StoryEditor
Producenci
09.03.2020 00:00

NIELSEN [NAJNOWSZE DANE!]: Rynek kosmetyczny o ponad 5 proc. w górę.

Rynek kosmetyczny wzrósł w 2019 r. o 5,3 proc. Największym jego segmentem są kosmetyki do pielęgnacji skóry, a najbardziej dynamiczną kategorią – pielęgnacja twarzy. Bardzo duży wpływ na rozwój rynku mają globalne trendy związane z ekologią i naturalnymi produktami. Coraz większy wpływ na kreowanie tego, co jest modne, będą miały sieci handlowe– prognozują Anna Sawicka, client business partner i Michał Rudecki, cleint director w Nielsen Polska.

Jaka jest obecnie wartość i wielkość rynku kosmetycznego?

MICHAŁ RUDECKI: Rynek kosmetyczny na koniec 2019 r. wart był około 13,2 mld zł, co stanowi prawie połowę całego koszyka chemicznego o wartości  27,1 mld zł.

Na drugą część koszyka chemicznego składają się segmenty chemii domowej o wartości 6,7 mld zł oraz segment artykułów papierowo‑sanitarnych o wartości 7,2 mld zł.

W stosunku do roku 2018, rynek kosmetyczny wzrósł w 2019 r. o 5,3 proc. wartościowo i tempo to jest nieznacznie szybsze niż całego koszyka chemicznego, który wrósł o 5 proc.

Praktycznie za całość wzrostu rynku kosmetycznego odpowiada czynnik cenowy. W tych 5,3 proc.  stanowi 4,7 proc. Natomiast ilościowo jest to zaledwie 0,6 proc.  Wartościowa zmiana nie wynika jedynie z tego, że surowce są droższe i rośnie inflacja, ale też – i wydaje mi się, że to jest głównym powodem – pojawiają się nowe produkty, które są wyznacznikami trendów, albo na nich korzystają. Są to nowości m.in. z grup eko, organic, z reguły droższe. Następuje też premiumizacja rynku kosmetycznego. Konsumenci chętniej sięgają po produkty specjalistyczne, nawet jeśli kosztują one więcej. Przykładem może tu być segment past do zębów z dużą liczbą wariantów premium.

Rozumiem więc, że nie zarabiamy na masowych produktach, tylko na innowacyjnych nowinkach.

MR: Dokładnie tak. Odwrotnie niż w przypadku chemii domowej – tu rynek  rośnie głownie ilościowo.

Które segmenty są dominujące na rynku kosmetycznym?

MR: Czołówka pozostaje niezmienna od kilku lat. Top 5 segmentów kosmetycznych to: pielęgnacja skóry, higiena osobista, pielęgnacja włosów, make-up oraz higiena jamy ustnej.

Ciekawostką jest, że w 2019 r. nastąpiło przetasowanie na rynku i kategoria pielęgnacji skóry zdetronizowała kategorię higieny osobistej, która utrzymywała się na pierwszym miejscu od 2017 r. 

Pielęgnacja skóry  jest obecnie największym segmentem rynku kosmetycznego. Jego wartość szacujemy na 2,8 mld zł. W 2019 r. w porównaniu do 2018 r. wzrost wartościowy tego segmentu wyniósł 8,7 proc., co równa się 224 mln zł i odpowiada za ponad jedną trzecią wzrostu całego rynku kosmetycznego.

Pozostałe segmenty – higiena osobista, pielęgnacja włosów, make-up oraz higiena jamy ustnej – rozwijały się w przedziale 3-5 proc., czyli nieco wolniej niż rynek kosmetyczny.

Zatrzymajmy się przy pielęgnacji włosów. Wydaje się, że tu w ostatnich latach zaczęło się robić interesująco.

Faktycznie ten segment nieznacznie przyspieszył – wzrósł o 5,1 proc. w 2019 r.  w porównaniu do 3,4 proc. w 2018 r. Widać tu tendencje, o których wspomniałem na początku. Rozwija się on głównie dzięki odżywkom do włosów (+12,5 proc.) i specjalistycznym preparatom, takim jak ampułki czy olejki. 

