StoryEditor
Producenci
23.03.2021 00:00

Jarosław Cybulski, Janda: Natürikké wyrośnie na dużą markę

– Marka Natürikké pojawiła się na półkach w czasie pełnego lockdown-u. Myślałem wtedy, że nie mogło być gorszego terminu. Nowa marka i brak możliwości jej pełnego wsparcia marketingowego to słabe połączenie. A jednak sprzedaż od samego początku wspięła się powyżej średniej w kategorii. Już teraz widać, że Natürikké wyrośnie na dużą markę – mówi Jarosław Cybulski, prezes firmy Janda o ekologicznej marce, której rynkowy start przypadł na środek kryzysu. – W tym roku pojawią się dwie kolejne linie w kategorii pielęgnacji twarzy, a rok 2022 będzie jeszcze bardziej obfity w nowości – zapowiada.

Ostatnie tygodnie to wysyp raportów agencji badawczych na temat rynku kosmetycznego. Takie jak Nielsen czy Euromonitor mówią o spadkach w segmencie kosmetycznym. Czy faktycznie był to tak ciężki rok? Z jakim wynikiem skończyła go Państwa firma i czy to, że jesteście niewielkim przedsiębiorstwem było atutem czy przeszkodą w tej niecodziennej rzeczywistości?

Rok 2020 był szalenie nerwowy, a ogromna niepewność będzie nam towarzyszyć również w 2021.

W małych firmach proces zarządzania kosztami jest dużo prostszy. Nie zazdroszczę swoim kolegom z dużych firm. Zarządzanie kryzysowe w tym przypadku jest dużo bardziej skomplikowane, choć, czy duża, czy mała firma, każda ustawia swój poziom kosztów do generowanej marży ze sprzedaży.

Gdyby spojrzeć z boku na nasze wyniki to w zasadzie nie widać, aby coś się wydarzyło. Sprzedaż pozostała na tym samym poziomie, choć koszty działalności wzrosły z powodu wysokiej inflacji. Gdyby podczas lockdown-u, ktoś mi powiedział, że tak zakończymy rok to zapewne spałbym znacznie lepiej. Nasze produkty do pielęgnacji twarzy wykazały się ogromną stabilnością sprzedaży i odpornością na zawirowania rynkowe, choć produkty do makijażu przeżyły ogromny kryzys, chyba jak w każdej firmie. Nasza sprzedaż internetowa, podobnie jak u innych graczy na rynku, bardzo wzrosła i to było główne źródło pewnej rekompensaty.

Prognozy agencji badawczych mówią o tym, że rynek kosmetyczny polski, tak samo jak światowy, czeka odbicie. Ale to jednak tylko prognozy. Czy na tym etapie można w ogóle robić jakieś założenia dotyczące tego, jaka będzie koniunktura?

Byłbym bardzo ostrożny jeśli chodzi o cudowne odbicia. Co prawda społeczeństwo przyzwyczaiło się do pandemii, a program szczepień będzie się rozwijać coraz szybciej, ale jak wskazuje wielu ekonomistów, firmy zaczną już niedługo spłacać część subwencji, które otrzymały w ramach tarczy antykryzysowych. Wszyscy wiemy czym może to się skończyć. Wzrostem bezrobocia. Nasz rynek wewnętrzny jest szczególnie istotny dla naszej branży. Mam nadzieję, że rządzący znajdą na to rozwiązanie. Wtedy stałbym się większym optymistą.

Kolejne dane z badań: dyskonty doganiają drogerie w sprzedaży kosmetyków. Czy to oznacza, że dla konsumentów różnorodność, wybór, atmosfera zakupów nie są już tak ważne? Bardziej liczy się to, że zrobią zakupy w jednym miejscu i że zapłacą za nie jak najmniej?

To co się dzieje jest naturalną konsekwencją pandemii. Duża część społeczeństwa najzwyczajniej boi się zakażeń i stara się ograniczyć do minimum swoje wizyty w punktach handlowych. Jeśli ktoś robi zakupy żywności to kupi przy okazji kosmetyki, jakiekolwiek, aby tylko zredukować liczbę sklepów do których misi się udawać. Inną sprawą jest strach przed utratą pracy i środków do życia. Ludzie po prostu starają się kupować jak najtaniej, aby zabezpieczyć się na wszelki wypadek. Jeśli chodzi o nasze marki, wydaje mi się, że nie mieszczą się one w strategii dyskontów.

Jeszcze szybciej niż w przypadku dyskontów rośnie dynamika sprzedaży kosmetyków w internecie. Kiedy posłuchamy praktyków, oni mówią: receptą jest omnichannel, połączenie sprzedaży online i offline. Czy zgadza się Pan z tym stwierdzeniem?

Zdecydowanie się zgadzam. Sklepy jeszcze nigdzie na świecie nie zniknęły i nie znikną, ale nastąpi rozwój technologii cyfrowej, która w coraz większym stopniu będzie ułatwiać życie konsumentom. Dla dużych firm online to wciąż dodatkowy, relatywnie niewielki kanał, który co prawda rośnie dynamicznie, ale nie zastąpi kanału stacjonarnego. Dla nas sprzedaż internetowa jest ważna i zawsze traktowaliśmy ją poważnie.

