StoryEditor
Rynek i trendy
11.07.2022 00:00

Beata Orlicka, Ziko Dermo: Kult zadbanej skóry sprzyja rynkowi dermokosmetyków

Ziko Dermo to sieć ponad 50 drogerii specjalizujących się w dermokosmetykach i dermokonsultacjach. O rynku dermokosmetyków, kulcie zadbanej skóry, potrzebach i świadomości kobiet stosujących dermokosmetyki oraz o inwestycjach Ziko Dermo w kolejne kategorie produktów rozmawiamy z Beatą Orlicką, koordynatorką ds. promocji i sprzedaży dermokosmetyków w Ziko Dermo.

Gdybyśmy miały scharakteryzować drogerie Ziko Dermo, to co je przede wszystkim wyróżnia?

Na pewno asortyment dermokosmetyczny, czyli selektywny. Ziko Dermo powstało z myślą o kobietach, które dbają o swoją skórę i starannie pielęgnują ją. U wielu z nich występują również  określone problemy ze skórą i dlatego potrzebują dermokosmetyków ściśle dobranych do ich indywidualnych potrzeb.

Jak określiłaby Pani klientki Ziko Dermo?

Największą grupę stanowią klientki świadome, które stosują dermokosmetyki, mają zdiagnozowaną dermatozę i mogą używać tylko konkretnych preparatów zalecanych przez dermatologa. Ale jest też dużo kobiet poszukujących, a także klientek nowego pokolenia – córek tych bardzo świadomych mam, które trafiają do nas z rekomendacją od dermatologa lub przychodzą z mamą na zakupy.

Co kupują te młode osoby?

Żyjemy w czasach, w których panuje kult idealnie zadbanej skóry i pięknej sylwetki. Takie młode osoby borykają się często z dużym stresem spowodowanym trądzikiem i jego objawami na skórze. Preparaty na trądzik stanowią u nas dużą grupę produktów w kategorii wieku dorastania.

A jakich produktów szukają te doświadczone mamy?

Bardzo często przychodząca do nas klientka i mówi po prostu: poproszę krem do twarzy. To jest dobry początek do rozpoczęcia rozmowy i wywiadu dermokonsultantki, na podstawie którego będzie można dobrać dobry dla danej osoby preparat. Najbardziej oczekiwane jest oczywiście działanie przeciwzmarszczkowe. Często pojawia się  też inny problem skóry naczynkowej, trądziku różowatego, ale kobiety chcą działać głównie prewencyjne przeciwzmarszczkowo, bez względu na to czy mają 35, czy 50 lat.

Czy wiedza o tym jaką mamy skórę, świadomość, jak powinnyśmy ją pielęgnować, jest coraz powszechniejsza?

Zdecydowanie tak. I każde nowe pokolenie rośnie z tą świadomością. Jednak liczba kosmetyków na rynku oraz mnogość funkcji, jakie pełnią, sprawia, że kobiety czują się zagubione. Dlatego tak ważne jest fachowe wsparcie przy wyborze dermokosmetyku.

To następny element, który nas wyróżnia. Fachowy personel, dermokonsultantki najczęściej z wykształceniem kosmetologicznym, które są w stanie pomóc w zdiagnozowaniu skóry, przeprowadzić wywiad i na tej podstawie udzielić fachowej porady, dobrać kosmetyk lub całą kurację. Informują też jak używać produktów i jak je przechowywać. To ważne, bo w kosmetykach i dermokosmetykach znajdują się substancje, które przez niewłaściwe przechowywanie tracą swoje właściwości.

Często mamy przeświadczenie, że najlepszym miejscem na przechowywanie kosmetyków jest lodówka.

Niekoniecznie. W lodówce dobrze jest przechowywać np. preparaty pod oczy, które mają pielęgnować skórę, ale też np. niwelować opuchnięcia. Dla żelowych formuł to idealne miejsce. Natomiast dla większości pozostałych preparatów nie. Kosmetyki powinny być przechowywane w zamkniętych szafkach, w pomieszczeniach, gdzie nie operuje słońce. Nie mogą stać na parapecie w oknie, ani na podgrzanych przez oświetlenie półkach w łazience. Nie można ich przewozić w upale w kosmetyczkach. Ciepło i promienie słoneczne zdecydowanie nie sprzyjają kosmetykom. Są np. preparaty z witaminą C, która pod wpływem światła po prostu się utlenia. Dlatego mają szczelne opakowanie, najczęściej z ciemnego szkła.

