StoryEditor
Rynek i trendy
27.02.2025 11:38

Dermokosmetyki – czy są przyszłością w pielęgnacji skóry?

Ekspansję rynkową dermokosmetyków utrudniają znaczne koszty ich produkcji. Ze względu na składniki aktywne oraz specjalistyczną formułę produkty te są zdecydowanie droższe od tradycyjnych kosmetyków / shutterstock

Dermokosmetyki to jeden z najszybciej rozwijających się segmentów branży kosmetycznej. Na wzrost sprzedaży tych produktów wpływa nie tylko wzrost świadomości konsumentów, ale też czynniki demograficzne i upowszechnienie się zabiegów estetycznych.

Dermokosmetyki są segmentem rynku, w którym branża urody łączy się z medycyną, a dokładniej – z dermatologią. Wpisują się w ideę holistycznego dbania o zdrowie. 

Skąd się wzięły dermokosmetyki?

Sam termin dermokosmetyki powstał w latach 70. XX wieku, a jego autorem był francuski farmaceuta Pierre Fabre. Nie są one oddzielną kategorią z punktu widzenia prawa – podlegają takim samym regulacjom jak inne kosmetyki. Nie są produktami medycznymi ani lekami, więc nie można ich stosować do leczenia konkretnych schorzeń skóry. Ich stosowanie może natomiast wspierać terapie dermatologiczne, a także przede wszystkim zapobiegać występowaniu części problemów ze skórą takich jak wysuszenie, przebarwienia czy zmarszczki. 

Choć brak dokładnej definicji dermokosmetyków, a postrzeganie, co można zaliczyć do tej kategorii może różnić się w zależności od brandu, zazwyczaj zakłada się, że są to kosmetyki przeznaczone dla skóry o specjalnych potrzebach, np. skóry wrażliwej, naczyniowej, trądzikowej czy starzejącej się. 

Kolejny segment tego rynku stanowią kosmetyki przeznaczone do pielęgnacji skóry głowy, co łączy się z pielęgnacją włosów – są to produkty zapobiegające łysieniu czy przeciwłupieżowe. 

Do opracowania składu dermokosmetyków wykorzystuje się składniki, które zostały gruntownie przebadane klinicznie i które rozwiązują określone problemy dermatologiczne takie jak trądzik, przebarwienia czy egzema, bywają więc zalecane przez dermatologów.    

Dynamiczny rozwój rynku i czynniki napędzające wzrost

Główne czynniki napędzające rozwój tego segmentu to wzrastająca świadomość konsumentów, ale też kwestie demograficzne i epidemiologiczne, takie jak starzenie się społeczeństw, wzrost występowania alergii skórnych czy stres, który też może przełożyć się na występowanie problemów dermatologicznych. Kolejnym z czynników są zmiany środowiskowe, w tym zanieczyszczenie powietrza. Wreszcie – wzrastająca zamożność części społeczeństw ma przełożenie na to, że konsumenci mogą pozwolić sobie na kupno produktów luksusowych, do których wliczają się dermokosmetyki. 

Czytej też: Marki luksusowe i premium w Polsce 2024/25: największe wyzwania [RAPORT]

Dermokosmetyki, choć przeznaczone do specjalnych potrzeb skóry, również z dermatozami, są łatwo dostępne. W aptekach i drogeriach wyspecjalizowanych w tym asortymencie kupujący mogą uzyskać profesjonalną poradę i dzięki temu dobrać produkt odpowiedni do swoich potrzeb.

Według raportu Global Market Insights, kanały dystrybucji dermokosmetyków dzielą się na supermarkety i hipermarkety, apteki i drogerie, internetowe kanały e-commerce oraz inne kanały dystrybucji. W 2023 roku segment aptek i drogerii osiągnął wynik 23,8 miliarda dolarów. 

Profilaktyka i zwalczanie chorób cywilizacyjnych 

„Wiley Online Library” alarmuje, że egzema czyli atopowe zapalenie skóry stała się poważnym globalnym problemem zdrowia publicznego i aż 6 proc. dzieci i nastolatków ma obecnie jej objawy, z kolei dane „National Library of Medicine” pokazują, że częstotliwość występowania trądziku u nastolatków i młodych osób dorosłych szacuje się w Stanach Zjednoczonych na 35 do nawet 90 proc. Światowa Organizacja Zdrowia (WHO) oszacowała, że w 2023 roku choroby skóry dotknęły łącznie około 1,8 miliarda osób, a w rejonach tropikalnych lub o ograniczonych zasobach zakażenia skóry spowodowane bakteriami, wirusami, grzybami lub pasożytami stają się dominującym problemem zdrowotnym. 

