StoryEditor
Producenci
06.09.2021 00:00

Dirk Rossmann oddaje władzę. Zarządzanie siecią Rossmann przejmuje jego syn Raoul

Wyznaczony został termin zmiany na czele sieci drogerii Rossmann. Zgodnie z zapowiedziami firmy, Dirk Rossmann opuści zarząd 30 września 2021 r. Jego młodszy syn Raoul, który został już wybrany na jego następcę, przejmuje władzę. Przypominamy zapis ze spotkania dziennikarzy z założycielem Rossmanna podczas jego pobytu w Polsce, które odbyło się 29 listopada 2019 r. 

Artykuł został opublikowany w drukowanej wersji Wiadomości Kosmetycznych w styczniu 2020 r. Autorka: Joanna Roicka.

Moi rodzice mieli małą drogerię. Odstępowali mi towar z rabatem 10 proc. i ja jako domokrążca rozprowadzałem ten towar w czwartek wieczorem w 50 przyległych domach. W ten sposób, mając 12 lat, zarabiałem swoje pierwsze pieniądze – mówi 73-letni dziś Dirk Rossmann – twórca drogeryjnego imperium. W Polsce pojawił się 29 listopada 2019 r. na premierze swojej autobiograficznej książki „…i wtedy wspiąłem się na drzewo”. Publikujemy zapis rozmowy Dirka Rossmanna z dziennikarzami z tego dnia.

To rzadka sytuacja, kiedy biznesmen miliarder wydaje książkę o swoim życiu, jeszcze rzadziej osobiście pojawia się na spotkaniach autorskich i rozmawia z czytelnikami.

Wiem, że niewielu zamożnych ludzi pokazuje się publicznie, udziela wywiadów  w telewizji, rozmawia z publicznością i to z różnych powodów – są nieśmiali, boją się porwania… Jednym z powodów, dla których napisałem tę książkę, jest tak naprawdę próba skorygowania obrazu ludzi bogatych w Niemczech. Chciałem pokazać, że ludzie zamożni nie różnią się za bardzo od innych. Wprawdzie mamy więcej pieniędzy, ale myślimy tak samo i w wielu kwestiach jesteśmy bardzo podobni. Mam świadomość, że ludzie bogaci  ponoszą wielką odpowiedzialność za swoich współpracowników w przedsiębiorstwach. I muszą być gotowi jej sprostać.

Napisał Pan książkę, nie odżegnuje się od kolejnej, ale już zdementował Pan informacje, że powstanie film na podstawie tej autobiografii.

Kiedy moja autobiografia ukazała się w Niemczech, kilku zaprzyjaźnionych reżyserów odezwało się z pytaniem, czy byłaby możliwa produkcja filmowa na jej podstawie. Wystarczyło jednak jedno groźne spojrzenie mojej żony, abym wiedział, że nic z tego nie będzie (śmiech). Z autobiografią jest tak, że jeśli chce się być w niej szczerym, to dotyka ona nie tylko samego bohatera, ale i jego rodzinę – w moim przypadku żonę i synów. Chciałem być szczery w książce, ale jestem przekonany, że film nie zagwarantowałby mojej rodzinie intymności życia codziennego. Dlatego mojej autobiografii filmowej nie będzie.

Powiedział Pan: „W interesach i w biznesie nie kieruję się kalkulacjami, rozumem i przewidywaniem, ale emocjami i intuicją”. Jak to jest możliwe?

Myślę, że jedno i drugie jest bardzo ważne. Pieniądze są oczywiście istotne i trzeba umieć chłodno kalkulować – a mówię to z punktu widzenia człowieka, który był bardzo zadłużony, ale intuicja w moim życiu też ma wielkie znaczenie.

Kiedy Dirk Rossmann zarobił swoje pierwsze pieniądze?

Swoje pierwsze kieszonkowe zarobiłem, mając 12 lat. Moi rodzice mieli małą drogerię. Odstępowali mi towar z rabatem 10 proc. i ja jako domokrążca rozprowadzałem ten towar w czwartek wieczorem w 50 przyległych domach. W ten sposób zarabiałem swoje pierwsze pieniądze. Wydaje się, że byłem bardzo pracowity od najmłodszych lat, ale mój młodszy syn powiedział ostatnio: „Papa jest właściwie najbardziej leniwy w całej rodzinie”. Jednak potem dodał „Ale ma takie pomysły, które zawsze popychają naszą firmę do przodu, więc ma szczęście” (śmiech).

