StoryEditor
Beauty
02.02.2022 00:00

Dr Pisula: Twarz powinna wyglądać naturalnie

Coraz więcej osób korzysta z medycyny estetycznej, zabiegi traktujemy jako formę profilaktyki starzenia, dlatego do gabinetów zgłaszają się coraz młodsi pacjenci szukający sposobów wsparcia naturalnej stymulacji skóry. Bo właśnie o to chodzi, aby procedury przynosiły naturalne efekty. Jeśli już z daleka widać, że na twarzy coś było „robione”, to znaczy, że zabieg wykonano po prostu źle – mówi dr Magdalena Pisula, dermatolog, specjalista medycyny estetycznej.

Czy w ostatnim czasie wzrosło zainteresowanie zabiegami medycyny estetycznej?

Medycyną estetyczną zajmuję się od 9 lat i obserwuję stały, regularny wzrost liczby pacjentów i zainteresowania tego typu zabiegami. Rynek medycyny przeciwstarzeniowej bardzo szybko się rozwija, a oferta zabiegów jest obecnie bardzo szeroka i dostępna dla pacjentów z najróżniejszą zasobnością portfela. Medycyna estetyczna jest dostępna praktycznie dla każdego i nie jest już tak jak kiedyś, gdy był to temat tabu, zarezerwowany jedynie dla wybranej grupy osób. Dziś z naszych usług korzystają osoby z bardzo różnych grup społecznych i wiekowych.

Zabiegi medycyny estetycznej stają się coraz bardziej popularne również dlatego, że coraz więcej osób otwarcie mówi o tym, że z nich korzysta. Ludzie powoli zaczynają zdawać sobie sprawę z tego, że dzięki medycynie przeciwstarzeniowej można osiągnąć bardzo dobre, naturalne efekty oraz że jej celem wcale nie musi być chęć zmiany siebie czy swojego wyglądu, ale po prostu dobrze przemyślana profilaktyka przeciwstarzeniowa. Dziś jest to naturalny przejaw dbania o siebie. Sądzę, że niebawem każdy będzie miał swojego lekarza medycyny estetycznej czy dermatologii estetycznej i będzie to zjawisko społecznie akceptowane, o którym będzie się mówić zupełnie otwarcie. Każdy chce dobrze wyglądać niezależnie od płci i wieku.

Mam wrażenie, że nadal funkcjonuje przekonanie, że zabiegi medycyny estetycznej są przeznaczone dla osób starszych, u których proces starzenia już nastąpił. Czy jednak w tym przypadku nie chodzi też o profilaktykę?

Dokładnie tak. Najlepsze efekty uzyskujemy u młodszych pacjentów, ponieważ u nich możemy działać zapobiegawczo. Profilaktyka i edukacja jest zawsze bardziej skuteczna i korzystniejsza dla portfela aniżeli niwelowanie widocznych już skutków starzenia.

Podejście do tego tematu jest odmienne dla osób w różnym wieku. Zupełnie inną świadomość i postawę mają osoby młode, a zupełnie inną pacjenci po pięćdziesiątce. Ja mam akurat wielu młodych pacjentów. Warto podkreślić, że każdy z nas starzeje się w innym tempie i są osoby, które w wieku 25 lat zaczynają korzystać z botoksu i mają do tego wskazania. Przesłanką do wykonania zabiegu nie jest wiek, tylko to, co dzieje się na twarzy.

Pacjentki po 50 roku życia, które przychodzą do lekarza medycyny estetycznej po raz pierwszy, są często bardzo onieśmielone. Zadają dużo wnikliwych pytań, długo zastanawiają się, czy skorzystać. Pytają mnie, czy warto, czy przypadkiem nie jest to ich fanaberia lub też objaw próżności. Z drugiej strony mamy dwudziestoparolatków, którzy bardzo chętnie i śmiało korzystają z zabiegów, niwelują drobne niedoskonałości i pierwsze oznaki starzenia, które im przeszkadzają.

A jak często zdarzają się pacjenci, którzy się obawiają, że zrobi Pani z ich ciałem coś, co nie będzie dla nich korzystne? Mam na myśli ogromne usta lub bardzo mocno podkreślone policzki.