Wracając do indywidualnych porad, które mają pomóc nam, kobietom, w doborze odpowiednich kosmetyków czy kuracji, to czy z tą myślą stworzyliście w Ziko Dermo akcję Beauty Days?

Tak. To cykliczne wydarzenie, podczas którego przygotowywany jest spersonalizowany beauty plan – nasze ekspertki przeprowadzają wywiad, badanie skóry i włosów, omawiają dotychczas stosowane kuracje i na tej podstawie rozpisują indywidualny plan pielęgnacyjny dla danej osoby. Polecają dermokosmetyki i kuracje, które odpowiadają na konkretne problemy skóry i mogą być kontynuacją zabiegów gabinetowych. Lista zalecanych dermokosmetyków jest uzupełniana o suplementy, by wspomagać organizm także od wewnątrz.

Beauty plany są tworzone z uwzględnieniem możliwości czasowych i finansowych osoby, która zgłasza się do nas na konsultację. Dowiaduje się ona, jakich dermokosmetyków używać i w jaki sposób, czy lepiej ograniczyć się do wielofunkcyjnych produktów, czy też wskazanych byłoby kilka produktów specjalistycznych, czy i jakie zabiegi może wykonywać na swojej skórze, jak długo powinna trwać kuracja. To wszystko jest bardzo ważne.

Czytaj więcej: Ziko Dermo rozpoczynają cykl konsultacji kosmetologicznych

Dziś, przy takiej mnogości produktów, kobiety często dosłownie rzucają się na nowości i za chwilę je porzucają. Tymczasem cykl naszej skóry to 28 dni. Każda kuracja musi być prowadzona systematycznie i w pewnym okresie czasowym, żeby skóra mogła się zregenerować, a jej funkcje obronne, które naturalnie występują, miały możliwość zaistnienia. Jeśli jakiś preparat będziemy stosować przez tydzień, potem go zaniechamy i wrócimy do niego za 3 miesiące, to nie przyniesie to żadnego efektu. Np. w kuracji zapobiegającej wypadaniu włosów ważnym elementem jest suplementacja i dbanie o włosy, które mamy. Kuracja musi trwać minimum trzy miesiące, ponieważ włosy mają swój cykl wypadania i wzrostu. Potrzebna jest systematyczność i trochę zaangażowania – jeśli rytuały są przewidziane na poranek i wieczór, to się je po prostu wykonuje.

Najgorzej (śmiech).

Niestety, nie ma przebacz (śmiech). Tak jest z każdą kuracją. Musi mieć odpowiedni czas i etapy. Nawet najlepszy krem selektywny nałożony na nieoczyszczoną skórę nie ma możliwości zadziałania. Substancje nie przedostaną się do bariery naskórkowej. Musimy zacząć od pierwszego kroku, właściwego demakijażu, oczyszczania i potem nałożenia składników aktywnych. Można potem sięgnać po zabiegi uzupełniające – maseczki, peelingi stosowane raz w tygodniu. Po kolei.

Myślę, że beauty plany to fajny pomysł, bo nie do końca wiemy, jak dobrać produkty i kupujemy ich za dużo. I często bez umiaru i zastanowienia testujemy na sobie, a można wtedy narobić sobie problemów.

To jest tak zwana chirurgia łazienkowa (śmiech). Inwencja kobiet w tym zakresie jest nieograniczona, a przecież w specjalistycznych kuracjach mamy często do czynienia z silnie działającymi substancjami, np. kwasami złuszczającymi, które nie zawsze i nie na każdy rodzaj skóry można stosować.

Główny asortyment Ziko Dermo to dermokosmetyki. Nie dysponujemy definicją dermokosmetyków. Czym więc różnią się one od kosmetyków dostępnych na rynku masowym?

Istnieją pewne różnice, zarówno na etapie tworzenia receptur, jak i wytwarzania produktów finalnie, które pozwalają odróżniać kremy drogeryjne od dermokosmetyków. Dermokosmetyki i kosmetyki oczywiście mają podobny zakres badań, nie wypuszcza się na rynek produktów nieprzebadanych. Natomiast dermokosmetyki są ukierunkowane na działanie lecznicze, specjalistyczne, często na dermatozy. Ich składniki aktywne działają na problem, np. naczynkowy, trądzikowy, mają działanie rozjaśniające. Stężenie substancji aktywnych jest na tyle wysokie i znajdują się one na pierwszym miejscu składników, że ten efekt jest widoczny. A kosmetyki najczęściej mają działanie ogólne lub uniwersalne. Większość osób może je zastosować, będą pielęgnowały i nawilżały skórę, ale w przypadku dermatozy nie są wystarczające.

