StoryEditor
Producenci
18.08.2022 00:00

Małgorzata Brożyna, Barwa Cosmetics: To jest dobry czas dla polskich firm kosmetycznych

Barwa jest jedną z najstarszych polskich firm kosmetycznych, zarządza nią już drugie rodzinne pokolenie. Małgorzata Brożyna, która przejęła stanowisko prezesa w 2013 roku, zapowiada dalszy rozwój firmy, inwestycje w eksport, w e-commerce i w nowe kategorie produktów. Przyznaje, że ostatnie lata to bardzo dobry czas dla polskich firm, choć coraz poważniejszym problemem staje się wzrost kosztów działalności i dostęp do surowców.

Od kiedy Pani rodzina jest związana z firmą Barwa?

Moja rodzina jest związana z Barwą od 1989 roku, gdy tata rozpoczął pracę w firmie jako zastępca kierownika spółdzielni ds. technicznych. Tata w 1992 r. został powołany na prezesa zarządu i pełnił tę funkcję do 2013 roku. W maju 2013 roku ja objęłam to stanowisko.

Przez ponad 20 lat firmą zarządzał pani tata, jaki to był okres dla Barwy?

To był czas wielu zmian i intensywnego rozwoju firmy. Już w 1992 roku wprowadziliśmy do oferty produkty dla dzieci Bebi. Sprzedajemy je do dziś, czyli już 30 lat. W tym czasie zmieniliśmy formę prawną i w październiku 2000 roku Barwa ze spółdzielni pracy została przekształcona w spółkę z ograniczoną odpowiedzialnością. W 2003 roku wprowadziliśmy System Zarządzania Jakością ISO. W 2004 roku zrezygnowaliśmy całkowicie
z wykorzystywania tłuszczów zwierzęcych do produkcji mydeł na rzecz naturalnych wiórek roślinnych. Do dziś wszystkie mydła, które produkujemy są w 100 proc. roślinne. Barwa jako pierwsza w Polsce w 2008 roku posiadała najnowocześniejszą maszynę do owijania mydła – ACMA 7250. Dwa lata później kupiliśmy automatyczną linię do konfekcjonowania wyrobów płynnych.

Jaką miała Pani wizję obejmując zarządzanie firmą. To była kontynuacja strategii, czy nowe otwarcie?

Jak wspomniałam, pracę w Barwie rozpoczęłam w 2000 roku. W latach 2007-2011 pełniłam funkcję dyrektora ds. rozwoju, od 2011 roku dyrektora zarządzającego, a w 2013 roku zostałam prezesem zarządu. Uczestniczyłam więc w jej życiu znacznie wcześniej niż zaczęłam nią zarządzać. Obserwacja rynku, szukanie innowacyjnych rozwiązań, reagowanie na zmiany, wsłuchiwanie się w potrzeby konsumentów, śledzenie nowości, to podstawa rozwoju i utrzymania stabilnej pozycji – tego trzymamy się od początku.

Barwa ma ponad 70 lat, jest jedną z najstarszych polskich marek. Czy to pomaga w biznesie, czy jest obciążeniem?

Pomaga. Zmieniające się na przestrzeni lat otoczenie makroekonomiczne, pokonywanie przez te lata problemów, to bezcenne doświadczenie pozwalające odnaleźć się w każdych warunkach, co szczególnie istotne stało się w ostatnim okresie. Pandemia COVID-19, zerwane łańcuchy dostaw, lawinowo rosnące ceny komponentów, ich braki na rynku, ograniczenia handlu, były barierami, z którymi dzięki wieloletniej historii i ponad 70-letniemu doświadczeniu byliśmy w stanie sobie poradzić. Uważam też, że marki z wieloletnim doświadczeniem mają szacunek klientów, ich zaufanie.

Czy ma znaczenie to, że jesteście polską firmą? To jest dla polskich firm dobry czas?

Tak, ma to ogromne znaczenie dla konsumentów oraz dla partnerów biznesowych, zarówno w Polsce, jak i za granicą. Polskie produkty docierają do coraz odleglejszych zakątków świata, a polskie firmy kosmetyczne cieszą się renomą i uznaniem wśród zagranicznych kontrahentów. Polski rynek kosmetyczny na przestrzeni ostatnich kilku lat bardzo się zmienił, dzięki czemu nasze produkty przestały odbiegać jakością i estetyką opakowań od produktów zagranicznych, tak do niedawna pożądanych.

