StoryEditor
Rynek i trendy
31.01.2022 00:00

Krytyczny analityk czy fan dobrych marek – postawy Polaków wobec zakupów kosmetyków

Krytyczny analityk – to postawa, którą reprezentuje największa grupa kupujących kosmetyki – wynika z raportu Beauty & the Future 2021 Mobile Institute. Cena i skuteczność to dla tego typu kupujących dwie najważniejsze cechy produktu kosmetycznego. Są też tradycjonaliści i fani dobrych marek, nowocześni oraz stawiający na naturalność. Co dla nich się liczy?

Jako konsumenci reprezentujemy tzw. różne postawy zakupowe. W określony sposób robimy zakupy, bierzemy pod uwagę takie, a nie inne czynniki. Firma badawcza Mobile Institute, na potrzeby raportu Beauty & the Future 2021 sklasyfikowała osoby kupujące kosmetyki. Tak powstało 5 typów konsumentów.

KRYTYCZNY ANALITYK

Największa grupa konsumentów kupujących kosmetyki (26 proc.). Takie osoby kupując kosmetyki zawsze uważnie wybierają produkty, sprawdzają skład i szukają najlepszych ofert. Są racjonalni i analityczni, robią zakupy według konkretnego planu. W markach kosmetycznych liczy się dla nich jakość i eksperckość.   

Tacy kupujący zawsze porównują dostępne oferty i zawsze szukają tej najbardziej optymalnej, w najniższej cenie. Cena i skuteczność to dla tego typu kupujących dwie najważniejsze cechy produktu kosmetycznego. Jedna trzecia respondentów weryfikuje skład kosmetyków, a dwie trzecie czytają etykiety przed zakupem. To, co skłoniłoby ich do zapłaceni więcej za kosmetyk, to przede wszystkim jego wydajność.

37 proc. konsumentów zaliczanych do tej grupy w wyniku pandemii zaczęło kupować kosmetyki w sieci lub zintensyfikowało zakupy. Do kupowania kosmetyków przez internet zachęca ich przede wszystkim oszczędność czasu. Natomiast najbardziej zniechęca – nieintuicyjna strona internetowa sklepu. Oczekują, że marka kosmetyczna odpowie na ich pytanie zadane w sieci w ciągu jednej godziny.

Krytyczni analitycy aktywnie szukają opinii na temat produktów kosmetycznych, których zakup rozważają. Informacji o nowościach szukają przede wszystkim w gazetkach reklamowych. Zwracają uwagę głównie na profesjonalizm influencerów.

70 proc. krytycznych analityków korzysta z usług kosmetycznych regularnie, bądź raz na jakiś czas. Najczęściej chodzą do tych samych specjalistów, np. do fryzjera. Tutaj również głównym kryterium wyboru jest atrakcyjna cena usługi.

TRADYCJONALISTA

24 proc. konsumentów reprezentuje postawy zakupowe, które kwalifikują ich do tej grupy. Kupowanie kosmetyków jest dla nich często obowiązkiem, za którym nie przepadają. Aż 41 proc. tradycjonalistów nie lubi testować nowych kosmetyków. Gdy znajdą już odpowiedni produkt dla siebie, to stale go kupują.

W markach kosmetycznych cenią przyjazność, solidność i tradycję. Najchętniej kupują sprawdzone produkty od popularnych marek. Do marki kosmetycznej przekonują ich głównie atrakcyjne ceny oraz dobre opinie (34 proc.).

Inspiracje dotyczące produktów kosmetycznych czerpią przede wszystkim od swojej rodziny lub przyjaciół. Również polecenie rodziny lub znajomych skłoniłoby ich do zapłacenia więcej za kosmetyk. Uważają, że rekomendacje rodziny są najbardziej wiarygodne.

To, co zachęca tradycjonalistów do kupowania kosmetyków przez internet to przede wszystkim możliwość podjęcia decyzji na spokojnie. Deklarują, że po pandemii częściowo utrzymają swoje wydatki na kosmetyki online, ale też zaczną kupować więcej w sklepach stacjonarnych (47 proc.). 20 proc. z nich chciałoby się podzielić pomysłem na ulepszenie marki lub produktu. Najlepiej przez specjalne miejsce wyznaczone w e-sklepie  lub na stronie internetowej marki.

