StoryEditor
Producenci
06.09.2021 00:00

Dirk Rossmann oddaje władzę. Zarządzanie siecią Rossmann przejmuje jego syn Raoul

Wyznaczony został termin zmiany na czele sieci drogerii Rossmann. Zgodnie z zapowiedziami firmy, Dirk Rossmann opuści zarząd 30 września 2021 r. Jego młodszy syn Raoul, który został już wybrany na jego następcę, przejmuje władzę. Przypominamy zapis ze spotkania dziennikarzy z założycielem Rossmanna podczas jego pobytu w Polsce, które odbyło się 29 listopada 2019 r. 

Artykuł został opublikowany w drukowanej wersji Wiadomości Kosmetycznych w styczniu 2020 r. Autorka: Joanna Roicka.

Moi rodzice mieli małą drogerię. Odstępowali mi towar z rabatem 10 proc. i ja jako domokrążca rozprowadzałem ten towar w czwartek wieczorem w 50 przyległych domach. W ten sposób, mając 12 lat, zarabiałem swoje pierwsze pieniądze – mówi 73-letni dziś Dirk Rossmann – twórca drogeryjnego imperium. W Polsce pojawił się 29 listopada 2019 r. na premierze swojej autobiograficznej książki „…i wtedy wspiąłem się na drzewo”. Publikujemy zapis rozmowy Dirka Rossmanna z dziennikarzami z tego dnia.

To rzadka sytuacja, kiedy biznesmen miliarder wydaje książkę o swoim życiu, jeszcze rzadziej osobiście pojawia się na spotkaniach autorskich i rozmawia z czytelnikami.

Wiem, że niewielu zamożnych ludzi pokazuje się publicznie, udziela wywiadów  w telewizji, rozmawia z publicznością i to z różnych powodów – są nieśmiali, boją się porwania… Jednym z powodów, dla których napisałem tę książkę, jest tak naprawdę próba skorygowania obrazu ludzi bogatych w Niemczech. Chciałem pokazać, że ludzie zamożni nie różnią się za bardzo od innych. Wprawdzie mamy więcej pieniędzy, ale myślimy tak samo i w wielu kwestiach jesteśmy bardzo podobni. Mam świadomość, że ludzie bogaci  ponoszą wielką odpowiedzialność za swoich współpracowników w przedsiębiorstwach. I muszą być gotowi jej sprostać.

Napisał Pan książkę, nie odżegnuje się od kolejnej, ale już zdementował Pan informacje, że powstanie film na podstawie tej autobiografii.

Kiedy moja autobiografia ukazała się w Niemczech, kilku zaprzyjaźnionych reżyserów odezwało się z pytaniem, czy byłaby możliwa produkcja filmowa na jej podstawie. Wystarczyło jednak jedno groźne spojrzenie mojej żony, abym wiedział, że nic z tego nie będzie (śmiech). Z autobiografią jest tak, że jeśli chce się być w niej szczerym, to dotyka ona nie tylko samego bohatera, ale i jego rodzinę – w moim przypadku żonę i synów. Chciałem być szczery w książce, ale jestem przekonany, że film nie zagwarantowałby mojej rodzinie intymności życia codziennego. Dlatego mojej autobiografii filmowej nie będzie.

Powiedział Pan: „W interesach i w biznesie nie kieruję się kalkulacjami, rozumem i przewidywaniem, ale emocjami i intuicją”. Jak to jest możliwe?

Myślę, że jedno i drugie jest bardzo ważne. Pieniądze są oczywiście istotne i trzeba umieć chłodno kalkulować – a mówię to z punktu widzenia człowieka, który był bardzo zadłużony, ale intuicja w moim życiu też ma wielkie znaczenie.

Kiedy Dirk Rossmann zarobił swoje pierwsze pieniądze?