W moim odczuciu nie jest to duża grupa i ja takich pacjentów nie mam. Do mnie przychodzą osoby, które potrzebują konsultacji i chcą poznać zdanie specjalisty. Zaczynam od tego, że wręczam pacjentce lusterko i ona mówi, co w jej twarzy jej się podoba, a co chciałaby poprawić i gdzie widzi problem. Następnie odnoszę się do tego i mówię, co możemy zrobić. Na koniec wspólnie decydujemy, nad czym warto popracować. Oczywiście, czasami zdarza się, że ktoś zafiksuje się na jakiejś drobnej zmarszczce, która dla otoczenia nie jest dostrzegalna. Jednak po rozmowie i wytłumaczeniu jak przebiega zabieg, który ma zniwelować dany efekt, najczęściej pacjenci rezygnują, biorą sobie do serca moją opinię i radę.

Czasami jednak rzucają nam się w oczy osoby, na których twarzach widać liczne zabiegi. Kto pomaga im osiągnąć takie efekty?

Uważam, że pacjentki, u których modyfikacje na twarzy są bardzo wyraźne to margines wszystkich osób, które korzystają z usług medycyny estetycznej. Proszę wziąć pod uwagę ilu osób z dobrze wykonanymi zabiegami, po prostu nie dostrzegamy. One nie rzucają nam się w oczy, ponieważ dobrze wykonany zabieg estetyczny to taki, którego nikt nie zauważy. Usłyszymy co najwyżej „jak pięknie dziś wyglądasz”. Jeżeli już z daleka, nawet u obcej dla nas osoby widzimy, że coś było „robione” na twarzy, to znaczy, że zabieg wykonano po prostu źle.

Nie wiem, kto wykonuje takie zabiegi, ale obawiam się, że mogą to być efekty zabiegów wykonanych na czarnym rynku, który niestety kwitnie. Medycyna estetyczna, jak sama nazwa wskazuje, jest gałęzią medycyny i powinni zajmować się nią wyłącznie lekarze, którzy mają odpowiednią wiedzę i kwalifikacje. W Polsce rynek ten nie jest jeszcze wystarczająco uregulowany i zabiegi medycyny estetycznej wykonują często osoby, które nie posiadają odpowiedniego przygotowania merytorycznego, ani też nawet podstawowej wiedzy medycznej. Dzieje się tak dlatego, że wykonywanie pewnych procedur niesłusznie umożliwia się osobom nierzadko w ogóle niezwiązanym z branżą, w oparciu o ukończone kursy. Słyszałam, że zabiegi wykonują m.in. weterynarze, księgowi czy fryzjerzy. Dziś w gestii pacjenta leży dokładne sprawdzenie uprawnień osoby, z której usług, będzie korzystać. Warto też spytać, jaką uczelnię skończyła, jaką ma specjalizację podstawową, doświadczenie itd. Wtedy można czuć się bezpiecznie i założyć, że w przypadku jakichkolwiek ewentualnych powikłań będzie można liczyć na fachową pomoc i wiedzę lekarza.

Oczywiście, bo powikłania się przecież zdarzają…

Powikłania to czysta statystyka tak więc oczywiście zdarzają się one również lekarzom. Lekarz ma możliwość wyprowadzenia swojego pacjenta z takiego powikłania, bo ma odpowiednią wiedzę, może podać leki czy przepisać receptę. Inna sytuacja jest w przypadku powikłań, po zabiegach wykonywanych przez osoby nieuprawnione bez odpowiednich kwalifikacji – często osoby te nie mają dostatecznej wiedzy ani narzędzi, żeby takiemu pacjentowi pomóc. Zanim więc osoba pokrzywdzona trafi do odpowiedniego specjalisty, mija długi czas, który w tego typu przypadkach odgrywa kluczową rolę.

Inną kwestią są źródła pochodzenia preparatów w gabinetach bez uprawnień. Botoks przykładowo jest lekiem, tak więc tylko lekarz jest w stanie wejść w jego posiadanie legalnie i tylko on może wystawić na niego receptę. Jeśli chodzi o wypełniacze, to na rynku można spotkać preparaty bez certyfikatów, niewiadomego pochodzenia, podróbki dlatego właśnie za każdym razem podkreślam, jak ważny jest wybór odpowiedniego gabinetu lekarskiego i doświadczonego lekarza.

Każda procedura niesie ze sobą ryzyko. Czasami pacjenci nie przestrzegają zaleceń, czasem może też wystąpić jakaś odmienność anatomiczna. Liczy się to, że w razie wystąpienia jakiejkolwiek tego typu sytuacji, lekarz jest w stanie od razu prawidłowo rozpoznać, co się stało i natychmiastowo wdrożyć odpowiednie postępowanie. Jeżeli takie powikłanie zostanie rozpoznane za późno i pomoc nie zostanie udzielona wystarczająco szybko, to szkody mogą być nieodwracalne.

