StoryEditor
Rynek i trendy
11.07.2022 00:00

Beata Orlicka, Ziko Dermo: Kult zadbanej skóry sprzyja rynkowi dermokosmetyków

Ziko Dermo to sieć ponad 50 drogerii specjalizujących się w dermokosmetykach i dermokonsultacjach. O rynku dermokosmetyków, kulcie zadbanej skóry, potrzebach i świadomości kobiet stosujących dermokosmetyki oraz o inwestycjach Ziko Dermo w kolejne kategorie produktów rozmawiamy z Beatą Orlicką, koordynatorką ds. promocji i sprzedaży dermokosmetyków w Ziko Dermo.

Gdybyśmy miały scharakteryzować drogerie Ziko Dermo, to co je przede wszystkim wyróżnia?

Na pewno asortyment dermokosmetyczny, czyli selektywny. Ziko Dermo powstało z myślą o kobietach, które dbają o swoją skórę i starannie pielęgnują ją. U wielu z nich występują również  określone problemy ze skórą i dlatego potrzebują dermokosmetyków ściśle dobranych do ich indywidualnych potrzeb.

Jak określiłaby Pani klientki Ziko Dermo?

Największą grupę stanowią klientki świadome, które stosują dermokosmetyki, mają zdiagnozowaną dermatozę i mogą używać tylko konkretnych preparatów zalecanych przez dermatologa. Ale jest też dużo kobiet poszukujących, a także klientek nowego pokolenia – córek tych bardzo świadomych mam, które trafiają do nas z rekomendacją od dermatologa lub przychodzą z mamą na zakupy.

Co kupują te młode osoby?

Żyjemy w czasach, w których panuje kult idealnie zadbanej skóry i pięknej sylwetki. Takie młode osoby borykają się często z dużym stresem spowodowanym trądzikiem i jego objawami na skórze. Preparaty na trądzik stanowią u nas dużą grupę produktów w kategorii wieku dorastania.

A jakich produktów szukają te doświadczone mamy?

Bardzo często przychodząca do nas klientka i mówi po prostu: poproszę krem do twarzy. To jest dobry początek do rozpoczęcia rozmowy i wywiadu dermokonsultantki, na podstawie którego będzie można dobrać dobry dla danej osoby preparat. Najbardziej oczekiwane jest oczywiście działanie przeciwzmarszczkowe. Często pojawia się  też inny problem skóry naczynkowej, trądziku różowatego, ale kobiety chcą działać głównie prewencyjne przeciwzmarszczkowo, bez względu na to czy mają 35, czy 50 lat.

Czy wiedza o tym jaką mamy skórę, świadomość, jak powinnyśmy ją pielęgnować, jest coraz powszechniejsza?

Zdecydowanie tak. I każde nowe pokolenie rośnie z tą świadomością. Jednak liczba kosmetyków na rynku oraz mnogość funkcji, jakie pełnią, sprawia, że kobiety czują się zagubione. Dlatego tak ważne jest fachowe wsparcie przy wyborze dermokosmetyku.

To następny element, który nas wyróżnia. Fachowy personel, dermokonsultantki najczęściej z wykształceniem kosmetologicznym, które są w stanie pomóc w zdiagnozowaniu skóry, przeprowadzić wywiad i na tej podstawie udzielić fachowej porady, dobrać kosmetyk lub całą kurację. Informują też jak używać produktów i jak je przechowywać. To ważne, bo w kosmetykach i dermokosmetykach znajdują się substancje, które przez niewłaściwe przechowywanie tracą swoje właściwości.

Często mamy przeświadczenie, że najlepszym miejscem na przechowywanie kosmetyków jest lodówka.

Niekoniecznie. W lodówce dobrze jest przechowywać np. preparaty pod oczy, które mają pielęgnować skórę, ale też np. niwelować opuchnięcia. Dla żelowych formuł to idealne miejsce. Natomiast dla większości pozostałych preparatów nie. Kosmetyki powinny być przechowywane w zamkniętych szafkach, w pomieszczeniach, gdzie nie operuje słońce. Nie mogą stać na parapecie w oknie, ani na podgrzanych przez oświetlenie półkach w łazience. Nie można ich przewozić w upale w kosmetyczkach. Ciepło i promienie słoneczne zdecydowanie nie sprzyjają kosmetykom. Są np. preparaty z witaminą C, która pod wpływem światła po prostu się utlenia. Dlatego mają szczelne opakowanie, najczęściej z ciemnego szkła.

Wracając do indywidualnych porad, które mają pomóc nam, kobietom, w doborze odpowiednich kosmetyków czy kuracji, to czy z tą myślą stworzyliście w Ziko Dermo akcję Beauty Days?