Swoje pierwsze kieszonkowe zarobiłem, mając 12 lat. Moi rodzice mieli małą drogerię. Odstępowali mi towar z rabatem 10 proc. i ja jako domokrążca rozprowadzałem ten towar w czwartek wieczorem w 50 przyległych domach. W ten sposób zarabiałem swoje pierwsze pieniądze. Wydaje się, że byłem bardzo pracowity od najmłodszych lat, ale mój młodszy syn powiedział ostatnio: „Papa jest właściwie najbardziej leniwy w całej rodzinie”. Jednak potem dodał „Ale ma takie pomysły, które zawsze popychają naszą firmę do przodu, więc ma szczęście” (śmiech).

Mógł Pan zostać aptekarzem albo przejąć sieć cukierni, które już przynosiły zyski, ale zdecydował się rozwijać własną firmę. Dlaczego?

Nie chciałem przejmować gotowych projektów i robić czegoś, co już było gotowe. Chciałem odcisnąć piętno na swoim projekcie i to mi się udało. Na pewno nie byłem najsprytniejszy ani najinteligentniejszy ze wszystkich. Byłem po prostu pierwszy. W domu tak naprawdę nie było dużo pieniędzy. Mieliśmy mały sklep drogeryjny, a wtedy wszystkie drogerie w Niemczech funkcjonowały na takiej zasadzie jak dzisiaj apteki. Zamawiało się produkty przy ladzie i były one przez ekspedientkę podawane. W roku 1971 zniesiono w Niemczech urzędową regulację cen kosmetyków i produktów drogeryjnych i to pozwoliło mi zrealizować ideę samoobsługowych drogerii w Niemczech. Od pierwszego dnia pomysł okazał się absolutną rewelacją.

Dlaczego ta samoobsługowa drogeria jest tak ważna dla klientów?

Po prostu dzielimy się z nimi pracą. My kładziemy produkty na półkę, a klienci je sobie biorą. Podzielona praca powoduje, że koszty są obniżane i dzięki temu cena końcowa produktu dla klienta może być niższa. Gdybyśmy sprzedawali te produkty zza lady, sprzedawców musiałoby być w naszych drogeriach 10 razy więcej, niż jest.

Chcę podkreślić, że kluczowe było uwolnienie cen. Umożliwiło ono wprowadzenie dyskontów drogeryjnych w Niemczech i obniżenie cen kosmetyków.

Kiedy wprowadził Pan marki własne?

Przełom nastąpił pod koniec lat 90. Wszyscy znali takie marki jak Pampers czy Persil, one były dostępne wszędzie, ale ci, którzy spróbowali naszej marki własnej i przekonali się do tego produktu, musieli wrócić do naszego sklepu, aby ją kupić. To pokryło się z początkiem ekspansji drogerii na rynku polskim czy węgierskim, gdzie klienci w nowych krajach, w których zaistnieliśmy, mogli się przekonać, że te produkty nie tylko są tanie, ale są też świetnej jakości.

Upadek muru berlińskiego i historyczne przemiany. Jaki to był moment w Pana życiu?

Urodziłem się w roku 1946, więc sam wojny nie przeżyłem, ale pewna odpowiedzialność za to, co się wydarzyło, zawsze na mnie ciążyła. Nie mam dobrego wykształcenia, byłem samoukiem, ale zawsze  interesowałem się historią. Wychowując się w systemie podziału, tak gospodarczego, jak i społecznego, odczułem, że rok 1989 i rok 1990, gdy wiele się działo w Europie, również za sprawą Lecha Wałęsy, to był ten ważny moment, kiedy przyszedł mój czas. Wiedziałem, że muszę działać bardzo szybko, bo tak naprawdę tylko ten pierwszy odniesie sukces na nowych rynkach: w Czechach, na Węgrzech czy w Polsce. Dlatego podejmowałem takie kroki. Wtedy w Niemczech trudno było znaleźć dobrych menedżerów, ale i tak się udało.

To zderzenie z polskim managementem w tamtych czasach nie było takie łatwe. Myślenie Pana firmy a mentalność twórców Rossmanna w Polsce były odmienne. Jak się porozumieliście w początkach działania firmy w Polsce?