Podkreśla to zatem krytyczną potrzebę stosowania zaawansowanych rozwiązań dermokosmetycznych w celu nie tylko skutecznej diagnozy i leczenia, ale także zapobiegania takim zakażeniom – piszą Mariam Faizullabhoy i Gauri Wani z Global Market Insights. 

Zgodnie z danymi WHO, w 2020 roku zdiagnozowano ponad 1,5 miliona przypadków nowotworów skóry. Ze względu na to, że są one powodowane głównie przez promieniowanie ultrafioletowe, to właśnie rynek kosmetyczny jest kluczowy w zakresie profilaktyki. Promieniowanie UV przyczynia się do powstawania czerniaka, raka podstawnokomórkowego oraz raka kolczystokomórkowego. 

Wiele osób sięgało do tej pory po kosmetyki z filtrami SPF (Sun Protection Factor, czyli współczynnik ochrony przeciwsłonecznej) tylko latem, traktując je jako „kremy do opalania”, co jest poważnym błędem, ponieważ promieniowanie UV występuje nawet zimą. W miesiącach letnich z większą niż przez resztę roku intensywnością działa promieniowanie UVB, które jest blokowane przez chmury oraz szkło, ale promieniowanie UVA działa przez cały rok, jest w stanie przenikać przez chmury oraz okna oraz oddziałuje na głębsze warstwy skóry.

Wzrost świadomości konsumentek i konsumentów w tym zakresie wpływa na upowszechnienie kremów z filtrami UVA i UVB, co przyczynia się do wzrostu popularności dermokosmetyków. Zamiast elementem wakacyjnej apteczki, stają się one częścią codziennej pielęgnacji.

Czytaj też: Makijaż i pielęgnacja w jednym: jak rośnie popularność SPF w kosmetykach

Dermokosmetyki są także powszechnie polecane po zabiegach z zakresu kosmetologii i medycyny estetycznej, które stają się coraz bardziej popularne, wręcz powszechne. „Medycyna estetyczna stanie się mainstreamowa, popularność zyskają produkty przeznaczone do pielęgnacji przed i po zabiegu” – przewiduje Mintel w swoim najnowszym raporcie „Global Beauty and Personal Care Trends 2025”

Siła badań naukowych

Prężny rozwój sektora dermokosmetyków nie byłby możliwy, gdyby nie rozwój technologiczny. Zarówno głębsze rozumienie tego, jak funkcjonuje ludzka skóra, jak i innowacje technologiczne umożliwiają opracowanie nowych, coraz bardziej skutecznych produktów. 

Ważnym trendem dla segmentu dermokosmetyków są współprace, nawiązywane przez brandy w zakresie badań i rozwoju. Na przykład w maju 2020 roku koncern L’Oréal Group nawiązał partnerstwo z Melanoma Research Alliance, aby wspomóc badania nad zapobieganiem i wykrywaniem nowotworów skóry przy użyciu zaawansowanej technologicznie sztucznej inteligencji, a w listopadzie 2020 roku firma CTIBiotech zaprezentowała dwie technologie biodrukowania modeli całej skóry, które zostały zaprojektowane tak, by umożliwić prace badawcze nad pielęgnacją zgodną z potrzebami. 

Skupiając się na skuteczności, bezpieczeństwie i preferencjach konsumentek i konsumentów, marki dermokosmetyczne nadal przesuwają granice innowacji, kształtując przyszłość pielęgnacji skóry. Nanotechnologia umożliwiła rozwój systemów aplikacji, które zwiększają penetrację składników aktywnych w skórę, umożliwiając ukierunkowane zabiegi i zwiększoną skuteczność – mówią Mariam Faizullabhoy i Gauri Wani, analitycy Global Market Insights.

Ważnym przełomem technologicznym było dojście do tego, jak zastosować w przemyśle kosmetycznym właściwości peptydów. Są to białka zbudowane z krótkich łańcuchów aminokwasów. Stanowią ważną część budulcową organizmów żywych, ale z wiekiem ich ilość w skórze maleje. Z tego powodu peptydy znalazły zastosowanie w pielęgnacji skóry dojrzałej. Dzięki swoim niewielkim rozmiarom peptydy mogą przenikać w głąb skóry i poprawić jej wygląd bez stosowania inwazyjnych metod, takich jak botoks czy chirurgia plastyczna. Peptydy wpływają na syntezę kolagenu i elastyny, poprawiają koloryt skóry, a także przyspieszają gojenie i wygładzają zmarszczki. Wartość mld dolarów.

