StoryEditor
Prawo
14.09.2023 13:36

Gdzie można kupić oryginalne testery perfum? I czy to jest legalne?

Testery perfum to łakomy kąsek dla oszczędnych konsumentów i konsumentek — czy jednak tester perfum różni się od oryginału? / Edwin Chen via Unsplash
Konsumenci coraz częściej wybierają testery perfum jako sposób na oszczędność, zamiast sięgać po pełnowartościowe produkty. Dzięki niższym cenom testerów mogą cieszyć się ulubionymi zapachami, oszczędzając jednocześnie na zakupach. To rozwiązanie pozwala na eksplorację różnych perfum i znalezienie idealnego zapachu bez konieczności inwestowania w pełnowartościowe flakony. Takie zakupy nastręczają jednak pytań i wątpliwości — czy tester perfum różni się od oryginału? Czy testery perfum są słabsze? I czy testery perfum to podróbki?

Artykuł zawiera linki afiliacyjne

Skład perfum może być dla większości konsumentów enigmatyczny, dlatego tak istotne jest, aby przed zakupem mieli możliwość wypróbowania zapachu na własnej skórze. Testery perfum, dostępne w drogeriach czy sklepach, zazwyczaj nie są przeznaczone do sprzedaży. W niektórych przypadkach producenci wyraźnie określają tę zasadę w umowach. Niemniej jednak, nie oznacza to, że testery zawierają inny skład lub są lepszej jakości od oryginalnych produktów. Sklepy zazwyczaj otrzymują testery bez dodatkowych opłat i nie mogą czerpać z nich dodatkowych zysków finansowych.

W internecie można znaleźć wiele dyskusji na temat sprzedaży testerów i dlaczego testery perfum są tańsze:

Mój bliski znajomy zajmował się kiedyś sprzedażą perfum, testery sprowadzał z krajów Unii z różnych perfumerii, które miały te testery po prostu w zapasie. Wszystko to było jednak jakby na lewo, bo perfumerie nie mogły na te testery wystawić faktury (dokładnie nie wiem jak to było) wiec i on sprzedając je w Polsce nie mógł potrącić sobie vatu i ogromne koszty, które musiał dodatkowo płacić (vat, podatek dochodowy, Zus) spowodowały, że jednak zrezygnował z tego biznesu.

Wiem, że jest pełno tego typu ogłoszeń na olx, gdzie tester 90 ml kosztuje 100 zł. Mimo tego, że sprzedawca ma dobre opinie, to nie wydaje mi się, żeby były to oryginalne testery. Znacie jakieś sprawdzone strony, gdzie można zakupić oryginalny tester?

Generalnie sprzedaż testerów jest nielegalna w całej UE, z tym że w naszym kraju (jeszcze, bo przypuszczam, że to kwestia czasu) nie wyciąga się z tego takich konsekwencji jak np. w Niemczech. Gardenia już o tym napisała, w Niemczech sprzedaż testerów, nawet w ramach prywatnej niekomercyjnej sprzedaży na Ebay, jest ścigana i nakładane są wysokie mandaty.

Testery perfum są więc ewidentnie przedmiotem rosnącego zainteresowania konsumentów i konsumentek; wskaźniki wyszukań mówią, że frazy takie jak "testery perfum na sprzedaż" czy "testery perfum do kupienia" biją rekordy popularności.

Czy testery perfum są mocniejsze, trwalsze?

Wśród konsumentów nadal krąży przekonanie, że testery perfum nie oddają dokładnie zapachu oryginałów, a niektórzy klienci i klientki uważają, że testery mają intensywniejszy i bardziej trwały aromat. Niemniej jednak, z perspektywy producenta, takie działanie byłoby nieekonomiczne. Po pierwsze, wymagałoby to posiadania odrębnej linii produkcyjnej, co byłoby kosztowne. Ponadto, wpłynęłoby negatywnie na wizerunek marki. Testerów różnią przede wszystkim opakowania, często pozbawione oryginalnego korka flakonu, mogą być dystrybuowane w inny sposób, mają różne ceny (jeśli producent przewidział możliwość sprzedaży), oraz czasami różnią się pojemnością.

Testery perfum zazwyczaj są umieszczane w prostych, kartonowych opakowaniach, często z naklejką z napisem "tester". Różnią się od pełnowartościowych flakonów brakiem zewnętrznej folii ochronnej oraz korka na flakonie. Przeważnie są dostarczane do drogerii w większych opakowaniach o pojemności około 100 ml. To rozwiązanie ma na celu zwiększenie efektywności produkcji i obniżenie kosztów dystrybucji.