Tak. To cykliczne wydarzenie, podczas którego przygotowywany jest spersonalizowany beauty plan – nasze ekspertki przeprowadzają wywiad, badanie skóry i włosów, omawiają dotychczas stosowane kuracje i na tej podstawie rozpisują indywidualny plan pielęgnacyjny dla danej osoby. Polecają dermokosmetyki i kuracje, które odpowiadają na konkretne problemy skóry i mogą być kontynuacją zabiegów gabinetowych. Lista zalecanych dermokosmetyków jest uzupełniana o suplementy, by wspomagać organizm także od wewnątrz.

Beauty plany są tworzone z uwzględnieniem możliwości czasowych i finansowych osoby, która zgłasza się do nas na konsultację. Dowiaduje się ona, jakich dermokosmetyków używać i w jaki sposób, czy lepiej ograniczyć się do wielofunkcyjnych produktów, czy też wskazanych byłoby kilka produktów specjalistycznych, czy i jakie zabiegi może wykonywać na swojej skórze, jak długo powinna trwać kuracja. To wszystko jest bardzo ważne.

Czytaj więcej: Ziko Dermo rozpoczynają cykl konsultacji kosmetologicznych

Dziś, przy takiej mnogości produktów, kobiety często dosłownie rzucają się na nowości i za chwilę je porzucają. Tymczasem cykl naszej skóry to 28 dni. Każda kuracja musi być prowadzona systematycznie i w pewnym okresie czasowym, żeby skóra mogła się zregenerować, a jej funkcje obronne, które naturalnie występują, miały możliwość zaistnienia. Jeśli jakiś preparat będziemy stosować przez tydzień, potem go zaniechamy i wrócimy do niego za 3 miesiące, to nie przyniesie to żadnego efektu. Np. w kuracji zapobiegającej wypadaniu włosów ważnym elementem jest suplementacja i dbanie o włosy, które mamy. Kuracja musi trwać minimum trzy miesiące, ponieważ włosy mają swój cykl wypadania i wzrostu. Potrzebna jest systematyczność i trochę zaangażowania – jeśli rytuały są przewidziane na poranek i wieczór, to się je po prostu wykonuje.

Najgorzej (śmiech).

Niestety, nie ma przebacz (śmiech). Tak jest z każdą kuracją. Musi mieć odpowiedni czas i etapy. Nawet najlepszy krem selektywny nałożony na nieoczyszczoną skórę nie ma możliwości zadziałania. Substancje nie przedostaną się do bariery naskórkowej. Musimy zacząć od pierwszego kroku, właściwego demakijażu, oczyszczania i potem nałożenia składników aktywnych. Można potem sięgnać po zabiegi uzupełniające – maseczki, peelingi stosowane raz w tygodniu. Po kolei.

Myślę, że beauty plany to fajny pomysł, bo nie do końca wiemy, jak dobrać produkty i kupujemy ich za dużo. I często bez umiaru i zastanowienia testujemy na sobie, a można wtedy narobić sobie problemów.

To jest tak zwana chirurgia łazienkowa (śmiech). Inwencja kobiet w tym zakresie jest nieograniczona, a przecież w specjalistycznych kuracjach mamy często do czynienia z silnie działającymi substancjami, np. kwasami złuszczającymi, które nie zawsze i nie na każdy rodzaj skóry można stosować.

Główny asortyment Ziko Dermo to dermokosmetyki. Nie dysponujemy definicją dermokosmetyków. Czym więc różnią się one od kosmetyków dostępnych na rynku masowym?

Istnieją pewne różnice, zarówno na etapie tworzenia receptur, jak i wytwarzania produktów finalnie, które pozwalają odróżniać kremy drogeryjne od dermokosmetyków. Dermokosmetyki i kosmetyki oczywiście mają podobny zakres badań, nie wypuszcza się na rynek produktów nieprzebadanych. Natomiast dermokosmetyki są ukierunkowane na działanie lecznicze, specjalistyczne, często na dermatozy. Ich składniki aktywne działają na problem, np. naczynkowy, trądzikowy, mają działanie rozjaśniające. Stężenie substancji aktywnych jest na tyle wysokie i znajdują się one na pierwszym miejscu składników, że ten efekt jest widoczny. A kosmetyki najczęściej mają działanie ogólne lub uniwersalne. Większość osób może je zastosować, będą pielęgnowały i nawilżały skórę, ale w przypadku dermatozy nie są wystarczające.

Z jakimi markami dermokosmetycznymi pracujecie w Ziko Dermo?

