StoryEditor
Rynek i trendy
06.09.2024 00:38

Pinterest prezentuje trendy na jesień 2024. Japońskie inspiracje i wielki powrót grzywki

Miodowe loki, lisie, rude włosy, makijaż baddie i paznokcie z kokardką - to tylko niektóre z jesiennych trendów beauty z Pinteresta / żródło: Pinterest

Mocny makijaż, świetliste i świeże stylizacje, misterne wzory na paznokciach, włosy rude jak futro lisa oraz inspiracje Japonią – najważniejsze trendy tej jesieni to połączenie odwagi i nowoczesności z nutką ekstrawagancji. Pinterest opublikował raport o trendach na jesień 2024 obejmujący kategorie takie jak wystroje wnętrz, sposoby spędzania wolnego czasu, jedzenie, modę i urodę.

Choć pierwotnie Pinterest służył przede wszystkim do dzielenia się zdjęciami aranżacji wnętrz, już dawno przestał kojarzyć się tylko z tą dziedziną. Dziś inspirujące zdjęcia publikowane i udostępniane na tej platformie mogą dotyczyć każdej tematyki, w tym także branży beauty.

Czytaj też: Od niebieskich paznokci po szalone upięcia na głowie. Pinterest też umie w beauty 

Choć Pinterest to medium społecznościowe oparte na zdjęciach, znacznie różni się od choćby Instagrama – treści tworzone przez użytkowniczki i użytkowników nie przypominają bloga, tylko są grupowane w tzw. „tablice” (boards), tworząc odpowiedniki tablic korkowych, do których za pomocą pinezek lub szpilek można przypinać materiały, które chce się wyeksponować.

Dzięki zaawansowanym narzędziom do wyszukiwania oraz analizy treści, Pinterest okazał się użytecznym narzędziem dla firm oraz osób chcących śledzić popularność konkretnych trendów. Także sama platforma regularnie opracowuje raporty pokazujące, które z nich okazały się szczególnie inspirujące. Niedawno ukazał się raport podsumowujący trendy, które będą obowiązywać jesienią 2024 roku.

– Najnowsze trendy w urodzie tej jesieni to połączenie odważnej i nowoczesnej stylistyki. Od mocno zdobionych paznokci, przez misterne zdobienia inspirowane Japonią, po lisiorude włosy i powrót grzywki, użytkowniczki Pinteresta wypróbowują szeroką gamę przyciągających wzrost stylizacji. Makijaż more-is-more w końcu wraca do łask, a w modzie jest rozświetlone i świeże spojrzenie – czytamy we wstępie do raportu.

Grzywki w kolorze lisiego futra

Prawdziwym hitem nadchodzącej jesieni okazują się kolory włosów... inspirowane rudością lisiego futra. Raport kategorię poświęconą koloryzacji wprost nazywa „lisimi fryzurami”, a hasło „lisi kolor włosów” w statystykach wyszukiwań wzrosło aż o 1530 proc.! Czasem fryzury opatrzone tym tagiem są po prostu promiennie rude, ale zdarzają się też takie, które starają się odtworzyć układ lisiego futra – łącząc intensywny rudy z pasemkami czarnymi i blond czy wykorzystując ombre.

 

Jeszcze bardziej imponujące okazały się dalsze wyniki: „miodowobrązowe loki” odnotowały wzrost o 7770 proc., „miodowobrązowe niewiązane warkoczyki” – wzrost o 3845 proc., a „wiśniowy blond” – wzrost o 6300 proc. Duże zainteresowanie budziły też wiśniowoczerwone włosy o głębokim odcieniu (wzrost o 920 proc.) oraz czerwień koloru wiśniowej coli (wzrost o 520 proc.).

Fakt, że dominującymi kolorami okazały się odcienie rudego, czerwonego i miodu oraz wielka popularność nowego określenia „lisiego koloru włosów” sugeruje, że to piękne dzikie zwierzę może stać się inspiracją na dłużej. 

Oczywiście włosy to nie tylko kolor, ale także cięcie – i tutaj trendy są jasne. Jesienią 2024 roku będziemy obserwować wielki powrót grzywek. 

„Japońskie grzywki na bok” odnotowały wzrost o 1645 proc., a „długie cięcie pixie z grzywką” – wzrost o 1630 proc. „Subtelna grzywka” może pochwalić się 1090 procentowym wzrostem. Choć trendy co do fryzur są jasne: grzywki, grzywki i jeszcze raz grzywki – to pozostawiają wciąż pewną szansę na różnorodność. „Zaczesanie do tyłu z grzywką” zanotowało wzrost o 345 proc., „mini grzywka” – wzrost o 185 proc., a „grzywki na bok jak w 2000 roku” – wzrost o 150 proc. 