Z jakimi markami dermokosmetycznymi pracujecie w Ziko Dermo?

Nasza drogeria współpracuje z najlepszymi polskimi i zagranicznymi markami specjalizującymi się w produkcji dermokosmetyków. Są to zarówno duże, znane firmy, jak i te mniejsze, których asortyment nie jest szeroki. Krainą dermokosmetyków jest Francja, dlatego mamy w ofercie całą paletę najlepszych francuskich produktów tj. Vichy, Avene, La Roche Posay, Pierre Fabre. Klienci znajdą u nas również włoską markę Synchroline oraz hiszpańską Sesdermę. Ważną pozycję w naszym asortymencie odgrywają marki polskie tj. – Pharmaceris, Iwostin, Dermedic czy Balneokosmetyki. Naprawdę jest w czym wybierać. Często są to dermokosmetyki, z pomocą których wykonywane są zabiegi w gabinetach kosmetycznych. Wiele marek dermokosmetycznych prowadzi swoje własne gabinety kosmetyczne również tutaj w Polsce. U nas w drogerii można kupić kosmetyki takiej marki, by kontynuować kurację w domowych warunkach.

Wiemy jak ważną rolę w doborze kosmetyków odgrywa testowanie, dlatego rozdajemy duże ilości próbek, by klientki mogły poznać marki i zalety produktów, które dopiero co weszły na rynek polski. W naszych drogeriach rozstawione są także tester bary, gdzie klient może samodzielnie wypróbować wybrany dermokosmetyk. Wiosną przeprowadziliśmy pionierską akcję „Wielkie Testowanie”, do której przyłączyło się kilkanaście marek dermokosmetycznych. W trakcie jej trwania rozdaliśmy kilka tysięcy katalogów z wyselekcjonowanymi próbkami produktów. Akcja cieszyła się olbrzymim zainteresowaniem. Cieszymy się, że dzięki temu nasi klienci będą mogli świadomie zdecydować się na wybór dermokosmetyku, z którym będą się czuli komfortowo.

Czytaj więcej: Ziko Dermo i znane marki dermokosmetyczne startują z akcją Wielkie Testowanie  

Masowy rynek kosmetyków jest bardzo dynamiczny, pojawia się wiele nowych firm, marek produktów. Łatwo jest wprowadzić nowość. Wydaje mi się, że rynek dermokosmetyków jest bardziej zachowawczy w tym względzie.

Tak, ma pani rację. Tu nie ma dużej rotacji firm i marek. Niezwykle ważna jest historia firmy, doświadczenie. Za markami stoją własne laboratoria, wiele lat badań surowców i finalnych produktów. Często są to patenty na receptury. By je zdobyć potrzeba naprawdę wielu lat badań.

Firmy specjalizujące się w dermokosmetykach to często firmy rodzinne, budowane przez pokolenia. Wśród twórców zwykle są farmaceuci, chemicy, osoby, które swoje doświadczenie zawodowe zamieniły w życiową pasję. Albo też lekarze, dermatolodzy, którzy lecząc pacjentów dostrzegali, że brakuje pewnych produktów i są twórcami nowych receptur i formuł. Dużo trudniej jest wejść na ten rynek małym markom czy też markom własnym. Marki własne to oczywiście też receptury, badania, ale nie stoi za nimi historia czy filozofia ani wieloletnie doświadczenie.

Wydaje mi się, że na rynku dermokosmetycznym potrzeba dużo czasu, aby zdobyć zaufanie konsumentek.

To prawda. Widać to w strategii firm. Nawet wówczas, kiedy wprowadzają nowość, to nie jest to działanie ad hoc i nie odbywa się bardzo często. Nowości są zapowiedziane, nie ma dziesięciu nowości rocznie. Jedna, bo przez lata trwają badania kliniczne in vivo, in vitro, badania substancji, ich oddziaływania na dany problem. Nowy produkt musi też otrzymać szeroką komunikację. Nie ma wyścigu, kto wprowadzi więcej nowości.