Zjawiają się w Pani gabinecie osoby, które potrzebują pomocy?

Na szczęście nie mam wielu takich pacjentów, ale takie przypadki się zdarzają. Jakiś czas temu zgłosiła się do mnie pani, której (być może przez pomyłkę) został wstrzyknięty w skórę preparat, który był przeznaczony do zupełnie innego zabiegu. To spowodowało przewlekłą reakcję zapalną w skórze, a pacjentka musiała leczyć się przez wiele miesięcy i przyjmować antybiotyki oraz sterydy. Do dziś ma przebarwienia i blizny na twarzy. Ten feralny zabieg wykonała kosmetyczka…

Przeczytaj również: Lekarze chcą zakazu wstrzykiwania botoksu w salonach kosmetycznych

Czym kieruje się Pani, wybierając do pracy dane preparaty czy wprowadzając nowe zabiegi?

Moja klinika pracuje na renomowanych, sprawdzonych topowych markach, które są obecne na rynku od lat. Są to marki amerykańskie i szwajcarskie. Kupuję je bezpośrednio od polskiego przedstawiciela firmy. Istnieją również hurtownie internetowe, gdzie każdy może kupić np. kwas hialuronowy, który jest wyrobem medycznym. Wiem jednak, że w takich hurtowniach zdarzają się też podrobione preparaty. Dlatego ja współpracuję wyłącznie bezpośrednio z dystrybutorem. To daje mi poczucie bezpieczeństwa.

Mam też swoje ulubione marki, które są dla mnie niezastąpione. Zdecydowanie wolę pracować na sprawdzonych produktach, które mają wysoki profil bezpieczeństwa. Rzadko wprowadzam nowości, nie testuję ich na moich pacjentach, czekam i obserwuję, jak preparat przyjmuje się na rynku. Dopiero wtedy zwracam na niego większą uwagę i rozważam, czy wprowadzić go do oferty. Uważam, że warto być sceptycznym. Sytuacja z preparatem modelującym sylwetkę Aquafilling, który był wstrzykiwany m.in. w piersi w celu ich powiększenia, pokazała, że warto być ostrożnym. Przez pewien czas zabieg ten cieszył się sporym zainteresowaniem, dziś wiemy, że preparat ten po dłuższym czasie wywoływał wiele niepożądanych skutków ubocznych, a kobiety dziś cierpią i muszą usuwać go ze swojego organizmu. Na szczęście został wycofany z rynku, ale wiele kobiet cierpi do dziś.

Które zabiegi są dziś najpopularniejsze? Jakie trendy Pani obserwuje?

Obecnie najważniejsze jest, aby wykonywane procedury gabinetowe były bezpieczne i dawały jak najbardziej naturalne efekty. Celem zabiegów jest przede wszystkim profilaktyka i naturalna stymulacja skóry. Hitem są obecnie tzw. stymulatory produkcji kolagenu. Czyli substancje mające za zadanie pobudzić komórki skóry – fibroblasty, do produkcji kolagenu, elastyny i kwasu hialuronowego, ale też abiegi Hi-tech kondycjonujące skórę jak lasery czy RF mikroigłowy. Nieustającą popularnością cieszą się też zabiegi z wykorzystaniem toksyny botulinowej czy wypełniacze, które podane w sposób przemyślany i nieprzesadzony dają spektakularne efekty.
Coraz większą wagę przywiązuje się też do dbałości o samą jakość skóry, czyli o jej gładkość i świetlistość, co zapewniają regularne złuszczanie, mikronakłuwanie i mezoterapia.

Każdy zabieg może być świetny pod warunkiem, że pacjent zostanie dobrze zakwalifikowany, zostanie przeprowadzony szczegółowy wywiad, skóra zostanie odpowiednio zbadana, a sama procedura zostanie wykonana przez odpowiednią osobę, czyli lekarza medyny estetycznej. Generalnie trendy zmierzają w kierunku zachowania naturalnego wyglądu, subtelnego podkreślania atutów i profilaktyki procesów starzenia, a także odbywającej się w gabinecie edukacji pacjenta z zakresu prawidłowej pielęgnacji skóry i dobrych nawyków.

Magdalena Pisula jest lekarzem i specjalistą w dziedzinie dermatologii, wenerologii oraz medycyny estetycznej i właścicielką warszawskiej butikowej kliniki mClinic, stworzonej w myśl nurtu „slow medicine”. Członek Polskiego Towarzystwa Dermatologicznego, Polskiego Towarzystwa Medycyny Estetycznej i Anti-Aging – PTMEiAA oraz International Dermoscopy Society. Współautorka dwóch książek: „Dermatologia estetyczna” i „Dieta w chorobach skóry”.