Mógł Pan zostać aptekarzem albo przejąć sieć cukierni, które już przynosiły zyski, ale zdecydował się rozwijać własną firmę. Dlaczego?

Nie chciałem przejmować gotowych projektów i robić czegoś, co już było gotowe. Chciałem odcisnąć piętno na swoim projekcie i to mi się udało. Na pewno nie byłem najsprytniejszy ani najinteligentniejszy ze wszystkich. Byłem po prostu pierwszy. W domu tak naprawdę nie było dużo pieniędzy. Mieliśmy mały sklep drogeryjny, a wtedy wszystkie drogerie w Niemczech funkcjonowały na takiej zasadzie jak dzisiaj apteki. Zamawiało się produkty przy ladzie i były one przez ekspedientkę podawane. W roku 1971 zniesiono w Niemczech urzędową regulację cen kosmetyków i produktów drogeryjnych i to pozwoliło mi zrealizować ideę samoobsługowych drogerii w Niemczech. Od pierwszego dnia pomysł okazał się absolutną rewelacją.

Dlaczego ta samoobsługowa drogeria jest tak ważna dla klientów?

Po prostu dzielimy się z nimi pracą. My kładziemy produkty na półkę, a klienci je sobie biorą. Podzielona praca powoduje, że koszty są obniżane i dzięki temu cena końcowa produktu dla klienta może być niższa. Gdybyśmy sprzedawali te produkty zza lady, sprzedawców musiałoby być w naszych drogeriach 10 razy więcej, niż jest.

Chcę podkreślić, że kluczowe było uwolnienie cen. Umożliwiło ono wprowadzenie dyskontów drogeryjnych w Niemczech i obniżenie cen kosmetyków.

Kiedy wprowadził Pan marki własne?

Przełom nastąpił pod koniec lat 90. Wszyscy znali takie marki jak Pampers czy Persil, one były dostępne wszędzie, ale ci, którzy spróbowali naszej marki własnej i przekonali się do tego produktu, musieli wrócić do naszego sklepu, aby ją kupić. To pokryło się z początkiem ekspansji drogerii na rynku polskim czy węgierskim, gdzie klienci w nowych krajach, w których zaistnieliśmy, mogli się przekonać, że te produkty nie tylko są tanie, ale są też świetnej jakości.

Upadek muru berlińskiego i historyczne przemiany. Jaki to był moment w Pana życiu?

Urodziłem się w roku 1946, więc sam wojny nie przeżyłem, ale pewna odpowiedzialność za to, co się wydarzyło, zawsze na mnie ciążyła. Nie mam dobrego wykształcenia, byłem samoukiem, ale zawsze  interesowałem się historią. Wychowując się w systemie podziału, tak gospodarczego, jak i społecznego, odczułem, że rok 1989 i rok 1990, gdy wiele się działo w Europie, również za sprawą Lecha Wałęsy, to był ten ważny moment, kiedy przyszedł mój czas. Wiedziałem, że muszę działać bardzo szybko, bo tak naprawdę tylko ten pierwszy odniesie sukces na nowych rynkach: w Czechach, na Węgrzech czy w Polsce. Dlatego podejmowałem takie kroki. Wtedy w Niemczech trudno było znaleźć dobrych menedżerów, ale i tak się udało.

To zderzenie z polskim managementem w tamtych czasach nie było takie łatwe. Myślenie Pana firmy a mentalność twórców Rossmanna w Polsce były odmienne. Jak się porozumieliście w początkach działania firmy w Polsce?

Przez pierwszych 5-6 lat było naprawdę trudno. Przeżywaliśmy prawdziwy szok kulturowy – ludzie w Polsce żyli według planu i pracowali według planu. Przełożeni wydawali polecenia, rozkazy, a ich współpracownicy musieli się im podporządkować. Ale już w roku 1990 mogliśmy wypracować przekonanie, że w Niemczech udało nam się wiele osiągnąć dzięki temu, że ludzie współpracowali ze sobą, odnosili się do siebie z szacunkiem i poważali nawzajem nie tylko swoje działania, ale dawali miejsce, możliwość realizowania swoich pomysłów innym. W niemieckich firmach menedżerowie szanowali zawsze swoich współpracowników i myślę, że przestawienie myślenia Polaków i poprawienie relacji w firmie umożliwiło nasz sukces na polskim rynku.

