StoryEditor
Producenci
06.09.2021 00:00

Dirk Rossmann oddaje władzę. Zarządzanie siecią Rossmann przejmuje jego syn Raoul

Wyznaczony został termin zmiany na czele sieci drogerii Rossmann. Zgodnie z zapowiedziami firmy, Dirk Rossmann opuści zarząd 30 września 2021 r. Jego młodszy syn Raoul, który został już wybrany na jego następcę, przejmuje władzę. Przypominamy zapis ze spotkania dziennikarzy z założycielem Rossmanna podczas jego pobytu w Polsce, które odbyło się 29 listopada 2019 r. 

Artykuł został opublikowany w drukowanej wersji Wiadomości Kosmetycznych w styczniu 2020 r. Autorka: Joanna Roicka.

Moi rodzice mieli małą drogerię. Odstępowali mi towar z rabatem 10 proc. i ja jako domokrążca rozprowadzałem ten towar w czwartek wieczorem w 50 przyległych domach. W ten sposób, mając 12 lat, zarabiałem swoje pierwsze pieniądze – mówi 73-letni dziś Dirk Rossmann – twórca drogeryjnego imperium. W Polsce pojawił się 29 listopada 2019 r. na premierze swojej autobiograficznej książki „…i wtedy wspiąłem się na drzewo”. Publikujemy zapis rozmowy Dirka Rossmanna z dziennikarzami z tego dnia.

To rzadka sytuacja, kiedy biznesmen miliarder wydaje książkę o swoim życiu, jeszcze rzadziej osobiście pojawia się na spotkaniach autorskich i rozmawia z czytelnikami.

Wiem, że niewielu zamożnych ludzi pokazuje się publicznie, udziela wywiadów  w telewizji, rozmawia z publicznością i to z różnych powodów – są nieśmiali, boją się porwania… Jednym z powodów, dla których napisałem tę książkę, jest tak naprawdę próba skorygowania obrazu ludzi bogatych w Niemczech. Chciałem pokazać, że ludzie zamożni nie różnią się za bardzo od innych. Wprawdzie mamy więcej pieniędzy, ale myślimy tak samo i w wielu kwestiach jesteśmy bardzo podobni. Mam świadomość, że ludzie bogaci  ponoszą wielką odpowiedzialność za swoich współpracowników w przedsiębiorstwach. I muszą być gotowi jej sprostać.

Napisał Pan książkę, nie odżegnuje się od kolejnej, ale już zdementował Pan informacje, że powstanie film na podstawie tej autobiografii.

Kiedy moja autobiografia ukazała się w Niemczech, kilku zaprzyjaźnionych reżyserów odezwało się z pytaniem, czy byłaby możliwa produkcja filmowa na jej podstawie. Wystarczyło jednak jedno groźne spojrzenie mojej żony, abym wiedział, że nic z tego nie będzie (śmiech). Z autobiografią jest tak, że jeśli chce się być w niej szczerym, to dotyka ona nie tylko samego bohatera, ale i jego rodzinę – w moim przypadku żonę i synów. Chciałem być szczery w książce, ale jestem przekonany, że film nie zagwarantowałby mojej rodzinie intymności życia codziennego. Dlatego mojej autobiografii filmowej nie będzie.

Powiedział Pan: „W interesach i w biznesie nie kieruję się kalkulacjami, rozumem i przewidywaniem, ale emocjami i intuicją”. Jak to jest możliwe?

Myślę, że jedno i drugie jest bardzo ważne. Pieniądze są oczywiście istotne i trzeba umieć chłodno kalkulować – a mówię to z punktu widzenia człowieka, który był bardzo zadłużony, ale intuicja w moim życiu też ma wielkie znaczenie.

Kiedy Dirk Rossmann zarobił swoje pierwsze pieniądze?

Swoje pierwsze kieszonkowe zarobiłem, mając 12 lat. Moi rodzice mieli małą drogerię. Odstępowali mi towar z rabatem 10 proc. i ja jako domokrążca rozprowadzałem ten towar w czwartek wieczorem w 50 przyległych domach. W ten sposób zarabiałem swoje pierwsze pieniądze. Wydaje się, że byłem bardzo pracowity od najmłodszych lat, ale mój młodszy syn powiedział ostatnio: „Papa jest właściwie najbardziej leniwy w całej rodzinie”. Jednak potem dodał „Ale ma takie pomysły, które zawsze popychają naszą firmę do przodu, więc ma szczęście” (śmiech).

Mógł Pan zostać aptekarzem albo przejąć sieć cukierni, które już przynosiły zyski, ale zdecydował się rozwijać własną firmę. Dlaczego?