Przez pierwszych 5-6 lat było naprawdę trudno. Przeżywaliśmy prawdziwy szok kulturowy – ludzie w Polsce żyli według planu i pracowali według planu. Przełożeni wydawali polecenia, rozkazy, a ich współpracownicy musieli się im podporządkować. Ale już w roku 1990 mogliśmy wypracować przekonanie, że w Niemczech udało nam się wiele osiągnąć dzięki temu, że ludzie współpracowali ze sobą, odnosili się do siebie z szacunkiem i poważali nawzajem nie tylko swoje działania, ale dawali miejsce, możliwość realizowania swoich pomysłów innym. W niemieckich firmach menedżerowie szanowali zawsze swoich współpracowników i myślę, że przestawienie myślenia Polaków i poprawienie relacji w firmie umożliwiło nasz sukces na polskim rynku.

Wyraża się Pan bardzo pozytywnie o polskich menedżerach.

Mieliśmy szczęście, że spotkaliśmy wtedy wyjątkowo inteligentnego człowieka – Marcina Grabarę, do którego dołączył później Marek Maruszak i już w roku 1997-1998 wiedzieliśmy, że  Rossmann Niemcy może się wycofać z zaangażowania w prowadzenie działań firmy w Polsce i oni mogą je przejąć. Cały sukces firmy w Polsce zawdzięczamy wyłącznie polskim menedżerom, oczywiście kierownictwo firmy liczy dzisiaj więcej fantastycznych zaangażowanych osób, ale mamy pełną świadomość, że to ich niezwykle inteligentne działania doprowadziły do dzisiejszego sukcesu firmy.

Ma Pan dobre zdanie nie tylko o polskich menedżerach.

Nie chcę, abyście pomyśleli, że prawię niezasłużone komplementy i chcę się podlizać, ale obserwując rozwój wydarzeń nie tylko w naszej firmie, ale we wszystkich innych sektorach, jestem absolutnie zdumiony i podziwiam naród polski za to, czego dokonał w ostatnich latach. Widzę, jak rozwinęła się polska gospodarka i polskie miasta, możemy mówić, że naród polski jest jednym z najlepiej rozwijających się na świecie w ostatnich latach.

Jakie porażki były Pana udziałem?

W zasadzie to nigdy nie myślę w kategoriach porażki. Mam pełną świadomość, że życie każdego z nas składa się z lepszych i gorszych momentów: kiedy wszystko idzie świetnie i kiedy musimy odpierać ciosy, które życie nam wymierza. Tak myślę o tym trudnym czasie, który kiedyś przemija i który nas wzmacnia, pozostawia nas bardziej pewnymi siebie i mocniejszymi. Każdy powinien przyjmować życie – z jego ciemnymi i jasnymi stronami –  jako coś naturalnego i normalnego.

Jakim jest Pan szefem i jaka kultura pracy obowiązuje w firmie Rossmann?

Nie mogę  się wypowiedzieć ogólnie, jakie zwyczaje panują w całej sieci firmy Rossmann. Myślę, że panowie Maruszak i Grabara lepiej mogą opowiedzieć, jak to wygląda w Polsce, ale czuję, że w sumie kierujemy się tymi samymi lub podobnymi zasadami. Bo przekaz firmy Rossmann brzmi: „Wszyscy jesteśmy ludźmi, wszyscy możemy popełniać błędy, ale jeżeli będziemy działać razem, to możemy osiągnąć niezwykłe rzeczy”. Dzięki temu tysiące ludzi pracuje dla firmy Rossmann z uśmiechem na ustach. Nie dlatego, że muszą, ale dlatego, że sprawia im radość działanie w tej koncepcji wspólnoty.

Ja też jestem człowiekiem, który się myli, popełnia błędy i wierzy mocno w to, że wspólnie można osiągnąć bardzo wiele. W życiu mam dwie zasady, którymi się kieruję: najważniejsza jest dla mnie szczerość, która według mnie jest podstawą wszelkich związków międzyludzkich – małżeństwa, przyjaźni, całego naszego życia. I z tej szczerości wynika druga ważna dla mnie rzecz – zaufanie, bo szczerość tworzy zaufanie. W atmosferze szczerości i zaufania można osiągnąć bardzo dużo.

Pomimo zbudowania imperium drogeryjnego żyje Pan bardzo skromnie.