61 proc. tradycjonalistów korzysta z usług kosmetycznych. Najczęściej chodzą do tych samych specjalistów, np. do kosmetyczki. Nie są skłonni do zmian. Umawiają się na wizyty telefonicznie lub bezpośrednio w salonie.

FAN DOBRYCH MAREK

21 proc. kupujących kosmetyki. Idealni kandydaci do testowania nowości. Kupowanie kosmetyków jest dla nich przyjemności, uwielbiają odkrywać nowinki. Kierują się instynktem i przeczuciem, że dany kosmetyk do nich pasuje.

Można byłoby powiedzieć, że to gadżeciarze i wzrokowcy. W markach kosmetycznych liczy się dla nich przede wszystkim ekskluzywność i to, jakie robią wrażenie.

Kupując kosmetyki, zwracają uwagę głównie na cenę i markę. 39 proc. weryfikuje skład produktów kosmetycznych przed zakupem. Kosmetyki naturalne kupują głównie ze względu na ich piękne zapachy.

Wybierając produkty i marki kosmetyczne kierują się rekomendacjami zaufanych przyjaciół i znajomych. Jedna piąta fanów dobrych marek poszukuje inspiracji kosmetycznych na kanałach YouTube'a.37 proc. deklaruje, że do kupowania produktów danej marki zniechęcają ich przede wszystkim złe opinie o niej. Marka kosmetyczna powinna odpowiadać na ich zgłoszenia lub pytania w ciągu jednej godziny.

Do zakupów w sklepach stacjonarnych zniechęca ich przede wszystkim  niekompetentna obsługa (20 proc.). Natomiast w przypadku zakupów online denerwuje ich nieintuicyjna strona internetowa sklepu (29 proc.).

72 proc. regularnie, bądź od czasu do czasu korzysta z usług kosmetycznych. Najważniejsze są dla nich profesjonalizm i wysoki poziom usług w danym salonie.

  

STAWIAJĄCY NA NATURALNOŚĆ

Fani kosmetyków naturalnych stanowią 17 proc. kupujących kosmetyki. Robią zakupy bardzo świadomie. Zwracają uwagę na skład, jakość oraz zdobyte przez markę i produkt certyfikaty i wyróżnienia. Zakup kosmetyków to dla nich przede wszystkim świadomy wybór, kupują zawsze określone produkty.

Kupując kosmetyki, zwracają uwagę przede wszystkim na ich jakość. Nawet jeśli miałby kosztować więcej.

52 proc. weryfikuje skład kosmetyków przed zakupem. Pytają o składniki kosmetyków obsługę w drogerii lub deklarują, że sami znają się na tym. 82 proc. czyta etykiety kosmetyków przed ich zakupem, a 74 proc. aktywnie szuka opinii na ich temat. 45 proc. uważa, że kosmetyk naturalny musi posiadać odpowiedni certyfikat.

80 proc. jest zdania, że kosmetyki naturalne są bezpieczniejsze niż konwencjonalne. To, co skłania ich do wyboru danego kosmetyku, to przede wszystkim naturalne składniki.

60 proc. zwraca uwagę na to, jak zapakowane są produkty kosmetyczne, które zamierzają kupić.

To osoby, dla których istotny jest ich wygląd – w skali 1:6 wyceniają wagę tego czynnika na 4,48.  66 proc. Stawiających na naturalność lubi swoje ciało. 54 proc. z nich dba o siebie zdrowo się odżywiając. 71 proc. z nich korzysta regularnie lub raz na jakiś czas z usług kosmetycznych.

Od influencerów testujących kosmetyki oczekują przede wszystkim rzetelności i dokładności informacji.

31 proc. chciałoby mieć możliwość podzielenia się z marką kosmetyczną pomysłem na jej ulepszenie.