Wyraża się Pan bardzo pozytywnie o polskich menedżerach.

Mieliśmy szczęście, że spotkaliśmy wtedy wyjątkowo inteligentnego człowieka – Marcina Grabarę, do którego dołączył później Marek Maruszak i już w roku 1997-1998 wiedzieliśmy, że  Rossmann Niemcy może się wycofać z zaangażowania w prowadzenie działań firmy w Polsce i oni mogą je przejąć. Cały sukces firmy w Polsce zawdzięczamy wyłącznie polskim menedżerom, oczywiście kierownictwo firmy liczy dzisiaj więcej fantastycznych zaangażowanych osób, ale mamy pełną świadomość, że to ich niezwykle inteligentne działania doprowadziły do dzisiejszego sukcesu firmy.

Ma Pan dobre zdanie nie tylko o polskich menedżerach.

Nie chcę, abyście pomyśleli, że prawię niezasłużone komplementy i chcę się podlizać, ale obserwując rozwój wydarzeń nie tylko w naszej firmie, ale we wszystkich innych sektorach, jestem absolutnie zdumiony i podziwiam naród polski za to, czego dokonał w ostatnich latach. Widzę, jak rozwinęła się polska gospodarka i polskie miasta, możemy mówić, że naród polski jest jednym z najlepiej rozwijających się na świecie w ostatnich latach.

Jakie porażki były Pana udziałem?

W zasadzie to nigdy nie myślę w kategoriach porażki. Mam pełną świadomość, że życie każdego z nas składa się z lepszych i gorszych momentów: kiedy wszystko idzie świetnie i kiedy musimy odpierać ciosy, które życie nam wymierza. Tak myślę o tym trudnym czasie, który kiedyś przemija i który nas wzmacnia, pozostawia nas bardziej pewnymi siebie i mocniejszymi. Każdy powinien przyjmować życie – z jego ciemnymi i jasnymi stronami –  jako coś naturalnego i normalnego.

Jakim jest Pan szefem i jaka kultura pracy obowiązuje w firmie Rossmann?

Nie mogę  się wypowiedzieć ogólnie, jakie zwyczaje panują w całej sieci firmy Rossmann. Myślę, że panowie Maruszak i Grabara lepiej mogą opowiedzieć, jak to wygląda w Polsce, ale czuję, że w sumie kierujemy się tymi samymi lub podobnymi zasadami. Bo przekaz firmy Rossmann brzmi: „Wszyscy jesteśmy ludźmi, wszyscy możemy popełniać błędy, ale jeżeli będziemy działać razem, to możemy osiągnąć niezwykłe rzeczy”. Dzięki temu tysiące ludzi pracuje dla firmy Rossmann z uśmiechem na ustach. Nie dlatego, że muszą, ale dlatego, że sprawia im radość działanie w tej koncepcji wspólnoty.

Ja też jestem człowiekiem, który się myli, popełnia błędy i wierzy mocno w to, że wspólnie można osiągnąć bardzo wiele. W życiu mam dwie zasady, którymi się kieruję: najważniejsza jest dla mnie szczerość, która według mnie jest podstawą wszelkich związków międzyludzkich – małżeństwa, przyjaźni, całego naszego życia. I z tej szczerości wynika druga ważna dla mnie rzecz – zaufanie, bo szczerość tworzy zaufanie. W atmosferze szczerości i zaufania można osiągnąć bardzo dużo.

Pomimo zbudowania imperium drogeryjnego żyje Pan bardzo skromnie.

