StoryEditor
Wywiady
06.10.2023 12:39

Małgorzata Brożyna, Barwa Cosmetics: Wyzwaniem będzie pogodzenie rosnących kosztów działalności z oczekiwaniami rynku [PROGNOZY]

Małgorzata Brożyna, prezes zarządu, Barwa Cosmetics  / fot. materiały prasowe Barwa
Powrót do prostoty i naturalność, ale w skutecznym i profesjonalnym wydaniu. Jasne i przejrzyste deklaracje, uczciwe komunikaty, transparentność – to trendy, które będą kształtowały rynek beauty w najbliższej przyszłości – mówi Małgorzata Brożyna, prezes zarządu Barwa Cosmetics. – Wyzwaniem są natomiast rosnące koszty działalności w obliczu podwyżej cen komponentów do produkcji i oczekiwaniami detalistów, że nadal będziemy obniżać ceny – dodaje.

Co jest dziś największym wyzwaniem w dalszym rozwoju biznesu?

Zdecydowanie największym wyzwaniem jest próba pogodzenia stale rosnących kosztów prowadzenia działalności z potrzebami klientów, którzy poszukują produktów w ekonomicznych cenach, przy zachowaniu wysokiej jakości. Nasi dostawcy 

z uwagi na zbliżające się kolejne podwyżki płacy minimalnej oraz rosnące koszty prowadzenia działalności, informują nas o podwyżkach cen komponentów do produkcji. Jednocześnie dystrybutorzy, aby wyjść naprzeciw oczekiwaniom konsumentów, oczekują od nas obniżenia cen, by zaoferować produkty w jak najbardziej konkurencyjnych cenach detalicznych. Ciężko te dwie kwestie niestety pogodzić. Nasza filozofia zakłada utrzymanie przede wszystkim jakości produktu i to jest dla nas kwestia kluczowa. 

 

W jakich obszarach obserwujecie Państwo największy wzrost kosztów działalności? O ile w porównaniu do ubiegłego roku wzrosły ceny surowców, opakowań, logistyki, czy ogólnie koszty działalności?

 

Największy wzrost kosztów działalności obserwujemy w takich obszarach, jak media i recykling. To są koszty, których nie widać na pierwszy rzut oka w kosztach wytworzenia, podczas gdy klienci zawsze analizują najpierw ceny komponentów zastosowanych do produkcji. Natomiast wpływają znacząco na koszty wytworzenia produktu. W przypadku surowców i opakowań staramy się zwiększać wolumen zakupów, aby utrzymać cenę, niemniej planowanie musi się odbywać w niezwykle precyzyjny sposób, aby nie przeszacować wielkości zamówienia i nie pozostać z danym komponentem, którego nie wykorzystamy z uwagi na wycofanie produktu ze sprzedaży. 

 

Jakim obciążeniem są i będą dla Waszej firmy rosnące koszty pracy? 

 

Należy pamiętać, że narzucone przez rząd podwyżki płacy minimalnej, to tak naprawdę obciążenie dla pracodawcy, który odprowadza od tej podwyżki dodatkowe składki. Te 17,8 proc. podwyżki brutto dla pracownika będzie miało odzwierciedlenie w cenach rynkowych, które są pochodną kosztów pracy i przekładają się na koszt wytworzenia produktu. To także spora różnica w przepływach gotówkowych, które muszą być zaspokojone innymi wpływami. Rząd wymagając na pracodawcy ponoszenia dodatkowych kosztów, mógłby z drugiej strony zaproponować obniżki, związane z kosztami podatkowymi, czy też ZUS. To zdecydowanie przeniosłoby ciężar z producenta, również na budżet państwa, dzięki czemu nie miałoby odzwierciedlenia w cenach rynkowych. Całkowicie popieramy podwyżki płac, to niezwykle ważne i zasadne. Ich wzrost powinien być podyktowany i uzasadniony wzrostem wydajności pracy i być formą wynagrodzenia zasłużonego dla firmy pracownika. 

 

Jakich tendencji na rynku spodziewa się Pani w drugiej połowie 2023 r. Czy sprzedaż ma szansę zacząć rosnąć także ilościowo?

 

Oczywiście, że tak. W przypadku kategorii „włosy”, nasza sprzedaż ilościowa wzrosła rok do roku o 13,02 proc., a w odniesieniu do 2021 roku aż o 55,86 proc., z kolei w kategorii odżywek do włosów urośliśmy w stosunku do 2021 roku o ponad 105 proc., a w stosunku do 2022 – o 34 proc. Jeśli mowa o serii do włosów Barwa Naturalna, która jest jedną z wiodących w naszym portfolio, to jej sprzedaż ilościowa rok do roku wzrosła o 25,39 proc. Oczywiście nie przewidzimy, co przyniesie przyszłość, tego nauczyły nas ostatnie lata. Niemniej jesteśmy przygotowani na każdy scenariusz. 

 

Jak wpływa na rynek i na Wasz biznes cenowa rywalizacja pomiędzy kanałami sprzedaży – dyskontami, drogeriami, e-commerce? Czy zmusza Was do wprowadzania oszczędności, poszukiwania nowych surowców, opakowań, zmniejszania pojemności produktów? Jak sobie z tym radzicie?

