę i wiarygodna historię. W trendach globalnych widać przesunięcie od influencer marketingu do expert marketingu, czyli współpracy z osobami, które mają wiarygodność i wiedzę, nie tylko zasięgi. Bo konsumenci zaczynają ufać faktom i spójności przekazu.

Z problemami mierzą się nie tylko marki premium, ale też – z czym rynek nie miał do czynienia naprawdę od wielu lat – koncerny skupiające marki luksusowe, by wymienić tylko LVMH. Z czego wynika to odchodzenie klientów od marek luksusowych? Stali się bardziej oszczędni, czy po prostu produkt z logotypem luksusowej marki przestał być dla nich przedmiotem pożądania, aspiracji? Jak wytłumaczyć to zjawisko?

Moim zdaniem dzieje się kilka rzeczy jednocześnie. Po pierwsze: spada zaufanie do wielkich brandów. Jako konsumenci pytamy o łańcuchy dostaw i warunki pracy, a luksus ma dziś w tej kwestii problem wiarygodności. Mamy kryzys zaufania do luksusowych produktów „Made in Italy, a szersze „trust issues” zmuszają luksus do zacieśniania kontroli i okazywania dowodów jakości. 

Po drugie: kultura dupes nauczyła konsumentów, że efekt i design można mieć taniej, więc sama metka już nie wystarcza. 

Po trzecie: ultra-fast fashion wchodzi do świątyń handlu (Shein w Paryżu), prowokując pytanie, czym obecnie jest luksus? 

W tle mamy spowolnienie popytu i globalne “studzenie” wzrostu. W efekcie luksus zaczyna się przedefiniowywać: z logo i statusu w stronę dowodu jakości, etyki i emocji – dlatego bronią się kategorie o wysokiej wartości doświadczenia, np. zapachy. 

image

Katarzyna Bielecka, Sephora: Być najbardziej trendy destynacją na rynku premium beauty [ROCZNIK WK 2025/26]

Do tego dochodzi jeszcze konfrontacja między młodszymi pokoleniami a tradycyjnymi markami luksusowymi. Odpływ klientów może wynikać m.in. z braku adekwatnej narracji i zmiany oczekiwań nowej generacji. Dla branży oznacza to po prostu konieczność otwarcia na nowe języki komunikacji, transparentność i kulturę wartości, a nie tylko kontynuację modelu aspiracyjnego.

Warto chyba pochylić się w tym momencie nad specyfiką pokoleń, i tego, jakimi są konsumentami. Co jest dla nich ważne, na czym się skupiają dokonując zakupu kosmetyków, jaka jest ich świadomość, jeśli chodzi o składy czy działanie? Jaka jest podatność, wrażliwość poszczególnych pokoleń na mody, trendy, social media?

W opracowaniach i raportach branżowych pojawia się kilka interesujących wniosków. Pokolenie baby boomers i generacja X to konsumenci doświadczeni, lojalni i pragmatyczni. Według najnowszego raportu NielsenIQ, to właśnie Gen X pozostaje jednym z najważniejszych motorów wzrostu w segmencie pielęgnacji skóry. Dla tych grup kluczowa jest skuteczność, bezpieczeństwo i wiarygodność. Bardziej ufają ekspertom, niż trendom z social mediów. Często wybierają dermokosmetyki, pielęgnację pro-age i produkty z potwierdzonym działaniem.

Millenialsi są świadomi i selektywni, analizują składy, szukają marek z wartościami i autentyczną historią. To oni zapoczątkowali ruch “clean beauty”, który dziś przekształca się w “conscious beauty”– łączący etykę, ekologię i skuteczność. Cenią storytelling, ale oczekują dowodów działania. Są też bardziej odporni na marketingowy szum i wolą marki transparentne, które potrafią mówić wprost.