Nie chciałem przejmować gotowych projektów i robić czegoś, co już było gotowe. Chciałem odcisnąć piętno na swoim projekcie i to mi się udało. Na pewno nie byłem najsprytniejszy ani najinteligentniejszy ze wszystkich. Byłem po prostu pierwszy. W domu tak naprawdę nie było dużo pieniędzy. Mieliśmy mały sklep drogeryjny, a wtedy wszystkie drogerie w Niemczech funkcjonowały na takiej zasadzie jak dzisiaj apteki. Zamawiało się produkty przy ladzie i były one przez ekspedientkę podawane. W roku 1971 zniesiono w Niemczech urzędową regulację cen kosmetyków i produktów drogeryjnych i to pozwoliło mi zrealizować ideę samoobsługowych drogerii w Niemczech. Od pierwszego dnia pomysł okazał się absolutną rewelacją.

Dlaczego ta samoobsługowa drogeria jest tak ważna dla klientów?

Po prostu dzielimy się z nimi pracą. My kładziemy produkty na półkę, a klienci je sobie biorą. Podzielona praca powoduje, że koszty są obniżane i dzięki temu cena końcowa produktu dla klienta może być niższa. Gdybyśmy sprzedawali te produkty zza lady, sprzedawców musiałoby być w naszych drogeriach 10 razy więcej, niż jest.

Chcę podkreślić, że kluczowe było uwolnienie cen. Umożliwiło ono wprowadzenie dyskontów drogeryjnych w Niemczech i obniżenie cen kosmetyków.

Kiedy wprowadził Pan marki własne?

Przełom nastąpił pod koniec lat 90. Wszyscy znali takie marki jak Pampers czy Persil, one były dostępne wszędzie, ale ci, którzy spróbowali naszej marki własnej i przekonali się do tego produktu, musieli wrócić do naszego sklepu, aby ją kupić. To pokryło się z początkiem ekspansji drogerii na rynku polskim czy węgierskim, gdzie klienci w nowych krajach, w których zaistnieliśmy, mogli się przekonać, że te produkty nie tylko są tanie, ale są też świetnej jakości.

Upadek muru berlińskiego i historyczne przemiany. Jaki to był moment w Pana życiu?

Urodziłem się w roku 1946, więc sam wojny nie przeżyłem, ale pewna odpowiedzialność za to, co się wydarzyło, zawsze na mnie ciążyła. Nie mam dobrego wykształcenia, byłem samoukiem, ale zawsze  interesowałem się historią. Wychowując się w systemie podziału, tak gospodarczego, jak i społecznego, odczułem, że rok 1989 i rok 1990, gdy wiele się działo w Europie, również za sprawą Lecha Wałęsy, to był ten ważny moment, kiedy przyszedł mój czas. Wiedziałem, że muszę działać bardzo szybko, bo tak naprawdę tylko ten pierwszy odniesie sukces na nowych rynkach: w Czechach, na Węgrzech czy w Polsce. Dlatego podejmowałem takie kroki. Wtedy w Niemczech trudno było znaleźć dobrych menedżerów, ale i tak się udało.

To zderzenie z polskim managementem w tamtych czasach nie było takie łatwe. Myślenie Pana firmy a mentalność twórców Rossmanna w Polsce były odmienne. Jak się porozumieliście w początkach działania firmy w Polsce?

Przez pierwszych 5-6 lat było naprawdę trudno. Przeżywaliśmy prawdziwy szok kulturowy – ludzie w Polsce żyli według planu i pracowali według planu. Przełożeni wydawali polecenia, rozkazy, a ich współpracownicy musieli się im podporządkować. Ale już w roku 1990 mogliśmy wypracować przekonanie, że w Niemczech udało nam się wiele osiągnąć dzięki temu, że ludzie współpracowali ze sobą, odnosili się do siebie z szacunkiem i poważali nawzajem nie tylko swoje działania, ale dawali miejsce, możliwość realizowania swoich pomysłów innym. W niemieckich firmach menedżerowie szanowali zawsze swoich współpracowników i myślę, że przestawienie myślenia Polaków i poprawienie relacji w firmie umożliwiło nasz sukces na polskim rynku.

Wyraża się Pan bardzo pozytywnie o polskich menedżerach.

Mieliśmy szczęście, że spotkaliśmy wtedy wyjątkowo inteligentnego człowieka – Marcina Grabarę, do którego dołączył później Marek Maruszak i już w roku 1997-1998 wiedzieliśmy, że  Rossmann Niemcy może się wycofać z zaangażowania w prowadzenie działań firmy w Polsce i oni mogą je przejąć. Cały sukces firmy w Polsce zawdzięczamy wyłącznie polskim menedżerom, oczywiście kierownictwo firmy liczy dzisiaj więcej fantastycznych zaangażowanych osób, ale mamy pełną świadomość, że to ich niezwykle inteligentne działania doprowadziły do dzisiejszego sukcesu firmy.