NOWOCZEŚNI

Najmniejsza grupa (12 proc.) kupujących kosmetyki. To przede wszystkim mieszkańcy dużych miast i osoby, które dobrze oceniają swoją sytuację materialną. Przy zakupach kierują się instynktem (42 proc.).

Do tej grupy należą osoby, które z chęcią skorzystałyby z nowoczesnych rozwiązań takich, jak ponowne napełnianie opakowań, subskrypcja na kosmetyki, czy filtry ułatwiające wybór konkretnego kosmetyku.

To również konsumenci, którzy bardzo chętnie zamawialiby usługi kosmetyczne do domu. Ich codzienny wygląd jest dla nich bardziej istotny niż generalnie dla internautów. Umawiają się na wizyty w salonie kosmetycznym korzystając z internetu. Do danego salonu kosmetycznego przekonuje ich przede wszystkim miła atmosfera (30 proc.).

Inspiracji kosmetycznych szukają przede wszystkim na portalach branżowych oraz blogach. Zwracają uwagę, czy kupowany produkt ma certyfikaty ekologiczne. Weryfikują skład kosmetyków za pomocą dedykowanych aplikacji.

Aż 87 proc. z nich aktywnie poszukuje opinii na temat produktów, których zakup planują. 60 proc. z nich lubi testować nowe kosmetyki, 15 proc. rzadko kupuje dany produkt po raz drugi. Przeznaczenie (np. konkretny typ cery) to czynnik, który jest dla nich szczególnie istotny podczas wyboru kosmetyku. 

Chcieliby mieć możliwość ponownego użycia opakowania, przede wszystkim ze względu na środowisko naturalne (28 proc.).

Raport Beauty & the Future 2021 powstał na podstawie badania zrealizowanego przez Mobile Institute. Badanie zostało przeprowadzone na przełomie sierpnia i września 2021 roku z wykorzystaniem metody CAWI (Computer-Assisted Web Interview) – responsywnych ankiet elektronicznych emitowanych na stronach w wysyłce mailowej. Zebrano odpowiedzi od 2076 internautów.

ZOBACZ KOMENTARZE (0)
StoryEditor
Rynek i trendy
10.08.2026 09:35
Summerween wkracza do beauty. Halloween zaczyna się już w środku lata
ChatGPT

Halloween coraz wcześniej wychodzi poza październikowy kalendarz, a wraz z nim przesuwa się sezonowość produktów kosmetycznych. Zjawisko określane jako „Summerween” łączy estetykę Halloween z letnimi kolorami, zapachami i aktywnościami. Dla branży beauty oznacza to przede wszystkim wcześniejsze premiery kolekcji limitowanych, rozwój sezonowych produktów do ciała i zapachów oraz nowe możliwości wykorzystania trendów takich jak summer goth czy dark manicure.

Halloween od kilku lat przestaje być wydarzeniem ograniczonym do ostatnich dni października. W handlu i mediach społecznościowych coraz wcześniej pojawiają się produkty, dekoracje i treści związane ze „spooky season”. Jednym z określeń opisujących to zjawisko jest Summerween – połączenie słów summer i Halloween. Termin został spopularyzowany przez serial animowany „Gravity Falls”, w którym mieszkańcy fikcyjnego miasteczka obchodzą Halloween również latem. Od początku lat 20. XXI wieku określenie zaczęło funkcjonować jako internetowy i handlowy trend, szczególnie na rynku amerykańskim.  

W 2026 r. Summerween coraz wyraźniej widoczny jest również w kategorii beauty. Nie chodzi przy tym wyłącznie o wprowadzanie produktów z dyniami, duchami czy pajęczynami na opakowaniach. Trend przenosi się na kolorystykę makijażu, manicure, zapachy oraz kosmetyki do kąpieli i pielęgnacji ciała. W efekcie granica pomiędzy letnią a jesienną ofertą kosmetyczną staje się mniej wyraźna.

Halloween w środku lata

Summerween jest przede wszystkim przykładem postępującego wydłużania sezonów zakupowych. W tradycyjnym modelu Halloween rozpoczynało się wraz z nadejściem jesieni, a oferta kosmetyczna związana z tym wydarzeniem pojawiała się przede wszystkim we wrześniu i październiku. Obecnie pierwsze kolekcje mogą trafiać do sprzedaży już w czerwcu lub lipcu.