 

Czy warto kupować testery perfum?

Zakup testerów perfum to opcja dostępna dla osób, które chcą zaoszczędzić na kosztownych zapachach. Podczas gdy ceny pełnowartościowych flakonów markowych perfum zwykle osiągają trzycyfrowe kwoty, testery można nabyć już nawet za 30 zł, w zależności od marki. To pozwala klientom zaoszczędzić nawet połowę ceny, zachowując przy tym jakość zapachu. Niestety, niższa cena sprawia, że na rynku pojawiają się również podróbki testerów perfum.

image

Testery perfum wystawione na sprzedaż w serwisie Vinted

Wiadomości Kosmetyczne

Renomowane perfumerie internetowe nie oferują tego rodzaju produktów, ponieważ podróbki mogą mieć słabszą intensywność zapachu lub znacząco różnić się od oryginału, a konsekwencje prawne związane ze sprzedażą produktów nieoryginalnych nie są warte potencjalnych zysków. Warto zachować ostrożność podczas zakupów na portalach aukcyjnych czy ogłoszeniowych, ponieważ nie ma pewności, co faktycznie znajduje się we flakonie testera. Jak zauważył jeden z użytkowników forum Perfuforum, „Tak sobie myślę, że obecnie testujemy produkt oryginalny w stacjonarce, aby móc podjąć decyzję o zakupie testera w sieci”.

 

Czy sprzedaż testerów perfum jest legalna?

Kwestia sprzedaży produktów oznaczonych jako "not for sale" nie jest jednoznaczna i według niektórych prawników powinna być analizowana z uwzględnieniem przynajmniej dwóch głównych aspektów — przepisów dotyczących obowiązków informacyjnych (rzadziej wymogów dopuszczenia do sprzedaży) oraz prawa własności intelektualnej. W polskim prawie nie istnieje wyraźny zakaz, który bezpośrednio zabraniałby sprzedaży towarów jedynie dlatego, że na nich widnieje napis "nie na sprzedaż". Samo umieszczenie takiego oznaczenia na produkcie nie wyklucza faktycznie możliwości jego sprzedaży. Ostatecznie decydują inne okoliczności, które mogą wpłynąć na to, czy sprzedaż tych produktów narusza przepisy prawa czy nie.

Czytaj także: Coty zaoferuje sklepom bezdotykowe testery perfum

Handel produktami oznaczonymi jako "not for sale" może prowadzić do naruszenia praw własności intelektualnej. Często producenci pozwalają na korzystanie z ich znaków towarowych do konkretnych celów, ale produkty te, będące jednocześnie próbkami lub gratisami, zazwyczaj nie mogą być wykorzystywane w inny sposób. Dlatego też sprzedaż takich produktów może potencjalnie stanowić naruszenie praw własności intelektualnej, jeśli jest dokonywana w sposób niezgodny z warunkami, na jakich te produkty zostały udostępnione przez producenta. Wyrok Trybunału Sprawiedliwości (czwarta izba) z dnia 3 czerwca 2010 r. w sprawie Coty Prestige Lancaster Group GmbH przeciwko Simex Trading AG nawiązuje do takiej sytuacji:

[...] Wyczerpanie praw przyznanych przez znak towarowy ma miejsce tylko wtedy, gdy z oceny, której przeprowadzenie należy do sądu krajowego, można wywieść, że wspomniany właściciel udzielił — w sposób wyraźny lub dorozumiany — zgody na wprowadzenie do obrotu, odpowiednio, we Wspólnocie Europejskiej lub w Europejskim Obszarze Gospodarczym, towarów, w stosunku do których powołano się na wyczerpanie praw do znaku. W okolicznościach takich jak występujące w postępowaniu przed sądem krajowym, gdy pośrednikom związanym umową z właścicielem znaku towarowego udostępniane są — bez przeniesienia własności i z zastrzeżeniem zakazu sprzedaży — „testery perfum”, tak aby ich potencjalni klienci mogli spróbować zawartości towaru, gdy właściciel znaku może w każdej chwili żądać zwrotu towaru i gdy wygląd towaru wyraźnie różni się od flakonów perfum zwykle udostępnianych wspomnianym pośrednikom przez właściciela znaku, fakt, że owe testery stanowią flakony perfum opatrzone wzmiankami „tester” i „nieprzeznaczone do sprzedaży” sprzeciwia się, w braku dowodów przeciwnych, których ocena należy do sądu krajowego, stwierdzeniu istnienia dorozumianej zgody właściciela znaku na ich wprowadzenie do obrotu.