Które segmenty produktów kosmetycznych słabną, a które rosną?

MR: Wzrost obserwujemy w prawie wszystkich kluczowych segmentach, oprócz produktów do golenia – tutaj mamy stagnację. Wydaje się, że jest to związane z modą na zarost. Produktów do golenia konsumenci kupują mniej, natomiast rośnie segment produktów do pielęgnacji brody.

Gdzie występuje największa dynamika?

MR: Procentowo najszybciej rozwija się segment zapachów – jest to wzrost o 12,5 proc. porównując 2019 r. do 2018 r. W 2018 r. vs. 2017 r. było to 7,1 proc. – dynamika więc prawie się podwoiła. Segment ten startuje jednak z niskiej bazy, dlatego obserwowane w nim wzrosty są tak wysokie.

Ciekawe jest to, że segment zapachów damskich był wartościowo większy niż męskich i to właśnie on miał większy wpływ na wzrost całej kategorii. W 2019 r. stało się odwrotnie – dynamika
w zapachach męskich jest wyższa (+14,9 proc.) niż w damskich (+10,4 proc.) i to produkty dla mężczyzn mają większy wkład wartościowy we wzrost segmentu.
Segment zapachów męskich jest już wartościowo zbliżony do segmentu damskiego.

W których obszarach rynku dzieje się więcej – w pielęgnacji, czy w makijażu?  

MR: Zdecydowanie w pielęgnacji. Segment kosmetyków kolorowych rozwija się wolniej niż pielęgnacyjnych . Wzrost wynosi +3,1 proc. Również pojedyncze kategorie produktów do makijażu nie wykazują znaczącej dynamiki, raczej jest ona poniżej średniej całego koszyka kosmetycznego. Wydaje się, że w tym przypadku rynek nieco nasycił się już nowościami.

Pozostając jeszcze przy kosmetykach pielęgnacyjnych, kto tu rządzi?   

MR: Pielęgnacja twarzy. W 2019 r. ta kategoria z dynamiką wartościową +10,4 proc. była odpowiedzialna za nieco ponad trzy czwarte wzrostu całego segmentu produktów do pielęgnacji skóry. Kremy do twarzy wniosły w to największy wkład – odpowiadały za 34 proc. wzrostu całego segmentu pielęgnacji twarzy. Dynamika w tej kategorii dotyczy nie tylko producentów brandowych, ale jest również największa w przypadku marek własnych sieci handlowych, które bardzo rozwinęły się i umocniły na rynku kosmetycznym.

Które segmenty będą  odpowiadały za rozwój rynku kosmetycznego w najbliższych latach?

MR: Stawiałbym właśnie na segment pielęgnacji skóry i kosmetyki, które potrafią się wpisać w aktualne trendy. Na przykładzie kremów do twarzy widać, jak dobrze radzą sobie produkty, w przypadku których umiejętnie została podkreślona ich skuteczność i zawartość składników aktywnych. Mam na myśli wyspecjalizowane, funkcyjne preparaty – odmładzające, wygładzające zmarszczki, liftingujące. Produkty zawierające naturalne składniki  i ekstrakty, np. śluz ślimaka, złoto, algi. Szczególnie śluz ślimaka, choć już znany od lat, stale jest bardzo popularnym składnikiem. Niedawno ze Stanów Zjednoczonych przyszła też do nas moda na konopie indyjskie w kosmetykach.

To także produkty wpisujące się w dominujące trendy, takie jak azjatycka pielęgnacja i oczywiście naturalne – eko i organiczne, helthy, zero waste, wegańskie, free from. Do tego dochodzą nowe trendy, takie jak ochrona przed smogiem. To wszystko się ze sobą przenika.

Myślę też, że wszystkie trendy, które widzimy obserwując rozwój produktów do pielęgnacji twarzy mogą być przenoszone na produkty do pielęgnacji ciała. Obecnie ten segment osiąga wzrost rzędu 5,1 proc. rok do roku, czyli połowę tego, co kosmetyki do pielęgnacji twarzy. Jest tu więc jeszcze niewykorzystany potencjał.