No nie tak skromnie (śmiech). Ale rzeczywiście lubię grać w szachy, to moje ulubione zajęcie w czasie wolnym, a do tego nie trzeba być milionerem (śmiech). Lubię grać w karty, w tenisa, wędrować po górach. W roku czytam 30-40 książek i staram się wybierać te nie najgłupsze. Oczywiście, jak gdzieś wyjeżdżam, to nie śpię w najtańszym hotelu, jak latam samolotem, to raczej też nie klasą ekonomiczną, ale jak kupię samochód, to jeżdżę nim przez 8 lat. Nie przywiązuję wagi do ubrań, ale wiem, że żyje mi się lepiej niż milionom czy miliardom ludzi na ziemi i jestem za to bardzo wdzięczny.

Nie ma dla mnie znaczenia, jak zamożni są ludzie, z którymi się przyjaźnię. Musimy po prostu nadawać na tych samych falach. Tacy są moi przyjaciele z miejscowości, w której mieszkam.  Zawodowo zajmują się innymi dziedzinami, ale to z nimi gram w szachy czy w tenisa albo dyskutuję o różnych sprawach.

Jest Pan ojcem dwóch synów. Od jakich stanowisk zaczynali w Pana firmie? Od razu w zarządzie czy nieco niżej w strukturze?

Muszę krótko wyjaśnić – byłem żonaty cztery lata, a potem przez kolejne cztery lata byłem sam. Od 37 lat jestem żonaty z moją żoną Alice. Z pierwszego małżeństwa pochodzi mój pierwszy syn Daniel, który dziś ma 43 lata, natomiast drugi Raoul jest 34-latkiem. Obaj pracowali tylko w strukturach naszej firmy. Raoul odebrał bardzo dobre wykształcenie – studiował w Londynie i jest biegły w sprawach gospodarczych. Obecnie jako prezes odpowiada globalnie za koncern. Moja rodzina jest moim największym szczęściem i jestem za nią bardzo wdzięczny. Jestem przekonany, że człowiek jest zwierzęciem stadnym i uważam, że w domu najważniejsi są ludzie. Ludzie, którym mogę pokazać, że są dla mnie ważni i którzy pokazują, że jestem ważny dla nich. Życie samotnika nie wchodzi w moim przypadku w rachubę, muszę żyć w jakiejś wspólnocie, blisko ludzi, którzy są dla mnie istotni.

Wracając do spraw biznesowych. W którą stronę będzie Rossmann szedł ze swoją strategią rozwoju? Czy chińscy współwłaściciele będą dążyć do rozwoju sieci detalicznej w kierunku supermarketów, a nie drogerii?

Struktura jest taka, że Rossmann i A.S. Watson mają po 50 proc. udziałów i to oznacza, że mogą w równym stopniu decydować o rozwoju firmy. Do tej pory wyglądało to tak, że Rossmann Deutschland decydował o kształcie i rozwoju firmy w Polsce, a Watson decydował o działaniach sieci w Czechach i na Węgrzech.

Jeśli się zestawi wyniki na rynku polskim, czeskim i węgierskim, można zobaczyć, że rynek polski wypada najlepiej. W związku z tym Chińczycy powiedzieli: „Skoro tak dobrze wam idzie, to może Rossmann Deutschland zaopiekuje się też pozostałymi rynkami Europy Środkowej?”. I się na to zgodziliśmy.

Co prawda nie osiągamy tak dobrych rezultatów w Czechach i na Węgrzech jak w Polsce, ale radzimy sobie dobrze i współwłaściciele nie wtrącają się de facto do naszych działań. Zostawili w spokoju pewne decyzje dotyczące Niemiec i Polski, i myślę, że panowie Maruszak i Grabara potwierdzą, że jak się człowieka zostawi w spokoju, to pracuje najlepiej i najwięcej osiąga. Dodam jeszcze, że ze swojej strony zrobimy wszystko, aby miłość Polaków do sklepów Rossmann trwała i żebyście mogli się tą więzią cieszyć.

Czy Rossmann zamierza rozwijać się dalej na wschód w kierunku Rosji, Ukrainy i Białorusi?