Producenci są dumni ze swojego pochodzenia i zaznaczają to na etykietach produktów. Na rodzimym rynku zdecydowanie zwrot w kierunku polskich kosmetyków spowodowała pandemia koronawirusa. Zyskującą na znaczeniu ideę patriotyzmu gospodarczego wykorzystują też w swoich akcjach promocyjnych sieci handlowe i sieci kosmetyczne, zachęcając do zakupu rodzimych produktów.

Czy mydła to Wasza wizytówka, bo z nimi Barwa kojarzyła się najbardziej, czy ten punkt ciężkości został przesunięty na inny asortyment?

W ofercie mamy obecnie ponad 200 produktów. Oczywiście wciąż numerem 1 sprzedaży jest mydło. Produkujemy mydła szare, hipoalergiczne, przebadane pod kątem AZS i łuszczycy, mydła zapachowe, mydła premium i specjalistyczne, np. dermatologiczne czy siarkowe. Wytwarzamy około 100 mydeł na minutę.

Od dwóch lat intensywnie rozwijamy kategorię produktów do pielęgnacji włosów. Barwa Naturalna to hit wśród włosomaniaczek. Obecnie wprowadzamy w tej kategorii kolejne serie, jak Barwy Botaniki, które powstały dla Drogerii Hebe czy Peace Love Hair, która pojawi się na półkach między innymi Pepco. Ponadto sprzedajemy produkty dla dzieci, szampony dla zwierząt, a także kosmetyki do pielęgnacji wnętrz. W planie mamy poszerzenie oferty produktów do pielęgnacji ciała i twarzy.

Jakich produktów sprzedajecie najwięcej i czy to jest równoznaczne z tym, że na nich najwięcej zarabiacie?

Tę kwestię można rozpatrywać dwutorowo – pod kątem ilości i wartości. Przeważająca część naszej sprzedaży to mydła, a produkt ten, w porównaniu do pozostałej naszej oferty, ma niższą cenę na półce. Pod względem wartościowym przeważają pozostałe kosmetyki oraz środki czystości. W zależności od sytuacji rynkowej związanej z cenami komponentów, szala przechyla się raz na jedną, raz na drugą stronę, więc ciężko dzisiaj określić najbardziej profitową bazę produktów.

Czy mydła w kostce przeżywają swój renesans?

Zdecydowanie tak. Choć wielu osobom może się wydawać, że mydła w kostce są zastępowane przez mydła w płynie, to mydła w kostce wciąż doskonale się sprzedają. Są bardzo uniwersalnym produktem i nadają się nie tylko do mycia dłoni i ciała. Nasze mydło szare doskonale sprawdza się w przemywaniu ran, pielęgnacji tatuażu, higienie intymnej czy praniu ubrań alergików. Co więcej są to produkty ekologiczne. Do wytworzenia kostki nie używamy wody, a waterless to jeden z wiodących trendów kosmetycznych. Wszystkie nasze mydła są wegańskie.

Moim zdaniem mydło w kostce to produkt, który łączy pokolenia – z jednej strony używają go osoby starsze, które znają i cenią go od zawsze, a z drugiej młodzi, wybierają go jako produkt zgodny z ich przekonaniami.

Jaki procent sprzedaży Barwy to produkcja kontraktowa? Czy Waszymi zleceniodawcami są inne firmy, czy raczej sieci handlowe?

Produkcję kontraktową staramy się utrzymać na poziomie około 20 proc. Naszymi zleceniodawcami są zarówno mniejsze firmy, jak i duże sieci handlowe. Private Label to ten segment naszego biznesu, który intensywnie rozwijamy.

Produkujemy na zlecenie produkty do pielęgnacji twarzy, włosów, ciała, produkty dla dzieci, dla zwierząt i środki do pielęgnacji domu. Obecnie przeważają kosmetyki. W naszym laboratorium opracowaliśmy i przetestowaliśmy już ponad 500 receptur produktów.