Mówi się, że natura przegrywa z potrzebą zachowania młodości, czyli, że przede wszystkim liczy się gładka cera.

MR: Jedno drugiego nie wyklucza. Kosmetyki przeciwzmarszczkowe również mogą zawierać naturalne składniki. Uważam, że faktycznie producenci będą musieli wziąć pod uwagę dwie bardzo silne tendencje – zwrot ku naturalnym produktom oraz starzejące się społeczeństwo.

ANNA SAWICKA: Nasze badanie poświęcone produktom bio i eko pokazało, że konsumenci uważają, że kosmetyki naturalne są skuteczne, ale w długim okresie stosowania. Przekonanie jest takie: nie dostaniesz natychmiastowego efektu, ale w dłuższej perspektywie twoja twarz będzie wyglądać lepiej niż przy używaniu klasycznych kosmetyków.   

Natomiast w kategorii chemii domowej czynnik skuteczności i natychmiastowego działania jest na pierwszym miejscu. Składniki chemiczne są postrzegane jako lepiej zwalczające brud. Tu konsumentów nie interesuje efekt za kilka tygodni, on ma być widoczny od razu.

Pytanie, kto będzie umiał skutecznie połączyć wszystkie puzzle, tak żeby wypuścić na rynek kosmetyk, który będzie eko, a zarazem efektywny, przy okazji będzie miał dobrą cenę i wysoką jakość.

MR: Sądzę, że trendy będą kreować nie producenci a sieci handlowe, to one wymuszą określone wdrożenia. Patrząc na trójkę hegemonów branży drogeryjnej – wszyscy stawiają na kosmetyki naturalne. Są na rynku silni producenci z rozpoznawalnymi markami, których sieci same będą chciały pozyskać. Są też niewielkie firmy, którym będzie bardzo łatwo dostosować ofertę do ich wymagań, pójdą na współpracę typu „marka na wyłączność” i zyskają dzięki temu. Bardzo ważne jest jednak i dla producentów i dla sieci handlowych zdefiniowanie produktów naturalnych – co jest takim kosmetykiem, a co nie jest. Obecnie nie mamy żadnych twardych wytycznych oraz prawnych regulacji. I jest to duży problem.

Faktycznie, obecne regulacje dotyczące kosmetyków naturalnych wydają się być niewystarczające.

AS: Powiedziałabym, że dziś właściwe ich sprzedaż opiera się na zaufaniu. Producent deklaruje, że produkt ma jakiś procent składników naturalnych i konsument musi mu uwierzyć. Albo nie. Producenci powinni być szczególnie wyczuleni na to, żeby to co przekazują konsumentom było prawdą, ponieważ dzięki rozwojowi technologii mają oni możliwość weryfikacji wszelkich danych.

Czy to dobrze?

AS: Sądzę, że tak. Presja ze strony konsumentów długoterminowo będzie działała na korzyść produktów, wpłynie na podniesienie ich jakości. W dobie internetu jest bardzo łatwo obalić to, co jest nieprawdziwe i nagłośnić kłamstwo. Choć oczywiście zdaję sobie sprawę, że internet ma też swoje ciemne strony i również powielane są w nim nieprawdziwe informacje na temat składników kosmetyków czy samych produktów. Mamy też do czynienia z chaosem informacyjnym i mniej lub bardziej wiarygodnymi influencerami, niezależnymi lub opłacanymi przez marki. Musimy jednak liczyć się z potęgą tego medium oraz z tym, że konsumenci nie zwracają się dziś po informacje do autorytetów naukowych. Z naszego raportu Home and Beauty wynika, że pierwszym źródłem, z którego czerpią wiedzę na temat kosmetyków bio/eko/naturalnych są rodzina i przyjaciele. Wśród najważniejszych źródeł są też informacje, które konsumenci dostają w sklepach.