Nasza drogeria współpracuje z najlepszymi polskimi i zagranicznymi markami specjalizującymi się w produkcji dermokosmetyków. Są to zarówno duże, znane firmy, jak i te mniejsze, których asortyment nie jest szeroki. Krainą dermokosmetyków jest Francja, dlatego mamy w ofercie całą paletę najlepszych francuskich produktów tj. Vichy, Avene, La Roche Posay, Pierre Fabre. Klienci znajdą u nas również włoską markę Synchroline oraz hiszpańską Sesdermę. Ważną pozycję w naszym asortymencie odgrywają marki polskie tj. – Pharmaceris, Iwostin, Dermedic czy Balneokosmetyki. Naprawdę jest w czym wybierać. Często są to dermokosmetyki, z pomocą których wykonywane są zabiegi w gabinetach kosmetycznych. Wiele marek dermokosmetycznych prowadzi swoje własne gabinety kosmetyczne również tutaj w Polsce. U nas w drogerii można kupić kosmetyki takiej marki, by kontynuować kurację w domowych warunkach.

Wiemy jak ważną rolę w doborze kosmetyków odgrywa testowanie, dlatego rozdajemy duże ilości próbek, by klientki mogły poznać marki i zalety produktów, które dopiero co weszły na rynek polski. W naszych drogeriach rozstawione są także tester bary, gdzie klient może samodzielnie wypróbować wybrany dermokosmetyk. Wiosną przeprowadziliśmy pionierską akcję „Wielkie Testowanie”, do której przyłączyło się kilkanaście marek dermokosmetycznych. W trakcie jej trwania rozdaliśmy kilka tysięcy katalogów z wyselekcjonowanymi próbkami produktów. Akcja cieszyła się olbrzymim zainteresowaniem. Cieszymy się, że dzięki temu nasi klienci będą mogli świadomie zdecydować się na wybór dermokosmetyku, z którym będą się czuli komfortowo.

Czytaj więcej: Ziko Dermo i znane marki dermokosmetyczne startują z akcją Wielkie Testowanie  

Masowy rynek kosmetyków jest bardzo dynamiczny, pojawia się wiele nowych firm, marek produktów. Łatwo jest wprowadzić nowość. Wydaje mi się, że rynek dermokosmetyków jest bardziej zachowawczy w tym względzie.

Tak, ma pani rację. Tu nie ma dużej rotacji firm i marek. Niezwykle ważna jest historia firmy, doświadczenie. Za markami stoją własne laboratoria, wiele lat badań surowców i finalnych produktów. Często są to patenty na receptury. By je zdobyć potrzeba naprawdę wielu lat badań.

Firmy specjalizujące się w dermokosmetykach to często firmy rodzinne, budowane przez pokolenia. Wśród twórców zwykle są farmaceuci, chemicy, osoby, które swoje doświadczenie zawodowe zamieniły w życiową pasję. Albo też lekarze, dermatolodzy, którzy lecząc pacjentów dostrzegali, że brakuje pewnych produktów i są twórcami nowych receptur i formuł. Dużo trudniej jest wejść na ten rynek małym markom czy też markom własnym. Marki własne to oczywiście też receptury, badania, ale nie stoi za nimi historia czy filozofia ani wieloletnie doświadczenie.

Wydaje mi się, że na rynku dermokosmetycznym potrzeba dużo czasu, aby zdobyć zaufanie konsumentek.

To prawda. Widać to w strategii firm. Nawet wówczas, kiedy wprowadzają nowość, to nie jest to działanie ad hoc i nie odbywa się bardzo często. Nowości są zapowiedziane, nie ma dziesięciu nowości rocznie. Jedna, bo przez lata trwają badania kliniczne in vivo, in vitro, badania substancji, ich oddziaływania na dany problem. Nowy produkt musi też otrzymać szeroką komunikację. Nie ma wyścigu, kto wprowadzi więcej nowości.

Bardzo modne stały się kosmetyki naturalne, czy w segmencie dermokosmetyków także jest to widoczne?

Tak, ale trzeba pamiętać, że kosmetyki naturalne to nic innego jak użyty naturalny surowiec, wyciąg z roślin. Skóry, które są nadreaktywne, alergiczne – pierwsze zareagują nadwrażliwością na kosmetyki naturalne.

Co decyduje o wyborze dermokosmetyku przez klientki, poza wspomnianym już zaleceniem dermatologa i poleceniem konsultantki?

Przede wszystkim przywiązanie i zaufanie do marki, jakość produktów, ich skuteczne działanie na określony problem. Znaczenie ma też opakowanie kosmetyku. Wiele osób zwraca uwagę na jego sterylność – takie są opakowania defi, bez dostępu powietrza do wnętrza, które stosuje wiele marek dermokosmetycznych. Bardzo lubiane przez klientki są opakowania szklane – po krem w szklanym słoiczku sięgną w pierwszej kolejności. Część marek wprowadza obecnie opakowania z ciemnego szkła. Chodzi nie tylko o względy praktyczne, o to, że produkty są lepiej chronione przed światłem, ale także ma to znaczenie marketingowe. Takie opakowania dobrze się kojarzą, nawiązują do tradycji alchemicznej.