To pytanie wprowadza mnie w pewne zakłopotanie, ale spróbuję odpowiedzieć na nie tak szczerze i równocześnie delikatnie, jak tylko można. Bardzo ważne jest dla nas, aby miejsca, w których inwestujemy, funkcjonowały na zasadzie państwa prawa. To jest ważne dla wszystkich przedsiębiorców, żeby kraje, w których otwieramy swoje filie, były krajami postępującymi zgodnie z obowiązującym prawem. A tam, gdzie to nie do końca jeszcze funkcjonuje, jesteśmy bardzo ostrożni w podejmowaniu takich decyzji.

Potęga Rossmanna powstała we współpracy z partnerami biznesowymi. Czy w biznesie jest miejsce na przyjaźń?

Jak wspominałem, w życiu stawiam na szczerość i zaufanie. Z partnerami biznesowymi nie zawsze mamy wspólny interes i nie zawsze mamy wspólny cel. Bo na przykład większa sprzedaż marek własnych oznacza mniejszą sprzedaż produktów innych marek. Musimy jednak pamiętać, że dzięki sieci Rossmann obroty firm, z którymi współpracujemy, również wzrosły, więc korzyść jest po obu stronach. Nawet jeśli jeden z partnerów ponosi straty na jakimś polu współdziałania, to musimy się szanować, być zawsze szczerzy i mieć dla siebie zrozumienie.

Czego można Panu życzyć?

Jak się ma 73 lata, to żyje się inaczej, niż jak się ma 50, 40 czy 30 lat. Każdy rok życia w zdrowiu jest na wagę złota i tylko tego mogę sobie życzyć – zdrowia dla siebie i dla moich bliskich. Jestem blisko związany z moją żoną –   zależy mi na jej samopoczuciu. Jeśli ona będzie w jakiś sposób cierpiała, to i mnie nie będzie dobrze. Niech wszyscy, którzy cieszą się moją miłością i obdarzają mnie swoją, będą po prostu zdrowi.

Pierwszy sklep pod szyldem sieci Rossmann w Polsce został otwarty 23 maja 1993 r. w Łodzi przy ulicy Piotrkowskiej. 30 stycznia 2015 r. otwarto tysięczną drogerię w Złotych Tarasach w Warszawie.

Globalne obroty Rossmanna w 2020 r. wyniosły ponad 10 mld euro (wzrost o 5,7 proc. rok do roku), pod szyldem sieci działa ponad 4 tys. drogerii, firma zatrudnia ponad 56 tys. osób. Najważniejszym rynkiem dla Rossmanna jest Polska. Rossmann prowadzi u nas blisko 1400 drogerii w 533 miastach, zatrudnia  19 tys. pracowników. Codziennie w drogeriach Rossmann robi zakupy ok. 800 tys. Polaków, co daje sieci 28,7 proc. udziału w rynku drogeryjnym.  Rossmann Polska generuje obroty sięgające blisko 10 mld zł rocznie, osiąga ok. miliard zysku i jest  drugą firmą w branży handlowej w Polsce pod względem wpłacanego do budżetu państwa podatku CIT.

Czytaj: Rossmann zyskał na pandemii. Globalnie sprzedaż w górę   

ZOBACZ KOMENTARZE (0)
StoryEditor
Biznes
14.08.2026 05:19
Producent hybryd do paznokci wykorzystał grafen i trafi w dziesiątkę. Teraz zdobywa rynek sprzętów dla salonów
8belle

Highlander Enterprise S.A., właściciel marki 8belle, podsumowuje udane pierwsze półrocze 2026 roku. Spółka notuje wyraźny wzrost przychodów z O,09 do 2,3 mln zł, optymalizuje koszty i rozpycha się na profesjonalnym rynku beauty.

Głównym atutem w walce o przewagę nad konkurencją stają się innowacyjne preparaty z dodatkiem grafenu. Spółka zaczęła ekspansję zagraniczną - jej produkty trafią na rynki zagraniczne m.in. do USA i Włoch. 