Czy to jest bardziej opłacalne niż produkcja własnych marek?

Dużo bardziej opłacalna jest produkcja pod własnym brandem, zarówno patrząc przez pryzmat zysków, jak i analizując to długofalowo – rozwój własnego brandu to zawsze najlepsza inwestycja.

Tak jak inne firmy wprowadzacie Państwo wiele nowości. Czy ta szybka rotacja nowinek kosmetycznych nie jest zabójcza dla rynku?

Polski rynek kosmetyczny to nieustanne tworzenie nowości. Mogę śmiało powiedzieć, że w naszej firmie proces tworzenia koncepcji i opracowywania receptur się nie kończy, jest stały. Klienci są żądni nowinek kosmetycznych, chcą je testować. Nie przywiązują się na stałe do jednej marki czy produktu, ale sięgają po różne, zmieniają, próbują. Na to staramy się odpowiadać. Nie jest to zabójcze dla rynku, według mnie to go właśnie napędza, rozwija, powoduje, że producenci ulepszają formuły i tworzą nowe, innowacyjne produkty.

Nasz rynek kosmetyczny to promocje, bez nich nie ma sprzedaży. Niektórzy twierdzą, że nadchodzi kres głębokich przecen, permanentnych obniżek. Czy faktycznie są tego symptomy?  

Polski konsument w dalszym ciągu skupia się na promocjach. Jak wynika z badań, odsetek osób, które aktywnie szukają promocji jest znacznie wyższy niż jeszcze w ubiegłym roku i wynosi już prawie 40 proc. Rosnąca inflacja, utrudnienia gospodarcze, które są przyczyną wszechobecnych podwyżek, jeszcze bardziej nasiliły trend permanentnych przecen. Nie ma więc mowy o rezygnacji z promocji. I staramy się oferować już na wstępie produkty w atrakcyjnej cenie.

Wspomniała Pani o zakłóceniach w łańcuchach dostaw. Jaka jest obecnie sytuacja z dostępem do opakowań, surowców?

W ostatnich latach znaczną zmianę przeszedł rynek komponentów do produkcji. Musimy wkładać bardzo duży wysiłek w zabezpieczenie stanów magazynowych. Często, by zagwarantować dostępność produktu dla klienta ostatecznego, musimy zgodzić się na dużo wyższą cenę. Oferty dostawców niestety nie są teraz długoterminowe i ich zmiany dostrzegamy z zamówienia na zamówienie. Znacznie wydłużony okres realizacji stał się także codziennością, która wymusza przeznaczanie nadwyżek finansowych na magazynowanie odpowiednich zapasów.

Nie sprzyja biznesowi wahający się kurs walut, który ostatnio bije rekordy, co przekłada się na koszt zakupu. Na szczęście jak do tej pory udaje nam się zachować receptury niezmienione, bo choć zdarza się, że niektóre surowce są prawie nie do zdobycia, to jak zaznaczyłam wcześniej, obecność na rynku od ponad 70 lat pozwoliła nam radzić sobie w tak trudnych sytuacjach, także dzięki wieloletnim dobrym relacjom z naszymi dostawcami.

Czy musieliście podnieść ceny produktów i czy planujecie dalsze podwyżki?

Bardzo długo broniliśmy się przed podwyżkami, jednak z biegiem czasu koszty opakowań, surowców, usług tak bardzo szły w górę, że byliśmy zmuszeni dokonać zmiany cennika. Zrobiliśmy to jedynie o wysokość niezależnych od nas rynkowych wzrostów.

Negocjacje z dużymi partnerami handlowymi odbywają się ze znacznym wyprzedzeniem czasowym. W obecnej sytuacji gospodarczej na całym świecie precyzyjne określenie ceny oferowanego produktu z tak dużym wyprzedzeniem jest niemal niemożliwe. Dlatego obserwujemy rynek i dostosowujemy do niego ofertę.

Na ile rynek kosmetyczny zmienił się pod wpływem e-commerce? Czy dziś gra toczy się o to, żeby być na półkach najmocniejszych retailerów czy żeby zaistnieć w przestrzeni online i w niej sprzedawać?