Zagrożenia dla sektora dermokosmetyków 

Ekspansję rynkową dermokosmetyków utrudniają znaczne koszty ich produkcji. Ze względu na składniki aktywne oraz specjalistyczną formułę produkty te są zdecydowanie droższe od tradycyjnych kosmetyków, co stanowi barierę dla krajów rozwijających się, a także ogranicza grupę użytkowników w tych rejonach, gdzie są one łatwo dostępne. Problemem dla rynku może też stać się wysoka konkurencja – wprowadzanie nowych produktów może być coraz trudniejsze, szczególnie dla mniejszych firm, które nie będą w stanie zainwestować w szerokie programy badawcze.

Kolejnym zagrożeniem dla tego sektora są potencjalne regulacje prawne – do produkcji dermokosmetyków coraz częściej wykorzystywane są produkty kojarzone z medycyną, nie z branżą beauty. Może do doprowadzić do wprowadzenia obostrzeń w procesie produkcji, a co za tym idzie – do wzrostu cen. Także konsumenci wymagają pełnej przejrzystości w zakresie składów, korzystania ze składników naturalnych i organicznych, prezentowania dowodów na skuteczność produktów oraz etycznych metod produkcji, np. wykluczających testy na zwierzętach. 

Dermokosmetyki w Polsce 

W Polsce w 2023 roku rynek dermokosmetyków odnotował wzrost rok do roku w wysokości 13,7 proc., a prognozy firmy badawczej PMR wskazują że tempo to będzie coraz wyższe.

Jeszcze rok temu wydawało się, że Polki i Polacy ograniczą zakupy dóbr luksusowych, w tym dermokosmetyków. Jednak rok 2023 pokazał, że w obliczu rosnących cen nie oszczędzamy na zdrowiu, w tym na zakupie dermokosmetyków. Choć liczba sprzedanych produktów nie wzrosła znacząco, to wartość sprzedaży wzrosła o blisko 14 proc. rok do roku, przekraczając granicę 3 md zł sprzedaży aptecznej i pozaaptecznej. W tym znaczącym wzroście rynku kluczową rolę odegrała inflacja – informuje Marta Marszałek, starsza analityczka rynku farmaceutycznego i ochrony zdrowia z PMR Market Experts, komentując dane z raportu „Rynek dermokosmetyków w Polsce. Analiza rynku i prognozy rozwoju na lata 2024-2029”

Choć dermokosmetyki wciąż kojarzą się z aptekami, to wg PMR ich sprzedaż w aptekach stacjonarnych spadła z 82 proc. w 2016 roku do 66 proc. w 2023 roku. Jest to spowodowane rozwojem kanałów online, w tym aptek internetowych.

Badania na temat zakupu dermokosmetyków jako firma PMR przeprowadzamy cyklicznie od wielu lat. Jeszcze w 2016 roku 3 proc. naszych respondentów wskazywało na dokonywanie zakupu tych produktów w e-sklepie, a 4 proc. w e-aptece. Badanie ze stycznia 2023 roku pokazuje jednak, że ten odsetek wzrósł dziesięciokrotnie – do odpowiednio 28 proc. i 36 proc. –  podkreśla Marta Marszałek. – Według naszych prognoz do 2028 roku internet pozostanie najszybciej rozwijającym się kanałem sprzedaży dermokosmetyków w Polsce.

Anna Tess Gołębiowska

Powyższy artykuł został pierwotnie opublikowany w drukowanym roczniku Wiadomości Kosmetycznych "Przyszłość rynku beauty 2025".  

Egzemplarze rocznika można zamawiać tutaj

ZOBACZ KOMENTARZE (0)
StoryEditor
Rynek i trendy
22.09.2026 09:07
Moc opakowania – budowanie przewagi w segmencie kosmetyków i chemii gospodarczej
materiał partnera

Mniej niż jedno na cztery opakowania wyróżnia się na półce – wynika z audytu przeprowadzonego w Polsce przez DS Smith, wiodącego producenta opakowań z tektury falistej dla produktów z segmentu kosmetyków i chemii gospodarczej. Kategorie artykułów stają się trudniejsze do odróżnienia, a same produkty coraz łatwiej przeoczyć na półce. Co to oznacza i jak można temu zapobiec? Dowiedz się więcej podczas webinaru już 8 października 2026 roku!