 

Zainteresowanie grzywkami to ważna informacja dla branży kosmetycznej, ponieważ ten typ fryzury wymaga specyficznej stylizacji.

– Grzywka odmładza i nadaje wyglądowi świeżości, a odpowiednio dobrana może skorygować drobne dysproporcje twarzy i podkreślić urodę. Decydując się na grzywkę należy wziąć pod uwagę typ włosów. Panie, których włosy mają tendencję do puszenia czy kręcenia się będą musiały poświęcić znacznie więcej czasu na ułożenie grzywki oraz zainwestować w kosmetyki utrwalające i wygładzające. Dobrym rozwiązaniem w przypadku trudnych do ułożenia włosów są zatem doczepiane grzywki, wykonane z naturalnych włosów, nad którymi zdecydowanie łatwiej zapanować – wyjaśniał stylista fryzur Piotr Sierpiński na naszych łamach.

W przypadku prostych włosów istotny może okazać się suchy szampon, ponieważ naturalnie występujące na skórze sebum może obciążać włosy, a grzywka bezpośrednio dotyka twarzy. W efekcie grzywka może przetłuszczać się szybciej niż reszta fryzury, a to efekt, którego należy się wystrzegać. Suchy szampon pomoże odświeżyć samą grzywkę bez konieczności ponownego mycia i stylizacji włosów. Przydatne mogą okazać się też lakiery do włosów utrwalające oraz zwiększające objętość, szampony przeznaczone do mycia grzywki, odżywki, olejki i balsamy.

Specjalnej pielęgnacji wymagają także włosy farbowane na rudy kolor  – ważny jest wybór kosmetyków, które pozwolą zachować blask, intensywność barwy oraz zdrowy wygląd. Z kolei naturalnie rude włosy są delikatne i podatne na uszkodzenia.

Te dwa elementy jesiennych fryzur, wymagające specjalnej troski, to dla firm kosmetycznych pole do popisu na stworzenie dedykowanej dla nich linii produktów pielęgnacyjnych lub po prostu kampanii marketingowej prezentującej już istniejące kosmetyki.

Paznokcie z kokardką lub w stylu korynckim

Ważnym elementem jesiennej stylizacji będą paznokcie. Raport Pinteresta wskazuje, że aż o 2220 proc. wzrosło zainteresowanie hasłem „wzory paznokci z kokardką”. To trend, który może przyjmować różne formy. 

Uroczy i kobiecy, sprawdzi się na różne okazje nieformalne oraz półformalne; nie współgra tylko z bardzo oficjalnym dress code’em. Kokardkę można namalować samodzielnie na jednym lub kilku paznokciach, można też wykorzystać naklejki na paznokcie lub ułożyć wzorek z cyrkonii bądź brokatu. Pozostałe paznokcie mogą pozostać gładkie lub bogato zdobione. Nie ma także ograniczeń w wersji kolorystycznej: od delikatnej kokardki na paznokciach nude, przez pastele po krzykliwe i kontrastowe barwy. Dla osób stawiających na odrobinę ekstrawagancji dostępne są trójwymiarowe kokardki do zatopienia w lakierze, które nadadzą stylizacji komiksowy efekt.

 

Niemal równie popularny okazał się trend „paznokcie greckiej bogini”, który odnotował wzrost o 1975 proc. To popularny także na TikToku trend, który czerpie inspiracje z popkulturowego wyobrażenia Olimpu: drapowania przypominające togi, odcienie złota, marmuru i brązu, starożytna ornamentyka, nawiązania do greckiej sztuki i architektury. Do trendu pasują też lazur lub turkus, odzwierciedlające czyste wody mórz oblewających Grecję z trzech stron. Do popularyzacji trendu mogła przyczynić się olimpijka Keely Hodgkinson, która w czasie tegorocznych Igrzysk Olimpijskich – których korzenie leżą przecież w starożytnej Grecji! – wywalczyla dla Wielkiej Brytanii złoty medal w biegu na 800 metrów. Zdradziła, że jej manicure nawiązywał do Nike, bogini zwycięstwa (i został stworzony na zamówienie sponsora, firmy Nike).

„Krótkie, odjechane paznokcie” mogą pochwalić się wzrostem o 1540 proc., a „paznokcie inspirowane Japonią” – wzrostem o 600 proc.