E-commerce w segmencie kosmetycznym jest w fazie intensywnego rozwoju i ma bardzo duży potencjał do dalszego wzrostu. Wciąż jednak dominuje sprzedaż stacjonarna. Internet jest dodatkową, uzupełniającą formą sprzedaży i pozwala poszerzyć portfel klientów. Zdecydowanie łatwiej jest prowadzić dziś sprzedaż online, niż być na półkach najmocniejszych retailerów i to pozwala zaistnieć mniejszym firmom. Nie należy jednak zapominać o tym, że aby sprzedawać online potrzebne są także inwestycje w reklamę. Bardzo duży potencjał sprzedaży mają market place’y, takie jak Allegro czy Amazon. Wielokanałowość to coś, czego konsumenci oczekują i trzeba być dostępnym w tym kanale, ale według mnie nie zagrozi to sieciom handlowym czy drogeryjnym.

Na ile istotnym odbiorcą dla firm produkujących kosmetyki są sieci spożywcze i przemysłowe, jak np. Pepco, do którego wprowadziliście swoje produkty? Czy Pani zdaniem to w tego typu sieciach firmy kosmetyczne będą szukały dziś rynków zbytu, bo rynek drogerii jest już nasycony?

Mogę mówić o naszym biznesie i w nim sieci spożywcze oraz przemysłowe odgrywają ogromną rolę. Zwłaszcza w pandemii konsumenci zmienili swoje przyzwyczajenia zakupowe. Zarówno dyskonty, hipermarkety, jak i sieci takie jak Pepco zachęcają klientów szeroką ofertą i atrakcyjnymi cenami. Znaczna część konsumentów robi zakupy tam, gdzie w jednym miejscu kupią wszystko i tanio. Rośnie także ich zaufanie do marek własnych, które są w szerokiej ofercie wszystkich sieci handlowych. Wiele sieci, takich jak na przykład Kaufland czy Auchan, poszerza swoją półkę o kosmetyki naturalne – nasze mydła, które są wegańskie, czy takie linie jak Barwa Naturalna bardzo dobrze wpisują się w te miejsca.

Panuje przekonanie, że to detaliści decydują dziś o tym, co producenci wprowadzają na rynek. Czy tak jest faktycznie?

To prawda. Oczywiście ogromne znaczenie mają trendy rynkowe, potężną rolę odgrywają także oczekiwania i potrzeby klientów. Na decyzje zakupowe klientów bardzo duży wpływ mają również influencerzy, którym konsumenci bardzo ufają. Ale na samym końcu o tym, co pojawi się na półce decyduje kupiec i to jego musimy przekonać, że rynek przyjmie nasze produkty.

Jakie ma Pani plany związane z rozwojem firmy na najbliższe lata i czy są one dalekosiężne, czy raczej krótkoterminowe?

Jak już wspominałam bardzo trudno jest dziś planować, ale zawsze to robimy. Z pewnością mogę powiedzieć, że planujemy w dalszym ciągu poszerzać eksport. Choć ogromną część naszego portfolio wciąż stanowią produkty uniwersalne dla całej rodziny, to skupiamy się na tworzeniu kosmetyków. Inwestujemy w produkty mające bogate składy i wysoki procent składników pochodzenia naturalnego, ale dostępne na każdą kieszeń. Obecnie mocno poszerzamy ofertę o mydła specjalistyczne i produkty do pielęgnacji włosów, planujemy stać się silniejsi w kategorii produktów do pielęgnacji twarzy ze składnikami botanicznymi. Udział naszej sprzedaży w sieciach znacząco wzrasta – w ostatnim roku to aż 10 proc. wzrostu i nie zatrzymujemy się. Planujemy również zaprezentować naszym klientom nowy sklep internetowy, aby zwiększyć udział sprzedaży online i trafić z ofertą również do młodszych klientów.

Czy inwestujecie w park maszynowy i czy korzystacie z własnych środków, czy wspieracie się kredytami lub funduszami unijnymi?