Bardzo modne stały się kosmetyki naturalne, czy w segmencie dermokosmetyków także jest to widoczne?

Tak, ale trzeba pamiętać, że kosmetyki naturalne to nic innego jak użyty naturalny surowiec, wyciąg z roślin. Skóry, które są nadreaktywne, alergiczne – pierwsze zareagują nadwrażliwością na kosmetyki naturalne.

Co decyduje o wyborze dermokosmetyku przez klientki, poza wspomnianym już zaleceniem dermatologa i poleceniem konsultantki?

Przede wszystkim przywiązanie i zaufanie do marki, jakość produktów, ich skuteczne działanie na określony problem. Znaczenie ma też opakowanie kosmetyku. Wiele osób zwraca uwagę na jego sterylność – takie są opakowania defi, bez dostępu powietrza do wnętrza, które stosuje wiele marek dermokosmetycznych. Bardzo lubiane przez klientki są opakowania szklane – po krem w szklanym słoiczku sięgną w pierwszej kolejności. Część marek wprowadza obecnie opakowania z ciemnego szkła. Chodzi nie tylko o względy praktyczne, o to, że produkty są lepiej chronione przed światłem, ale także ma to znaczenie marketingowe. Takie opakowania dobrze się kojarzą, nawiązują do tradycji alchemicznej.

Kobiety zwracają także uwagę na aspekt środowiskowy, czy opakowania są ekologiczne, czy można je uzupełniać, przetwarzać w procesie recyklingu. Jest to szczególnie ważne dla młodego pokolenia.

Czy ważna jest cena?

Tak, cena jest zawsze istotnym czynnikiem wyboru. Dlatego staramy się, aby ceny w Ziko Dermo były zawsze bardzo atrakcyjne. Klubowicze z kartą Ziko Klub korzystają ze specjalnych zniżek i ofert promocyjnych. Te oferty są komunikowane w codwutygodniowych gazetkach, są oznaczone na półkach specjalną ceną klubową. Również w ramach akcji Beauty Days zadbaliśmy o to, aby dermokosmetyki wielu marek były dostępne z atrakcyjnymi rabatami. Organizujemy także akcje „Dzień z ekspertem marki” i „Dzień z marką”, podczas których obowiązują specjalne ceny na wybrane produkty.

Czy ostatnie lata, okres pandemii, zmienił działanie Ziko Dermo?

Dostosowanie się do reżimu sanitarnego nie było dla nas trudnością, bo w naszej branży dezynfekcja, sterylność, używanie rękawiczek to codzienność. Doszły jedynie maseczki. Zmieniło się natomiast to, że wiele osób, pracując zdalnie zaczęło dbać intensywniej o skórę, ciało, włosy. Zabiegi pielęgnacyjne, domowe rytuały spa, przeżyły swój renesans. To przełożyło się na sprzedaż określonych produktów i rozszerzenie asortymentu. Na przykład wzrosła bardzo kategoria maseczek pielęgnacyjnych . Świetnie sprzedawały się także specjalistyczne produkty do pielęgnacji włosów i skóry głowy – peelingi, maski, olejki.

Pandemia przyspieszyła uruchomienie naszej drogerii internetowej. Dzięki temu nasz zasięg działania obejmuje już całą Polskę. W tym czasie zacieśniły się też relacje klientek z personelem, bo choć w sklepie internetowym można robić zakupy codziennie, o każdej porze, to kobiety lubią nadal przyjść do drogerii i porozmawiać „face to face”. Szczególnie jest to widoczne w osiedlowych lokalizacjach. Te społeczne relacje są bardzo ważne. Klientki często wracają z informacją, jak działa preparat, czy są zadowolone. Dokupują też kolejne produkty.

Wspomniała Pani też, że powiększyliście asortyment. O jakie produkty?

Wprowadziliśmy akcesoria do pielęgnacji dłoni i paznokci, naturalne farby do włosów. Rozszerzamy też ofertę suplementów głównie o preparaty wpływające na włosy, skórę i paznokcie. Wprowadziliśmy również całą kategorię kosmetyków do makijażu. Dotychczas oferowaliśmy jedynie podkłady do cer problematycznych. W naszej drogerii Ziko Dermo na ul. Wareckiej w Warszawie ruszyło stanowisko, gdzie można wykonać makijaż dzienny lub wieczorowy i otrzymać poradę odnośnie doboru odpowiednich do jego przygotowania produktów. Na razie to projekt pilotażowy. Wiele nowych pomysłów czeka jeszcze na wdrożenie. Ale jedno pozostaje dla nas niezmienne: promowanie holistycznej pielęgnacji i dbanie dobro naszych klientek.