Ma Pan dobre zdanie nie tylko o polskich menedżerach.

Nie chcę, abyście pomyśleli, że prawię niezasłużone komplementy i chcę się podlizać, ale obserwując rozwój wydarzeń nie tylko w naszej firmie, ale we wszystkich innych sektorach, jestem absolutnie zdumiony i podziwiam naród polski za to, czego dokonał w ostatnich latach. Widzę, jak rozwinęła się polska gospodarka i polskie miasta, możemy mówić, że naród polski jest jednym z najlepiej rozwijających się na świecie w ostatnich latach.

Jakie porażki były Pana udziałem?

W zasadzie to nigdy nie myślę w kategoriach porażki. Mam pełną świadomość, że życie każdego z nas składa się z lepszych i gorszych momentów: kiedy wszystko idzie świetnie i kiedy musimy odpierać ciosy, które życie nam wymierza. Tak myślę o tym trudnym czasie, który kiedyś przemija i który nas wzmacnia, pozostawia nas bardziej pewnymi siebie i mocniejszymi. Każdy powinien przyjmować życie – z jego ciemnymi i jasnymi stronami –  jako coś naturalnego i normalnego.

Jakim jest Pan szefem i jaka kultura pracy obowiązuje w firmie Rossmann?

Nie mogę  się wypowiedzieć ogólnie, jakie zwyczaje panują w całej sieci firmy Rossmann. Myślę, że panowie Maruszak i Grabara lepiej mogą opowiedzieć, jak to wygląda w Polsce, ale czuję, że w sumie kierujemy się tymi samymi lub podobnymi zasadami. Bo przekaz firmy Rossmann brzmi: „Wszyscy jesteśmy ludźmi, wszyscy możemy popełniać błędy, ale jeżeli będziemy działać razem, to możemy osiągnąć niezwykłe rzeczy”. Dzięki temu tysiące ludzi pracuje dla firmy Rossmann z uśmiechem na ustach. Nie dlatego, że muszą, ale dlatego, że sprawia im radość działanie w tej koncepcji wspólnoty.

Ja też jestem człowiekiem, który się myli, popełnia błędy i wierzy mocno w to, że wspólnie można osiągnąć bardzo wiele. W życiu mam dwie zasady, którymi się kieruję: najważniejsza jest dla mnie szczerość, która według mnie jest podstawą wszelkich związków międzyludzkich – małżeństwa, przyjaźni, całego naszego życia. I z tej szczerości wynika druga ważna dla mnie rzecz – zaufanie, bo szczerość tworzy zaufanie. W atmosferze szczerości i zaufania można osiągnąć bardzo dużo.

Pomimo zbudowania imperium drogeryjnego żyje Pan bardzo skromnie.

No nie tak skromnie (śmiech). Ale rzeczywiście lubię grać w szachy, to moje ulubione zajęcie w czasie wolnym, a do tego nie trzeba być milionerem (śmiech). Lubię grać w karty, w tenisa, wędrować po górach. W roku czytam 30-40 książek i staram się wybierać te nie najgłupsze. Oczywiście, jak gdzieś wyjeżdżam, to nie śpię w najtańszym hotelu, jak latam samolotem, to raczej też nie klasą ekonomiczną, ale jak kupię samochód, to jeżdżę nim przez 8 lat. Nie przywiązuję wagi do ubrań, ale wiem, że żyje mi się lepiej niż milionom czy miliardom ludzi na ziemi i jestem za to bardzo wdzięczny.

Nie ma dla mnie znaczenia, jak zamożni są ludzie, z którymi się przyjaźnię. Musimy po prostu nadawać na tych samych falach. Tacy są moi przyjaciele z miejscowości, w której mieszkam.  Zawodowo zajmują się innymi dziedzinami, ale to z nimi gram w szachy czy w tenisa albo dyskutuję o różnych sprawach.

Jest Pan ojcem dwóch synów. Od jakich stanowisk zaczynali w Pana firmie? Od razu w zarządzie czy nieco niżej w strukturze?