W 2026 r. dobrze ilustruje to przykład Lush. Marka uruchomiła swoją kolekcję halloweenową 2026 już w połowie lipca, określając ją bezpośrednio jako Summerween. W ofercie znalazły się m.in. kule do kąpieli, mydła, żele pod prysznic i zestawy prezentowe. Według informacji firmy w 2025 r. sprzedała ona globalnie ponad 3,2 mln produktów związanych z Halloween.  

Jeszcze wcześniej z sezonem zaczęła pracować Bath & Body Works. W 2025 r. marka uruchomiła swoją kolekcję Summerween online dla członków programu lojalnościowego 30 czerwca, a pełny asortyment – obejmujący ponad 70 produktów z kategorii body care i home fragrance – trafił do sklepów 7 lipca. Jednym z nowych zapachów był I Scream Float, wpisujący halloweenową estetykę w popularny kierunek gourmand.  

W 2026 r. Bath & Body Works ponownie przesunęło premierę. Kolekcja pojawiła się 29 czerwca i obejmowała m.in. produkty do mycia i pielęgnacji ciała, mgiełki zapachowe oraz mydła w płynie. Wśród zapachów znalazły się Vampire Blood i Ghoul Friend, a także kolejne produkty wykorzystujące motywy Halloween.  

Nie tylko dynia i pomarańcz

Z punktu widzenia branży kosmetycznej istotne jest jednak to, że Summerween nie oznacza prostego przeniesienia klasycznej estetyki Halloween na wcześniejszy termin. Trend łączy charakterystyczne dla święta motywy z letnią kolorystyką i sezonowymi kodami wizualnymi.

W dekoracjach widoczne są pastelowe duchy, różowe i fioletowe szkielety czy motywy łączące Halloween z plażą i tropikalnymi wzorami. Podobny mechanizm można zaobserwować w beauty. Klasyczne czernie, bordo i głębokie fiolety mogą być zestawiane z różem, neonami, błyskiem czy transparentnymi wykończeniami.  

Jednocześnie część konsumentów wybiera bardziej klasyczną, mroczną interpretację trendu. W 2026 r. jednym z wyraźnych kierunków w manicure jest tzw. summer goth. Czerń, black cherry, głębokie bordo i granat pojawiają się w środku lata zamiast typowych dla tego okresu pasteli, mlecznych róży czy jasnych chromów. Według obserwacji cytowanych przez Who What Wear takie zestawienia pojawiają się m.in. u Dua Lipy, Suki Waterhouse i innych rozpoznawalnych postaci świata mody i popkultury.  

Dla producentów lakierów i produktów do manicure jest to istotne, ponieważ Summerween może działać jako uzasadnienie dla całorocznej obecności ciemniejszych kolorów w ofercie. Nie muszą one być komunikowane wyłącznie jako produkty „jesienne” czy „halloweenowe”. Mogą funkcjonować jako element letniego stylu.

Manicure jako najbardziej widoczny nośnik trendu

To właśnie paznokcie są obecnie jednym z obszarów, w których Summerween najłatwiej przełożyć na produkt. Powód jest prosty: manicure pozwala wykorzystać sezonowy motyw bez konieczności zmiany całego wyglądu. Konsument może zdecydować się na czarny lakier, bordowy french, pajęczynę, małe duchy czy bardziej abstrakcyjny wzór, zachowując letni charakter stylizacji.

Magazyn Scratch wskazuje Summerween jako osobny kierunek nail artu, w którym klasyczne halloweenowe motywy zostają przeniesione do letniego otoczenia. Wśród przykładów pojawiają się m.in. duchy w strojach kąpielowych, motywy arbuzów czy zestawienia elementów kojarzonych z Halloween z wakacyjnymi symbolami.  

W 2026 r. trend jest dodatkowo wzmacniany przez szerszą popularność ciemnego manicure. Who What Wear zalicza summer goth do sześciu istotnych europejskich trendów paznokciowych tego lata. Jednocześnie obserwowane są efekty cat-eye, velvet nails, mismatched manicure oraz przezroczyste, żelkowe wykończenia.  