O sieci Ziko Dermo i jej marketingu oraz komunikacji z konsumentami czytaj więcej: Ziko Dermo, czyli specjalizacja w dermokosmetykach

ZOBACZ KOMENTARZE (0)
StoryEditor
Wywiady
30.01.2026 11:17
Karolina Starmach, Dela Cosmetics: Unijne regulacje są impulsem do innowacji kosmetycznych, a nie barierą rozwoju
Karolina Starmach, export manager w Dela Cosmeticsmat.pras.

Nie da się dziś konkurować globalnie, oszczędzając na R&D. Firmy kosmetyczne muszą zaakceptować fakt, że inwestycje w reformulacje są stałym elementem biznesu, a nie jednorazowym kosztem. Z mojego doświadczenia wynika jednoznacznie, że unijne regulacje są impulsem do innowacji, w długiej perspektywie wzmacniając konkurencyjność europejskich – w tym też polskich – producentów – uważa Karolina Starmach, export manager w firmie Dela Cosmetics.

Przez pięć lat pracowała pani jako technolog, poznając branżę kosmetyczną od najdrobniejszych – i to dosłownie – podstaw. W jaki sposób dogłębna znajomość receptur i procesu produkcji wpływa dziś na rozmowy z zagranicznymi partnerami i budowanie zaufania do marki kosmetycznej? W czym takie doświadczenie pomaga?

Dogłębna znajomość receptur i procesów produkcyjnych realnie skraca dystans w rozmowach z zagranicznymi partnerami. Przez pięć lat pracy jako technolog nauczyłam się myśleć o produkcie nie tylko marketingowo, ale przede wszystkim procesowo i jakościowo. Dziś, jako export manager, mogę prowadzić rozmowy również na poziomie merytorycznym, co znacząco zwiększa wiarygodność firmy. W praktyce oznacza to, że partnerzy szybciej podejmują decyzje, bo widzą, że po drugiej stronie jest osoba, która rozumie ryzyka technologiczne, ograniczenia surowcowe i regulacyjne. To buduje zaufanie do producenta, a nie tylko do samego produktu. 

Unia Europejska regularnie wprowadza ograniczenia, dotyczące stosowania określonych składników. Jak te regulacje wpływają na konkurencyjność europejskich, w tym polskich, producentów kosmetyków na rynkach międzynarodowych? Czy producenci traktują te regulacje jako bariery w rozwoju czy jako impuls do ciągłych innowacji?

Z mojego doświadczenia wynika jednoznacznie, że unijne regulacje są impulsem do innowacji, a nie barierą rozwoju. Oczywiście wymagają one dużych nakładów pracy, ale w długiej perspektywie wzmacniają konkurencyjność europejskich producentów. Firmy działające w UE uczą się projektować produkty bardziej świadomie, bezpiecznie i przyszłościowo. Dzięki temu na rynkach międzynarodowych europejskie – w tym polskie – kosmetyki są postrzegane jako bardziej zaawansowane technologicznie i godne zaufania. To bardzo silny argument eksportowy. 

Zakazy i ograniczenia dotyczące składników często oznaczają konieczność reformulacji obecnych na rynku produktów. Jak firmy kosmetyczne mogą pogodzić rosnące koszty R&D z oczekiwaniami rynków zagranicznych, dotyczącymi ceny i jakości?

Nie da się dziś konkurować globalnie, oszczędzając na R&D. Firmy kosmetyczne muszą zaakceptować fakt, że inwestycje w reformulacje są stałym elementem biznesu, a nie jednorazowym kosztem. Kluczowe jest jednak rozsądne zarządzanie tym procesem: projektowanie formulacji w taki sposób, aby były możliwie „odporne” na przyszłe zmiany regulacyjne oraz skalowalne na różne rynki. W ten sposób koszty R&D stają się inwestycją, która zwraca się w postaci dłuższego cyklu życia produktu i większej elastyczności eksportowej.  

image

Dorota i Wojciech Soszyńscy, Oceanic: Branża kosmetyczna nie wybacza zastoju [ROCZNIK WK 2025/26]

Czy doświadczenie technologiczne pomaga pani lepiej odpowiadać na pytania i obawy dystrybutorów dotyczące bezpieczeństwa, skuteczności i zgodności produktów z lokalnymi przepisami? Czy wiedza techniczna i technologiczna pomaga w sprzedaży B2B?