Kobiety zwracają także uwagę na aspekt środowiskowy, czy opakowania są ekologiczne, czy można je uzupełniać, przetwarzać w procesie recyklingu. Jest to szczególnie ważne dla młodego pokolenia.

Czy ważna jest cena?

Tak, cena jest zawsze istotnym czynnikiem wyboru. Dlatego staramy się, aby ceny w Ziko Dermo były zawsze bardzo atrakcyjne. Klubowicze z kartą Ziko Klub korzystają ze specjalnych zniżek i ofert promocyjnych. Te oferty są komunikowane w codwutygodniowych gazetkach, są oznaczone na półkach specjalną ceną klubową. Również w ramach akcji Beauty Days zadbaliśmy o to, aby dermokosmetyki wielu marek były dostępne z atrakcyjnymi rabatami. Organizujemy także akcje „Dzień z ekspertem marki” i „Dzień z marką”, podczas których obowiązują specjalne ceny na wybrane produkty.

Czy ostatnie lata, okres pandemii, zmienił działanie Ziko Dermo?

Dostosowanie się do reżimu sanitarnego nie było dla nas trudnością, bo w naszej branży dezynfekcja, sterylność, używanie rękawiczek to codzienność. Doszły jedynie maseczki. Zmieniło się natomiast to, że wiele osób, pracując zdalnie zaczęło dbać intensywniej o skórę, ciało, włosy. Zabiegi pielęgnacyjne, domowe rytuały spa, przeżyły swój renesans. To przełożyło się na sprzedaż określonych produktów i rozszerzenie asortymentu. Na przykład wzrosła bardzo kategoria maseczek pielęgnacyjnych . Świetnie sprzedawały się także specjalistyczne produkty do pielęgnacji włosów i skóry głowy – peelingi, maski, olejki.

Pandemia przyspieszyła uruchomienie naszej drogerii internetowej. Dzięki temu nasz zasięg działania obejmuje już całą Polskę. W tym czasie zacieśniły się też relacje klientek z personelem, bo choć w sklepie internetowym można robić zakupy codziennie, o każdej porze, to kobiety lubią nadal przyjść do drogerii i porozmawiać „face to face”. Szczególnie jest to widoczne w osiedlowych lokalizacjach. Te społeczne relacje są bardzo ważne. Klientki często wracają z informacją, jak działa preparat, czy są zadowolone. Dokupują też kolejne produkty.

Wspomniała Pani też, że powiększyliście asortyment. O jakie produkty?

Wprowadziliśmy akcesoria do pielęgnacji dłoni i paznokci, naturalne farby do włosów. Rozszerzamy też ofertę suplementów głównie o preparaty wpływające na włosy, skórę i paznokcie. Wprowadziliśmy również całą kategorię kosmetyków do makijażu. Dotychczas oferowaliśmy jedynie podkłady do cer problematycznych. W naszej drogerii Ziko Dermo na ul. Wareckiej w Warszawie ruszyło stanowisko, gdzie można wykonać makijaż dzienny lub wieczorowy i otrzymać poradę odnośnie doboru odpowiednich do jego przygotowania produktów. Na razie to projekt pilotażowy. Wiele nowych pomysłów czeka jeszcze na wdrożenie. Ale jedno pozostaje dla nas niezmienne: promowanie holistycznej pielęgnacji i dbanie dobro naszych klientek.

O sieci Ziko Dermo i jej marketingu oraz komunikacji z konsumentami czytaj więcej: Ziko Dermo, czyli specjalizacja w dermokosmetykach

ZOBACZ KOMENTARZE (0)
StoryEditor
Rynek i trendy
06.09.2026 23:21
Plastikowe cyrkonie wracają. Viralowy trend na whimsy napędza sprzedaż, ale rodzi pytania o odpady
Influencerki prześcigają się w okryształkowywaniu... wszystkiego.@meredithduxbury

Różowe opakowania, kryształki, plastikowe cyrkonie i maksymalizm zamiast estetyki „clean girl” – w 2026 roku branża beauty obserwuje kolejną odsłonę nostalgii za estetyką Y2K. Trend bedazzlingu, czyli ozdabiania przedmiotów błyszczącymi aplikacjami, wychodzi poza manicure i trafia na opakowania kosmetyków, lusterka, balsamy do ust i akcesoria. Dane ze sprzedaży pokazują gwałtowny wzrost popytu na kamyczki, choć popularność jednorazowych dekoracji może oznaczać również nowe wyzwania środowiskowe.