Makijaż świeży i rozświetlający... lub jak u złej dziewczynki

W przypadku make-upu jesienią królować będą dwa sprzeczne trendy, co pozostawia większą możliwość dopasowania modnej stylistyki do własnych potrzeb.

Większość trendów wskazuje na makijaże jasne, świeże i rozświetlające. Ponownie sięgamy po inspiracje Japonią, czyli makijaż Igari (wzrost o 460 proc.) – polegający na podkreśleniu różem kości policzkowych. Makijaż Igari pozwala na uzyskanie naturalnego i świeżego wyglądu, a jego nazwa pochodzi od imienia makijażystki, Igari Shinobu. Oczy i brwi w makijażu Igari malowane są delikatnie, a kluczowy jest brak kryjącego podkładu. Dla osób chcących zastosować ten trend u siebie, ważne będzie zadbanie o cerę – ten japoński make-up najlepiej będzie wyglądać jako zwieńczenie wieloetapowej pielęgnacji skóry.

„Rozświetlający i świeży makijaż” odnotował wzrost o 185 proc., „błyszczący makijaż ust” – wzrost o 175 proc., z kolei „usta malowane korektorem” – wzrost o 92 proc.

Na przeciwległym biegunie mamy „delikatny makijaż baddie” (największy wzrost w tej kategorii, o 700 proc.), „makijaż w chłodnych odcieniach” (wzrost o 360 proc.) oraz „delikatny makijaż kociego oka” (wzrost o 105 proc.).

Kim jest „baddie”? To zła dziewczynka, kobieta pełniąca rolę czarnego charakteru w popkulturze, zarazem niegodziwa i przyciągająca uwagę. Słowo to może też oznaczać dziewczynę, która zawsze stawia na swoim oraz – co ważne – zawsze wygląda fenomenalnie. W polskojęzycznym internecie zdarza się tłumaczenie „baddie” jako „diablicy z Instagrama”. Bez wątpienia jest to kobieta o mocnym charakterze – i właśnie tę moc ma odzwierciedlać jej makijaż. Ma być seksowny oraz z pazurem. Jego podstawą są mocne kontury twarzy, mocno podkreślone oczy oraz matowe, np. beżowo-szare usta.

Jeśli do kogoś nie przemawiają makijaż złej dziewczynki, włosy rude jak futro lisa i rozświetlona twarz, zawsze pozostaje jesienna inspiracja uniwersalna, czyli Japonia. Czerpanie z trendów i kultury Krajem Kwitnącej Wiśni widoczne są we wszystkich kategoriach, które pojawiły się w raporcie Pinteresta: „japońska sztuka vintage” odnotowała wzrost o 270 proc., „japońska sypialnia z łóżkiem typu futon” – wzrost o 245 proc., „japoński ogród zen” – wzrost o 120 proc., „dekonstrukcja sushi w misce” – wzrost o 370 proc., „japońskie książki” – wzrost o 100 proc., „japońskie wzory szydełkowe na torby” – wzrost o 380 proc. czy „japońskie długie spódnice”, w przypadku których wzrost wyniósł o 85 proc.

Dla brandów może być to sygnał, by szukać współpracy w Japonii lub zainspirować się składnikami obecnymi w kosmetykach dostępnych na tamtym rynku. Rynek kosmetyczny w Japonii jest trzecim największym po świecie, po Stanach Zjednoczonych i Japonii. Statista szacuje, że w 2024 roku przychody w branży kosmetycznej w Japonii osiągną wartość 7,49 miliarda dolarów. Na rynku dominują lokalne marki, dla których podstawą są tradycyjne składniki oraz rytuały pielęgnacji skóry.

Czytaj też: Japonia – gigant beauty, który się obudził

 – W tym sezonie ludzie wyłamują się z typowych, swobodnych, jesiennych klimatów i stawiają na ekscytację. Od eksperymentowania z wyjątkową modą i zabawnymi wspólnymi aktywnościami po poszukiwanie inspiracji w japońskiej kulturze i społeczeństwie, zapowiada się na dynamiczną i pełną życia porę roku – podsumowują autorzy raportu.