Kategoria kosmetyków i chemii gospodarczej od kilku lat rozwija się bardzo dynamicznie. Z jednej strony powstało wiele nowych i niszowych marek, które oferują specjalistyczne produkty, wyróżniające się pod względem formuły i właściwości. Z drugiej strony coraz więcej sklepów inwestuje w rozwój marek własnych, tworząc szerokie portfolio produktów. Rynek jest rozdrobniony, konkurencja wśród marek jest duża, a walka o klienta wymaga nowego podejścia i strategii. 

Chociaż cena i jakość produktów wciąż odgrywają znaczącą rolę przy podejmowaniu decyzji zakupowych, to coraz mocniej walka rozgrywa się również na innych polach. Jak zwracają uwagę eksperci DS Smith, aż 74% produktów przebadanych podczas audytu było wystawionych
w opakowaniach typu SRP (Shelf Ready Packaging). Bardzo często właśnie to opakowanie zbiorcze jest pierwszym miejscem styku klienta z marką, co oznacza, że może ono znacząco przyciągać uwagę, jak również budować pozytywne doświadczenia z marką. Niestety, wyniki audytu pokazują, że marki niedostatecznie wykorzystują ten potencjał.

Niewykorzystany potencjał opakowań

Kiedyś rola opakowań zbiorczych sprowadzana była przede wszystkim do funkcji logistycznej, jednak na przestrzeni lat mocno się to zmieniło. Wpływ na to miały m.in. zmiany nawyków zakupowych konsumentów, rozwój nowych kanałów zakupowych i sposobów dystrybucji, czy czas rotacji produktów na półkach. Dziś odpowiednio zaprojektowane rozwiązania opakowaniowe zapewniają nie tylko bezpieczeństwo produktów w transporcie oraz w sklepie, ale przede wszystkim umożliwiają odpowiednią ekspozycję artykułów na półce sklepowej, pełne wykorzystanie funkcji brandingowej oraz dostarczenie niezbędnych informacji o produkcie. Nie wszystkie firmy zdają sobie sprawę, że czasami wystarczą niewielkie zmiany, aby wykorzystać pełen potencjał opakowań zbiorczych do tworzenia pierwszych, pozytywnych doświadczeń klienta oraz budowania świadomości marki w perspektywie długofalowej.

Chcesz wykorzystać moc opakowań? Zapisz się na webinar DS Smith 

Już 8 października 2026 obędzie się webinar organizowany przez DS Smith, który będzie skierowany między innymi do producentów, właścicieli marek, przedstawicieli sieci handlowych oraz osób odpowiedzialnych za rozwój produktów, zakupy, opakowania, logistykę i sprzedaż.

Podczas webinaru eksperci DS Smith opowiedzą m.in.:

  • jak opakowania mogą wpłynąć na optymalizację łańcucha dostaw oraz wzrost sprzedaży produktów,
  • jakie trendy konsumenckie wpływają na rynek, a tym samym na sprzedaż i dystrybucję produktów,
  • o wdrożeniu innowacyjnych rozwiązań opakowaniowych oraz ich przełożeniu na wyniki biznesowe.

Rejestracja na webinar daje natychmiastowy dostęp do raportu podsumowującego audyt DS Smith przeprowadzony w lipcu 2026 roku w polskich sklepach. Materiał prezentuje najważniejsze trendy, zmiany rynkowe i wyzwania związane z projektowaniem oraz doborem opakowań dla produktów z segmentu kosmetyków i chemii gospodarczej.

ARTYKUŁ SPONSOROWANY
ZOBACZ KOMENTARZE (0)
StoryEditor
Rynek i trendy
21.09.2026 15:15
„Lalka” miała wszystko, by stworzyć beauty collab. Netflix nie wykorzystał tej szansy
Netflix

Sześcioodcinkowa „Lalka” Netflixa ma dokładnie te elementy, które pozwalają kostiumowej produkcji wyjść poza ekran: silną bohaterkę, wyrazisty świat wizualny, status, klasowe aspiracje, rytuały piękna i rozpoznawalny kod kulturowy. W momencie, gdy polski rynek kosmetyczny jest wart już 6,4 mld euro, a konsumenci coraz częściej kupują nie tylko produkt, lecz także jego historię i doświadczenie, brak wyrazistej współpracy beauty wokół serialu wygląda jak niewykorzystana szansa. „Bridgerton” pokazuje, jak można było zrobić to inaczej.