Cięcie kosztów zaczyna powoli przynosić wymierne efekty. W pierwszym półroczu 2026 r. przychody Highlander Enterprise wyniosły ok. 0,23 mln zł (wobec zaledwie 0,09 mln zł rok wcześniej). 

Jak podkreśla Artur Górski, Prezes Zarządu, spółka widzi wyraźny postęp w skali sprzedaży i liczy, że na przełomie III i IV kwartału br. uda się niemal całkowicie zniwelować negatywny wpływ historycznej działalności na bieżące wyniki finansowe.

Grafen w kosmetykach: technologiczny as w rękawie 

Rynek produktów do stylizachi paznokci, rozwija się od kilku lat dynamiiecznie - jendak to było za mało dla dla Highlander Enterprise (dawniej Advanced Graphene Productsto). Spółka postanowiła wyróżnić się unikalną technologią i wykorzystaała swoje kompetencje naukowe, wprowadzając grafen do kosmetyków.

W ofercie dla profesjonalistów znajdują się obecnie takie dwa produkty: baza hybrydowa Grafen Nude Base oraz żel budujący Expert Graphene Rose Essence. Zainteresowanie tymi rozwiązaniami jest na tyle duże, że firma już zapowiada sukcesywne rozszerzanie „grafenowego” portfolio, co pozwoli mu wyprzedzić tradycyjną konkurencję.

Sprzęt i nowe rynki - strategiczne partnerstwa

W maju br. Highlander Enterprise podpisał umowę agencyjną ze spółką Aurumaris, na mocy której będzie (za wynagrodzeniem prowizyjnym) pośredniczyć w sprzedaży jej marek na terenie Polski. Celem jest budowanej sieci dystrybucji bez konieczności ponoszenia kosztów produkcji własnej.

Od początku 2026 roku firma buduje kompleksową ofertę dla salonów, wprowadzając m.in. lampy UV LED i pochłaniacze pyłu. Kategoria urządzeń ma być w nadchodzących miesiącach mocno rozwijana.

Komercjalizacja marki 8belle, rozwój innowacji grafenowych, poszerzanie oferty sprzętowej oraz konsekwentne zdobywanie nowych salonów kosmetycznych w Polsce i za granicą ma doprowadzić do osiągnięcia przez spółkę trwałej rentowności.

ZOBACZ KOMENTARZE (0)
StoryEditor
Producenci
12.08.2026 16:27
“Odpraw nie ma”, "pensje w ratach", mówią byli pracownicy Organique. Co poszło nie tak?
Wiadomości Kosmetyczne

Po 27 latach działalności Organique, jedna z rozpoznawalnych polskich marek kosmetyków naturalnych, przestała prowadzić sprzedaż internetową i zapowiedziała oficjalny komunikat dotyczący swojej przyszłości. Marka, która rozpoczęła działalność w 2000 r. od ręcznej produkcji glicerynowych mydeł, przez ponad dwie dekady rozwijała własną sieć sprzedaży i ofertę kosmetyków naturalnych. Z wypowiedzi byłych i obecnych pracowników publikowanych w internecie wynika, że problemy firmy miały narastać od dłuższego czasu i obejmowały m.in. ograniczenie produkcji, redukcję zatrudnienia oraz zaległości wobec pracowników.

Na stronie internetowej Organique nie można już obecnie składać zamówień. W miejsce katalogu produktów pojawił się komunikat: „Pracujemy nad planami na przyszłość! Prosimy Was o cierpliwość. Oficjalny komunikat pojawi się za jakiś czas”. Firma nie przedstawiła dotychczas publicznie szczegółowych informacji dotyczących przyczyn wstrzymania sprzedaży ani dalszych planów wobec marki.

Nieoficjalnie przedstawiciel centrali firmy przekazał, że po 27 latach obecności na polskim rynku Organique kończy działalność. Jednocześnie zaznaczono, że dla osób współtworzących historię przedsiębiorstwa jest to trudny moment. Na tym etapie nie wiadomo jednak, czy komunikat o zakończeniu działalności oznacza definitywny koniec marki, jej sprzedaż, likwidację przedsiębiorstwa czy próbę przeprowadzenia procesu restrukturyzacyjnego.