Zdaniem Trybunału, umieszczenie na produktach oznaczonych jako "testery perfum" informacji takich jak "nieprzeznaczone do sprzedaży" stanowi zatem wyraźne wyrażenie intencji właściciela znaku, że te produkty nie powinny być przedmiotem handlu. Przedsiębiorca zaangażowany w sprzedaż perfum musi nie tylko upewnić się, że oferowane przez niego produkty są autentyczne, ale także zabezpieczyć, aby towar ten został wprowadzony na rynek w zgodzie z obowiązującymi przepisami. Nieświadomość co do legalności wprowadzenia konkretnego kosmetyku na dany rynek nie zwalnia przedsiębiorcy od odpowiedzialności prawnej ani od potencjalnych kar.

Tylko producent lub dystrybutor mogą wyrazić zgodę na dalszą sprzedaż testerów. W wielu przypadkach duże sieci perfumerii taką zgodę dostają, co pozwala im na legalny obrót testerami np. w swych sklepach internetowych [...] Kupując taki produkt od wątpliwego sprzedawcy musimy mieć świadomość, iż najprawdopodobniej bierzemy udział w naruszeniu przez niego prawa, które wiążą się dla niego z określonymi sankcjami cywilnymi oraz karnymi — powiedział portalowi Wirtualna Polska Mateusz Kozieł, radca prawny z kancelarii Konieczny, Wierzbicki Kancelaria Radców Prawnych w Krakowie.

Niestety, znane są sytuacje w których firmy nie dopełniają swoich obowiązków w tym zakresie; firma Perfumesco.pl, na przykład, nie sprostała tym wymaganiom. Chociaż nie było żadnych wątpliwości co do autentyczności znaków towarowych obecnych na oferowanych produktach, Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej w wyroku z 13 października 2022 r. (sprawa C‑355/21) orzekł, że właściciel Perfumesco.pl musi zniszczyć część swojego asortymentu. Dotyczyło to produktów, które zostały wprowadzone do obrotu na obszarze Europejskiego Obszaru Gospodarczego bez wymaganej zgody uprawnionego podmiotu. Zgodnie z art. 10 ust. 1 dyrektywy 2004/48, który zawiera listę surowych sankcji (takich jak wycofanie z rynku, definitywne usunięcie z rynku lub utylizacja), dotyczących naruszeń praw własności intelektualnej, regulacja ma zastosowanie do wszystkich przypadków takich naruszeń. Obejmuje to również sytuację opisaną powyżej, jak wskazuje kancelaria Lega Artis. O sytuacji związanej z Perfumesco pisałyśmy uprzednio w tekście Perfumesco.pl będzie musiało zniszczyć produkty z portfolio P&G bezprawnie wprowadzone do obrotu.

 

Czy testery perfum to podróbki?

To zależy. Na internetowych aukcjach oraz platformach handlowych, takich jak Vinted, wiele oferowanych testerów perfum to niestety podrobione produkty. Sprzedawcy często wykorzystują popyt na tańsze rozwiązania i próbują zarobić na chęci oszczędzania konsumentów. Dlatego ważne jest, aby kupujący zachowali ostrożność i zawsze sprawdzili wiarygodność sprzedawcy oraz autentyczność produktu, zanim zdecydują się na zakup. Wybierając sprawdzone źródła i renomowane sklepy, można uniknąć ryzyka nabycia podróbek i cieszyć się prawdziwymi zapachami. Jeśli tester został zakupiony w drogerii czy perfumerii, to można mieć pewność, że jest oryginalny — sieci takie jak Rossmann czy Douglas nie pozwolą sobie na dystrybucję podrabianych produktów. Dlatego odpowiedź na pytanie gdzie można kupić oryginalne testery perfum, jest jedna: u podmiotu, który zawarł weryfikowalną umowę z producentem.

ZOBACZ KOMENTARZE (0)
StoryEditor
Prawo
22.09.2026 13:11
Ponad 904 mln zł kar dla największych hurtowni farmaceutycznych. UOKiK: przez ponad dekadę ograniczały konkurencję
Kaboompics

UOKiK uznał, że największe hurtownie farmaceutyczne w Polsce przez ponad 10 lat wymieniały się informacjami o cenach i warunkach handlowych oferowanych aptekom. Łączna wartość kar nałożonych na Neucę, Farmacol-Logistykę, Farmacol i Świat Zdrowia wyniosła 904,97 mln zł. Sprawa pokazuje również znaczenie danych handlowych pozyskiwanych za pośrednictwem cyfrowych programów partnerskich.