 

Każdy – czy producent, czy klient, czy dostawca komponentów jest właścicielem biznesu i będzie negocjował jak najlepsze warunki z korzyścią dla siebie. To naturalne. Tym rządzi się dynamiczny, rozwijający się rynek. Zawsze jesteśmy otwarci na negocjacje z naszymi klientami i na partnerską dyskusję. To jest w handlu kluczowe. Nie oszczędzamy na produkcie, ani nie zastępujemy surowców. Działamy transparentnie i mając na uwadze przede wszystkim satysfakcję klientów. 

 

Jak wpłynął na Waszą firmę rozwój e-commerce? Jak zmienił on rynek i Wasz biznes? 

 

E-commerce dynamicznie się rozwija, a my rozwijamy się razem z nim. Jest to kanał wymagający – klient e-commerce przyzwyczajony jest do otrzymania swojej przesyłki z dnia na dzień, coraz niższych kosztów dostawy, ekspresowych zwrotów i rozpatrywania reklamacji. Niemniej choć w 2020 roku mówiło się o zdominowaniu przez e-commerce handlu tradycyjnego, okazuje się, że te przewidywania się nie spełniły. Natomiast weszliśmy w erę omnichannel i należy pamiętać, że klienci korzystają wymiennie z różnych kanałów sprzedaży i każdy z nich jest tak samo ważny, gdy walczymy o uwagę i satysfakcję klienta. Szczególną szansę upatrujemy w rozwoju marketplace – nasze produkty można już kupić na Allegro, wkrótce poszerzymy sprzedaż o kolejne platformy.

 

Czytaj także: Karolina Szałas, PMR: Rynek kosmetyczny hamuje. Do realnych wzrostów powróci, gdy poprawi się sytuacja materialna Polaków

 

Jakie widzi Pani perspektywy dla dalszego rozwoju rynku kosmetycznego w Polsce a tym samym dla rozwoju swojej firmy? Czy nadal jest miejsce na nowe produkty? 

 

Perspektywy rozwoju rynku kosmetycznego w Polsce są bardzo obiecujące. Klienci zwracają coraz większą uwagę na jakość kosmetyków. Mamy też wrażenie, że są oni zmęczeni natłokiem informacji o coraz to nowszych substancjach, skomplikowanych terminach, rozbudowanych rutynach pielęgnacyjnych. Rynek zmierza ku prostocie. Wychodzimy temu naprzeciw – wprowadzając produkty jakościowe, o przemyślanych składach i takie, na które każdy będzie mógł sobie pozwolić. 

Specyfika rynku kosmetycznego jest taka, że zawsze jest w nim miejsce na nowości. Klienci poszukują nowinek i chętnie je testują. Kobiety zawsze były aktywne w tej kwestii, ale niedawno dołączyli do nich panowie, którzy również zaczęli zwracać dużą uwagę na pielęgnację. Już nie żel pod prysznic 8 w 1 – mężczyźni poszukują teraz kosmetyków dopasowanych do potrzeb swoich włosów i skóry. Jest to ogromna i wciąż rozwijająca się gałąź branży kosmetycznej. 

 

Jakie inwestycje są obecnie dla Pani kluczowe?

 

Nieustannie modernizujemy nasze linie produkcyjne. Nieunikniona jest automatyzacja, która z biegiem lat stanie się powszechna, więc badamy rynek dofinansowań unijnych, które w niestabilnym otoczeniu geopolitycznym, byłyby dla nas na pewno sporym wsparciem i przyspieszyły ten proces. 

W drugiej połowie roku wprowadziliśmy i wprowadzimy nowości oparte na naturalnych składnikach. Zdecydowanie największą inwestycją jest całkowity rebranding i przemiana serii Barwa Siarkowa. Zadbaliśmy o to, by w składach nie znalazły się żadne substancje o wątpliwej reputacji oraz wzbogaciliśmy wszystkie produkty o niacynamid i cicę – dwa składniki, które w ostatnich latach szturmem podbiły rynek kosmetyczny. Za wewnętrzną metamorfozą poszła zmiana designu – wróciliśmy do charakterystycznych dla Barwy Siarkowej kolorów – pomarańczowego i turkusowego. Podkreśliliśmy również na frontach opakowań główny składnik, jakim jest bioaktywna siarka.

 

Ile obecnie stanowi eksport w Waszym biznesie?

 

Jesteśmy już obecni na 30 rynkach zagranicznych. W ostatnich 2 latach przybyło nam wielu klientów eksportowych, ale ponieważ skupiamy się na stopniowym budowaniu marki wspólnie z naszymi dystrybutorami, na spektakularne efekty tych współprac należy jeszcze poczekać. Jeśli chodzi o kierunki rozwoju eksportu, ważne są dla nas kraje Zatoki Perskiej, gdzie zrealizowaliśmy pierwsze zamówienia i jednocześnie prowadzimy rozmowy z potencjalnymi klientami. Dodatkowo, w kolejnych latach planujemy skupić się na krajach Azji Centralnej oraz Azji Południowo-Wschodniej. Niezmiennie zamierzamy uczestniczyć w programach dofinansowania działań proeksportowych.

 

Jakie działania są dla Was priorytetowe w obszarze marketingu?

 

Zdecydowanie digital marketing oraz influencer marketing. Swoje kampanie marketingowe w ostatnim kwartale 2023 roku zaplanowaliśmy głównie w kanale online, zapraszając do współpracy znanych influencerów, z naciskiem na TikToka oraz Instagram, ale również kampanie płatne w mediach społecznościowych, czy Google.  Bardzo ważna jest i będzie dla nas także współpraca marketingowa z naszymi kluczowymi partnerami handlowymi oraz wsparcie Działu Handlowego w materiałach dla klientów. Nie zapominamy również o marketingu społecznym – wspieramy papugi w krakowskim ZOO oraz jesteśmy zaangażowani w platformę Foodsi, która walczy z marnotrawstwem – jej odbiorcy mogą kupić w atrakcyjnej cenie nasze produkty, które mają termin przydatności krótszy niż 12 miesięcy. 