Inwestujemy w niezbędne narzędzia, pozwalające zachować konkurencyjność na rynku. Wypracowywane zyski przez lata były przeznaczane na rozwój. Unijne fundusze dały nam szansę jeszcze bardziej zmodernizować produkcję oraz otworzyć się na eksport.  Obecnie przesunęliśmy duże inwestycje w czasie. Rosnące koszty surowców, opakowań, energii, brak stabilności dostaw, wysoka inflacja – te wszystkie czynniki powodują, że każdego dnia staramy się rozwiązywać bieżące kwestie, jak na przykład zdobycie surowca niezbędnego do produkcji, którego na rynku brakuje, lub opakowań w odpowiednim terminie, aby dostarczyć produkty klientowi. To nie jest dobry czas na znaczące inwestycje, To, w co inwestujemy, mimo pojawiających się na rynku przeszkód, to zagraniczne targi, gdyż rozwój eksportu jest dla nas kluczowy.

Co jest dziś największym wyzwaniem w prowadzeniu biznesu na rynku kosmetycznym?

Dla producentów wszystkich branż poważnym problemem staje się wzrost kosztów działalności, dostępność komponentów, niepewność terminów dostaw. Ponadto wysoka inflacja na rynku sprawia, że klienci coraz ostrożnej podchodzą do zakupów.

Na rynku kosmetycznym zmniejszyła się bariera wejścia na rynek, przez co konkurencję stanowią już nie tylko najsilniejsi rynkowi gracze, ale również dużo mniejsze firmy.

Bardzo trudno w dzisiejszych realiach planować działania z dużym wyprzedzeniem, decyzje podejmujemy każdego dnia, musimy być elastyczni i reagować tu i teraz.

***

Barwa to polska firma kosmetyczna. Siedziba firmy wraz z zapleczem produkcyjnym i magazynami znajduje się w Krakowie. Posiada w pełni zautomatyzowaną halę produkcji mydła, halę wyrobów płynnych i halę kosmetyki białej wyposażone w mieszalniki, zautomatyzowaną linię do rozlewania emulsji, automatyczne tubiarki, etykieciarki, kartoniarki oraz celafoniarkę, a także magazyn wysokiego składowania. Firma zatrudnia ponad 80 osób. Firma specjalizuje się w produkcji mydeł. Tworzy także kosmetyki pielęgnacyjne do twarzy, ciała i włosów, produkty pielęgnacyjne dla zwierząt i dla domu.

ZOBACZ KOMENTARZE (0)
StoryEditor
Producenci
01.10.2026 04:40
Bartosz Woźnicki przechodzi z Avalon do zarządu INGLOT. Wesprze nowy etap globalnego rozwoju marki
Bartosz Woźnicki wraz z Mileną Inglot oraz Grzegorzem Inglotem, tworzy obecnie nowy Zarząd spółki INGLOT Cosmeticsmat.prasowe/LinkedIn

Bartosz Woźnicki wszedł do zarządu firmy INGLOT Cosmetic z funduszu Avallon. Funkcję wiceprezesa Zarządu ds. Komercyjnych pełni oficjalnie od 24 września. Wraz z Mileną Inglot oraz Grzegorzem Inglotem będzie odpowiedzialny za poprowadzenie polskiej marki kosmetycznej przez kolejny etap jej globalnego rozwoju.

Nowy wiceprezes jest związany z firmą INGLOT od półtora roku. Jego relacja z marką rozpoczęła się od etapu inwestycyjnego i procesu due diligence w ramach przejęcia części udziałów przez fundusz Avallon. Do projektu zaprosili go m.in. Tomasz Stamirowski oraz Agnieszka Pakulska z funduszu. Po okresie analiz biznesowych i pełnienia roli doradczej, menedżer podjął decyzję o bezpośrednim wejściu w struktury zarządcze firmy.

– INGLOT to firma z ogromnym dorobkiem, silną marką i globalną obecnością, a jednocześnie z bardzo dużą przestrzenią do dalszego wzrostu – podkreśla Bartosz Woźnicki. – Wejście Avallon otwiera nowy rozdział w historii firmy. Przed nami sporo pracy, dużo decyzji i zapewne kilka niespodzianek po drodze.

Szanse, plany i wyzwania stojące przed firmą z pewnością będą jednym z tematów  kuluarowych Bartosz Woźnicki został zapowiedziany jako prelegent tego wydarzenia. Nowy wiceprezes INGLOT Cosmetics weźmie udział w debacie „Inspiring Growth”, podczas zbliżającego się Forum Branży Kosmetycznej 15 października 2026. 