No nie tak skromnie (śmiech). Ale rzeczywiście lubię grać w szachy, to moje ulubione zajęcie w czasie wolnym, a do tego nie trzeba być milionerem (śmiech). Lubię grać w karty, w tenisa, wędrować po górach. W roku czytam 30-40 książek i staram się wybierać te nie najgłupsze. Oczywiście, jak gdzieś wyjeżdżam, to nie śpię w najtańszym hotelu, jak latam samolotem, to raczej też nie klasą ekonomiczną, ale jak kupię samochód, to jeżdżę nim przez 8 lat. Nie przywiązuję wagi do ubrań, ale wiem, że żyje mi się lepiej niż milionom czy miliardom ludzi na ziemi i jestem za to bardzo wdzięczny.

Nie ma dla mnie znaczenia, jak zamożni są ludzie, z którymi się przyjaźnię. Musimy po prostu nadawać na tych samych falach. Tacy są moi przyjaciele z miejscowości, w której mieszkam.  Zawodowo zajmują się innymi dziedzinami, ale to z nimi gram w szachy czy w tenisa albo dyskutuję o różnych sprawach.

Jest Pan ojcem dwóch synów. Od jakich stanowisk zaczynali w Pana firmie? Od razu w zarządzie czy nieco niżej w strukturze?

Muszę krótko wyjaśnić – byłem żonaty cztery lata, a potem przez kolejne cztery lata byłem sam. Od 37 lat jestem żonaty z moją żoną Alice. Z pierwszego małżeństwa pochodzi mój pierwszy syn Daniel, który dziś ma 43 lata, natomiast drugi Raoul jest 34-latkiem. Obaj pracowali tylko w strukturach naszej firmy. Raoul odebrał bardzo dobre wykształcenie – studiował w Londynie i jest biegły w sprawach gospodarczych. Obecnie jako prezes odpowiada globalnie za koncern. Moja rodzina jest moim największym szczęściem i jestem za nią bardzo wdzięczny. Jestem przekonany, że człowiek jest zwierzęciem stadnym i uważam, że w domu najważniejsi są ludzie. Ludzie, którym mogę pokazać, że są dla mnie ważni i którzy pokazują, że jestem ważny dla nich. Życie samotnika nie wchodzi w moim przypadku w rachubę, muszę żyć w jakiejś wspólnocie, blisko ludzi, którzy są dla mnie istotni.

Wracając do spraw biznesowych. W którą stronę będzie Rossmann szedł ze swoją strategią rozwoju? Czy chińscy współwłaściciele będą dążyć do rozwoju sieci detalicznej w kierunku supermarketów, a nie drogerii?

Struktura jest taka, że Rossmann i A.S. Watson mają po 50 proc. udziałów i to oznacza, że mogą w równym stopniu decydować o rozwoju firmy. Do tej pory wyglądało to tak, że Rossmann Deutschland decydował o kształcie i rozwoju firmy w Polsce, a Watson decydował o działaniach sieci w Czechach i na Węgrzech.

Jeśli się zestawi wyniki na rynku polskim, czeskim i węgierskim, można zobaczyć, że rynek polski wypada najlepiej. W związku z tym Chińczycy powiedzieli: „Skoro tak dobrze wam idzie, to może Rossmann Deutschland zaopiekuje się też pozostałymi rynkami Europy Środkowej?”. I się na to zgodziliśmy.

Co prawda nie osiągamy tak dobrych rezultatów w Czechach i na Węgrzech jak w Polsce, ale radzimy sobie dobrze i współwłaściciele nie wtrącają się de facto do naszych działań. Zostawili w spokoju pewne decyzje dotyczące Niemiec i Polski, i myślę, że panowie Maruszak i Grabara potwierdzą, że jak się człowieka zostawi w spokoju, to pracuje najlepiej i najwięcej osiąga. Dodam jeszcze, że ze swojej strony zrobimy wszystko, aby miłość Polaków do sklepów Rossmann trwała i żebyście mogli się tą więzią cieszyć.

Czy Rossmann zamierza rozwijać się dalej na wschód w kierunku Rosji, Ukrainy i Białorusi?

To pytanie wprowadza mnie w pewne zakłopotanie, ale spróbuję odpowiedzieć na nie tak szczerze i równocześnie delikatnie, jak tylko można. Bardzo ważne jest dla nas, aby miejsca, w których inwestujemy, funkcjonowały na zasadzie państwa prawa. To jest ważne dla wszystkich przedsiębiorców, żeby kraje, w których otwieramy swoje filie, były krajami postępującymi zgodnie z obowiązującym prawem. A tam, gdzie to nie do końca jeszcze funkcjonuje, jesteśmy bardzo ostrożni w podejmowaniu takich decyzji.