Marta Kudosz
ZOBACZ KOMENTARZE (0)
StoryEditor
Rynek i trendy
09.03.2026 09:54
Rekordowy rok Amouage: ponad 66 proc. wzrostu i 430 mln dolarów sprzedaży
Butik Amouage w The Dubai MallAmouage

Rok 2025 zapisał się w historii domu perfumeryjnego Amouage, wywodzącego się z Omanu, jako czas bezprecedensowego sukcesu finansowego. Marka, która od 42 lat definiuje pojęcie niszowych, luksusowych perfum (high perfumery), odnotowała w 2025 roku wzrost sprzedaży detalicznej o 66 proc. w stosunku do roku wcześniejszego. Firma osiągnęła globalny wynik sprzedaży na poziomie 430 mln dolarów. To tempo wzrostu nie tylko deklasuje konkurencję, ale staje się nowym punktem odniesienia dla sektora luksusowego.

Strategiczna stabilność w dynamicznym świecie

Wyniki za rok 2025 są zwieńczeniem pięcioletniego okresu, w którym Amouage konsekwentnie utrzymywało tempo wzrostu powyżej 25 proc. rocznie. W ciągu ostatnich dwóch lat marka zdołała ponad dwukrotnie zwiększyć swoje przychody, co w dobie zawirowań makroekonomicznych i zmieniających się nawyków konsumenckich jest zjawiskiem rzadkim.

Kluczem do sukcesu okazała się odporność na krótkotrwałe cykle trendów. Amouage udowadnia, że model biznesowy oparty na solidnym rzemiośle, mistrzostwie technicznym i głębi kulturowej – a nie na pogoni za masową modą czy viralową popularnościa – buduje trwałą przewagę konkurencyjną.

Dla partnerów biznesowych i dystrybutorów to jasny sygnał: segment perfumerii niszowej staje się bezpieczną przystanią dla kapitału, o ile stoi za nim autentyczne dziedzictwo.

image

Amouage: klasyczna nisza w obliczu nowej definicji luksusu

Z Omanu na globalne rynki

Amouage z sukcesem przełamuje bariery geograficzne, udowadniając, że marka głęboko zakorzeniona w kulturze Bliskiego Wschodu może stać się globalnym liderem luksusu. Strategia „supersized growth” objęła wszystkie kluczowe rynki, co świadczy o uniwersalności przekazu marki.

Sukces ten opiera się na trzech filarach:

  1. Kreatywność ponad konwencją: odważne, oryginalne kompozycje zapachowe, które nie szukają kompromisów, tworzenie trendów a nie ich naśladownictwo
  2. Mistrzostwo techniczne i technologiczne: inwestycje w najwyższą jakość surowców i procesów ekstrakcji (tzw. „exceptional extraits”) – wyjątkowe, jakościowe składniki bez kompromisów
  3. Głębia znaczenia: każdy produkt Amouage niesie ze sobą opowieść (storytelling), co w 2026 roku jest kluczowym czynnikiem zakupowym dla świadomych konsumentów (trend meaningful luxury).

Perspektywy dla sektora high perfumery. Gdy nisza pozostaje niszą

Dynamiczny wzrost Amouage rzuca nowe światło na kondycję rynku perfum luksusowych. Podczas gdy masowy rynek zapachów stabilizuje się, segment niszowy wciąż posiada ogromny potencjał ekspansji. Marka z Omanu pokazała, że konsekwencja i inwestowanie w jakość bez kompromisów pozwala na znaczące wyprzedzenie dynamiki całego globalnego rynku perfumeryjnego.

image

Mapa współczesnej niszy perfumeryjnej. Cz.2: Bliski Wschód [ROCZNIK WK 2025/26]

Dla decydentów z branży retail i FMCG przykład Amouage jest dowodem na to, że luksus w 2026 roku to nie tylko cena, ale przede wszystkim czas, rzemiosło i tożsamość. Te wartości, przekute na model biznesowy, pozwalają markom trwać ponad trendami (i pomimo nich), generując rekordowe zyski nawet w trudnych warunkach biznesowych.