Jak marka Janda, specjalizująca się w kosmetykach pielęgnacyjnych, poradziła sobie na rynku w ostatnim roku?

Nasze produkty poradziły sobie znakomicie. Sami jesteśmy zaskoczeni tym, jak silną marką jest Janda. Niestety wiele nowych wdrożeń, w które mocno zainwestowaliśmy, nie pojawiło się na rynku z powodu zawirowań pandemicznych. To duża strata dla firmy, aczkolwiek wszyscy jesteśmy w takiej samej sytuacji.

A jednak w ubiegłym roku zdecydowaliście się na wprowadzenie na rynek zupełnie nowej marki kosmetyków naturalnych I’m Natürikké. Czy była to decyzja spowodowana tym, że Państwa najważniejszy partner handlowy – sieć Rossmann – tak odważnie i zdecydowanie postawił właśnie na produkty naturalne i postanowił, jako lider rynkowy, również sam kreować trendy?

Decyzja o rozpoczęciu prac nad nową marką zapadła w 2017 roku, a prace pełną parą ruszyły w 2018 roku. Jest to marka zaprojektowana od podstaw. Od konstrukcji nowych form na własny słoiczek i inne opakowania, po stworzenie własnych oryginalnych receptur i koncepcji. Długo trwały prace nad badaniem skuteczności produktów, gdyż chcieliśmy udowodnić, iż produkty naturalne mogą dorównywać swym działaniem tym najbardziej zaawansowanym technologicznie. Wymagało to od nas nawiązania współpracy z wieloma nowymi światowymi firmami specjalizującymi się w produkcji naturalnych składników. Tak więc nie była to decyzja ad hoc, a dużo wcześniej zaplanowana strategia naszej spółki.

Czy gdyby Pan mógł przełożyć premierę I’m Natürikké, zrobiłby Pan to? Ma Pan ogromne doświadczenie w zarządzaniu markami kosmetycznymi, we wdrożeniach. Co tym razem trzeba było zrobić inaczej? Co wymagało największego wysiłku? I czy było to związane z pandemią, czy raczej ze specyfiką marki naturalnej?

Pandemia zbiegła się w czasie z terminem wprowadzenia Natürikké na rynek. W zasadzie marka pojawiła się na półkach w czasie pełnego lockdown-u. Myślałem wtedy, że nie mogło być gorszego terminu. Nowa marka i brak możliwości jej pełnego wsparcia marketingowego to słabe połączenie. Wszystkie firmy patrzyły w przyszłość z dużą niepewnością, nikt nie wiedział co się wydarzy i jak to wszystko wpłynie na sprzedaż i kondycję firm. Gdybym mógł przewidzieć przyszłość, zdroworozsądkowo i w trosce o swoją firmę, zaplanowałbym wdrożenie po pandemii. Ale nikt tego co się stało przewidzieć nie mógł. Z drugiej strony cała nasza branża, wszystkie firmy, były i są dokładnie w takiej samej sytuacji. Po prostu musimy konkurować w innych, niezwykle trudnych okolicznościach i ekspresowo dostosowaliśmy się do tych warunków. Zrobiliśmy chyba to samo co większość graczy… z większą ostrożnością niż kiedykolwiek zaplanowaliśmy wydatki inwestycyjne.

Od premiery I’m Natürikké w maju minie rok. Czy osiągnęliście Państwo to, co zakładaliście wprowadzając ją na rynek?

Pojawia się nowa, zupełnie nieznana marka w środku lockdown-u z wstrzymanym budżetem marketingowym. Na co można było liczyć? A jednak już przy samym starcie produkty zostały bardzo ciepło przyjęte, a sprzedaż od samego początku wspięła się powyżej średniej w kategorii.

Zostaliśmy zalani niezwykle pozytywnymi opiniami. Klientki są bardzo zainteresowane produktami i dobrze oceniają to, co marka proponuje. Rotacja marki w sklepach systematycznie rośnie. Choć opóźniliśmy nasze nowe wdrożenia ze względu na zamieszanie na rynku, to już w kwietniu pojawią się nowe produkty, ruszymy też z nowymi działaniami marketingowymi. Już teraz widać, że Natürikké wyrośnie na dużą markę.

Jakie są dalsze plany wobec portfolio Natürikké, a także rozwoju kanałów sprzedaży?

W tym roku pojawią się dwie kolejne linie w kategorii pielęgnacji twarzy, a rok 2022 będzie jeszcze bardziej obfity w nowości. Markę Natürikké czeka kilka lat bardzo dynamicznego rozwoju w kanale drogeryjnym. To co nas zaskoczyło, to duże zainteresowanie marką na rynkach zagranicznych, choć nie mieliśmy jeszcze okazji zaprezentować jej na międzynarodowych targach z powodu ograniczeń. Obecnie uruchamiamy naszych przedstawicieli we wszystkich krajach nordyckich i w Hiszpanii.