Potęga Rossmanna powstała we współpracy z partnerami biznesowymi. Czy w biznesie jest miejsce na przyjaźń?

Jak wspominałem, w życiu stawiam na szczerość i zaufanie. Z partnerami biznesowymi nie zawsze mamy wspólny interes i nie zawsze mamy wspólny cel. Bo na przykład większa sprzedaż marek własnych oznacza mniejszą sprzedaż produktów innych marek. Musimy jednak pamiętać, że dzięki sieci Rossmann obroty firm, z którymi współpracujemy, również wzrosły, więc korzyść jest po obu stronach. Nawet jeśli jeden z partnerów ponosi straty na jakimś polu współdziałania, to musimy się szanować, być zawsze szczerzy i mieć dla siebie zrozumienie.

Czego można Panu życzyć?

Jak się ma 73 lata, to żyje się inaczej, niż jak się ma 50, 40 czy 30 lat. Każdy rok życia w zdrowiu jest na wagę złota i tylko tego mogę sobie życzyć – zdrowia dla siebie i dla moich bliskich. Jestem blisko związany z moją żoną –   zależy mi na jej samopoczuciu. Jeśli ona będzie w jakiś sposób cierpiała, to i mnie nie będzie dobrze. Niech wszyscy, którzy cieszą się moją miłością i obdarzają mnie swoją, będą po prostu zdrowi.

Pierwszy sklep pod szyldem sieci Rossmann w Polsce został otwarty 23 maja 1993 r. w Łodzi przy ulicy Piotrkowskiej. 30 stycznia 2015 r. otwarto tysięczną drogerię w Złotych Tarasach w Warszawie.

Globalne obroty Rossmanna w 2020 r. wyniosły ponad 10 mld euro (wzrost o 5,7 proc. rok do roku), pod szyldem sieci działa ponad 4 tys. drogerii, firma zatrudnia ponad 56 tys. osób. Najważniejszym rynkiem dla Rossmanna jest Polska. Rossmann prowadzi u nas blisko 1400 drogerii w 533 miastach, zatrudnia  19 tys. pracowników. Codziennie w drogeriach Rossmann robi zakupy ok. 800 tys. Polaków, co daje sieci 28,7 proc. udziału w rynku drogeryjnym.  Rossmann Polska generuje obroty sięgające blisko 10 mld zł rocznie, osiąga ok. miliard zysku i jest  drugą firmą w branży handlowej w Polsce pod względem wpłacanego do budżetu państwa podatku CIT.

Czytaj: Rossmann zyskał na pandemii. Globalnie sprzedaż w górę   

ZOBACZ KOMENTARZE (0)
StoryEditor
Producenci
04.09.2026 10:57
Wella Company chce wejść na giełdę. Przychody sięgnęły 2,94 mld dolarów
Wella Company na giełdę. Grupa z OPI i Clairol rośnie i poprawia wynikShutterstock

Wella Company, właściciel m.in. marek OPI, Clairol, Sebastian Professional i Nioxin, złożyła wniosek o debiut na nowojorskiej giełdzie. Firma kontrolowana przez fundusz KKR w roku zakończonym 30 czerwca 2026 roku zwiększyła przychody o ponad 9 proc., do 2,94 mld dolarów.

W tym artykule przeczytasz:

  • Wella zwiększa sprzedaż i wraca do zysku
  • KKR przygotowuje Wella do giełdowego debiutu
  • Pieniądze z IPO mają trafić m.in. na spłatę długu

Wella Company przygotowuje się do wejścia na giełdę. Producent i właściciel marek z kategorii pielęgnacji i koloryzacji włosów oraz produktów do paznokci złożył wniosek o przeprowadzenie pierwszej oferty publicznej (IPO) w USA. Spółka planuje debiut na New York Stock Exchange (NYSE) pod symbolem WELA.