Marzena Szulc
ZOBACZ KOMENTARZE (0)
StoryEditor
Zapachy
09.03.2026 01:08
Chiny i Japonia jako nowy motor wzrostu w globalnej perfumerii niszowej [ROCZNIK WK 2025/26]
Comme des Garçons Parfums i Parfum Satori to jedne z bardziej znanych marek perfum niszowych, wywodzących się z JaponiiWK

Współczesna nisza perfumeryjna nie jest zjawiskiem jednorodnym, przybierając w różnych częściach świata odmienne formy: w Europie łączy tradycję rzemiosła z luksusem, w Ameryce Północnej rozwija się poprzez demokratyzację niszy, a w Azji Wschodniej rozwija się na przecięciu ekspresji dziedzictwa i harmonii doświadczenia. Każdy z tych modeli rozwija się w zgodzie z lokalną wrażliwością, odwołując się do wspólnej idei indywidualizmu, kreatywnej niezależności i rzemieślniczej jakości – pisze Marta Krawczyk w analizie dla Rocznika Wiadomości Kosmetycznych 2025/26.

Globalny ekosystem zapachów: nisza jako forma autoekspresji

Nisza nie jest już wyłącznie kontrkulturą wobec mainstreamu, ale coraz częściej funkcjonuje obok niego, zachowując własny rytm i odrębność estetyczną. Jej siłą pozostaje różnorodność i zdolność adaptacji: to segment, który dojrzewa w rytmie lokalnych kultur, a zarazem przemawia uniwersalnym językiem emocji, sztuki i tożsamości.

Współczesna nisza to nie margines, lecz globalny ekosystem, w którym zapach staje się formą samowyrazu, sposobem pielęgnowania dziedzictwa i integralnym elementem stylu życia.

image

Mapa niszy perfumeryjnej. Cz.4 Ameryka Południowa i Brazylia jako lider regionu

Rynek Azji Wschodniej: dynamika wzrostu i nowe siły napędowe

W Azji Wschodniej, regionie, który przez lata pozostawał w cieniu segmentów pielęgnacji skóry i kosmetyków kolorowych, kategoria zapachów zyskuje obecnie nową dynamikę. W 2025 roku jej wartość szacowana jest na ok. 3,13 mld USD, a prognozy wskazują na dalszy wzrost o 3,49 proc. rocznie do 2030 roku (Statista, 2025). Choć rynek perfum wciąż pozostaje stosunkowo niewielki, jego rozwój jest wyraźny – zapach staje się elementem codziennego stylu życia i ekspresji, a nie jedynie okazjonalnym dodatkiem.

Wraz z dojrzewaniem kategorii, coraz większą rolę odgrywa niszowa perfumeria, która w krajach Azji Wschodniej dopiero zaczyna się rozwijać i kształtować. Jej ekspansję napędzają trzy kluczowe siły:

  • butikowy retail i immersyjne doświadczenia (pop-upy, sensoryczne butiki),
  • storytelling zakorzeniony w lokalnej kulturze (reinterpretacje kadzideł, herbat i tradycyjnych składników),
  • zacieranie granic między kategoriami – gdzie perfumy przenikają do świata zapachów do domu, pielęgnacji i wellness (Premium Beauty News, 2025).

Perfumeria niszowa w Chinach: skokowa ewolucja sektora premium

W obrębie regionu to Chiny i Japonia wyznaczają dziś dwa odmienne bieguny rozwoju niszowej perfumerii – bardziej dynamiczny i ekspansywny w Chinach oraz refleksyjny i zharmonizowany w Japonii.

W Chinach proces rozwoju niszowej perfumerii jest szczególnie widoczny – kategoria ta nabiera tempa mimo spowolnienia w segmencie dóbr luksusowych. Według danych iResearch wartość rynku perfum premium i niszowych sięgnęła w 2023 roku 20,7 mld RMB (ok. 2,9 mld USD), a prognozy wskazują na wzrost do 51,5 mld RMB (ok. 7,2 mld USD) w 2029 roku.

Nowy chiński konsument: zapach jako narzędzie dobrostanu

Dynamikę napędza rosnąca świadomość zapachowa młodszych konsumentów oraz nowa fala lokalnych marek. O ile przed pandemią chińscy odbiorcy kierowali się głównie marką i ceną, dziś coraz częściej wybierają zapach w oparciu o nastrój, emocje i dopasowanie do okazji. Ponad 80 proc. użytkowników perfum postrzega je już jako element codziennej rutyny, a ponad 40 proc. dobiera zapachy, by poprawić samopoczucie lub złagodzić stres (Deloitte & Eternal Group, 2025).

To wyraźna zmiana – od postrzegania perfum jako luksusowego dodatku do traktowania ich jako codziennego środka ekspresji emocji.