 

W jakie kategorie rynku kosmetycznego planujecie przede wszystkim inwestować i które z nich uważacie za najbardziej dynamiczne oraz interesujące z Waszego punktu widzenia?

 

Kategorie, które są dla nas najbardziej interesujące to mydła – specjalizujemy się w nich od ponad 70 lat, dodatkowo widzimy zwrot ku prostym, klasycznym metodom pielęgnacji. Ponadto kategoria włosy – nasza pozycja w tym sektorze umacnia się z roku na rok i chcemy ją umacniać i rozwijać. Wzrost sprzedaży w tej kategorii o ponad 55 proc. w ciągu dwóch ostatnich lat to dla nas ogromny sukces i nie zamierzamy się zatrzymywać. Kategorie, w których widzimy potencjał i z pewnością chcemy w nich zaistnieć to pielęgnacja ciała i twarzy, a nowości w tych segmentach zaprezentujemy w 2024 roku.

 

Jakie trendy beauty i konsumenckie będą Pani zdaniem kształtowały rynek kosmetyczny w najbliższej przyszłości?

 

Trendy, które będą kształtowały nasz rynek to na pewno powrót do prostoty i naturalność, ale w skutecznym i profesjonalnym wydaniu. Jasne i przejrzyste deklaracje, uczciwe komunikaty, transparentność – te kwestie stały się dla konsumentów kluczowe, na szczęście branża beauty szybko na nie zareagowała i nie obiecuje już gruszek na wierzbie. Namawia za to do samoakceptacji, pokochania siebie i sprawiania sobie przyjemności. Bo tylko to, co autentyczne może być piękne.

 

Czy planujecie rozwój przez akwizycje innych marek lub czy sami jesteście gotowi na rozmowy o sprzedaży swoich marek?

 

Nie mamy w tym momencie takich planów. 

 

Czytaj także: 

Cezary Bijak, Pollena Ewa: Priorytetem będzie pilnowanie kosztów i dobre planowanie produkcji [PROGNOZY]

Maciej Pawłowski, Eurus: Branża kosmetyczna radzi sobie dobrze mimo niesprzyjających zewnętrznych warunków [PROGNOZY]

 

ZOBACZ KOMENTARZE (0)
StoryEditor
Wywiady
28.08.2026 11:20
Jerzy Szyda, Pol-Hun/General Fresh: Okres przejściowy rozwiązałby wiele problemów z PPWR
PPWR wchodzi w życie. Nowe obowiązki dla branży kosmetycznejShutterstock

PPWR w praktyce oznacza dziś dla firm nie tylko nowe obowiązki, ale przede wszystkim dodatkową pracę, koszty i problemy z przepływem danych w całym łańcuchu dostaw. O tym, jak nowe przepisy wyglądają z perspektywy producenta i dostawcy marek własnych, jakie problemy pojawiają się na styku producent–dostawca opakowań–sieć handlowa oraz dlaczego dodatkowy okres przejściowy mógłby ograniczyć koszty i ryzyko marnowania pełnowartościowych produktów, rozmawiamy z Jerzym Szydą, dyrektorem ds. kluczowych klientów i marki własnej w Pol-Hun.

 

image
Jerzy Szyda
archiwum prywatne
Które wymagania PPWR są obecnie największym problemem dla producentów opakowań i dlaczego właśnie te przepisy są najtrudniejsze do wdrożenia?

Z punktu widzenia podmiotu, który musi przygotować dokumentację opakowaniową dla swoich klientów, największym problemem są niekompletne dane, jakie otrzymujemy od swoich dostawców. Brakuje szczegółowego oznaczenia elementów składowych opakowań, specyfikacji materiałowych, projektów i przede wszystkim wyników z badań, zleconych prób opakowań. To powoduje, że wydłuża się czas na przygotowanie dokumentacji technicznej wymaganych przez Rozporządzenie PPWR rodzajów opakowań: jednostkowego, zbiorczego i transportowego.

Jak w praktyce wygląda dziś przygotowanie dokumentacji wymaganej przez PPWR? Czy dostawcy opakowań dysponują już badaniami, ocenami zgodności i deklaracjami zgodności, których oczekują od nich klienci?

Część dostawców opakowań do wdrożenia Rozporządzenia przygotowywała się na długo dniem wejścia w życie przepisów. Część rozpoczęła prace dopiero ponaglona przez zapytania, jakie były wysyłane do nich. Niestety obłożenia certyfikowanych laboratoriów dużą ilością zleceń spowodowały wydłużenie czasu na otrzymanie wyników badań. Producenci opakowań mieli i mają problem z przygotowaniem ocen i deklaracji zgodności. To z kolei przełożyło się na to, że moi klienci otrzymują dokumentację ratami, w miarę spływu materiałów od dostawców.

Wspomina Pan o setkach formularzy otrzymywanych od sieci handlowych i innych klientów. Jak duża jest skala tego obciążenia administracyjnego i ile dodatkowej pracy wymaga obecnie zebranie oraz weryfikacja tych danych?

Obsługując kluczowe sieci handlowe działające w Polsce, nie spotkałem się z dwoma takimi samymi kompletami dokumentów, jakie były przesłane do uzupełnienia. 