Grupy Neuca, Farmacol oraz Polska Grupa Farmaceutyczna należą do największych hurtowych sprzedawców produktów farmaceutycznych w Polsce. Według ustaleń UOKiK ich łączny udział w rynku sprzedaży hurtowej leków w latach 2015–2022 przekraczał 70 proc. Skala działalności tych podmiotów ma bezpośrednie znaczenie dla funkcjonowania rynku aptecznego, ponieważ hurtownie są jednym z kluczowych ogniw łańcucha dostaw produktów leczniczych.

Według UOKiK przedsiębiorcy przez ponad dekadę wymieniali między sobą informacje mające wartość gospodarczą, w tym dotyczące cen leków, wielkości sprzedaży oraz warunków handlowych oferowanych poszczególnym aptekom. Mechanizm wykorzystywał narzędzia informatyczne funkcjonujące w ramach programów partnerskich dla aptek. Hurtownie, oferując aptekom m.in. rabaty, szkolenia czy wsparcie marketingowe, uzyskiwały dostęp do danych dotyczących ich zakupów. Następnie informacje te były udostępniane innym uczestnikom porozumienia i wykorzystywane przy podejmowaniu decyzji handlowych.

Dane z tysięcy aptek elementem mechanizmu

Istotne było to, że nie chodziło o publicznie dostępne cenniki konkurentów. UOKiK wskazuje, że przedsiębiorcy uzyskiwali informacje o cenach, po których konkretne produkty były sprzedawane konkretnym aptekom, a także o innych warunkach transakcji. Dzięki temu uczestnicy porozumienia mogli obserwować zachowania konkurentów na znacznie bardziej szczegółowym poziomie, niż byłoby to możliwe na podstawie informacji dostępnych publicznie.

Z ustaleń Urzędu wynika, że z mechanizmu od października 2015 r. korzystały Neuca i Polska Grupa Farmaceutyczna, natomiast od stycznia 2017 r. dołączyły do niego również spółki z grupy Farmacol. Dane pochodzące z aptek pozwalały przedsiębiorcom ustalać, jakie produkty kupował dany odbiorca, od którego dostawcy, po jakiej cenie i na jakich warunkach.

image

Czy Żabka może zostać apteką? Blisko 13 tys. punktów zmienia układ sił na rynku zdrowia i kosmetyków

W ocenie UOKiK taka wymiana ograniczała przestrzeń do niezależnego konkurowania o apteki. Hurtownia mogła bowiem dostosować własną ofertę do warunków, jakie znała z oferty konkurenta. W materiałach postępowania znalazła się również korespondencja pracowników jednej z hurtowni, w której pojawiło się określenie „nie wywołać wojny cenowej”. Według Urzędu wymiana informacji pozwalała uczestnikom porozumienia unikać intensywnej rywalizacji cenowej.

UOKiK wskazuje, że konsekwencją mechanizmu było ograniczenie konkurencji pomiędzy największymi hurtowniami oraz utrwalanie istniejącego układu sił. W komunikacie Urząd zwraca uwagę, że skutki były odczuwalne również przez apteki, które mogły otrzymywać mniej konkurencyjne warunki zaopatrzenia. Ostatecznym odbiorcą leków jest natomiast pacjent.

Ponad 904 mln zł kar

Decyzja Prezesa UOKiK z 21 września 2026 r. zakwalifikowała opisane działania jako praktykę ograniczającą konkurencję polegającą na wymianie informacji handlowych mających wartość gospodarczą. Urząd zastosował przepisy polskiej ustawy o ochronie konkurencji i konsumentów oraz art. 101 ust. 1 Traktatu o funkcjonowaniu Unii Europejskiej. Decyzja została pozytywnie zaopiniowana przez Komisję Europejską, która potwierdziła kwalifikację praktyki i argumentację UOKiK w świetle zgromadzonego materiału dowodowego.

Łączna wysokość kar wyniosła 904 969 744,47 zł. Na Neucę nałożono 499 037 763,85 zł, na Farmacol-Logistykę 400 532 440 zł, na Farmacol 3 488 520 zł, a na Świat Zdrowia 1 911 020,62 zł. Maksymalna kara, jaka może zostać nałożona za udział w porozumieniu ograniczającym konkurencję, wynosi 10 proc. rocznego obrotu przedsiębiorcy.

image

Po 14 latach zakaz znika. Apteki będą mogły walczyć o klientów reklamą

Sankcji finansowej uniknęła Polska Grupa Farmaceutyczna. Spółka skorzystała z programu łagodzenia kar, przekazała UOKiK informacje i dowody oraz współpracowała z Urzędem w toku postępowania. Według UOKiK to właśnie jej wniosek pomógł w wykryciu i udokumentowaniu mechanizmu.