Jeszcze kilka lat temu dominującym kodem wizualnym branży beauty był minimalizm. Neutralne kolory, proste opakowania, estetyka „clean girl” i pielęgnacja przedstawiana jako element codziennej optymalizacji stopniowo wypierają jednak bardziej ekspresyjne formy. W 2026 roku coraz wyraźniej widoczny jest zwrot w kierunku maksymalizmu, nostalgii i świadomego dekorowania przedmiotów, które nie musi pełnić żadnej praktycznej funkcji.

Jednym z najbardziej widocznych przejawów tego zjawiska jest bedazzling – ozdabianie przedmiotów plastikowymi kryształkami i cyrkoniami. Błyszczące aplikacje pojawiają się już nie tylko na paznokciach czy ubraniach, ale także na opakowaniach kosmetyków, balsamach do ust, kompaktach, lusterkach, flakonach perfum, etui telefonów i innych przedmiotach codziennego użytku.

Trend wpisuje się w szersze zjawisko określane w internecie mianem „whimsymaxxing”, czyli celowego wprowadzania do codzienności elementów nadmiaru, zabawy i estetycznej bezużyteczności. Dla branży kosmetycznej oznacza to kolejny sygnał, że konsumenci coraz częściej oczekują od produktów nie tylko skuteczności, ale również możliwości wizualnej ekspresji i personalizacji.

Co to jest whimsy?

Młode pokolenia coraz wyraźniej zwracają się ku estetyce określanej jako „whimsy” i idei „whimsical life”, rozumianej jako świadome wprowadzanie do codzienności fantazji, spontaniczności, humoru i drobnych, pozornie niepotrzebnych przyjemności - „cieszmy się z małych rzeczy”. Nie chodzi przy tym o odcięcie się od rzeczywistości, lecz raczej o odpowiedź na funkcjonowanie w świecie naznaczonym presją, niepewnością i kolejnymi kryzysami.

Po okresie dominacji minimalizmu, kultu produktywności i estetyki powagi generacje Z i Alpha coraz chętniej wybierają kolor, ekspresję i zabawę. Trend jest widoczny zarówno w modzie – w postaci pastelowych ubrań, haftowanych aplikacji, nostalgicznych spinek w kształcie motyli czy stylizacji inspirowanych bajkami i vintage – jak i we wnętrzach, gdzie klasyczną funkcjonalność zastępują fantazyjne formy, nietypowe lampy oraz odważne zestawienia wzorów i faktur.

Podobne zjawisko obserwować można w internecie, gdzie popularność zdobywają absurdalne memy oraz estetyki takie jak fairycore czy clowncore, napędzane przede wszystkim przez viralowe treści w mediach społecznościowych.

Kylie Jenner i przyspieszenie trendu

Choć Kylie Jenner nie stworzyła trendu ozdabiania przedmiotów cyrkoniami, jej aktywność w mediach społecznościowych znacząco przyczyniła się do jego popularyzacji. Estetyka „kamyczkowa” była już obecna na TikToku i Instagramie wraz z powrotem stylu Y2K, kryształowych zdobień paznokci oraz trendu DIY. Wiosną 2026 roku media beauty wskazywały manicure z cyrkoniami jako jeden z rosnących trendów, a sama Jenner prezentowała podobne stylizacje m.in. podczas Coachelli.

Momentem szczególnego przyspieszenia była jednak jej 29. impreza urodzinowa. Utrzymana w różowej, księżniczkowej estetyce oprawa wydarzenia obejmowała tiary, pióra i torty pokryte kolorowymi cyrkoniami. Kluczowe z punktu widzenia mechaniki trendu okazało się to, że estetykę można było stosunkowo łatwo i tanio skopiować.

Kylie Jenner pozostaje jedną z najbardziej wpływowych postaci na styku celebrity, mediów społecznościowych i biznesu kosmetycznego. Jej konto na Instagramie obserwuje ponad 380 mln użytkowników, a równolegle prowadzi własny biznes beauty. W przypadku trendu bedazzlingu istotna jest jednak przede wszystkim niska bariera wejścia – konsument nie musi kupować luksusowego produktu, aby uczestniczyć w estetyce promowanej przez celebrytkę. Wystarczy niedroga paczka samoprzylepnych kryształków.

Prawie 300 tys. sztuk miesięcznie

Skalę rosnącego zainteresowania pokazują dane sprzedażowe. ASINSIGHT, firma monitorująca sprzedaż na amerykańskim Amazonie, szacuje, że 50 najpopularniejszych ofert związanych z hasłem „rhinestones” sprzedało w lipcu 2026 roku łącznie około 296,3 tys. sztuk. Dla porównania, w sierpniu 2025 roku było to 87,5 tys. sztuk.