Jakie są Pana spostrzeżenia na temat segmentu eko po tym roku? Wiele mówi się o zjawisku greenwashingu, które zmusza marki naprawdę naturalne do tego, by mierzyły się w nierównej walce z tymi, które takie udają. Na ile istotny jest to problem? I czy są w stanie rozwiązać go sami detaliści, którzy będą żądać potwierdzenia naturalności w certyfikatach?

Konkurowanie na naszym, jak i na każdym innym rynku, zawsze będzie nierówne. Firmy dysponują różnymi zasobami, możliwościami i spojrzeniem na biznes. Zawsze będą istnieć firmy niezwykle oryginalne w tym co robią i takie, które działają na pograniczu pewnych zasad. Jest również wiele wizji na to, jak daną markę prowadzić. Dla jednych naśladownictwo to sposób na sukces, dla innych promowanie własnych idei to sens prowadzenia biznesu. Szczęśliwie świat się zmienia. Konsument jest coraz bardziej świadomy, wyedukowany, informacje są coraz łatwiej dostępne. Porównując lata 90. i obecne, widzę bardzo duży postęp dzięki nowym regulacjom i pracy Polskiego Związku Przemysłu Kosmetycznego. Działania mało etyczne są zawsze bardzo uciążliwe i dla wielu frustrujące, jednak na wiele spraw nie mamy wpływu. Detaliści mają ogromną moc sprawczą. Z pewnością mogliby dużo zmienić.

Moją uwagę zwróciła sentencja Pani Krystyny Jandy, która firmuje markę Janda: „Kobiety nie są naiwne. Szczególnie kobiety dojrzałe. Wiele już w życiu przeszły, wiele kosmetyków wypróbowały. Dlatego deklarujemy tylko to co jest wymierne. Realne do uzyskania. Po prostu”. Czy to faktycznie wystarczy, czy dla konsumentek liczy się uczciwość, szczerość deklaracji?

Nie zastanawiamy się nad tym, czy to wystarczy. Przyjęliśmy pewne zasady, w które wierzymy i trzymamy się ich konsekwentnie. Markę buduje się latami. Jest to długotrwały proces, na który wszyscy zgodziliśmy się wewnętrznie. Jeśli na żadnym etapie rozwoju nie zawiedziemy naszych klientów to wierzę, że będzie to docenione i stworzy solidne fundamenty na przyszłość.

Jeśli zapytamy kogokolwiek, czy uczciwość i szczerość deklaracji jest ważna, to zapewne każdy odpowie, że tak. Problem w tym, że nie każdy potrafi dokonać prawidłowej weryfikacji.

Konsumentki są jednak bardziej świadome, odporniejsze na reklamę i odważne obietnice. Jest to coraz szersza grupa. Z wiekiem nabywa się więcej doświadczeń i ma się bardziej sprecyzowane oczekiwania wobec produktu. Myślę, że prawidłowo odczytujemy te oczekiwania.

Janda i I’m Natürikké to tak różne marki, że nie wiem, czy można je ze sobą zestawiać, ale ciekawa jestem, która z nich sprzedaje się obecnie lepiej? Czy kosmetyki naturalne, choć to tak silny trend, są jednak nadal niszą, czy może już nie – ta otoczka eko działa na klientki jak wabik?

Rzeczywiście trudno jest porównywać obie marki. Janda ma już ugruntowaną i stabilną pozycję wraz z bardzo bogatą ofertą produktową w kategorii pielęgnacji twarzy i zbudowaną dystrybucją. Natürikké to na dzień dzisiejszy dwie linie produktowe i dwie kolejne w drodze. Jeśli jednak porównamy rotację produktów na pojedynczy sklep, to zobaczymy, że wyniki sprzedaży obu marek są porównywalne.

W ubiegłym roku wspominał Pan w wywiadach, że pracujecie Państwo nad kolejną marką i że chcecie być firmą wielobrandową. Czego możemy się więc spodziewać w tym obszarze?

Faktycznie pracujemy już nad nowymi projektami. Cały mój zespół wywodzi się ze szkoły nordyckiej więc zanim coś wdrożymy bardzo długo nad tym pracujemy. Nasze nowe projekty planowane są na 2023/2024 rok. Dla nas to bardzo niedługo. Jednak nie na tyle, abym mógł podać szczegóły.

Na koniec zostawiłam pytanie o przyszłość polskiego rynku kosmetycznego. Ostatnie miesiące przyniosły nam informacje o wejściu funduszy inwestycyjnych do kolejnych polskich firm i przejęciu w nich większościowych udziałów. Czy Pana zdaniem zaczyna spełniać się scenariusz, który zakładał, że zachodnie koncerny będą przejmować rękami funduszy cenne polskie firmy, gdy zabraknie w nich sukcesji lub gdy rynek stanie się dla nich za trudny?