Muszę krótko wyjaśnić – byłem żonaty cztery lata, a potem przez kolejne cztery lata byłem sam. Od 37 lat jestem żonaty z moją żoną Alice. Z pierwszego małżeństwa pochodzi mój pierwszy syn Daniel, który dziś ma 43 lata, natomiast drugi Raoul jest 34-latkiem. Obaj pracowali tylko w strukturach naszej firmy. Raoul odebrał bardzo dobre wykształcenie – studiował w Londynie i jest biegły w sprawach gospodarczych. Obecnie jako prezes odpowiada globalnie za koncern. Moja rodzina jest moim największym szczęściem i jestem za nią bardzo wdzięczny. Jestem przekonany, że człowiek jest zwierzęciem stadnym i uważam, że w domu najważniejsi są ludzie. Ludzie, którym mogę pokazać, że są dla mnie ważni i którzy pokazują, że jestem ważny dla nich. Życie samotnika nie wchodzi w moim przypadku w rachubę, muszę żyć w jakiejś wspólnocie, blisko ludzi, którzy są dla mnie istotni.

Wracając do spraw biznesowych. W którą stronę będzie Rossmann szedł ze swoją strategią rozwoju? Czy chińscy współwłaściciele będą dążyć do rozwoju sieci detalicznej w kierunku supermarketów, a nie drogerii?

Struktura jest taka, że Rossmann i A.S. Watson mają po 50 proc. udziałów i to oznacza, że mogą w równym stopniu decydować o rozwoju firmy. Do tej pory wyglądało to tak, że Rossmann Deutschland decydował o kształcie i rozwoju firmy w Polsce, a Watson decydował o działaniach sieci w Czechach i na Węgrzech.

Jeśli się zestawi wyniki na rynku polskim, czeskim i węgierskim, można zobaczyć, że rynek polski wypada najlepiej. W związku z tym Chińczycy powiedzieli: „Skoro tak dobrze wam idzie, to może Rossmann Deutschland zaopiekuje się też pozostałymi rynkami Europy Środkowej?”. I się na to zgodziliśmy.

Co prawda nie osiągamy tak dobrych rezultatów w Czechach i na Węgrzech jak w Polsce, ale radzimy sobie dobrze i współwłaściciele nie wtrącają się de facto do naszych działań. Zostawili w spokoju pewne decyzje dotyczące Niemiec i Polski, i myślę, że panowie Maruszak i Grabara potwierdzą, że jak się człowieka zostawi w spokoju, to pracuje najlepiej i najwięcej osiąga. Dodam jeszcze, że ze swojej strony zrobimy wszystko, aby miłość Polaków do sklepów Rossmann trwała i żebyście mogli się tą więzią cieszyć.

Czy Rossmann zamierza rozwijać się dalej na wschód w kierunku Rosji, Ukrainy i Białorusi?

To pytanie wprowadza mnie w pewne zakłopotanie, ale spróbuję odpowiedzieć na nie tak szczerze i równocześnie delikatnie, jak tylko można. Bardzo ważne jest dla nas, aby miejsca, w których inwestujemy, funkcjonowały na zasadzie państwa prawa. To jest ważne dla wszystkich przedsiębiorców, żeby kraje, w których otwieramy swoje filie, były krajami postępującymi zgodnie z obowiązującym prawem. A tam, gdzie to nie do końca jeszcze funkcjonuje, jesteśmy bardzo ostrożni w podejmowaniu takich decyzji.

Potęga Rossmanna powstała we współpracy z partnerami biznesowymi. Czy w biznesie jest miejsce na przyjaźń?

Jak wspominałem, w życiu stawiam na szczerość i zaufanie. Z partnerami biznesowymi nie zawsze mamy wspólny interes i nie zawsze mamy wspólny cel. Bo na przykład większa sprzedaż marek własnych oznacza mniejszą sprzedaż produktów innych marek. Musimy jednak pamiętać, że dzięki sieci Rossmann obroty firm, z którymi współpracujemy, również wzrosły, więc korzyść jest po obu stronach. Nawet jeśli jeden z partnerów ponosi straty na jakimś polu współdziałania, to musimy się szanować, być zawsze szczerzy i mieć dla siebie zrozumienie.

Czego można Panu życzyć?

Jak się ma 73 lata, to żyje się inaczej, niż jak się ma 50, 40 czy 30 lat. Każdy rok życia w zdrowiu jest na wagę złota i tylko tego mogę sobie życzyć – zdrowia dla siebie i dla moich bliskich. Jestem blisko związany z moją żoną –   zależy mi na jej samopoczuciu. Jeśli ona będzie w jakiś sposób cierpiała, to i mnie nie będzie dobrze. Niech wszyscy, którzy cieszą się moją miłością i obdarzają mnie swoją, będą po prostu zdrowi.

Pierwszy sklep pod szyldem sieci Rossmann w Polsce został otwarty 23 maja 1993 r. w Łodzi przy ulicy Piotrkowskiej. 30 stycznia 2015 r. otwarto tysięczną drogerię w Złotych Tarasach w Warszawie.