„Lalka” pojawiła się na Netflixie 16 września. Produkcja Pawła Maślony to sześć odcinków kostiumowego dramatu, który nie jest klasyczną ekranizacją powieści Bolesława Prusa. Twórcy wykorzystali literacki pierwowzór jako punkt wyjścia do opowieści o miłości, obsesji, pieniądzach, awansie społecznym i walce o niezależność. W centrum znalazły się Izabela Łęcka i Stanisław Wokulski, ale świat serialu tworzą także kostiumy Doroty Roqueplo, scenografia Joanny Machy i charakteryzacja Dariusza Krysiaka.  

Z perspektywy rynku kosmetycznego ta informacja jest ważniejsza, niż może się wydawać. Bo „Lalka” nie jest tylko opowieścią, którą można obejrzeć. To gotowy świat estetyczny, który można było przełożyć na produkt.

I właśnie tego przełożenia zabrakło.

Beauty jest już częścią ekonomii popkultury

To nie jest moment, w którym marka kosmetyczna musi uzasadniać, dlaczego chce współpracować z serialem. Beauty collaby stały się jednym z narzędzi monetyzowania popkulturowych franczyz. Netflix sam od kilku lat rozwija model, w którym produkty konsumenckie mają pozwalać widzowi „wejść głębiej” w świat produkcji, wyrażać fandom i przedłużać historię poza ekran. Tak właśnie platforma opisywała swoją strategię przy „Bridgertonach”.  

A potencjał jest szczególnie duży właśnie w kosmetykach i perfumach, ponieważ te kategorie nie wymagają dosłownego kopiowania kostiumu czy scenografii. Mogą przejąć emocję, kolor, zapach, rytuał i charakter bohaterki.

Polski rynek daje dziś ku temu mocne podstawy. Według najnowszego raportu Polskiego Związku Przemysłu Kosmetycznego wartość krajowego rynku kosmetycznego wyniosła w 2025 r. 6,4 mld euro, o 9,3 proc. więcej niż rok wcześniej. Polska odpowiada za 7 proc. rynku kosmetycznego UE i jest jego piątym co do wielkości rynkiem. W ciągu dekady wartość krajowego rynku wzrosła o 85 proc.  

Wydaje się niemal absurdalne nazywać sprawy po imieniu, ale zróbmy to: polski rynek beauty to nie jest mały, niszowy sektor, dla którego współpraca z popularnym serialem byłaby wyłącznie ciekawostką PR-ową. To rynek, na którym istnieje wystarczająco dużo marek, kategorii i konsumentów, aby popkulturowe IP mogło stać się realnym narzędziem sprzedaży.

Tym bardziej warto przyjrzeć się temu, co zrobił „Bridgerton”.

„Bridgerton” nie sprzedaje logo

Już w 2021 r. Netflix i Shondaland nawiązali współpracę z Pat McGrath Labs. Powstała kolekcja makijażowa inspirowana serialem, ale partnerstwo miało dodatkową wartość: kosmetyki Pat McGrath były wykorzystywane przy pracy z całą obsadą podczas zdjęć, a Nicola Coughlan została twarzą i muzą kolekcji. Produkt nie był więc przypadkowym gadżetem z logo. Był częścią języka wizualnego produkcji.  

image

Fenomen Bridgerton i milczenie polskich marek kosmetycznych — jak skorzystać na hitowym serialu?

To jest dosyć fundamentalna różnica. W słabszym modelu mamy schemat: serial → logo → produkt → sprzedaż. W modelu „Bridgertona”: świat serialu → kod estetyczny → produkt → doświadczenie konsumenta. Dzięki temu kosmetyk nie mówi wyłącznie „oglądam ten serial”. Mówi coś więcej, co pozwala marką "Bridgerton" sprzedać de facto wszystko, od mebli przez ubrania po waciki kosmetyczne: „chcę mieć fragment tego świata”.

Netflix i Shondaland nie poprzestały na jednej kolekcji makijażowej. W 2024 r., przy okazji trzeciego sezonu, platforma wymieniała wśród nowych partnerstw m.in. Kiko Milano Beauty, a równolegle rozwijano współprace z markami lifestyle’owymi. Netflix stworzył także w Nowym Jorku „Bridgerton Promenade” – wydarzenie, które łączyło doświadczenie świata serialu z prezentacją nowych produktów.  

W 2026 r. portfolio jest jeszcze szersze. Netflix wymienia m.in. współprace „Bridgertona” z Dove, NYX Professional Makeup i Coty. Coty stworzyło pierwszą oficjalną kolekcję zapachów „Bridgerton”: trzy wody perfumowane – Dearest Tempting Peach, Dearest Rebel Vanilla i Dearest Graceful Hydrangea. NYX rozwija kolejne kolekcje makijażowe, a Dove oferuje limitowaną linię produktów do kąpieli i pielęgnacji ciała.  