Przygotowanie danych wymagało dużego i dodatkowego zaangażowania działów w firmie oraz wielu dodatkowych godzin pracy poświęconych na ich rzetelne opracowanie i uzupełnienie w szablonach klientów.

Specyfikacje techniczne zawierające dane z naszego systemu najłatwiej jest opracować, ale jest to proces najbardziej czasochłonny.

W przypadku opakowania jednostkowego zapasu do odświeżacza w sprayu okazało się, że jest użytych 10 komponentów, które trzeba szczegółowo opisać, z jakiego tworzywa się składają, ile ważą, jakie mają wymiary itp.

Czy problemem jest również brak jednolitych standardów dotyczących danych, których oczekują poszczególni klienci? Jak bardzo różnią się między sobą wymagania sieci handlowych i innych odbiorców?

Myślę, że brak jednoznacznych zapisów w Rozporządzeniu spowodował różne oczekiwania klientów. Początkowo teoretycznie prosta definicja wytwórcy była interpretowana niejednoznacznie. Dziś sporadycznie właściciel marki własnej nie czuje się wytwórcą w świetle PPWR.

Długotrwałym procesem było uzgodnienie sposobu identyfikacji wszystkich elementów opakowań i przekonanie odbiorców, że przyjęta nomenklatura musi mieć źródło w naszych systemach informatycznych, a nie ich przyjętej wizji znakowania.

Obecnie skupiamy się na opracowaniu jednolitych danych klientów na opakowaniu jednostkowym, zbiorczym i transportowym i uzupełnianiu brakujących elementów np. kanału komunikacji elektronicznej, który został wskazany w Rozporządzeniu. 

Klienci — podobnie jak my — nie mieli i nie mają dodatkowych osób, które by się tematem zajęły. Robią to osoby, które najczęściej pracują w działach zakupów, sprzedaży i kontroli jakości. To powoduje, że bieżące zadania, czasami nowe wdrożenia produktów przekładane są na późniejsze terminy.

Sieci handlowe, podobnie jak inni odbiorcy marek własnych oczekują wielokrotnie danych, które są niezbędne do podania, ale np. w roku 2030, a dziś nie ma nawet jeszcze przyjętych kryteriów ich oceny. Nie skupiają się na minimalnym zakresie, jaki wskazały przepisy na bieżący rok: opracowanie dokumentacji opakowaniowych, ustalenie ról w łańcuchu dostaw, identyfikowalności opakowań, spełnienia limitów substancji np. stężenie metali ciężkich. Na szczęście pracuję w branży chemicznej i temat PFAS, istotny od tego roku w opakowaniach mających kontakt z żywnością mojej firmy nie dotyczy.

Jakie koszty generuje dostosowanie już istniejących zapasów opakowań i wyrobów gotowych do nowych wymogów? Czy można dziś oszacować, o ile może wzrosnąć koszt jednostkowy produktu?

Stany opakowań czy wyrobów gotowych z brakami wynikającymi z PPWR — np. brak właściwego oznaczenia wytwórcy lub części jego danych, brak numerów partii na wszystkich jednostkach opakowań — powinny być uzupełnianie o te dane. Trzeba takie materiały stickerować (ręcznie lub maszynowo naklejać etykiety, nalepki lub kody na towary, opakowania albo produkty) lub stemplować. To generuje dodatkowe koszty materiałów i robocizny, które nie były wliczone do kalkulacji cenowych i obniżają nasze marże. 

Co w praktyce stanie się z opakowaniami i wyrobami gotowymi wyprodukowanymi przed 12 sierpnia, ale wprowadzanymi do sprzedaży już po tej dacie? Czy przedsiębiorcy mają realną możliwość dostosowania takich zapasów bez ich utylizacji?

Dwa sposoby na uniknięcie utylizacji podałem wcześniej, tj. stickerowanie lub stemplowanie brakujących danych. Rozwiązaniem jest także dokument towarzyszący, w którym można zawrzeć brakujące dane.

Niestety tam, gdzie nie jest to możliwe, np. na małych opakowaniach w rodzaju torebek foliowych z bardzo cienkiego tworzywa, jedynym wyjściem będzie, niestety, utylizacja.

Czy brak okresu przejściowego i derogacji dla zapasów magazynowych może doprowadzić do realnego marnowania pełnowartościowych opakowań i produktów? Jak duża może być skala tego zjawiska?

O ocenę końcową skali tego zjawiska będę mógł się pokusić w końcu roku, gdy będziemy zamykać inwenturami magazyny.

Aktualnie dominujące jest przekonanie, że okres przejściowy wiele problemów by rozwiązał. Wyprzedane zostałyby bieżące stany opakowań i wyrobów gotowych, a następnie wdrożone zmiany w oznaczeniach i nadrukach.

Porównać można tę sytuację do tego, co działo się w przypadku przepisów o rozszerzonej liście alergenów w produktach kosmetycznych. Rozporządzenie Komisji (UE) z 2023 dotyczące alergenów zapachowych rozszerzyło listę publikowanych substancji z 26 do 80. Mieliśmy 3 letni okres przejściowy na wdrożenie tych przepisów. Zaczęły obowiązywać od 31 lipca 2026.

Był czas na zmiany dostosowania etykiet do przepisów i wyprzedaż gotowych produktów z magazynów. Poza tym produkty wprowadzone na rynek do końca lipca tego roku mogą zostać z niego wyprzedane do lipca 2028. W przypadku PPWR podobne rozwiązania byłyby bardzo przydatne.