Dla rynku oznacza to możliwość łączenia dwóch trendów zamiast budowania osobnej, bardzo wąskiej kategorii Summerween. Produkty w kolorze czarnym, wiśniowym czy śliwkowym mogą być sprzedawane zarówno jako element letniego „goth glam”, jak i przygotowanie do Halloween.

Zapachy i body care korzystają z wcześniejszego sezonu

Drugim obszarem szczególnie podatnym na Summerween są zapachy oraz kosmetyki do pielęgnacji ciała. Wynika to z charakteru tych kategorii. Produkty zapachowe łatwo powiązać z określoną porą roku, nastrojem lub wydarzeniem, a limitowane edycje pozwalają producentom tworzyć kolejne punkty kontaktu z konsumentem.

Przykład Bath & Body Works pokazuje, że halloweenowa oferta nie musi oznaczać wyłącznie ciężkich, jesiennych kompozycji. W 2025 r. I Scream Float łączył motyw Halloween z gourmandowym profilem zapachowym, natomiast w kolejnych kolekcjach pojawiały się zestawienia owocowych, kwiatowych i słodkich nut z mroczną nazwą i oprawą wizualną.  

Jeszcze bardziej niszowy kierunek reprezentuje Black Phoenix Alchemy Lab. Marka perfumeryjna przygotowała w 2026 r. limitowaną serię Summerween inspirowaną makabrycznymi wersjami letnich słodyczy, wykorzystując m.in. motywy lodów, waty cukrowej czy deserów.  

To pokazuje szerszą zmianę w komunikacji sezonowej: „mroczny” produkt nie musi być pozycjonowany wyłącznie za pomocą jesiennych składników i zapachów. Można połączyć estetykę Halloween z typowo letnimi skojarzeniami – owocami, lodami, napojami, plażą czy nocnymi imprezami.

Dla producentów to także kwestia zarządzania sezonowością

Summerween może być atrakcyjny dla branży nie tylko jako kolejny trend komunikacyjny, ale również jako narzędzie zarządzania kalendarzem sprzedażowym. Wprowadzenie kolekcji halloweenowej wcześniej daje producentom więcej czasu na sprzedaż produktów limitowanych i pozwala wykorzystać zainteresowanie konsumentów jeszcze przed właściwym sezonem.

Jednocześnie wcześniejsza premiera zwiększa ryzyko kanibalizacji kolejnych kolekcji. Jeżeli produkty Halloween pojawiają się w czerwcu lub lipcu, marka musi zdecydować, jak długo utrzymywać je w sprzedaży i kiedy zastąpić je kolejną ofertą – jesienną, bożonarodzeniową lub inną sezonową. Dyskusje konsumenckie wokół wcześniejszych premier pokazują zresztą, że część odbiorców postrzega przyspieszanie sezonów jako pozytywną możliwość wcześniejszego zakupu, a część jako efekt nadmiernej komercjalizacji.  

image

Jak salony kosmetyczne mogą przygotować się na nadchodzące Halloween?

Z perspektywy retailerów istotne staje się również odpowiednie zatowarowanie. W przypadku produktów limitowanych wcześniejsze rozpoczęcie sprzedaży może zwiększać dostępność kolekcji, ale jednocześnie wydłuża okres, w którym należy zarządzać zapasem. Dla marek beauty oznacza to konieczność dokładniejszego prognozowania popytu i rozdzielenia oferty między produkty stricte halloweenowe a te, które mogą funkcjonować również poza wydarzeniem.

Trend, który może rozszerzyć sezon Halloween

Summerween nie jest jeszcze samodzielną kategorią produktową porównywalną z klasycznymi sezonami sprzedażowymi. Jest natomiast przykładem szerszej zmiany w sposobie funkcjonowania trendów beauty. Media społecznościowe skracają dystans między momentem pojawienia się estetyki a jej komercjalizacją, a konsumenci coraz częściej nie czekają na formalny początek sezonu.