Anna Tess Gołębiowska

 

ZOBACZ KOMENTARZE (0)
StoryEditor
E-commerce
27.07.2026 16:43
Od TikToka do Sephory. Marki najpierw zdobywają miliony klientów w sieci, później trafiają na półki
Wejście do Sephory jest pierwszą dużą współpracą stacjonarną FlutterHabitadobe stock

Jeszcze niedawno obecność w Sephorze, Douglasie, Rossmannie czy Boots była dla młodej marki przepustką do rozpoznawalności. Dziś ta kolejność coraz częściej się odwraca. Najpierw marka zdobywa popularność na TikToku, buduje własną społeczność, testuje produkty i rozwija sprzedaż bezpośrednią w social commerce (direct-to-consumer). Dopiero później wchodzi do tradycyjnego retailu – już nie jako nieznany start-up, ale biznes z potwierdzonym popytem, gotową bazą klientek i milionowymi wynikami finansowymi.

Najnowszym przykładem jest FlutterHabit. Marka rzęs DIY, która rozwijała się przez własny e-sklep, Amazon i TikTok Shop. Właśnie kilka dni temu po sprzedaży ponad 18 mln par produktów w ciągu ostatniego roku zadebiutowała w ponad 500 perfumeriach Sephora w USA.

Nie jest to jednak odosobniony przypadek, ale część większej zmiany w strategii sieci kosmetycznych. Handel coraz uważniej śledzi to, co sprzedaje się i angażuje użytkowników na TikToku, a następnie przenosi "internetowe fenomeny" do sklepów stacjonarnych.

Trend ten widać także w Polsce, chociaż nie zawsze jest to klasyczna droga od DTC (direct-to-consument) do retailu. Np. w segmencie rzęs dyi (czyli do samodzielnego założenia) marka Stars from the Stars została stworzona przy udziale twórców TikToka i od początku rozwijana we współpracy z Rossmannem. Everybody London, dostępne w Rossmannie, oraz debiutująca szerzej w Hebe Poppy Head posługują się sferą wizualną, częstotliwością premier i modelem komunikacji charakterystycznym dla marek projektowanych pod social media.

image

Marki beauty inwestują miliony w influencerów. Kampanie kosztują fortunę

- Coraz częściej to właśnie zdolność produktu do wywołania reakcji na TikToku decyduje, czy otrzyma on miejsce w ofercie dużej sieci. Sephora, Ulta czy Boots nadal potrzebują marek o ugruntowanej pozycji, ale coraz częściej szukają również brandów, które przyciągną do sklepów młodszych konsumentów wychowanych w mediach społecznościowych.​- wskazują eksperci. 

Droga od virala na TikToku, przez sprzedaż we własnym e-sklepie i social commerce, aż po debiut w Sephorze, Ulcie, Boots czy Rossmannie stała się dziś Świętym Graalem młodych firm kosmetycznych.

Nie jest już pojedynczym fenomenem, lecz dojrzałym mechanizmem rynkowym, którego przykłady widać również w Polsce.

TikTok staje się laboratorium sprzedażowym marek

Dla sieci handlowej popularność na TikToku jest czymś więcej niż zasięgiem. Platforma pozwala obserwować, które produkty przyciągają uwagę, jak konsumenci ich używają, jakie pytania zadają i czy zainteresowanie przekłada się na sprzedaż. TikTok Shop dokłada do tego twarde informacje o konwersji, wartości koszyka i częstotliwości ponownych zakupów.

Marka wchodząca do retailu po kilku latach sprzedaży DTC ma już przetestowaną ofertę, rozpoznawalne bestsellery i własną sieć twórców. Retailer nie musi od początku budować zainteresowania. Przejmuje produkt, którego klientki już szukają, a następnie zwiększa jego dostępność i skalę sprzedaży.

image

Niezależne marki podbijają TikTok Shop. W rok sprzedały kosmetyki za 500 mln dolarów

Ten model dobrze pokazuje brytyjska marka P.Louise, która zbudowała silną pozycję dzięki mediom społecznościowym i transmisjom sprzedażowym na TikTok Shop. W 2025 r. osiągnęła 2,71 mln dolarów GMV w ciągu jednego dnia sprzedaży na platformie. W maju 2026 r. zadebiutowała w 36 sklepach Boots oraz na boots.com. - Było to jej pierwsze duże wejście na brytyjskie ulice handlowe. Marka podkreślała, że po latach budowania społeczności online klientki mogą wreszcie dotknąć, przetestować i zobaczyć produkty na żywo - tak opisał to portal BeautyMatter.

Podobną drogę przeszła Rhode Hailey Bieber. Marka rozpoczęła działalność w 2022 r. jako biznes DTC, oparty na limitowanych dropach, społeczności i produktach błyskawicznie zdobywających popularność w social mediach. Przed wejściem do Sephory generowała już ponad 200 mln dolarów rocznej sprzedaży. Jej przejęcie przez e.l.f. Beauty za kwotę mogącą sięgnąć 1 mld dolarów pokazało, jaką wartość mogą osiągnąć marki zbudowane bez tradycyjnej dystrybucji. 