PPWR ma ograniczać ilość odpadów opakowaniowych, tymczasem wskazuje Pan sytuacje, w których dostosowanie opakowania do nowych wymogów może oznaczać jego wyrzucenie. Czy w tym przypadku cele regulacji nie stoją w sprzeczności z praktyką jej wdrażania?

Cele PPWR rozłożone są w czasie i większość branży się z nimi zgadza. Zakładam, że kolejne etapy wdrażania nie będą budzić tak dużych emocji, jak start regulacji.

Największe obawy wynikają z sankcji, jakie proponowane są polskim projekcie ustawy o opakowaniach i odpadach opakowaniowych (UC100) wprowadzającym przepisy karne za recykling odpadów. 

Rozporządzenie PPWR mówi o tym, że kary mają być skuteczne, proporcjonalne i odstraszające (art. 68), a jedna z propozycji za brak dokumentacji technicznej opakowania lub wprowadzenia do obrotu produktu niezgodnego z PPWR przewiduje kary od 10 000 do 2 000 000. Jaka będzie decyzja, zależeć będzie od decyzji urzędnika. Nakładać je mają Wojewódzcy Inspektorzy Ochrony Środowiska oraz Inspekcja Handlowa. 

Jak ocenia Pan poziom przygotowania polskich firm do PPWR? Które ogniwa łańcucha dostaw są obecnie najlepiej przygotowane, a gdzie występują największe braki kompetencyjne?

Jestem pozytywnie zaskoczony „powszechną mobilizacją” polskich i zagranicznych firm, jeśli chodzi o PPWR. Może nieco spóźnioną, ale nadrabiamy stracony czas. Podobnie jak KE, która w sierpniu wydała kolejne wyjaśnienia do Rozporządzenia. Pomocą w tematyce służy wiele podmiotów doradczych, z których usług firmy z każdego łańcucha dostaw korzystają.

Dzięki temu stan wiedzy ciągle się poprawia i trudno dziś wskazać sektory, w których braki kompetencyjne byłyby największe.

Problemem stają się zatory w agencjach opracowujących zmiany na opakowaniach, co skutkuje łańcuchem opóźnień na każdym etapie produkcji.  Na końcu mogą pojawiać się braki w dostępności produktów na półkach sklepowych.

Jakich zmian w interpretacji lub wdrażaniu PPWR oczekiwaliby Państwo od regulatorów i klientów, aby ograniczyć chaos, koszty oraz ryzyko milionowych sankcji? Czy Pana/Pani zdaniem potrzebne jest przesunięcie terminów lub wprowadzenie dodatkowych okresów przejściowych?

Brakuje ciągle jednoznacznych określeń niektórych elementów składowych, czy są produktem czy opakowaniem, a co za tym idzie czy będą podlegać opłatom opakowaniowym, czy też nie.

Wprowadzenie dodatkowego okresu przejściowego dałoby czas – poza rotacją opakowań bez obaw o sankcje - na przygotowanie systemów informatycznych do automatyzacji wielu procesów, wdrożenie zmian w dokumentacjach wewnętrznych i uporządkowania łańcucha dostaw.

Obawy budzą projektowane przepisy o rozszerzonej odpowiedzialności producentów (UC100) związane z centralizacją gospodarki odpadami i rządem wielkości podwyżki z tym związanych.

Koszty związane z wdrażaniem PPWR (badania, certyfikaty itp.) mogą także mieć wpływ na ceny opakowań, które z kolei przełożą się na ostateczne ceny proponowane naszym klientom. 

ZOBACZ KOMENTARZE (0)
StoryEditor
Wywiady
24.08.2026 13:06
Za błąd influencera zapłaci marka. Kosmetyczny biznes u progu EmpCo
Marta Kukowska

Już 27 września wchodzi w życie unijna dyrektywa EmpCo, która drastycznie zmieni komunikację marek kosmetycznych. Marta Kukowska (Robimy Lepszy Biznes) wskazuje, że regulacje kładą kres ogólnikowym hasłom środowiskowym na opakowaniach na rzecz certyfikowanych faktów. Choć presja czasu rośnie, polski biznes kosmetyczny nadal funkcjonuje w próżni prawnej przez opóźnienia legislacyjne.

Branża kosmetyczna to prawdopodobnie największy poligon doświadczalny dla haseł typu: „98% składników pochodzenia naturalnego”, „wegańska formuła”, „cruelty-free” czy „testowane dermatologicznie”. Które z tych powszechnych w branży beauty komunikatów będą teraz wymagały najtwardszych, trudnych do zdobycia dowodów, aby nie zostać uznane za greenwashing?

Marta Kukowska, właścicielka, pomysłodawczyni Robimy Lepszy Biznes, praktyczka zrównoważonej transformacji: Nie do końca zgodziłabym się ze stwierdzeniem, że branża kosmetyczna jest szczególnie narażona na greenwashing czy socialwashing. Zaostrzenie przepisów jest wyzwaniem dla wielu branż i wszystkich firm, które do tej pory stosowały metaforyczną czy intuicyjną komunikację produktową w kontekście środowiskowym czy społecznym. 

Natomiast z całą pewnością jest to branża, której komunikaty są bardzo widoczne i w zasadniczy sposób wpływają na decyzje konsumentów. W produktach kosmetycznych często pojawiają się hasła takie jak „naturalny”, „wegański”, „cruelty-free” czy „eko”. Co więcej, klienci szukają właśnie tych haseł, bo akurat w tej kategorii produktowej ich świadomość jest bardzo wysoka. 