 Wraz z przedstawicielami największych firm kosmetycznych w Polsce jak L‘Oreal, Unilever, Douglas i Kaufland będzie dyskutować o przyszlości branży kosmetycznej i wyznaczać drogie jej wzrostu aż do 2030 r. Tematem będą strategie skalowania biznesu, poszukiwania nowych rynków czy budowane przewagi konkurencyjnej w dynamicznie zmieniającym się otoczeniu rynkowym.

ZOBACZ KOMENTARZE (0)
StoryEditor
Producenci
30.09.2026 14:46
Usterka przyprawiająca o ból zębów: Dyson wycofuje szczoteczki CameraJet
Dyson

Dyson wszedł we wrześniu na rynek produktów do higieny jamy ustnej z zaawansowaną technologicznie szczoteczką CameraJet. Debiut urządzenia za 419,99 funta zbiegł się jednak z problemami technicznymi. Firma zidentyfikowała wadliwą partię elementów odpowiadających za działanie strumienia wody, a część produktów trafiła do klientów z usterkami. Dyson odseparował objęte problemem zapasy i zaoferował posiadaczom wadliwych urządzeń pełny zwrot pieniędzy.

Dyson, firma kojarzona przede wszystkim z odkurzaczami, suszarkami i urządzeniami do stylizacji włosów, 1 września 2026 r. oficjalnie wszedł w nową kategorię: produkty do higieny jamy ustnej. Debiutująca szczoteczka CameraJet jest pierwszym urządzeniem tego typu w portfolio firmy. Jej cena na rynku brytyjskim wynosi 419,99 funta, natomiast w Stanach Zjednoczonych – 499 dolarów. W Polsce szczoteczkę można zakupić za ok. 2 tysiące złotych.

Produkt ma łączyć funkcję szczoteczki elektrycznej z technologią czyszczenia przestrzeni międzyzębowych za pomocą strumienia płynu. Urządzenie wyposażono także w kamerę oraz system sztucznej inteligencji, który w czasie rzeczywistym analizuje przestrzenie między zębami i uruchamia skierowany w nie strumień.

Sześć lat prac nad szczoteczką

CameraJet jest efektem około sześciu lat prac badawczo-rozwojowych. Dyson pozycjonuje higienę jamy ustnej jako kolejny strategiczny obszar rozwoju firmy, po sukcesie urządzeń do pielęgnacji włosów. Szczoteczka wykorzystuje dwurzędowe włosie oraz dyszę wodną. Kamera z systemem Gap Optical Targeting ma działać podobnie do endoskopu i umożliwiać precyzyjne lokalizowanie przestrzeni wymagających dodatkowego oczyszczenia. Zastosowany obiektyw makro ma rozdzielczość 100 tys. pikseli.

System wykorzystuje uczenie maszynowe do wykrywania, śledzenia i przewidywania położenia przestrzeni między zębami w czasie rzeczywistym. Algorytm może następnie uruchomić impuls strumienia płynu w kierunku wykrytego obszaru. Skala oprogramowania jest znacząca jak na urządzenie konsumenckie. CameraJet wykorzystuje około 16 mln linii kodu, a system uczenia maszynowego został wytrenowany z wykorzystaniem 470 tys. obrazów stomatologicznych zgromadzonych podczas prac rozwojowych. Dyson zamierza rozwijać wokół tej technologii całą kategorię produktów do higieny jamy ustnej. Firma wcześniej informowała, że planuje m.in. wprowadzenie własnej pasty do zębów, w tym produktu niepieniącego się.

Problem z elementem odpowiedzialnym za strumień wody

Krótko po premierze CameraJet zaczęły pojawiać się jednak informacje o problemach z działaniem urządzenia. Użytkownicy publikowali w mediach społecznościowych relacje o szczoteczkach, które zwalniały, przestawały działać lub wyłączały się po krótkim czasie użytkowania. W jednej z dyskusji na Reddicie użytkownik opisał, że urządzenie przestało reagować już po pierwszym użyciu, a w komorze baterii znalazł wodę. Kolejni uczestnicy dyskusji potwierdzali występowanie podobnych problemów.