Globalne obroty Rossmanna w 2020 r. wyniosły ponad 10 mld euro (wzrost o 5,7 proc. rok do roku), pod szyldem sieci działa ponad 4 tys. drogerii, firma zatrudnia ponad 56 tys. osób. Najważniejszym rynkiem dla Rossmanna jest Polska. Rossmann prowadzi u nas blisko 1400 drogerii w 533 miastach, zatrudnia  19 tys. pracowników. Codziennie w drogeriach Rossmann robi zakupy ok. 800 tys. Polaków, co daje sieci 28,7 proc. udziału w rynku drogeryjnym.  Rossmann Polska generuje obroty sięgające blisko 10 mld zł rocznie, osiąga ok. miliard zysku i jest  drugą firmą w branży handlowej w Polsce pod względem wpłacanego do budżetu państwa podatku CIT.

Czytaj: Rossmann zyskał na pandemii. Globalnie sprzedaż w górę   

ZOBACZ KOMENTARZE (0)
StoryEditor
Producenci
09.10.2026 10:52
AMARI Cosmetics: kiedy SPA staje się żywym laboratorium marki
AMARI Cosmetics: kiedy SPA staje się żywym laboratorium marki
AMARI Cosmetics: kiedy SPA staje się żywym laboratorium marki / Materiał Partnera
AMARI Cosmetics: kiedy SPA staje się żywym laboratorium marki
AMARI Cosmetics: kiedy SPA staje się żywym laboratorium marki / Materiał Partnera
AMARI Cosmetics: kiedy SPA staje się żywym laboratorium marki
/ Materiał Partnera
AMARI Cosmetics: kiedy SPA staje się żywym laboratorium marki
/ Materiał Partnera
AMARI Cosmetics: kiedy SPA staje się żywym laboratorium marki
AMARI Cosmetics: kiedy SPA staje się żywym laboratorium marki
AMARI Cosmetics: kiedy SPA staje się żywym laboratorium marki
AMARI Cosmetics: kiedy SPA staje się żywym laboratorium marki
Gallery

Najpierw były dłonie terapeutów, tysiące zabiegów i codzienna praca ze skórą. Dopiero później pojawiły się kosmetyki. AMARI wykorzystuje doświadczenie swoich SPA jako przestrzeń, w której produkt spotyka się z profesjonalnym dotykiem, a wiedza z gabinetu trafia do codziennej pielęgnacji.

AMARI Cosmetics nie powstało jako kolejna marka kosmetyczna, która później postanowiła wejść do świata SPA. Droga była dokładnie odwrotna. Najpierw były gabinety SPA, dłonie terapeutów i codzienna praca ze skórą. Dopiero później pojawiła się potrzeba stworzenia własnych kosmetyków. Dziś AMARI przekłada doświadczenie zdobywane przez 10 lat w profesjonalnych gabinetach - rozwijając własną filozofię Amari Touch™ i tworząc pielęgnację, którą klientki mogą zabrać ze SPA do własnego domu 

Zanim powstały kosmetyki, był dotyk.

Historia AMARI Cosmetics nie zaczęła się od pomysłu na kolejny krem czy serum. Jej początkiem było AMARI Spa. Przez lata marka zdobywała doświadczenie poprzez codzienną pracę z ciałem i skórą podczas masaży oraz profesjonalnych rytuałów. Kosmetyk w takim środowisku przestaje być jedynie produktem stojącym na półce. Znaczenie ma nie tylko jego skład, lecz również konsystencja, zapach, poślizg, sposób rozprowadzania oraz to, jak zachowuje się pod wpływem ciepła dłoni. 

Dziś produkty AMARI są na co dzień wykorzystywane w 17 salonach SPA przez ponad 150 terapeutów. To właśnie profesjonalne środowisko SPA stało się jednym z najważniejszych elementów DNA marki.

SPA jako żywe laboratorium marki.

AMARI Cosmetics rozwija swoje formuły z myślą o skuteczności, sensoryczności i komforcie stosowania. Oprócz badań laboratoryjnych produkty są sprawdzane także w rzeczywistych warunkach SPA.

To pozwala obserwować m.in. sposób rozprowadzania kosmetyku, jego zachowanie podczas masażu, współpracę z ciepłem dłoni oraz odczucie, jakie pozostawia na skórze. 

W efekcie gabinet staje się dla marki czymś więcej niż miejscem świadczenia usług. Jest przestrzenią, w której produkt spotyka się z praktyką.

To interesujący model również z perspektywy rynku beauty. AMARI nie próbuje bowiem odtworzyć atmosfery SPA wyłącznie poprzez komunikację marketingową. SPA jest rzeczywistym źródłem doświadczenia marki i środowiskiem, w którym jej kosmetyki funkcjonują na co dzień.

Za kosmetykami stoją ręce terapeutów.