Rynek kosmetyczny jest atrakcyjnym segmentem dla funduszy inwestycyjnych, a czas na znalezienie potencjalnej marki gotowej na rozmowy jest bardzo sprzyjający. W Polsce dokonuje się właśnie zmiana pokoleniowa. Wielu właścicieli firm przygotowało się na ten czas i z powodzeniem wykształciło swoich sukcesorów, ale są zapewne i tacy, którym z różnych względów nie udało się tego zrobić i to oni na dzień dzisiejszy są dobrymi partnerami do rozmów z funduszami lub innymi firmami branżowymi. Inną kwestią są zmiany jakie dokonują się na rynku. Wydaje się, że bardzo duże podmioty mają przewagę, ale również małe firmy z pewnych względów mogą z sukcesem funkcjonować na rynku. Z ekonomicznego punktu widzenia firmy średniej wielkości mają największe dylematy. Świat jak na razie idzie w kierunku konsolidacji, raz szybciej, raz wolniej, pandemia bez wątpienia sprzyja temu procesowi. Rynek zachodni również był na tym etapie co nasz i przeżył wiele przejęć. Wiele lat temu w obrębie koncernu, w którym pracowałem, przejmowałem rodzinne firmy w Europie. Powody sprzedaży firm były podobne jak u nas, w Polsce. Brak sukcesji i wiary w dalszy rozwój, lub obawy przed dużymi inwestycjami.

Bozena Graczyk
ZOBACZ KOMENTARZE (0)
StoryEditor
Producenci
20.08.2026 15:21
Beauty wysyła sprzeczne sygnały. Co mówią o kondycji branży wyniki gigantów i jakie są wnioski dla polskiej półki? [ANALIZA WK]
L‘Oréal został uznany za najpopularniejszą markę kosmetyczną w Azji, Europie i Ameryce Południowej.fot. Shutterstock

Rekordowy wzrost sprzedaży ilościowej Unilevera i rekordowa marża L’Oréal potwierdzają odporność branży kosmetycznej. Nie jest to jednak boom, z którego korzystają wszyscy. Nivea notuje spadki, Coty dopiero wchodzi w fazę stabilizacji, a w makijażu konsumenci i sieci handlowe coraz ostrzej selekcjonują produkty. Wyniki największych koncernów pokazują, że o wzroście nie decyduje już prosty podział na segment premium i masowy. Wygrywają marki, które potrafią uzasadnić cenę produktu – innowacją, skutecznością, jakością albo siłą bestsellerów.

Wyniki opublikowane przez największe koncerny kosmetyczne po pierwszej połowie 2026 roku wysyłają pozornie sprzeczne sygnały. Z jednej strony L’Oréal, Unilever, Henkel i Estée Lauder pokazują rosnącą sprzedaż w kluczowych kategoriach. Z drugiej – Nivea mierzy się z wyraźnym spadkiem, Coty pozostaje poniżej dynamiki rynku, a część segmentów codziennej pielęgnacji i makijażu odczuwa większą ostrożność konsumentów.

Wspólny mianownik jest jednak czytelny: beauty pozostaje kategorią odporną, ale pieniądze konsumentów płyną coraz bardziej selektywnie. Wzrost koncentruje się wokół innowacji, marek eksperckich, produktów premiumizowanych oraz tzw. hero products, czyli sprawdzonych bestsellerów, na których producenci skupiają marketing i dystrybucję.

– Wzrost napędzały dwa główne silniki: konsekwentna realizacja strategii innowacji oraz rozwój e-commerce, najdynamiczniejszego kanału w branży – podsumował wyniki Nicolas Hieronimus, CEO L’Oréal.

Włosy, dermokosmetyki i zapachy ciągną rynek

Z wyników największych grup wyłaniają się trzy szczególnie mocne kategorie: pielęgnacja włosów, dermokosmetyki oraz zapachy. Każda odpowiada na nieco inną potrzebę konsumenta, ale wszystkie pozwalają markom przekonująco uzasadnić wyższą cenę.

Pielęgnacja włosów: premiumizacja wychodzi poza salon

Haircare jest obecnie jednym z najbardziej konsekwentnych motorów wzrostu branży. L’Oréal podał dwucyfrowy wzrost tej kategorii w dziale Consumer Products. Jednocześnie segment Professional Products zwiększył sprzedaż o 11,6 proc., korzystając z rosnącego zainteresowania profesjonalną i premiumizowaną pielęgnacją włosów.

Dobrze radzą sobie zarówno marki salonowe, takie jak Kérastase i Redken, jak i produkty rynku masowego, w tym linie L’Oréal Paris Elvive i Garnier Fructis. Pokazuje to, że premiumizacja kategorii nie musi oznaczać wyłącznie przechodzenia konsumenta do najdroższych marek. Może także polegać na kupowaniu bardziej wyspecjalizowanych, droższych produktów w ramach oferty masowej.

Podobną dynamikę widać w Henklu. Segment Hair osiągnął 4,2 proc. organicznego wzrostu i był głównym motorem całego pionu Consumer Brands. Największy wkład miały koloryzacja i stylizacja, a koncern dodatkowo wzmacnia pozycję w profesjonalnej i prestiżowej pielęgnacji włosów poprzez przejęcia Olaplex oraz Not Your Mother’s.

– W Consumer Brands segment Hair kontynuował bardzo silną trajektorię wzrostu – stwierdził Carsten Knobel, CEO Henkel.