I właśnie dlatego kluczowe nie jest to, ile takich haseł pojawia się na opakowaniu, ale czy firma potrafi je poprzeć konkretnymi, weryfikowalnymi dowodami. Ta zasada będzie dotyczyła każdego komunikatu. Każdej informacji, która będzie musiała mieć swoje „zaplecze dowodowe”, dzięki czemu konsument będzie widział, co dokładnie oznacza dana liczba czy procent, według jakiej metodologii został wyliczony, czy obecność danego składnika jesteśmy w stanie udokumentować certyfikatem.

W kosmetykach ogromną rolę odgrywają certyfikaty i logotypy tworzone przez same marki (tzw. samodeklaracje, np. własny znaczek listka z napisem „Eco Choice”). Czy wchodząca w życie dyrektywa EmpCo całkowicie zakaże stosowania takich wewnętrznych, marketingowych oznaczeń, zmuszając producentów kosmetyków do drogiej certyfikacji zewnętrznej?

Dyrektywa EmpCo rzeczywiście mocno ogranicza stosowanie własnych, marketingowych oznaczeń zrównoważonego rozwoju, których na produktach kosmetycznych jest i było bardzo wiele. Jeśli marka tworzy znaczek typu „Eco Choice” i przedstawia go jako potwierdzenie ekologiczności produktu, takie rozwiązanie może być niedopuszczalne, jeśli nie opiera się na odpowiednim systemie certyfikacji lub nie zostało ustanowione przez organ publiczny. 

image

AI Act od 2 sierpnia 2026 r. Jakie treści AI marki beauty muszą oznaczać?

Nie oznacza to jednak, że każda deklaracja ekologiczna będzie wymagała zewnętrznego certyfikatu. Kluczowe jest rozróżnienie między deklaracją, którą można poprzeć dowodami, a własnym oznaczeniem, które może sugerować niezależne potwierdzenie. Cała filozofia nowych regulacji polega nie na tym, że zakazują one komunikacji o środowiskowych aspektach danego produktu. Można stosować taką komunikację, tylko trzeba będzie potrafić ją udowodnić. EmpCo kończy erę oszukujących klienta metafor środowiskowych o cechach produktów, a zaczyna erę komunikacji opartej na rzeczowych dowodach, faktach i edukacji klientów w tym obszarze.

Jak nowe przepisy wpłyną na tzw. clean beauty (czystą pielęgnację) i komunikację opartą na wykluczeniach, np. haseł „wolne od mikroplastiku” czy „bez parabenów”? Czy informowanie, że produkt czegoś nie zawiera, również będzie musiało przejść rygorystyczny proces akceptacji wewnętrznej, angażujący laboratoria i prawników?

EmpCo zdecydowanie podnosi poprzeczkę dla komunikatów „free from”. Hasło „bez parabenów” może być problematyczne, jeśli sugeruje, że produkt jest dzięki temu bezpieczniejszy czy lepszy od produktu zawierającego legalnie dopuszczony składnik. Co więcej, unijne wytyczne dotyczące deklaracji kosmetycznych wskazują wprost, że komunikat „free from parabens” nie powinien być stosowany właśnie z tego powodu. 

Czyli nie każde „bez” wymaga laboratorium i prawnika, ale każde „bez” powinno mieć sensowne uzasadnienie. EmpCo nie zabija clean beauty tylko raczej zmusza marki do odejścia od marketingu opartego na strachu przed składnikami i do znacznie większej precyzji w komunikacji. Podobnie jest z mikroplastikiem. Doskonale wiemy, jak bardzo on szkodzi, jednocześnie wyeliminowanie zanieczyszczenia nim jest bardzo trudne.

Sektor kosmetyczny w ogromnym stopniu opiera swoją sprzedaż na marketingu rekomendacji i influencerach. Jak kontrolować język influencera, który w emocjach na TikToku powie o kremie, że jest „całkowicie ekologiczny i naturalny”? Czy za jego błąd odpowie marka kosmetyczna?

Dziękuję za to pytanie. Rzeczywiście widzimy rosnące zainteresowanie firm influence marketingiem, a zakupów coraz częściej dokonujemy przez socialmedia. To skraca ścieżkę procesu decyzyjnego. Widzę swojego ulubieńca, który poleca określony produkt, jeden klik i już go mam. 

W tym kontekście należy więc ocenić kluczowy czynnik, czyli to, kto stoi za komunikatem. Czy influencer działa jako „szary” użytkownik i wyraża swoją opinię, czy jest angażowany przez markę lub dystrybutora danego produktu? Jeśli działa na zlecenie, to odpowiedzialność za przekaz ponosi firma, która zleca kampanię, tak jak w przypadku każdej innej reklamy. Nie ma znaczenia to, że nośnikiem treści (proszę wybaczyć techniczny język) jest influencer.

image

Eveline Cosmetics rozwija program afiliacyjny dla twórców. Marka zaprasza do #EvelineTeam

Dlatego warto zastanowić się nad tym, w jaki sposób firma czy marka organizuje cały proces komunikacyjny i jakie są zasady i zakres współpracy z infuencerem. Czy producent posiada politykę i procedurę antygreenwashingową, czy pracownicy są przeszkoleni oraz to z kim współpracuje np. po stronie agencji public relations. 