Tak – i to w sposób fundamentalny. W sprzedaży B2B, szczególnie w eksporcie, decyzje nie są podejmowane wyłącznie na podstawie ceny czy estetyki produktu. Dystrybutorzy oczekują konkretnych, rzetelnych odpowiedzi dotyczących bezpieczeństwa, stabilności, skuteczności i zgodności z lokalnym prawem. Moje doświadczenie technologiczne pozwala prowadzić rozmowy na poziomie faktów, a nie ogólników. To znacząco przyspiesza proces sprzedaży i zwiększa zaufanie do producenta jako długoterminowego partnera. 

Dlaczego pani zdaniem eksport, czyli ekspansja zagraniczna, nie jest już opcją dla działalności, ale często staje się koniecznością dla producentów kosmetyków? Jak szukacie takich nowych rynków zbytu?

Rynek lokalny, nawet jeśli dynamiczny, nie jest dziś wystarczający, aby zapewnić stabilny rozwój producenta kosmetyków. Eksport przestał być dodatkiem do działalności – stał się jej naturalnym kierunkiem. Dla firm takich jak Dela Cosmetics, które oferują wysoką jakość i elastyczność produkcyjną, ekspansja zagraniczna jest logicznym krokiem. Nowych rynków nie szukamy przypadkowo – analizujemy ich potencjał regulacyjny, potrzeby konsumenckie i dojrzałość rynku private label. 

image

P-beauty Made in Poland może osiągnąć sukces [ROCZNIK WK 2025/26]

Czym firma powinna się kierować przy wyborze nowych rynków eksportowych: wielkością rynku, trendami konsumenckimi i modami, barierami regulacyjnymi czy dopasowaniem do DNA marki? 

Przy wyborze nowych rynków eksportowych najważniejsze jest dopasowanie do kompetencji producenta i DNA marki, a nie sama wielkość rynku czy chwilowe trendy konsumenckie. Duży, modny rynek może wyglądać atrakcyjnie w analizach, ale jeśli nie jest gotowy na oferowaną jakość, poziom cenowy lub model współpracy, bardzo szybko staje się kosztownym błędem strategicznym. 

Z perspektywy producenta kosmetyków kluczowe jest realistyczne spojrzenie na własne możliwości: zaplecze technologiczne, elastyczność produkcji, gotowość do adaptacji receptur oraz zdolność spełnienia lokalnych wymogów regulacyjnych. Rynek, który wymaga całkowitej zmiany portfolio lub modelu biznesowego, rzadko jest dobrym punktem startowym dla eksportu. W Dela Cosmetics nowe rynki analizujemy wielowymiarowo. Oczywiście bierzemy pod uwagę wielkość rynku i potencjał sprzedażowy, ale traktujemy je jako warunek konieczny, a nie decydujący. Znacznie ważniejsze są dojrzałość rynku private label, świadomość konsumentów, stabilność regulacyjna oraz dostęp do rzetelnych partnerów dystrybucyjnych. 

Co pomaga najlepiej w eksploracji nowych rynków? Targi, stowarzyszenia, eventy branżowe?

W eksploracji nowych rynków kluczową rolę odgrywają targi i bezpośrednie spotkania branżowe. To właśnie tam można szybko zweryfikować realne zainteresowanie produktem, poziom wiedzy potencjalnych partnerów oraz ich podejście do jakości i zgodności regulacyjnej. Żadne raporty czy analizy nie zastąpią rozmów twarzą w twarz, podczas których bardzo szybko widać, czy dana współpraca ma potencjał długoterminowy. Istotnym wsparciem są również stowarzyszenia branżowe i lokalne instytucje wspierające eksport, jednak traktujemy je jako narzędzie uzupełniające. Decydujące znaczenie ma zawsze praktyczna weryfikacja rynku – rozmowy, testowe projekty i stopniowe budowanie obecności, zamiast gwałtownej ekspansji bez zaplecza operacyjnego. 