Decyzja nie jest prawomocna

Postępowanie ma również wymiar istotny dla innych sektorów wykorzystujących dane sprzedażowe. Programy partnerskie i lojalnościowe pozwalają przedsiębiorstwom uzyskiwać szczegółową wiedzę o zachowaniach klientów, a dane te mogą mieć wysoką wartość gospodarczą. Granica między wykorzystaniem informacji do poprawy oferty a działaniem ograniczającym konkurencję jest szczególnie istotna na rynkach, na których kilka podmiotów kontroluje znaczącą część sprzedaży.

Znaczenie sprawy wykracza więc poza sam rynek farmaceutyczny. Dotyczy również sposobu wykorzystywania danych handlowych w sektorach o wysokiej koncentracji, w tym w handlu detalicznym i hurtowym produktami zdrowotnymi, kosmetycznymi czy FMCG. W przypadku kosmetyków szczególne znaczenie mogą mieć dane o cenach, rabatach, sprzedaży i warunkach handlowych przekazywane w ramach programów dla detalistów i partnerów biznesowych.

image

DM umacnia się w segmencie aptecznym. Aplikacja dm-med rozszerza ekosystem drogerii

Decyzja UOKiK nie jest prawomocna. Przedsiębiorcom przysługuje odwołanie do Sądu Ochrony Konkurencji i Konsumentów. Neuca poinformowała, że nie zgadza się z zarzutami i zamierza skorzystać z prawa do odwołania. Grupa podkreśliła, że ostateczna wysokość ewentualnej kary oraz termin jej zapłaty zostaną ustalone po zakończeniu postępowania odwoławczego i wydaniu prawomocnego wyroku.

Dane dotyczące zwłaszcza aktualnej pozycji Neuki pokazują skalę podmiotów objętych sprawą. Grupa jest liderem krajowego rynku hurtowej sprzedaży leków, a średnioroczny udział spółek z grupy Neuca w krajowym rynku hurtu aptecznego wyniósł w 2024 r. 29,5 proc. W przypadku rynku o takiej koncentracji sposób gromadzenia, udostępniania i wykorzystywania danych handlowych może mieć istotne znaczenie dla warunków konkurencji w całym łańcuchu dostaw.

ZOBACZ KOMENTARZE (0)
StoryEditor
Prawo
18.09.2026 14:39
Aldi vs. Clé de Peau Beauté: poszło o dupe kultowego produktu
Po lewej produkt Lacura, po prawej produkt Clé de Peau Beauté.City News Service Shanghai

Shiseido China pozwało Aldi China w związku z kosmetykiem własnej marki Lacura. Japoński koncern zarzuca niemieckiemu dyskonterowi nieuczciwą konkurencję, wskazując na podobieństwo opakowania i designu produktu do bazy pod makijaż marki premium Clé de Peau Beauté. Rozprawa przed sądem w Szanghaju ma odbyć się 5 listopada 2026 r.

Sprawa została wniesiona przez Shiseido (China) Investment Co. Ltd. do Sądu Ludowego Nowego Obszaru Pudong w Szanghaju. Pozwanym jest Aldi (China) Investment Co. Ltd., a także producent kontraktowy kosmetyku – Cors Cosmetics (Shanghai) Co. Ltd. – oraz operator sklepu Aldi, w którym produkt jest sprzedawany, czyli Aldi Commercial (Shanghai) Co. Ltd.

Przedmiotem sporu jest rozświetlająca baza pod makijaż Lacura Soft-Light Radiant Isolation Cream. Według informacji przytaczanych przez chińskie media, Shiseido wskazuje na podobieństwo z produktem swojej luksusowej marki Clé de Peau Beauté. W materiałach porównawczych publikowanych w mediach społecznościowych zwracano uwagę m.in. na czarną tubę ze złotym zamknięciem oraz sposób wykorzystania złotej i białej typografii. Nie chodzi przy tym o identyczność znaków towarowych. Lacura jest odrębną marką własną Aldi, dlatego Shiseido zdecydowało się na dochodzenie roszczeń w związku z nieuczciwą konkurencją, a nie bezpośrednim naruszeniem znaku towarowego.