W przypadku kosmetyków Summerween szczególnie dobrze łączy się z produktami o wysokiej częstotliwości zakupów i dużym potencjale wizualnym: lakierami do paznokci, makijażem kolorowym, mgiełkami zapachowymi, kosmetykami do kąpieli, produktami do ciała czy zestawami prezentowymi. Dodatkowym atutem jest możliwość tworzenia krótkich, limitowanych kolekcji bez konieczności całkowitego przebudowywania portfolio.

Dla producentów najważniejszym sygnałem nie musi być więc samo Halloween w lipcu. Bardziej istotna jest zmiana w postrzeganiu sezonowości. Summerween pokazuje, że kod estetyczny przypisany dotychczas do konkretnego miesiąca może zostać oderwany od kalendarza i połączony z innym kontekstem. W beauty oznacza to większą elastyczność w wykorzystaniu kolorów, zapachów, opakowań i limitowanych edycji – a także możliwość budowania popytu na produkty związane z Halloween na długo przed 31 października.  

ZOBACZ KOMENTARZE (0)
StoryEditor
Rynek i trendy
07.08.2026 12:43
Koniec solariów? Wielka Brytania rozważa radykalne zmiany
Solaria a zdrowie skóry. Eksperci obalają mity o ich korzyściach. (Fot. Shutterstock)Shutterstock

Światowa Organizacja Zdrowia zakwalifikowała solaria jako czynnik rakotwórczy z grupy 1. Wielka Brytania chce pójść w ślady innych krajów, rozważa całkowity zakaz działalność komercyjnych solariów. Eksperci ostrzegają przed negatywnymi skutkami oraz obalają mity dotyczące wątpliwych korzyści.

Jak podaje Ministerstwo Zdrowia, sztuczne promieniowanie ultrafioletowe nie jest zdrowe dla naszej skóry. Dawki UV występujące podczas rekreacyjnego opalania się w solarium są nawet 12 razy wyższe niż w świetle słonecznym. Jak wskazują badania, ryzyko wystąpienia czerniaka wzrasta wraz z czasem spędzonym na korzystaniu z łóżek do opalania. 

Statystyki opublikowane przez ministerstwo pokazują, że częste korzystanie z solarium wiąże się ze wzrostem ryzyka wystąpienia czerniaka. Ilość sesji zwiększa prawdopodobieństwo choroby:

  • od 1 do 14 sesji ryzyko to 19 proc.
  • od 15 do 30 sesji ryzyko to 31 proc.
  • a przy 40 sesjach to 55 proc.

Ciemna strona solarium

Wizyta w solarium dla wielu konsumentów jest przyjemnym rytuałem. Czy taka forma opalania jest zdrowa? O szkodliwości tej usługi przypomina dermatolożka dr Ophelia Veraitch, która podkreśla, że WHO zakwalifikowało solaria w tej samej kategorii co papierosy i pluton. 

Analiza z 2021 roku obejmująca 14 tys. osób chorych na czerniaka — najgroźniejszą postać raka skóry — jednoznacznie wykazała zwiększone ryzyko zachorowania związane z korzystaniem z solarium. 

Warto dodać, że Brytyjski Komitet ds. Medycznych Aspektów Promieniowania w Środowisku (COMARE), działający przy Departamencie Zdrowia i Opieki Społecznej, poinformował w raporcie opublikowanym w ubiegłym miesiącu, że korzystanie z solarium przed ukończeniem 35. roku życia zwiększa ryzyko zachorowania na czerniaka o 75 procent. Poza zwiększaniem ryzyka nowotworów solaria przyspieszają proces starzenia się skóry. Uszkadzają DNA komórek i prowadzą do rozpadu kolagenu.

W jakich krajach solarium jest zakazane? 