To ważne także z punktu widzenia kategorii.

„Bridgerton” nie zatrzymał się na makijażu. Przeszedł od make-upu do body care, od body care do fragrance, a następnie do całego lifestyle’u. To dokładnie ten mechanizm, którego zabrakło przy „Lalce”. A przecież Izabela Łęcka jest gotowym beauty IP. W powieści jej wygląd nie jest neutralny. Jest częścią jej pozycji społecznej, narzędziem komunikowania przynależności do arystokracji i elementem świata, który Wokulski próbuje zdobyć. Nowy serial dodatkowo interpretuje ją jako kobietę próbującą wymknąć się społecznym ograniczeniom. Netflix opisuje jej postać poprzez własny plan na życie i pragnienie określenia własnego miejsca w zmieniającym się świecie.  

To jest właściwie gotowy consumer insight; Izabela mogła być nie tyle twarzą kosmetyku, ile bohaterką całej jego historii.

image

Dove we współpracy z serialem Netflixa “Bridgerton” – kampania „Let Them Talk”

Jeszcze ciekawsza byłaby jednak interpretacja współczesna, a nie rekonstrukcja historyczna. „Łęcka” mogłaby oznaczać określony styl makijażu, „Wąsowska” – inny typ kobiecości. Serial daje przecież kilka różnych kobiecych archetypów. Netflix sam podkreśla kontrast między Izabelą a Wąsowską, którą przedstawia jako ikonę wolności i kobietę żyjącą poza konwenansami.  

To niemal gotowa architektura kolekcji.

Największy potencjał ma jednak zapach

W przypadku „Lalki” szczególnie interesująca byłaby wspomniana już kategoria fragrance. „Bridgerton” już pokazał, że świat kostiumowego serialu można sprzedać przez zapach. W 2026 r. oficjalna kolekcja Coty składa się z trzech perfum, a więc nie jednego produktu „z logo”, lecz całej olfaktorycznej interpretacji świata przedstawionego.  

„Lalka” daje pod tym względem równie dużo materiału: kwiaty, wnętrza, pudry, tkaniny, drewno, herbatę, ogród, wieczorne spotkania, teatr, salony i oczywiście kontrast między arystokratycznym światem Łęckich a bardziej pragmatycznym światem Wokulskiego. Można było nawet stworzyć dwie równoległe narracje zapachowe: „salon” i „sklep”, luksus i przedsiębiorczość, arystokracja i mieszczaństwo. To byłoby znacznie bardziej interesujące niż klasyczne „perfumy inspirowane serialem”.

Można było zbudować wokół niej kolekcję makijażową opartą na kolorach świata „Lalki”. Można było stworzyć zapach inspirowany jej salonem, garderobą albo ogrodem Wąsowskiej. Można było opracować produkt typu mgiełka do ciała, perfumy do włosów czy świecę, która przenosiłaby zapachowy kod XIX-wiecznego salonu do współczesnego mieszkania.

Dane pokazują, że beauty potrzebuje takich historii

Rynek również sprzyja tego typu eksperymentom. Według Euromonitor International sprzedaż wartościowa kategorii premium beauty and personal care w Polsce wyniosła w 2025 r. 4,914 mld zł, co oznaczało wzrost o 10 proc. rok do roku. Jednocześnie cały rynek beauty and personal care w Polsce zwiększył sprzedaż wartościową o około 7 proc.  

image

Netflix i Bath & Body Works stworzyły linię kosmetyków inspirowaną serialem Bridgerton

To szczególnie istotne w kontekście „Lalki”, ponieważ serial opowiada o aspiracji, statusie i pragnieniu uczestnictwa w świecie dóbr luksusowych. A właśnie te wartości są częścią współczesnej ekonomii beauty.

Nie chodzi więc o to, aby kosmetyk „pasował do epoki”. Chodzi o to, aby mechanizm, o którym opowiada serial, pasował do mechanizmu kategorii. „Lalka” mówi: przedmioty komunikują status. Branża beauty i cała kultura konsumpcji mówi: przedmioty komunikują tożsamość.

Punkt styku jest oczywisty.