Natomiast pokolenie Z to konsumenci ekstremalnie cyfrowi, bardzo emocjonalni i jednocześnie krytyczni. Jak pisze Business of Fashion, GenZ szybko weryfikuje marki – docenia autentyczność, ale bezlitośnie demaskuje fałsz. To oni stworzyli kulturę “dupes”, czyli poszukiwania tańszych, ale jakościowych alternatyw dla produktów luksusowych. Social media, zwłaszcza TikTok, stały się ich głównym źródłem inspiracji, ale też edukacji kosmetycznej. Jednocześnie mają bardzo wysoką świadomość składów i działania produktów. GenZ chętnie eksperymentuje z markami i nowymi produktami, ale szybko rezygnuje, jeśli marka nie sprosta ich oczekiwaniom. Ta grupa często odcina się od tradycyjnego luksusu, bo sposób komunikacji i wartość marki często nie trafiają w jej oczekiwania.

Na horyzoncie pojawia się już pokolenie Alfa – najmłodsi konsumenci, którzy dorastają w świecie, gdzie inkluzywność, różnorodność i zrównoważony rozwój są czymś oczywistym. Dla nich kosmetyki będą nie tylko o wyglądzie, ale o samopoczuciu i tożsamości. Natomiast mocno kierują się estetyką, uwielbiają kolekcjonować i być zaskakiwani.

image

Marta Wojciechowska: Od silversów do generacji alfa. Czego klienci oczekują od marek kosmetycznych? [ANALIZA]

Ostatnie lata to czas, gdy producenci, sieci handlowe i marketing skupiły się na najmłodszych konsumentach. Dlaczego? Bo młodzi kupują dużo i lubią nowości? A może branża beauty chce sobie wychować przyszłych konsumentów, dopieszczając ich i spełniając wszystkie potrzeby? Mam wrażenie, że jest to najmniej lojalna wobec marek i trendów grupa konsumentów. Czy zatem warto się dla nich aż tak starać? 

Tak, obserwacje, że producenci i sieci zwiększają wydatki marketingowe w najmłodszych grupach, komunikują nowości i silnie stawiają na influencerów, mają solidne podstawy. Ale to nie jest jedyna strategia – i sama w sobie może nie wystarczyć. Z praktyki Rossmanna widzimy, że warto łączyć akwizycję z retencją, nowości z autentycznością oraz komunikację emocji z danymi.

Marki uczą się, że młodzi konsumenci są najmniej lojalni, a przy tym są dynamiczni, zmienni, poszukujący świeżości. Ale właśnie dlatego warto do nich docierać – nie po to, by zdobyć ich na stałe, ale by być obecnym w ich życiu “tu i teraz”. 

Inwestowanie w influencerów i nowości to jedna strona medalu, druga to wykorzystanie danych do budowania relacji i personalizacji, a także tworzenie marek własnych czy linii, które rezonują z wartościami, jak trend mindfulness czy rytuały dbania o siebie. Podobnie jak wprowadzenie linii „blind boxów”, kiedy klient nie wie, jaki wariant produktu otrzyma. To mechanika typowa dla fanów kolekcjonowania, silnie rezonująca z pokoleniem Z i konsumentami, nastawionymi na niespodziankę i exclusivity.

Ostatecznie – tak, warto się starać o młodych, ale trzeba robić to w bardziej wyrafinowany sposób, niż dotychczas. Te działania muszą iść w parze z konsolidacją relacji, bo to, co dziś przyciąga uwagę, jutro może być zapomniane.

[...]

Czy marketing w branży beauty i kosmetycznej skupia się obecnie już tylko na social mediach, internecie? Czy inne rodzaje promocji są jeszcze brane pod uwagę przy kreowaniu kampanii np. nowych marek czy produktów? 

Na marketing beauty można spojrzeć z kilku stron. Z perspektywy marek to oczywiście silne oparcie o digital i social media, które budują świadomość, emocje i wizerunek. Social media to dziś bez wątpienia najważniejszy kanał pierwszego kontaktu z marką, zwłaszcza dla pokolenia Z i millenialsów.

TikTok, Instagram czy YouTube kształtują trendy i rekomendacje: np. zjawisko „TikTok made me buy it” generuje realne skoki sprzedaży. Jednak marki, które opierają się wyłącznie na social mediach, mają krótkotrwały efekt hype’u, bez trwałej lojalności.