W P&G organiczna sprzedaż Beauty wzrosła w czwartym kwartale roku fiskalnego o 4 proc. Pielęgnacja włosów osiągnęła średni jednocyfrowy wzrost, wspierany między innymi przez zwiększenie wolumenów w Europie i regionie Azji i Pacyfiku. Także Unilever korzystał z dobrej dynamiki marek Sunsilk i Dove.

Dermokosmetyki: skuteczność ważniejsza niż tradycyjny podział cenowy

Drugim wyraźnym zwycięzcą są dermokosmetyki. Konsumenci pozostają gotowi płacić więcej za udokumentowaną skuteczność, aktywne składniki, rekomendacje ekspertów i produkty odpowiadające na precyzyjnie nazwane problemy skóry.

Dywizja Dermatological Beauty L’Oréal zwiększyła sprzedaż o 10,6 proc. Dwucyfrowo rosły La Roche-Posay, CeraVe i SkinCeuticals, a dobre wyniki produktów przeciwsłonecznych wspierała premiera CeraVe Sun oraz szerszy wzrost zainteresowania skuteczną ochroną przed promieniowaniem UV.

Podobny kierunek widać w Beiersdorfie. Segment Derma, skupiający między innymi Eucerin i Aquaphor, urósł organicznie o 7,8 proc. Sprzedaż wspierały innowacje składnikowe, w tym Epicelline i Thiamidol, a także ekspansja marek na nowe rynki i do kolejnych kategorii produktowych.

Dermo staje się w ten sposób nie tyle podsegmentem tradycyjnej pielęgnacji, ile jednym z głównych obszarów wzrostu całego rynku. Jego przewagą jest połączenie wartości premium z łatwą do zakomunikowania obietnicą skuteczności.

Zapachy: odporny luksus i siła marek modowych

Trzecią kategorią są zapachy, które nadal pełnią funkcję dostępnego luksusu. W Estée Lauder Companies ich sprzedaż organiczna wzrosła w całym roku fiskalnym o 10 proc. Za wzrost odpowiadały przede wszystkim luksusowe marki Le Labo, Tom Ford i Kilian Paris.

Zapachy rosły dwucyfrowo również w L’Oréal Luxe, napędzane przez takie marki i linie jak Prada, Yves Saint Laurent, Valentino oraz Emporio Armani. Koncern dodatkowo wzmacnia ten obszar poprzez aktywa Kering Beauté i przejęcie licencji Gucci Beauty, która ma trafić do L’Oréal w lipcu 2027 roku.

image

Przetasowanie na rynku dóbr luksusowych. L’Oréal za 400 mln dol. przejmuje Gucci Beauty od Coty już w 2027 r.

Wyniki potwierdzają, że w niepewnym otoczeniu konsumenci nie rezygnują całkowicie z luksusu. Są jednak bardziej skłonni wybierać produkty rozpoznawalne, emocjonalne i posiadające silną historię marki.

Rynek masowy nie przegrywa. Musi jednak dostarczać wartość

Dobre wyniki segmentów premium nie oznaczają, że rynek masowy pozostaje skazany na stagnację. Najlepszym przykładem jest Unilever, który w drugim kwartale osiągnął 5,5-procentowy wzrost wolumenu – najwyższy od ponad dekady. Bazowa sprzedaż segmentu Beauty & Wellbeing wzrosła w pierwszym półroczu o 5,9 proc., a Personal Care o 4,8 proc.

– Osiągnęliśmy mocny, napędzany wolumenem wynik, a drugi kwartał był dla Unilevera najlepszym kwartałem wolumenowym od ponad dekady – powiedział Fernando Fernandez, CEO Unilever.

Wzrost wspierały zarówno marki dostępne cenowo, takie jak Dove, Sunsilk i Vaseline, jak i produkty premiumizowane wprowadzane pod znanymi markami masowymi. To ważne rozróżnienie: rynek nie dzieli się dziś wyłącznie na rosnące premium i słabnący mass market. Rosną te produkty masowe, które oferują innowację, atrakcyjne doświadczenie użycia albo bardzo czytelny stosunek jakości do ceny.

W P&G Beauty również okazało się najsilniejszym segmentem w czwartym kwartale. Organiczna sprzedaż całej grupy pozostała bez zmian, podczas gdy Beauty urosło o 4 proc. Wzrost pochodził przede wszystkim z haircare i personal care. Pielęgnacja skóry pozostała natomiast na poziomie zbliżonym do ubiegłorocznego: dobre wyniki superpremiumowej marki SK-II zostały zrównoważone przez spadek wolumenów w Chinach.

Marże, koszty, promocja marek a walka o konsumenta

W wynikach koncernów widać również zmianę modelu zarządzania kosztami. Największe firmy nie rezygnują z inwestycji w reklamę, innowacje i pozyskiwanie konsumentów. Oszczędności szukają przede wszystkim w administracji, strukturach organizacyjnych, łańcuchach dostaw i nadmiernie rozbudowanym portfolio.

L’Oréal osiągnął rekordową dla pierwszego półrocza marżę operacyjną w wysokości 21,3 proc. Koszty sprzedaży i administracji zmniejszyły się w relacji do przychodów, natomiast wydatki reklamowe i promocyjne wzrosły.