Co w takim razie można robić na poziomie sklepów?

AS: Edukować konsumentów bezpośrednio – dzięki doświadczonemu personelowi oraz przez dostępne narzędzia. Konsumenci wnikliwie czytają gazetki promocyjne, chcą z nich dowiadywać się o kosmetykach i ich składnikach. Jest to wskazanie, aby rozszerzać w gazetkach informacje np. na temat dostępnego portfolio kosmetyków naturalnych, na temat działania i składu produktów. Warto także umieszczać takie informacje w drogeriach. Na drukowanych materiałach, albo np. wyświetlać na ekranach monitorów przy półkach.

Konsumenci, którzy nie używają ekologicznych produktów przede wszystkim tłumaczą się brakiem wiedzy – „to jest zbyt skomplikowane”, „nie wiem, czy mi się opłaca w to inwestować”. Wśród ludzi, którzy nie decydują się na zakup produktów bio/eco/natural, dla 48% z nich główną barierę stanowi cena. Na ich decyzje zakupowe wpływa też ekspozycja. Z perspektywy drogerii lepiej jest, jeśli kosmetyki naturalne, ekologiczne, są wyraźnie wydzielone. Jeśli na półce stoją obok siebie np. żel pod prysznic znanej marki za 10 zł i „jakiś”, „podobno naturalny” za 25 zł – dla wielu osób wybór jest oczywisty. 

Z czym dziś konsumentom kojarzy się produkt naturalny? Po czym go rozpoznają?

Konsumenci rozpoznają produkt naturalny głównie po hasłach znajdujących się z przodu opakowania.
Dodatkowo produkt jest tym bardziej naturalny, im ma krótszą listę składników i termin ważności. Sformułowanie bio, eko, natural, wegański – dla większości konsumentów znaczy mniej więcej
to samo: coś jest zdrowsze.

Jaki procent konsumentów interesuje się ekologią?

AS: Blisko 40 proc. osób odpowiedzialnych za zakupy zwraca uwagę na to, czy produkt jest naturalny. Przygodę z ekologią konsumenci zaczynają od żywności, następnie wprowadzają tego rodzaju kosmetyki, a na końcu chemię domową.

Jaki udział mają kosmetyki naturalne, ekologiczne w całym rynku kosmetycznym w Polsce?

AS: Nadal jest on w jednocyfrowy, ale sukcesywnie tego rodzaju produkty zwiększają swój udział wartościowy w koszyku zakupowym. Najważniejszym segmentem są tu kosmetyki do pielęgnacji twarzy. Wzrosty są generowane m.in. dzięki dynamicznie rosnącej liczbie oferowanych wariantów produktów. To też jednak  powoduje, że powstaje chaos informacyjny, ważne jest więc uporządkowanie wiedzy na temat kosmetyków naturalnych, stworzenie ich definicji, sformatowanie kategorii być może poprzez wprowadzenie obowiązkowej certyfikacji.

Generalnie rozwój trendów związanych z ekologią w Polsce jest bardzo podobny do tego, co dzieje się globalnie. Według globalnego badania Food Sustainability Index, w kwestii zrównoważonego rozwoju – w bardzo szerokim ujęciu obejmującym m.in. redukcję plastiku, niemarnotrawienie żywności, ograniczenie emisji spalin do środowiska – jako kraj plasujemy się na 15 pozycji z 67, a np. Stany Zjednoczone są na pozycji 26.  

Jakich wskazówek udzielilibyście Państwo firmom działającym w branży kosmetycznej? Jaki kierunek powinny obrać, żeby nie tylko utrzymać się na rynku, ale umocnić się na nim?

AS: Rekomendowałabym wprowadzanie produktów bio, eko, naturalnych, wegańskich do portfolio, ale z uwzględnieniem ich przystępności cenowej. Bo my, jako konsumenci, z zasady chcemy być eko, ale jeśli mamy mało do poświęcenia. Warto też uwzględnić aspekt dbania o środowisko przy pakowaniu produktów.