Jednym z wyróżników AMARI są ludzie, którzy zwykle pozostają poza pierwszym planem komunikacji marek kosmetycznych — masażyści i terapeuci.

To oni przez wiele godzin pracują z produktami na skórze klientów, poznając formuły poprzez dotyk i profesjonalną praktykę. Ich doświadczenie marka chce coraz mocniej przekładać na sposób tworzenia produktów oraz edukację konsumentek. 

Ocena produktu nie ma ograniczać się wyłącznie do samej formuły, ale obejmować również takie aspekty jak tekstura, poślizg, komfort aplikacji czy zachowanie kosmetyku podczas profesjonalnego rytuału. To właśnie profesjonalny dotyk ma być jednym z najbardziej charakterystycznych kodów AMARI.

Od rodzinnej fascynacji masażem do własnej marki.

Za historią AMARI stoi Marianna Sadkowska, założycielka marki.

Masaż był obecny w jej życiu znacznie wcześniej niż biznes beauty. Jej mama jest profesjonalną masażystką, dlatego znaczenie dotyku i pracy z ciałem poznawała od dzieciństwa. 

Kolejnym ważnym momentem była podróż do Azji i doświadczenie profesjonalnego masażu tajskiego. To właśnie ono stało się jednym z impulsów do stworzenia pierwszego AMARI Spa. Dlatego azjatyckie inspiracje w AMARI nie mają pełnić wyłącznie funkcji estetycznej. Marka czerpie przede wszystkim z podejścia do ciała, dotyku, rytuału i świadomego poświęcania czasu pielęgnacji.

„Zdecydowanie jakość, i to powtórzę kilka razy: jakość, jakość i jeszcze raz jakość. To jest absolutny fundament Amari Spa.” - Marianna Sadkowska, założycielka AMARI. 

 

 

To zdanie dobrze tłumaczy również genezę AMARI Cosmetics.

W profesjonalnym SPA kosmetyk nie jest bowiem jedynie dodatkiem do zabiegu. Jego tekstura, zapach, poślizg, sposób rozprowadzania i zachowanie pod wpływem ciepła dłoni wpływają na całe doświadczenie klienta

Jak podkreśla Marianna Sadkowska, produkty wykorzystywane podczas zabiegów są integralną częścią jakości usługi. Potrzeba zapewnienia odpowiedniego standardu także w tym obszarze stała się jednym z powodów stworzenia własnej marki AMARI Cosmetics. 

Filozofia Amari Touch™ – kosmetyk to dopiero początek.

Współczesny rynek beauty przez lata zachęcał konsumentki do rozbudowywania rutyn pielęgnacyjnych o kolejne produkty i etapy. AMARI chce zaproponować nieco inną perspektywę. Nie chodzi o to, aby koniecznie dodawać kolejny krok. Chodzi o to, aby zmienić sposób wykonywania tych, które już są częścią codzienności.

Tak powstała filozofia Amari Touch™, która łączy trzy elementy: produkt + dotyk + rytuał.

Kosmetyk staje się punktem wyjścia do kilku minut świadomej pracy z ciałem. Sposób rozprowadzania produktu, ruch dłoni czy tempo aplikacji mają sprawić, że zwykła pielęgnacja zacznie przypominać mały rytuał zaczerpnięty z doświadczenia SPA. 

To również sposób na przeniesienie kompetencji terapeutów poza gabinet: profesjonalne techniki są upraszczane do gestów, które konsumentka może wykonać samodzielnie w domu.

Od pielęgnacji twarzy po rytuały ciała. Bestsellery AMARI Cosmetics.

Portfolio AMARI Cosmetics rozwija się wokół dwóch uzupełniających się światów: pielęgnacji twarzy oraz rytuałów pielęgnacji ciała. Marka konsekwentnie buduje ofertę w taki sposób, aby kosmetyki mogły funkcjonować zarówno samodzielnie, jak i jako kolejne etapy domowego rytuału inspirowanego doświadczeniem AMARI Spa.

W kategorii pielęgnacji twarzy znajdują się produkty oczyszczające, peelingi, serum, kremy i maski. Wśród kluczowych propozycji są m.in. nawilżający krem na dzień THAI HYDRA, regenerujący krem na noc THAI REPAIR oraz jeden z bestsellerów marki -dwufazowe serum ze złotem GOLD ELIXIR. Ten ostatni łączy dwie fazy aktywowane poprzez wstrząśnięcie produktu formuła zawiera m.in. składniki nawilżające, oleje roślinne oraz złote drobinki nadające skórze subtelny blask. AMARI Cosmetics

Szczególnie rozbudowaną częścią portfolio jest jednak pielęgnacja ciała, bezpośrednio związana ze DNA marki AMARI SPA. Tworzą ją żele pod prysznic, peelingi, balsamy, bogate masła oraz olejki, które można wykorzystywać także podczas masażu. Produkty występują w różnych liniach zapachowych i pielęgnacyjnych, dzięki czemu klient może budować wieloetapowy rytuał: od oczyszczenia i złuszczenia skóry, przez jej nawilżenie i odżywienie, aż po masaż olejkiem. 