Jak bardzo trzeba dziś dostosowywać produkt (pod kątem składu, komunikacji z rynkiem i konsumentem, opakowania) do lokalnych rynków? Czy i gdzie jest granica między adaptacją a utratą spójności, DNA marki?

Produkt musi być dostosowany do lokalnych rynków, szczególnie pod kątem składu i komunikacji, ale nie może tracić swojej tożsamości. Granica adaptacji przebiega tam, gdzie zmiany zaczynają rozmywać to, co stanowi o unikalności marki. 

Najlepsze efekty osiągają firmy, które potrafią zachować spójny rdzeń produktu, jednocześnie elastycznie reagując na lokalne potrzeby. To wymaga bardzo dobrej współpracy działów technologii, sprzedaży i marketingu. 

image

Diagnoza innowacyjności branży kosmetycznej. Co wynika z badania PZPK?

Jakie największe różnice regulacyjne zauważa Pani pomiędzy rynkiem UE a rynkami pozaeuropejskimi (np. Ameryki, Azja) i jak wpływają one na strategię eksportową firmy?

Największą różnicą jest brak jednolitości regulacyjnej poza UE. Podczas gdy Unia Europejska oferuje spójne ramy prawne, rynki takie jak USA czy Azja wymagają indywidualnego podejścia do każdego kraju, a czasem nawet regionu. To bezpośrednio wpływa na strategię eksportową – zmusza producentów do większej elastyczności technologicznej i bardzo dobrego przygotowania dokumentacyjnego. Firmy, które nie mają zaplecza technologicznego, często nie są w stanie skalować eksportu poza Europę. 

Jak Pani ocenia potencjał polskich marek kosmetycznych, jaką mają opinię na świecie? Co z perspektywy eksportu może okazać się największym wyzwaniem (a może i szansą?) w najbliższych latach? Czym polscy producenci mogą konkurować na świecie?

Polskie marki kosmetyczne mają bardzo duży, wciąż niewykorzystany potencjał eksportowy. Są coraz lepiej postrzegane jako producenci oferujący dobrą jakość, nowoczesne składy i rozsądny poziom cen. Największym wyzwaniem będzie dalsze różnicowanie się na tle globalnej konkurencji. Jednocześnie jest to ogromna szansa – polscy producenci mogą konkurować elastycznością, zapleczem technologicznym, szybkością reagowania na trendy i bardzo dobrą znajomością regulacji.

Marzena Szulc
ZOBACZ KOMENTARZE (0)
StoryEditor
Rynek i trendy
29.01.2026 14:30
Fenomen Bridgerton i milczenie polskich marek kosmetycznych — jak skorzystać na hitowym serialu?
Czy polscy producenci omijają szansę na doskonałe zarobki?DALL-E

Serial Bridgerton od Netflixa od momentu premiery w 2020 roku pozostaje jednym z największych globalnych hitów platformy streamingowej. Trzeci sezon produkcji w pierwszych tygodniach emisji wygenerował 165,2 mln godzin oglądania i uplasował się w czołówce najpopularniejszych anglojęzycznych tytułów Netfliksa w historii, osiągając 91,9 mln pełnych wyświetleń do początku 2025 roku. Skala ta czyni serial jednym z najbardziej nośnych kulturowo zjawisk ostatnich lat.

Zasięg Bridgerton ma bezpośrednie przełożenie na zachowania konsumenckie. W weekend premiery trzeciego sezonu serial obejrzało 45 mln widzów na całym świecie, co przełożyło się na wzrost zainteresowania estetyką epoki regencji, modą historyczną oraz zapachami i rytuałami inspirowanymi XIX-wieczną arystokracją. Trend ten widoczny jest zarówno w mediach społecznościowych, jak i w strategiach marketingowych globalnych marek beauty.

Popularność serialu przekłada się na silne zainteresowanie konsumentów – w dniach premiery trzeciego sezonu przez weekend obejrzało go 45 mln widzów na całym świecie, co było rekordowym wynikiem w zestawieniach oglądalności Netfliksa.  Ten globalny zasięg i duża liczba osób zafascynowanych estetyką epoki regencji tworzy wymierną wartość marketingową potencjalnych partnerstw licencyjnych.

image

Brytyjska marka stworzyła perfumy we współpracy z... Netflixem. Co było inspiracją?