Ważne jest informowanie konsumentów, że firma przestrzega zasad szeroko pojętego zrównoważonego rozwoju i upewnienie się, że odbiorcy rozumieją, co tak naprawdę firma robi i co przekazuje im w komunikacji marketingowej.

Liczy się omnichannelowe podejście do klienta – dawanie mu możliwości robienia zakupów w różnych kanałach oraz w każdym z nich udostępnianie informacji o produktach. Należy zadbać o firmowe strony internetowe, by również one stały się źródłem informacji o produktach.

MR: Produkty wprowadzane na rynek powinny dawać konkretne korzyści, odpowiadać na sprecyzowane potrzeby. Muszą też spełniać daną konsumentom obietnicę.

Warto też pamiętać, że detaliści będą mieli coraz większy udział w kształtowaniu trendów. 

Najważniejsze wyzwanie, jakie stoi przed branżą kosmetyczną, to sprostanie rosnącym oczekiwaniom konsumentów, którzy są coraz bardziej świadomi tego, czego oczekują od kosmetyków.

Jakie są perspektywy na przyszłość? Czy tempo rozwoju rynku kosmetycznego zostanie utrzymane?

MR: Trudno prognozować, jest wiele czynników, które będą miały na to wpływ. Z jednej strony mamy inflację już na poziomie 4,4 proc., z drugiej – rosną płace i klienci kupują więcej oraz sięgają po droższe produkty. Patrząc na ostatnie dwa lata tendencja była rosnąca. W 2018 r. rynek kosmetyczny wzrósł o 4,6 proc., w 2019 r. o 5,3 proc. Spodziewamy się, że najbliższy rok nie będzie gorszy.

ZOBACZ KOMENTARZE (0)
StoryEditor
Producenci
09.01.2026 13:32
Czy koncern Henkel przejmie markę Olaplex?
Olaplex mat.pras.

Niemiecki koncern Henkel AG złożył ofertę przejęcia Olaplex Holdings Inc. po tym, jak producent szamponów stracił ponad 90 proc. swojej wartości od czasu pierwszej oferty publicznej. Po pojawieniu się tej informacji akcje Olaplex wzrosły o ponad 36 proc. – informują branżowe media.

Z nieoficjalnych informacji wynika, że Olaplex i Henkel prowadzą rozmowy na temat potencjalnej transakcji, która może zostać sfinalizowana w ciągu kilku tygodni. Największym udziałowcem Olaplex jest obecnie firma private equity Advent, posiadająca blisko 75 proc. udziałów – dodaje Bloomberg.

image

Olaplex odświeża swój wizerunek po 10 latach obecności na rynku

Ostateczna decyzja w tej sprawie nie została jeszcze podjęta, a trwające rozmowy mogą zakończyć się bez zawarcia umowy – komentarzy nie udzielają przedstawiciele firm Advent, Henkel oraz Olaplex.

Akcje Olaplex wzrosły w tym tygodniu o 25 proc., co dało firmie wartość rynkową ok. 1,1 mld dolarów. Gdy firma weszła na giełdę w 2021 roku, jej wartość wynosiła 16 mld dolarów.

image

Bohaterka największego glow up tego roku – ambasadorką marki Schwarzkopf

Olaplex, producent szamponów i produktów do pielęgnacji włosów, znalazł się w grupie ulubieńców rynków kapitałowych. Henkel produkuje chemikalia do towarów przemysłowych i komercyjnych, jest też właścicielem marek produktów do włosów (m.in. Schwarzkopf).

Advent kupił Olaplex w 2019 roku, nie ujawniając warunków umowy. Produkty tej firmy są używane przez klientów indywidualnych, jak również przez profesjonalne salony fryzjerskie.

Marzena Szulc
ZOBACZ KOMENTARZE (0)
StoryEditor
Producenci
09.01.2026 12:34
Pat McGrath Labs na aukcji za bezcen. Viral gwoździem do trumny
Vogue Arabia

Historia marki Pat McGrath Labs pokazuje, że globalna rozpoznawalność, kultowy status twórcy i viralowe kreacje nie wystarczą do zbudowania trwałej wartości biznesowej. W branży beauty, gdzie czas reakcji liczony jest w tygodniach, a nie latach, brak zdolności operacyjnych może zniweczyć nawet miliardowe wyceny.