„Bridgerton” zrobił z fandomu kategorię zakupową

Jeszcze mocniej pokazują to dane dotyczące konkretnych współprac. Współprace marek kosmetycznych z „Bridgertonem” wskazują, że dobrze dobrane IP może być czymś więcej niż narzędziem do budowania rozgłosu wokół limitowanej kolekcji. W niektórych przypadkach przełożyło się ono bezpośrednio na sprzedaż, w innych – na pozyskanie nowych klientów, wzrost wartości medialnej czy bardzo szybkie wyprzedanie produktów.

Jednym z najmocniejszych przykładów jest Bath & Body Works. Podczas calla po premierze współpracy firma poinformowała, że produkty z kolekcji „Bridgerton” odpowiadały za 4 proc. sprzedaży całej sieci w okresie launchu. Spółka określiła reakcję konsumentów jako przekraczającą oczekiwania i zwiększała zatowarowanie najlepiej sprzedających się zapachów oraz formatów. Trzeba przy tym zaznaczyć, że 4 proc. oznacza udział kolekcji w sprzedaży w okresie premierowym, a nie udział w rocznych przychodach Bath & Body Works. Współpraca wygenerowała również ponad 1 mld impresji i była – według firmy – najbardziej angażującą kampanią marki w social media w tamtym roku.

Efekt „Bridgertona” był widoczny także w przypadku marek, dla których kluczowym rezultatem nie była bezpośrednio raportowana sprzedaż, lecz wartość wygenerowanej ekspozycji. Kolekcja KIKO Milano × „Bridgerton” wygenerowała w pierwszym tygodniu 574 tys. dolarów Media Impact Value, według danych Launchmetrics cytowanych przez „Forbes”. MIV nie jest przychodem ani wartością sprzedaży – to estymacja wartości ekspozycji medialnej i w mediach społecznościowych – ale pozwala ocenić skalę komunikacyjnego oddziaływania współpracy. Dla porównania, w tym samym pierwszym tygodniu collab Primark × „Bridgerton” wygenerował 1,6 mln dolarów MIV. Różnica pokazuje, że siła IP może być szczególnie duża w przypadku marek, które potrafią wykorzystać społecznościowy i wizualny charakter fandomu.

image

Brytyjska marka stworzyła perfumy we współpracy z... Netflixem. Co było inspiracją?

Jeszcze bardziej bezpośrednie sygnały sprzedażowe przyniosła współpraca Pat McGrath Labs z „Bridgertonem”. Pierwsza kolekcja, uruchomiona w grudniu 2021 r., obejmująca m.in. paletę cieni, trio różu i dwa rozświetlacze, wyprzedała się w ciągu kilku dni od premiery. W styczniu została ponownie zatowarowana, a już w 2022 r. powstała kolejna odsłona współpracy, tym razem obejmująca m.in. róż, rozświetlacz, paletę cieni, body shimmer, eyeliner i 3 pomadki. To istotny przykład, ponieważ pokazuje przejście od jednorazowego „hype’u” do kolejnej komercyjnej współpracy. Podobny mechanizm widoczny był w przypadku Beekman 1802. Marka, która stworzyła kolekcję „Bridgerton” obejmującą m.in. produkty do ciała i mydła, odnotowała wyprzedanie najlepiej sprzedających się SKU. Jednocześnie współpraca wygenerowała 46 publikacji prasowych oraz 1,8 mld wyświetleń wygenerowanych przez influencerów.

Najciekawszy z perspektywy długoterminowego biznesowego efektu jest jednak przypadek Lush. Według danych przytaczanych przez „TheWrap” za „Forbes”, po uruchomieniu kolekcji „Bridgerton” liczba miesięcznych subskrybentów marki wzrosła o 25 proc., a 20 proc. sprzedaży pochodziło od nowych klientów. Oznacza to, że wartość współpracy nie musiała kończyć się wraz z wyczerpaniem zapasu limitowanych produktów. IP mogło działać jako mechanizm akwizycji – przyciągnąć do marki osoby, które wcześniej nie należały do jej bazy klientów. Z biznesowego punktu widzenia jest to istotna różnica między collabem generującym jedynie krótkotrwały pik zainteresowania a współpracą, która może poszerzać bazę konsumencką.

image

NYX Professional Makeup x Bridgerton: strategia „royal beauty” napędza także polski rynek kosmetyczny

Zebrane przykłady pokazują więc kilka różnych sposobów, w jakie „Bridgerton” oddziaływał na biznes partnerów: od bezpośredniego udziału w sprzedaży (4 proc. w przypadku Bath & Body Works), przez szybkie wyprzedawanie kolekcji, po generowanie wartości medialnej, zasięgów i pozyskiwanie nowych klientów. Szczególnie istotne jest przy tym rozszerzenie działania IP poza makijaż – przypadki Bath & Body Works, Beekman 1802 i Lush pokazują, że estetyka i narracja „Bridgertona” mogły być monetyzowane również w kategoriach zapachowych, body care czy produktów lifestyle’owych. Wspólnym mianownikiem nie była zatem konkretna kategoria kosmetyczna, lecz zdolność rozpoznawalnego IP do przeniesienia zainteresowania widzów serialu na produkty komercyjne.