24,9 juana kontra 540 juanów

Jednym z kluczowych elementów postępowania będzie ustalenie, czy podobieństwo produktów może prowadzić do pomyłki konsumentów. Różnica cen między kosmetykami jest przy tym bardzo duża. Produkt Lacura kosztuje 24,9 juana, czyli około 3,71 dol., podczas gdy oficjalna cena bazy Clé de Peau Beauté wynosi 540 juanów. Oznacza to, że kosmetyk Aldi kosztuje około 21,7 razy mniej niż produkt marki premium.

Jak wskazują cytowani przez chińskie media prawnicy, Aldi może argumentować, że tak znacząca różnica cenowa pozwala przeciętnym konsumentom bez trudu odróżnić oba produkty. Z drugiej strony Shiseido może próbować wykazać, że określone elementy opakowania i identyfikacji wizualnej wykorzystują rozpoznawalność oraz wartość handlową marki Clé de Peau Beauté.

image

Fałszywe kosmetyki K-beauty wygenerowały straty ponad 15 mln dolarów w dziewięć miesięcy

Spór wpisuje się w szerszą dyskusję dotyczącą produktów marek własnych dyskontów i granicy między inspirowaniem się rozwiązaniami obecnymi na rynku a kopiowaniem elementów mogących mieć znaczenie dla rozpoznawalności produktu. W przypadku kosmetyków kwestia ta ma szczególne znaczenie, ponieważ opakowanie, kolorystyka, kształt flakonu czy tuby oraz typografia są istotnymi elementami identyfikacji produktu na półce.

Lacura jako filar strategii Aldi

Lacura jest główną marką Aldi w kategorii beauty i personal care. Niemiecki dyskonter wykorzystuje marki własne jako jeden z podstawowych elementów modelu biznesowego. Według publicznie dostępnych informacji produkty private label stanowią ponad 90 proc. asortymentu sklepów Aldi. Sieć posiada ponad 10 tys. sklepów na świecie i działa w ponad 10 krajach.

Aldi rozpoczęło działalność w Chinach w 2017 r. poprzez handel transgraniczny, a w 2019 r. otworzyło pierwsze sklepy stacjonarne w Szanghaju. Na chińskim rynku strategia marek własnych pozwala dyskontowi konkurować ceną, a jednocześnie rozwijać produkty w wielu kategoriach konsumenckich.

Porównania produktów Aldi z ofertą znanych marek pojawiały się w Chinach również poza segmentem kosmetycznym. Konsumenci zestawiali m.in. herbatę oolong Xunlu z butelkowaną herbatą Suntory, pluszowe zabawki kosztujące około 10–20 juanów z produktami Jellycat, a część odzieży sportowej z popularną linią Ebb marki Lululemon. W kategorii beauty niektóre produkty do kąpieli i pielęgnacji ciała Lacura porównywano natomiast wizualnie z kosmetykami australijskiej marki Aesop.

Kolejne spory o marki własne

Postępowanie w Chinach nie jest pierwszym przypadkiem, w którym produkty marek własnych Aldi stały się przedmiotem sporu dotyczącego własności intelektualnej. W 2019 r. brytyjski sąd uznał, że paleta do konturowania Lacura naruszała prawa autorskie ze względu na podobieństwo do produktu marki Charlotte Tilbury.

image

Guardian: Tanie perfumy podbijają brytyjski rynek – co druga osoba kupiła zapachowy „dupe”

W Australii pod koniec 2024 r. sąd federalny uznał z kolei, że opakowanie konkretnego produktu dla dzieci z linii MAMIA Baby Bellies Puffs naruszało prawa autorskie do opakowania Baby Bellies Puffs. W maju 2025 r. firma Mondelez International pozwała Aldi w USA, zarzucając sieci, że opakowania kilku produktów typu ciastka i krakersy naśladują wygląd m.in. Oreo, Chips Ahoy!, Ritz, Nutter Butter i Nilla Wafers. Postępowanie pozostaje w toku.

Sprawa Shiseido przeciwko Aldi będzie więc kolejnym testem granic, w jakich globalny dyskonter może rozwijać atrakcyjne cenowo marki własne, wykorzystując rozwiązania wizualne znane konsumentom z produktów markowych. O tym, czy w przypadku Lacura doszło do nieuczciwej konkurencji, zdecyduje sąd w Szanghaju.

ZOBACZ KOMENTARZE (0)
23. wrzesień 2026 08:42