Jak podkreślił Nicolas Hieronimus: koncentracja na kontroli kosztów pozwoliła grupie zwiększyć środki przeznaczone na rozwój marek.

Jeszcze wyraźniej mechanizm ten widać w Estée Lauder Companies. Grupa wróciła do wzrostu: raportowana sprzedaż zwiększyła się w roku fiskalnym o 5 proc., a organiczna o 3 proc. Jednocześnie skorygowana marża operacyjna poprawiła się o 3,2 pkt proc., do 11,2 proc. Firma zwiększyła inwestycje skierowane do konsumentów o 7 proc., finansując je między innymi efektami programu restrukturyzacji.

– Przywróciliśmy wzrost: sprzedaż organiczna zwiększyła się o 3 proc., a poprawa objęła szerokie portfolio marek – powiedział Stéphane de La Faverie, prezes i CEO Estée Lauder Companies.

Program naprawy rentowności Estée Lauder zakłada redukcję od 5,8 tys. do 7 tys. stanowisk netto. Łącznie z eliminacją części nieobsadzonych etatów zmiany mają objąć około 10 tys. stanowisk. Docelowe roczne korzyści brutto z programu mają sięgnąć około 1,2 mld dolarów.

Podobny kierunek obrało Coty. Spółka upraszcza kalendarz innowacji i liczbę SKU w makijażu, przenosząc środki na mniejszą liczbę premier o większym potencjale oraz na sprawdzone hero products. To sygnał istotny również dla handlu: szerokość portfolio przestaje być wartością samą w sobie, jeśli nie przekłada się na rotację.

Nivea: spadek sprzedaży nie oznacza załamania popytu

Wyniki Beiersdorfu pokazują „dwie prędkości” kosmetycznego portfolio. Podczas gdy Derma urosła o 7,8 proc., sprzedaż Nivei spadła organicznie o 6,8 proc. w pierwszym półroczu.

Firma tłumaczyła ten wynik między innymi konfliktami z partnerami handlowymi, redukcją zapasów w handlu, przesunięciami premier oraz późniejszym rozpoczęciem sezonu produktów przeciwsłonecznych w Europie. Czynniki te uderzyły przede wszystkim w sell-in, czyli dostawy do handlu. Sprzedaż do konsumentów końcowych pozostała natomiast na plusie.

Nie oznacza to, że problemy Nivei można sprowadzić wyłącznie do technicznych przesunięć. Beiersdorf przyznał, że podstawowe portfolio marki nadal mierzy się z wyzwaniami, a dotychczasowe działania przyniosły zbyt punktowe efekty, aby poprawić wyniki globalne.

Podejmujemy bardziej zdecydowane działania, aby przywrócić Niveę na ścieżkę wzrostu, wdrażając 18-miesięczny plan naprawczy – zapowiedział Vincent Warnery, CEO Beiersdorf.

Plan ma objąć innowacje we wszystkich kategoriach, zwiększenie dostępności marki i mocniejsze dostosowanie produktów do lokalnych potrzeb. W drugim półroczu Beiersdorf zamierza zwiększyć wydatki mediowe na Niveę o 100 mln euro.

Coty wychodzi z dołka? Na razie widać pierwsze oznaki stabilizacji

W przypadku Coty określenie „wyjście z dołka” byłoby nadal przedwczesne. W czwartym kwartale spółka wróciła do raportowanego wzrostu sprzedaży na poziomie 1 proc., a spadek LFL wyhamował do 1 proc. Był to wynik lepszy od oczekiwań i wyraźnie lepszy niż w poprzednich kwartałach.

W całym roku fiskalnym sprzedaż Coty spadła jednak o 5 proc. w ujęciu porównywalnych placówek wzrosła o 1 proc Segment Prestige zmniejszył się o 4 proc., a Consumer Beauty o 7 proc. Zarząd przyznaje także, że sell-out obu dywizji nadal rośnie wolniej niż rynek.

– Wyniki czwartego kwartału dają pierwsze oznaki stabilizacji, chociaż proces odbudowy nie będzie przebiegał liniowo – ocenił Markus Strobel, executive chairman i tymczasowy CEO Coty.

Coty nazywa rok fiskalny 2027 okresem przejściowym. Spółka upraszcza portfolio, ogranicza koszty stałe i przygotowuje się do wcześniejszego zwrotu licencji Gucci Beauty. Jednocześnie chce zwiększyć wsparcie kluczowych marek i poprawić ich widoczność nie tylko w tradycyjnych kanałach cyfrowych, lecz także w rekomendacjach generowanych przez platformy AI.

To ważny sygnał dla całej branży: walka o konsumenta rozszerza się z półki sklepowej, wyszukiwarki i mediów społecznościowych na odpowiedzi generowane przez sztuczną inteligencję.

Polska wśród najmocniejszych rynków L’Oréal

Polska została wprost wyróżniona przez L’Oréal jako jeden z europejskich rynków o szczególnie dobrych wynikach, obok Hiszpanii i Portugalii. W Europie koncern zwiększył sprzedaż porównywalną o 6,1 proc., a wzrost obejmował wszystkie dywizje.