Warto się temu przyjrzeć, przeprowadzić audyt zarówno komunikacji jak i procedur, zajrzeć do umów o współpracy i sprawdzić, czy spełniają one standardy dyrektywy EmpCo, oraz czy zakres współpracy nie jest ryzykowny. Influencer oczywiście powinien być przez firmę wyposażony w pełen pakiet informacji o produkcie oraz uwrażliwiony w zakresie ewentualnych komunikatów green- czy socialwashingowych.

Jaką generalnie wagę będą miały te przepisy dla polskich przedsiębiorców w skali ostatnich rewolucji, takich jak Omnibus, system kaucyjny czy PPWR? Czy to kolejny uciążliwy obowiązek, czy szansa na systemowe uporządkowanie danych ESG w firmie?

Wolę spojrzeć na tą regulację z perspektywy szansy i to pod kilkoma względami. Przede wszystkim gros przepisów w tym zakresie już funkcjonuje i to od wielu lat. EmpCo domyka cały system, a dzięki temu, że toczy się wokół dyrektywy dyskusja, część firm „odkrywa”, że ma obowiązki w obszarze komunikacji. 

Komunikacja jest newralgicznym aspektem budowania wizerunku marki w oczach klienta, a ten jest coraz bardziej świadomy i coraz bardziej nieufny wobec deklaracji ESG. Coraz częściej mówi „sprawdzam”. Między innymi dlatego Unia Europejska postanowiła wdrożyć EmpCo. 

Ja jednak sugerowałabym spojrzeć na ten obowiązek z perspektywy korzyści. Fakty zastąpią deklaracje. Gromadząc dowody do „zielonych twierdzeń” mamy szansę uporządkować nie tylko firmowe ESG, ale też edukować i budować zaufanie konsumentów. Poza tym unikamy przewidzianych prawem sankcji, a te mogą być dotkliwe – UOKiK ma możliwość nakładania kar sięgających nawet do 10% rocznych obrotów firmy. Natomiast to, co jest niefortunne to fakt, że mamy do czynienia z kumulacją regulacji w obszarze zrównoważonego rozwoju. W przypadku EmpCo mówimy o zerowym vacatio legis. Rozumiem zatem przedsiębiorców, dla których taka sytuacja może być frustrująca.

Brak okresu przejściowego w ustawie to gigantyczny problem logistyczny. Czy to oznacza, że z dnia na dzień towary marek własnych ze starymi oznaczeniami staną się nielegalne, a firmy czeka przymusowa utylizacja zapasów magazynowych?

Rzeczywiście, posłowie w Sejmie zwrócili uwagę na brak przepisów przejściowych, jednak przypominam, że producenci mieli dwa lata na przygotowanie się do nowych regulacji. Ponadto Komisja Europejska przygotowała dość pomocny dokument FAQ do EmpCo, w którym potwierdza, że nowe zasady obejmą również tzw. „old stock”, czyli produkty już wyprodukowane i znajdujące się w łańcuchu dystrybucji przed 27 września 2026 r. 

image

Social commerce i beauty tech napędzą retail w 2026 roku. Raport CACI wskazuje kluczowe kierunki

Nie oznacza to jednak automatycznie obowiązku ich wycofania czy zniszczenia. Komisja wskazuje na rozwiązania takie jak korekta oznaczenia naklejką czy dodatkowa informacja w miejscu sprzedaży oraz podkreśla zasadę proporcjonalności. Kluczowe będzie więc to, czy przedsiębiorca podejmie rozsądne działania, aby dostosować komunikację do nowych przepisów. 

Nasz UOKiK również komunikuje brak okresów przejściowych, przy jednoczesnym zastrzeżeniu przez Prezesa, że w pierwszych miesiącach decyzje mogą być łagodniejsze. Jednocześnie zwraca też uwagę na to, że duża część zakresu dyrektywy EmpCo już ma pokrycie w prawie krajowym, więc miejmy nadzieję, że część firm i tak już jest tego świadoma i że zapasy nie będą zbyt duże.

Wskazuje Pani, że odpowiedzialność za komunikację środowiskową przestaje być wyłącznie domeną marketingu, a staje się zadaniem dla całej organizacji – w tym działów zakupów, ESG, HR i prawnych. Od czego sieć handlowa lub producent FMCG, w tym kosmetyków czy chemii, powinni zacząć przygotowania, aby ograniczyć ryzyko prawne i finansowe?

Pierwszy krok to według mnie przyjrzenie się samej kwestii odpowiedzialności, a tej nie da się już dłużej dzielić i przypisywać wyłącznie marketingowi. W sytuacji, gdy okaże się, że mamy problematyczną komunikację, to problemy z tym związane tak czy inaczej dotkną całej firmy. 

Green- i socialwashing naraża nas na wiele ryzyk: reputacyjne, prawne i finansowe. Tak jak wspomniałam, same kary są wysokie, a utrata zaufania klientów i tego konsekwencje mogą być trudne do oszacowania. Wolałabym tu mówić o wspólnej odpowiedzialności i współpracy osób o różnych kompetencjach w całej organizacji. 

Oczywiście, najwięcej pracy będzie miała osoba czy dział odpowiedzialny za komunikację jako lider całego obszaru. Do współpracy natomiast należy zaprosić m.in.: zespół ESG, który powinien odpowiadać za dane i ich merytoryczną poprawność, dział prawny odpowiedzialny za ocenę zgodności przekazu z przepisami, osoby decydujące o procesie produkcyjnym oraz zespoły HR – kluczowe w tematach dotyczących pracowników. Należy pamiętać również o angażowaniu i budowaniu świadomości zarządów i właścicieli firm, którzy często zabierają głos publicznie i składają różne deklaracje. Oni również powinni mieć świadomość regulacji i ich zakresu, aby nie popełnić błędów.