W kategorii rzęs podobnym przykładem jest Glamnetic. Marka powstała w 2019 r. i zdobyła rozpoznawalność dzięki magnetycznym rzęsom oraz komunikacji prowadzonej w mediach społecznościowych. Dziś jej produkty są dostępne m.in. w Sephorze, Ulcie, Target i na Amazonie. FlutterHabit wchodzi więc na drogę, którą przeszły już inne cyfrowe marki beauty: od internetowego rozwiązania konkretnego problemu do szerokiej, wielokanałowej dystrybucji.

Po sprzedaży 18 mln par rzęs DYI marka FlutterHabit trafia do Sephory

Markę FlutterHabit założyli Kasey i Tim Jacksonowie w 2019 r., inwestując około 12 tys. dolarów w pierwszą partię produktów. Chcieli zaproponować klientkom tańszą i mniej czasochłonną alternatywę dla profesjonalnego przedłużania rzęs w salonach kosmetycznych. W ciągu niespełna roku sprzedaż przekroczyła 1 mln dolarów.

FlutterHabit rozwijał się przede wszystkim w modelu direct-to-consumer, a następnie za pośrednictwem Amazona i TikTok Shop. W 2023 r. marka została przejęta przez Performance Beauty Group, do której należą również m.in. Grande Cosmetics, Lilly Lashes, Velour Lashes, Babe Original i Bondi Boost.

image

Paryski Haute Couture Fashion Week 2026 wyznacza nowe trendy beauty. Co z wybiegów trafi do kosmetyczek konsumentów?

Wejście do Sephory jest pierwszą dużą współpracą stacjonarną FlutterHabit. Marka zadebiutowała w ponad 500 perfumeriach w USA oraz na sephora.com. To pierwszy brand z segmentu domowych przedłużeń rzęs DIY w ofercie sieci. Produkty są aplikowane od spodu naturalnych rzęs, a efekt może utrzymywać się przez kilka dni.

Do sprzedaży trafiły najpopularniejsze zestawy rzęs STICKtionary i PrepTECH, pianka do mycia rzęs Foam a Friend wraz ze szczoteczką oraz nowy preparat do usuwania rzęs Lash Off. Ceny wynoszą od 16 do 28 dolarów.

Marka przetestowana przez własną społeczność

Za decyzją Sephory stoją nie tylko zasięgi FlutterHabit, ale także wyniki potwierdzające powtarzalność biznesu:

  • wzrost przychodów w 2026 r. o 50 proc. rok do roku;
  • jedna trzecia sprzedaży bezpośredniej pochodząca z subskrypcji;
  • ponad 30 modeli i premiery wprowadzane co trzy–sześć miesięcy;
  • społeczność ponad 30 tys. osób na Facebooku, wykorzystywana jako panel konsumencki;
  • ceny produktów od 16 do 28 dolarów.

Szczególnie istotny jest udział subskrypcji. Pokazuje, że FlutterHabit nie opiera się wyłącznie na jednorazowych, viralowych zakupach. Jedna trzecia sprzedaży we własnym kanale pochodzi od klientek regularnie uzupełniających zapasy. Marka chciałaby w przyszłości dołączyć także do programu automatycznego odnawiania zamówień Sephory.

FlutterHabit ma ponad 30 modeli rzęs i wprowadza kolejne co trzy–sześć miesięcy. Ważnym źródłem informacji o potrzebach klientek jest grupa na Facebooku skupiająca ponad 30 tys. osób. Marka pyta jej członkinie o oczekiwane nowości, ulubione produkty oraz elementy wymagające poprawy. Pod wpływem opinii społeczności część limitowanych modeli została włączona do stałej oferty.

Social media pełnią więc jednocześnie funkcję kanału komunikacji, sprzedaży, obsługi klienta, badania konsumenckiego oraz laboratorium rozwoju produktów. To właśnie ten pakiet – a nie sam viral – staje się dla sieci handlowych najcenniejszy.