21 września Dyson oficjalnie przyznał, że niewielka liczba urządzeń z pierwszych partii produkcyjnych doświadczyła problemu z komponentem. Firma poinformowała jednocześnie o niedoborach produktu wynikających zarówno z wysokiego popytu, jak i zwiększania mocy produkcyjnych. W późniejszym komunikacie, przekazanym Bloomberg News, producent doprecyzował źródło problemu. Jak wyjaśnił rzecznik firmy, jedna partia produkcyjna przewodów odpowiadających za strumień wody miała problem procesowy, który mógł prowadzić do przeciekania wody i pogorszenia działania części urządzeń.

Woda mogła przedostawać się do wnętrza szczoteczki, potencjalnie wpływając na jej działanie. Dyson zdecydował się odizolować zapasy pochodzące z partii objętych problemem. Skutkiem była czasowa niedostępność CameraJet w części kanałów sprzedaży. Firma zapewnia obecnie, że urządzenie znajduje się w pełnej produkcji, a dostawy do partnerów handlowych zostały wznowione.

Problemy pojawiły się już po premierze

Kłopoty z CameraJet były widoczne także w sprzedaży detalicznej. Według informacji przytaczanych przez Bloomberg część dużych sprzedawców, w tym amerykański Best Buy, usunęła produkt ze swoich stron internetowych niedługo po premierze. Opóźnienia dotyczyły również dostaw do klientów i sklepów. Dyson deklaruje, że w przypadku urządzeń objętych problemem zapewnia klientom pełny zwrot pieniędzy. Wcześniej niektórzy użytkownicy mieli otrzymywać propozycję wymiany baterii.

image

Jacek Kraj, Polkard Bis: Gadżety nie mogą nas odrywać od tego, co jest najważniejsze w higienie jamy ustnej

Jedna z osób cytowanych przez Bloomberg opisywała, że jej pierwsze urządzenie przestało działać po około 20 sekundach. Wymieniona szczoteczka działała około minuty, po czym również zaczęła regularnie przerywać pracę. Użytkownik relacjonował następnie wielotygodniowy kontakt z działem obsługi klienta w sprawie zwrotu pieniędzy. Dyson przeprosił klientów, których dotknął problem, i zadeklarował dalsze wsparcie. Jak stwierdził jeden z użytkowników Instagrama, "500 dolarów za mycie zębów przez sztuczną inteligencję? Przesiąkanie wody [do środka] to najmniejszy z ich [klientów] problemów."

Dyson chce zbudować kolejną kategorię

Problemy z pierwszym urządzeniem do higieny jamy ustnej pojawiają się w momencie, gdy Dyson próbuje rozszerzyć działalność poza dotychczasowe główne segmenty. Firma ma za sobą zarówno nieudane wejścia w nowe kategorie, jak i sukcesy. Produkcja pralek została zakończona w 2005 r., natomiast projekt samochodu elektrycznego porzucono w 2019 r. Z kolei wejście w urządzenia do pielęgnacji włosów okazało się istotnym sukcesem. Dyson wprowadził suszarkę Supersonic w 2016 r., a następnie rozwijał portfolio urządzeń do stylizacji włosów.

Według danych przytaczanych przez Bloomberg w 2023 r. urządzenia do stylizacji włosów odpowiadały za około 30 proc. działalności Dysona w Stanach Zjednoczonych. Firma rozwija także inne kategorie produktów, m.in. przenośne urządzenia chłodzące. Wejście w segment higieny jamy ustnej ma być kolejnym etapem dywersyfikacji. CameraJet pokazuje przy tym, jak Dyson próbuje przenieść charakterystyczną dla swoich produktów strategię – połączenie wzornictwa, zaawansowanej elektroniki, oprogramowania i wysokiej ceny – na rynek produktów związanych z higieną jamy ustnej.

W przypadku pierwszej szczoteczki firma musi jednak jednocześnie rozwiązać problem jakościowy, który pojawił się już na początku komercyjnego debiutu. Odseparowanie wadliwej partii i wznowienie produkcji mają umożliwić dalsze skalowanie sprzedaży urządzenia na globalnym rynku.

ZOBACZ KOMENTARZE (0)
01. październik 2026 05:54