W praktyce warto wdrożyć prosty proces akceptacji deklaracji środowiskowych – każda nowa deklaracja powinna mieć wskazane źródło danych, uzasadnienie oraz przejść weryfikację przed publikacją. Dzięki temu firmy nie tylko ograniczą ryzyko prawne, ale również usprawnią pracę zespołów.

Przejście od deklaratywnego marketingu do komunikacji opartej na twardych dowodach wymaga głębokiej reorganizacji. Jakie realne obciążenia proceduralne i finansowe niesie za sobą konieczność mapowania danych oraz weryfikacji partnerów biznesowych w nowym reżimie prawnym?

Komunikacja środowiskowa i społeczna przestanie być wyłącznie domeną marketingu. Stanie się obszarem wymagającym ścisłej współpracy biznesu, ekspertów ESG, HR-owców i prawników. To właśnie działanie w takim modelu będzie najlepszym zabezpieczeniem przed ryzykiem nieuzasadnionej komunikacji dotyczącej tematów związanych ze zrównoważonym rozwojem. 

image

Marka beauty x celebryta: kiedy współpraca kończy się sukcesem, a kiedy klapą?

Dla większości firm oznacza to rewolucję w podejściu do komunikacji, konieczność wdrożenia procedur dzięki którym zaczną być zbierane niezbędne dane oraz weryfikację po stronie dostawców zarówno usług, jak i produktów. Oczywiście, te wszystkie zmiany oznaczają dodatkowe koszty dla firmy. Po stronie firm z branży marketingowej czy PR również jest dużo pracy. Zarówno, jeśli chodzi o podejście do komunikacji, jak i uzupełnianie luki edukacyjnej w obszarze prawa i ESG.

Kiedy faktycznie może zacząć obowiązywać nowe prawo? I co w praktyce oznacza dla polskich sieci handlowych i producentów FMCG data 27 września, skoro unijna dyrektywa EmpCo wchodzi wtedy w życie, ale polski projekt nowelizacji utknął w UOKiK? Czy firmy muszą już teraz zmieniać etykiety, czy mogą wstrzymać się do podpisu Prezydenta RP?

Zacznijmy od początku, czyli momentu, w którym przedsiębiorca zaczyna podlegać przepisom. Nie ważne, czy chodzi o regulacje „antygreenwashingowe”, bo na nich dziś się skupiamy, czy o inne zmiany prawa. Żeby nowe regulacje zaczęły obowiązywać, konieczne jest spełnienie dwóch - a w idealnej sytuacji trzech - warunków. Po pierwsze, muszą przejść pełną ścieżkę legislacyjną, którą kończy podpis Prezydenta RP. Po drugie, przepisy muszą zostać opublikowane w Dzienniku Ustaw. Po trzecie, i z tym mamy niestety w Polsce problem, powinno być spełnione jeszcze tzw. vacatio legis, czyli czas na zapoznanie się z nowymi przepisami oraz ich wdrożenie w swojej działalności. Polska praktyka tworzenia prawa zaniedbuje ten ostatni krok, a prawo praktycznie zawsze jest stanowione „na ostatnią chwilę”. Z taką sytuacją mierzymy się również w przypadku nowelizacji ustaw, które będą służyły wdrożeniu dyrektywy EmpCo.

EmpCo jest dyrektywą, która od 27 września będzie obowiązywała nasz kraj. I tu trzeba mocno podkreślić – kraj, a nie pojedynczych przedsiębiorców. Żeby zaczęła obowiązywać firmy, konieczna jest nowelizacja, na którą czekamy i która z dużym prawdopodobieństwem zadzieje się ona na ostatnią chwilę. Status na dziś jest taki, że projekt będzie rozpatrywany dopiero we wrześniu.

Co to oznacza dla przedsiębiorców? 

Najpierw muszę podkreślić, że sama dyrektywa jest w dużej mierze zbieżna z już obowiązującymi ustawami: ustawą o przeciwdziałaniu nieuczciwym praktykom rynkowym, w zakresie zasad prowadzenia komunikacji i reklamy wobec konsumentów i ustawą o prawach konsumenta – przede wszystkim w zakresie obowiązków informacyjnych dotyczących cech produktów. Sama implementację można określić jako literalną.

A co ten poślizg legislacyjny oznacza dla przedsiębiorców? To, że obowiązki wynikające z dyrektywy EmpCo „zaistnieją” dopiero po przejściu pełnej ścieżki legislacyjnej, tak samo jak w przypadku innych regulacji. Natomiast nie zmienia to faktu, że jeśli firmy jeszcze nie rozpoczęły zmian w tym zakresie, to nie powinny już zwlekać z działaniem, ponieważ obowiązków w zakresie komunikacji środowiskowej i społecznej wynikających z obowiązującego prawa jest i tak bardzo dużo. Jeśli firma dowiedziała się o greenwashingu dopiero przy okazji dyskusji o EmpCo, to i tak ma co robić.

Sama praktyka UOKiK z ostatnich trzech lat również pokazuje, że urząd odpowiedzialny za nadzór nad tym obszarem działa i stawia zarzuty na bazie już funkcjonującej regulacji.

Katarzyna Pierzchała
ZOBACZ KOMENTARZE (0)
30. sierpień 2026 07:53