Natomiast z perspektywy retailera komunikacja wygląda już inaczej. Opiera się głównie na marketingu partnerskim, współpracy z markami i wspólnych kampaniach, które mają napędzać sprzedaż online i offline jednocześnie. Sieci takie jak Rossmann, Super-Pharm czy Douglas budują własne platformy komunikacyjne: aplikacje, newslettery i własne media retailowe. Dla marek wejście na półkę, stacjonarnie lub wirtualnie, oznacza też widoczność  w aplikacji, w rekomendacjach, działaniach lojalnościowych etc. To zupełnie nowy ekosystem komunikacji, bardziej partnerski, zintegrowany i oparty na danych, nie tylko na zasięgu.

image

Maja Justyna, PAIH: Dominacja K-beauty: pielęgnacja, makijaż i co dalej? [ROCZNIK WK]

Mimo digitalizacji, doświadczenie na żywo wciąż ma ogromną wartość. Marki oraz retailerzy inwestują w eventy eksperckie, konsultacje, pop-upy etc. Rozwijają też strefy dermo i well-being, gdzie offline łączy się z edukacją i rekomendacją konsultantów. Reklama w prasie kobiecej i magazynach branżowych nadal funkcjonuje, ale dziś ma rolę wizerunkową, nie sprzedażową.

Kampanie telewizyjne też działają, zwłaszcza w kluczowych okresach roku oraz w kampaniach masowych marek drogeryjnych. Marki premium nadal chętnie komunikują nowości w przestrzeni miejskiej, np. na citylightach. Coraz więcej marek inwestuje w kampanie edukacyjne czy np. podcasty, bo konsumenci oczekują czegoś więcej, niż reklamy.

Co na to retail media? Jakie ma rozwiązania, propozycje dla branży beauty? 

Marketing beauty nie jest już tylko komunikacją marki, ale wspólnym przedsięwzięciem marki i retailera. Marki dostarczają emocje, a retailer – dane i kontekst. Retail media mają przewagę nad klasyczną komunikacją w social mediach, gdzie trudno powiązać ekspozycję z faktycznym zakupem. Dla marek kosmetycznych retail media to najbardziej efektywna forma inwestycji w reklamę, która daje zasięg, dane, możliwość personalizacji i pomiar ROI. Dla retailerów jest to źródło  przychodu i sposób na pogłębienie relacji z markami, ale też sposób na podniesienie atrakcyjności własnej komunikacji.

Ostatecznie zyskują też klienci, bo komunikacja staje się bardziej spersonalizowana, użyteczna i efektywna. Według danych NielsenIQ i GroupM, rynek retail media w Europie rośnie o ponad 20 proc. rocznie, a wzrost ten napędza głównie branża beauty. Jednocześnie, co ciekawe, na europejskich konferencjach skupionych wokół tematyki retail media, wciąż obecnych jest niewiele firm z branży kosmetycznej, a segment marek premium praktycznie nie jest reprezentowany. Cały czas widzę przestrzeń do rozwoju w tym obszarze.

W jakim kierunku podąża branża kosmetyczna? Czy po epoce overconsumption i kilkunastostopniowych rutyn pielęgnacyjnych przyjdzie czas na skin minimalizm? Jakie widzisz tu główne kierunki rozwoju dla branży?

Świetne pytanie. Zastanawiam się od dłuższego czasu, czy nastąpi punkt zwrotny w ciągłej pogoni za nowościami i trendami. Beauty to oczywiście emocje, ale przede wszystkim potężny biznes, więc myślę, że spowolnienie jednak nam nie grozi.

Jednak to prawda: po erze wieloetapowych koreańskich rytuałów i overconsumption przychodzi powrót do prostoty, jakości i skuteczności. Konsumenci chcą mniej produktów, ale bardziej przemyślanych, wielofunkcyjnych. Oczywiście nadal z pomocą branży przychodzą technologia i nauka. Aplikacje do analizy skóry, inteligentne lusterka, testery DNA, diagnostyka mikrobiomu, technologie, które jeszcze kilka lat temu brzmiały futurystycznie, teraz stają się codziennością.

Nadal ważne jest holistyczne podejście do piękna. Granica między kosmetykami, suplementami i zdrowiem coraz bardziej się zaciera. Dlatego cały czas wzrasta popularność suplementów beauty, adaptogenów, dermokosmetyków i trendu beauty from within. Dodatkowo zmienia się podejście w komunikacji – zamiast „anti-age” mamy „pro-age”. Zamiast obietnicy cofania czasu – dojrzałe piękno, naturalność i troskę o jakość skóry, o dobre samopoczucie. 