Wella działa obecnie w ponad 100 krajach i zatrudnia ponad 6 tys. osób. W portfolio grupy znajdują się m.in. Wella, OPI, Clairol, Sebastian Professional i Nioxin, a także urządzenia i akcesoria do stylizacji włosów, w tym suszarki, lokówki czy szczotki termiczne.

image

Wella Company szykuje się do debiutu giełdowego w USA. KKR liczy na wycenę wyższą niż 4,3 mld dolarów

Wella zwiększa sprzedaż i wraca do zysku

Z dokumentów złożonych w amerykańskiej Komisji Papierów Wartościowych i Giełd (SEC) wynika, że w roku finansowym zakończonym 30 czerwca 2026 roku Wella osiągnęła 2,94 mld dolarów przychodów, wobec 2,69 mld dolarów rok wcześniej. Oznacza to wzrost o ponad 9 proc.

Jednocześnie firma poprawiła wynik netto. Według danych przytoczonych przez Reuters Wella zakończyła rok z 62,3 mln dolarów zysku netto, podczas gdy rok wcześniej raportowała stratę na poziomie 8,7 mln dolarów. W materiałach Bloomberg dotyczących dokumentów złożonych do SEC pojawia się natomiast zysk netto w wysokości 2,7 mln dolarów wobec straty 44,6 mln dolarów rok wcześniej. Różnica wynika z prezentacji wyników w poszczególnych dokumentach i ujęcia określonych pozycji finansowych.

KKR przygotowuje Wella do giełdowego debiutu

Historia obecnej Wella Company jest związana z transakcją z 2020 roku, kiedy KKR przejął od Coty większościowy udział w firmie. Początkowo 60 proc. udziałów zostało sprzedanych przy wycenie Wella na około 4,3 mld dolarów, uwzględniając zadłużenie.

W grudniu 2025 roku KKR zwiększył swoje zaangażowanie, kupując od Coty pozostałe 25,8 proc. udziałów za 750 mln dolarów. Coty zachowało jednocześnie prawo do 45 proc. wpływów z ewentualnej przyszłej sprzedaży Wella lub jej IPO po spełnieniu określonych warunków dotyczących zwrotu z inwestycji KKR.

Planowany debiut może więc być dla funduszu kolejnym etapem wyjścia z inwestycji. Reuters informował wcześniej, że KKR przygotowywał Wella do oferty publicznej, a potencjalna wycena spółki może być wyższa od poziomu z 2020 roku.

image

Coty sprzedaje ostatnie udziały w Wella i przyspiesza redukcję zadłużenia

Pieniądze z IPO mają trafić m.in. na spłatę długu

Wella nie podała jeszcze ostatecznej liczby oferowanych akcji ani przedziału cenowego. Wiadomo natomiast, że środki pozyskane z IPO mają zostać przeznaczone m.in. na spłatę zadłużenia oraz koszty podatkowe związane z restrukturyzacją.

Za ofertę odpowiadać będą m.in. Goldman Sachs, Bank of America, KKR i JPMorgan.

Debiut Wella wpisuje się w szersze ożywienie na amerykańskim rynku IPO, które po kilku słabszych latach ponownie przyciąga firmy konsumenckie i właścicieli marek detalicznych. W ostatnich miesiącach na giełdę wchodziły lub przygotowywały się do debiutu również spółki z sektora mody i handlu.

 

Źródło: Reuters

Aurelia Obrochta
ZOBACZ KOMENTARZE (0)
StoryEditor
Handel
02.09.2026 15:55
Inglot pierwszą inwestycją nowego funduszu. Avallon zebrał 171,5 mln euro
Inglot pierwszą inwestycją Avallon MBO. Fundusz zebrał 171,5 mln euroShutterstock

Avallon MBO uruchomił czwarty fundusz inwestycyjny i już wskazał jego pierwszą inwestycję. Avallon MBO Fund IV, który w pierwszym zamknięciu zebrał 171,5 mln euro, przejął udziały w polskiej marce kosmetycznej Inglot. Docelowo fundusz może dysponować kapitałem sięgającym 260 mln euro.