Dla polskiego handlu istotne jest to, że europejską sprzedaż L’Oréal napędzały między innymi pielęgnacja włosów i makijaż w segmencie Consumer Products, zapachy w Luxe oraz dermokosmetyki. Są to kategorie mające dużą reprezentację w polskich drogeriach, perfumeriach i aptekach.

Inny sygnał płynie z Coty, którego sprzedaż w regionie EMEA pozostawała pod presją, w tym na rynkach Europy Środkowo-Wschodniej. Pokazuje to, że dobra kondycja polskiego rynku nie gwarantuje automatycznego wzrostu wszystkim dostawcom. Coraz większe znaczenie mają atrakcyjność konkretnych marek, jakość innowacji, polityka cenowa, dostępność produktu i siła wsparcia marketingowego.

Wnioski dla polskich drogerii i dostawców

1. Półka haircare wymaga nowej segmentacji

Tradycyjny podział według ceny i podstawowej funkcji produktu przestaje odpowiadać sposobowi, w jaki rozwija się kategoria. Oferta powinna wyraźniej eksponować takie potrzeby jak odbudowa włosów, pielęgnacja skóry głowy, ochrona koloru, przeciwdziałanie wypadaniu czy efekty inspirowane profesjonalnymi zabiegami.

Mass market, premium i professional coraz częściej tworzą jeden ekosystem konkurujących ze sobą rozwiązań. Dla klienta ważniejszy od formalnego segmentu staje się obiecywany efekt.

2. Dermo i SPF stają się kategoriami całorocznymi

Sukces L’Oréal Dermatological Beauty oraz marek Eucerin i Aquaphor wskazuje, że dermokosmetyki powinny być traktowane jako jedna z podstawowych części oferty pielęgnacyjnej, a nie specjalistyczna nisza.

Podobnie zmienia się rola ochrony przeciwsłonecznej. SPF coraz mocniej łączy się z codzienną pielęgnacją, profilaktyką przebarwień i healthy aging. O sprzedaży decydują jednak nie tylko produkty, lecz również edukacja, rekomendacje ekspertów i czytelna komunikacja skuteczności.

3. Makijaż czeka dalsza selekcja 

Wzrost w kosmetykach kolorowych jest wybiórczy. Dobrze radzą sobie konkretne marki i innowacje, między innymi Maybelline, NYX Professional Makeup oraz M·A·C, ale część biznesu makijażowego Coty i Estée Lauder pozostaje pod presją.

Dla sieci oznacza to konieczność szybszego analizowania rotacji, ograniczania martwych indeksów i kierowania większego wsparcia do bestsellerów. Taką samą drogą idą sami producenci, upraszczając portfolio i koncentrując inwestycje na mniejszej liczbie premier.

4. Prawidłowe czytanie danych

Spadek dostaw do sklepu nie zawsze oznacza kryzys danej marki. Przykład Nivea udowadnia, że spadki w zamówieniach mogą wynikać z polityki magazynowej sieci handlowych, podczas gdy popyt rynkowy (sell-out) pozostaje dodatni

Komentarz Wiadomości Kosmetycznych:

Anita Leowska-Skiba, redaktor prowadząca: Beauty pozostaje odporne, ale coraz bardziej selektywne

Wyniki największych koncernów nie potwierdzają prostego scenariusza, w którym premium rośnie, a rynek masowy traci. Luksusowe zapachy, profesjonalna pielęgnacja włosów i dermokosmetyki rzeczywiście należą do najmocniejszych segmentów, ale równie dobre wyniki osiągają dostępne cenowo marki Dove, Sunsilk czy Vaseline.

Granica przebiega gdzie indziej: między produktami, które dają konsumentowi wyraźny powód do zakupu, a ofertą pozbawioną czytelnej przewagi. W warunkach utrzymującej się presji na domowe budżety konsumenci nie przestają kupować kosmetyków. Dokładniej wybierają jednak marki, produkty i okazje zakupowe.

Najwięksi producenci odpowiadają na tę zmianę w podobny sposób: ograniczają koszty zaplecza, upraszczają portfolio, inwestują w innowacje i przesuwają większe środki na k

omunikację z konsumentem. W 2026 roku wzrost w beauty pozostaje osiągalny – ale nie jest już rozdzielany równo.

 

* Materiał opracowano na podstawie wyników L’Oréal, Unilever, Henkel i Beiersdorf za pierwsze półrocze 2026 roku oraz wyników P&G, Estée Lauder Companies i Coty za rok fiskalny zakończony 30 czerwca 2026 roku. Dane poszczególnych koncernów obejmują różne okresy sprawozdawcze i nie powinny być porównywane bezpośrednio jako identyczne okresy kalendarzowe. Cytaty zostały przetłumaczone z języka angielskiego przez redakcję.