W beauty, podobnie jak w fashion, klienci zaczynają oczekiwać większej transparentności i przejrzystości w pochodzeniu składników, czy łańcuchach dostaw. W świecie przesytu, informacyjnego szumu, i podobnych do siebie produktów zwyciężają marki, które mają jasną filozofię, wiarygodność, dostarczają emocje i potrafią budować zaangażowanie.

Być może to koniec ery produktów “dla wszystkich”, a konsumenci wybiorą marki, które odpowiadają na współczesne potrzeby, i które naprawdę mówią ich językiem.

Powyższy artykuł jest częścią szerszego wywiadu, opublikowanego w roczniku Wiadomości Kosmetycznych 2025/26.

Ten 160-stronicowy magazyn z okładką autorstwa uznanej graficzki Oli Niepsuj można można nabyć tutaj 

image

Rocznik „Wiadomości Kosmetycznych” – kompendium wiedzy o rynku beauty na 2025 i dalej

Marzena Szulc
ZOBACZ KOMENTARZE (0)
StoryEditor
E-commerce
09.01.2026 13:44
Logistyka, regulacje i automatyzacja zadecydują o konkurencyjności rynku e-commerce 2026
Packeta mat.pras.

Rosnące oczekiwania klientów, nadchodzące zmiany regulacyjne oraz dynamiczny rozwój automatyzacji sprawiają, że e-commerce wchodzi w kolejny etap dojrzałości. W 2026 roku o przewadze konkurencyjnej decydować będą nie tylko cena i marketing, ale przede wszystkim przewidywalność dostaw, odporność operacyjna i zdolność do skalowania procesów logistycznych – także w sprzedaży cross-border. O kluczowych wyzwaniach i kierunkach rozwoju rynku mówi Marcin Prusak, wiceprezes zarządu Packeta Poland & Germany

Od czego zależy lojalność klienta?

Jednym z największych wyzwań dla branży e-commerce w nadchodzących latach będzie zdolność do pozyskiwania i utrzymywania klientów w warunkach coraz większej konkurencji oraz rosnącej świadomości konsumentów. Cena przestaje być jedynym kryterium wyboru. Klienci oczekują dziś przewidywalności, transparentności i pełnej kontroli nad procesem zakupowym. Z perspektywy logistyki oznacza to konieczność skracania lead time, precyzyjniejszego forecastingu i utrzymania maksymalnej stabilności operacyjnej – niezależnie od sezonu czy wolumenu. 

Z mojego doświadczenia, chociażby przy budowie sieci dystrybucyjnych Tesli w regionie EMEA, wynika jednoznacznie, że lojalność klienta nie jest wyłącznie efektem kampanii marketingowych, lecz przede wszystkim konsekwencją jakości operacji. W Packeta widzimy to bardzo wyraźnie – konsumenci w Polsce czy Niemczech nie oczekują już tylko „jak najszybszej” dostawy, ale dostawy, która zawsze spełnia obiecaną jakość: bez opóźnień, zmiany terminów i niejasnej komunikacji. To fundamentalnie zmienia definicję konkurencyjności w e-commerce.

image

Amazon Prime Day 2025: kosmetyczni zwycięzcy wydarzenia zakupowego roku [ROCZNIK WK 2025/26]

Regulacje i ESG – rynek wchodzi w fazę dojrzałości

Jednocześnie branża musi przygotować się na zmiany regulacyjne, które w pełnym zakresie zaczną obowiązywać od 2026 roku. Mam na myśli nie tylko raportowanie ESG, które wymusi większą transparentność w zakresie emisji, sposobu pakowania czy recyklingu, ale też przepisy dotyczące danych, automatyzacji oraz dostaw cross-border. Firmy będą musiały dostosować się do nowych norm środowiskowych, obowiązku raportowania wpływu środowiskowego, bardziej rygorystycznych zasad etykietowania oraz możliwych zmian w podatkach dla dostaw międzynarodowych. 

Nowe regulacje zwiększą złożoność operacyjną i koszty zgodności, szczególnie w handlu międzynarodowym. Z mojego doświadczenia wynika, że firmy, które odpowiednio wcześnie przygotowują operacje pod przyszłe regulacje, zyskują realną przewagę kosztową i wizerunkową. Europejski rynek e-commerce będzie coraz bardziej regulowany, a łańcuchy dostaw bardziej złożone i wymagające precyzyjnego zarządzania.