W tym artykule przeczytasz:

  • Inglot otwiera nowy rozdział z inwestorem finansowym
  • Avallon szuka kolejnych marek konsumenckich
  • Poprzedni fundusz inwestował w marki konsumenckie
  • Fundusz chce inwestować w rozwój tradycyjnych biznesów

Nowy fundusz Avallon MBO będzie inwestował przede wszystkim w średniej wielkości firmy z Polski i Europy Środkowo-Wschodniej. Wśród interesujących dla inwestora obszarów znalazły się marki konsumenckie, e-commerce i przedsiębiorstwa produkcyjne. Pierwszą transakcją Fund IV jest jednak inwestycja szczególnie istotna dla rynku kosmetycznego – przejęcie udziałów w Inglot.

Inglot otwiera nowy rozdział z inwestorem finansowym

Inglot jest pierwszą inwestycją czwartego funduszu Avallon MBO. Polska marka kosmetyczna, znana przede wszystkim z produktów do makijażu, ma za sobą ponad 40 lat działalności i rozpoznawalność zarówno na rynku krajowym, jak i zagranicznym.

Wejście inwestora finansowego oznacza kolejny etap rozwoju firmy. Avallon deklaruje, że będzie koncentrował się na przedsiębiorstwach o rocznych przychodach na poziomie 20–100 mln euro, wspierając je m.in. w rozwoju, profesjonalizacji i ekspansji.

W przypadku Inglota inwestycja wpisuje się więc w strategię funduszu dotyczącą marek konsumenckich. Szczegółowe plany dotyczące dalszego rozwoju marki nie zostały w przedstawionych informacjach podane.

image

Inglot x Allegro? Nadchodzi nowa era współprac beauty: z marketplace‘ami.

Avallon szuka kolejnych marek konsumenckich

Inwestycja w Inglot może być istotnym sygnałem dla polskiego rynku beauty. Marki kosmetyczne i szerzej – firmy z sektora dóbr konsumpcyjnych – znajdują się wśród obszarów, którymi interesuje się nowy fundusz.

Avallon chce inwestować zarówno w wykupy menedżerskie, jak i transakcje z właścicielami firm rodzinnych. W kręgu zainteresowania są także przedsiębiorstwa znajdujące się w procesie sukcesji, profesjonalizacji lub konsolidacji.

Fundusz zamierza również wspierać firmy w cyfryzacji i ekspansji zagranicznej.

Poprzedni fundusz inwestował w marki konsumenckie

Avallon ma już doświadczenie w inwestycjach w firmy związane z szeroko rozumianym rynkiem konsumenckim. Avallon MBO III, zamknięty w 2021 roku z kapitałem 137 mln euro, zainwestował m.in. w Clovin, producenta chemii gospodarczej z markami Purox i Dr.Practi, oraz MPPK Group, właściciela marek karm dla zwierząt Wiejska Zagroda i Pan Mięsko.

W portfelu znalazł się również SAT, właściciel sieci S’portofino.

Nowy fundusz będzie jednak dysponował większym kapitałem. Pierwsze zamknięcie Avallon MBO Fund IV przyniosło 171,5 mln euro, a docelowo fundusz może osiągnąć wartość 260 mln euro.

To oznacza większe możliwości inwestycyjne i potencjalnie kolejne transakcje na polskim rynku marek konsumenckich.

image

Inglot dołącza do Too Good To Go. Kosmetyki trafiły do Paczek Niespodzianek

Fundusz chce inwestować w rozwój tradycyjnych biznesów

Jednym z akcentów nowej strategii Avallon jest również cyfryzacja firm spoza sektora technologicznego. Inwestor wskazuje na potencjał automatyzacji, oprogramowania i wykorzystania danych w tradycyjnych przedsiębiorstwach.

Avallon chce także wykorzystywać fundusz do wspierania ekspansji zagranicznej spółek portfelowych.

Z punktu widzenia branży kosmetycznej oznacza to, że Inglot może być nie tylko pojedynczą inwestycją w markę beauty, ale pierwszym przykładem szerszego zainteresowania funduszu tym segmentem rynku. Na kolejne ruchy Avallon MBO Fund IV warto więc patrzeć także przez pryzmat tego, czy do jego portfela trafią następne polskie marki kosmetyczne lub inne firmy związane z sektorem beauty.

 

Więcej na ten temat możesz przeczytać na portalu Wiadomości Handlowe.

Aurelia Obrochta
ZOBACZ KOMENTARZE (0)
06. wrzesień 2026 09:20