ZOBACZ KOMENTARZE (0)
StoryEditor
Producenci
20.08.2026 12:50
Inglot dołącza do Too Good To Go. Kosmetyki trafiły do Paczek Niespodzianek
Inglot w Too Good To Go. Kosmetyki w Paczkach NiespodziankachInglot

Too Good To Go rozszerza swoją ofertę o kosmetyki. Do aplikacji trafiły Paczki Niespodzianki przygotowane przez polską markę Inglot. W zestawach znajdują się m.in. końcówki kolekcji, ostatnie sztuki edycji limitowanych oraz produkty z uszkodzonymi opakowaniami. Ceny pakietów zaczynają się od 59,90 złotych.

W tym artykule przeczytasz:

  • Inglot sprzedaje kosmetyki w Paczkach Niespodziankach
  • Co znajdzie się w paczkach Inglota?
  • Nie tylko żywność trafia do Too Good To Go
  • Inglot stawia na własną produkcję

Too Good To Go kojarzy się przede wszystkim z ratowaniem niesprzedanej żywności. Model aplikacji, w którym użytkownicy mogą kupować w niższej cenie produkty, które w przeciwnym razie mogłyby się zmarnować, coraz częściej wychodzi jednak poza gastronomię. Teraz do grona partnerów platformy dołączył Inglot.

W ramach współpracy marka udostępniła w aplikacji Paczki Niespodzianki z kosmetykami do makijażu. Ich zawartość nie jest znana przed zakupem, a poszczególne zestawy mogą różnić się od siebie.

Inglot sprzedaje kosmetyki w Paczkach Niespodziankach

Użytkownicy Too Good To Go mogą znaleźć obecnie dwa rodzaje zestawów przygotowanych przez Inglot. Pierwszy to zestaw do makijażu twarzy, którego cena wynosi 59,90 złotych, przy gwarantowanej wartości produktów na poziomie co najmniej 120 złotych.

Drugi wariant obejmuje kosmetyki do makijażu ust. Kosztuje 69,90 złotych, podczas gdy wartość znajdujących się w nim produktów ma wynosić minimum 140 złotych.

Formuła jest charakterystyczna dla Paczek Niespodzianek Too Good To Go. Klient nie wybiera konkretnych produktów, ale kupuje zestaw o określonej wartości. To jednocześnie element zakupowej niespodzianki i sposób na zagospodarowanie produktów, które niekoniecznie znalazłyby już miejsce w regularnej sprzedaży.

image

Inglot zerwał umowę z dystrybutorem w Hiszpanii, dostawy wstrzymane. Spór o długi i umowę

Co znajdzie się w paczkach Inglota?

Jak wynika z informacji udostępnionych przez markę, w paczkach mogą znaleźć się końcówki kolekcji, ostatnie sztuki produktów z edycji limitowanych oraz kosmetyki, których opakowania mają drobne niedoskonałości.

Nie oznacza to jednak obniżonej jakości samego produktu. Jak podkreśla Inglot, ewentualne mankamenty dotyczą opakowań i nie wpływają na kosmetyk znajdujący się w środku.

To właśnie ten model może być interesujący z punktu widzenia branży kosmetycznej. Produkty wycofywane z regularnej oferty, pojedyncze sztuki czy końcówki serii nie muszą być automatycznie traktowane jako odpad. Mogą znaleźć odbiorców, jeśli zostaną zaoferowane w odpowiednim kanale i cenie.

Nie tylko żywność trafia do Too Good To Go

Wejście Inglot do Too Good To Go pokazuje szerszy kierunek rozwoju modelu, który początkowo był kojarzony niemal wyłącznie z gastronomią. W przypadku kosmetyków mechanizm może działać nieco inaczej niż przy żywności, ale wspólnym mianownikiem pozostaje zagospodarowanie pełnowartościowych produktów, które z różnych powodów nie są już przeznaczone do standardowej sprzedaży.

W branży beauty dotyczy to m.in. produktów sezonowych, limitowanych kolekcji czy pojedynczych sztuk pozostających na magazynie. W przypadku kosmetyków kolorowych problem może być szczególnie widoczny ze względu na częste zmiany kolekcji i dużą liczbę wariantów kolorystycznych.

Dla konsumenta dodatkową zachętą jest cena. W przypadku zestawu do ust za 69,90 złotych deklarowana wartość produktów wynosi minimum 140 złotych. To oznacza, że użytkownik otrzymuje kosmetyki za około połowę ich wartości rynkowej, choć nie ma wpływu na dokładny skład paczki.

image

UOKiK zgodził się na przejęcie Inglot przez Avallon MBO. Fundusz obejmie 51 proc. udziałów

Inglot stawia na własną produkcję

W komunikacji dotyczącej współpracy Inglot zwraca uwagę również na skalę własnej produkcji. Ponad 70 proc. asortymentu marki ma wegańskie formuły, a 95 proc. kosmetyków powstaje w laboratoriach firmy w Przemyślu.

Paczki przygotowane w ramach współpracy z Too Good To Go są dostępne do wyczerpania zapasów. Nie jest to więc stała oferta sprzedażowa, ale dodatkowy kanał dystrybucji produktów, które nie trafiają już do regularnej ekspozycji lub sprzedaży.

 

Aurelia Obrochta
ZOBACZ KOMENTARZE (0)
20. sierpień 2026 19:01