Od ręcznie robionych mydeł do własnej sieci sprzedaży

Organique powstało w 2000 r. z inicjatywy Tomasza Czarskiego. Początki firmy związane były z ręczną produkcją glicerynowych mydeł, jednak w kolejnych latach przedsiębiorstwo systematycznie poszerzało portfolio. Oferta obejmowała kosmetyki do pielęgnacji twarzy, ciała i włosów, a także produkty związane z domową i profesjonalną pielęgnacją SPA.

W portfolio znajdowały się m.in. kule do kąpieli, sole, peelingi, masła i preparaty pielęgnacyjne. Firma rozwijała również produkty przeznaczone do wykorzystania w gabinetach kosmetycznych i SPA. Tym samym Organique budowało pozycję nie tylko jako marka kosmetyczna skierowana do konsumentów, lecz także jako dostawca produktów dla sektora profesjonalnego.

Przez ponad dwie dekady działalności przedsiębiorstwo rozwijało własną sieć sprzedaży. Produkty Organique były dostępne w sklepach firmowych w największych polskich miastach. Marka prowadziła również działalność poza Polską, a jej produkty trafiały m.in. na rynki Grecji, Rumunii i Szwecji.

Długi okres obecności na rynku sprawił, że Organique stało się jedną z marek kojarzonych z rozwojem polskiego segmentu kosmetyków naturalnych. Firma działała w okresie, w którym zainteresowanie kosmetykami opartymi na składnikach pochodzenia naturalnego stopniowo przechodziło z niszy do głównego nurtu rynku beauty.

Kryzys miał narastać od miesięcy

Z dostępnych publicznie wypowiedzi byłych pracowników wynika, że problemy przedsiębiorstwa nie rozpoczęły się wraz z zamknięciem sklepu internetowego. W komentarzach pojawiają się informacje o wcześniejszym ograniczaniu działalności produkcyjnej, redukcjach zatrudnienia, zamykaniu sklepów oraz sprzedaży części majątku.

Jedna z osób przedstawiających się jako była pracowniczka wskazywała, że już około 2025 r. zwolniono znaczną część osób zatrudnionych przy produkcji i magazynowaniu w Obornikach. Według tej relacji część pracowników miała następnie odejść z własnej inicjatywy. W komentarzu pojawia się również informacja o sprzedaży maszyn wykorzystywanych do produkcji i konfekcjonowania kosmetyków.

Według tej samej relacji produkcja własnych kosmetyków miała być w coraz większym stopniu zastępowana realizacją zleceń dla innych przedsiębiorstw, a następnie również zewnętrznym outsourcingiem produkcji i konfekcji. Wskazywano także na ograniczenie działań marketingowych i reklamowych.

Kolejnym sygnałem pogłębiających się problemów miała być likwidacja części sieci sprzedaży. W komentarzach pracowników wymieniano m.in. zamknięcie sklepu w centrum handlowym Magnolia we Wrocławiu, który wcześniej był przedstawiany jako jedna z nowych lokalizacji marki.

Informacje o wniosku o upadłość

Szczególnie istotna jest data 4 maja 2026 r. W komentarzu opublikowanym przez osobę deklarującą, że jest pracownikiem Organique, pojawiła się informacja, że tego dnia przedsiębiorstwo miało złożyć dokumenty dotyczące upadłości. W tym samym wpisie wymieniono szereg działań mających świadczyć o kryzysie firmy: masowe zwolnienia, likwidację produkcji, sprzedaż majątku, zamykanie sklepów, wypowiadanie umów z dużymi kontrahentami oraz wyprzedaże.

Firma nie przedstawiła w komunikacie dotyczącym obecnej sytuacji szczegółowych informacji na ten temat. Wg. danych z Krajowego Rejestru Sądowego podmiot gospodarczy o numerze KRS 0001005430 złożył stosowny wniosek 30 kwietnia bieżącego roku.

image
Monitoring upadłości i restrukturyzacji

Jeżeli postępowanie upadłościowe rzeczywiście zostało wszczęte, dalsze losy przedsiębiorstwa zależałyby m.in. od decyzji sądu, sytuacji majątkowej spółki oraz sposobu zabezpieczenia interesów wierzycieli. Nie oznaczałoby to automatycznie, że sama marka Organique musi zniknąć z rynku. W postępowaniach dotyczących przedsiębiorstw możliwe są różne scenariusze, w tym sprzedaż części aktywów lub praw do marki.