Oznacza to wzrost o około 239 proc. w porównaniu z poziomem odnotowanym rok wcześniej.

Podobną dynamikę widać w kategorii „bedazzling”. W lipcu 2026 roku sprzedaż 50 najpopularniejszych ofert związanych z tym hasłem wyniosła około 294,3 tys. sztuk, podczas gdy w sierpniu 2025 roku było to 64,4 tys. sztuk. To wzrost rzędu 357 proc.

Dane te pokazują, że trend przestał być wyłącznie niszową estetyką funkcjonującą w mediach społecznościowych. Cyrkonie i zestawy do samodzielnego dekorowania stają się produktem masowym, a ich zastosowanie coraz częściej przenika do kategorii związanych z kosmetykami i akcesoriami beauty.

Dla producentów oznacza to potencjał rozwoju produktów bazujących na personalizacji. Konsument może kupić identyczny kosmetyk jak tysiące innych osób, ale poprzez samodzielne ozdobienie opakowania nadać mu indywidualny charakter. To odpowiada jednemu z istotnych napięć współczesnej konsumpcji – potrzebie jednoczesnego przynależenia do trendu i wyróżnienia się w jego ramach.

Od „clean girl” do estetyki nadmiaru

Popularność bedazzlingu można również interpretować jako reakcję na wieloletnią dominację minimalizmu. W ostatnich latach branża beauty intensywnie promowała uproszczone rutyny, naturalność, neutralną kolorystykę oraz wizerunek konsumenta, który świadomie optymalizuje każdy element swojej pielęgnacji.

Obecny zwrot idzie w przeciwnym kierunku. Maksymalizm nie musi być funkcjonalny, a dekoracja nie wymaga uzasadnienia. W tym sensie „whimsymaxxing” jest kontynuacją wcześniejszych cykli kulturowych – od kolorowego maksymalizmu lat 90., przez estetykę Y2K, po kryształowe zdobienia charakterystyczne dla popkultury początku XXI wieku.

Dla sektora kosmetycznego jest to kolejny dowód na skracanie cykli trendowych przez media społecznościowe. Estetyka nie musi już przechodzić tradycyjnej drogi od projektantów i magazynów modowych do masowego odbiorcy. Wystarczy kilka wiralowych publikacji, aktywność dużego influencera oraz produkt dostępny w niskiej cenie, aby trend w krótkim czasie przełożył się na realny popyt.

Plastikowy koszt błyszczącego trendu

Wzrost popularności cyrkonii rodzi jednak pytania o środowiskowy koszt tej formy konsumpcji. Plastikowe cyrkonie i dekoracyjne kryształki są zwykle niewielkie, trudne do odzyskania i recyklingu. W przeciwieństwie do płaskich naklejek trójwymiarowe elementy mogą odklejać się w wyniku tarcia, kontaktu z wodą lub codziennego użytkowania.

image
Twitter

Pojedyncze elementy łatwo trafiają do odpadów lub kanalizacji, a ich niewielki rozmiar praktycznie uniemożliwia skuteczne odzyskanie. Problem wpisuje się w szerszą debatę dotyczącą drobnych elementów plastikowych przedostających się do środowiska. Amerykańska National Oceanic and Atmospheric Administration wskazuje, że ponad 700 gatunków zwierząt udokumentowano jako organizmy, które połknęły plastik, co może prowadzić m.in. do blokad i obrażeń wewnętrznych.

W przypadku branży beauty pytanie dotyczy również trwałości trendu. Estetyka oparta na ciągłym dekorowaniu nowych przedmiotów może napędzać dodatkową konsumpcję: nowe kryształki do nowego kubka, opakowania kosmetyku czy akcesorium. Szczególnie problematyczne są dekoracje tworzone wyłącznie na potrzeby pojedynczego zdjęcia lub filmu publikowanego w mediach społecznościowych.

Dla marek kosmetycznych bedazzling jest więc jednocześnie sygnałem rosnącego znaczenia personalizacji i ostrzeżeniem przed kolejną falą jednorazowej konsumpcji. Dane sprzedażowe pokazują wyraźnie, że konsumenci są gotowi kupować produkty umożliwiające szybkie uczestnictwo w trendzie. Długofalowym wyzwaniem pozostaje jednak znalezienie form personalizacji, które pozwolą połączyć efekt wizualny z trwałością i ograniczeniem ilości odpadów.

Błyszcząca estetyka może być jednym z symboli beauty w 2026 roku, ale dla branży istotniejsze od samego trendu pozostaje pytanie, jak długo konsumenci będą chcieli kupować dekoracje, które równie szybko jak pojawiają się w ich mediach społecznościowych, znikają później w koszu.