Polskie marki: kilka różnych dróg z internetu do dużej sieci

W Polsce zmiana również jest widoczna, ale warto rozdzielić kilka modeli. Nie każda młoda marka obecna dziś w Rossmannie czy Hebe zaczynała na TikToku i nie każda najpierw zbudowała duży biznes DTC. Wspólne jest to, że cyfrowa społeczność i zdolność tworzenia angażujących treści coraz częściej wspierają negocjacje z retailem.

image

Drogeria przyszłości nie musi rywalizować z AI i TikTokiem. Jak kupuje pokolenie Alfa? Oto nowe drogi wzrostu beauty

Your KAYA: od subskrypcji i edukacji do Rossmanna

Your KAYA jest jednym z najczytelniejszych polskich przykładów. Zaczynała jako start-up e-commerce z produktami higienicznymi oferowanymi m.in. w modelu subskrypcyjnym. Marka budowała społeczność wokół edukacji, ciałopozytywności i przełamywania tabu. Następnie weszła do Rossmanna, najpierw z artykułami higienicznymi, a później z coraz szerszą ofertą pielęgnacji i makijażu. Retail dał jej zasięg poza grupą odbiorców możliwych do efektywnego pozyskania we własnym e-commerce.

Resibo, Miya Cosmetics i Veoli Botanica: różne drogi do szerokiej dystrybucji

Resibo wyrosło z jednego produktu stworzonego z osobistej potrzeby założycielki, a we wczesnym etapie rozwijało sprzedaż i rozpoznawalność bez wsparcia masowej dystrybucji. Dziś marka jest obecna stacjonarnie i online w Hebe.

Miya Cosmetics także należy do pokolenia młodych polskich marek rozwijanych przy silnym wsparciu internetu, ale nie jest czystym przykładem przejścia DTC–retail: od początku budowała model omnichannel, łącząc własny sklep z obecnością w sieciach drogeryjnych.

Veoli Botanica przez lata budowała pozycję w internecie i specjalistycznym kanale beauty, a w 2025 r. rozszerzyła dystrybucję na wszystkie sklepy stacjonarne Hebe. W tych przypadkach szeroki retail jest etapem skalowania marek, które wcześniej miały już rozpoznawalność i wyrazistą tożsamość.

BasicLab: edukacja składnikowa i social commerce

BasicLab reprezentuje model marki zbudowanej na eksperckiej edukacji o składnikach aktywnych i świadomej pielęgnacji. Firma rozwinęła własny e-commerce i obecność m.in. w Super-Pharm oraz DOZ. W 2026 r. znalazła się wśród pierwszych marek kosmetycznych korzystających z polskiej wersji TikTok Shop, gdzie postawiła na transmisje LIVE, edukację i bezpośredni kontakt ze społecznością. Nie ma natomiast podstaw, by przypisywać jej obecność jednocześnie w Rossmannie, Hebe i Sephorze.

Nanolash: polski punkt odniesienia w rzęsach DIY

W samej kategorii rzęs najbliższym polskim punktem odniesienia jest Nanolash, marka związana ze spółką Trendmarkt. Oferuje pełny system DIY: kępki, bonder, sealer, aplikator i remover. Produkty można znaleźć m.in. w ofercie internetowej Douglasa i DOZ oraz u partnerów marketplace Hebe. Nie należy jednak automatycznie utożsamiać obecności w serwisie Hebe z szeroką dystrybucją na półkach wszystkich drogerii stacjonarnych.

Drogeria sama wchodzi na TikToka

Zmieniają się nie tylko marki. Sieci coraz mocniej organizują ofertę wokół produktów popularnych w social mediach. Hebe prowadzi internetowe sekcje Instashop i Viral Shop, w których łączy asortyment z trendami z Instagrama i TikToka. Rossmann wykorzystuje viralowe produkty w komunikacji, materiałach inspiracyjnych i premierach skierowanych do młodszych klientów.

W 2026 r. TikTok Shop wystartował w Polsce, a wśród pierwszych partnerów i marek znalazły się podmioty z branży beauty. BasicLab rozpoczął transmisje LIVE, a Rossmann i Hebe zostały wskazane jako sieci przygotowujące sprzedaż na platformie. Granica pomiędzy oglądaniem krótkiego filmu, zakupem w social commerce i wizytą w drogerii zaczyna się zacierać.

Retail nie jest już końcowym, odseparowanym etapem ścieżki zakupowej. Może pojawić się jednocześnie jako konto na TikToku, sklep na platformie, aplikacja lojalnościowa, marketplace i fizyczna półka. Wygrywa ten podmiot, który najszybciej zamienia cyfrowy sygnał zainteresowania w dostępny produkt, nie tracąc przy tym jakości selekcji.