Pracownicy zgłaszają problemy z wypłatami

Jednym z najpoważniejszych wątków pojawiających się w publicznych komentarzach są zaległości wobec pracowników. Wpisy z 2026 r. dotyczą m.in. niewypłaconych wynagrodzeń, odpraw oraz ekwiwalentów za niewykorzystany urlop.

W komentarzu z 13 lipca 2026 r. osoba przedstawiająca się jako były pracownik opisywała, że 30 czerwca pracownicy mieli otrzymać wiadomość o wysłaniu wypowiedzeń, a od 1 lipca przestać świadczyć pracę. Według tej relacji za czerwiec wypłacono około 2 tys. zł, przy czym pracownicy mieli zostać poinformowani, że firma nie wypłaci większej kwoty z powodu braku środków.

W tym samym komentarzu wskazano na brak wypłaty odpraw i ekwiwalentów za urlop oraz problemy z otrzymaniem świadectw pracy. Są to jednak relacje pracowników, a nie oficjalne stanowisko przedsiębiorstwa.

Jeszcze wcześniej, 21 maja 2026 r., były pracownik zarzucał firmie brak wypłaty należnych świadczeń i brak odpowiedzi na wezwania dotyczące zaległości. Z kolei komentarz z 16 lipca 2026 r. dotyczył niewypłaconych pieniędzy za wykonaną pracę oraz braku kontaktu ze strony przedsiębiorstwa.

Najświeższa z przytoczonych wypowiedzi pochodzi z 12 sierpnia 2026 r. Jej autor, przedstawiający się jako były pracownik, twierdzi, że do Państwowej Inspekcji Pracy miało trafić wiele skarg, a przeprowadzenie kontroli miało być utrudniane przez zarząd. Również ta informacja wymaga potwierdzenia w oficjalnych źródłach.

Koniec marki czy zmiana właściciela?

Obecna sytuacja Organique pozostawia kilka kluczowych pytań dotyczących przyszłości przedsiębiorstwa i samej marki. Nie wiadomo, czy zakończenie działalności operacyjnej będzie oznaczało likwidację marki, czy też prawa do niej mogą zostać zaoferowane potencjalnemu inwestorowi.

image

Koniec polskiej marki Organique. Po 27 latach producent kosmetyków zamyka działalność

Istotne znaczenie może mieć również majątek przedsiębiorstwa. W relacjach pracowników pojawiają się informacje o sprzedaży wyposażenia produkcyjnego oraz nieruchomości związanych z działalnością firmy, w tym zakładu w Obornikach i magazynu w Szewcach. Nie zostało jednak oficjalnie potwierdzone, jaki jest obecnie status tych aktywów.

Historia Organique pokazuje jednocześnie, jak zmienił się polski rynek kosmetyczny w ciągu ostatnich 27 lat. Marka zaczynała w 2000 r., gdy segment kosmetyków naturalnych był znacznie mniejszy niż obecnie, i przez lata budowała rozpoznawalność w oparciu o własne produkty, sklepy oraz ofertę dla sektora SPA.

Teraz działalność sprzedażowa została wstrzymana, a firma zapowiada oficjalne stanowisko. Do czasu jego publikacji przyczyny zakończenia działalności, skala zobowiązań oraz dalsze losy Organique pozostają niejasne. Z punktu widzenia rynku kosmetycznego będzie to istotny przypadek zarówno ze względu na 27-letnią historię marki, jak i skalę zmian, które według relacji pracowników miały poprzedzić obecny kryzys. 

Redakcja zwróciła się do Tomasza Czarskiego z prośbą o komentarz, nie został on jednak udzielony do momentu publikacji tekstu.

ZOBACZ KOMENTARZE (0)
16. sierpień 2026 04:34