ZOBACZ KOMENTARZE (0)
StoryEditor
E-commerce
04.09.2026 15:56
Sinsay stanie się marketplacem. Będzie sprzedawał kosmetyki
Sinsay Plus ma przyciągać klientów częściej niż tylko na zakupy (fot. Shutterstock)Shutterstock

Sinsay otwiera swój e-commerce na zewnętrznych sprzedawców. Jedną z pierwszych rozwijanych kategorii mają być kosmetyki. W 2027 roku oferta platformy ma przekroczyć 100 tys. produktów. Dane Fulfilio pokazują, że decyzja LPP wpisuje się w szerszy trend: chociaż w całym e-commerce znaczenie marketplace’ów lekko słabnie, w segmencie urody i kosmetyków nadal wyraźnie rośnie.

Należący do Grupy LPP Sinsay uruchamia marketplace i po raz pierwszy otwiera swoją platformę sprzedażową na zewnętrznych partnerów. Nowy model ma pozwolić marce poszerzyć asortyment bez ograniczania się do własnych produktów. Wśród kategorii, które mają być rozwijane w pierwszej kolejności, znalazły się kosmetyki, a także zabawki, obuwie, artykuły do domu i akcesoria.

Marketplace Sinsay ma działać w modelu zamkniętym

Oznacza to, że Sinsay będzie wybierać partnerów i kontrolować jakość wprowadzanej oferty. Do platformy mają dołączać zarówno duże marki i producenci, jak i wyspecjalizowani dystrybutorzy oraz sklepy internetowe. Według zapowiedzi spółki liczba dostępnych produktów ma przekroczyć 100 tys. w 2027 roku. Część zamówień ma być wówczas realizowana również z magazynów LPP przez LPP Logistics.

image

Inglot x Allegro? Nadchodzi nowa era współprac beauty: z marketplace‘ami.

Kosmetyki rosną na marketplace’ach szybciej niż cały e-commerce

Wejście Sinsay w model marketplace jest szczególnie interesujące z perspektywy branży kosmetycznej. Z raportu Fulfilio „Marketplace czy własny sklep?” wynika, że beauty zachowuje się inaczej niż cały polski e-commerce.

W ujęciu ogólnorynkowym 21 proc. e-sklepów odnotowało w ostatnich 12 miesiącach spadek udziału marketplace’ów w sprzedaży online. Wzrost wskazało 17 proc. badanych, a 62 proc. nie zauważyło istotnych zmian.

W kategorii uroda i kosmetyki proporcje są odwrotne: 27 proc. firm deklaruje wzrost udziału platform sprzedażowych, a tylko 9 proc. jego spadek.

– Branża beauty jest dobrym przykładem kategorii, w której marketplace i własny sklep mogą pełnić różne role. Z naszego raportu „Marketplace czy własny sklep?” wynika, że w segmencie uroda i kosmetyki tak samo silną pozycję mają Allegro i własne sklepy internetowe – z obu kanałów korzysta po 43% firm z tej kategorii. Beauty wyróżnia się też na tle całego rynku, jeśli spojrzymy na zmianę udziału marketplace’ów w łącznej sprzedaży online - mówi Arkadiusz Filipowski, prezes zarządu Fulfilio.

image

Sinsay uruchamia marketplace. Oferta ma przekroczyć 100 tys. produktów

Ogółem 21% e-commerce’ów wskazało, że w ostatnich 12 miesiącach udział platform sprzedażowych w ich sprzedaży online spadł, a 17% mówi o wzroście. - W kategorii uroda i kosmetyki proporcje wyglądają inaczej – 27% firm deklaruje wzrost udziału marketplace’ów w łącznej sprzedaży online, a 9% wskazuje spadek. To pokazuje, że w beauty platformy nadal mają przestrzeń do wzrostu dodaje Filipowski. 

Sinsay chce zbudować ekosystem zakupowy

Marketplace ma pomóc przekształcić Sinsay z sieci kojarzonej przede wszystkim z modą w wielokategorialne miejsce zakupów dla całej rodziny. Kosmetyki mogą mieć w tym modelu szczególne znaczenie: są kupowane regularnie, dobrze uzupełniają ofertę modową i lifestylową oraz pozwalają zwiększać częstotliwość kontaktu klienta z platformą.

– Uruchomienie marketplace’u przez Sinsay dobrze wpisuje się w ten trend. Duże marki handlowe coraz częściej chcą budować nie tylko sklep, ale cały ekosystem zakupowy, w którym klient może kupić modę, kosmetyki, akcesoria czy produkty do domu w jednym miejscu. Widać to także szerzej na rynku. Rośnie znaczenie marketplace’ów branżowych i specjalistycznych, np. budowlanych, motoryzacyjnych czy lifestyle’owych – komentuje Arkadiusz Filipowski.