Automatyzacja i AI jako fundament skalowania

W mojej ocenie nie da się dziś mówić o skalowaniu e-commerce bez zaawansowanej automatyzacji i sztucznej inteligencji. W 2026 roku kluczową rolę odegrają predykcyjne modele forecastingu, dynamiczny routing, inteligentne systemy sortowania czy roboty AMR w magazynach, które pozwalają skracać SLA, obniżać koszt jednostkowy i utrzymywać jakość operacji przy rosnących wolumenach. 

image

AI wchodzi w zakupy: klienci chcą wygody, a sprzedawcy – efektywności

AI coraz częściej wykorzystywana jest także w obsłudze klienta – przejmując powtarzalne zapytania, skracając czas reakcji i redukując koszty wsparcia. W logistyce ostatniej mili technologie te umożliwiają optymalizowanie zasobów, przewidywanie przeciążeń sieci i zarządzanie wolumenem w czasie rzeczywistym, co ma kluczowe znaczenie w okresach szczytów sprzedażowych.

Logistyka jako przewaga, nie koszt

Jednym z najczęstszych błędów, które obserwuję w e-commerce, jest traktowanie kosztów operacyjnych jako obszaru drugoplanowego. Wiele firm koncentruje się na wzroście sprzedaży i marketingu, podczas gdy to operacje – w tym koszty zwrotów, pick & pack, prognozowanie popytu i optymalizacja sieci – realnie decydują o rentowności. Z mojego doświadczenia z pracy w Amazonie i Tesli wynika, że nawet niewielkie nieefektywności operacyjne mogą generować duże straty, a dobrze wdrożony forecasting znacząco obniża koszt jednostkowy. W Packeta obserwujemy to samo – firmy, które rozumieją swoje procesy, rosną szybciej i stabilniej.

Równie istotnym problemem jest postrzeganie logistyki wyłącznie jako kosztu, a nie źródła przewagi konkurencyjnej. Przewidywalność dostawy, wybór formy odbioru, jakość komunikacji i sprawny zwrot bezpośrednio wpływają na to, czy klient wróci do sklepu. Skalowanie e-commerce wymaga jasno zdefiniowanych KPI, standaryzacji i powtarzalnych procesów. Bez nich nawet najlepszy model biznesowy traci efektywność wraz ze wzrostem wolumenów.

Co więcej, w Packeta już od kilku lat rozwijamy model multi-network w logistyce ostatniej mili, gdzie łączymy własną sieć punktów odbioru i automatów z infrastrukturą innych operatorów. To podejście daje większą elastyczność, pozwala obniżać koszty dostawy i znacząco poprawia skuteczność pierwszego doręczenia. W mojej ocenie jest to jeden z kluczowych kierunków rozwoju europejskiej logistyki. 

Cross-border i nowe modele operacyjne

Coraz większe znaczenie zyskuje również sprzedaż cross-border, która wymaga nie tylko dobrej oferty, ale przede wszystkim skalowalnych i powtarzalnych procesów logistycznych. Widzimy rosnące zainteresowanie dynamicznym ustalaniem cen dostaw międzynarodowych w oparciu o dane o popycie, obciążeniu sieci czy dostępności zasobów. Dynamic pricing w logistyce jest tym, czym kiedyś stało się RTB w reklamie – pozwala optymalizować koszty i reagować w czasie rzeczywistym na zmieniające się warunki.

Wszystkie te elementy – wymagający klienci, regulacje, automatyzacja i nowe modele logistyczne – sprawiają, że 2026 rok będzie testem odporności operacyjnej dla całej branży. W mojej ocenie wygrają te firmy, które już dziś inwestują w stabilność dostaw, skalowalne procesy i technologie pozwalające reagować na zmiany w czasie rzeczywistym. E-commerce wchodzi w etap, w którym przewagę buduje się nie szybkością decyzji marketingowych, lecz jakością operacji.

Marcin Prusak

Marzena Szulc
ZOBACZ KOMENTARZE (0)
13. styczeń 2026 01:10