Wśród produktów budujących rozpoznawalność portfolio znajduje się również rozświetlające masło do ciała THAI GOLD. Bogata formuła z masłem shea i olejami roślinnymi została uzupełniona złotymi drobinkami, które pozostawiają na skórze subtelny efekt glow. Produkt może być stosowany zarówno w codziennej pielęgnacji, jak i jako element rytuału masażu ciała. 

Tym, co spaja tak szerokie portfolio, nie ma być jednak wyłącznie wspólna estetyka czy inspiracja Azją. AMARI buduje produkty wokół idei rytuału - kosmetyk ma odpowiadać na konkretną potrzebę skóry, ale jednocześnie angażować zapach, teksturę i dotyk. Dzięki temu klient może odtworzyć w domu kolejne etapy doświadczenia znanego z AMARI SPA: oczyścić skórę, wygładzić ją peelingiem, otulić balsamem lub masłem i zakończyć pielęgnację masażem olejkiem.

GOLD ELIXIR – pielęgnacja, którą trzeba najpierw wstrząsnąć.

Jednym z najbardziej charakterystycznych produktów AMARI jest GOLD ELIXIR, dwufazowe serum do twarzy.

Przed aplikacją obie fazy należy połączyć poprzez wstrząśnięcie butelki — gest stał się punktem wyjścia do charakterystycznego dla produktu The Golden Shake.

Formuła łączy kompleks kwasu hialuronowego z fazą olejową, w której znalazły się m.in. oleje jojoba, krokoszowy, tamanu, ryżowy i z rokitnika, a także skwalan. Serum zawiera również złote drobinki, dzięki którym sama aplikacja zyskuje dodatkowy wymiar sensoryczny. To przykład podejścia AMARI, w którym formuła, tekstura i sposób aplikacji tworzą jedno doświadczenie.

THAI MANGO – pielęgnacja ciała zamieniona w rytuał

Sensoryczny charakter marki szczególnie wyraźnie widać w linii THAI MANGO. Linia obejmuje żel pod prysznic, peeling, balsam i olejek. Cztery produkty tworzą kompletny rytuał oczyszczenia, wygładzenia i nawilżenia skóry, połączony charakterystycznym, tropikalnym zapachem mango.

Produkty można stosować jako kolejne elementy domowego rytuału: oczyszczenie skóry, peeling wykonywany okrężnymi ruchami oraz balsam rozgrzany wcześniej w dłoniach i aplikowany powolnymi, otulającymi ruchami.

W ten sposób marka próbuje odtworzyć w domu nie tyle konkretny zabieg gabinetowy, ile sposób myślenia o pielęgnacji wyniesiony ze SPA.

Beauty coraz częściej sprzedaje doświadczenie, nie tylko produkt.

Rynek kosmetyczny jest dziś niezwykle konkurencyjny. Konsument może wybierać pomiędzy setkami produktów komunikujących podobne składniki aktywne, potrzeby skóry i efekty pielęgnacyjne. Dlatego coraz większego znaczenia nabiera odpowiedź na pytanie: dlaczego właśnie ta marka ma być zapamiętana?

AMARI buduje swoją odpowiedź wokół doświadczenia, którego nie musi tworzyć od podstaw na potrzeby komunikacji kosmetyków. Ono już istnieje — w gabinetach SPA, pracy terapeutów i codziennym kontakcie ze skórą.

To właśnie z tego doświadczenia marka chce tworzyć własny, rozpoznawalny świat pielęgnacji. Nie tylko produkt.


AMARI Cosmetics.
BORN IN THE SPA.

ARTYKUŁ SPONSOROWANY
ZOBACZ KOMENTARZE (0)
StoryEditor
Producenci
07.10.2026 14:32
Miraculum zwiększa sprzedaż. Po trzech kwartałach 2026 r. przychody wzrosły o 9 proc.
W centrum strategii znalazły się Pani Walewska, Wars, JOKO, Miraculum, Prastara oraz Chopin.Miraculum

Miraculum szacuje, że w okresie od stycznia do września 2026 r. osiągnęło 41,91 mln zł przychodów ze sprzedaży netto. Oznacza to wzrost o 9 proc. w porównaniu z analogicznym okresem 2025 r. Spółka realizuje jednocześnie strategię na lata 2026–2030, zakładającą koncentrację na sześciu kluczowych markach kosmetycznych.