Marki kosmetyczne i lifestyle’owe na świecie coraz częściej wykorzystują ten potencjał. Przykładowo włoska marka makijażowa Kiko Milano w 2024 r. wprowadziła limitowaną serię makijażu inspirowaną Bridgerton – kolekcja obejmuje osiem produktów dekoracyjnych, w tym cienie do powiek, eyelinery i błyszczyki z motywami graficznymi zaczerpniętymi z serialu. Równolegle Netflix we współpracy z amerykańskim Bath & Body Works wypuścił linię ponad 30 produktów do higieny osobistej inspirowanych motywami z Bridgerton, w pięciu różnych zapachach i z opakowaniami w stylu regencyjnym.  Te strategiczne partnerstwa pokazują, że serial może być efektywnie wykorzystany do budowania sprzedaży i zaangażowania konsumentów poza ekranem.

Inny przykład z rynku perfumeryjnego to brytyjska marka Floral Street, która stworzyła limitowaną wersję perfum Enchanted Masquerade we współpracy z Netflix i Shondaland. Perfumy te, utrzymane w klimacie regencji z dominantą nut kwiatowych i gourmand, dostępne są w formatach 50 ml (99 USD) i 10 ml (35 USD) i odnoszą się bezpośrednio do estetyki serialu. Te przykłady ilustrują, jak globalne brandy beauty potrafią komercjalizować emocjonalny i estetyczny ładunek Bridgerton w produktach fizycznych. Działania te często idą w parze z kampaniami w mediach społecznościowych, angażującymi fanów estetyki regencyjnej i generującymi widoczność marki w kanałach e-commerce oraz retailu.

image

"Emily w Paryżu" to billboard, nie serial; co z tego wynika dla marek kosmetycznych w perspektywie 5. sezonu? [CASE STUDY]

Na tle tych działań polski rynek kosmetyczny pozostaje bierny. Pomimo wysokiej popularności serialu również w Polsce, brak jest przykładów rodzimych marek, które próbowałyby wykorzystać jego estetykę – czy to poprzez oficjalne collaby, czy działania pośrednie. To istotna luka, szczególnie w kontekście rosnącej konkurencji i potrzeby wyróżnienia się w segmencie beauty.

Jednocześnie korzystanie z fenomenu Bridgerton nie musi oznaczać wchodzenia w obszar licencji Netfliksa. Prawo autorskie chroni konkretne nazwy, postacie, scenariusze i elementy identyfikacyjne, ale nie chroni ogólnych trendów kulturowych ani estetycznych inspiracji. Otwiera to przestrzeń do działań legalnych, a jednocześnie marketingowo skutecznych.

  • Pierwszym bezpiecznym obszarem jest trend estetyczny „regencycore”, który funkcjonuje niezależnie od samego serialu. Inspiracje epoką regencji – pastelowe kolory, perły, kwiaty, gorsety, klasyczne nuty zapachowe (róża, fiołek, irys, bergamotka) – mogą być wykorzystywane w komunikacji, projektach opakowań czy limitowanych kolekcjach sezonowych bez jakichkolwiek odniesień do Bridgerton jako marki.
  • Drugim kierunkiem są narracje historyczne i sensoryczne. Polskie marki mogą opowiadać o „rytuałach pielęgnacyjnych arystokracji XIX wieku”, „zapachach salonów europejskich” czy „wieczornej toaletce damy z początku XIX wieku”. Tego typu storytelling bazuje na historii i kulturze, a nie na chronionym IP, a jednocześnie rezonuje z odbiorcami zafascynowanymi serialową estetyką.
  • Trzecia możliwość to kampanie contentowe i edukacyjne, np. artykuły, materiały wideo lub współprace z ekspertami, które pokazują, jak wyglądały kosmetyki, perfumy i makijaż 200 lat temu – zestawione z ich współczesnymi odpowiednikami. Takie działania mogą generować wysokie zasięgi organiczne, szczególnie w social mediach i mediach branżowych, bez ryzyka naruszenia praw autorskich.
  • Wreszcie, marki mogą sięgać po współprace z influencerami i twórcami estetycznymi, którzy już funkcjonują w nurcie „romantic vintage”, „historical beauty” czy „cottagecore”. Tego typu twórcy nie odnoszą się bezpośrednio do serialu, ale do szerokiego kontekstu kulturowego, który Bridgerton jedynie spopularyzował.
ZOBACZ KOMENTARZE (0)
30. styczeń 2026 21:01