Przykładami takiego kierunku są m.in. platformy marketplace rozwijane przez sieci handlowe, takie jak Castorama czy Kaufland, a wcześniej także projekt VeloMarket, który był pozycjonowany jako marketplace z ofertą zielonych produktów i zdrowego stylu życia.

image

Google się zmienia. Kto wygrywa SEO w e-commerce w 2026 roku?

Dla producentów i dystrybutorów kosmetyków pojawia się zatem kolejny kanał dotarcia do konsumentów – i to do klientów, którzy niekoniecznie rozpoczynają zakupy od poszukiwania kosmetyków. Produkt beauty może zostać dodany do koszyka przy okazji zakupu odzieży, wyposażenia domu, akcesoriów lub produktów dla dzieci.

To jednocześnie kolejny sygnał, że marki modowe, sieci spożywcze i platformy wielokategorialne coraz mocniej konkurują z tradycyjnymi drogeriami oraz perfumeriami o część kosmetycznego koszyka.

Marketplace daje zasięg, własny sklep – dane i lojalność

Rozwój marketplace’ów nie oznacza, że marki kosmetyczne powinny rezygnować z własnego e-commerce. Dane Fulfilio pokazują, że w beauty Allegro i własne sklepy mają dokładnie taki sam zasięg wśród sprzedawców – z obu rozwiązań korzysta po 43 proc. firm z tej kategorii.

Marketplace zapewnia szybki dostęp do dużej grupy klientów i pozwala przetestować popyt bez budowania całej infrastruktury sprzedażowej. Własny sklep daje natomiast większą kontrolę nad marżą, prezentacją produktu, danymi konsumentów oraz komunikacją po zakupie.

image

TOP 10 września 2025: Sinsay buduje marketplace, Perły Rynku 2025 rozdane, Rossmann kłania się młodym

– Dla marek kosmetycznych obecność na takim marketplace może być szansą na dodatkowy zasięg i dotarcie do klienta, który nie szuka wyłącznie kosmetyków, ale kupuje przy okazji inne kategorie. Jednocześnie nie powinno to zastępować własnego sklepu. W beauty bardzo ważne są zaufanie, prezentacja produktu, skład, opinie, obsługa posprzedażowa i powtarzalność zakupów. Dlatego marketplace może wspierać sprzedaż, ale przewagę długoterminową nadal buduje się poprzez własną markę, relację z klientem i dobrze prowadzony kanał własny – podkreśla prezes Fulfilio.

Hybrydowa sprzedaż zamiast uzależnienia od jednej platformy

Z całego badania wynika, że ryzyko uzależnienia sprzedaży od marketplace’ów jest dobrze rozpoznawane przez polskie firmy. Jako średnie ocenia je 77 proc. badanych, jako wysokie – 16 proc., a jako niskie jedynie 7 proc. Tymczasem wśród sprzedawców obecnych na platformach najważniejszym graczem pozostaje Allegro, wskazywane przez 54 proc. firm.

Równolegle rośnie znaczenie własnych sklepów.

image

Paradoks polskiego e-commerce: Allegro daje skalę, ale to własny sklep przynosi największe zyski [RAPORT]

Wzrost ich udziału w sprzedaży internetowej deklaruje 28 proc. firm prowadzących taki kanał, a spadek – 11 proc. Najczęściej wykorzystywanym źródłem ruchu jest e-mail marketing, wskazywany przez 53 proc. respondentów. Ponad połowa sklepów korzysta również z programów lojalnościowych.

W praktyce najbardziej dojrzałym rozwiązaniem staje się model hybrydowy, w którym marketplace odpowiada przede wszystkim za pozyskiwanie nowych klientów i skalowanie sprzedaży, natomiast własny sklep służy budowaniu lojalności, wartości klienta oraz powtarzalności zakupów. Taki model wymaga jednak sprawnego zarządzania cenami, zapasami, dostawami i zwrotami we wszystkich kanałach.

 

Metodyka badania:Badanie „Własny sklep czy marketplace. Strategie sprzedaży e-commerce w Polsce” zostało zlecone przez Fulfilio i przeprowadzone na panelu Ariadna. Wzięło w nim udział 249 przedstawicieli polskich sklepów internetowych odpowiedzialnych za sprzedaż online, rozwój e-commerce, marketplace, marketing lub operacje. Badanie przeprowadzono metodą CAWI w dniach 4–16 marca 2026 roku.

ZOBACZ KOMENTARZE (0)
07. wrzesień 2026 23:50