Dyktatorka makijażu 

Pat McGrath jest powszechnie uznawana za najbardziej wpływową makijażystkę swojego pokolenia. To ona definiowała estetykę lat 90. na okładkach magazynu i-D, tworzyła ikoniczne makijaże pokazów mody przez kolejne dekady i w 2021 roku jako pierwsza makijażystka w historii otrzymała tytuł damy Imperium Brytyjskiego. Gdy w 2015 roku ruszyła marka Pat McGrath Labs, branża spodziewała się powstania globalnego imperium beauty, tymczasem dziesięć lat później aktywa marki trafiają na aukcję.

Sprzedażą marki zarządza koncern Hilco Global, a oferty mają zostać złożone do 26 stycznia 2026 roku. Publiczna aukcja została zaplanowana na dzień później. Znaki towarowe, logo i własność intelektualna – budujące przez lata mit Pat jako matki makijażu – oferowane są jako materiał o wartości zastanej, bez gwarancji dalszego rozwoju.

Załamanie wyceny brandu obrazuje skalę problemu. W 2018 roku francuski fundusz private equity Eurazeo zainwestował w markę przy wycenie 1 mld dolarów, a już w 2021 roku po cichu się wycofał. W tym samym roku spółka Sienna Investment Managers kupiła 14,4 proc. udziałów za 168 mln euro, wyceniając spółkę jeszcze wyżej – na 1,2 mld euro. Rok później wartość tej inwestycji została obniżona o 88 proc., a w 2024 roku Sienna szacowała ją już na 21,5 mln euro, co implikowało wycenę całej firmy na około 149 mln euro.

image

Louis Vuitton wkracza na rynek luksusowych kosmetyków, licząc na poprawę wyników

Część obserwatorów tłumaczy ten spadek zmianami rynkowymi: pandemią, zwrotem ku minimalizmowi w makijażu i popularnością trendu clean girl, który nie sprzyjał intensywnym kolorom. Czynniki te miały znaczenie, ale nie dotykają kluczowej przyczyny problemu. Prawdziwa przepaść między wyceną a realnym potencjałem komercjalizacji marki pojawiła się w momencie, gdy Pat McGrath zaprzepaściła największą szansę w historii swojego brandu.

Szansa pojawiła się 25 stycznia 2024 roku podczas Paris Fashion Week. Na pokazie haute couture Maison Margiela modelki zaprezentowały na wybiegu look makijażowy, na który cała społeczność beauty wstrzymała oddech: efekt idealnie gładkiej skóry, przypominający szkło lub porcelanę. Zdjęcia i video z pokazu momentalnie sięgnęły viralowych zasięgów. Wyszukiwania hasła “Pat McGrath” gwałtownie wzrosły, TikTok zapełnił się spekulacjami o zastosowanych produktach, a popyt konsumencki pojawił się natychmiastowo. Pojawił się jeden zasadniczy problem: firma nie miała w zanadrzu żadnego produktu gotowego do sprzedaży, który pozwoliłby odtworzyć ten efekt samodzielnie, ani przez profesjonalnych makijażystów, ani przez amatorów makijażu.

Warto w tym miejscu dodać, że podobne rozwiązania makijażowe były realizowane przez makijażystów w różnych częściach świata znacznie wcześniej. Co więcej, pięć dni po pokazie makijażystka Erin Parsons opublikowała na TikToku film, w którym ujawniła sposób na uzyskanie takiego efektu: maseczkę peel off marki Freeman, do kupienia już za 4 dolary, rozcieńczoną wodą i aplikowaną aerografem. Wiarygodność tej metody dodatkowo potwierdza fakt, że Parsons pracowała dla Pat McGrath wiele lat wcześniej. Video przekroczyło 2 mln wyświetleń, a uwaga została przejęta przez kogoś innego. Gdy McGrath wystąpiła później w live’ie na TikToku, przyznając, że „nigdy nie widziała makijażu, który stałby się tak viralowy”, potencjał na spieniężenie fenomenalnego makijażu kurczył się dramatycznie.