Miraculum szacuje przychody ze sprzedaży netto w pierwszych trzech kwartałach 2026 r. na 41,910 mln zł. W analogicznym okresie 2025 r. sprzedaż netto wyniosła 38,559 mln zł. Oznacza to wzrost o 3,351 mln zł, czyli 9 proc. rok do roku.

Tegoroczny wynik oznacza również wyraźne zwiększenie dynamiki sprzedaży w porównaniu z pierwszym półroczem. Po sześciu miesiącach 2026 r. Miraculum raportowało 27,921 mln zł przychodów netto, wobec 27,652 mln zł rok wcześniej. W ujęciu rocznym oznaczało to wówczas wzrost o zaledwie 1 proc.

Oznacza to, że w samym trzecim kwartale spółka wygenerowała szacunkowo około 13,989 mln zł przychodów ze sprzedaży netto. Dla porównania, w III kwartale 2025 r. sprzedaż wyniosła około 10,907 mln zł, jeśli różnicę między wynikami dziewięciomiesięcznymi i półrocznymi potraktować jako przybliżenie. Wzrost sprzedaży w tym ujęciu wyniósł więc około 28 proc.

Sześć marek w centrum strategii

Wyniki sprzedażowe są realizowane w momencie wdrażania przez Miraculum nowej strategii rozwoju na lata 2026–2030, przedstawionej przez spółkę na początku czerwca 2026 r. Jednym z jej głównych założeń jest koncentracja na markach, które spółka uznaje za kluczowe dla dalszego rozwoju.

W centrum strategii znalazły się Pani Walewska, Wars, JOKO, Miraculum, Prastara oraz Chopin. Spółka chce wzmacniać ich pozycję poprzez wyraźniejsze zdefiniowanie cech poszczególnych marek i budowanie ich odrębności na rynku. Ma to służyć zarówno zwiększeniu konkurencyjności, jak i budowaniu długoterminowej wartości brandów.

image

Boom nostalgii lat 90.: które marki mogą na nim realnie zyskać i dlaczego

Taka strategia oznacza koncentrację zasobów na ograniczonej liczbie marek zamiast równomiernego rozwijania całego portfolio. W przypadku producenta posiadającego marki o różnym profilu i historii ma to pozwolić na bardziej precyzyjne określenie ich grup docelowych, pozycjonowania oraz przewag konkurencyjnych.

Miraculum zakłada przy tym dalszy rozwój sprzedaży zagranicznej. Europa pozostaje dla spółki kluczowym rynkiem, jednak jej potencjał wzrostu oceniany jest jako niższy niż w regionach rozwijających się. Wśród przyczyn spółka wskazuje przede wszystkim dojrzałość europejskiego rynku oraz wymagania regulacyjne.

Sprzedaż rośnie, ale sytuacja finansowa pozostaje wyzwaniem

Wzrost przychodów w 2026 r. należy analizować również w kontekście sytuacji finansowej Miraculum. Na 31 grudnia 2025 r. suma bilansowa spółki wynosiła 59,7 mln zł. Jednocześnie spółka wykazała 1,02 mln zł straty, a jej kapitał własny zmniejszył się do 27,8 mln zł.

Dane za trzy kwartały 2026 r. wskazują więc na poprawę dynamiki sprzedaży, szczególnie widoczną po słabszym pod względem wzrostu pierwszym półroczu. Przychody po dziewięciu miesiącach są już o 3,35 mln zł wyższe niż rok wcześniej, podczas gdy po sześciu miesiącach różnica wynosiła niespełna 0,27 mln zł.

Z perspektywy branży kosmetycznej kluczowe będzie zatem nie tylko utrzymanie 9-proc. dynamiki przychodów w całym 2026 r., ale także przełożenie wzrostu sprzedaży na poprawę rentowności. Strategia na lata 2026–2030 zakłada jednocześnie rozwój rozpoznawalnych polskich marek i ekspansję geograficzną, co będzie wymagało odpowiedniego poziomu inwestycji w marketing, dystrybucję i rozwój portfolio.

Po trzech kwartałach 2026 r. Miraculum znajduje się zatem w innym punkcie niż po pierwszym półroczu. Przychody wzrosły z 27,921 mln zł po sześciu miesiącach do szacowanych 41,910 mln zł po dziewięciu miesiącach, a dynamika roczna przyspieszyła z 1 do 9 proc. Kolejne miesiące pokażą, czy wzrost sprzedaży będzie miał charakter trwały i w jakim stopniu wesprze realizację celów przyjętych w strategii na lata 2026–2030.

ZOBACZ KOMENTARZE (0)
11. październik 2026 17:40