Nie oznacza to oczywiście, że podobne wyniki byłyby automatycznie możliwe w Polsce. „Bridgerton” jest globalną franczyzą, a dane dotyczą konkretnych rynków, marek i okresów premierowych. Pokazują jednak coś ważniejszego: popkulturowe IP może generować mierzalną wartość dla marek beauty, jeśli współpraca jest częścią większej narracji.

To nie jest więc wyłącznie kwestia „fajnego opakowania”.

Gdzie „Lalka” przegapiła moment?

Paradoks polega na tym, że „Lalka” ma nawet przewagę, której nie ma „Bridgerton”. Ma lokalny kod kulturowy.

„Bridgerton” musi zbudować fikcyjną wersję regencyjnej Anglii. „Lalka” może korzystać z zakorzenionej w polskiej kulturze historii, którą kolejne pokolenia znają ze szkoły. Nowa adaptacja mogła więc zrobić coś więcej niż sprzedać nostalgiczny produkt. Mogła odczarować klasykę poprzez beauty i pokazać młodszym konsumentkom, że polskie dziedzictwo kulturowe może być materiałem dla współczesnej marki.

image

Kolejna marka łączy siły z Bridgerton: tym razem jest to Kiko Milano

To byłaby również szansa dla polskich producentów. Przy rynku wartym 6,4 mld euro i wzroście o 9,3 proc. trudno argumentować, że brakuje zarówno skali, jak i kompetencji produkcyjnych. Polska branża jest piątym rynkiem kosmetycznym UE, a w 2025 r. awansowała także na ósme miejsce wśród największych eksporterów kosmetyków na świecie.  

Potencjalnych partnerów można więc było szukać zarówno wśród marek makijażowych, jak i perfumeryjnych, pielęgnacyjnych, haircare czy home fragrance.

Nie chodziło o kolejną paletę z logo Netflixa

Największym błędem byłoby zresztą skopiowanie „Bridgertonów” jeden do jednego. „Lalka” nie potrzebowała pastelowej kolekcji, koronki i kilku kwiatowych nazw, tylko własnego języka konsumenckiego. Jej siłą mogły być pieniądze, status, aspiracja, emancypacja, warszawska ulica, arystokratyczny salon, przedsiębiorczość Wokulskiego i kobiety negocjujące swoją pozycję w świecie, który został zbudowany według zasad ustalonych przez innych. Wtedy collab z marką kosmetyczną przestałby być dodatkiem do premiery. Stałby się kolejnym sposobem opowiedzenia „Lalki”. Ba, sam Wokulski jest doskonałym lustrem dla Łęckiej, i mógłby stanowić doskonałą inspirację dla produktów przeznaczonych dla panów, od kolekcji barberskiej począwszy. W tej kwestii jeden Bytom próbował coś zadziałać, wprowadzając do sklepu online „lalczyną” serię odzieży męskiej, była to jednak próba polegająca, wydaje się, na skompilowaniu pod jedną kategorią nieobrandowanych nawet, gotowych towarów z portfolio marki.

I właśnie tu tkwi największa różnica między polską produkcją a „Bridgertonem”. Netflix potraktował „Bridgertona” jak uniwersum, które można konsumować także poza ekranem. „Lalka” nadal funkcjonuje niemal wyłącznie jak serial, który można oglądać. A przecież miała wszystko, aby stać się także zapachem, makijażem, rytuałem pielęgnacyjnym, doświadczeniem i produktem.

W świecie, w którym kosmetyki coraz częściej konkurują nie tylko formułą, ceną i skutecznością, ale również historią, emocją i przynależnością kulturową, była to wyjątkowo rzadka okazja. I dlatego największą stratą nie jest brak jednej limitowanej szminki „Izabela Łęcka”. Stratą jest niewykorzystanie możliwości, by sprawdzić, czy polska klasyka literacka może stać się pełnoprawnym beauty IP.

ZOBACZ KOMENTARZE (0)
23. wrzesień 2026 01:25