 

Komentarz redakcji: Odwrócony model ryzyka

Wejście FlutterHabit do Sephory pokazuje, że TikTok i tradycyjny handel nie muszą ze sobą konkurować. Pełnią inne funkcje na ścieżce zakupowej. TikTok pozwala marce szybko dotrzeć do odbiorców, pokazać działanie produktu i wygenerować zainteresowanie. Użytkownicy SM oraz TikTok Shop sprawdzają, czy zainteresowanie przekłada się na zakup. Sklep stacjonarny zwiększa dostępność, pozwala przetestować produkt i dociera do klientek, które nie kupują bezpośrednio w social mediach.

Kiedyś wprowadzenie nieznanej marki było przede wszystkim ryzykiem detalisty.

Dziś młody brand może przyjść do sieci z historią sprzedaży, retencją, danymi o bestsellerach, społecznością i gotowym ekosystemem treści.

Dla handlowców stacjonarnych i online współpraca z marką wykreowaną w sieci oznacza więc mniejsze ryzyko. Zmienia to również sposób, w jaki sieci wybierają marki. O sukcesie na półce nie decydują już wyłącznie historia producenta, budżet marketingowy i tradycyjne badania rynku. Coraz większe znaczenie mają dynamika wzrostu w social mediach, sprzedaż na platformach społecznościowych, siła społeczności i zdolność marki do regularnego dostarczania nowych treści oraz premier.

Nie oznacza to, że każdy viral zasługuje na półkę. Popularność może zniknąć równie szybko, jak się pojawiła, a gwałtowny wzrost ujawnia problemy z dostawami, jakością i obsługą klienta. Dlatego dla sieci najcenniejsze nie są same wyświetlenia, lecz połączenie kilku sygnałów: sprzedaży, powtarzalności zakupów, jakości produktu, zdolności operacyjnej i lojalności społeczności.

FlutterHabit spełnia te warunki: ma 18 mln sprzedanych par, rosnące przychody, znaczący udział subskrypcji i aktywną grupę klientek wykorzystywaną do rozwoju produktów. Dlatego jego wejście do Sephory jest czymś więcej niż historią o rzęsach. To ilustracja nowego porządku w beauty, w którym TikTok może stworzyć popyt, DTC udowodnić jego wartość, a retail zamienić cyfrowy fenomen w markę masową.

Polskie przykłady pokazują, że lokalny rynek podąża w podobnym kierunku. Różnica polega na tym, że w Polsce duże sieci często uczestniczą w budowaniu marek już na etapie premiery. Model FlutterHabit pokazuje kolejny etap: marka może najpierw samodzielnie udowodnić swoją siłę w social commerce, a dopiero później negocjować wejście do retailu z dużo mocniejszej pozycji.

ZOBACZ KOMENTARZE (0)
StoryEditor
Praca
27.07.2026 16:31
Gdzie branża beauty chce pracować? L‘Oréal, Dior i Charlotte Tilbury na czele rankingu BoF
Gdzie branża beauty chce pracować? L‘Oréal, Dior i Charlotte Tilbury na czele rankingu BoFShutterstock

L‘Oréal Paris został uznany za najbardziej pożądanego pracodawcę w branży beauty w 2026 roku – wynika z rankingu przygotowanego przez BoF Careers. W pierwszej dziesiątce znalazły się zarówno globalne koncerny, jak i marki założone przez celebrytów czy niszowe domy perfumeryjne. O wyborze kandydatów decydowały nie tylko prestiż i wynagrodzenie, ale również możliwości rozwoju zawodowego oraz kultura organizacyjna.

W tym artykule przeczytasz:

  • L‘Oréal liderem dzięki skali i możliwościom rozwoju
  • Dior i Charlotte Tilbury na podium
  • Rhode i Victoria Beckham pokazują siłę marek założycielskich
  • Niszowe perfumy przyciągają talenty
  • Kandydaci wybierają prestiż, niekoniecznie najwyższe pensje
  • Employer branding staje się przewagą konkurencyjną

Ranking powstał na podstawie ankiety przeprowadzonej wśród 296 obecnych, byłych i przyszłych pracowników branży beauty z 53 krajów. Respondenci wskazywali trzy marki, w których najbardziej chcieliby pracować, oraz uzasadniali swój wybór.

L‘Oréal liderem dzięki skali i możliwościom rozwoju

Pierwsze miejsce zajął L‘Oréal Paris, który uczestnicy badania wskazywali przede wszystkim ze względu na międzynarodową skalę działalności, inwestycje w innowacje oraz stabilność zatrudnienia.