Trend Guochao i narodziny lokalnych marek autorskich

Choć przez lata rynek był zdominowany przez zachodnie marki luksusowe, dziś coraz większą popularność zdobywają salonowe, autorskie chińskie marki zapachowe i lifestyle premium, które reinterpretują tradycję w duchu nowoczesnej estetyki. Do najważniejszych należą: To Summer, Documents, Melt Season, Uttori, Herbeast oraz The Scent Library. W tle dyskretnie wybrzmiewa guochao: marki świadomie sięgają po motywy chińskiej kaligrafii, poezji czy ceremonii herbaty – tworząc kompozycje zakorzenione w dziedzictwie, ale podane w nowoczesny sposób.

W preferencjach zapachowych dominuje zainteresowanie świeżymi, naturalnymi akcentami – nutami cytrusowymi i herbacianymi. Jednocześnie zaznacza się przesunięcie w stronę kompozycji drzewnych i przyprawowych. Jak podkreśla raport AB Advisory (2024), w Chinach funkcjonuje powiedzenie: „lepiej spotkać kogoś w tych samych ubraniach niż z tym samym zapachem”.

Retail 2.0: butiki jako laboratoria doświadczeń sensorycznych

W największych miastach, takich jak Szanghaj czy Pekin, marki niszowe wykorzystują butiki jako laboratoria doświadczeń – przestrzenie łączące zapach, sztukę i nowoczesny design. Wystroje często czerpią z lokalnego rzemiosła, tworząc harmonijne połączenie dziedzictwa i współczesnej estetyki.

W przestrzeni cyfrowej to doświadczenie znajduje przedłużenie na platformach Xiaohongshu, Tmall Luxury Pavilion i WeChat, gdzie marki rozwijają immersyjne mikroświaty – od wirtualnych butików 3D po storytelling wideo.

Japońska perfumeria artystyczna: Estetyka kontemplacji i subtelności

Podczas gdy chińska nisza dynamicznie zwraca się ku lokalnym markom, Japonia reprezentuje zupełnie inny punkt wyjścia. W kraju, gdzie kategoria zapachów zawsze pozostawała powściągliwa, rozwój rynku przebiega w sposób bardziej kontemplacyjny. Według Euromonitor International segment perfum niszowych w Japonii szacowany jest na ok. 585 mln USD. Choć skala pozostaje ograniczona, rynek znajduje się w fazie „gestacji” – stopniowego budowania kultury perfum.

Konceptualne marki z Japonii: od Parfum Satori po J-Scent

Rynek stopniowo otwiera się na lokalne, autorskie marki. Do najbardziej rozpoznawalnych należą:

  • Parfum Satori: przekłada tradycje chado i kodo na język zapachu.
  • J-Scent: „zapach Japonii w butelce”, odwzorowujący aromaty herbaty hojicha czy sake.
  • DI SER: tworząca w 100 proc. naturalne kompozycje z rzadkich japońskich składników (hinoki, yuzu).
  • Comme des Garçons Parfums: japońska awangarda, gdzie zapach staje się konceptem artystycznym.

Innowacje w handlu: Nose Shop i demokratyzacja zapachu

Dopełnieniem tego krajobrazu są przestrzenie takie jak sieć Nose Shop – pierwsza w kraju sieć butików poświęcona wyłącznie perfumerii niszowej. Jej motto „Follow your NOSE” odegrało kluczową rolę w popularyzacji kultury unikalnych perfum w Japonii. Innym przykładem jest Liberta Perfume, oferująca zapachy tworzone indywidualnie w butikowym laboratorium, co wpisuje się w ideę demokratyzacji i personalizacji świata perfum.

Filozofia "Ma": rola ciszy i przestrzeni w kompozycji zapachowej

Japoński konsument preferuje zapachy delikatne i introspektywne. W kulturze, w której nadmiar zapachu bywa postrzegany jako brak taktu, dominuje upodobanie do kompozycji dyskretnych. Estetyka japońskiej perfumerii odwołuje się do idei Ma – przestrzeni i ciszy między zapachami. Perfumiarze celowo pozostawiają w nich „pustkę”, która zmusza zmysły do aktywnego doceniania niuansów.

Podobnie jak w japońskich ogrodach, w perfumach ma zapewnia wewnętrzną harmonię i balans, zapobiegając nadmiarowi nut zapachowych.

Marzena Szulc
ZOBACZ KOMENTARZE (0)
09. marzec 2026 13:40