image

Estée Lauder rozważa sprzedaż marek Too Faced, Smashbox i Dr. Jart

Oficjalny produkt – Skin Fetish: Glass 001 Artistry Mask – trafił na rynek dopiero 30 stycznia 2025 roku, niemal rok po pokazie. Dostępnych było około 100 sztuk w dniu premiery. Sprzedały się w sześć minut, co potwierdziło istnienie popytu, ale w branży beauty rok opóźnienia oznacza niemal wieczność. Dla porównania, w 2016 roku po pokazie Versace, McGrath w ciągu kilku miesięcy wprowadziła uniwersalny złoty pigment Lust 004, skutecznie zamieniając trend z wybiegu w sprzedaż detaliczną. Doświadczeni makijażyści wiedzieli, że oryginalnie ten sam pigment od dekad produkuje firma Mehron i cena rynkowa jest wielokrotnie niższa, ale młodsi wizażyści i pasjonaci makijażu połknęli haczyk błyskawicznie.

Problemy operacyjne narastały równolegle. McGrath pełniła jednocześnie funkcję CEO, założycielki i dyrektorki kreatywnej, zachowując decydujący głos w kwestiach formulacji produktów i opakowań. Były menedżer Rabih Hamdan napisał w pożegnalnym mailu, że „nic nie działo się bez jej zgody”. Firma zasłynęła z nocnych spotkań, opóźnień produkcyjnych i wysokiej rotacji pracowników; w samym 2024 roku przeprowadzono trzy rundy zwolnień. Na gwałtowne ruchy było już za późno.

Sieć dystrybucji również się kurczyła. Sprzedaż w salonach stacjonarnych Sephory spadała nieustannie już od 2019 roku. Gdy największa amerykańska sieć perfumeryjna Ulta Beauty wprowadziła markę do oferty w 2023 roku, trafiła ona jedynie do 200 spośród 1400 sklepów w USA. Kosmetyki zaczęły pojawiać się w sklepach sprzedających markowe produkty ze zniżkami, np. TK Maxx czy Rose Dress for Less. Nawet ekstrawagancka kampania Divine Skin, zrealizowana przez Stevena Meisela z udziałem Naomi Campbell i budżetem przekraczającym 1 mln dolarów, nie przyniosła oczekiwanych efektów. 20-sekundowa reklama na YouTube zanotowała niewiele ponad 3000 wyświetleń. 

image

NielsenIQ dla WK: Rynek beauty na rozdrożu [analiza]

Czy są marki, które rozgrywają swoje viralowe momenty z większym rozmysłem? Jak najbardziej – wystarczy spojrzeć na Charlotte Tilbury, a kontrast w sposobach prowadzenia biznesu okaże się uderzający. Jej marka, założona w 2013 roku, wygenerowała w 2024 roku 355 mln euro ekwiwalentu mediowego w ciągu sześciu miesięcy i zapewniła majątek szacowany na 350 mln funtów. Tilbury zbudowała strukturę zdolną do natychmiastowego reagowania na trendy. 

McGrath pozostała artystką o niepodważalnej renomie – co potwierdza jej nominacja na dyrektorkę beauty w La Beauté Louis Vuitton – lecz prowadziła markę bez infrastruktury operacyjnej zdolnej wykorzystać silne wzrosty zasięgu i zaangażowania wokół niej. Ta historia pokazuje, że viral jest jedynie nieprzewidywalnym zwrotem akcji w życiu marki, a nie stabilną strategią rozwoju. Bez zaplecza, które potrafi ją przekuć w sprzedaż, nawet miliardowe wyceny mogą zniknąć szybciej, niż się pojawiły.

ZOBACZ KOMENTARZE (0)
17. styczeń 2026 21:14