Pracownicy zwracali uwagę na rozbudowane możliwości rozwoju kariery w ramach całej Grupy L‘Oréal, dostęp do nowoczesnych technologii, badań i rozwoju (R&D), a także wykorzystanie sztucznej inteligencji i działań z zakresu zrównoważonego rozwoju. Jednocześnie osoby zatrudnione w firmie wskazywały, że praca wiąże się z dużym tempem, złożonymi procesami decyzyjnymi i wysokimi wymaganiami.

Dior i Charlotte Tilbury na podium

Drugie miejsce przypadło Dior Beauty, należącemu do grupy LVMH. Respondenci docenili przede wszystkim prestiż marki, jej dziedzictwo oraz silną pozycję w segmencie luksusowych perfum i kosmetyków.

Pracownicy wskazywali również na atrakcyjne programy rozwojowe oraz inicjatywy takie jak Women@Dior, wspierające rozwój zawodowy kobiet. Jednocześnie zwracali uwagę na wymagające środowisko pracy i wysokie cele sprzedażowe.

Na trzecim miejscu znalazła się Charlotte Tilbury. O atrakcyjności marki decydują zarówno produkty, jak i silna pozycja jej założycielki. Ankietowani wskazywali na innowacyjność, skuteczny marketing oraz możliwości rozwoju międzynarodowego w ramach właściciela marki – hiszpańskiej grupy Puig. Z drugiej strony pracownicy sygnalizowali wysokie obciążenie obowiązkami oraz wynagrodzenia, które nie zawsze odpowiadają poziomowi oczekiwań.

image

Szef Amazona i Charlotte Tilbury wyróżnieni przez króla Karola III

Rhode i Victoria Beckham pokazują siłę marek założycielskich

W pierwszej dziesiątce znalazły się również marki zbudowane wokół rozpoznawalnych osobowości.

Rhode, należąca do Hailey Bieber, zajęła czwarte miejsce. Respondenci ocenili ją jako jedną z najbardziej dynamicznie rozwijających się marek kosmetycznych, wyróżniającą się nowoczesnym marketingiem i atrakcyjnymi premierami produktowymi.

Szóste miejsce przypadło Victoria Beckham Beauty. Uczestnicy badania wskazywali zarówno na wizję samej projektantki, jak i wysoką jakość produktów oraz potencjał dalszego rozwoju marki.

Niszowe perfumy przyciągają talenty

W rankingu znalazły się również marki kojarzone przede wszystkim z segmentem perfum luksusowych.

Piąte miejsce zajął Diptyque, doceniany za silną tożsamość marki i status kultowej firmy perfumeryjnej.

Na siódmym miejscu uplasował się Byredo, którego pracownicy postrzegają jako markę łączącą niszowy charakter z możliwościami rozwoju oferowanymi przez grupę Puig.

Ósme miejsce przypadło Yves Saint Laurent Beauté, dziewiąte Aesop, a pierwszą dziesiątkę zamknął Lancôme.

image

Puig i Estée Lauder kończą rozmowy o fuzji. Rynek zareagował natychmiast

Kandydaci wybierają prestiż, niekoniecznie najwyższe pensje

Jednym z ciekawszych wniosków raportu jest rozbieżność pomiędzy deklaracjami respondentów a ich wyborami.

Choć uczestnicy badania wskazywali wynagrodzenie jako jeden z najważniejszych czynników przy wyborze pracodawcy, najczęściej wybierali marki oferujące przede wszystkim prestiż, stabilność oraz rozpoznawalność na rynku. Zdaniem autorów raportu pokazuje to, że w branży beauty reputacja pracodawcy i możliwości rozwoju zawodowego nadal odgrywają większą rolę niż same kwestie finansowe.

Employer branding staje się przewagą konkurencyjną

Autorzy raportu podkreślają, że rywalizacja o specjalistów w branży beauty będzie w kolejnych latach coraz silniejsza, zwłaszcza w kontekście rozwoju sztucznej inteligencji i nowych kompetencji cyfrowych. Wyniki badania pokazują również, że kandydaci zwracają coraz większą uwagę na kulturę organizacyjną, możliwości awansu, szkolenia oraz autentyczność marek jako pracodawców. Dla firm oznacza to, że employer branding staje się dziś nie tylko narzędziem rekrutacji, ale jednym z elementów budowania przewagi konkurencyjnej na rynku pracy.

 

Źródło: Businessoffashion.com

Aurelia Obrochta
ZOBACZ KOMENTARZE (0)
28. lipiec 2026 04:08