Brazylia, Iran i Australia już wcześniej zakazały działalności solariów.  Lekarz medycyny estetycznej dr Joseph Hkeik mówi, że takie rozwiązanie przyniosło bardzo dobre efekty w ograniczaniu liczby zachorowań na czerniaka. Podkreśla również, że reszta świata powinna wprowadzić taki zakaz. 

image

Doda ujawniła, że solarium doprowadziło ją do czerniaka. Branża beauty: to nagonka, ktoś jej za to zapłacił

- Ryzyko jest na tyle poważne, że w styczniu Brytyjskie Stowarzyszenie Dermatologów (British Association of Dermatologists — BAD) ogłosiło, iż popiera całkowity zakaz działalności komercyjnych solariów w Wielkiej Brytanii, powołując się na dobrze udokumentowany związek między korzystaniem z solarium a rakiem skóry oraz na niewystarczające egzekwowanie obowiązujących przepisów — mówi dermatolożka konsultantka dr Clare Kiely.

Solaria w social mediach. Niezdrowy marketing

Brytyjskie stowarzyszenie w czerwcu udostępniło raport “Comare”, w którym wskazano, że niektóre firmy świadczące usługi solaryjne w swoich reklamach rozpowszechniają dezinformacje.  

Fałszywe informacje i niepotwierdzone naukowo stwierdzenia o rzekomych korzyściach zdrowotnych ma wzmocnić treści publikowane w social mediach. Wielka Brytania rozważa zakaz działalności komercyjnych solarium, ale myśli również nad ograniczeniem reklamowania tego typu usług. 

Niektóre firmy oferujące usługi solaryjne mówią o nieprawdziwych korzyściach zdrowotnych tej usługi. Zastosowanie światła podczerwonego obok promieniowania UV ma wspomagać produkcję kolagenu. 

- To po prostu śmieszne. Promieniowanie UV wyrządza kolagenowi nieporównywalnie większe szkody niż jakiekolwiek korzyści, jakie mogłoby przynieść światło czerwone — komentuje specjalistka medycyny estetycznej dr Sophie Shotter

Pogarszająca się sytuacja branży solariów może być szansą biznesową dla sektora beauty. Salony kosmetyczne mogą wykorzystać ten trend, edukując klientów na temat zagrożeń związanych z opalaniem i rozwinąć ofertę bezpiecznych alternatyw. Takich jak: kosmetyki samoopalające, opalanie natryskowe czy produkty nadające skórze efekt opalenizny bez ekspozycji na promieniowanie UV.

A co z rzekomymi korzyściami?

Mimo wielu zagrożeń związanych z promieniowaniem UV,  klienci solarium często wskazują, że usługa poprawia im samopoczucie, łagodzi stany zapalne skóry oraz zwiększa poziom witaminy D. Czy faktycznie tak jest? 

Istnieją badania sugerujące, że ekspozycja na promieniowanie UV może ograniczać stan zapalny skóry i przynosić ulgę osobom cierpiącym na egzemę, łuszczycę czy trądzik. Oznacza to, że korzystanie z solarium może czasowo łagodzić objawy tych chorób, jednak nie oznacza to, że jest bezpieczną metodą leczenia.

- Każda opalenizna uzyskana pod wpływem słońca lub promieniowania UV jest oznaką uszkodzenia skóry. Ciemniejszy kolor skóry to mechanizm obronny organizmu przed dalszymi uszkodzeniami  — wyjaśnia dr Veraitch.

Światłoterapia jest wykorzystywana przez dermatologów, ale nie ma nic wspólnego z korzystaniem z solarium. Dr Clare Kiely wyjaśnia, że w terapii wykorzystuje się ściśle kontrolowane dawki promieniowania UVB pod nadzorem lekarza. Natomiast komercyjne solaria emitują głównie promieniowanie UVA, które wnika głębiej w skórę, a ekspozycja odbywa się bez kontroli medycznej. 

- To zupełnie inna sytuacja niż leczenie dermatologiczne — dodaje.

Z tego samego powodu solaria nie są dobrym źródłem witaminy D. Dr Veraitch wyjaśnia, że do jej produkcji organizm potrzebuje promieniowania UVB. Choć moda na opaleniznę nie przemija, coraz więcej dowodów wskazuje, że nie warto płacić za nią własnym zdrowiem.

Weronika Pisarska
ZOBACZ KOMENTARZE (0)
10. sierpień 2026 14:23